Recenzja: Music Hall HA11.1

Budowa

Pora na nie co przystępniejszy cenowo produkt, oto - Musi Hall HA11.1.

Pora na naprawdę przystępny cenowo produkt – oto Music Hall HA11.1.

   Music Hall  HA11,1 (w oryginale pisany cały z małych liter) to jak te litery niewielki, tani wzmacniacz słuchawkowy doby super popularności słuchawek. Wszakże nie taki na każdą okazję, to znaczy nieprzenośny. Mimo że stosunkowo niewielki, nie zmieści się do kieszeni i pracy bateryjnej nie oferuje. Prąd czerpać musi z gniazdka poprzez własny nagniazdkowy zasilacz 24V/150mA, zaopatrzony w komplet nakładek dopasowujących do różnych w zależności od kraju gniazdek. Sam wzmacniacz ma formę pudełka o wymiarach z grubsza 10 x 6 x 13 centymetrów i wadze 90 deko; przy czym rzuca się w oczy, że wykonano go pierwszorzędnie. Może nie aż jak chińską porcelanę, ale naprawdę porządnie. Cały jest z czarno anodyzowanego aluminium o karbowanych radiatorach, pełniących jedynie rolę ozdobną i usztywniającą, bo urządzenie się nie grzeje. Na prostokącie frontonu panuje minimalizm, a w jego ramach tylko pokrętło potencjometru, niebieska dioda aktywności i gniazdo 6,3 mm. Może obsłużyć słuchawki o impedancji 30 – 300 Ohm, a w takim razie wyjątkowo mało i wyjątkowo wysoko oporne nominalnie nie będą pasować. Potencjometr okazuje się być krokowy, wystaje daleko i chodzi lekko, zatem obsługa bez zastrzeżeń. Z tyłu po jednym komplecie wejść i jeden wyjść RCA, a zatem także funkcja przedwzmacniacza. Prócz tego jest tam oczywiście wejście zasilania i mały przycisk aktywacji, współpracujący ze światełkiem na przodzie. Całość stoi na czterech całkiem solidnych nóżkach z elastomeru i budzi sympatię wyglądem. Mała rzecz ale smaczna i do tego niedroga – raptem 900 złotych.

Musi Hall HA11.1 ma bardzo prosty, staromodny mygląd.

Music Hall HA11.1 ma prosty, klasyczny wygląd.

Ze spraw technicznych: stosunek sygnał/szum to przyzwoite ponad 70 dB, a zniekształcenia harmoniczne to mniej niż jedna setna procenta (0,01%). Moc wyjściowa natomiast nie mniejsza niż 10 mW dla oporności 30 Ω i odpowiednio narastająca dla wyższych, co nie jest wprawdzie wartością imponującą, ale moc na papierze często mija się z rzeczywistymi możliwościami. (W obie zresztą strony.)

Zauważmy jeszcze, iż wygląd, dopuszczalna oporność słuchawek i ścisła współpraca z Mikeʼm Creekʼiem nasuwają natychmiast skojarzenie z popularnym wzmacniaczem słuchawkowym Creek OBH-11, deklarującym bardzo zbliżone parametry i mającym niemal tą samą powierzchowność.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: Music Hall HA11.1

  1. Sławek napisał(a):

    Ciekawe jak się ma ten maluch do Vincenta KHV-111.
    To bardzo zacna słuchawkowa hybryda, lampkę można wymienić (12AX7), a dzięki 5 watom nawet ortodynamiki napędza.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Vincenta znam i jak dla mnie jest cokolwiek za ostry. Dopiero wymiana lampy na Mullarda czy Ampereksa go normalizuje. Generalnie gra inaczej, bo z mocną ekspozycją strzelistych sopranów, które Music Hall poszerza u podstawy i całościowo łagodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy