Recenzja: McIntosh MHP1000

McIntosh_MHP1000_015_HiFi Philosophy   Kontynuujmy sprawy związane z McIntoshem, napoczęte w recenzji wzmacniacza słuchawkowego MHA100. Zapewne zirytowało niektórych, iż nie doszło wówczas do jego spotkania z dedykowanymi słuchawkami, ale i bez tego sprawy rozciągnęły się na wiele stron, a początkowy plan połączenia recenzji wzmacniacza i słuchawek zarzuciłem po chwili namysłu jeszcze przed rozpoczęciem pisania. Całe szczęście, bo inaczej byłby z tego niestrawny tasiemiec, a przecież nie o to chodzi. Tak więc teraz tamta zaległość zostanie nadrobiona, i to z nawiązką, bo przy okazji dołączy do słuchanego grona firmowy odtwarzacz MCD550, a podenerwowani absencją będą mogli uzupełnić denerwujące braki.

Słuchawki i McIntosh brzmią jakoś dziwnie, gdyż każdy znający temat wie, że firma nigdy ich nie oferowała. Ale moda jest moda, a wymagania wymagają. Dla słuchawek nastał wraz z modą na komputerowe audio czas żniw, jako że popularne się zrobiły jakimi od czasów pierwszych radioodbiorników na kryształki i radiostacji pracujących alfabetem Morse’a nie były. Kto żyw za słuchawki się chwyta, zarówno po stronie użytkowników jak i producentów, tak więc są już słuchawki Ferrari, są Bang & Olufsen, to dlaczego słuchawek McIntosh miałoby nie być? Toteż są. Są od zeszłorocznej wystawy CES w Las Vegas i zwą się MHP1000. Ale powiedzmy od razu prawdę – to nie są w rzeczywistości słuchawki McIntosha. Nie on wyprodukował przetwornik, tylko kupił go od Beyerdynamica i trochę wraz z nim przy okazji pokombinował, a obudowa jest chyba własna, ale może też wspólna, czego nie ma jak się dowiedzieć. Może jakichś informacji by na ten temat zechcieli udzielić, ale jak zwykle brak czasu nie pozwala na dochodzenia, a w sumie rzecz nie jest szczególnie istotna. Kto zrobił przetwornik – ten zrobił, kto go zmodyfikował i dopuścił do ruchu – to dopuścił, a bez żadnego dochodzenia są to źródłowo bez wątpienia przetworniki Beyerdynamica – i tyle w temacie. Ale przepraszam – nie tyle. Musimy powiedzieć coś jeszcze.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

17 komentarzy w “Recenzja: McIntosh MHP1000

  1. Jarek napisał(a):

    Piotrze,

    zaskoczyłeś trochę tą recenzją 🙂

    Podobnie jak poniższym stwierdzeniem:
    „Posłuchałem jeszcze na koniec stepowania z berlińskiego koncertu Pepe Romero. Prawie zawsze tego słucham, bo właśnie Ultrasone Edition9 były jedynymi słuchawkami potrafiącymi w uderzeniach pokazać doskonale zarówno deski jak i trzask podkutych obcasów. Połączyć w jedno dwa dźwięki – głuchy i trzaskający, a jednocześnie nadać temu oryginalną moc tupnięcia tancerza. I nareszcie po wielu latach ponownie to usłyszałem.”

    Czyżbyś nie usłyszał tego na Ultrasonach Edition 5 Ltd?
    To dla mnie wręcz nieprawdopodobne.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To nieco bardziej złożone. Edition 5 nie słuchałem w stanie kompletnego wygrzania, czy może raczej słuchałem takich, ale jedynie bardzo wyrywkowo. Można powiedzieć, że w ich wypadku nie przebadałem sprawy do końca. Jeszcze nie. To oczywiście nie znaczy, że E5 tak nie potrafią, tylko że tego od nich w takim wymiarze na razie nie usłyszałem. Słyszałem natomiast od Denonów D7100 (chociaż nieco inaczej zagrane), ale o tych Denonach nie wspominam, bo była cała afera związana z powtórzeniem ich efektów brzmieniowych u egzemplarzy innych niż pierwszy testowy. A wycofanie tego modelu z produkcji wydaje się dość symptomatyczne. Tak więc nie ma się co stresować. E5 zapewne też tak potrafią. A Sony MDR-R10 nie potrafią, a i tak bym je wolał.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        PS

        Ale dlaczego zaskoczyłem recenzją?

        1. Jarek napisał(a):

          Źle się wyraziłem 🙂 Nie sądziłem, że McIntosh wziął się za słuchawki (i stąd moje zaskoczenie), i to wykorzystując jako bazę T1. Aż mi trudno uwierzyć, że dokonali takich zmian w brzmieniu.
          Z tego co piszesz, wnioskuję, że McIntoshe grają lepiej niż T1 i T5p razem wzięte, czego oczywiście nie należy wykluczyć. Jak zwykle najlepiej słuchać własnymi uszami 😉
          Rozumiem, że teoeretycznie powinny być dostępne do odsłuchu w HiFi Clubie warszawskim?

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Tak, będą tam niedługo dostępne, i to dokładnie te co są u mnie. Przynajmniej tak mi powiedziano. Odtwarzacz na pewno też mają, albo ten jeszcze lepszy, a tylko CrystalCable Absolute Dream zapewne tam nie ma.

            Co do relacji między T1 a MHP1000, to bez bezpośredniego porównania nie chcę się wypowiadać, a takiego porównania nie było. Tak biorąc z pamięci, mogę powiedzieć, że T1 grają nieco łagodniej.

      2. Tomek napisał(a):

        Jakby bylo trzeba posluchac wygotowanych E5 to jestem gotow do negocjacji 😉 mozemy jakos sie umowic. Moj @ jest pewnie znany, pozdrawiam

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Chętnie skorzystam z okazji, o ile to nie fatyga. Ale dopiero za kilka tygodni, jak będę pisał recenzję AKG K1000 z kablem Entreqa.

          1. Tomek napisał(a):

            Żadna, szczególnie, że za dobre rady jestem zobowiazany 🙂
            Proszę o kontakt mailowy to sie umówimy, pozdrowienia

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Jutro zadzwonię.

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    Zwróćcie uwagę na nazwę. MHP1000 odwołuje się wprost do sławnych i kultowych Grado HP1000. Pamięć o tamtych słuchawkach najwyraźniej w Ameryce wciąż jest żywa.

  3. Adam napisał(a):

    A recenzji Marantza wciąż ani widu, ani słychu…

    1. Mirek napisał(a):

      tutaj testuje sie sprzet z najwyzszej polki a nie jakies popierdolki.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    Spokojnie Panowie, bez nerw. Marantz nie jest dziadowski i świetnie się prezentuje, a firma jest legendarna. Recenzja będzie niedługo, ale za jakieś dziesięć dni. Najpierw dwie inne.

  5. Adam napisał(a):

    W pełni się zgadzam, że Marantz to firma legenda i wypuścił sporo świetnego sprzętu.

  6. Mirek napisał(a):

    leganda jest cary 300b i to jest najlepszy wzmacniacz sluchawkowy na swiecie a nie marantz!!!

  7. Adam napisał(a):

    Marantz jest legendą ze względu na wiele świetnych modeli odtwarzaczy i wzmacniaczy, które w przeciągu swej pięknej, ponad 60 letniej historii skonstruował. Trudno, by taką samą renomę miał wyrobioną w segmencie wzmacniaczy słuchawkowych, skoro dopiero na tym polu debiutował.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy