Recenzja: Hegel H360

 

Hegel H360 HiFi Philosophy 005   O norweskim Heglu parę razy już było – i o tym dawniejszym, niemieckim, też przy okazji odrobinę – tak więc wstępów obszernych sporządzać nie muszę. Rzucę tylko przypomnieniowo, że firma powstała pod koniec lat 80-tych i nazwę zaczerpnęła naprawdę od tego sławnego Hegla filozofa, lecz nie wprost tylko poprzez rockowy zespół, który nazwę na cześć jego powziął i w którym jej założyciel, Bent Holter, grał. Potem szybko się rozrastała i teraz jest duża, szeroko znana, oferująca liczny asortyment. Zaczynała jednak od wzmacniaczy i wzmacniaczami wciąż stoi, a największym spośród nich w dziale zintegrowanych jest tytułowy Hegel H360.

Na rynek wszedł niezbyt dawno, pod koniec 2015 roku, niemniej dosyć to czasu, by recenzenci zdążyli go dopaść i opisać. Nie jest to zatem recenzja powitalna a bardziej pamięć odświeżająca; taka by dystrybutor miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku i przekonanie, że spraw Hegla nie zaniedbał.

A Hegel wart jest przypominania (jeden nawiasem i drugi) – ów nowszy, przeznaczony do przetwarzania i wzmacniania sygnału, przede wszystkim dlatego, że usiłuje pożenić jakość z taniością i dobrze mu to wychodzi. W recenzji wzmacniacza H80 pisałem entuzjastycznie, że za relatywnie niewielkie pieniądze otrzymujemy dużą jakość; i powiem szczerze: mimo iż było to w 2013, a zatem setki odsłuchów temu, wciąż tego Hegla pamiętam. Czy większy też tak się upamiętni, tego jeszcze wiedzieć nie mogę, bo piszę te słowa przed słuchaniem, ale miejmy taką nadzieję, mimo iż ponoć matkuje ona głupim.

Technika i co z niej wynika

xxx

Jak Hegel, to Hegel.

   Jak przystało na największego z oferty, wzmacniacz jest duży i ciężki. Waży 20,5 kg, a szerokości ma klasyczne 43 cm. Prawie identyczną w kwadrat głębokość 38 i wysokości 15 cm. Stoi w rezultacie na czterech a nie trzech łapach, mimo że Hegel w lżejszych przypadkach zwykł stawiać na pewniej chwytające podłoże trzy. Łapy są elastomerowe, plastyczne, dobrze tłumiące i przylegające; a czy krążki Acoustic Revive, tak dobrze się sprawdzające pod urządzeniami lampowymi, tu także się przydadzą, to trzeba będzie sprawdzić.

Estetyka jest i tym razem dla norweskiego Hegla klasyczna. (Niemiecki też na polu estetyki nie próżnował i napisał własną, trzytomową Estetykę). Obudowa z matowo lakierowanej na jednolitą czerń blachy może się wydać w pierwszej chwili siermiężna, ale słucha się z tak wyglądającego klocka pierwszorzędnie. Żadne połyski nie zakłócają odbioru, a łukowate uwypuklenie panelu przedniego skutecznie likwiduje wrażenie pudełkowatości. To na nim, a więc centralnie, ulokowano niebieski wyświetlacz (możliwe wygaszenie), wystarczająco dużymi znakami, by je odczytać z kilku metrów, informujący o poziomie głośności i w jej trakcie o zmianie źródła.

Pokrywa wierzchnia jest cała żebrowana, ale to tak tylko na wszelki wypadek, bo wzmacniacz rozgrzewa się umiarkowanie. Ktoś zaraz więc zacznie nosem kręcić, że nie jest w klasie A: – i będzie miał rację, i racji nie miał. Albowiem wzmacniacz faktycznie, formalnie biorąc, nie pracuje w klasie A, ale też nie w AB. Pod tym względem stanowi hybrydę, a sama ta hybrydowość jest powodem szczególnej dumy konstruktorów, stanowi bowiem następstwo wynalezionego przez nich układu Sound Engine, redukującego ilość ujemnych składowych harmonicznych w sygnale wyjściowym, co upodobnia brzmienie do klasy A i wzmacniaczy lampowych.

To rzeczywiście tak działa – wzbogaca paletę i nasyca barwy, przydaje ciepła i muzykalności. We wzmacniaczu H80 działało i nie ma powodu podejrzewać, że nie będzie tutaj.

xxx

Czyli duża rzecz.

Kolejnym atrybutem jest architektura dual mono, obejmująca cały układ za transformatorem. Ten jest potężny i wspólny dla obu kanałów, a drugi – mniejszy – obsługuje stopień przedwzmacniacza. Oba nie są izolowane wewnętrzną obudową, której przy takich rozmiarach zwykle się nie stosuje. Stronami (jak to w dual mono) sygnał wędruje przez sekcje czterech po każdej kondensatorów, zabezpieczających 10 000 µF pojemnościowej rezerwy na sztukę, a samo wzmocnienie realizowane jest w każdym z kanałów przez dziesięć tranzystorów 2SA SanKen Electric Semiconductors.

Obsługę regulacji wzmocnienia powierzono tradycyjnie u Hegla sterowanemu także z pilota potencjometrowi krokowemu, co stanowi kolejny tytuł do chluby. Lokuje się ten potencjometr ze swym pokrętłem na prawo od wyświetlacza, a po drugiej stronie mamy identyczne pokrętło wyboru wejść, także obsługiwane rezerwowo pilotem.

Istotne są jeszcze dwie rzeczy: brak globalnego sprzężenia zwrotnego i sekcja obsługi cyfrowej. Jej rozbudowana postać rzuca się w oczy na panelu tylnym, gdzie obok tradycyjnego zestawu wyjść głośnikowych, pojedynczego wejścia XLR, jednego też RCA (wzbogaconego o obsługę wielokanałową) oraz pary wyjść liniowych RCA (regulowanego i nie), mamy osobną sekcję cyfrową, złożoną z gniazda Ethernet, trzech Optical, USB i Coaxial. Po instalacji sterowników ze strony producenta może ona obsłużyć standardy PCM 24/192, DSD64 i DSD128, za co od strony wewnętrznej odpowiada stale przewijający się w najlepszych przetwornikach układ Asahi Kasei Microdevices AK4490EQ. (Bez sterowników standard DSD nie będzie obsługiwany.)

Wszystko to po uruchomieniu umieszczonym na spodzie z przodu włącznikiem może buchnąć mocą 250W/8Ω lub nawet 420W/4Ω – w owej ekskluzywnej dla Hegla klasie semi-A – obejmując zakres częstotliwość 5 Hz – 180 kHz przy przesłuchu międzykanałowym z barierą 100 dB i takim samym dystansie szumu od sygnału. Dynamika wynosi 112 dB, a THD jest mniejsze niż 0,01%.

xxx

I poważna.

Dołączony pilot okazuje się średnio poręczny i dosyć ciężki, ale skuteczny i wielofunkcyjny. Oprócz niego w komplecie znajdziemy instrukcję obsługi – z norweskimi sosnami w norweskim pejzażu na okładce –  oraz zwykły kabel zasilający.

Za wszystko razem przyjdzie zapłacić 24 490 PLN, ale producent i sprzedawca gorliwie zapewniają, że to najlepszy wzmacniacz na rynku w tych i zbliżonych pieniądzach. No to się przekonajmy.

 

 

Odsłuch w uszy i brzuch

xxx

Dużo wentylacji, ale niewiele grzania.

   Błaznuję z tymi tytułami, ale sprawa jest poważniejsza. Tego rodzaju jakościowe deklaracje zawsze są motorem działania i zawsze jest z tego satysfakcja bądź nie. Dobrze w sumie że padają, bo przynajmniej nie zieje sztampą i nudą. Gniew wzbiera na pewność siebie i jednocześnie ciekawość – gdyż może rzeczywiście? Nikt, jasna sprawa, nie sprawdzi całego rynku, wszystkich na nim wzmacniaczy, ale wysoka lub niska jakość zawsze są do sprawdzenia.

Poza charakterem przypomnieniowym, po ponad roku od debiutu, ta recenzja ma jeszcze jeden sens – wstawia Hegla H360 do toru wyższej jakości. Stawia na stoliku Rogoz Audio i sprawdza podstawki Acoustic Revive, zasila kablem Gargantua II, użycza najwyższej klasy interkonektów, daje za źródło Accuphase DP-950 i poprzez kable Acoustic Zen Absolute śle sygnał do kolumn Audioform 304. A wszystko w dodatkowej oprawie podkładek pod kable Rogoz Audio i z pozostałymi kablami zasilającymi najwyższej klasy. Ostra więc całościowo jazda i w efekcie żadnych wymówek. Zagrasz bratku jak wszyscy diabli, albo się możesz wynosić.

Część właściwą opisu zacznę od tych kwarcowych Acoustic Revive. Dwa razy już, w dwóch recenzjach, uhonorowałem je pochwałami, ale tym razem muszę opatrzyć ostrzeżeniem. Nie należy stosować ich pod wzmacniacze tranzystorowe, albo najwyżej takie, które kłopoty mają z dostateczną ekspresją sopranów. A Hegel H360 nie ma; całkowicie od tego jest wolny. Soprany wyrzuca w wyjątkowej obfitości i gdyby nie to, że okazują się wysokiej klasy, bylibyśmy nimi przeciążeni. A tak, pod obecność ich należytej formy, zostajemy olśnieni; bo jak na wzmacniacz tranzystorowy jest nieprzeciętnie, by nie użyć większego słowa.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do rozważań o podkładkach. Nie ulega wątpliwości, że wzmagają produkcję sopranów, co urządzeniom mającym z ich deficytem kłopot ogromnie się przydaje. Natomiast sopranowemu ogromowi Hegla zaszkodziło. Primo, że w razie odtwarzania płyt zrealizowanych w obszarze sopranowym ułomnie (a wiele jest przecież takich) wszelkie niedociągnięcia zostają podkreślone – wszystkie te drżączki, zgrzyty, chudości i przestery.

xxx

Z tyłu nowocześnie – cyfrowo i z obsługą domowego kina.

Secundo, dźwięk niepotrzebnie przesuwa akcent w ich stronę (to jeszcze pół biedy), jednocześnie redukując wiele czynników o kluczowym dla przyjemności odbioru znaczeniu (co już jest nie do przyjęcia). Zwłaszcza ciepło i słodycz tracą, jak również głębia i giętkość melodyjna. Wszystko wyrównuje się do poziomu sopranowego wzmożenia, który jest constans i ewidentnie zubaża a nie wzbogaca całość. Głębokość dźwięku ulega spłyceniu, ciepło wyparowuje, słodycz przeradza się w prozę życia, a dynamika spłaszcza. No i same soprany owe się rozciągają jak makaron, w efekcie czego stając cieńsze – i jak to chudzi, bardziej nerwowe. Dlatego tym razem krążki nie, nie radzę. Natomiast sam wzmacniacz, jak najbardziej.

Polecam go, bo faktycznie brzmienie ma niczym z klasy A i przy udziale lamp. Sound Engine – chluba firmy – działa na rzecz tego wyraźnie, skutecznie te upiększacze brzmienia zastępując. Pomimo tak obfitej obecności sopranów dźwięk ma środek ciężkości prawidłowo na środku pasma, okazuje się też naturalnie ciepły i równie przyjemnie głęboki. Czaruje, upaja liryką, tajemniczością, głębią. Kobiece głosy niosą słodycz, a linie melodyki układają się w piękne fale, czego artystycznie udanym dopełnieniem jest świetna szczegółowość, duży brzmieniowy format i potrafiący przechodzić w autentyczny grzmot bas.

Powiem szczerze: gdy puszczam tych kilka testowych do oceny basu utworów, dzięki którym zapada wyrok: jest grzmot, czy go nie ma – zawsze się z góry martwię. To bowiem jeden z elementów kluczowych, tak samo jak piękne głosy czy odpowiednie soprany. I często dzieje się tak, że grzmot ten się ledwie, ledwie zaznacza, a nieraz zamiast niego są tylko jakieś powidoki basu; w postaci dźwięku tak wysokiego, że właściwie nie będącego basem. Zjawia się jakieś „Puff!” w miejsce należytego „Wrumm!” – jakiś obłoczek czy obłok w miejsce trzęsienia ziemi. Niczym byś dmuchał na zakurzoną powierzchnię a nie walił w nią młotem; że kaszel tylko i w nosie kręci, a nie huk i całościowa wibracja. No więc Hegel H360 przy odpowiednich kolumnach nie kręci tylko w nosie i samego kurzu nie wzbija. Tak samo jak na przykład słuchawki Fostex TH900, potrafi brzmienie przetoczyć łoskotem i to jest inny wymiar słuchania. Od razu się słuchaczowi głowa podnosi do góry i uśmiech zjawia na twarzy: – Noo! Ten to umie! A że szczegółowość jest kolejnym atutem, to bas ma też odpowiednią złożoność – i nawet jeszcze większą. Jest bowiem wyposażony w znakomitą (nie przesadzam) zdolność oddania faktury membran. To dotyczy nie tylko oczywiście basu, ale całego pozostałego brzmienia: drewno tu będzie drewnem, blacha blachą, struna struną, a kastaniety nie przedzierzgną się w monotonne cykanie świerszcza.

A tu już z całą powagą.

A w środku moc i dual mono. Jest także przetwornik.

Ta umiejętność bierze się z odpowiedniej relacji ilościowej dół-góra i z trójwymiarowości całego brzmienia. Składniki basowe i sopranowe są dobrze dobrane i obu dużo, a modelunek dźwięku sferyczny. Więc kiedy to się zbiera, wszystkiego jest pod dostatkiem, by każdą figurę oddać. Oddać też gęstość, kształty, barwy – całe bogactwo brzmienia. Łatwo o to przy takim urodzaju składników – rozciągniętych, trójwymiarowych. Sama jedynie sopranowa góra nie ma aż takiej przestrzenności jak u najlepszych wzmacniaczy, ale wszystko poniżej jest już w widomy sposób sferyczne, podwajające przyjemność. W całość się to zbiera jako wyliczanka najlepszych przymiotów: nieprzesadnego ale odczuwalnego ciepła, słodyczy, dramatyzmu, liryki, świetnej indywidualizacji głosów, ich trójwymiarowej postaci, szczegółowości, dynamiki, żywości, bezpośredniości.

 

Odsłuch cd.

xxx

Tajemniczy światłocień.

    Powtarzają się do znudzenia w recenzjach dobrych urządzeń te przymioty, ale to one o wysokiej jakości stanowią, a nieobecność któregokolwiek od razu skutkuje ujmą. Jest największą zaletą dużego Hegla, że żadnego z nich nam nie skąpi. Daje bowiem też to, co oferują tradycyjnie tranzystorowe wzmacniacze – rozwarte na całą szerokość pasmo, detaliczność, energię, szybki atak, wyraźność, przejrzystość, tempo. W połączeniu z produkowaną przez Sound Engine słodyczą, ciepłem, nieznacznym przyciemnieniem, giętkością fraz i trójwymiarowym ich modelunkiem zbiera się to w dającą pełną satysfakcję całość – a wszystko to jeszcze pod obecność dużej mocy. Bo nie jest ciężko o dobry wzmacniacz tranzystorowy (weźmy chociażby Lavardin), ale trudniej o dobry i mocny. Owszem, za trzydzieści parę tysięcy będzie już w czym wybierać, ale tak w okolicach dwudziestu, to faktycznie dystrybutor ma rację – łatwo nie jest, wyboru specjalnego nie ma. Jest wprawdzie dobry Baltlab, ale jednak zdecydowanie mniej mocny i nie wszyscy doceniają produkty polskie. A Hegel – proszę bardzo – za dwadzieścia z kawałkiem oferuje konstrukcję zagraniczną, potężną, szeroko znaną, lampowo-tranzystorową w brzmieniu i z wielkim zapasem mocy. Każde kolumny ruszy i zagra nimi bardzo głośno bez najmniejszych zniekształceń. (Przynajmniej z własnej strony.) Dźwiękiem opisanym powyżej i na dodatek świetnym scenicznie.

Stereofonia okazała się wręcz popisowa, że aż biłem jej brawo, a scena głęboka i precyzyjna, nie pozbawiona holografii. Wzmacniacz nie oferuje ataku dźwiękiem na słuchacza – brzmieniowa akcja toczy się cała za linią głośników i na widoczną głębię. Z wyraźnym przy tym horyzontem na linii wzroku i zaznaczoną holografią. Lokacja źródeł okazuje się dokładna i pod dyktando świetnej stereofonii dźwięk całkiem oderwany; jak gdyby z kolumnami zupełnie nic go nie łączyło. Energią potrafiący oddziaływać na skórę, siadać na piersi ciężarem i wkręcać się do brzucha, ale przede wszystkim z rozgrywką perspektywiczną, toczącą się za linią kolumn. Głosy są swobodne i nośne, medium czyste i średnio gęste, światło niejaskrawe – tworzące klimat realizmu i pewnej tajemniczości – a same brzmienia złożone, okraszane ekspresyjnymi sopranami i tektonicznym basem. Poza tym cały spektakl jest duży, a mimo to bez powiększania źródeł, czego nie spotyka się często. Dźwięki dociążone, szybkie i wystarczająco długo podtrzymywane; bez żadnej ospałości, pogrubienia czy przeciągania.

xxx

Czyżby pan fotograf chciał tego Hegla oczernić? (Ale pewnie tylko się popisuje, że umie czarny na czarnym.)

Najlepsze zostawiłem na koniec. Nie wiem jak w innych układach sprzętowych, ale w tym najlepszą rzeczą okazało się zawieszanie dźwięków w przestrzeni. Tak efektowne, że aż zwracające uwagę, a przecież rzadko, właściwie nigdy, zważamy na ten aspekt. Zadowalamy się sferycznością samych dźwięków i głębią sceny, a jak brzmieniowe, dynamicznie zmieniające się sfery, wkładane są w przestrzeń, to już się wydaje dane z automatu, zawsze niemalże takie samo. Tymczasem wcale; i w Heglu H360 miałem tego dobitny przykład. Nie da się tego dobrze ująć w słowa, przynajmniej ja nie umiem, ale można na to zwrócić uwagę. Trójwymiarowe dźwięki produkowane przez wzmacniacz szczególnie udanie wpisywały się w przestrzeń, wyjątkowo dobrze to wyglądało. I trudno to nazwać inaczej, niż kompozycją przestrzenną wybijającą się na wysokiej klasy realizm. Bo nie tylko same dźwięki były sferyczne a scena odpowiednio głęboka, ale też można było wyczuwać na jaką głębokość każdy pojedynczy z nich sięga, jaki zajmuje obszar. To do tego stopnia się narzucało, że aż wreszcie zwróciłem na to uwagę i się zacząłem przyglądać, cofając się jednocześnie pamięcią wstecz. Nie, wzmacniacze zwykle tak tego nie pokazują, nie pozwalają aż tak dokładnie wymierzać. A jest to niebagatelny przyczynek do całościowej satysfakcji, wyróżniający się aspekt. Kompozycja przestrzenna rysowana przez Hegla H360 szczególnie się okazała udana, dopełniając pozostałych walorów. Gdyby jeszcze udało się poprawić trójwymiarowość sfery sopranowej, byłoby naprawdę przepysznie. Ale i tak duża rzecz – tak duża jak sam wzmacniacz. Za te pieniądze tyle mocy przy takim dźwięku to okazja.

Na koniec sprawdziłem pracę przetwornika w H360, łącząc go kablem koaksjalnym z wyjściem w stanowiącym osobną część odtwarzacza przetworniku DC-950. Dawało to fantastyczną możliwość porównywania obu, jakże różnych cenowo. Zgodnie z przewidywaniami ten wbudowany okazał się w zupełności zadowalający. Wszak dopiero co ta sama kość – i też pojedyncza – produkowała się w odtwarzaczu Metronome, znakomicie wraz z nim wypadając, a we wzmacniaczu Hegla nie wspiera jej wprawdzie dodatkowy procesor i dodatkowa filtracja, ale i tak zagrało to udanie. Muzykalnie, trójwymiarowo, z dobrą indywidualizacją i dynamiką brzmienia. Tak z marszu bez uwag krytycznych, w pełni zadowalająco.

xxx

Myszy i Hegle.

Żadnych makroskopowych braków, uchybień, powodów do krytyki. Przeciwnie, wszystko w porządku i na dobrym poziomie. Odnośnie zaś porównań, to kosztujący sto tysięcy w przepysznym, lśniącym Accuphase, korzystający z dwóch kości Sabre ES9038PRO i wszelkich dla nich udogodnień, górował zdecydowanie pod każdym względem. Dokładniej czesał tekstury, wyłaniał więcej szczegółów i większy indywidualizm czynił. Przydawał dźwiękom więcej przepychu i większej złożoność, lepiej też modelując kształty. Nie ma sensu tego wyliczać, ale pomimo takiej przewagi przygasająca po przełączeniu na H360 jakość wciąż okazywała się muzyką, a nie jej karykaturą. Mniej świetlistym i kunsztownym obrazem, ale ciągle mogącym przysparzać radości. Byle nie robić tego rodzaju wprost porównań, by nie psuć sobie apetytu. A przecież w H360 przetwornik to tylko dodatek, podczas gdy ten wspaniały obraz za sprawą Accuphase był też jego dziełem – w podstawowej roli wzmacniacza.

Podsumowanie

xxx

Wyświetlacz świecący na niebiesko można odczytać z daleka. Można go także zgasić.

   Pozwolę sobie bez większych wahań napisać, że jak na żądaną cenę i przy takiej a nie innej mocy, jest Hegel H360 udanym urządzeniem. Nie wiem czy najudańszym za te pieniądze, ale na pewno udanym. Żadne to zaskoczenie, chociaż może troszeczkę, bo z dwóch wcześniej testowanych wzmacniaczy Hegla bardziej podobał mi się słabszy. Zachowanie całej jakości przy tak dużym wzmocnieniu, zwłaszcza w konstrukcji zintegrowanej, to nie jest łatwa sprawa, co oferta rynkowa z miejsca nam uświadamia. A w H360 to się udało, pod niektórymi względami nawet szczególnie. To plasowanie dźwięków w przestrzeni, lampowa w tranzystorowym wzmacniaczu sygnatura w połączeniu z tradycyjnymi atutami konstrukcji tranzystorowej, zdolność w efekcie pobudzania emocji zarówno od strony czysto estetycznego oglądu brzmienia, jak i zawartych w muzyce uczuć – to wszystko składa się na wybitną całość, zasługującą na wyróżnienie. Oczywiście, że da się jeszcze lepiej, ale to zajmie więcej miejsca i zeżre dużo więcej pieniędzy. Szczerze mówiąc nie widzę większego sensu wydawania osiemdziesięciu przeszło tysięcy na Gryphona Diablo (poza jedynie większą mocą), gdy za dwadzieścia parę jest ten Hegel. Kto wie nawet, czy nie jest on brzmieniowo ciekawszy. Sam powinienem to wiedzieć, ale odsłuchy obu odbyły się przy innych źródłach i w sporym odstępie czasu. Diablo daje może nieco większy wybór stylistyki brzmienia – może być bardziej tranzystorowy lub bardziej lampowy – ale czy optimum ma lepsze, to bym się zastanawiał i głowy na pewno za to nie dam, Accuphase DP-950, obsługujący Hegla, to wprawdzie lepsze źródło niż DP-700 dający sygnał Diablo, lecz mimo to w żadnym razie bym się nie zakładał.

Odłóżmy jednak na bok sprawy nierozstrzygnięte. Tak czy inaczej jest najmocniejszy z Hegli zintegrowanych okazją, zwłaszcza że żadne kolumny mu się nie oprą. Mocy dla każdych ma dosyć i jakości podobnie. Toteż jeżeli ktoś ma średnio lub nisko skuteczne, a nie chce topić fortuny we wzmacniaczu – i w ogóle chciałby mieć święty spokój za rozsądne jeszcze pieniądze – to ten Hegel będzie akurat. Odpada kosztowna zabawa z lampami i mocne ich latem grzanie, z głowy są niedostatki mocy i typowe tranzystorowe przywary. Brzmienie ma smak i powab, dostarcza wszystkich podstawowych przymiotów decydujących o klimacie i klasie. Gdy spojrzeć na okładkę instrukcji, z tymi norweskimi sosnami, to poetyka tego pejzażu dobrze okaże się pasować do treści muzycznej przedmiotu. Ta też jest klimatyczna, nieobojętna uczuciowo i wstawiająca złożone struktury w przestrzeń z wyraźną perspektywą. Też trochę tajemniczą, poetycko wielowarstwową i odchodzącą w romantyczną dal, a jednocześnie wyraźnie obrazującą i określającą relacje odległości.

 

W punktach:

Zalety

  • Układ Sound Engine, przydający parametrów lampowych i charakterystycznych dla klasy A wzmacniaczowi tranzystorowemu.
  • W efekcie muzykalność, ciepło i humanizm zmieszane z dynamiką, szybkością i szczegółowością.
  • Trójwymiarowość i głębia brzmienia.
  • Jego wysoki stopień zindywidualizowania.
  • Słodycz głosów.
  • Siodła melodyki.
  • Nuta tajemniczości.
  • Lekkie, poprawiające klimat przyciemnienie.
  • Dobre czucie przestrzeni z wysokiej klasy zewnętrznym przetwornikiem.
  • Piękne plasowanie się w tej przestrzeni dźwięków.
  • Głęboka scena.
  • Wyraźne obrazowanie.
  • Transparentne medium.
  • Prawidłowe dociążenie.
  • Wyraźna perspektywa.
  • Prawidłowo na wysokości oczu.
  • Rewelacyjna stereofonia.
  • Mocny, zróżnicowany i w razie potrzeby potężny bas.
  • Dynamika.
  • Drajw.
  • Zapas mocy.
  • Mimo wysokiej mocy żadnych hałasów własnych.
  • Pełna regulacja z pilota.
  • Wbudowany przetwornik i komplet wejść cyfrowych.
  • Obsługa dźwięku wielokanałowego.
  • XLR i RCA.
  • Krokowy potencjometr regulowany z pilota. (Rzadkość.)
  • Ściemniany i wygaszany wyświetlacz.
  • Skuteczna izolacja antywibracyjna, dzięki elastomerowym nóżkom.
  • Prosty a jednocześnie przyjazny słuchaniu i nowoczesny design.
  • Napędzi każde kolumny.
  • Dobry stosunek jakości do ceny.
  • Brak konkurencji.
  • Znany, ceniony producent.
  • Polski dystrybutor.

 

 

Wady i zastrzeżenia

  • Gdyby soprany były bardziej trójwymiarowe, byłoby jeszcze piękniej.
  • Pilot mógłby być lżejszy i poręczniejszy.
  • Najnowsze wzmacniacze Hegla mają już wyświetlacze OLED, a ten jeszcze nie ma.

 

Dane techniczne Hegel H360:

  • Wzmacniacz tranzystorowy z układem Sound Engine.
  • Moc wyjściowa: 250W/8Ω: 420W/4Ω.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 180 kHz.
  • Współczynnik tłumienia: >4000.
  • Wejścia analogowe: 1 x RCA; 1 x XLR; 1 x Home Cinema.
  • Wejścia cyfrowe: 1 x coaxial, 3 x optical, 1 x USB, 1 x Ethernet (RJ45).
  • Wyjścia analogowe 1 x RCA (stałe); 1 x RCA (regulowane).
  • Wyjścia cyfrowe:  1 x coaxial.
  • Przesłuch międzykanałowy: 100 dB.
  • S/N: >100 dB.
  • Wymiary: 430 x 380 x 150 mm.
  • Waga: 20,5 kg.
  • Cena: 24490 PLN

Sprzęt do testu dostarczyła firma: Camax

System:

  • Źródło: Accuphase SACD DP-950/DC-950.
  • Wzmacniacz z wbudowanym przetwornikiem: Hegel H360.
  • Kolumny głośnikowe: Audioform Adventure 304.
  • Interkonekty: Crystal Cable Absolute Dream RCA, Tellurium Q Black Diamond XLR.
  • Kable głośnikowe: Acoustic Zen Absolute.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Audio Illuminati Power Reference One.
  • Listwa: Power Base High End.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Podkładki pod sprzęt: Acoustic Revive RIQ-5010.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

22 komentarzy w “Recenzja: Hegel H360

  1. Tomasz napisał(a):

    Szanowny Panie Redaktorze!

    Recenzja znów trafiona w samo sedno, mam podobne odczucia oparte na bliskiej znajomości z H360. Urządzenie nie zawodzi na żadnym repertuarze. W najdroższej integrze Hegla może fascynować fakt, że H360 to wzmacniacz, w którym do tradycyjnych walorów urządzeń tej firmy typu: szybkość, czystość, przejrzystość, moc, dynamika, rozciągnięcie basu, dodano odpowiednią porcję miękkości, ciepłej barwy, plastyczności. W ubiegłych latach zdarzało się, że Hegel w źle dobranych zestawach grywał zbyt dobitnie, twardo, monochromatycznie; tu pojawia się wyraźnie większe nasycenie barw. Siła i szybkość jest wyłącznie funkcją emocji nagrania a nie pokazem, ile można wycisnąć z końcówki mocy. Firma nie poszła na łatwiznę ogłuszania słuchacza setkami watów. Polecam połączenie symetryczne XLR. Za gniazdami nie ma desymetryzatora, ale i na gniazdach RCA usłyszymy wszystko. Wygląda na to, że Bent Holter zmienił strojenie swoich urządzeń w kierunku dźwięku cieplejszego. Ma to przełożenie na stereofonię. Jak słusznie Pan zauważył, głębi towarzyszy plastyczność. Scena to obiekty mające swoją zróżnicowaną objętość. Pozwolę sobie zgłosić małe votum separatum odnośnie do poglądu o braku „pełnej trójwymiarowości wysokich tonów” (no chyba, że w porównaniu do wzmacniaczy lampowych single-ended, zawsze można lepiej), ale może to kwestia innej konfiguracji sprzętowej niż u mnie. Brakuje w H360 czego innego: gniazda słuchawkowego. Tak czy siak, H360 jest wyjątkowo kompetentnym zawodnikiem, który spokojnie może konkurować z droższymi modelami i którego dźwięk może zaskoczyć tak fanów marki, jak i tych, dla których dotąd było za twardo i za sucho. Tym razem wino ma i szybkość uderzenia do głowy i bogaty bukiet smakowy, tyle, że tanio nie jest…

    Z poważaniem

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Faktycznie, wzmacniacz słuchawkowy by nie zaszkodził. Zwłaszcza że ten umieszczony w przetworniku jest całkiem udany.

  2. AAAFNRAA napisał(a):

    Cytat: „Powiem szczerze: gdy puszczam tych kilka testowych do oceny basu utworów, dzięki którym zapada wyrok: jest grzmot, czy go nie ma – zawsze się z góry martwię. (…) No więc Hegel H360 przy odpowiednich kolumnach nie kręci tylko w nosie i samego kurzu nie wzbija. Tak samo jak na przykład słuchawki Fostex TH900, potrafi brzmienie przetoczyć łoskotem i to jest inny wymiar słuchania. Od razu się słuchaczowi głowa podnosi do góry i uśmiech zjawia na twarzy: – Noo! Ten to umie!”

    Można prosić o przykład tych kilku testowych utworów? Akurat chwilę przed lekturą recenzji słuchałem Tsuyoshi Yamamoto „What a Wonderful World” (Hiroshi Kagawa na kontrabasie) na TH900 i uśmiech się pojawił… było dosłownie jak Pan to napisał „Noo! Ten to umie!” Kontrabas schodzi do piekieł 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Do testowania basu można użyć płyty pokazowej Ushera, płyty pokazowej Chesky Records – gdzie niskie częstotliwości są po kolei próbkowane – „1492” i „EL Greco” Vangelisa, ścieżki filmowej z „Wszystkich poranków świata” Savalla, dowolnego jazzowego kontrabasu, obowiązkowo jakichś dobrze nagranych organów (na płycie dr Chesky’ego też są), legendarny „Moby Dick” Led Zeppelin zobrazuje perkusję. W sumie nie jest ważne dokładnie co, ale dokładnie jak 🙂

      1. AAAFNRAA napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź. Płytę testową Ushera gdzieś mam, muszę jej poszukać.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Tam utwór nr 9 to bębny taiko. Pouczające. W paru miejscach też wiolonczela, perkusja.

  3. PK napisał(a):

    Redaktorze, recenzenckie pytanie mam:

    A w jaki sposób przyciemnić wyświetlacz? Bo wygaszać wiem jak.

    Dziękuje za odpowiedz.

    1. Wiceprezes napisał(a):

      W naszym egzemplarzu recenzenckim faktycznie można jedynie włączyć i wyłączyć wyświetlacz, choć zapewniono nas, iż istnieje możliwość przygaszenia. Profilaktycznie wprowadziliśmy poprawkę do recenzji.

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Ściśle biorąc – bo to wygląda już na kabaret – egzemplarz testowy przyjechał z omyłkowo dołączonym pilotem od CD, mającym o jeden mniej rząd klawiszy funkcyjnych. Zapytałem więc dystrybutora, czy można ten ostro świecący wyświetlacz wygasić lub ściemnić – i padła odpowiedź, że można wygaszać i ściemniać trzystopniowo. No więc tak napisałem.

      1. PK napisał(a):

        Heh, dystrybutor zna się na rzeczy… dziękuje za odpowiedź.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Prosta nauka – nie wierzyć nikomu na słowo. Dlatego zawsze odsłuchiwać samemu przed zakupem.

  4. PawelS napisał(a):

    Fajny sprzęt ale po roku przesiadłem się na norma revo ipa 140. Nie namawiam bo w tej klasie to też kwestia preferencji. Warto podawać do czego i jak podłączony np. jakie kable. Moje wrażenia ppdobne choć nie mam tak zacnego źródła.
    Pozdrawiam

  5. Patryk napisał(a):

    „To rzeczywiście tak działa – wzbogaca paletę i nasyca barwy, przydaje ciepła i muzykalności. We wzmacniaczu H80 działało i nie ma powodu podejrzewać, że nie będzie tutaj.”
    Przez 6 miesiecy uzytkowalem H80 a nastepnie 6 miesiecy H200, sluchalem takze H100 i H300. Wszystkie te wzmacniacze sluchalem i uzytkowalem z przeroznymi kolumnami i nigdy w zyciu nie przyrownalbym Hegla do klasy A czy wzmacniaczy lampowych. Tam nie ma odrobiny ciepla. Dzwiek jest plaski jak deska, H80 to juz najwiekszy suchotnik. Te wzmacniacze nie sa w ogole ani muzykalne ani angazujace. Nadaja sie jedynie do efekciarskich kolumn typu Dali. Takie moje po prostu subiektywne odczucia po wielu probach podchodzenia do Hegla.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      No to jesteśmy w konflikcie zasadniczym opinii. Z jakim to straszne granie Hegli się odbywało źródłem i czemu, w obliczu takiej nędzy, trwało aż rok?

      1. Patryk napisał(a):

        Odtwarzacz CD i DAC takze Hegla, CDP2A mk2 + HD20.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Z tego by wynikało, że ten odtwarzacz Hegla jest beznadziejny. Bo H80 i H360 to na pewno bardzo dobre wzmacniacze. Wystarczy dobry odtwarzacz okablowanie i kolumny, a to jest zawsze konieczne.

  6. Tomasz napisał(a):

    O tym samym sobie pomyślałem. Szanowny Czytelnik męczył się z kolejnymi wzmacniaczami Hegla ponad rok, bo policzmy: 6 miesięcy męki z H80 + miesięcy męki z H200 = 12 miesięcy a do tego jeszcze bliżej nieokreślona czasowo męka z H100 i H300. Gdy uwierają mnie buty, po prostu je zmieniam natychmiast a nie czekam ponad rok aż się dopasują do stóp, bo potem mogę mieć już tylko interwencję ortopedy. Opowieści o dźwięku „płaskim jak deska” wywołują jedynie mój uśmiech, bo już wiem, że albo ktoś nie umie łączyć urządzeń ze sobą (względnie ma konsekwentnie pecha) albo ich dźwięk zna jedynie z przekazów grupy inicjatywnej z pewnego portalu na literę „A”, albo też od jednego z dystrybutorów, który lubił Hegla do czasu, gdy chciał go sprzedawać a gdy okazało się, że nie dostanie na to zgody, zaczął głosić, że lepiej od Hegla gra jego pewna flagowa marka. Sygnaturą dźwiękową Hegla zawsze była i jest znakomita dynamika oraz mocny, głęboki, mięsisty bas. Żeby zepsuć to ostatnie trzeba naprawdę się postarać, ale jak widać, czasem starania bywają nagrodzone. Odnośnie do lampowego dźwięku to też się uśmiecham, bo wystarczy posłuchać wyjątkowo dynamicznych i rozdzielczych produktów Ayona i Octave, by zrozumieć, co to jest prawdziwa, dobra lampa i czym się różni od zamulającej i złej lampy, dostarczającej owe „ciepełko”. Lampa czy tranzystor są jedynie ŚRODKIEM a nie CELEM. Wzmacniacz ma grać wiernie a nie ciepło czy zimno.

  7. Stały Czytelnik napisał(a):

    P Piotrze baaardzo rzeczowa recenzja, napisana lekką ręką ale rzetelnie..

    Szukam odpowiedniego towarzystwa dla H360 i AP Tempo 25.
    Będę wdzięczny za sugestie dotyczące transportu i daca może audiobyte (nie upieram sie przy Hegelu) oraz okablowania wszelakiego.
    Pozdrawiam

  8. Adrian napisał(a):

    Witam, przymierzam się do zakupu h360 i Spendor D7. I tu pytanie do Pana Piotra co myśli nad takim zestawem, a może coś innego? Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Powinno być OK, ale bliższego nic nie powiem, bo nigdy tego nie słyszałem, albo że słyszałem nie pamiętam. Na pewno oba składniki są wysokiej jakości i na przykład bas powinien być zjawiskowy.

      1. Adrian napisał(a):

        To w takim razie jakie kable do tego zestawu dobrać w odpowiedniej jakości żeby nic nie popsuć?

        A przy okazji Phast-a z Nighthawk-ami słucha się zacnie.

        Pozdrawiam

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Mogę doradzić ten co w teście D7 – Entreq Discover. Albo lepsze Entreqi. Ale jedyna poprawna metoda to prób i błędów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy