Recenzja: LST – Linear Stax Transformer

Odsłuch

LST - Linear Stax Transformer 8

Urządzenie jest minimalistyczne, jednakże starannie wykonane.

   Stax to nie przelewki i mimo natłoku pretendentów wciąż firma dzierżąca prymat. Słuchawkowy high-end i Stax stały się niemal synonimami, w następstwie faktu, że w latach 2002 – 2012 był ten Stax niekwestionowanym liderem. Dosyć to czasu, by ugruntować pozycję, którą japoński producent zyskiwali najpierw dzięki kruszeniu się konkurencji i wypadaniu z rynku kolejno elektrostatów Audio-Techniki, Sennheisera i Kossa, wraz z równoległym znikaniem najlepszych słuchawek ortodynamicznych Fostexa i Yamachy oraz finalnym dopełnieniem w postaci zakończenia w 2002 roku produkcji  mistrzowskich słuchawek dynamicznych Sony MDR-R10 wraz z nieudaną próbą zastąpienia ich modelem Qualia. Tak więc, na dobrą sprawę, dopiero w ostatnich paru latach pojawiła się ponownie konkurencja groźniejsza, mogąca to ugruntowanie podważać; w rodzaju planarnych Abyss 1266, także planarnych HiFiMAN HE-1000 i Audeze LCD-4, gromko zapowiadanego i oczekiwanego na dniach powrotu Sennheisera Orfeusza, czy konkurencji ze strony szczytowych modeli dynamicznych od Final Audio, Ultrasone i Pioneera. Dołącza do tego szereg konstrukcji mało na razie znanych, ale potencjalnie niebezpiecznych, w rodzaju Triode Crosszone CZ-1, a także pokazane niedawno i nie mające jeszcze wyceny jakościowej testerów elektrostaty HiFiMAN-a.

Wraz z nasilającą się modą na słuchawki także te najwyższej klasy mnożyć jęły się jak króliki, toteż aktualne stało pytanie, czy Stax zdoła obronić prymat i czy pozwolą mu na to konstrukcje takie jak LST oraz własny wzmacniacz referencyjny – ponoć zbliżający się już następca legendarnego SRM-T2. A może pozwoli mający debiutować jeszcze w sierpniu na londyńskim Can Jam wyceniony na 38 tysięcy dolarów dedykowany wzmacniacz od MSB, tworzący wraz ze stanowiącym z nim komplet dzielonym przetwornikiem najdroższy system słuchawkowy w historii, skalkulowany na $145 000.

W obliczu takich pytań się postarałem, chcąc dać liderowi szansę zabłyśnięcia nie tylko dzięki samemu LST, ale też i wzmacniaczom. Postanowiłem przeto użyć nie tylko własnego systemu Twin-Head/Croft, dokooptowując doń pracującą w zalecanej klasie A końcówkę mocy Accuphase A-47, aby nie zdawać się na strzał pojedynczy, który zawsze może być pudłem. Było to wprawdzie klasyczne dmuchanie na zimne, jako że Croft z T-H nie zawodzą, ale wyszedłem z tych poszerzonych testów zadowolony, jako że Accuphase pokazało styl własny.

LST - Linear Stax Transformer 2

Obsługa nie powinna nastręczać trudności – sygnał doprowadzany jest poprzez kable głośnikowe (!!!) Od użytkownika wymaga się jedynie wciśnięcia przycisku power-up i kilkusekundowego odczekania na synchronizację…

Startujemy jednak od systemu recenzenta i konfrontacji z inną legendą słuchawkowej techniki – służącymi mu za referencję słuchawkami AKG K1000. Te wpięte zostały w drugi komplet odczepów Crofta, podczas gdy w pierwszym znalazły się przewody biegnące do LST (początkowo Entreq Discover, a później Siltech Classics Anniversary), Lecz zanim oddamy głos testom, jedno uzupełnienie. Ktoś mógłby bowiem skwitować, że – no, owszem, oszczędności rzecz cenna, ale czy używanie wzmacniaczy siejących mnogimi watami jest faktycznie sposobem oszczędnego użycia słuchawek? A tak w ogóle, czy nie jest aby przerostem formy nad treścią? By rzecz dobrze określić, sięgnę po cytat zaczerpnięty od twórców LST:

Elektrostaty mają piekielną szybkość i jak muszą, to pobierają błyskawicznie dużo prądu w krótkim impulsie! W tysięcznych sekundy potrzebują po kilkadziesiąt i więcej Watt, żeby dodać, uwaga!… blasku sopranom i dynamikę uczynić bardziej realną! Tak, to są soprany, a nawet nie bas, które najbardziej potrzebują tej impulsowej mocy wzmacniacza… DLATEGO starsze modele 007 były uznawane raczej za matowe i stosunkowo ciemne ze wzmacniaczami Staxa. Bo jako prądowo „trudne”, nie dostawały tego, co potrzebowały, zróżnicowania dynamiczne były też ograniczane.

Ten problem próbuje się rozgryź, np. w USA, budując BHSE czy WOO WES. A w takim modelu WES czytamy w danych technicznych, że jest tam „1300 volts peak-peak voltage swing”! Podobne impulsowe napięcie konwertowane w LST można uzyskać z konwencjonalnego wzmacniacza jedynie wtedy, kiedy ma on odpowiednie rezerwy mocy w stosunku do przełożenia w LST. I czy to wersja z mniejszą, czy z większą redukcją mocy, może przerabiać i ponad 1300V pp w impulsie. Temu wzmacniacz musi podołać….

A zatem moc – moc znów i jak zawsze rządzi, toteż nie ma co kręcić nosem na zaistniałą koincydencję mocy ze słuchawkami.

 

Co umie Stax a co inni?

To drugie moje podejście do LST okazało się naszpikowane trudnościami. Nie dość że porównywać przyszło same słuchawki, to dwie na dodatek końcówki mocy, a jeszcze wcześniej zmuszony byłem zmagać się z okablowaniem. I od tych zmagań zaczniemy, ponieważ stanowią wstęp zasadniczy.

LST - Linear Stax Transformer4

A potem delektowania się dźwiękiem płynącym z legendarnych słuchawek STAX-a.

LST okazał się na okablowanie wrażliwy wprost przeraźliwie i do tego jeszcze podwójnie. Reagował gwałtownie zarówno na kable głośnikowe, jak i zasilające. Reakcje te mają różną postać w zależności od słuchawek i dlatego najlepiej będzie zacząć od porównania samych Staxʼów, by rzecz należycie zobrazować. Udało się bowiem pozyskać do testów oba modele obecnie najwyższe – zarówno parę lat wstecz flagową Omegę II Mk2 (SR-007), jak i obecnie flagowe SR-009.

Zacznę od tego, że prymat SR-009 nie podlegał tym razem dyskusji, a nie jest to rzecz oczywista sama przez się, jako że swego czasu, podczas testu wzmacniacza elektrostatycznego Euridice, była nieco dyskusyjna. Ale tym razem dyskusji nie było i ani przez moment nie miałem wątpliwości, które są lepsze i które bym wolał. Flagowe SR-009 okazały się bardziej przejrzyste, przenikliwe, głębiej analizujące, bardziej brzmieniowo intrygujące i w tej brzmieniowej intrydze bardziej misterne. Misterne w stopniu porażającym; a chociaż nie lubię tego sformułowania, zmuszony jestem napisać, iż była to różnica klasy. Klasyczne, w kolejnych wersjach od wielu lat produkowane SR-007, okazały się grać w stylu przede wszystkim relaksującym, co jest u nich normą ciągnącą się jeszcze od najstarszej, złoto-brązowej wersji Mk1. Myliłby się jednak ktoś, kto z tego wyciągałby wniosek, iż są to słuchawki upraszczające na rzecz tego właśnie relaksu. Aby to sprawdzić sięgnąłem dla porównania po Beyerdynamic T1 – tak prężcież w postrzeganiu analityczne – i Omega II grająca poprzez LST wykazała się większym brzmieniowym kunsztem i większym wyrafinowaniem. Dźwięki dopieszczała staranniej i lepiej modelowała, czyniąc piękniejszymi i bardziej poruszającymi wyobraźnię. Niemniej, i to trzeba mocno podkreślić – kiedy kable zasilający i głośnikowy były w LST bliższe przeciętności, ta pochwalona właśnie Omega skracała ewidentnie soprany, a jej brzmieniowe wyrafinowanie spadało do poziomu minimalnie tylko lepszego niż u dobrych słuchawek dynamicznych. Takich naprawdę dobrych, niemniej dystans do odrobienia względem referencyjnych AKG K1000 wspieranych Entreq Atlantisem okazywał się bardzo duży. Nie zaobserwowałem natomiast u Omeg żadnych niepokojących zachowań. – Ich brzmienie było wprost proporcjonalne do jakości okablowania i pod tym względem reagowały typowo, relatywnie tracące lub zyskujące kulturę oraz rozciąganie pasma. – Poza tym zawsze relaks, przyjazność i dobre oświetlenie wraz z wyczuwalnym ciepłem; i przy tym też się musimy zatrzymać, ponieważ ciepło i jasne światło nie są tu oczywistością. Omega II Mk2 wręcz bywa oskarżana o chłód i nadmierną mroczność, szczególnie widoczne na tle wcześniejszej wersji Mk1. Ale nie z LST i nie obecnymi tu wzmacniaczami. W tym towarzystwie grała słonecznie, ciepło i melodyjnie; z pełnym podtrzymaniem charakterystycznego dla elektrostatów dźwiękowego pietyzmu, a bez też dla nich charakterystycznej ezoteryczności. Albowiem jest właśnie tak, jak napisano w cytacie: nie dość prądu przy zasilaniu, a słuchawki elektrostatyczne więdną. Ich dźwięk staje się prześwitujący, wiotki, na poły niecielesny.

LST - Linear Stax Transformer 7

Te zaś w naszym teście występować będą w doborowym towarzystwie.

Z ducha więcej niźli materii sporządzony, a chociaż duch ów finezją odznacza się fantastyczną, to jednak nawet najpiękniejsza duchowość cielesności nie może zastąpić. Obcowanie ciał i obcowanie dusz to zjawiska różne istotowo, jak słusznie podkreślał dawno temu Łazuka w piosence Przybory i Wasowskiego. Tak więc chciałoby się przy takim graniu mieć w brzmieniu elektrostatów więcej konkretu; i tego właśnie dostarcza LST. Można powiedzieć: udziela – jako że moc tylko przez niego przepływa. Tak czy siak, nie bawiąc się w opisowe subtelności –  elektrostaty za jego sprawą i sprawą dobrego wzmacniacza zyskują mocne ciało dla swego pięknego ducha i stają się brzmieniowo kompletne, pod warunkiem wszakże, że zadbamy o okablowanie, które w jeszcze większym stopniu dowiodło swej roli przy flagowych SR-009.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: LST – Linear Stax Transformer

  1. ductus pisze:

    Dziękuję Piotrze za te szczere słowa, pięknie formułowane zdania. Wiesz nie od dziś, że bardzo sobie cenię Twoje zdanie doświadczonego fachowca. Co mnie zadziwiło i zmusza do akcji porównawczych, to sprawa okablowania. Jestem Ci bardzo wdzięczny za zwrócenie uwagi na ten przeze mnie chyba niedoceniany aspekt dużych zmian dźwięku w stosunku do użytych kabli. Poza tym liczyłem trochę potajemnie na wejście Ayona w testowe szranki, szczególnie modelu Spitfire, tak ciekawie opisanego przez Ciebie w lutym tego roku. Może kiedyś odwiedzisz mnie ze swoimi legendarnymi K-1000 i posłuchamy sobie Crossfire III. Też z LST i 009 oraz kieliszkiem dobrego wina czy whisky. Zapraszam i pozdrawiam.
    Stefan

    1. PIotr Ryka pisze:

      Dziękuję za zaproszenie. K1000 zawsze w pogotowiu. Co do Ayona, to w Nautilusie kanikuła, trudno cokolwiek od nich wydobyć. Ale może w przyszłym tygodniu się do nich wybiorę.

  2. Tadeusz pisze:

    To w końcu elektrostaty to najlepsze słuchawki na świecie ,tak czy nie ? :-)

    1. PIotr Ryka pisze:

      Najlepsze słuchawki jakich dane mi było słuchać to klasyczny Sennheiser Orpheus i nowy HE-1, dawne Stax SR-Omega i obecne SR-009 oraz Sony MDR-R10 i AKG K1000. Tak więc w meczu słuchawki elektrostatyczne – słuchawki dynamiczne pada wynik 4:2 dla elektrostatów, a w meczu elektrostaty – ortodynamiki 4:0. Wprawdzie ortodynamiczne Audeze LCD-4 i HiFiMAN HE1000 to słuchawki wybitne, niemniej nie lepsze niż Ultrasone Edition5, a od wymienionych liderów jednak słabsze zarówno odtwórczo, jak i zwłaszcza emocjonalnie. Kilku pretendentów do bycia najlepszymi jednak nie słyszałem, w tym nowych elektrostatycznych HiSiMAN Shangri-La i klasycznych już ortodynamicznych Abyss 1266.

      1. Maciej pisze:

        No właśnie, koło w tym hobby się zamyka. Dlatego trzeba pracować nad dystansem do sprawy :) Bo z tego więcej spokoju ducha niż z coraz większych wydatków,

        1. PIotr Ryka pisze:

          Dlaczego zamyka się koło? Ktoś doszedł do punktu wyjścia?

          1. Maciej pisze:

            Nie powstało Piotrze nic lepszego niż to co już powstało.

  3. Maciej pisze:

    Pomimo wielkiego boom w branży przez ostatnie lata.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Tego nie możemy być pewni. Karol jest właśnie w Londynie i dopiero będzie składał relację z CanJam. A niezależnie od tego, że z najnowszych słuchawek tylko nowy Orfeusz, a ciut starszych tylko Stax SR-009 są naprawdę szczytowej jakości (o paru innych jeszcze tego nie wiem), to jest przecież postęp na linii relacji jakości do ceny i jest szerszy wachlarz wyboru w poszczególnych przedziałach cenowych. Dużo się dzieje i jakieś wyznaczające nową jakość słuchawki też pewnie w końcu powstaną. Focal na przykład się mocno technicznie przyłożył, Audeze też robi postępy, a jaki będzie ostatecznie ten nowy Orfeusz, też nie wiemy. Ale już możemy cieszyć się z Meze czy NightHawk, bo to świetne słuchawki za niewielkie pieniądze. Zwłaszcza NightHawk to prawdziwa alternatywa nawet dla tych z samego szczytu. Z lepszym kablem grają we własnym stylu – zupełnie inaczej niż pozostałe słuchawki. Kiedy pisałem powyższy test i robiłem porównania, tak właśnie się okazało. NightHawk to prawdziwa alternatywa. Nie są tak precyzyjne i rozdzielcze jak flagowe Staxy i K1000, ale dają muzyczny kondensat, jakiego inne słuchawki dać nie potrafią. I to już jest nowa jakość, tyle że w alternatywie. W udnergroundzie, a nie na samym szczycie. I jest w tym też swoisty paradoks, bo inne słuchawki z biocelulozową membraną – Sony MDR-R10 – były zjawiskowo subtelne, a NightHawk są zjawiskowo mocne.

    2. PIotr Ryka pisze:

      Przy okazji: dalej bazujesz na AKG K701?

      1. Maciej pisze:

        No właśnie ja mam chyba jakiś pech do flagowców. Słuchałem tego i owego, przyznaję że że niektórych zbyt krótko by nabrać pełnej niechęci. Ale z większością kłopot mam ten sam, że moje uszy zapalają mi pomarańczową lampkę ostrzegawczą: Maciek to nie brzmi jak naturalny dźwięk, albo: przy tym dźwięku nie odpoczniesz. Wszelkie podchody no jakoś taki opór materii napotykały. I paradoksalnie nie ma to wszystko przełożenia na cenę. Bo teraz największe yes uszy powiedziały mi na Q701. I mam w nich bardzo dużo muzyki, o ile nie robię porównać do flagowców. Phonitor jak to Phonitor nieźle je podciąga. Ale w bezpośrednich konkurach najbardziej kuleją na polu rozdzielczości. Ale co mi z kolei po rozdzielczości T1, które jak wiesz miałem, skoro bardzieś muślinowe głowy na Q701 i tak, i przestrzeń jakaś prawdziwsza na Q701, mniej rezonansów w muszlach i odbiór tej przestrzeni lepszy bezsprzecznie dla mnie.
        Pewnie jakbym musiał mieć flagowca, gdyby taki paradoks musu zaistniał, to najbardziej skłaniałbym się ku HD800s i LCD3. Względnie HE6 – ale ich przestrzeń osobliwa. Ale o ile HE6 mają jeszcze cenę w górnej granicy rozrzutności to już HD800s i LCD3 ceny mają w dolnej granicy absurdu. A no i są jeszcze AKG K812, ale czy mi je polecasz?

        1. PIotr Ryka pisze:

          Podeślij kuriera, to Ci dam do posłuchania kabel Oyaide dla K701. Kabel jest dość tani, to w razie czego nieduży wydatek. Rozdzielczość poprawia na pewno.

          1. Miltoniusz pisze:

            Co to za kabel? Oyaide PA-02?

          2. PIotr Ryka pisze:

            Oyaide HPC.

  4. Maciej pisze:

    zamiast *bardzieś powinno być *bardziej, naturalnie.

  5. ductus pisze:

    Jeżeli mi wolno wtrącić się jeszcze między znakomite wywody Macieja i Piotra: Na CanJam w Londynie pewna dziewczyna od Sennheisera zdradziła mi, że firma wbudowała elektronikę wzmacniacza mocy w muszle HE-1 m.in. dlatego, że stwierdzili straty na jakości dźwięku na kablu między wzm i słuchawkami. Czy oznaczałoby to, że też na kablu Staxa mamy podobne straty? Wymienić, ale na co?!!

    1. PIotr Ryka pisze:

      Te kable Stefanie na pewno nie są idealne. Mogę zapytać Tonalium o ewentualną przeróbkę.

  6. ductus pisze:

    To byłoby ciekawe, Piotrze. Sam stwierdziłem kiedyś słyszalne straty na staxowskiej przedłużce ..725.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Może w poniedziałek uda się to skonsultować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy