Recenzja: iFi Audio nano iDSD BLACK LABEL

Anatomia

Black is black, white is white.

   W tej mierze nazwa dwie rzeczy wyjaśnia momentalnie: osobnik jest mały i czarny. Mały jak piąstka dziecka i czarny jak serce diabła. A ponieważ diabły jak wszyscy źli są chciwe, to i wszystko w siebie wsysają, toteż ta czerń bardziej jest matowo-wchłaniająca niż lśniąco-odbijająca. Jak zawsze też u iFi będąca wierzchnim wykończeniem aluminiowego pancerzyka, który jest minimalnie chropawy, a nie ślisko gładki.

Nowy stworek od iFi nazywa się nano, jest więc z najmniejszych, jeśli nie liczyć gadżetów. A skoro o nich mowa, to od razu napiszę, że dwa gadżety ma wbudowane i oba przydatne a nie na pokaz. Pierwszy to zalecany zwłaszcza dla słuchawek o niskiej oporności wmontowany przy jednym z dwóch słuchawkowych gniazdek tak zwany iEMatch, mający powodować lepsze ich zgranie ze wzmacniaczem, pozwalające obniżyć szum tła i wesprzeć dynamikę. Drugi to zaaplikowany po drugiej stronie, zaraz przy wejściu USB, czyściciel iPurifier2, sprzedawany tak samo jak iEMatch także oddzielnie. Nie dość na tym, są jeszcze dwa ulepszenia już nie oferowane oddzielnie, ale także istotne. Jedno to obsługa wtyków symetrycznych 3,5 mm (symetryczny mały jack), pozwalających podwajać moc wyjściową, drugie to wybór przełącznikiem z tyłu pomiędzy filtracją „Measure” (Linear Phase) a „Listen” (Minimum Phase), które dobieramy na ucho wedle gustu. I jeszcze dochodzi do tego możliwe granie w trybie bateryjnym, pozwalające dzięki bateriom litowym na 10 godzin pracy.

Ale, ale – bym o najważniejszym zapomniał. Ma przecież nasz nano wbudowany najnowszy i najważniejszy gadżet. Posiada zdolność natywnej obsługi plików MQA, czyli wysokiej gęstości. W tej mierze potrafi się sprzęgać z popularnym serwisem TIDAL i oferowanymi przez niego plikami Master, co staje się z automatu po wybraniu w odpowiedniej zakładce TIDAL-a transferu „Master” i w jego podmenu opcji „Passtrough MQA”, wyłączającej programową obsługę tych plików. W efekcie ich obróbka przenosi się do wnętrza urządzenia i staje funkcją jego przetwornika.  Tego właśnie oczekuje nasz nano, bo do tego go przystosowano. Sam sobie lepiej radzi bez zewnętrznego programowego wsparcia. A radzi za pośrednictwem kości vintage Burr-Brown  PCM1794 i osobnego w każdym kanale femtosekundowego oscylatora. Radzi tak dobrze, że zapewnia Bit-Perfect DXD i Bit-Perfect DSD, a także obróbkę PCM aż po gęstość 384 kHz. A jako osobną działkę także obsługę MQA 88,2/96/176,4/192 kHz.

Boczne przechwałki.

I z rzeczy zasadniczych pracuje też we wnętrzu słuchawkowy wzmacniacz o konfiguracji dual mono i mocy 2 x 285 mW na wyjściu Direct Drive. (Na iEMatch jest mniejsza.)

Przenieśmy wzrok na obudowę. Rozmiar względem poprzedniego i wciąż dostępnego nano iDSD LE pozostał identyczny, tyle że wykończenie mamy teraz czarne a nie srebrne. Różnice nie kończą się jednak na kolorze i dodanej obsłudze natywnego odczytu plików MQA. Z panelu przedniego zniknęły problematyczne w tej lokalizacji gniazda wyjściowe RCA, zastąpione pojedynczym 3,5 mm »Line Out« z tyłu. Zmienił się też kształt pokrętła potencjometru, które jest teraz większe i mniej wystające. Zjawiły za to dwa w miejsce jednego słuchawkowe gniazda symetryczne 3,5 mm o różnym spsobie działania i przeznaczeniu oraz wspomniany wybór filtracji Listen/Measure. Inne jest także wejście USB – obecnie powszechniejsze płaskie, ale żeby nie było za prosto, to z rzadko spotykaną wtyczką żeńską kabla. (Stosowny przewód, wraz z gumami i dwiema przejściówkami, a także aksamitny woreczek ochronny w komplecie.)  I zmienił się jeszcze drobiazg – małe elastomerowe nóżki są obecnie mocowane fabrycznie, a nie do własnego montażu.

Całość waży skromniutkie 139 gramów (o 3 dkg mniej od LE), oferując dynamikę rzędu 109 dB, separację międzykanałową 79 dB dla gniazd słuchawkowych i 99 dB dla wyjścia liniowego, także niemierzalny poziom jittera i THD poniżej 0,004%.

Przywołajmy raz jeszcze temat pracy w trybie bateryjnym, którego wyboru możemy dokonać także z podłączonym przewodem USB. Wystarczy wpierw włączyć nano, a dopiero później uruchomić komputer.

Do kompletu pozostaje jeszcze światełkologia, realizowana przez średniej wielkości łagodnie świecącą diodę na froncie, a nie – jak u wcześniejszych konstrukcji – mikroskopijną na grzbiecie. Może ta powiększona świecić ośmioma kolorami, informującymi o rodzaju odczytywanego pliku, a także migać na czerwono, gdy poziom naładowania baterii jest słaby.

Zawartość.

Producent chwali się wysokiej jakości podzespołami. Nie tylko osobnymi w każdym kanale femtosekundowymi zegarami, wspierającymi architekturę dual mono, oraz znakomitymi kośćmi vintage przetwornika, ale też audiofilskimi rezystorami, kondensatorami TDK i Panasonic, a także analogowym potencjometrem. Widać więc, że się postarano i jak na tak małe urządzonko wsad materiałowy jest rzeczywiście pokaźny.

Sumując sprawę względem modelu LE: rozmiar się nie zmienił, kolor zupełnie przeistoczył, a parametry i możliwości nieco wzrosły. Dynamika skoczyła o 9 dB, czas podtrzymania w trybie bateryjnym o dwie godziny, a także zjawił się wybór filtracji i odczyt własny MQA (Master Quality Authenticated). Dodano też wewnętrznego iPurifiera, a także gniazdo z obsługą iEMatch. To wszystko jednak przy pewnych kosztach, albowiem nano iDSD LE kosztuje 649, a nano iDSD BLACK LABEL 1099 PLN.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

34 komentarzy w “Recenzja: iFi Audio nano iDSD BLACK LABEL

  1. Marek napisał(a):

    ten strumyk staje się coraz cieńszy, dorzućmy jeszcze przerwy między utworami tak irytujące przy płytach koncertowych, przeciętny interfejs, słaba wyszukiwarka wykonawców… czy jedyną zaletą Tidala jest to, że można odwołać subskrypcję bez okresu wypowiedzenia?

    1. audiozof napisał(a):

      Ale Tidal ma też plusy, okładkę można sobie powiększyć 🙂

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Najdziwniejsze jest to, że czas jakiś temu, dosłownie przez parę dni, grało całkiem niezgorzej, na pewno dużo lepiej niż z YouTube. Ale zaraz potem psująca aktualizacja i po herbacie.

  2. Mateo napisał(a):

    Wstęp recenzji to moje całe hobby,) będzie może recenzja najnowszego flagowca A& Ultima?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Możliwe. Współpraca z tym dystrybutorem póki co nie szwankuje.

  3. adamm napisał(a):

    ja bym jednakże sugerował żeby nie porzucać wspominania czasem Grado 60 ( mam wersje II, czyli poprzednią, po ok roku grania bardzo sie otworzyły i dzwiek wyszedl z glowy do przodun do laptopa albo telefonu sa super), nie mówiąc o NighHawkach, za uwzględnienie ktorych w recenzji dziękuję. Ten cienki przenosny kabel do nich jest kiepski niestety, bez porównania nawet do oryginalnego dlugiego.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Bardzo pocieszające, że SR60 to wciąż ciekawe słuchawki.

  4. Tomek napisał(a):

    Jak się ma jakość dźwieku iDSD Nano BL do iDSD Nano LE ? Są jakieś znaczące różnice ?

    1. Wiceprezes napisał(a):

      LE jest mniej analogowy i posiada znacznie węższą, prostszą scenę. To tak w telegraficznym skrócie.

  5. Andrzej napisał(a):

    Przy okazji ifi, wiadomo coś o iDSD pro?

    1. Wiceprezes napisał(a):

      Niestety tylko tyle, że „będzie, kiedy będzie” 😉

  6. Zygmunt napisał(a):

    ……Tidal ma sie dobrze, pod warunkiem ,ze nie jest sluchany z platformy Windows, ..pisza to na wielu forach np.
    Computer Audiophile itp.

    Pozdrawiam
    Zygmunt

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To nie jest specjalna pociecha.

    2. Marek napisał(a):

      Windows? dobre audio jest w ogóle bardzo ciężko wyciągnąć z Windows, przez okna się wygląda, a nie słucha 😉
      Z iPhona po Airplay Tidal też słabo gra, taki SpotifyPremium lepiej gra po Airplay niż Tidal, tak jest bynajmniej u mnie.

  7. Jan napisał(a):

    Niestety, nasz kochany PanRyka nie umie optymalnie korzystać z gęstych plików Tidal… To mu więc nie grają…

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Trudno, Janie. Nie każdy ma twoje zdolności.

  8. Zygmunt napisał(a):

    Pod tym wzgledem zdecydowanie najlepsze sa dedykowane Streamery, ja uzywam Auralic Femto i jest super…..

    Zygmunt

    1. Miltoniusz napisał(a):

      Tym niemniej Tidal z Ariesa i tak jest o niebo gorszy niż lokalne pliki z tego samego Ariesa (po usb). Dotyczy także MQA. Jak dotąd o dziwo Tidal najlepiej działał po AirPlay z iPhone do Hegla HD30. Pisał o tym zresztą Pan Piotr. Ale może to dlatego jest takie wrażenie, że HD30 jakkolwiek świetny ma niestety przycięte wysokie częstotliwości. Przynajmniej ja go tak odebrałem.
      Jest problem z tym Tidalem.

  9. Zygmunt napisał(a):

    Jak zwykle wazne sa wszystkie ogniwa w systemie, mam na mysli DAC u mnie z Metrum Hex nie odczuwam zadnego dyskomfortu ,czy to Qobuz czy Tidal,po usb narazie zawsze bedzie lepiej z plikow Wav.

    1. Marek napisał(a):

      właśnie to jest ten ból, że jeśli coś się reklamuje jako stream w jakości bezstratnej to nie powinno być gorzej niż wav. Nie sądzę, że mają słabe pliki źródłowe, problemy raczej wynikają z techniki przesyłu danych, od ich świadomych lub mniej świadomych kombinacji. Samo to, że już tak długo Tidal walczy o gapless, też nie za dobrze świadczy o ich możliwościach technologicznych.

  10. Zygmunt napisał(a):

    …no tak ,problem pozostaje…. inna rzecz dla mnie jasna to to,ze Flac brzmi gorzej od Wav bezwzglednie z jakiego zrodla i nie rozumiem ,ze zwie sie to bezstratnie.

    1. Marek napisał(a):

      proponuję zrób sobie prawdziwy ślepy test, a możesz się zdziwić wynikiem 🙂

  11. Zygmunt napisał(a):

    ..jaki test?

    1. Marek napisał(a):

      przekonwertuj np. foobarem wav na flac, (bez osób trzecich się nie obejdzie) poproś kogoś zaufanego 🙂 żeby puszczał Ci te dwa pliki w sposób chaotyczny i zapisywał twoje typowanie czy słyszysz flak czy wav. Zrób powiedzmy 20 odsłuchów i jeśli poprawność Twoich typowań będzie powyżej 75% oznaczać to będzie, że faktycznie słyszysz różnicę między flac i wav

      1. Marek napisał(a):

        w sumie to dość nisko postawiłem poprzeczkę, powinno być 100% 🙂 ale zakładam margines błędu 25% na poczet wpływu otoczenia i stresu testowego 😉

  12. Zygmunt napisał(a):

    Podobno kazdy czlowiek slyszy inaczej…….porownywalem dawno temu i jestem pewny co slysze

    1. Marek napisał(a):

      czasami robię duże oczy ale jednakowoż jestem pewny co słyszę… to jest ta cisza we flacu, której nie ma 😀

  13. Demontage napisał(a):

    Rozumiem, że line-out ma stały poziom wyjściowy (nie regulowany potencjometrem)? Czy gdy podłączy się słuchawki, line-out jest odcinane czy gra dalej?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak.

      1. Demontage napisał(a):

        Gwoli jasności, jaka jest odpowedź na drugie pytanie? 🙂 Tak – line-out gra czy nie gra? Pozdrawiam

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Line out gra, ponieważ jest wyjściem DAC.

  14. Pszejko napisał(a):

    Szkoda, że w tej recenzji nasz bohater nie został sparowany ze słuchawkami Sony MDR-1A. Podobnie jak prezentowany Black Label też mają rewelacyjny stosunek ceny do jakości, też posiadają certyfikat hi-res Audio, też są sklasyfikowane jako sprzęt przenośny, też są konstrukcją zbalansowaną (posiadają odpinany kabel symetryczny – oba końce mini-jack). Wydaje się zatem, że taki duet mógłby tutaj pokazać pazur.

    Przy okazji słuchawki te mają wiele innych zalet:
    – pasmo przenoszenia: 3 – 100 000 Hz,
    – radzą sobie z 24-bit / 192 kHz,
    – zdaniem wielu najwygodniejsze na świecie.

    1. Olek napisał(a):

      Ja mam sparowane dsd nano (srebrne) z mdr1a. Uwielbiam to połączenie. Jest ciepło, ale detalicznie, jest dynamika i przestrzeń. Czasem niższe basy są zbyt słabo kontrolowane, jest ich zbyt dużo być może. Ale taki urok mdr 1A.

  15. onyx69 napisał(a):

    Spóbujcie streamować nie z programu a z windowsowego Edgea z włączonym w opcjach flash playerem. Youtube, SoundCloud np działają w ten sposób o wiele lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy