Recenzja: Leben CS-600

Odsłuch ze słuchawkami

Leben_CS-600_08

Złoty, nie złoty…

   Zadajmy teraz pytanie jak to się wszystko klaruje z poszczególnymi słuchawkami

Zacznę od tych, na których się nie klaruje, czyli HD 600. Z opisu brzmienia Lebena widać od razu, że jeśli pominiemy scenę, którą Sennheisery mają bardzo przyzwoitą, pozostałe walory są analogiczne. Daje to efekt ich spotęgowania, przy jednoczesnym braku kompensacji stron słabych. W rezultacie dźwięk staje się najbardziej w porównaniu męczący. Nie, żeby tego w ogóle nie dało się słuchać; to przecież nie ten poziom i tego typu zjawiska tutaj nie występują. Ale pozostałych słuchawek słuchało się milej i to znacznie.

Leben_CS-600_10

…ważne, że brzmi!

Oto HD 650 mają to swoje delikatne srebrzenie, które w połączeniu z Lebenem było dodatkowo pięknie patynowane jego wspaniałą klasą, owocując mnogością pojawiających się odcieni i półtonów. Splatało się to z ich lekko podbasowaną średnicą, odpowiedzialną za ową „fizjologiczność”, powziętą z myślą o łagodzeniu brzmienia słabszych wzmacniaczy. Dla niejakiej brutalności Lebena było to jak znalazł, bo akurat jemu właśnie to jest najbardziej potrzebne – finezyjne złagodzenie. Wszelako w tym wypadku złagodzenie nie dotyczyło dźwięku męczącego – jak na przykład u Vincenta – tylko bardzo, aż za bardzo nawet, realistycznego i nieco tylko ułomnego scenicznie. A że scena HD 650 jest co najmniej bardzo zadawalająca, przeto efekt całościowy był znakomity.

Ktoś, kto czytał moją wcześniejszą recenzję Lebena może w tym miejscu zadać słuszne pytanie: Jak to, przecież napisałeś, że HD 650 grały w porównaniu z Edition9 okropnie? Istotnie, napisałem. I istotnie grają w takim porównaniu okropnie, ale tylko w jednym przypadku – kiedy w grę wchodzą ludzkie głosy. Tu różnica jest bardzo duża i „fizjologiczność” HD 650 nie umywa się do „fizjologiczności” E9. Jednak w pozostałych przypadkach słuchanie duetu Leben CS-600 z Sennheiser HD 650 jest czynnością wielce satysfakcjonującą. Wszystko jedno czy jest to ostry rock, kameralne składy, czy wielka symfonika – wszystko brzmi świetnie. Ludzkie głosy też są oczywiście bardzo dobre, niemniej przejście z E9 akurat w ich przypadku jest bolesne. W pozostałych, bynajmniej.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy