Recenzja: Living Voice Auditorium OBX-RW

Living_Voice_OBX-RW_012_HiFi Philosophy   Sławny angielski producent głośników – Living Voice – ma w życiorysie pod datą powstania wpisany rok 1991, a jako lokalizację miejscowość Long Eaton  położoną na obrzeżach Nottingham. Tak więc znajduje się w pobliżu producenta sławnych gramofonów o tej samej nazwie, a właściciele dobrze się znają i przyjaźnią.

Living Voice jest właścicielsko i kapitałowo powiązany z firmą projektową i dystrybucyjną Definitive Audio, przy czym oba przedsięwzięcia łączy osoba założyciela i posiadacza – Kevina Scotta. A ponieważ Definitive Audio jest dystrybutorem między innymi Kondo Audio Note, nie powinno dziwić, że pokazy swoich najlepszych wyrobów Living Voice prowadzi w oparciu o tę jedną z najznamienitszych elektronik, pasującą szczególnie do jego z kolei najznamienitszych głośników – Vox Olympian. Bogactwo spotyka tutaj bogactwo a referencja referencję, składające się na cyrk objazdowy jednaj z najlepszych prezentacji dźwięku na świecie, który po sukcesach w Monachium i Las Vegas ma w tym roku zawitać także do Polski. Głośniki Vox Olympian pojawiły się w ofercie Living Voice jednak dopiero w 2010 roku, a my jesteśmy na samym początku jej kariery, bo wówczas, a ściślej w roku 1992, ukazała się seria dla niej zasadnicza i o sukcesie decydująca – linia projektowa Auditorium. Ukazała się i została, bo wciąż stanowi trzon oferty. Składają się na nią cztery wzory prawie tak samo wyglądających ale całkiem inaczej kosztujących kolumn, różniących się zwrotnicami, nieodróżnialnymi prawie na oko ale w istocie innymi modelami głośników oraz wewnętrzną konstrukcją obudów, które od zewnątrz, tak samo jak głośniki, są niemal identyczne. Kolumny te to dwa niższe modele –Auditorium  i Avatar – oraz dwa wyższe, o wbudowanych (IBX) bądź wyrzuconych na zewnętrznych (OBX) zwrotnicach. Noszą te wyższe modele mniej dźwięczne od niższych nazwy, ale za to oferują lepsze brzmienie. Zwą się  R-2 i RW, czyli trochę podobnie jak sławny robot z Gwiezdnych wojen.

Living Voice formalnie jest firmą angielską – angielski jest projekt, wykończenie i ostateczny montaż – jednak same głośniki i obudowy są duńskie; czyli coś jak duński książę Hamlet z najsławniejszej angielskiej tragedii. Tym razem jednak, miejmy przynajmniej taką nadzieję, tragedii nie będzie i wszyscy ujdą z życiem, a nad jego sensem i znaczeniem będzie się można zastanawiać przy pięknej muzyce i z pucharem wina w dłoni, a nie trzymając czaszkę w ciszy cmentarza bądź rapier pośród szczęku oręża. Także sączyć nie zamierza się tu podstępnie do uszu trucizny, ani rozpamiętywać okrutnej zdrady, tylko pławić się będziemy w szczęściu pośród anielskich pieni, czyniących zarówno życie doczesne jak i wiekuiste od razu zrozumiałym. Ale najpierw technologia w oparciu o druty, membrany i pilśnię, a nie pióra i aureole.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Living Voice Auditorium OBX-RW

  1. Maciej pisze:

    O , zabrakło ceny w stopce. Od razu lepiej się czyta :)

    1. Piotr Ryka pisze:

      Niestety, już jest. Musiałem dopisać ten nieprzyjemny, brakujący szczegół.

  2. Darek pisze:

    Witam

    To nie scany to Vifa c17WH :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy