Recenzja: Kennerton Odin

Odsłuch

Wygląd jest niewątpliwie kuszący.

   W mierze odsłuchu ponownie wstępne perypetie. Tym razem nie odniesione do wygrzewania, choć jego też nie zaniedbałem. Zawirowania tyczyły kabla. Nie miałem okazji zapoznać się z firmowym wyższej jakości, za który płaci się ekstra, natomiast stanowczo twierdzę, że kabel standardowy to lipa. W ostateczności jeden taki, ale krótszy, mógłby stanowić rezerwę dla sprzętu przenośnego, choć też powinien być lepszy. Natomiast ten za dopłatą winien się znaleźć w standardzie, zakładając rzecz jasna, że jest od tego „darmowego” lepszy.

Skąd to wiesz – zapytacie? Ano wiem, bo samych Audeze wprawdzie już nie mam, odkąd zmieniły dystrybutora, ale ostał mi się dla nich kabel Tonalium. A jak mówiłem, Kennertony bazują na tych samych wtykach, tak więc grzechem byłoby nie spróbować. Spróbowałem – i stały się inne słuchawki. A w takim razie teraz o nich, bo wybaczcie, ale nie miałem samozaparcia, by wrócić do stanu sprzedażowego. Chłodniejszy jest i uboższy, a przede wszystkim mniej muzyczny. Także z gorzej zrobioną i mniejszą sceną oraz gorszą obróbką pogłosu. Najbardziej być może zaś słabszy pod tym względem, że Tonalium czyni dźwięk każdy dobitnie trójwymiarowym, a bez niego sprawa wyglądała zdecydowanie słabiej. I w ogóle nie ma nad  czym deliberować – z lepszym kablem to inne słuchawki. Z oryginalnym też wprawdzie przyjemne, ale w moim odczuciu nieadekwatne do ceny. Z Tonalium zaś co innego i teraz powiedzmy dlaczego.

Porównywałem je oczywiście do plejady, to znaczy zgrai obecnych na dłużej oraz przybyłych na krótko flagowych Sony. Mając przy tym nieczęstą okazję porównywania obiektu recenzji z referencyjnymi dla rynku wysokiej klasy słuchawek Beyerdynamic T1 V2 i Sennheiser HD 800 też z okablowaniem Tonalium. A zatem porównywanie samych przetworników i ich opraw, pomijające różnice kabli. To wydaje mi się szczególnie cenne, bo kabel u słuchawek sprawa kluczowa, jednakże u wyposażonych w pozwalające zmieniać przyłącza jedynie kwestia ekonomiczna a nie techniczna.

Wiem – Tonalium jedynie u mnie, choć nie ja wymyśliłem, nie ja produkuję i nie wiem nawet jak jest zbudowany. Ale wysokiej jakości okablowania do słuchawek nie brak; sam Kimber oferuje praktycznie dla każdych i podobno jest fantastyczne. Jest także Atlas, Cardas, FAW i Moon. Również Oyaide, Acostic Revive i Purist. A i Entreqa też ponoć można namówić, wystarczy ładnie poprosić. Tak więc okablować się można, że czubka nosa nie będzie widać. Kto, co, jak, do czego, za ile i kiedy – to już osobna sprawa – a ja tylko powiadam, że dobry kabel czyni inne, częstokroć dramatycznie lepsze słuchawki. Oczywiście wedle wykładni księżniczki na ziarnku grochu, bo są i tacy, co z każdymi się wyśpią.

Niewątpliwie.

Tknijmy nareszcie rzeczy sedna: jak te Kennerton Odin z kablem symetrycznym Tonalium zagrały? Otóż zagrały elegancko i z klasą, a przy tym ciepło i przyjaźnie. Pewna sprawa od razu przy tym mnie uderzyła, skutkiem wyraźnej pomiędzy nimi a pozostałymi różnicy. Grały mianowicie z najniższym sufitem, to znaczy ogniskowały dźwięk bliżej horyzontu, mało, a nawet wcale, dbając o zenit. Muzyczna akcja toczyła się na szerokiej lecz stosunkowo wąskiej wertykalnie panoramie, przy jednocześnie dobrej stereofonii, ale nie biegającej z jednej strony na drugą wysokimi łukami pod sklepieniem, tylko tak bardziej prawo-lewo po jezdniach. Ten sposób ujmowania zmienia odczucia słuchającego, choć często podświadomie. Nie wyrokuję przy tym, czy wyższy sufit jest lepszy, choć sam optowałbym raczej za nim. To jednak można pomijać, bo mózg i tak zrobi swoje, a kiedy nie porównywać, to w ogóle można nie zauważyć.

Inna jeszcze rzecz zaraz mi się narzuciła i była bardzo miła. Otóż słuchawki są właśnie miłe. Przyjazne oraz ciepłe – wyjątkowo melodyjne i śpiewne. Doskonale też wykańczające krawędzie i toczące złociste kuleczki dźwięków, szczególnie sopranowych. Co tyczy się tych ostatnich, to soprany nie są limitowane, a jednocześnie szczególnie czarujące i nośne. Dźwięk jakby jechał po nich niczym po szynach – bardzo gładko i bardzo daleko. Trzeba przyznać, że jest to specyficzne i nie da się dobrze w słowach oddać, ale szczególnie płynna propagacja na sopranowym smarze jest dla tych słuchawek charakterystyczna. Albo się wyrażając inaczej: góra jest wyjątkowo potoczysta, gładka i nośna, w odbiorze szczególnie miła. To zaś daje też przestrzenną swobodę i dodatkowo powiększa scenę, która i bez tego jest duża.

Gdy pierwszy raz słuchałem obu Kennertonów na AVS, największa różnica między modelami zaznaczała się właśnie pod względem sceny. Flagowe Odin pokazywały o wiele większy obszar, kładąc wyraźny akcent na duży muzyczny przestwór. Ładniej też budowała się u nich holografia, stwarzając efektowny spektakl za pierwszym planem, który jest dosyć bliski, ale nie tak bliski i z nie tak dużymi źródłami jak u dopiero co opisanych Sony.

Drewno i metal, czyli klasyka.

I to pomimo tego, że diafragma u Odin jest większa o 10 mm. Najwyraźniej więc nie sam jej rozmiar decyduje, ale także konstrukcja przetwornika i sposób filtracji przedniej oraz lustra akustycznego z tyłu. W efekcie Kennertony na swojej dużej scenie większy od Sony nacisk okazały się kłaść na perspektywę, choć holografii też nie zaniedbywały, a ich efektowne soprany – przestrzenne, ruchliwe, z krąglutkich nutek i nośne – wrażenie wielkości i swobodnego przemieszczania się dźwięku wzmagają.

Skoro skupiamy się na rozmiarze sceny, to trzeba też o pogłosach, które są ważne dla tej sprawy. Bardzo chwaliłem sposób operowania nimi u Sony i u Kennertonów znów pochwalę, bo okazały się niespotykanie przyjazne i jednocześnie nieprzesadne. Albowiem pogłos, albo inaczej echo, to w głównej mierze czynnik obcości. Wyraźnie wyczuwany w dźwięku przywołuje stan niepokoju, sugerując, że znaleźliśmy się w miejscu niecodziennym, nie będącym naszą kryjówką ani utartym szlakiem. W katedrze, sali koncertowej, lochu jakimś czy grocie, z dala od własnego pokoju czy saloniku znajomych. Z dala nawet od ulubionej knajpki czy sklepiku za rogiem. W miejscu wystawiającym na ostrzał i presję niezwykłości. I tym to jest wyraźniejsze, im te pogłosy są dłuższe, dalsze i bardziej darzące chłodem, ponieważ chłód i wielki obszar to czynniki onieśmielenia.

Akurat w dniu, w którym to piszę, umarł Mieczysław Święcicki, nazywany królem nastroju, którego Pszeniczny łan, stary przebój Piwnicy pod Baranami, służy mi jako jeden z probierzy badania pogłosu. W szczególny sposób tym razem rozbrzmiał, ponieważ ciepło i bez śladu obcości. Doposażone kablem Tonalium flagowe Kennertony oferowały dźwięk oczyszczony z obcości aż do końca. Lecz zarazem nie taki, który pogłosy ruguje. Pod tym względem okazały się dość pogłosowe, a jednocześnie zaskakująco pozbawione obcości. Bardziej przyjazne od Sennheiser HD 800 z Tonalium, podobne w tej mierze do Audeze LCD-3.

Planarny przetwornik oprawiony drewnem i skórą.

Ta ich przyjacielska i ciepła strona, wspierana piękną gładkością oraz  potoczystością brzmienia, skutkuje czymś innym bardzo ważnym – pasowaniem do wszystkich wzmacniaczy. Nie było tym razem selekcji jak u flagowych Sony, które zdecydowanie wolały duże triody z ich szczególną muzykalnością. Kennerton Odin posażne są w melodykę własną, własne ciepło i własną gładkość, dzięki którym kapitalnie zagrały też z hybrydowym ifi PRO. Najlepiej, co prawda, też w jego pełnym ustawieniu lampowym; cóż jednak znaczy pojedyncza mała trioda wobec dziesięciu lamp Twin-Head czy sześciu u Woo Audio? A jednak grało to na niemal tym samym poziomie, w stylu cokolwiek innym – mniej gładkim, bardziej wydobywającym na wierzch techniczną stronę nagrań. Chropawością bardzo przy tym uwodzicielską, przynoszącą pewne wytchnienie po popisach gładkości, niczym pikantny ser na wety po śmietankowych lodach. Że nic a nic z odrzucenia, przeciwnie, chęć przemożna konsumpcji. Podobne miałem kiedyś odczucia słuchając SPL Phonitora, wzmacniacza potrzebującego analogowych źródeł, a w zamian dającego tę szorstkawą przyjemność.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

4 komentarzy w “Recenzja: Kennerton Odin

  1. Piotr Ryka napisał(a):

    Skończyłem już recenzję Viali i zapewniam, że nie będziecie od nich wiali 🙂 Powinna ukazać się jutro.

  2. n napisał(a):

    Piotrze, przed opublikowaniem popraw nazwę w całym tekście na Vali! 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Słuszna uwaga. Nie jestem wzrokowcem i dlatego często przekręcam 🙂

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Tym bardziej szkoda, że dziś się nie ukazała bo byłyby słuchawki dla Vali na Walentynki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy