Recenzja: Hijiri HGP-10R Million ,,Kiwami”

Odsłuch cd.

Firmowe wtyki i wyraźnie oznaczona kierunkowość.

   Kolejne ważne sprawy to czystość artykulacji i dynamika. Pod ich względem, tak samo jak realizmu, kabel jest też stricte high-endowy. Momentalnie się zbiera by wskoczyć na wyższą głośność, by równie szybko w razie potrzeby zjechać, co doprawia żywością i ekspresją szczegółów. Te ostatnie trzymane są w ryzach, żeby się nie wyrwać muzyce, ale z trzech porównywanych tu się eksponowały najbardziej. Nie żeby więcej ich było, bo pod tym wszyscy byli na topie, tyle że u Hijiri ekspozycja najmocniejsza, wraz z tymi bardziej delikatnymi i otwartymi sopranami. A jeszcze do wtóru szczegółom wspaniała transparencja – niesamowita czystość medium i dokładność artykulacji. Lecz medium nie ziejące pustką, że czuć samą przestrzeń i można jedynie pomierzyć odległości, tylko mające pewien ciężar własny i pewne wypełnienie. Zupełną wprawdzie przeźroczystość, ale nie całkowitą próżnię, co uznać należy za dowód perfekcji i co jednocześnie robi niesamowite wrażenie. Od razu to cię zwala i wiesz, że kabel z samego topu. Podkreślają to także oklaski – niezwykle wyraziste i trójwymiarowe, choć lżejsze niż u konkurencji.

Podobnie jak temperatura neutralne jest oświetlenie. Nie jasne i nie ciemne, wszystko dobrze omiatające i każdy detal wyciągające z cienia, a jednocześnie niejaskrawe i pozwalające o sobie zapominać. A te detale i każdy kontur wyraźne, cyzelowane, na milimetry dokładne. I jeszcze w sukurs temu powietrze, oddech, świeżość, że sumarycznie aż podkręcony realizm – taki mrowiący się, mocno narzucony, nie dający o sobie zapomnieć. Zatem nie relaks, luźne słuchanie i poczucie pełności oraz sytej ciepłem urody, tylko wigor, nieustająca ekscytacja i podtrzymany w swej wyraźności każdy detal.

Zwykle to pudło obejmuje kabel, ale można odwrotnie.

Uważnie też przyglądałem się różnicom w wielkości sceny i Hijiri dawał większą nieco od Sulka – prawdopodobnie skutkiem tej czystości i aktywności sopranów – ale największą i najbardziej holograficzną oferował piekielnie drogi Crystal Cable.

I jeszcze dwie sprawy nie bez znaczenia. Pomimo takiej aktywności i otwartości soprany nie przejawiły najmniejszej skłonności do sybilacji – przeciwnie, ukrócały ją, co też świadczy o klasie. I z rzeczy wybitnych także możliwość szacowania relacji przestrzennych. Lokalizacja źródeł perfekcyjna i bardzo dokładne zobrazowanie dystansu.

Na finał obiecane dwa słowa o pozostałych, mimo że mają już swe recenzje. Ale co tor to inne granie, więc dla świętego spokoju, żeby nie było uwag, że w ich recenzjach coś innego, bo tak zawsze być może.

Sulek 6×9 to kabel też chwytający w mig szczegóły i otwartym stylem grający, a przy tym także bez upiększania. Jednocześnie cokolwiek niższy tonacyjnie, ergo nie tak sopranowo koronkowy, nie tak podkreślający chrypki i nie tak młodzieńczy – dojrzalszy i bardziej dociążający. Cieplejszy także nieznacznie – odrobinę powyżej zupełnej neutralności – natomiast w odbiorze emocjonalnym trochę mniej żywy, nie tak szalejący. Jednak sopranami potrafiący tak strzelić, że saksofon zabija górą i rozciągnięciem przestrzennym. Ta sama w sumie klasa, ale inny nieco charakter. Mniejsze podekscytowanie, chociaż także niemałe, a więcej wraz z mocniejszym akcentem basowym spokoju i jednocześnie pogłosu. I więcej też odrobinę ciepła, co nie tylko się czuje, ale co zmienia nastawienie przynajmniej w pierwszej chwili na pozytywne, chociaż po pewnym czasie może męczyć. Tu jednak jest tego ciepła tak niewiele, że bez porównań można go nie wyczuć; na tyle jest jednak dosyć, że się je podświadomie czuje i nie całkiem o temperaturze zapomina, choć nie jest to nic zaprzątającego uwagę.

Stary, czarno-żółty Harmonix i nowy, czarno-żółto-czerwony Hijiri.

Crystal Cable Absolute Dream to nie sulkowa miedź a monokrystaliczne srebro; to samo tylko w mniejszej ilości i inaczej zorganizowane co w najdroższym na świecie Siltech Triple Crown. Efekt stanowi niezwykłą mieszankę realizmu i dodanego piękna. Brzmienie najgłębsze, najcieplejsze i zdecydowanie najgładsze. Najniżej też schodzące i najobszerniejsze przestrzennie – z dodatkiem mocnym holografii. Więc nie realistyczne podkręcenie i żywość na pierwszym planie, tylko elegancja, makijażem podkreślana uroda, w pieszczocie każdy detal. Detal także tutaj położony na dłoni więc doskonale widoczny, lecz bardziej uczesany, wygładzony, krąglutki i milutki. Ta muzyka imponuje niezwykłą głębią i holograficznym stylem, a jednocześnie wchodzi gładko, nie zmuszając do takiej koncentracji i nie szarpiąc tak duszy. Jest piękna, luksusowa, głęboka, a jednocześnie spokojna.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

8 komentarzy w “Recenzja: Hijiri HGP-10R Million ,,Kiwami”

  1. piter napisał(a):

    Używam tych interkonektów ponad rok czasu i dla mnie osobiście jest to koniec poszukiwań. Największe wrażenie robi na mnie ich szybkość i zdolnośc do przekazywyania transjentów. Jeśli ktoś słucha dużo klasyki, powinien ich koniecznie spróbować, bo chyba w tym rodzaju muzyki najpełniej ujawniają się wszystkie zalety Kiwami.

  2. Sławek napisał(a):

    Na marginesie – to chyba nie jest przypadek, że jest w kolorach niemieckiej flagi, pewnie łatwiej przez to będzie „schodził” u naszych zachodnich sąsiadów…

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ciekawe skojarzenie 🙂

  3. Krzysztof napisał(a):

    Używam tych kabli kilka miesięcy, poprzednio miałem HS 101 GP Harmonix, w porównaniu do nich ,HIJIRI gra w bardziej otwarty sposób,jest szybszy, wszystkiego jest więcej, jego energia, dynamika jest fenomenalna, nie ma co dzielić dźwięku na podzakresy, gdyż każdy z nich jest bardziej rozdzielczy, bardziej wypełniony, wszystkiego jest więcej, dźwięk jest nieprawdopodobnie spójny, gładki. Polecam wszystkim, dla mnie szukanie innego interkonektu już się ….skończyło.
    Używam kolumn Gradient Helsinki, monobloków 845 z sterującą 300B, odtwarzacza Accuphase.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      HS-101 (posiadam najnowszą wersję) to wysokiej klasy i jednocześnie bardzo przyjazny kabel, ale Hijiri to zdecydowanie wyższa klasa.

  4. Michal Cierkosz napisał(a):

    W moim najbliższym otoczeniu jest wiele wyemancypowanych kobiet gotowych oddać życie i cnotę za obronę poglądu, że nie ma różnic między kobietami i mężczyznami. I o ile mogę zgodzić się z szarżującym poglądem, że kobiety prowadzą zwiad w Afganistanie, podnoszą ciężary i przecinają australijskie bezdroża 100-tonowymi truckami to nie zgodzę się, że mogą pełnoprawnie zasiadać w audiofilskim audytorium. Już sama nazwa jest potencjalnie szowinistyczna ale przy całym szczerym szacunku dla naszych matek, sióstr i żon definiuje rzeczywistą enklawę o skrytości porównywalnej z niecnymi i nieobyczajnymi wypadami do burdelu. Piszę to zaczepnie ale nie bez ukrytego sensu bo w rzeczywistości większość z nas wolałoby tłumaczyć się z opakowania po prezerwatywie w kieszni marynarki niż z rachunku za kabel zatkniętej w “antyoślepiaczu” w samochodzie.
    Do sedna. Nie chodzi o inną budowę narządu słuchu ani o inną konfiguracje synaps odpowiedzialnych za wrażenia wyższe tylko o cierpliwość i swoistą empatię, które są immanentną składową i warunkiem audiofilizmu. Tu warto zmyć pogląd mówiący o tym, że AUDIOFILIZM mija się z prawdziwym odczuwaniem muzyki i jest mechanistycznym (w domyśle wstydliwym) odruchem i poświadczeniem próżności. Teorie o tym, że meloman i audiofil nie mogą występować w koniunkcji jest stanowiskiem demolującym naturę zjawiska i w swej kategoryczności absolutnie krzywdzącym.
    Hijiri jako filozofia maisutaa (マイスター) Kazuo Kiuchi jest przejrzysta i jedyna w swoim rodzaju. Jest jak sushi gdzie teatralizacja przygotowania i podania jest zbędna bo sam produkt jest ostatecznie doskonały. Jest jak arystokrata, który na szczycie w Davos nie musi ostentacyjnie wysuwać spod rękawa garnituru zegarka Richarda Mille żeby każdy chciał usiąść przy jego stole.
    Rzecz dzieje się na poziomie niuansu, podprogowych i operujących w podświadomości rewirach. Muzyka się rozwarstwia i zawisa w powietrzu, intensywność pozornie nieistotnych detali prowadzi do agregacji, którą odczuwamy zmyslami ale nie umiemy wytłumaczyć. W znakomicie zorkiestrowanej/zaaranżowanej przez Lalo Schifrina płycie “The Cat” znakomitego “hammondzisty” Jimmy’ego Smitha muzyka biegnie w światach równoległych. Można świadomie i selektywnie wybierać wątki, które z jednej strony są niezależne i jakby pochodzące z innych epok z drugiej stanowią o integralnej sile tej muzyki. Właśnie ta równoległość a nawet współosiowość i wielowarstwowość jest najważniejszą cechą filozofii Hijiri. Dźwiękowy plankton i wyborna mikrodynamika drobnych dźwięków powodują, że odczuwalny czas utworów jest dłuższy niż ich “zegarowa” metryka. W zadziornej interpretacji “Tabula Rasa” Arvo Parta w wykonaniu Gila Shahama z 1999 roku tintinnabuliczny charakter dzieła przeszywa do szpiku kości, niesie trwogę i nostalgię pozornie białego światła, które przepuszczone przez pryzmat rozbarwia się wszystkimi kolorami tęczy. Na pierwszej wspólnej płycie Carli Bley i Steve’a Swallowa “Duets” z 1988 roku panuje niezmącona harmonia i następstwo przyczynowo-skutkowe między taktującą linią basu a lirycznym głosem fortepianu. W Ladies in Mercedes dźwięki basu i fortepianu nakładają się w jednej tonacji a jednak można je precyzyjnie rozseparować i i słuchać jakby w oddzielnych ścieżkach. Mistrzostwem w zakresie selektywności i wyżej wspomnianej współosiowości jest Kattorna ze wspólnego nagrania Tomasza Stańko i Michała Urbaniaka “We’ll Remember Komeda” z 1973 roku – to co dzieje się pod głównym motywem prowadzonym przez Stańkę szczególnie gdy na początku piątej minuty pojawia się gitara Atilli Zollera jest apogeum wielowarstwowej kompozycji. System okablowania Hijiri doskonale sprawdza się również w ambitnej elektronice np. “Planets + Persona” Richard Barbieri oraz surowych nagraniach z drugiej połowy lat 60-tych np. The Faces, The Rolling Stones, Love czy Creedence Clearwater Revival.
    Sensoryczność to pożywka dla Hijiri. Bez niej jest tylko półwartościowy. I zwykły.
    Idealnym rozwiązaniem jest zamknięcie systemu całym okablowaniem Hijiri przynajmniej na linii źródło – przedwzmacniacz – końcówka mocy. W moim systemie złożonym z Avid Acutus Reference SP z phonostage Octave Phonomodule + CD Accuphase DP 720 + amp Accuphase A70 + preamp McIntosh C52 + streaming Aurender + DAC Meitner ma 1 dac + kolumny DeVore Orangutan 96 + zasilanie Shunyata Triton V3 (REWELACJA w zakresie stereofonii, szybkości dźwięku i głębokiego czarnego tła) wpływ okablowania zasilającego Hijiri TAKUMI jest kluczowy. Po wielu eksperymentach z zasilaniem (Tara Labs, Audioquest, Acoustic Zen, Isotek, Fadel Art i Acrolink) wybrałem okablowanie Hijiri, które jako jedyne gwarantuje ciągłość transferu mikrodetali i mikrodynamiki z idealnym zachowaniem i odzwierciedleniem naturalnej akustyki instrumentów i głębokim, dojmującym pomrukiem niskich rejestrów.

  5. fon napisał(a):

    A kiedy obiecany test kabli słuchawkowych

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie wiem. Cardas na razie nie przysłał. Obiecali, i nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy