Recenzja: MrSpeakers Ether E

Budowa

MrSpeakers Ether E na stojaku Woo Audio.

   Odnośnie budowy sprawa będzie nad wyraz zwięzła, a to z tego prostego powodu, że sam producent nic nie powiedział. Nie ma żadnych technicznych danych, oficjalnej wyceny, ani jakichkolwiek opisowych szczegółów. Nie ma też, jak to nazywam, „Toy Story”, opowiadającej dlaczego i jak do tych Ether E doszło. Jest wyłącznie sam przedmiot i brzmienie.

Przedmiotem są słuchawki dość duże i dość lekkie – oczywiście elektrostatyczne. Okrągłe muszle mają średnicę 113 milimetrów, są płaskie, srebrzyste i ażurowe. Wykonano je z aluminium i wykonano bardzo starannie. Promieniście biegnące od centrum szprosy są węzłowo pogrubione na zbiegach z trzema kolistymi obwiedniami i czwartym kółkiem centralnym, co znamionuje staranność odlewu. Całość owej quasi pajęczej sieci obejmuje średnio grube koło zasadniczego obwodu, do którego przymocowano trzpieniowo (od tyłu, dokładnie na osi poziomej) półkoliste chwytaki, na których trzyma się pałąk. Też ażurowy i też lekki, z opaską nagłowną w postaci perforowanej dużymi otworami skóry. W użyciu bardzo wygodny, bo właśnie lekki i przewiewny, bardzo tym mało odczuwalny. I to jest duży plus, bo zrobić wygodny pałąk nie jest łatwo i nawet najwięksi miewają z tym problemy. Ale nie MrSpeakers. Regulacja zawieszenia jest suwakowa i nie nastręcza kłopotów, bo opór przesuwania można regulować na śrubowych zaciskach. Kabel dochodzi do obu muszli i jest odpinany. Lecz nie na zatrzask tylko także z udziałem śrub, że bez małego imbusa nie ruszysz.

Sam ten kabel jest dość jak na elektrostaty osobliwy, bo na przekroju okrągły a nie płaski i bardzo elastyczny. Oplot ma materiałowy a wtyk tradycyjny, jak zawsze u tego typu słuchawek symetryczny, 5-bolcowy. Do opisowego kompletu zostały nam jeszcze pady. Te są czarne, skórzane i nie obłe a płaszczyznowe. Płaska powierzchnia styku z głową przechodzi w płaskie powierzchnie boczne kątem prostym (identycznie jak u Audeze), a obrys po stronie wewnętrznej jest stosunkowo wąski, zostawiając wyjątkowo dużo miejsca na uszy.

Ogólnie słuchawki są bardzo wygodne, bo lekkie, przewiewne i pasowne. Tym wygodniejsze, że regulacja jest prosta a osiadanie pewne. Miłe także dla oka i charakterystyczne. – Nie pomylisz ich z żadnymi innymi i nie pomylisz nawet patrząc z daleka.

Klasyczny dla elektrostatów wtyk.

Impedancja wynosi 580V, czyli jest identyczna jak u wszystkich teraz oferowanych modeli Staksa, co zdobycie pasującego wzmacniacza czyni dziecinnie prostym. Sam nie użyłem jednak żadnego staksowskiego, ponieważ takowego nie miałem, ale żadna to strata, bo był na podorędziu lampowy Trilogy H1 oraz przystawka ifi iESL, umożliwiająca użycie dowolnego wzmacniacza głośnikowego. Użyłem zatem Octave V16, a także własną końcówkę Crofta z wiadomym przedwzmacniaczem.

I to niestety wszystko, co o budowie powiedzieć mogę. Może jeszcze tylko dorzucę, że pod ażurem osłony zewnętrznej widać aluminiowe sitko o jak igłą zrobionych otworkach, a po stronie wewnętrznej nad przetwornikiem jest cienka, czarna gąbka. I dodam, że słuchawki z pewnością są elektrostatyczne, co poznać po charakterystycznym szeleście membran przy ich zakładaniu.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: MrSpeakers Ether E

  1. Piotr91 napisał(a):

    Panie Piotrze,
    Gdyby miał Pan wybierać – Final D8000 czy recenzowane elektrostaty MrSpeakers’a? Cena ostatecznie może wylądować w bardzo podobnym przedziale.

    Z wydźwięku obu recenzji spodziewam się, że jednak pierwsze z wymienionych.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wybrałbym D8000. Bez wahania.

      1. Piotr91 napisał(a):

        Tak też się spodziewałem. Na AVS D8000 zrobiły na mnie lepsze wrażenie niż Ether E. Trzeba będzie raz jeszcze ich spróbować, tym razem w spokojnych warunkach.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Trudno sobie wyobrazić, jak mogłyby zagrać Ether E ze wzmacniaczem Stax T2 albo Orpheus HEV90, ale tak czy tak nie są to napędy szeroko dostępne, więc niewielki z ewentualnej świetności pożytek. Wielka szkoda, że nowy Stax T8000 rozczarował, wpisując się w najgorsze trendy wykorzystywania sławy marki do tanich zysków, no ale co robić. Pozostaje nadzieja, że ewentualna porażka rynkowa nowych właścicieli Staksa czegoś nauczy. Pod warunkiem, rzecz jasna, że to będzie porażka, bo kto wie, może na przekór realiom sukces?

  2. Colorfort napisał(a):

    Słuchałem na AVS. Podzielam opinię, – choć może inaczej bym to ujął. Główna różnica – do moich kilkorga Staxów – to scena 2D a nie 3D (wszystko w pewnym zakresie). Gdzieś mi się obiło na forach, że słuchawki są zrobione w większości z magnezu (i takie zrobiły na mnie wrażenie en’ pazur).
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na AVS grały z przeciętnej jakości wzmacniaczem i poprzez przystawkę Woo, która nie jest zła, ale od iESL słabsza. (Porównywałem.) Między innymi właśnie poziomem przejścia od 2D do 3D. Niemniej i z iESL scena MrSpeakers Ether E okazuje się mniej głęboka i ogólnie biorąc mniej widoczna aniżeli w Omegach.

      O składzie chemicznym surowca nie będę się wypowiadał, ale bardzo możliwe, iż jest to stop aluminiowo-magnezowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy