Recenzja: LST – Linear Stax Transformer

Budowa

LST - Linear Stax Transformer 03

Oto LST – jedno z najciekawszych rozwiązań słuchawkowych jakie powstały w ostatnim czasie.

   Urządzenie jest średnio duże i średnio ciężkie. Ma wymiary 340 x 290 x 105 mm i waży dziewięć kilogramów. Z grubym frontonem szczotkowanego w czerni aluminium i czarnym metalowym korpusem prezentuje się elegancko i nie rzuca w oczy. W sensie obsługowym to tylko umieszczony z przodu po lewej podświetlany włącznik, po prawej niebieska dioda realizacji dopasowania, sygnalizująca gotowość do pracy, oraz położone między nimi 5-pinowe gniazdo słuchawek Staxa. Można w nie wpinać jedynie te o nowszej konstrukcji (po 1985 roku), natomiast dawne, znakowane jako PRO, nie będą pasowały. Z tyłu są cztery terminale głośnikowe oraz gniazdo kabla zasilania, a także napisy LST i Made in Germany. W środku widnieje duże, toroidalne trafo zasilające oraz dwa pełniące zasadniczą rolę transformatory amorficzne Lundhala, wspomagane systemem elektroniki sterującej, którego jedynym zadaniem w sensie brzmieniowym jest znikać. To cel łatwy do zdefiniowania, lecz niezwykle trudny w realizacji, od wielu lat przybliżany do ideału. Tym razem podobno przybliżony już bardzo wyraźnie, ponieważ LST to pierwszy transformator dopasowujący, o którym twórcy powiadają, że jest w pełni high-endowy.

Najważniejsze są oczywiście same transformatory Lundhala, obecnie znacznie ulepszone – skonstruowane pod kątem tych właśnie potrzeb i szyte dokładnie na miarę, tak żeby także one brzmieniowo znikały, co ma kluczowe znaczenie. Nie od parady wszak konstruktorzy wzmacniaczy lampowych, a nawet tych tylko lampy naśladujących, chwalą się uproszczonymi stopniami wyjściowymi – bez transformatorów i kondensatorów – ażeby sygnał wychodził jak najmniej zakłócony. Analogiczna śpiewka dotyczy samych transformatorów, gdziekolwiek by się znalazły, spośród których te amorficzne uchodzą za najmniej zakłócające. W przypadku LST to „nie zakłócanie” jest tak samo ważne jak u całych wzmacniaczy, a celem pozostaje nagie dopasowanie, tak jak u tamtych wzmacnianie. W obu wypadkach zniknięcie stanowi nieosiągalny ideał, ale możliwy do wydatnego przybliżenia. Dla LST dodatkowo jest też ważne, z jakim wzmacniaczem mieć będzie do czynienia; i tu zalecane są te operujące w czystej klasie A i najlepiej o konstrukcji lampowej SET, pozwalające osiągać najlepsze rezultaty zarówno pod kątem wzmocnienia, jak i dopasowania słuchawki-wzmacniacz. Odnośnie brzmieniowych walorów samego LST, czyli tej jego zdolności znikania, to przeprowadzone zostały ponoć rozległe testy porównawcze i obecnie zastosowane transformatory okazały się wyraźnie górować nad innymi. Podobnie lepsze jest teraz zestrojenie ze wzmacniaczami, za co odpowiada rozbudowany układ elektroniki na PCB, przez ponad dwa lata doskonalony z użyciem oprogramowania komputerowego i prób odsłuchowych. Podzespoły ściągano do niego z całego świata i selekcjonowano w testach, tak więc jest owocem długotrwałych i szeroko zakrojonych poszukiwań.

LST - Linear Stax Transformer 5

Linear Stax Transformer to… auto-transformator, mający na celu napędzenie słuchawek elektrostatycznych sygnałem pierwotnie przeznaczonym dla głośników.

Ważnym składnikiem konstrukcji jest też gruba, metalowa ścianka, oddzielająca transformatory od elektroniki, a także ustawienie tych ostatnich na podkładkach tłumiących wibracje. Starannie dobrano również okablowanie i skrupulatnie rozplanowano jego ułożenie, tak żeby zakłócenia elektromagnetyczne jak najmniej w nie przenikały. Podobnie izolującą rolę stanowi całościowa obudowa z metalu, a nie mniej ważne będzie też to, jakiego okablowania głośnikowego użyjemy. Pod tym względem wachlarz możliwości jest przeogromny, a ceny mogą być niebotyczne.

W zależności od rodzaju wzmacniacza mającego pracować z LST może on być proponowany w wersji z mniejszą lub większą redukcją, odpowiednio dla wzmacniaczy powyżej lub poniżej 100 W. Możliwa jest także spora rozpiętość cenowa – od 950 do 1660 € – w zależności od klasy użytych podzespołów.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: LST – Linear Stax Transformer

  1. ductus pisze:

    Dziękuję Piotrze za te szczere słowa, pięknie formułowane zdania. Wiesz nie od dziś, że bardzo sobie cenię Twoje zdanie doświadczonego fachowca. Co mnie zadziwiło i zmusza do akcji porównawczych, to sprawa okablowania. Jestem Ci bardzo wdzięczny za zwrócenie uwagi na ten przeze mnie chyba niedoceniany aspekt dużych zmian dźwięku w stosunku do użytych kabli. Poza tym liczyłem trochę potajemnie na wejście Ayona w testowe szranki, szczególnie modelu Spitfire, tak ciekawie opisanego przez Ciebie w lutym tego roku. Może kiedyś odwiedzisz mnie ze swoimi legendarnymi K-1000 i posłuchamy sobie Crossfire III. Też z LST i 009 oraz kieliszkiem dobrego wina czy whisky. Zapraszam i pozdrawiam.
    Stefan

    1. PIotr Ryka pisze:

      Dziękuję za zaproszenie. K1000 zawsze w pogotowiu. Co do Ayona, to w Nautilusie kanikuła, trudno cokolwiek od nich wydobyć. Ale może w przyszłym tygodniu się do nich wybiorę.

  2. Tadeusz pisze:

    To w końcu elektrostaty to najlepsze słuchawki na świecie ,tak czy nie ? :-)

    1. PIotr Ryka pisze:

      Najlepsze słuchawki jakich dane mi było słuchać to klasyczny Sennheiser Orpheus i nowy HE-1, dawne Stax SR-Omega i obecne SR-009 oraz Sony MDR-R10 i AKG K1000. Tak więc w meczu słuchawki elektrostatyczne – słuchawki dynamiczne pada wynik 4:2 dla elektrostatów, a w meczu elektrostaty – ortodynamiki 4:0. Wprawdzie ortodynamiczne Audeze LCD-4 i HiFiMAN HE1000 to słuchawki wybitne, niemniej nie lepsze niż Ultrasone Edition5, a od wymienionych liderów jednak słabsze zarówno odtwórczo, jak i zwłaszcza emocjonalnie. Kilku pretendentów do bycia najlepszymi jednak nie słyszałem, w tym nowych elektrostatycznych HiSiMAN Shangri-La i klasycznych już ortodynamicznych Abyss 1266.

      1. Maciej pisze:

        No właśnie, koło w tym hobby się zamyka. Dlatego trzeba pracować nad dystansem do sprawy :) Bo z tego więcej spokoju ducha niż z coraz większych wydatków,

        1. PIotr Ryka pisze:

          Dlaczego zamyka się koło? Ktoś doszedł do punktu wyjścia?

          1. Maciej pisze:

            Nie powstało Piotrze nic lepszego niż to co już powstało.

  3. Maciej pisze:

    Pomimo wielkiego boom w branży przez ostatnie lata.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Tego nie możemy być pewni. Karol jest właśnie w Londynie i dopiero będzie składał relację z CanJam. A niezależnie od tego, że z najnowszych słuchawek tylko nowy Orfeusz, a ciut starszych tylko Stax SR-009 są naprawdę szczytowej jakości (o paru innych jeszcze tego nie wiem), to jest przecież postęp na linii relacji jakości do ceny i jest szerszy wachlarz wyboru w poszczególnych przedziałach cenowych. Dużo się dzieje i jakieś wyznaczające nową jakość słuchawki też pewnie w końcu powstaną. Focal na przykład się mocno technicznie przyłożył, Audeze też robi postępy, a jaki będzie ostatecznie ten nowy Orfeusz, też nie wiemy. Ale już możemy cieszyć się z Meze czy NightHawk, bo to świetne słuchawki za niewielkie pieniądze. Zwłaszcza NightHawk to prawdziwa alternatywa nawet dla tych z samego szczytu. Z lepszym kablem grają we własnym stylu – zupełnie inaczej niż pozostałe słuchawki. Kiedy pisałem powyższy test i robiłem porównania, tak właśnie się okazało. NightHawk to prawdziwa alternatywa. Nie są tak precyzyjne i rozdzielcze jak flagowe Staxy i K1000, ale dają muzyczny kondensat, jakiego inne słuchawki dać nie potrafią. I to już jest nowa jakość, tyle że w alternatywie. W udnergroundzie, a nie na samym szczycie. I jest w tym też swoisty paradoks, bo inne słuchawki z biocelulozową membraną – Sony MDR-R10 – były zjawiskowo subtelne, a NightHawk są zjawiskowo mocne.

    2. PIotr Ryka pisze:

      Przy okazji: dalej bazujesz na AKG K701?

      1. Maciej pisze:

        No właśnie ja mam chyba jakiś pech do flagowców. Słuchałem tego i owego, przyznaję że że niektórych zbyt krótko by nabrać pełnej niechęci. Ale z większością kłopot mam ten sam, że moje uszy zapalają mi pomarańczową lampkę ostrzegawczą: Maciek to nie brzmi jak naturalny dźwięk, albo: przy tym dźwięku nie odpoczniesz. Wszelkie podchody no jakoś taki opór materii napotykały. I paradoksalnie nie ma to wszystko przełożenia na cenę. Bo teraz największe yes uszy powiedziały mi na Q701. I mam w nich bardzo dużo muzyki, o ile nie robię porównać do flagowców. Phonitor jak to Phonitor nieźle je podciąga. Ale w bezpośrednich konkurach najbardziej kuleją na polu rozdzielczości. Ale co mi z kolei po rozdzielczości T1, które jak wiesz miałem, skoro bardzieś muślinowe głowy na Q701 i tak, i przestrzeń jakaś prawdziwsza na Q701, mniej rezonansów w muszlach i odbiór tej przestrzeni lepszy bezsprzecznie dla mnie.
        Pewnie jakbym musiał mieć flagowca, gdyby taki paradoks musu zaistniał, to najbardziej skłaniałbym się ku HD800s i LCD3. Względnie HE6 – ale ich przestrzeń osobliwa. Ale o ile HE6 mają jeszcze cenę w górnej granicy rozrzutności to już HD800s i LCD3 ceny mają w dolnej granicy absurdu. A no i są jeszcze AKG K812, ale czy mi je polecasz?

        1. PIotr Ryka pisze:

          Podeślij kuriera, to Ci dam do posłuchania kabel Oyaide dla K701. Kabel jest dość tani, to w razie czego nieduży wydatek. Rozdzielczość poprawia na pewno.

          1. Miltoniusz pisze:

            Co to za kabel? Oyaide PA-02?

          2. PIotr Ryka pisze:

            Oyaide HPC.

  4. Maciej pisze:

    zamiast *bardzieś powinno być *bardziej, naturalnie.

  5. ductus pisze:

    Jeżeli mi wolno wtrącić się jeszcze między znakomite wywody Macieja i Piotra: Na CanJam w Londynie pewna dziewczyna od Sennheisera zdradziła mi, że firma wbudowała elektronikę wzmacniacza mocy w muszle HE-1 m.in. dlatego, że stwierdzili straty na jakości dźwięku na kablu między wzm i słuchawkami. Czy oznaczałoby to, że też na kablu Staxa mamy podobne straty? Wymienić, ale na co?!!

    1. PIotr Ryka pisze:

      Te kable Stefanie na pewno nie są idealne. Mogę zapytać Tonalium o ewentualną przeróbkę.

  6. ductus pisze:

    To byłoby ciekawe, Piotrze. Sam stwierdziłem kiedyś słyszalne straty na staxowskiej przedłużce ..725.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Może w poniedziałek uda się to skonsultować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy