Recenzja: Harmonix CS-120 Improved Version

Odsłuch

Harmonix CS-120

Kable Pana Kiuschii słyną z muzykalności i naturalności. Czy i tak będzie w wypadku CS-120?

   Kabel przeleżał u mnie bez grania rok ponad, bo zawsze coś pilniejszego wyskakiwało, a leżenie kablom nie służy, podobnie jak gięcie i wstrząsanie. Akurat Harmonix CS-120 giąć się pozwala do woli, niemniej rok kwarantanny za dobrze mu nie zrobił. Bardzo szybko jednak doszedł do siebie i już po jakichś dwudziestu minutach jął śpiewać zamiast charczeć, a właśnie od charczenia zaczął. Charczące elektronki, czy co on tam ma w środku na czym jeździ muzyka, poukładały się w ładny chórek i czas śpiewania nastał. Nie dałem temu jednak tak na jedno skinienie wiary, tylko pograł sobie przez parę godzin, a za słuchanie wziąłem się na poważnie dnia następnego, oczywiście zawczasu pozwoliwszy mu raz jeszcze pograć. Toru nim opatrzonego zapobiegliwie słuchałem w dniach poprzednich z Siltechem i Entreqiem, tak żeby mieć się od czego odbić. Oba te kable są droższe, a Siltech to już zwłaszcza, ale skoro Harmonix ma na opakowaniu wypisane: Musical, Natural sounding and Affordable price! – to przecież z lada czym nie będziemy go porównywać.

Z porównań tych wynikło, że kabel jest osobliwy, z tym że przez słowo „osobliwy” rozumiem w tym wypadku zbiór cech rzadko zbierających się wspólnie ale dających ciekawy zespół. Pierwsza sprawa to muzykalność. Kabel faktycznie jest muzykalny i w muzykalności tej nawet zaawansowany, lecz nie jest to muzykalność powszednia; taka że ciepło, gładko i trochę przy okazji nijako. Dobrze mi się rzekło: – Właśnie! Ten kabel nie jest nijaki! Dysponuje nie tylko płynną melodyjnością, ale ją świetnie innymi cechami dopełnia. Te uzupełnienia idą z wielu kierunków, a w sensie czysto muzycznym biorą się z przyjemnego drapania tekstur i z bogactwa harmoniki. Dźwięk nie jest gładko ulany tylko ma dobrze wyczuwalną powierzchniową fakturę, a harmoniczne treści (na przykład fortepianu) nie gubią się w tle i nie trzeba ich dopiero szukać, tylko są jawne, pierwszoplanowe, budujące muzyczny obraz. To połączenie melodyjności (że żaden sopran nie draśnie) z widocznym bogactwem harmonii i faktur daje ze wszech miar pożądany efekt odejścia od nijakości; która owszem, podaje rzecz muzykalnie, ale co z tego, gdy zieje nudą? Tak dzieje się niestety dość często, na przykład z każdym słabszym sprzętem lampowym, a tutaj nic takiego nie miało miejsca – a skoro już jesteśmy przy lampach, to przewód Harmonixa pospołu z głośnikami Reference 3A (tak je lubię, a tak rzadko bywają w użyciu) dał lampowej elektronice wymiar realny a nie upiększający – że znowu żadne słody i ciemne jakieś sosy, tylko wszystko ze światłem, z powietrzem i przede wszystkim w przestrzeni.

Harmonix CS-120 Harmonix CS-120Harmonix CS-120Harmonix CS-120

 

 

 

 

To były te pozostałe składniki urozmaicające, pojawiające się obok bogatych tekstur i pierwszoplanowej nomen omen harmoniki. Harmonix CS-120 oferował wyjątkową otwartość brzmienia, wykluczającą poczucie zamknięcia, ograniczenia, klaustrofobiczności. Cały horyzont okazywywałał się raz po raz w kolejnych utworach otwarty, a sklepienie nad nim było wyjątkowo wysokie. Na krańcach sceny, których w sensie formalnym nie było (ale muzyka przecież gdzieś kończyć się musi) wyczuwało się jedynie obecność przejrzystego powietrza, a nie żadne kurtyny mroku czy nieprzepuszczalne bariery. Pełna swoboda, niczym byłbyś na dworze i w całkiem otwartym miejscu. To budowało atmosferę właśnie otwartości a nie kameralnego zamknięcia czy klubowego mroku. Nie jakąś specjalnie się narzucającą, niemniej po chwili wyczuwalną i w odbiorze przyjemną. Zero duszności, przytłoczenia, ograniczeń, ciasnoty. Wszystko rozległe, z rozmachem, swobodne, nieograniczone, wypełnione muzycznym eterem.

Harmonix CS-120

A i owszem – tańszy Harmonix, tak jak i jego więksi bracia, czaruje niemalże idealnym wyważeniem i lirycznością niezwykle rzadko spotykaną w tym przedziale cenowym.

Specyficzna do tego świeżość. Bo nic z gęstości, lepkości, słodyczy, ale też bez wrażenia podawania maseczki tlenowej, tylko tak poprzez samą otwartość i doświetlanie. Bo raz jeszcze podkreślmy – było jak na dworze, na otwartej przestrzeni za dnia. Wszystko dobrze widoczne, ale bez jaskrawości, odbłysków, lśnienia. Wyłącznie samo jasne, przejrzyste powietrze bez wzbogacania dodatkową dawką tlenu czy jakiejś pienistości. To podkreślało naturalność i darzyło szczególną swobodą, tworząc pospołu z kontrastem między płynnością melodyki a chropawymi teksturami i wydatną harmonią szczególny łącznie klimat, jakiego jeszcze nie obserwowałem. Bo jak za dnia jasno, a jednak nastrojowo. Płynnie i gładko, a mimo to ani trochę nie nudno. Na dużym obszarze, lecz bez poczucia, że muzyka się rozwodniła i dociera do nas jakaś rozcieńczona, osłabiona, nieprzekonująca. Przy w pełni otwartym horyzoncie, ale bez kładzenia nacisku na wielkość sceny, tylko raczej na zasadzie uzupełnienia. Ale na pewno najważniejsza ta melodyjność wzbogacana drążeniem tekstur i mocno akcentowaną harmonią.

Dołóżmy na koniec informacje o formowaniu pasma. Soprany, podobnie jak ten horyzont – otwarte, jasne, przestrzenne, świeże. Nie stwarzające żadnego nacisku; w najmniejszym stopniu nie zmuszające słuchacza do defensywy przed swoim naporem, tylko przeciwnie – bardzo pociągające kształtem i chciane do słuchania. Idealnie dobrane ilościowo i bardzo co do postaci atrakcyjne. Na drugim krańcu bas z jawną przewagą rozpostartej przestrzennie akustyki nad zwartą siłą ciosu, niemniej potrafiący przygrzmocić i dobrze akcentujący wszelkie zjawiska rytmiczne. Nie tektonicznie potężny i nie jakiś spowity mrokiem, tylko bardzo dobrze pokazujący trójwymiarowość bębnów i wibrowanie membran. Bardziej ekspansywny niż skoncentrowany, ale pozostający basem a nie samą jego akustyczną aurą. Podobnie jak soprany nie próbujący dominować, a jednocześnie nie pozwalający o sobie zapominać. No i na koniec średnica. Że doświetlona, świeża, harmoniczna i z ciekawymi teksturami, to już napisałem.

Harmonix CS-120

Hasło reklamowe z opakowania jak mało kiedy trafne. Przewód godny polecenia!

Bardzo też dobrze, niemalże doskonale, wyważona co do akcentów emocjonalnych i pięknie naprawdę śpiewająca. Z dominacją uczucia swobody i wyzwoleniem od nieprzyjemnych akcentów, jakże często towarezyszących słabszemu okablowaniu. Najmniejszego śladu „zmulania”, zbijania dźwięków, ostrości, braku kultury. Nie przesunięta też w żadną stronę tonacyjnie, a więc bez odmładzania i postarzania. Temperaturowo wyważona dokładnie – a więc nie zimna i nie gorąca. Taka w sam raz, otwarta i swobodna. A mimo obecności w torze lamp potrafiących grać z przyciemnieniem, słodko, gorąco i lepko – ani trochę nie idąca w tych kierunkach. Wyważona i taka, rzekłbym, zbudowana przede wszystkim z wibrującego powietrza. Z akcentem bardziej na działanie poprzez eter i fale dźwiękowe a nie masywność i cielesny konkret. I jeśli coś jej zarzucać, to właśnie lekki niedostatek masy i za mało indywidualizmu w głosach. Te były szlachetnie brzmiące, czyste, zawieszone w całkowicie przejrzystym otoczeniu i z oczywistymi przejawami piękna oraz emocji, lecz nieco uśrednione, czyli za mało konkretne w sensie materializacji ludzkiej postaci i jej osobistych przymiotów. Takie nieco zbyt anielskie, a trochę za mało ludzkie. Ale w końcu to najtańszy kabel głośnikowy Harmonixa, tak więc trudno wymagać, by miał wszystko i był najlepszy na świecie.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

13 komentarzy w “Recenzja: Harmonix CS-120 Improved Version

  1. fon napisał(a):

    Kiedy można się spodziewać testu kabli słuchawkowych ponoć miał już być,swoją drogą ciekawą kwestią są wtyki słuchawkowe ,ostatnio pojawiły się wesje rodowane,zdaje się,że legendarne sony taki wtyk posiadały,ze współczesnych modeli to chyba nikt takim się nie legitymuje no ale może się mylę

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Test kabli słuchawkowych odwleka się z powodu przeciągających się prac nad zapleczem produkcyjnym przez producenta, który chciałby móc zrealizować ewentualne zamówienia. To jest poza moją kompetencją.

      1. fon napisał(a):

        A coś na temat rodu

        1. PIotr Ryka napisał(a):

          Na temat rodu zdania są podzielone. Według jednych technicyzuje, według drugich jest najlepszy. Z uwagi na to, że słuchawki Sony MDR-R10 faktycznie posiadały wtyk rodowany sam skłaniam się bardziej ku drugiej opinii. Nigdy jednak nie prowadziłem porównań rodu do innych powłok.

  2. Adam Polski napisał(a):

    Witam.Jak byś określił wartość opisywanego kabla wobec kabli z podobnej półki cenowej.Słowem jakość cena.Pozdrawiam.Adam.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Relacja jest uczciwa. Kabel ma istotne zalety.

  3. KRZYSZTOF napisał(a):

    Witam, Panie Piotrze. Bardzo mnie zaintrygowały przewody Harmonix CS-120. Ponieważ jest to produkcja japońska, chciałem zapytać, czy miał Pan okazję zapoznać się z przewodami również japońskimi Oyaide Across 3000 B. Bardzo byłaby mi pomocna Pana opinia na temat jak wypada porównanie tych modeli. Przewody docelowo mają pracować pod Accuphase E-370. Z góry dziękuję za odpowiedź.

    1. KRZYSZTOF napisał(a):

      Witam Panie Piotrze. Bardzo dziękuję za wskazanie Harmoniksa CS-120 jako bardziej odpowiedniego dla mojego wzmacniacza od Oyaide Across 3000B. Ale przewody głośnikowe to niestety nie wszystko. Kolejnym elementem zestawu są przewody sieciowe do wzmacniacza i źródła. I tutaj również opierając się na Pana recenzji sieciówek Oyaide, zwróciłem uwagę na zdecydowanie lepszą Pana ocenę Oyaide Tunami GPX-R niż Harmonix, który na dodatek jest znacznie droższy. Czy Pana zdaniem ten przewód Oyaide może być z powodzeniem podpięty do źródła Accuphase? I jeszcze czy mógłbym poprosić, ze względu na rozległą Pana wiedzę o zaproponowanie przewodu sieciwego do Integry Accuphase E-370. Jestem na etapie budowy systemu i Pana podpowiedź będzie dla mnie bardzo cenna. Pozdrawiam. Krzysztof.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        A jakie kwoty na kable sieciowe są przewidziane? Wstępnie mogę polecić ten kabel, który ostatnio mocno potaniał, chociaż wciąż tani nie jest
        https://www.premiumsound.pl/harmonix-x-dc350m2r-studio-master.html

        1. KRZYSZTOF napisał(a):

          Tak, to bardzo dobry przewód, chociaż niektórzy sprzedawcy twierdzą, że z Accuphase byłoby troszkę zbyt ciepło. Osobiście zakładałem wstępnie około 3 tysięcy za jedną sieciówkę, a potrzebuję przynajmnie dwie, dlatego zainteresował mnie ten przewód Oyaide z białymi wtyczkami. Miałem możliwość nawet go posłuchać z Accuphase. W sumie pozytywnie, ale nistety nie mam porównania.

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Grałem tym Harmoniksem z Accuphase i było bardzo dobrze. Na pewno jest lepszy niż Oyaide.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    Wskazanie pada na Harmoniksa.

  5. KRZYSZTOF napisał(a):

    Uprzejmie dziękuję, Panie Piotrze. Jest dla mnie istote, że „żółty” Harmonix jest odpowiednią opcją do Accuphase.Powinien być zauważalnie lepszy od Oyaide chociażby dlatego, że jest dwa razy droższy. Chociaż nie zawsze to się sprawdza, że droższy jest lepszy. Oyajde ma dobry stosunek jakości do ceny, choć napewno nie jest to poziom Harmoniksa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy