Recenzja: MrSpeakers Ether Flow

MrSpeakers Ether Flow HiFi Philosophy 017   Kontynuujmy rozprawę ze słuchawkami, które niczym smok stugłowy nie pozwalają się pokonać. Co któreś zrecenzuję, zaraz dwie kolejne pary się zjawiają, oddalając wizję zrecenzowania wszystkich. Mówię oczywiście o wyróżniających się, ponieważ ogólna słuchawkowa masa bez baczenia na jakość wymagałaby sporej ciężarówki a nie jednego recenzenta. Nic to jednak, wytrwamy. Oto po niedawnym zrecenzowaniu Drahm i świeżo przedstawionych Crosszone zawitały kolejne dwie pary, obie od amerykańskiego MrSpeakers. O firmie tej była już mowa w relacji z londyńskiego Can Jam, wielce pochwalna dodajmy, toteż wypada nadstawić uszu. Drugi raz słuchawki MrSpeakers mignęły podczas ostatniego AVS, na które zjechała para marketingowców firmy w poszukiwaniu polskiego dystrybutora. Poszukiwania dały rezultat, do czego sam odrobinę się przyczyniłem, a ich efektem jest, no jakżeby, krajowy nasz opiekun, którym okazał się warszawski MIP. W następstwie słuchawki MrSpeakers są już od jakiegoś czasu dostępne i można je kupować w sklepie internetowym Mp3Store, a także w jego sieci sprzedażowej. Jest już nawet pierwsza polska recenzja, natomiast sam się nie spieszyłem, a czemu, niebawem wyjawię. Dodam jeszcze, że słuchawek od MrSpeakers w sprzedaży są cztery modele, z tym że wszystkie zwące się Ether, ponieważ wszystkie blisko spokrewnione. Dwie wersje otwarte i dwie zamknięte (te opatrzone sygnaturką C), a cztery modele to tak naprawdę dwa – otwarty i zamknięty – pomnożone przez wersje sprzed i po modyfikacji Flow, znaczącej tyle co „przepływ”. Na dodatek obie identyczne poza rodzajem obudowy, a w efekcie kosztujące też identycznie; tak więc to w sumie naprawdę jeden model w wersji otwartej i zamkniętej, zmodyfikowany bądź nie. Na czym w sensie technicznym ta modyfikacja polega, do tego zaraz dojdziemy, natomiast od razu wyjaśnię, że w sensie finansowym oznacza przeskok ulepszający za dopłatą 2000 PLN. Z tym przeskokiem wiążą się też niestety perturbacje natury innej niż technika, czemu poświęcić będziemy musieli osobny passus; to jednak za parę linijek, a na razie cieszmy się dwiema korzyściami. Pierwszą, że producent nie zostawił na lodzie nabywców starszej wersji, mogących teraz za dopłatą dociągać do nowej. Drugą, że dzięki temu możemy kupować na raty: w pierwszym kroku za siedem tysięcy wchodząc w posiadanie starszego typu Ether, a potem za dwa kolejne przesiadać się na Flow. Jakby jednak nie liczyć, finalnie wyjdzie dużo, bowiem słuchawki za dziewięć tysięcy to już solidny pieniądz. Zdążyły nas wprawdzie przyzwyczaić z cenami do dzikiej galopady, ale co komu po przyzwyczajeniu, gdy portfel od tego nie puchnie? Tak więc te Ethery, zwłaszcza te Flow, są tylko dla zasobnych i przy swej gorzkiej cenie powinny obowiązkowo życie osładzać jakością. Tym się jednak zajmiemy gdy przyjdzie pora, a najpierw o innych sprawach, na początek o producencie.

MrSpeakers naprawdę nazywa się Dan Clark i wcześniej zajmował się kolumnami, w następstwie czego zyskał przydomek. Ale nie tylko. Jeszcze w latach 90-tych konstruował wzmacniacze i inną elektronikę, niemniej to za kolumny otrzymał zaszczytne wyróżnienie Platinum Audio. Poza tym udzielał się na Head-Fi, gdzie znany był jako autor rozchwytywanych modyfikacji klasycznych słuchawek planarnych Fostex TR-50, oferowanych pod nazwami Alpha Dog i Alpha Prime. Tak z tymi modyfikacjami dobrze mu poszło, takie pojawiło się ssanie, że postanowił zająć się wyłącznie słuchawkami i rzucił w kąt całą resztę. Pozostawił modyfikację Fostexów w ofercie, a sam skupił się na rozbudowie firmy i konstruowaniu od podstaw nowego modelu, zdecydowanie droższego. To właśnie te słuchawki weszły na rynek jako Ether, stanowiąc fundament techniczny dla recenzowanej teraz wersji Flow.

A wszystko się zaczęło od modyfikacji klasycznych słuchawek Fostexa...

Wszystko się zaczęło od modyfikacji klasycznych słuchawek Fostexa…

Gdy przeglądać materiały w Sieci, natrafić można w opisach Ether na odniesienia do elektrostatów i ortodynamików. Chwalone są za szybkość, dokładność, szczegółowość i melodykę, a także doprawianie tego wszystkiego potężnym basem. Tak naprawdę są to jednak słuchawki najbliżej spokrewnione z Jacklin Float i opisanymi kiedyś oBravo – słuchawki AMT. Akronim w rozwinięciu to Air Motion Transformer – wynalazek dość dawny, jeszcze z lat 60-tych, oznaczający membranę głośnikową w postaci harmonijki. Nie musimy tu tego rozwijać, można o tym poczytać w recenzji oBravo, warto natomiast przypomnieć, że technologia ta ma ważkie atuty, między innymi większą powierzchnię tworzenia dźwięku i szybszą reakcję na sygnał. Także lepszą wydajność energetyczną, a zatem same zalety. Tu jednak pojawia się techniczna wątpliwość. Otóż w opisie swego dzieła firma MrSpeakers nazywa technologię AMT po swojemu, określając ją jako V-Planar i w miejsce wynalazcy AMT – niemieckiego inżyniera dr Oskara Heila – wstawia nazwisko współpracującego z nią Bruce’a Thigpena i jego patent „radełkowej” diafragmy z 1997 roku. Nie posiadam żadnych podstaw, by tą zawiłość rozwikłać, ale przyznam, że sprawa jest dosyć dziwna. Dwa patenty na tę samą harmonijkową diafragmę? Ale może ten nowszy oznacza jakieś udoskonalenie? Niemniej o samym AMT należałoby wspomnieć, a się tego nie robi. W dodatku to jeszcze nie koniec. Do kwestii diafragmy dołącza druga, odnośnie specjalnej maskownicy nad przetwornikiem. Niezwykle w tym wypadku istotnej, ponieważ znaczącej dokładnie tyle samo co owa modyfikacja Flow, za którą dwa tysiące przychodzi dopłacić. To właśnie ta maskownica tożsama jest z tytułowym „płynięciem”, jako że to jej kielichowate otwory nad membraną i magnesami powodują udoskonalenie fali dźwiękowej w jej wędrówce do ucha, analogicznie do stosowanego przez Audeze tak zwanego Fazora. Zasada działania w obu wypadkach jest zbliżona – przepuszczany przez malutkie, kielichowate trąbki dźwięk, podobnie jak przechodzący pomiędzy specjalnymi przegrodami Fazora, ma mniejsze zniekształcenia, nie gubiąc traconych w interferencji szczegółów i szlachetności brzmienia. Wygładza się, porządkuje, lepiej potrafi oddać zdarzenia na skrajach pasma. Zwróćcie jednak uwagę na mętność wyjaśnień w producenckich materiałach do tego odniesionych. Nie jest to przypadkowe i też nawiązuje do kwestii patentów oraz do historycznych zaszłości. Te cofają nas do czasów, gdy MrSpeakers znany był jako dostawca udoskonalonych wersji Fostex TR-50. Otóż w tasiemcowym, ciągniętym od wielu lat wątku temu poświęconym na Head-Fi swoją modyfikację tych słuchawek przedstawił mieszkający w Dublinie polski designer i wynalazca Grzegorz Zieliński, piszący na Head-Fi pod zabójczym dla nie polskojęzycznych nickiem ZGLISZCZ. To, co się potem zdarzyło, Zgliszcz opisuje następująco:

Co mnie tak rozzłościło to to, że Mr $peaker przywłaszczył sobie coś, co miało być darmowym prezentem dla entuzjastów modyfikacji słuchawek i próbował wydusić z tego 5 patentów, podczas gdy moja praca była opublikowana na licencji ShareAlike (możliwość wykorzystania niekomercyjnego nieodpłatnie, jak również modyfikacji pod warunkiem publikacji na tych samych warunkach). Kolejną rzeczą, która spowodowała, że unikam obecnie strony headfi.org jest to, że pomimo wielu maili od użytkowników podzielających mój punkt widzenia, większość osób przełknęła cała sprawę bez żadnego zgrzytu i niesmaku. Dodatkowo pomysł, który przez ponad rok nie budził prawie żadnego zainteresowania, nagle stał się obiektem pożądania, będąc tak naprawdę plastikową nakładką wartą ponoć 300 dolarów różnicy w cenie… To uzmysłowiło mi po raz kolejny, że ogromna cześć ludzi nie docenia czegoś, dopóki srogo za to nie zapłaci. Jest to zresztą specyficzny snobizm, często widywany u pasjonatów audio. Myślę, że nie ma sensu rozpisywać się o tym bardziej, bo można poczytać o tym dokładniej we wspomnianych postach. Cały opis „wynalazku” w wątku poświęconym słuchawkom Mr $peakera to też straszne banialuki, do czego zresztą Mr $ sam się w końcu przyznał, po tym jak forumowicze wytknęli mu, że jego wizualizacja nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Szczerze mówiąc nie jest Pan pierwszą osobą, która kontaktuje się ze mną przed napisaniem recenzji. Pisał do mnie na przykład Tyll Hertsens z Inner Fidelity, ale nie wspomniał o tym w swojej recenzji, bo prawdopodobnie nie pasowała do pozytywnej opinii na temat słuchawek Mr $peakera. (Na YouTube można usłyszeć, że zdaniem Tylla MrSpeakers kongenialnie wynalazł lejkowatą nakładkę. Przyp. autora.)

Zgodnie z dobrym zwyczajem sądów oddajmy głos drugiej stronie. W odpowiedzi na te zarzuty Dan Clark stwierdził, że jego patent obejmował nie tylko zaproponowane przez Zielińskiego lejkowate dyfuzory, ale także sposób ułożenia magnesów, całościową konstrukcję przetwornika oraz jakąś bliżej nieokreśloną dodatkową dźwiękową falę boczną, mającą rzekomo jeszcze bardziej poprawiać brzmienie. Ogólnie biorąc stwierdził, że pomysł z lejkami to tyko jedno z łącznie pięciu udoskonaleń, tak więc przyznany mu patent został podtrzymany i nie poczuwa się do winy. Oddał natomiast Zielińskiemu honor w sensie pierwszeństwa wynalazku, ze swej strony utrzymując, jakoby nic o nim nie wiedział. Zaproponował także jakieś zakulisowe pertraktacje, do których ostatecznie nie doszło. Dziś jedyną pozostałością po sprawie jest widniejący na dole firmowej strony poświęconej Ether Flow drobny dopisek:

We have applied for patents for shaping the wave within magnet trays and between bar magnets.  We would like to acknowledge some prior art:

A cool “ear-side” wave guide modification for the Fostex T50RP by ZGLISZCZ on head-fi.org published here (tu odnośnik)

In the early days of planar headphones there was a design using a flat disk magnets with perforations

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

50 komentarzy w “Recenzja: MrSpeakers Ether Flow

  1. crysis94 napisał(a):

    Spodziewałem się, że będą sporo gładsze od T1.2 (jak prawie wszystko), ale myślałem, że będą dość zbliżone do HE-6…
    Czekam na recenzję Ether C FLow, bo to one mnie interesują, mam nadzieję, że zdecydowanie twardsze na dole…

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      A po co Ci twardy dół? Nie lepszy jak w prawdziwej perkusji?

      1. crysis94 napisał(a):

        Gusta i guściki, ja jednak wolę analizę, analizę z możliwie sporą dawką muzykalności, ale jednak analizę 😉
        Po przeczytaniu już wiem, że otwarte zagrożeniem dla HE-6 (z padami Audeze i na grubej miedzi) u mnie nie są…
        Czekam na Pana (oraz jeszcze jednej osoby) opis zamkniętego wariantu… wtedy będę się zastanawiał czy jest sens zawracania MIPowi głowy o możliwość odsłuchu czy raczej wciąż zostanę z
        http://i.imgur.com/0TCW9EG.png
        jako zamkniętymi…

        1. PIotr Ryka napisał(a):

          Analityczne z mocnym basem to Ultrasone Edition 5 i Jubilee. Tyle że drożyzna. Także Fostex TH-900. Zdecydowanie. Z tańszych Fostex TH-610. Też zdecydowanie, nawet bardziej. A te w odsyłaczu to jakie?

          1. crysis94 napisał(a):

            No Edition 5 jednak nie do końca podeszły… może kiedyś powtórzę odsłuch.
            TH-900 zdecydowanie bardziej… ale jednak nie wygrały… ale gdybym oddał moim trochę wypełnienia basu od Fostexów to byłby ideał :>
            TH-600 i TH-X00 (tym drugim to imo dali zbyt małą komorę akustyczną… bez modyfikowania niewypał) słuchane także.
            TH-610, TH-900mk2 ani AH-D7200 jeszcze nie słuchałem, ale raczej nie spodziewam się rewolucji w stosunku do pierwszych TH-900, które jak mówiłem w mojej preferencyjnej TOPce są, ale nie wygrały.
            Zamkniętych już na prawdę bardzo dużo przewaliłem szukając ideału…

            W odsyłaczu słuchawki, które były zrobione na zamówienie (driver od T70 250ohm, komora z Limby przypominająca tą w R10). Poleciłbym twórcę, ale nie zajmuje się już indywidualnymi zamówieniami, przygotowuje się do seryjnej… może kiedyś będzie Polski MrSpeakers, ale z drewnianymi pięknościami 😉

          2. crysis94 napisał(a):

            Tak czy siak czekam na opis Etherów C Flow 😉

          3. PIotr Ryka napisał(a):

            Jubilee są lepsze niż Edition 5. R10 to miniony wzorzec, tylko z basem raczej oszczędnym, nie podkreślanym.

  2. oblivion napisał(a):

    Dobrze się czytało, w sumie jak zawsze 🙂 Widzę, że bardzo ciekawe słuchawki. Co do parametrów, to przy modelu AEON napisano „Frequency response: Yes (sorry, this specification is abused to the point of silliness, so we don’t publish one)”. I jest to prawda, mogli by sobie napisać przenoszenie 1hz-300khz. Nikt nie podaje sposobów pomiarów pasma przenoszenia(o ile w ogóle je robią), więc porównywanie ich między słuchawkami nie ma sensu. IMO jedynie wykres z pomierzeniem częstotliwości słuchawek ma sens i to wyłącznie używając tego samego sprzętu pomiarowego, by móc dokładnie porównać z innymi modelami słuchawek.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Trochę tak, a trochę nie. Z jednej strony na pewno nie ma przełożenia bezpośredniego: szersze pasmo równa się lepszy dźwięk, z drugiej taki Focal bardzo się jednak przechwala pasmem swoich Utopii, rzucając innym rękawicę.

  3. Michal napisał(a):

    Czekałem na tą recenzję! 🙂

    Narzuca mi się jedno zasadnicze pytanie: czy Twoim zdaniem te słuchawki to lepszy zakup niż HD800S? Bo raczej pomiędzy tymi dwoma się waham, a z K812 i Pandor póki co zrezygnowałem. Jeszcze kwestia tego, czy dla takich drogich słuchawek wąskim gardłem nie okaże się mój Aune S6 🙁

    Wzmaka jeszcze nie kupiłem – waham się cały czas pomiędzy Phastem, Feliksem, WBA i Dubielem …

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Jeżeli woli się dźwięk bardziej pełny, gładki i melodyjny, to raczej Ether. Jeżeli bardziej stawia się na dużą, zwizualizowaną scenę, to raczej HD 800S. Poza tym HD 800 są bardziej wybredne dla wzmacniaczy, no i kabel im trzeba wymienić na Tonalium, bo to je dźwignie o klasę. Ale wówczas ceny się wyrównają.

  4. Soundman napisał(a):

    Piotrze, a jak sobie radzą Ethery Flow w szybkiej,dynamicznej muzyce, gdzie potrzeba szybkiego,mocnego dobitnego basu.W elektronice zwłaszcza…tam LCD3 mi nie nadążały ,za wolne były,bas zbyt rozpasły, mało twardy i sprężysty.Za to T1 rev2 tutaj brylowały,mój ideał. Czy E.Flow dają radę jak T1 rev2 w takiej szybkiej muzyce?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ethery dają radę w szybkiej muzyce i co gorsza (albo dla posiadaczy lepsza) bas mają od T1 o wiele prawdziwszy, mocniejszy, pełniejszy. Na super plikach z super basem aż się nie mogłem nasłuchać.

  5. Soundman napisał(a):

    No,no…to ciekawe jak tak.

  6. AAAFNRAA napisał(a):

    crysis94 – wolisz TH-600 i TH-X00 od TH-900? Jak myślisz o zamkniętych w cenie Ether, to poczekaj na nowe Sony MDR Z1R, podobno grają rewelacyjnie! Chociaż one podobno ze względu na „papierową” obudowę przetwornika są raczej jak półotwarte. Opłaca się kupić w Wielkiej Brytanii ze względu na kurs funta, wyjdą za niecałe 8 tys. PLN

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ale te Sony grają miękko a nie twardo.

      1. crysis94 napisał(a):

        Dokładnie – wstępne opisy mnie na nie nie nastrajają… no i jeszcze „zamknięta” konstrukcja.

        TH-900 oczywiście >>> TH-600… no a TH-X00 to dla mnie trochę niewypał – średnica bliższa niż ww, przez moment wydają się ciekawe, ale nie ma to ani sceny, ani twardości, ani rozdzielczości starszych braci…
        Według wstępnych prób z zamontowaniem większych muszli oraz głębszych padów po prostu zbytnio zmniejszyli komorę i spłaszczyli pady – to do naprawienia.
        Ale jest też sporo górek (średni/wysoki bas) i dołków (wyższa średnica, część góry) większych niż w starszych braciach, więc porzuciłem zabawę z nimi dość szybko i odsprzedałem…
        Myślę, że ciekawe mogą być nowe TH-610 (nie słuchałem), ale TH-X00 osobiście nie polecam jako tańszego substytutu TH-900.
        Oczywiście to moja, subiektywna opinia, ale znam kilka osób, które podobnie podchodzą do TH-X00. Tyle ode mnie.

        Wszedłem po informacji, że Ethery wróciły do Łodzi, sprawdzałem czy jest może recenzja zamkniętej wersji :>

        1. PIotr Ryka napisał(a):

          Właśnie zacząłem pisać recenzję TH-610.

        2. PIotr Ryka napisał(a):

          Zamkniętą wersję mam u siebie, ale nie chcę tak Ether zaraz po Ether. Chwila przerwy.

  7. Adam K. napisał(a):

    Panie Piotrze, a gdyby porównać recenzowane tu MrSpeakers Ether Flow do Oppo PM-1, to które z nich grają obficiej, gęściej w średnicy i ogólnie z lepszym dociążeniem?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      MrSpeakers.

  8. Marek napisał(a):

    A jak te Ethery wypadają na tle Stax L700?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Inny typ grania, oparty na wypełnieniu, mocy i konkretności, a nie przede wszystkim szybkości, szczegółowości i czymś co nazywam ezoterycznością, a co jednym się bardzo podoba, a innym zdecydowanie mniej. Elektrostaty mają taką zwiewność, która tylko przy najlepszej amplifikacji łączy się z wypełnieniem i masywnością. Bez tego to jest trochę taki muzyczny wiaterek a nie mocne stąpanie, choć muszę przyznać, że akurat L700 jak na elektrostaty grają konkretnie i tej ezoterii jest w nich niewiele. Niemniej Ethery (wbrew nazwie) są na pewno bardziej masywne brzmieniowo.

  9. adamm napisał(a):

    Recenzja świetna aczkolwiek zabrakło mi trochę porównania do Nighthawków 🙂 Czy w jakimkolwiek aspekcie nawiazaly one walkę z Etherami?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      MightHawk to słuchawki na tyle wybitne, że nie ma obawy o ich zdeklasowanie. Największa różnica pomiędzy nimi a Ether to większa przejrzystość tych ostatnich (co jest oczywiście na plus) i większy brzmieniowy optymizm (co jest cechą neutralną).

      1. Michał napisał(a):

        To też kwestia Twojego toru i tego, że masz lepszy kabel do NH niż stockowy, wydaje mi się 😉 Na mniej wybitnym sprzęcie i z fabrycznym kablem różnica jest duża na korzyść Etherów moim zdaniem. Z jednej strony słaby tor nie jest w stanie w pełni wykorzystać potencjału ani NH, ani Etherów – z drugiej strony nim bardziej wybitnym torem dysponujesz, tym bardziej grancie się zamazują.

        1. PIotr Ryka napisał(a):

          Tak, niewątpliwie – im lepszy tor, tym różnice między słuchawkami przeważnie mniejsze.

        2. adamm napisał(a):

          Tor raczej dobry, choć do ideału na pewno daleko (m. innymi mocno zmodyfikowany Cayin HA-1A, duża róznica w brzmieniu w stosunku do oryginału, dopasowany do Hawków lampami – sprawdzają mi się telefunkeny – powietrze, bardziej zwarty bas), kabelek firmowy póki co, lepszy to jednak wydatek ok 1000zł, tańsze któe testowałem nie były lepsze.

      2. adamm napisał(a):

        dziekuje , to własnie chciałem usłyszeć 🙂

  10. AAAFNRAA napisał(a):

    Jest szansa na recenzje nowych Nighthawk Carbon i Nightowl? Różnica w cenie dosyć spora, ciekawe, czy poza lepszym (podobno) kablem, coś się zmieniło brzmieniowo.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Szansa oczywiście jest, ale najpierw zamknięte MrSpeakers i Fostex TH-610 oraz może Denon D7200. Także bezprzewodowe Sony i może te nowe flagowe. Dużo pracy.

  11. Adam K. napisał(a):

    Panie Piotrze, najbardziej mnie zdziwiło stwierdzenie użyte w innej polskiej recenzji MrSpeakers, gdzie w minusach określono brzmienie tych słuchawek jako „chude”!

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Nie dziwię się. Tak grają przez jakiś miesiąc. Trzeba cierpliwie poczekać. Dlatego zawsze powiadam, że pisanie recenzji nieogranych urządzeń to bezsens.

      Na tej kanwie mała anegdotka. Pewien polski dystrybutor opowiadał mi, jak zawiózł do znanego recenzenta bardzo drogie urządzenie, na którego rzetelnej recenzji bardzo mu zależało. (Z góry było wiadomo, że urządzenie jest świetne, chodziło tylko o fachowe tego uszczegółowienie.) Ponieważ egzemplarz był nowy, poprosił o wstępne wygrzanie przez minimum kilka tygodni, na co recenzent z góry przystał. Jakież więc było zdumienie, gdy następnego dnia wieczorem recenzja zawisła w Sieci. Nie będę przytaczał epitetów jakimi zostało to określone, a współpraca na tym się zakończyła. Wydajność najwyraźniej tym razem nie została doceniona.

    2. crysis94 napisał(a):

      Według większości opisów jakie czytam „Flow” są dużo bardziej dociążone niż poprzednia rewizja… bo przytacza Pan opis poprzedniej odsłony Etherów?

      1. PIotr Ryka napisał(a):

        Czy są bardziej dociążone gołe Ether czy Ether Flow, tego nie wiem, bo Ether bez Flow nie słyszałem.

  12. Adam K. napisał(a):

    Tak, dotknął Pan bardzo ważnego zagadnienia, jakim jest wygrzanie sprzętu. Kilka miesięcy temu jeden polski periodyk opisał odtwarzacz CD, którego brzmienie określił jako chłodne i nie dość wypełnione. Ponieważ akurat ten odtwarzacz posiadam i wiem, że dopiero gdy ma kilkaset godzin na liczniku zaczyna grać zupełnie inaczej, napisałem do nich i co się okazało? Ano recenzowany egzemplarz miał niecałą dobę „przebiegu”. I tym sposobem doczekał się krzywdzącej opinii. Inna sprawa, że często recenzentów gonią terminy i nie mają czasu na wygrzewanie. Pytanie, czy sam dystrybutor nie powinien o to zadbać i dawać do testu egzemplarze wygrzane.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Dystrybutor pewnie by zadbał, gdyby wiedział, że tak to się skończy. Trzeba przy tym pamiętać, że niektórzy dystrybutorzy mają pod opieką mnóstwo sprzętu i fizycznie nie ma gdzie tego wygrzać. Recenzenci są pod tym względem w nieco lepszej sytuacji, chociaż nie komfortowej. Natomiast pisanie fałszywych ocennie recenzji z uwagi na goniące terminy uważam za całkowicie chybione i zwyczajnie nieetyczne.

    2. Andrzej napisał(a):

      A ja mam odmienne zdanie na temat wygrzewania.
      Jesli wygrzewanie w niektorych przypadkach jest az tak istotne, powinien to robic sam producent.
      Duzo ludzi woli najpierws posluchac sprzet zanim go kupi. I jesli na starcie gra chudo, a w recenzjach (sila rzeczy zawsze w jakims stopniu subiektywnych) napisali, ze gra cieplo, tzn ze mam brac za pewnik, ze po ilustam godzianch dla mnie tez zacznie grac cieplo? Dla mnie to bzdura.

      Tyle sie naczytlaem o nighthawkach, ze dla wielu fajne, a dla innych nie fajne.
      Tym co sie podobaly, wszystkie minusy przypisuja wygrzewaniu.
      Ja odsluchiwalem w sklepie, ale w bardzo komfortowych warunkach.
      Wogole mi sie nie spodobaly, mimo ze lubie bardziej cieplo niz zimno i bardziej muzyke niz analize.
      W porownaniu bezposrednim z lcd-2 czy lcd-x to wrecz przepasc.

      I tylko na podstawie recenzji mam i tak je kupic bo podobno inaczej graja dopiero po 500h?
      I jesli tak, to czy te inaczej mi sie spodoba?

      Dla mnie to absurd.

      Gdzies czytalem, ze chyba Audiio-GD wygrzewa przez 300h swoje produkty.

      Dla mnie, szczegolnie przy wyzszych kwotach, dostepny powinien byc produkt, ktory od razu gra na tyle ile moze. Jak inaczej wybrac odpowiedni?

      1. PIotr Ryka napisał(a):

        Zauważmy na wstępie, że NH nie są ciepło ani optymistycznie grającymi słuchawkami, a już szczególnie z oryginalnym kablem. Próżno na to czekać. Natomiast proces wygrzewania potrafi niejednokrotnie całkowicie przeistoczyć dane urządzenie. Różnice mogą być szokujące, ale wcale nie muszą. Nie muszą być też koniecznie pozytywne. Czasami sprzęt najlepiej gra na początku a z czasem gorzej. Ale tym słuszniej przecież należy go wygrzać.

        Odnośnie NH vs LCD-2, to zapewne w grę wchodzi jakość wzmacniacza. Z reguły im jest lepszy, tym różnice między słuchawkami mniejsze. Pod tym względem wybitne były dawne Grado RS-1, rewelacyjnie grające z przysłowiowym pudełkiem zapałek. A niezależnie od tego LCD-2 to słuchawki ciepłe i optymistyczne, a NH neutralne i raczej posępne. To jednak nie stanowi wyróżnika jakości a tylko stylu, tak samo jak kremowe sukienki nie są ex definitione ładniejsze od szarych.

        1. Andrzej napisał(a):

          Oczywiscie moja ocena jest na zasadzie subiektywnych odczuc, nie wyzszosci jakosciowej.
          Chodzilo o pokazanie, ze Nighthawki nie spodobaly mi sie na poczatku. Byc moze po wygrzaniu bym je polubil.

          1. PIotr Ryka napisał(a):

            Nie ma żadnego obowiązku je lubić 🙂

      2. PIotr Ryka napisał(a):

        Nadzieja, że sam producent będzie wygrzewał, jest płonna. Czasami ktoś nowy na rynku tym się chwali, albo odnosi się to do jakichś szczególnie drogich urządzeń. Takie wygrzewanie radykalnie podniosłoby przecież koszt produktu i niewielu byłoby z tego zadowolonych.

  13. Adam K. napisał(a):

    Andrzeju, trudno Twojemu rozumowaniu odmówić racji…

  14. Piotrek Kosowski napisał(a):

    Pamiętam jak odebrałem Yulong D200, nówka sztuka prosto z Chin. Oczywiście żadnego odsłuchu przed zakupem. Pierwsze chwile z nowym sprzętem – załamanie. Po co ja to kupiłem. Grało gorzej od Xonar STX z dobrymi opkami. Pierwsze dwadzieścia godzin pod prądem i dopiero zaczęło grać. Barwa, scena, kontrola, rozdzielczość – wszystko wyszło dopiero po czasie.
    NuForce DAC-80 – tak samo na początku przy pierwszym włączeniu grało jakbym miał uszy przytkane. Znowu pierwsze dwie dziesiątki godzin sprawiły że zaczęło grać.

    T1v2 od początku wywołały spore emocje i nie potrafiłem sobie wyobrazić zmian wygrzewania – ale jak najbardziej i tutaj zaistniały. Najbardziej spektakularna jest taka, że na początku nie grały w ogóle z wzmacniaczem Yulong A28, po niedługim czasie postanowiłem sprawdzić jeszcze raz – i proszę, gra i to jeszcze jak.

    Przykładów można by przytoczyć wiele więcej..

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Najbardziej chyba niesamowite gdy chodzi o wygrzewanie w mojej karierze to pierwsze, najstarsze Grado GS1000. z pudełka grały koszmarnie a potem bajecznie.

  15. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Swietna recenzja i nowa nirwana a jak sie ma do naszych K-1000 czy dalej sa na pierwszym miejscu?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Tak, dalej. Ale trzeba przyznać, że Crosszone ciekawie grają i mają rzeczy niespotykane u normalnych słuchawek. Ale K1000 też są dwuuszne dla każdego kanału i między innymi dlatego są takie dobre.

  16. Calik Jakub napisał(a):

    Słuchałem i się zakochałem, lepszych na głowie nie miałem.
    W pierwszym momencie „o jakie to drooogie” ale po założeniu i puszczeniu utworu jest „I to kosztuje 9.000zł? Przypadkiem nie 19.000?”. Nie są to najbardziej uniwersalne słuchawki na świecie, ale jak dobrze wpasują się w muzykę to grają po prostu najlepiej. Wokal jest zjawiskowy, fenomenalny i cudowny. Jest wrażenie że wokalista stoi obok nas i nam śpiewa, cudownie śpiewa. Bas jest na najwyższym poziomie, nawet nie będzie mnie boleć serce gdy napisze że lepszy niż w LCD3, chociaż brakuje mu trochę powietrza i rozdzielczości. Góra była gładka, góra to dużo powiedziane.. Łagodny i bezpieczny pagórek na którym spokojnie dzieci wraz z rodzicami zderzają na sankach. Brak ostrości ale z dużą jak na ten typ słuchawek detalicznością. U śmiało mogę powiedzieć że leżą na głowie lepiej niż niegdyś niedościgniony w tej materii Sennheiser HD800. Trzyma się głowy i nie drgnie, a jednocześnie nie uwiera i nie czuć żadnego dyskomfortu.
    Świetnie sprawdzają się w mocniejszych brzmieniach, queen gra tak jak w wspomnieniach z dawnych lat a Mike Paton jakby znowu miał 25 lat i akurat przyszedł zagrać specjalnie dla mnie koncert (w studiu, nie przepadam za nagraniami z koncertów).Niestety Cohen zagrał miernie, muzykalność słuchawek porwała go i nie chciała mi go oddać. Może to wina średnio dobranego toru? Może po prostu takie są. Ale to dywagacje na moment kiedy uzbieram już tą 8kę z 3 zerami.
    Bardzo zastanawia mnie zgranie z Questyle 400i, myślę (i nie tylko ja) że zgrało by się to idealnie (i w miarę tanio, jak za taki dźwięk)

    1. Calik Jakub napisał(a):

      zjeżdżają* autokorekta to jest jakiś żart

      1. Calik Jakub napisał(a):

        i 9 z 3 zerami, trochę już późno.

Odpowiedz na „AAAFNRAAAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy