Recenzja: Hegel H360

Odsłuch cd.

xxx

Tajemniczy światłocień.

    Powtarzają się do znudzenia w recenzjach dobrych urządzeń te przymioty, ale to one o wysokiej jakości stanowią, a nieobecność któregokolwiek od razu skutkuje ujmą. Jest największą zaletą dużego Hegla, że żadnego z nich nam nie skąpi. Daje bowiem też to, co oferują tradycyjnie tranzystorowe wzmacniacze – rozwarte na całą szerokość pasmo, detaliczność, energię, szybki atak, wyraźność, przejrzystość, tempo. W połączeniu z produkowaną przez Sound Engine słodyczą, ciepłem, nieznacznym przyciemnieniem, giętkością fraz i trójwymiarowym ich modelunkiem zbiera się to w dającą pełną satysfakcję całość – a wszystko to jeszcze pod obecność dużej mocy. Bo nie jest ciężko o dobry wzmacniacz tranzystorowy (weźmy chociażby Lavardin), ale trudniej o dobry i mocny. Owszem, za trzydzieści parę tysięcy będzie już w czym wybierać, ale tak w okolicach dwudziestu, to faktycznie dystrybutor ma rację – łatwo nie jest, wyboru specjalnego nie ma. Jest wprawdzie dobry Baltlab, ale jednak zdecydowanie mniej mocny i nie wszyscy doceniają produkty polskie. A Hegel – proszę bardzo – za dwadzieścia z kawałkiem oferuje konstrukcję zagraniczną, potężną, szeroko znaną, lampowo-tranzystorową w brzmieniu i z wielkim zapasem mocy. Każde kolumny ruszy i zagra nimi bardzo głośno bez najmniejszych zniekształceń. (Przynajmniej z własnej strony.) Dźwiękiem opisanym powyżej i na dodatek świetnym scenicznie.

Stereofonia okazała się wręcz popisowa, że aż biłem jej brawo, a scena głęboka i precyzyjna, nie pozbawiona holografii. Wzmacniacz nie oferuje ataku dźwiękiem na słuchacza – brzmieniowa akcja toczy się cała za linią głośników i na widoczną głębię. Z wyraźnym przy tym horyzontem na linii wzroku i zaznaczoną holografią. Lokacja źródeł okazuje się dokładna i pod dyktando świetnej stereofonii dźwięk całkiem oderwany; jak gdyby z kolumnami zupełnie nic go nie łączyło. Energią potrafiący oddziaływać na skórę, siadać na piersi ciężarem i wkręcać się do brzucha, ale przede wszystkim z rozgrywką perspektywiczną, toczącą się za linią kolumn. Głosy są swobodne i nośne, medium czyste i średnio gęste, światło niejaskrawe – tworzące klimat realizmu i pewnej tajemniczości – a same brzmienia złożone, okraszane ekspresyjnymi sopranami i tektonicznym basem. Poza tym cały spektakl jest duży, a mimo to bez powiększania źródeł, czego nie spotyka się często. Dźwięki dociążone, szybkie i wystarczająco długo podtrzymywane; bez żadnej ospałości, pogrubienia czy przeciągania.

xxx

Czyżby pan fotograf chciał tego Hegla oczernić? (Ale pewnie tylko się popisuje, że umie czarny na czarnym.)

Najlepsze zostawiłem na koniec. Nie wiem jak w innych układach sprzętowych, ale w tym najlepszą rzeczą okazało się zawieszanie dźwięków w przestrzeni. Tak efektowne, że aż zwracające uwagę, a przecież rzadko, właściwie nigdy, zważamy na ten aspekt. Zadowalamy się sferycznością samych dźwięków i głębią sceny, a jak brzmieniowe, dynamicznie zmieniające się sfery, wkładane są w przestrzeń, to już się wydaje dane z automatu, zawsze niemalże takie samo. Tymczasem wcale; i w Heglu H360 miałem tego dobitny przykład. Nie da się tego dobrze ująć w słowa, przynajmniej ja nie umiem, ale można na to zwrócić uwagę. Trójwymiarowe dźwięki produkowane przez wzmacniacz szczególnie udanie wpisywały się w przestrzeń, wyjątkowo dobrze to wyglądało. I trudno to nazwać inaczej, niż kompozycją przestrzenną wybijającą się na wysokiej klasy realizm. Bo nie tylko same dźwięki były sferyczne a scena odpowiednio głęboka, ale też można było wyczuwać na jaką głębokość każdy pojedynczy z nich sięga, jaki zajmuje obszar. To do tego stopnia się narzucało, że aż wreszcie zwróciłem na to uwagę i się zacząłem przyglądać, cofając się jednocześnie pamięcią wstecz. Nie, wzmacniacze zwykle tak tego nie pokazują, nie pozwalają aż tak dokładnie wymierzać. A jest to niebagatelny przyczynek do całościowej satysfakcji, wyróżniający się aspekt. Kompozycja przestrzenna rysowana przez Hegla H360 szczególnie się okazała udana, dopełniając pozostałych walorów. Gdyby jeszcze udało się poprawić trójwymiarowość sfery sopranowej, byłoby naprawdę przepysznie. Ale i tak duża rzecz – tak duża jak sam wzmacniacz. Za te pieniądze tyle mocy przy takim dźwięku to okazja.

Na koniec sprawdziłem pracę przetwornika w H360, łącząc go kablem koaksjalnym z wyjściem w stanowiącym osobną część odtwarzacza przetworniku DC-950. Dawało to fantastyczną możliwość porównywania obu, jakże różnych cenowo. Zgodnie z przewidywaniami ten wbudowany okazał się w zupełności zadowalający. Wszak dopiero co ta sama kość – i też pojedyncza – produkowała się w odtwarzaczu Metronome, znakomicie wraz z nim wypadając, a we wzmacniaczu Hegla nie wspiera jej wprawdzie dodatkowy procesor i dodatkowa filtracja, ale i tak zagrało to udanie. Muzykalnie, trójwymiarowo, z dobrą indywidualizacją i dynamiką brzmienia. Tak z marszu bez uwag krytycznych, w pełni zadowalająco.

xxx

Myszy i Hegle.

Żadnych makroskopowych braków, uchybień, powodów do krytyki. Przeciwnie, wszystko w porządku i na dobrym poziomie. Odnośnie zaś porównań, to kosztujący sto tysięcy w przepysznym, lśniącym Accuphase, korzystający z dwóch kości Sabre ES9038PRO i wszelkich dla nich udogodnień, górował zdecydowanie pod każdym względem. Dokładniej czesał tekstury, wyłaniał więcej szczegółów i większy indywidualizm czynił. Przydawał dźwiękom więcej przepychu i większej złożoność, lepiej też modelując kształty. Nie ma sensu tego wyliczać, ale pomimo takiej przewagi przygasająca po przełączeniu na H360 jakość wciąż okazywała się muzyką, a nie jej karykaturą. Mniej świetlistym i kunsztownym obrazem, ale ciągle mogącym przysparzać radości. Byle nie robić tego rodzaju wprost porównań, by nie psuć sobie apetytu. A przecież w H360 przetwornik to tylko dodatek, podczas gdy ten wspaniały obraz za sprawą Accuphase był też jego dziełem – w podstawowej roli wzmacniacza.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

22 komentarzy w “Recenzja: Hegel H360

  1. Tomasz napisał(a):

    Szanowny Panie Redaktorze!

    Recenzja znów trafiona w samo sedno, mam podobne odczucia oparte na bliskiej znajomości z H360. Urządzenie nie zawodzi na żadnym repertuarze. W najdroższej integrze Hegla może fascynować fakt, że H360 to wzmacniacz, w którym do tradycyjnych walorów urządzeń tej firmy typu: szybkość, czystość, przejrzystość, moc, dynamika, rozciągnięcie basu, dodano odpowiednią porcję miękkości, ciepłej barwy, plastyczności. W ubiegłych latach zdarzało się, że Hegel w źle dobranych zestawach grywał zbyt dobitnie, twardo, monochromatycznie; tu pojawia się wyraźnie większe nasycenie barw. Siła i szybkość jest wyłącznie funkcją emocji nagrania a nie pokazem, ile można wycisnąć z końcówki mocy. Firma nie poszła na łatwiznę ogłuszania słuchacza setkami watów. Polecam połączenie symetryczne XLR. Za gniazdami nie ma desymetryzatora, ale i na gniazdach RCA usłyszymy wszystko. Wygląda na to, że Bent Holter zmienił strojenie swoich urządzeń w kierunku dźwięku cieplejszego. Ma to przełożenie na stereofonię. Jak słusznie Pan zauważył, głębi towarzyszy plastyczność. Scena to obiekty mające swoją zróżnicowaną objętość. Pozwolę sobie zgłosić małe votum separatum odnośnie do poglądu o braku „pełnej trójwymiarowości wysokich tonów” (no chyba, że w porównaniu do wzmacniaczy lampowych single-ended, zawsze można lepiej), ale może to kwestia innej konfiguracji sprzętowej niż u mnie. Brakuje w H360 czego innego: gniazda słuchawkowego. Tak czy siak, H360 jest wyjątkowo kompetentnym zawodnikiem, który spokojnie może konkurować z droższymi modelami i którego dźwięk może zaskoczyć tak fanów marki, jak i tych, dla których dotąd było za twardo i za sucho. Tym razem wino ma i szybkość uderzenia do głowy i bogaty bukiet smakowy, tyle, że tanio nie jest…

    Z poważaniem

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Faktycznie, wzmacniacz słuchawkowy by nie zaszkodził. Zwłaszcza że ten umieszczony w przetworniku jest całkiem udany.

  2. AAAFNRAA napisał(a):

    Cytat: „Powiem szczerze: gdy puszczam tych kilka testowych do oceny basu utworów, dzięki którym zapada wyrok: jest grzmot, czy go nie ma – zawsze się z góry martwię. (…) No więc Hegel H360 przy odpowiednich kolumnach nie kręci tylko w nosie i samego kurzu nie wzbija. Tak samo jak na przykład słuchawki Fostex TH900, potrafi brzmienie przetoczyć łoskotem i to jest inny wymiar słuchania. Od razu się słuchaczowi głowa podnosi do góry i uśmiech zjawia na twarzy: – Noo! Ten to umie!”

    Można prosić o przykład tych kilku testowych utworów? Akurat chwilę przed lekturą recenzji słuchałem Tsuyoshi Yamamoto „What a Wonderful World” (Hiroshi Kagawa na kontrabasie) na TH900 i uśmiech się pojawił… było dosłownie jak Pan to napisał „Noo! Ten to umie!” Kontrabas schodzi do piekieł 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Do testowania basu można użyć płyty pokazowej Ushera, płyty pokazowej Chesky Records – gdzie niskie częstotliwości są po kolei próbkowane – „1492” i „EL Greco” Vangelisa, ścieżki filmowej z „Wszystkich poranków świata” Savalla, dowolnego jazzowego kontrabasu, obowiązkowo jakichś dobrze nagranych organów (na płycie dr Chesky’ego też są), legendarny „Moby Dick” Led Zeppelin zobrazuje perkusję. W sumie nie jest ważne dokładnie co, ale dokładnie jak 🙂

      1. AAAFNRAA napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź. Płytę testową Ushera gdzieś mam, muszę jej poszukać.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Tam utwór nr 9 to bębny taiko. Pouczające. W paru miejscach też wiolonczela, perkusja.

  3. PK napisał(a):

    Redaktorze, recenzenckie pytanie mam:

    A w jaki sposób przyciemnić wyświetlacz? Bo wygaszać wiem jak.

    Dziękuje za odpowiedz.

    1. Wiceprezes napisał(a):

      W naszym egzemplarzu recenzenckim faktycznie można jedynie włączyć i wyłączyć wyświetlacz, choć zapewniono nas, iż istnieje możliwość przygaszenia. Profilaktycznie wprowadziliśmy poprawkę do recenzji.

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Ściśle biorąc – bo to wygląda już na kabaret – egzemplarz testowy przyjechał z omyłkowo dołączonym pilotem od CD, mającym o jeden mniej rząd klawiszy funkcyjnych. Zapytałem więc dystrybutora, czy można ten ostro świecący wyświetlacz wygasić lub ściemnić – i padła odpowiedź, że można wygaszać i ściemniać trzystopniowo. No więc tak napisałem.

      1. PK napisał(a):

        Heh, dystrybutor zna się na rzeczy… dziękuje za odpowiedź.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Prosta nauka – nie wierzyć nikomu na słowo. Dlatego zawsze odsłuchiwać samemu przed zakupem.

  4. PawelS napisał(a):

    Fajny sprzęt ale po roku przesiadłem się na norma revo ipa 140. Nie namawiam bo w tej klasie to też kwestia preferencji. Warto podawać do czego i jak podłączony np. jakie kable. Moje wrażenia ppdobne choć nie mam tak zacnego źródła.
    Pozdrawiam

  5. Patryk napisał(a):

    „To rzeczywiście tak działa – wzbogaca paletę i nasyca barwy, przydaje ciepła i muzykalności. We wzmacniaczu H80 działało i nie ma powodu podejrzewać, że nie będzie tutaj.”
    Przez 6 miesiecy uzytkowalem H80 a nastepnie 6 miesiecy H200, sluchalem takze H100 i H300. Wszystkie te wzmacniacze sluchalem i uzytkowalem z przeroznymi kolumnami i nigdy w zyciu nie przyrownalbym Hegla do klasy A czy wzmacniaczy lampowych. Tam nie ma odrobiny ciepla. Dzwiek jest plaski jak deska, H80 to juz najwiekszy suchotnik. Te wzmacniacze nie sa w ogole ani muzykalne ani angazujace. Nadaja sie jedynie do efekciarskich kolumn typu Dali. Takie moje po prostu subiektywne odczucia po wielu probach podchodzenia do Hegla.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      No to jesteśmy w konflikcie zasadniczym opinii. Z jakim to straszne granie Hegli się odbywało źródłem i czemu, w obliczu takiej nędzy, trwało aż rok?

      1. Patryk napisał(a):

        Odtwarzacz CD i DAC takze Hegla, CDP2A mk2 + HD20.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Z tego by wynikało, że ten odtwarzacz Hegla jest beznadziejny. Bo H80 i H360 to na pewno bardzo dobre wzmacniacze. Wystarczy dobry odtwarzacz okablowanie i kolumny, a to jest zawsze konieczne.

  6. Tomasz napisał(a):

    O tym samym sobie pomyślałem. Szanowny Czytelnik męczył się z kolejnymi wzmacniaczami Hegla ponad rok, bo policzmy: 6 miesięcy męki z H80 + miesięcy męki z H200 = 12 miesięcy a do tego jeszcze bliżej nieokreślona czasowo męka z H100 i H300. Gdy uwierają mnie buty, po prostu je zmieniam natychmiast a nie czekam ponad rok aż się dopasują do stóp, bo potem mogę mieć już tylko interwencję ortopedy. Opowieści o dźwięku „płaskim jak deska” wywołują jedynie mój uśmiech, bo już wiem, że albo ktoś nie umie łączyć urządzeń ze sobą (względnie ma konsekwentnie pecha) albo ich dźwięk zna jedynie z przekazów grupy inicjatywnej z pewnego portalu na literę „A”, albo też od jednego z dystrybutorów, który lubił Hegla do czasu, gdy chciał go sprzedawać a gdy okazało się, że nie dostanie na to zgody, zaczął głosić, że lepiej od Hegla gra jego pewna flagowa marka. Sygnaturą dźwiękową Hegla zawsze była i jest znakomita dynamika oraz mocny, głęboki, mięsisty bas. Żeby zepsuć to ostatnie trzeba naprawdę się postarać, ale jak widać, czasem starania bywają nagrodzone. Odnośnie do lampowego dźwięku to też się uśmiecham, bo wystarczy posłuchać wyjątkowo dynamicznych i rozdzielczych produktów Ayona i Octave, by zrozumieć, co to jest prawdziwa, dobra lampa i czym się różni od zamulającej i złej lampy, dostarczającej owe „ciepełko”. Lampa czy tranzystor są jedynie ŚRODKIEM a nie CELEM. Wzmacniacz ma grać wiernie a nie ciepło czy zimno.

  7. Stały Czytelnik napisał(a):

    P Piotrze baaardzo rzeczowa recenzja, napisana lekką ręką ale rzetelnie..

    Szukam odpowiedniego towarzystwa dla H360 i AP Tempo 25.
    Będę wdzięczny za sugestie dotyczące transportu i daca może audiobyte (nie upieram sie przy Hegelu) oraz okablowania wszelakiego.
    Pozdrawiam

  8. Adrian napisał(a):

    Witam, przymierzam się do zakupu h360 i Spendor D7. I tu pytanie do Pana Piotra co myśli nad takim zestawem, a może coś innego? Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Powinno być OK, ale bliższego nic nie powiem, bo nigdy tego nie słyszałem, albo że słyszałem nie pamiętam. Na pewno oba składniki są wysokiej jakości i na przykład bas powinien być zjawiskowy.

      1. Adrian napisał(a):

        To w takim razie jakie kable do tego zestawu dobrać w odpowiedniej jakości żeby nic nie popsuć?

        A przy okazji Phast-a z Nighthawk-ami słucha się zacnie.

        Pozdrawiam

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Mogę doradzić ten co w teście D7 – Entreq Discover. Albo lepsze Entreqi. Ale jedyna poprawna metoda to prób i błędów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy