Recenzja: LST – Linear Stax Transformer

LST Linear Stax Transformer HiFiPhilosophy 008   Tak samo jak w przypadku niedawno opisanego wzmacniacza słuchawkowego iCan SE tropy wiodą do 2013 roku. Nie chcę przez to powiedzieć, że odbija się czkawką, ale że na pewno nie daje zapomnieć. Wówczas powstały bowiem recenzje zarówno pierwowzoru iCanʼa, jak i branego teraz znów na widelec transformatorowego adaptera słuchawek elektrostatycznych LRT. (Różnica jednej litery nie jest istotna.) A ponieważ było to dawno, należy się przypomnienie.

Historia takich adapterów, umożliwiających słuchawkom elektrostatycznym korzystanie z wszelkiego typu wzmacniaczy, sięga o wiele dalej, bo1960 roku. Naonczas sławny dzisiaj, ale  wtedy nikomu jeszcze nie znany Stax, wstrzyknął w rynek swoje pierwsze słuchawki, nazwane earspeakerami – model Stax SR-1, a wraz z nimi pierwsze „Ear Speaker Adaptor”, czyli przystawki transformujące Stax SRD-1 i SRD-2. Sam byłem posiadaczem nieco późniejszych wersji – słuchawek SR-5 i adaptera SRD-6 z połowy lat 70-tych, a dzieje tych adapterów ciągnęły się jeszcze dekadę, do modelu SRD-7 Mk2, który zakończył ich żywot. W następnych latach Stax oferował już wyłącznie całościowe wzmacniacze (energizery), prawdopodobnie wiedziony chęcią zysku a nie przekonaniem o ich wyższości. Bowiem nic nie ujmując energizerom, zwłaszcza fenomenalnemu ale zupełnie nieosiągalnemu Stax SRM-T2, najwyższej klasy wzmacniacz głośnikowy, a jeszcze lepiej przedwzmacniacz i para monobloków, to naprawdę ogromne możliwości i niezrównane pole popisu. W dodatku sposobność oszczędzenia sporych pieniędzy przez tych, którzy używają słuchawek jako alternatywy a nie jedynego systemu. Gdyż taki adapter – co jest jego ogromną zaletą – nawet w najlepszym wydaniu (któremu zaraz będziemy się przypatrywać), to wydatek stosunkowo niewielki; o wiele mniejszy niż któryś z obecnych staksowskich wzmacniaczy szczytowych, nie mówiąc o najlepszym kiedykolwiek powstałym – tym SRM-T2 z 1992 roku, albo obecnych piekielnie drogich systemach elektrostatycznych Sennheiser HE-1, HiFiMAN Shangri La i najnowszym MSB SELECT.

Poprzednio testowany, wyposażony w dwa rodzaje gniazd transformator LRT (Lundahl-Ryl Transformer – od nazwisk Pera Lundhala i Petera Ryla), jak również testowany obecnie LST (Linear Stax Transformer), to urządzenia sporej wielkości i nowoczesne, lecz że to niemal wyłącznie transformatory dopasowujące napięcie w kanałach stereofonicznych słuchawkom elektrostatycznym, to i nie ma specjalnie co być drogie, a zatem drogie nie są. Zwłaszcza, że produkty te nie są oferowane przez chętną się nachapać sławną firmę, liczącą na zdyskontowanie swej sławy, tylko rzecz przysposobiona przez entuzjastów, powstała na niekomercyjnym podłożu. W sensie genezy oparta nie tylko na staksowskim pierwowzorze, ale też na pracach włoskiego konstruktora Andrei Ciuffolliegoi i niemieckiego Petera Ryla, a finalnie przeobrażona w produkt rynkowy przez twórcę najwyższej klasy transformatorów amorficznych, szwedzkiego konstruktora Pera Lundhala, oraz mieszkającego w Berlinie polskiego pianistę, wykładowcę muzyki i pasjonata słuchawek Stefana Woźnickiego. A że Stefan jest moim przyjacielem, to mi właśnie przypada po raz kolejny zaszczyt opisywania jego dzieła, za co serdeczne dzięki.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: LST – Linear Stax Transformer

  1. ductus pisze:

    Dziękuję Piotrze za te szczere słowa, pięknie formułowane zdania. Wiesz nie od dziś, że bardzo sobie cenię Twoje zdanie doświadczonego fachowca. Co mnie zadziwiło i zmusza do akcji porównawczych, to sprawa okablowania. Jestem Ci bardzo wdzięczny za zwrócenie uwagi na ten przeze mnie chyba niedoceniany aspekt dużych zmian dźwięku w stosunku do użytych kabli. Poza tym liczyłem trochę potajemnie na wejście Ayona w testowe szranki, szczególnie modelu Spitfire, tak ciekawie opisanego przez Ciebie w lutym tego roku. Może kiedyś odwiedzisz mnie ze swoimi legendarnymi K-1000 i posłuchamy sobie Crossfire III. Też z LST i 009 oraz kieliszkiem dobrego wina czy whisky. Zapraszam i pozdrawiam.
    Stefan

    1. PIotr Ryka pisze:

      Dziękuję za zaproszenie. K1000 zawsze w pogotowiu. Co do Ayona, to w Nautilusie kanikuła, trudno cokolwiek od nich wydobyć. Ale może w przyszłym tygodniu się do nich wybiorę.

  2. Tadeusz pisze:

    To w końcu elektrostaty to najlepsze słuchawki na świecie ,tak czy nie ? :-)

    1. PIotr Ryka pisze:

      Najlepsze słuchawki jakich dane mi było słuchać to klasyczny Sennheiser Orpheus i nowy HE-1, dawne Stax SR-Omega i obecne SR-009 oraz Sony MDR-R10 i AKG K1000. Tak więc w meczu słuchawki elektrostatyczne – słuchawki dynamiczne pada wynik 4:2 dla elektrostatów, a w meczu elektrostaty – ortodynamiki 4:0. Wprawdzie ortodynamiczne Audeze LCD-4 i HiFiMAN HE1000 to słuchawki wybitne, niemniej nie lepsze niż Ultrasone Edition5, a od wymienionych liderów jednak słabsze zarówno odtwórczo, jak i zwłaszcza emocjonalnie. Kilku pretendentów do bycia najlepszymi jednak nie słyszałem, w tym nowych elektrostatycznych HiSiMAN Shangri-La i klasycznych już ortodynamicznych Abyss 1266.

      1. Maciej pisze:

        No właśnie, koło w tym hobby się zamyka. Dlatego trzeba pracować nad dystansem do sprawy :) Bo z tego więcej spokoju ducha niż z coraz większych wydatków,

        1. PIotr Ryka pisze:

          Dlaczego zamyka się koło? Ktoś doszedł do punktu wyjścia?

          1. Maciej pisze:

            Nie powstało Piotrze nic lepszego niż to co już powstało.

  3. Maciej pisze:

    Pomimo wielkiego boom w branży przez ostatnie lata.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Tego nie możemy być pewni. Karol jest właśnie w Londynie i dopiero będzie składał relację z CanJam. A niezależnie od tego, że z najnowszych słuchawek tylko nowy Orfeusz, a ciut starszych tylko Stax SR-009 są naprawdę szczytowej jakości (o paru innych jeszcze tego nie wiem), to jest przecież postęp na linii relacji jakości do ceny i jest szerszy wachlarz wyboru w poszczególnych przedziałach cenowych. Dużo się dzieje i jakieś wyznaczające nową jakość słuchawki też pewnie w końcu powstaną. Focal na przykład się mocno technicznie przyłożył, Audeze też robi postępy, a jaki będzie ostatecznie ten nowy Orfeusz, też nie wiemy. Ale już możemy cieszyć się z Meze czy NightHawk, bo to świetne słuchawki za niewielkie pieniądze. Zwłaszcza NightHawk to prawdziwa alternatywa nawet dla tych z samego szczytu. Z lepszym kablem grają we własnym stylu – zupełnie inaczej niż pozostałe słuchawki. Kiedy pisałem powyższy test i robiłem porównania, tak właśnie się okazało. NightHawk to prawdziwa alternatywa. Nie są tak precyzyjne i rozdzielcze jak flagowe Staxy i K1000, ale dają muzyczny kondensat, jakiego inne słuchawki dać nie potrafią. I to już jest nowa jakość, tyle że w alternatywie. W udnergroundzie, a nie na samym szczycie. I jest w tym też swoisty paradoks, bo inne słuchawki z biocelulozową membraną – Sony MDR-R10 – były zjawiskowo subtelne, a NightHawk są zjawiskowo mocne.

    2. PIotr Ryka pisze:

      Przy okazji: dalej bazujesz na AKG K701?

      1. Maciej pisze:

        No właśnie ja mam chyba jakiś pech do flagowców. Słuchałem tego i owego, przyznaję że że niektórych zbyt krótko by nabrać pełnej niechęci. Ale z większością kłopot mam ten sam, że moje uszy zapalają mi pomarańczową lampkę ostrzegawczą: Maciek to nie brzmi jak naturalny dźwięk, albo: przy tym dźwięku nie odpoczniesz. Wszelkie podchody no jakoś taki opór materii napotykały. I paradoksalnie nie ma to wszystko przełożenia na cenę. Bo teraz największe yes uszy powiedziały mi na Q701. I mam w nich bardzo dużo muzyki, o ile nie robię porównać do flagowców. Phonitor jak to Phonitor nieźle je podciąga. Ale w bezpośrednich konkurach najbardziej kuleją na polu rozdzielczości. Ale co mi z kolei po rozdzielczości T1, które jak wiesz miałem, skoro bardzieś muślinowe głowy na Q701 i tak, i przestrzeń jakaś prawdziwsza na Q701, mniej rezonansów w muszlach i odbiór tej przestrzeni lepszy bezsprzecznie dla mnie.
        Pewnie jakbym musiał mieć flagowca, gdyby taki paradoks musu zaistniał, to najbardziej skłaniałbym się ku HD800s i LCD3. Względnie HE6 – ale ich przestrzeń osobliwa. Ale o ile HE6 mają jeszcze cenę w górnej granicy rozrzutności to już HD800s i LCD3 ceny mają w dolnej granicy absurdu. A no i są jeszcze AKG K812, ale czy mi je polecasz?

        1. PIotr Ryka pisze:

          Podeślij kuriera, to Ci dam do posłuchania kabel Oyaide dla K701. Kabel jest dość tani, to w razie czego nieduży wydatek. Rozdzielczość poprawia na pewno.

          1. Miltoniusz pisze:

            Co to za kabel? Oyaide PA-02?

          2. PIotr Ryka pisze:

            Oyaide HPC.

  4. Maciej pisze:

    zamiast *bardzieś powinno być *bardziej, naturalnie.

  5. ductus pisze:

    Jeżeli mi wolno wtrącić się jeszcze między znakomite wywody Macieja i Piotra: Na CanJam w Londynie pewna dziewczyna od Sennheisera zdradziła mi, że firma wbudowała elektronikę wzmacniacza mocy w muszle HE-1 m.in. dlatego, że stwierdzili straty na jakości dźwięku na kablu między wzm i słuchawkami. Czy oznaczałoby to, że też na kablu Staxa mamy podobne straty? Wymienić, ale na co?!!

    1. PIotr Ryka pisze:

      Te kable Stefanie na pewno nie są idealne. Mogę zapytać Tonalium o ewentualną przeróbkę.

  6. ductus pisze:

    To byłoby ciekawe, Piotrze. Sam stwierdziłem kiedyś słyszalne straty na staxowskiej przedłużce ..725.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Może w poniedziałek uda się to skonsultować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy