Recenzja: KBL Sound Himalaya PRO Signature Series Cu

Wygląd i technologia

Opakowanie skromne lecz eleganckie.

  Zacznijmy od technologii. Kable Himalaya PRO oferowane są w wersji miedzianej i srebrnej, a sam wybrałem do opisu miedzianą. Obie bazują na najwyższym możliwym materiale przewodzącym, to znaczy monokryształach. We współczesnej technice osiągają one długość do 125 metrów, tak więc nie ma technicznej bariery dla długości zrobionych z nich przewodów. Przysłane do testu miedziane RCA Himalaya PRO miały długość jednego metra, co przy ich dużej giętkości i niewielkim ciężarze całkowicie starczało dla wszelkich manipulacji.

Odnotować należy, że KBL monokrystaliczną miedź i srebro stosuje już od opisywanej w 2014 serii Red Eye, a przejście od niej do Himalaya nie oznaczało zmiany surowca, mogącej jedynie powodować regres, oznaczało natomiast podwojenie ilości żył, stanowiąc czynność analogiczną do zabiegu stosowanego przez używającego wyłącznie monokrystalicznego srebra Siltecha, którego poszczególne linie kabli też różnią się ilością żył a nie jakością surowca. Większa ilość a nie grubsze przewody są tu opcją najsensowniejszą z uwagi na efekt naskórkowy (przewodzenia jedynie powierzchniowego), dający lepsze sumaryczne wyniki przy pomnażaniu niż pogrubianiu. KBL podnosi też kwestię jakości monokryształów srebra w odniesieniu do surowca Siltecha, podkreślając analogiczną własnego, dzięki czemu unika się podostrzania i rozjaśniania. Odmienność względem holenderskiego producenta pojawia się natomiast w odniesieniu do sposobu izolowania, zwłaszcza względem jego najnowszej serii szczytowej Triple Crown, w której bazuje ono na zdecydowanie pogrubiającej i usztywniającej kabel technice klatki Faradaya, podczas gdy KBL stosuje prosty w użyciu spieniony teflon (PTFE), będący najlepszym dielektrykiem spośród substancji stałych, minimalnie tylko słabiej izolującym od powietrza i próżni, stosowanych (nie bez istotnych komplikacji technicznych) przez Tara Labs. Drogim niestety przy okazji, podobnie jak drogie są same monokryształy; w przypadku serii Himalaya PRO z podrażającą jeszcze dokładką zasadniczej względem wersji zwykłej modyfikacji – zastosowania modułów filtracji kwantowej od amerykańskiego Bybee Technologies.

Rzut oka i wszystko jasne.

Dla czytelników HiFi Philosophy moduły te (przeniesione z przemysłu militarnego do cywilnej techniki użytkowej przez pracującego wcześniej dla wojska Jacka Bybee) to starzy znajomi, widziani już w fantastycznym wzmacniaczu słuchawkowym Wells Audio Headtrip. Tam pod postacią dużych, niczym nie osłoniętych filtrów, które normalnie nie są oferowane, a w tym wypadku mniejszych, zamontowanych wewnątrz kabla. Nie wiadomo dokładnie których, tego producent nie zdradza; można się jedynie domyślać ich lokalizacji w grubszych od samego przewodu metalowych tulejach z napisem Himalaya PRO, poprzedzających wtyki wlotowe do wzmacniacza. Podobnie jak same tuleje zaciskowe przyłączy powleczonych czarnym, w ich przypadku matowym lakierem i na drugim końcu, dla symetrii wyglądu, zastępowanych przez zgrzewki tej samej długości i barwy. Dopiero przyglądając się uważniej można więc zauważyć różnicę, zwłaszcza że oba końce z wtykami są chronione przez białe, plastikowe siateczki. Wtyki pochodzą od WBT (konkretnie to WBT- 0152 Cu nextgen Topline) i mają konstrukcję śrubowo-zaciskową. Zadbano też o to, by dla kabla miedzianego były one miedziane, a dla srebrnego srebrne. Punkty mocowania wtyk-kabel są dodatkowo zabezpieczane samoutwardzalną mieszaniną silikonowo-żywiczną, a spieniony teflon izolacyjny uzupełniany zewnętrzną warstwą antywibracyjną. Powłoka wierzchnia to gęsta plecionka nylonowa popielato-srebrzystej barwy o przekroju lekko spłaszczonym, sugerującym dwie równoległe żyły z wielu miedziano-monokrystalicznych nitek, techniką wynalezioną przez samo KBL Sound ręcznie splatanych. Zarówno na etapie produkcyjnym termicznie, jak i gotowy już kabel sygnałowo, poddaje się procesowi wygrzewania, dzięki czemu produkt sprzedawany jest w stanie gotowym do użycia, choć oczywiście w torze właściciela musi się trochę uleżeć.

A w środku najnowsza technika.

Odnośnie kwestii estetycznych i użytkowych. W połowie długości przewodów znajdują się ozdobne czarne opaski z nazwą kabla i producenta, a kierunkowość określają strzałki na tulejach filtrów kwantowych. Całość jest zaskakująco lekka i w stosowaniu praktyczna, a wygląd ładny i profesjonalny. Ląduje ta całość w eleganckim pudełku wysłanym aksamitem z logo twórcy na wieczku, a każdy komplet ma ręcznie wypełniony na papierze czerpanym drukowany certyfikat autentyczności z numerem seryjnym oraz zwięzły poradnik obsługowy w języku polskim i angielskim. Ma też niewidzialną lecz wyczuwalną renomę producenta, którą wyroby od KBL Sound już zdobyły.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy