Recenzja: MrSpeakers Ether E

   To już trzecie słuchawki od MrSpeakers, wstępy więc niepotrzebne. Wiadomo – Dan Clark, California, bywszy twórca i producent głośników (stąd przydomek), a w latach ostatnich wraz z Audeze, OPPO i HiFiMAN-em reaktywator wysokiej klasy słuchawek ortodynamicznych (inaczej planarnych). Związane też z tym pewne zawirowania odnośnie wersji Flow obu modeli szczytowych (otwartego i zamkniętego) wiodącej serii Ether, również szczegółowo opisane. A na ostatnim AVS, który dopiero co przeleciał, słuchałem przez moment MrSpeakers Ether bez Flow, i mi się od Flow bardziej podobały. Nie przesądzam, ale drapnęły mnie, tak na pierwsze branie, bardziej prawdziwą muzyką – i teraz nie wiem czy lepsze z Flow, czy bez niego, ale na intuicję bez.

Nasza historia jest jednak inna, bo tyczy słuchawek elektrostatycznych. Tak nowych i tak jeszcze raczkujących, że ani cena nieznana, ani opakowanie, ani nawet moment wejścia na rynek (o ile w ogóle nadejdzie). Wiadomo jedynie, że pierwszy raz prototyp pokazywany był w 2016 na CanJam w San Diego i kilka razy tu i tam później, że na forum Head-Fi nawija się już wokół niego długi wątek, a sugerowana cena to ponoć $3000. I przede wszystkim wiadomo, że ma teraz na wypożyczeniu egzemplarz pokazowy polski dystrybutor, co wykorzystałem.

Ale zanim przejdę do sedna mała wstępna dygresja. Producentów słuchawek wyraźnie rzuca. Ni rusz nie mogą wysiedzieć przy swoim, czyli skupić się na udoskonalaniu własnego podwórza, tylko węszą za opłotkami. No bo wiadomo – trawa najzieleńsza tam, gdzie nas nie ma, na przykład u sąsiada. W poszukiwaniu tej najzieleńszości dr Fang Bian z HiFiMAN najpierw przeszedł od elektrostatów do planarów, by potem, po wielu latach, znów wskoczyć w elektrostaty i stworzyć Shangri-La – super drogą kontrpropozycję dla super drogich Sennheiser HE-1. A twórcy znakomitych słuchawek dynamicznych Final Audio Sonorous X na dniach dosłownie powołali do życia (sami siebie niejako zwalczając) planarne D8000, co pozwoliłem sobie skwitować owacją na stojąco. Sam też Sennheiser, który w latach 50-tych zaczynał od dynamicznych, na początku 90-tych zaliczył elektrostatyczny epizod, skutkujący fenomenalnym Orpheusem i mniej fenomenalną jego uboższą wersją, by następnie swe elektrostaty porzucić, a w 2015 odnowić. Mamy też w inną stronę przykład – japoński Fostex, tradycyjny dostawca planarów, odpalił w 2013 dynamicznego flagowca TH900, a też japońska Yamaha, producent znakomitych instrumentów muzycznych, pod koniec lat 70-tych oferowała najlepsze na świecie słuchawki planarne, by teraz produkować wyłącznie dziadowskie dynamiczne i dokanałowe. Miesza się to zatem, przeskakuje i nawzajem przenika, trzy są bowiem główne metody na dźwięk ze słuchawek, utrudniające ostateczny wybór. Jest szkoła dynamiczna, jest planarna (z wariacją AMT) i jest elektrostatyczna. I trzy w związku z tym inżynieryjne podejścia oraz trzy sekty wyznawców, głoszących wyższość jednych nad drugimi.

W związku z panującą słuchawkową modą, jak również z przedłożoną powyżej modą na przeskoki, każda ze szkół dysponuje co najmniej kilkoma przykładami referencyjnych konstrukcji, a sam, mimo iż podobno się znam, nie podejmuję się definitywnie rozstrzygać, czy lepsze są elektrostatyczne Orpheus HE90 i HE-1, dynamiczne Sony MDR-R10 i AKG K1000, czy może planarne Abyss 1266 i Final D8000, albo ewentualnie HiFiMAN Susvara. Każe mają swoje atuty, każde są rewelacyjne i referencyjne, a lista potencjalnie najlepszych bynajmniej się na nich nie kończy. Fakt, wyróżniłem kiedyś wielką czwórkę – HE90, R10, K1000 i Stax SR-Ω – ale nowy Orpheus HE-1 na pewno nie odbiega, a o Shangri-La też słyszałem wielce pochlebne opinie. (Sam nie miałem przyjemności zapoznać.) Także te nowe, planarne Final mają dużo do powiedzenia, chociaż w konfrontacji z dynamicznymi K1000 zaopatrzonymi w maksymalistyczny kabel i optymalny tor cokolwiek oddały pola. Ale z planarnych nie tylko one, bo od lat paru święcą tryumfy wspomniane, bardzo ciężkie i bardzo drogie JPS Labs Abyss 1266, o których wielu twierdzi, że właśnie one są najlepsze na świecie. (Również ich nie słyszałem.) Tak więc nie ma jednych najlepszych ani jednej metody. Trudno wobec tego się dziwić, że poszukiwania trwają a ścieżki krzyżują. Skrzyżowały się także Danowi Clarkowi, który skręcił z planarów w elektrostaty, czego efekt leży przede mną i już go opisuję.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

8 komentarzy w “Recenzja: MrSpeakers Ether E

  1. Piotr91 napisał(a):

    Panie Piotrze,
    Gdyby miał Pan wybierać – Final D8000 czy recenzowane elektrostaty MrSpeakers’a? Cena ostatecznie może wylądować w bardzo podobnym przedziale.

    Z wydźwięku obu recenzji spodziewam się, że jednak pierwsze z wymienionych.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wybrałbym D8000. Bez wahania.

      1. Piotr91 napisał(a):

        Tak też się spodziewałem. Na AVS D8000 zrobiły na mnie lepsze wrażenie niż Ether E. Trzeba będzie raz jeszcze ich spróbować, tym razem w spokojnych warunkach.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Trudno sobie wyobrazić, jak mogłyby zagrać Ether E ze wzmacniaczem Stax T2 albo Orpheus HEV90, ale tak czy tak nie są to napędy szeroko dostępne, więc niewielki z ewentualnej świetności pożytek. Wielka szkoda, że nowy Stax T8000 rozczarował, wpisując się w najgorsze trendy wykorzystywania sławy marki do tanich zysków, no ale co robić. Pozostaje nadzieja, że ewentualna porażka rynkowa nowych właścicieli Staksa czegoś nauczy. Pod warunkiem, rzecz jasna, że to będzie porażka, bo kto wie, może na przekór realiom sukces?

  2. Colorfort napisał(a):

    Słuchałem na AVS. Podzielam opinię, – choć może inaczej bym to ujął. Główna różnica – do moich kilkorga Staxów – to scena 2D a nie 3D (wszystko w pewnym zakresie). Gdzieś mi się obiło na forach, że słuchawki są zrobione w większości z magnezu (i takie zrobiły na mnie wrażenie en’ pazur).
    Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na AVS grały z przeciętnej jakości wzmacniaczem i poprzez przystawkę Woo, która nie jest zła, ale od iESL słabsza. (Porównywałem.) Między innymi właśnie poziomem przejścia od 2D do 3D. Niemniej i z iESL scena MrSpeakers Ether E okazuje się mniej głęboka i ogólnie biorąc mniej widoczna aniżeli w Omegach.

      O składzie chemicznym surowca nie będę się wypowiadał, ale bardzo możliwe, iż jest to stop aluminiowo-magnezowy.

  3. Tomek napisał(a):

    Na AVS grały z dość okrutnym wzmacniaczem SMSL, chłopaki tłumaczyli, że tylko to plus Woo i jakiś DAC na szybko udało się zorganizować w tak krótkim czasie: żeby w ogóle była jakakolwiek możliwość odsłuchu.
    Zasadzam się na ewentualne tournee, chcę porównać ze swoimi 007 MkI i 009 napędzanymi poprzez LST TS.

    Moje wrażenie po AVS było takie, że mają chyba potencjał, ale bardzo, bardzo ograniczał je tor i koniecznie trzeba dać im szansę pokazać się w lepszym świetle. Gdyby połączyły detaliczność 009 z muzykalnością i sceną dobrze napędzonych 007, to jestem kupiony 🙂
    Cóż, pożyjemy, zobaczymy.

  4. Wiesiek napisał(a):

    A jakby odniósł Pan wrażenie odsłuchowe tego modelu w porównaniu do MrSpeakers Ether Flow C. Wiem że to inna konstrukcja… inny wzmacniacz, różne słuchawki i zupełnie inne fundusze. Z kontekstu wnioskuje że nie warto czekać na powyższy model?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy