Recenzja: Hijiri HGP-10R Million ,,Kiwami”

Brzmienie

Biały karton.

   A więc grajmy na chwałę kompozycyjnego kunsztu i muzycznej poezji. Lecz aby popis nie był solo, sięgnąłem po dwóch konkurentów. Obu wyraźnie droższych, bo Sulek 6×9 to osiemnaście tysięcy, a Crystal Cable Absolute Dream ponad nawet pięćdziesiąt. Bez zabawy w komputerowe figle-migle, od razu wzbijamy się na super pułap. Od startu więc drogi odtwarzacz i tor naprany samymi najdroższymi lampami, plus drogie kolumny i słuchawki. Nie będę tego rozmieniał na drobne, czyli osobno kolumny i słuchawki, a także zacznę bez żadnych porównawczych wstępów od kabla recenzowanego, i tylko na koniec dorzucę krótkie charakterystyki obu porównywanych, jako podsumowanie tego, co przewinęło się we wcześniejszym opisie.

Harmonix Hijiri

Za jaki przeto Million gra ten Hijiri – prawdziwy czy naciągany? Od razu powiem, że gra w tej samej lidze co najdrożsi, ale oczywiście po swojemu.

Pierwsze odnośnie tego, to lekkie podwyższenie tonacji względem obu porównywanych. Soprany u Hijiri mają ciut większy w całości brzmienia udział i są najbardziej otwarte. Otwarte wręcz zupełnie, swobodne jak wiatr w polu – bez krągłej pełności u Crystal Cable i nieznacznego dociążenia u Sulka. To nie znaczy, że od tamtych lepsze, ale znaczy, że inne. Bardziej zwiewne i kruche, na wskroś misterne, koronkowe. Jak z płatków śniegu, z morskiej pianki, że delikatność wyróżnikiem, a przy tym bez śladu najmniejszego ściągania w dół i naprężania – czyli poza ciśnieniem i grawitacją. Takie soprany to misterium i od razu inne wrażenie, odróżniające od ciut cięższego Sulka i wyraźnie krąglejszych, gładszych i mających swoją wagę sopranów od Absolute Dream. W efekcie odgłos dzwonków cieńszy, taki bardziej srebrzysty, i przenikliwszy strun skrzypiec, a głosy wokalistów nieco młodsze i bardziej chropawe – takie z wyraźniej (o ile występuje) akcentowaną chrypką. Jednakże przy pełnym zachowaniu powabu i urody, więc słucha się z fascynacją i w pełnym przywołaniu obecności.

A w nim czerwona, zdobna skrzynka.

Druga rzecz to temperatura. Dwa pozostałe interkonekty ocieplały, przy czym Crystal Cable wyraźniej. Oba to na tle bardzo wyważonego Hijiri darzące ciepłem milasy, że się zaraz rozgrzejesz, bo to ciepło się czuje. Nieznacznie wprawdzie, żadnego przegrzewania, ale i nie bez czucia ciepła. I nie powiem, to bardzo miłe, ale ogromnie mi się podobało, że Hijiri jest neutralny, a przy tym w taki najlepszy sposób, to znaczy nic o temperaturze. Nie czujesz ciepła ani chłodu, wyczuwasz samą rzeczywistość. Staje się dokładnie jak w życiu, gdy nie odczuwasz zimna ani ciepła i zupełnie o tym nie myślisz, bo jest akurat w sam raz. To działa na rzecz realizmu, jeszcze go mocniej podkreśla.

A ten realizm to rzecz trzecia – kabel od Hijiri jest realistyczny w sposób skrajny. Żadnego upiększania, cesji na rzecz poprawy. Żadnych miękkich futer króliczka, dorzucanej słodyczy głosom, rozmiękczania obrysów, powściągania sopranów czy dokładania basu. Jak nie przysparza dodatku ciepła, tak samo nie usiłuje uładnić innych przymiotów. Neutralna jest nie tylko temperatura, ale też wypełnienie i kolor. Naturalizm kolorystyczny bardzo bliski perfekcji – tak samo jak z wiernych kolorystyce naturalnej też japońskich telewizorów Panasonica, a nie papuzich i w nasyceniu przedobrzonych koreańskiego Samsunga. Nie dziwi przeto, że jak z dumą podkreśla dystrybutor, okablowanie Hijiri to jedyne używane przy nagrywaniu i remasteringu sławnych płyt XRCD.

W następstwie tego naeutralizmu nie ma podbicia średniego zakresu, które zwykle realizowane jest poprzez obniżenie tonu. Więcej basu to niższe głosy, a więc bardziej dojrzałe, zmysłowe. Tu ucieknę się do dygresji, stawiającej sprawę jednoznacznie. W jednym z lubianych przeze mnie filmów – Alicji Woody Allena – bohaterka, osoba trochę zagubiona i jak najdalsza od ekstrawertyzmu, dostaje od znachora zioła, które z niej czynią heterę. I teraz od Mii Farrow – najlepszej aktorki naszych czasów – otrzymujemy lekcję zmysłowości. Jako domowa kurka zahukana przez męża, mówi piskliwym dyszkancikiem. A gdy za sprawą ziołowej magii się przeobraża w heterę, zaczyna przemawiać niskim, gardłowym, pełnym powabu, modulowanym głosem.

A w niej kabel.

Tak postępują niektóre kable i inne audiofilskie zabawki, a skala tego postępowania może być bardzo różna. Z porównywanych najmocniej sięgał po taki zabieg Crystal Cable, a najmniej recenzowany Hijiri. Ten starał się bardzo o to, by nie działać jak zioła tylko trzymać się życia. Zachować dźwięczność, świeżość, słyszalność chrypek, ewentualne oschłości; a nie wszystko wygładzać, upiększać, nasycać, wypełniać i pogłosowo wzmacniać. To jednak – rzecz zasadnicza – ani trochę nie odziera go z piękna. Inaczej cóż byłyby warte tak wysoko cenione nagrania XRCD.

I teraz dochodzimy do innej sprawy ważnej, mianowicie do basu. Ten u Hijiri był najbardziej przestrzenny oraz najdalszy od zniekształceń. Nie starał się zrobić z wiolonczeli kontrabasu a z sopranu mezzosopranu. Nie upiększał więc i na samym dole niską nutą i w tonach liczonym wypełnieniem. Przy jego użyciu bass-refleks się nie krztusił wewnętrznymi rezonansami, a słuchawki Fostex TH900 nie wpadały w jawną basową przesadę podczas słuchania materiału używanego do diagnozowania basowych przesteów. Ale jak ktoś lubi bas dorzucony, albo mu go w torze brakuje, to Sulek, a jeszcze bardziej Absolute Dream, będą mu pewnie bliższe. Obu też tego basowego podkręcenia nie zarzucam. Zwyczajnie oferują niższą tonację, co ma swoje minusy i plusy.

Obok tego braku piwniczności drugim najistotniejszym czynnikiem związanym z kontrolą ilości niskich tonów będzie ilość pogłosu. Bo ten też od basu pochodzi, więc znów brawa dla Hijiri, który pogłos również uczynił naturalnym. Nie skąpił go i nie dokładał, zachowując należyte proporcje. Tak żeby się nim cieszyć, a jednocześnie unikać wrażenia makijażu. Że owszem, coś jest ładne, lecz oczywiste, że nie wyłącznie samo z siebie. Że naniesiono poprawki, pewne rzeczy dodano a inne stonowano. Hijiri, że ucieknę się z kolei do kulinarnych porównań, ma sól i ma mocny naturalny smak, natomiast nie dodaje sosów. Brzmienie nie zostaje zgęszczone, wygładzone, doprawione śmietaną.

Taki z wąsami.

Zachowuje całą naturalną swoistość, która może być w odbiorze trudniejsza, gdyż wiadomo, że jak coś, to do majonezu, ale to w przypadku tych słabszych torów, a do nich Hijiri nie jest przeznaczony. Jego stworzono by wyciągnąć brzmieniowe zalety, a nie maskować wady. Jak chodzi o te ostatnie, to może jedynie poprawić sytuację, gdy jakiś składnik toru właśnie przesadza z basem, a tu miało to miejsce w przypadku słuchawek Fostex TH900, trochę z dwoma pozostałymi ocieplających (czym byłem zaskoczony) i jawnie przesadzających z basem. Dlatego dwaj pozostali panowie interkonektowie woleli Beyerdynamic T1, a Hijiri też wprawdzie wolał, ale nie tak wyraźnie. Z oboma użytymi słuchawkami dał popis naturalności i realizmu, a z T1 to już naprawdę. Bo wiele razy pisałem, jak bardzo pasują do Twin-Head, a chociaż Final D8000 je przyćmiły (już mi je zabrali), to wciąż jeszcze zachwycają.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

8 komentarzy w “Recenzja: Hijiri HGP-10R Million ,,Kiwami”

  1. piter napisał(a):

    Używam tych interkonektów ponad rok czasu i dla mnie osobiście jest to koniec poszukiwań. Największe wrażenie robi na mnie ich szybkość i zdolnośc do przekazywyania transjentów. Jeśli ktoś słucha dużo klasyki, powinien ich koniecznie spróbować, bo chyba w tym rodzaju muzyki najpełniej ujawniają się wszystkie zalety Kiwami.

  2. Sławek napisał(a):

    Na marginesie – to chyba nie jest przypadek, że jest w kolorach niemieckiej flagi, pewnie łatwiej przez to będzie „schodził” u naszych zachodnich sąsiadów…

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ciekawe skojarzenie 🙂

  3. Krzysztof napisał(a):

    Używam tych kabli kilka miesięcy, poprzednio miałem HS 101 GP Harmonix, w porównaniu do nich ,HIJIRI gra w bardziej otwarty sposób,jest szybszy, wszystkiego jest więcej, jego energia, dynamika jest fenomenalna, nie ma co dzielić dźwięku na podzakresy, gdyż każdy z nich jest bardziej rozdzielczy, bardziej wypełniony, wszystkiego jest więcej, dźwięk jest nieprawdopodobnie spójny, gładki. Polecam wszystkim, dla mnie szukanie innego interkonektu już się ….skończyło.
    Używam kolumn Gradient Helsinki, monobloków 845 z sterującą 300B, odtwarzacza Accuphase.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      HS-101 (posiadam najnowszą wersję) to wysokiej klasy i jednocześnie bardzo przyjazny kabel, ale Hijiri to zdecydowanie wyższa klasa.

  4. Michal Cierkosz napisał(a):

    W moim najbliższym otoczeniu jest wiele wyemancypowanych kobiet gotowych oddać życie i cnotę za obronę poglądu, że nie ma różnic między kobietami i mężczyznami. I o ile mogę zgodzić się z szarżującym poglądem, że kobiety prowadzą zwiad w Afganistanie, podnoszą ciężary i przecinają australijskie bezdroża 100-tonowymi truckami to nie zgodzę się, że mogą pełnoprawnie zasiadać w audiofilskim audytorium. Już sama nazwa jest potencjalnie szowinistyczna ale przy całym szczerym szacunku dla naszych matek, sióstr i żon definiuje rzeczywistą enklawę o skrytości porównywalnej z niecnymi i nieobyczajnymi wypadami do burdelu. Piszę to zaczepnie ale nie bez ukrytego sensu bo w rzeczywistości większość z nas wolałoby tłumaczyć się z opakowania po prezerwatywie w kieszni marynarki niż z rachunku za kabel zatkniętej w “antyoślepiaczu” w samochodzie.
    Do sedna. Nie chodzi o inną budowę narządu słuchu ani o inną konfiguracje synaps odpowiedzialnych za wrażenia wyższe tylko o cierpliwość i swoistą empatię, które są immanentną składową i warunkiem audiofilizmu. Tu warto zmyć pogląd mówiący o tym, że AUDIOFILIZM mija się z prawdziwym odczuwaniem muzyki i jest mechanistycznym (w domyśle wstydliwym) odruchem i poświadczeniem próżności. Teorie o tym, że meloman i audiofil nie mogą występować w koniunkcji jest stanowiskiem demolującym naturę zjawiska i w swej kategoryczności absolutnie krzywdzącym.
    Hijiri jako filozofia maisutaa (マイスター) Kazuo Kiuchi jest przejrzysta i jedyna w swoim rodzaju. Jest jak sushi gdzie teatralizacja przygotowania i podania jest zbędna bo sam produkt jest ostatecznie doskonały. Jest jak arystokrata, który na szczycie w Davos nie musi ostentacyjnie wysuwać spod rękawa garnituru zegarka Richarda Mille żeby każdy chciał usiąść przy jego stole.
    Rzecz dzieje się na poziomie niuansu, podprogowych i operujących w podświadomości rewirach. Muzyka się rozwarstwia i zawisa w powietrzu, intensywność pozornie nieistotnych detali prowadzi do agregacji, którą odczuwamy zmyslami ale nie umiemy wytłumaczyć. W znakomicie zorkiestrowanej/zaaranżowanej przez Lalo Schifrina płycie “The Cat” znakomitego “hammondzisty” Jimmy’ego Smitha muzyka biegnie w światach równoległych. Można świadomie i selektywnie wybierać wątki, które z jednej strony są niezależne i jakby pochodzące z innych epok z drugiej stanowią o integralnej sile tej muzyki. Właśnie ta równoległość a nawet współosiowość i wielowarstwowość jest najważniejszą cechą filozofii Hijiri. Dźwiękowy plankton i wyborna mikrodynamika drobnych dźwięków powodują, że odczuwalny czas utworów jest dłuższy niż ich “zegarowa” metryka. W zadziornej interpretacji “Tabula Rasa” Arvo Parta w wykonaniu Gila Shahama z 1999 roku tintinnabuliczny charakter dzieła przeszywa do szpiku kości, niesie trwogę i nostalgię pozornie białego światła, które przepuszczone przez pryzmat rozbarwia się wszystkimi kolorami tęczy. Na pierwszej wspólnej płycie Carli Bley i Steve’a Swallowa “Duets” z 1988 roku panuje niezmącona harmonia i następstwo przyczynowo-skutkowe między taktującą linią basu a lirycznym głosem fortepianu. W Ladies in Mercedes dźwięki basu i fortepianu nakładają się w jednej tonacji a jednak można je precyzyjnie rozseparować i i słuchać jakby w oddzielnych ścieżkach. Mistrzostwem w zakresie selektywności i wyżej wspomnianej współosiowości jest Kattorna ze wspólnego nagrania Tomasza Stańko i Michała Urbaniaka “We’ll Remember Komeda” z 1973 roku – to co dzieje się pod głównym motywem prowadzonym przez Stańkę szczególnie gdy na początku piątej minuty pojawia się gitara Atilli Zollera jest apogeum wielowarstwowej kompozycji. System okablowania Hijiri doskonale sprawdza się również w ambitnej elektronice np. “Planets + Persona” Richard Barbieri oraz surowych nagraniach z drugiej połowy lat 60-tych np. The Faces, The Rolling Stones, Love czy Creedence Clearwater Revival.
    Sensoryczność to pożywka dla Hijiri. Bez niej jest tylko półwartościowy. I zwykły.
    Idealnym rozwiązaniem jest zamknięcie systemu całym okablowaniem Hijiri przynajmniej na linii źródło – przedwzmacniacz – końcówka mocy. W moim systemie złożonym z Avid Acutus Reference SP z phonostage Octave Phonomodule + CD Accuphase DP 720 + amp Accuphase A70 + preamp McIntosh C52 + streaming Aurender + DAC Meitner ma 1 dac + kolumny DeVore Orangutan 96 + zasilanie Shunyata Triton V3 (REWELACJA w zakresie stereofonii, szybkości dźwięku i głębokiego czarnego tła) wpływ okablowania zasilającego Hijiri TAKUMI jest kluczowy. Po wielu eksperymentach z zasilaniem (Tara Labs, Audioquest, Acoustic Zen, Isotek, Fadel Art i Acrolink) wybrałem okablowanie Hijiri, które jako jedyne gwarantuje ciągłość transferu mikrodetali i mikrodynamiki z idealnym zachowaniem i odzwierciedleniem naturalnej akustyki instrumentów i głębokim, dojmującym pomrukiem niskich rejestrów.

  5. fon napisał(a):

    A kiedy obiecany test kabli słuchawkowych

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie wiem. Cardas na razie nie przysłał. Obiecali, i nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy