Recenzja: Fram Midi

Historia i Budowa

Fram, czyli: Naprzód!

   I tak to ludzie spokojnie żyjący na swym dorobku życiowym, pakują się sami w kłopoty, wiedzeni żądzą sukcesu. A pierwszy Jarek Waszczyszyn, wynalazca procesora cyfrowej obsługi dźwięku, który postanowił sprzedawać go w czym tylko się uda: w słuchawkowych wzmacniaczach, w telewizorach, w wieżach audio – dobrze, że nie w lodówkach i kuchenkach mikrofalowych. A teraz jeszcze w aktywnych głośnikach obsługi kina domowego i jednocześnie zakątka audio, bo przecież ludzie normalni łączą systemy wizji i fonii, a nie jak audiofilscy wariaci stawiają każdy oddzielnie. Fakt, że nie wszyscy lubią kino, więc może się zdarzyć, że ktoś zechce wyłącznie audio lub vice versa. Faktem też, że niektórzy wiodą życie przy komputerach a nie na salonowej kanapie, więc im się też coś należy. I faktem wreszcie, że różni różnie zarabiają, przez co na różne rzeczy ich stać. Wziąwszy to wszystko pod uwagę świeżo stworzona marka Fram proponuje swoje głośniki aktywne w trzech rozmiarach – najmniejszym, pasującym najlepiej na biurko; średnim – pasującym powszędy; i dużym – pasującym do salonowego audio-video. Czort mnie podkusił wybrać do opisu te średnie i teraz będę miał najwięcej roboty. A założenie było inne – unikanie skrajności. Tak to chytry dwa razy traci… Ale się nie dam sam zaciągnąć w robocze chaszcze, niech inni też popracują. Poprosiłem przeto twórcę o sporządzenie „Toy Story”, i oto co mi przysłał:

Historię Fram można właściwe zacząć od 2012 roku, od kolumn Studio Oslo, a właściwie od momentu, kiedy z Hi-fi (kilka klocków, dostępnych dla przeciętnie zarabiającego miłośnika muzyki) powstał Hi – End. To ostatnie pojęcie to coś jak Formuła 1 w samochodach, szczytowe produkty o wybitnych właściwościach (wygląd, dźwięk, prestiż). Założona 22 lata temu firma Ancient Audio też ma kilka drobnych kamyczków w tym obszarze. Hi- End jest potrzebny jak każde marzenie, jak obszar zbierania bezkompromisowych doświadczeń. Ale postęp ma też swoją ciemną stronę, a mianowicie niebotyczne koszty. Poziom technologii, prac projektowych jest coraz wyższy, i kosztowny. Takie jest ogólne prawo rozwoju, czy to w nauce, czy lotnictwie, czy w medycynie,  czy motoryzacji. W efekcie rynek audio zaczął zjadać własny ogon. Koszty dobrze grającego zestawu poszybowały w kosmos, tworząc barierę nie do pokonania dla większości przeciętnych ludzi.

Rynek hi-fi powstał w latach 50-tych, jako niezastąpiony środek do popularyzacji muzyki. I zrazu szło mu świetnie, ale od dwudziestu lat pogrąża się w regresie. Dobrzy sprzęt kosztuje coraz bardziej nieprzytomne pieniądze, a za pieniądze przytomne trudno już kupić coś, co ładnie wygląda, jest niezawodne i dobrze gra. Jak jednak historia pokazuje, każda potrzeba kreuje środki zaradcze. Umiejętne połączenie masowej produkcji, zaawansowanych technologii i dostosowanego projektowania potrafi dać frajdę z egzotycznych przyjemności dla całego społeczeństwa. Nikt nie ma wątpliwości, że Rolls-Royce Silver Ghost był arcydziełem techniki w porównaniu do Forda T. Jednak to ten ostatni zmienił historię komunikacji. Przykłady można mnożyć, choćby o barwniki anilinowe, przędzarkę „Jenny”, aparat Kodaka, komputery Sinclaira, Atari, Apple i IBM PC. Od pewnego czasu próbuje się coś takiego zrobić także na rynku audio, a właściwie rynku hi-fi. Pierwsze przymiarki wypuściły małe audifilskie manufaktury, głównie z Europy Zachodzniej i USA. Tą drogą poszły też Studio Oslo, które były zgrabnymi, estetycznymi i niedrogimi kolumnami grającymi dojrzałym dźwiękiem. Kolejny model, Master Oslo, też był udaną konstrukcją, przy czym oba nie powstałyby bez doświadczenia Ancient Audio i jego bezkompromisowych konstrukcji High-end.

A zatem przodem.

A jednak ani Ancient Audio, ani żadnej innej firmie o proweniencji audifilskiej nie udało się pustki rynkowej wypełnić. Samo doświadczenie, sam dobry projekt tu nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze seryjna produkcja o odpowiedniej skali. Nie wystarczy i sama skala. Pamiętacie zapewne, jak dziesięć lat temu pojawiło się sporo chińskich produktów hi-fi? Ich ceny były znacznie niższe niż renomowanych odpowiedników. I co? Znacie dużo popularnych chińskich marek hi-fi ? Kiepskie projekty i brak doświadczenia położyły je niemal wszystkie. Konieczna jest odpowiednia kombinacja wiedzy, technologii i zdolności produkcyjnych, a także łut szczęścia przy projektowaniu, dystrybucji i z utrafieniem w rynkowy moment.

Tej kombinacji brakło wcześniejszym małym Ancient Audio. Projekt był bardzo udany, kolumienki zagrały dobrze. Ale zabrakło zdolności produkcyjnych i technologii produkcji masowej. Hi-endowa manufaktura jest zorganizowana pod kątem ograniczonej produkcji wysublimowanych urządzeń; firma nie była w stanie produkować dużo i tanio.

Za to trzy lata temu, pojawił się kolejny element układanki na rzecz masowej oferty Frama, mianowicie technologia Cyfrowego Procesora Głośnikowego. Ten był kosztowny i skomplikowany w projektowaniu, jednak idealnie pasował do seryjnej produkcji. Do pełni szczęścia potrzebny był więc jeszcze tylko ostatni element – ta masowa produkcja.

W tym zakresie Polska ma niezłą pozycję. Potrafimy wyprodukować 10 milionów telewizorów rocznie i zapewniać na masową skalę komponenty do luksusowych samochodów, jachtów i mieszkań.

Wystarczyło to wykorzystać, sięgnąć po istniejące zasoby. I to się stało! Pod nazwą „Fram” ( czyli po norwesku „Naprzód”) w zeszłym roku przedsięwzięcie miało premierę na wystawie Audio Video Show. Norweska nazwa została wybrana jako kontynuacja sprawdzonych konstrukcji Oslo, jako że design nowych kolumn też trzyma się skandynawskiego minimalizmu. Prezentacja prototypów na wystawie była udana – koncepcja kilku różnej wielkości kolumn aktywnych, wyposażonych w procesor P-3 MK IE, się okazała trafiona.

W efekcie założona została pod koniec 2016 roku firma Digital Speaker Manufacture, mająca za zadanie urzeczywistnić te sprawdzone koncepcje w postaci seryjnej produkcji. Firma weszła w kooperację z najlepszymi polskim producentami detali aluminiowych, elektroniki oraz jej montażu i testowania, a sam projekt został oparty na wzmacniaczu w klasie D z procesorami P-1 i P-3 oraz najnowszych przetwornikach A/C i C/A o rozdzielczości 24 bity.  Sama zaś cześć akustyczna została zaprojektowana na nowo, praktycznie biorąc od zera.

Ale i nie bez tyłu. Bo kto go nie zabezpieczy, ten daleko nie zajdzie.

Pierwszym krokiem był tu wybór głośnika. Ponieważ koncepcja jednego szerokopasmowego źródła sprawdziła się w Studio Oslo i Master Oslo, została zachowana także w nowych projektach.  Na ich rzecz przetestowano większość dostępnych na rynku przetworników o wielkości 10-12 cm i zamówiono nawet prototypy z membrana kevlarową w Chinach. Po wielu próbach odsłuchowych wybrano jednak głośniki z membraną aluminiową od SB Acoustics; produkowane w Indonezji, ale projektowane przez Duńczyków i przez nich jakościowo nadzorowane. Wybrano ze względu na znakomite wykonanie i dużą moc akustyczną przy niewielkich wymiarach.

Linia obejmuje trzy modele: Mini, Midi i Maxi. Wykorzystujące tę samą elektronikę i moduł obudowy oraz podobne przetworniki (Mini ma celulozową membranę.) Różnica bardziej zasadnicza dotyczy więc tylko oprogramowania, uwzględniającego różne rozmiary pomieszczeń.

Najmniejsze Mini są głównie przeznaczone na biurko, do współpracy z telewizorem, komputerem lub telefonem. Ich papierowego głośnika można słuchać z przyjemnością już od 80 cm. Mini mogą także nagłaśniać całe mniejsze pokoje. Obudowa jest zamknięta, przez co kolumienka może być zgrabna.

Midi były pierwotnie zaprojektowane jako dźwięk do dużego ekranu 4K i miały być ułożone w poziomie jak soundbar. Odsłuchy prototypów pokazały jednak, że potencjał jest znacznie większy. Przy szerszym ustawieniu i orientacji pionowej są atrakcyjnymi audifilskimi kolumnami. Do takiego ustawienia przydadzą się dedykowane podstawki. Aluminiowe głośniki mają bardziej ofensywny charakter, tworząc żywy, przestrzenny dźwięk, najatrakcyjniejszy do odsłuchu z większej odległości. Midi mogą także pracować na biurku, a umożliwiający to program jest przełączany z tyłu obudowy. Ich zasadniczym przeznaczeniem są jednak średniej wielkości pokoje o metrażu 15-30 m2. Dwie membrany bierne solidnie wspomagają pracę kolumny w obszarze niskich tonów, uzupełniając wydatnie aluminiowego, aktywnego szerokopasmowca.

Największy Maxi sprawia wrażenie powielonego Midi. Jest to już jednak inna klasa. Maxi są podłogowymi kolumnami o znacznie większej skali dźwięku i porządku na scenie.  Wzmacniacze są tu w obydwu kolumnach, a nie jak u mniejszych w jednej, co daje sumaryczną moc maksymalna 300 W. Układ dwóch głośników  jest znacznie bardziej kierunkowy wertykalnie, dzięki czemu dźwięk mniej odbija się od podłogi i sufitu, przez co nie tracimy dynamiki podczas zwiększania odległości. Maxi wypełnią więc dźwiękiem bezproblemowo pomieszczenia o powierzchni 25 – 50 m2.

Całkiem go z góry.

Miło jest się innymi wysłużyć, ale coś musimy dodać do tego. Fram Midi są całe srebrne lub całe czarne, i całe po wierzchu w kątach prostych. Półmetrowej wysokości fronton to więc na obrysie prostokąt, ale w obrysie to trzy kółka i wszystkie jednakowe. Górne to ten albuminowy głośnik aktywny, a poniżej dwa identyczne pasywne basowe. I do tego na samym dole lampeczka aktywności, migocąca przy regulacjach i poprzez kolor (kolejno zielony, niebieski i tęczowy) pozwalająca rozpoznać aktualnie wybrany zakres głośności, którego regulacja odbywają się za pośrednictwem małego pilota, umożliwiającego także samo włączenie i całkowite wyciszenie.

Na wszelki wypadek dwuprzyciskowy potencjometr jest też powtórzony na kolumnie aktywnej, a oprócz niego są tam dwie pary analogowych wejść RCA oraz cyfrowe USB. Kolumny nie są odgięte, a stać mogą wprost na podłodze lub biurku, albo na dołączonych podstawkach, które je wizualnie dublują. Aktywna komunikuje się z pasywną poprzez kabel, sama zaś może przyjmować sygnał bezprzewodowo albo także po kablach. Uzupełnieniem jest mały zasilacz niskonapięciowy o nominale 24 V, czyli nie z tych najmniejszych. Moc wbudowanego wzmacniacza to 2 x 60W, a odległość zalecana słuchacza to 1-3 m. W środku oprócz wzmacniacza w klasie D pracuje procesor Ancient Audio P-3 MK IE oraz 24-bitowy przetwornik Crystal Semiconductor i odbiornik Bluetooth.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: Fram Midi

  1. Jakubas napisał(a):

    Osobiście tych kolumn słuchałem u Pana Wawszczyszyna (zostały mi zaprezentowane zamiast Master Oslo, którymi byłem zainteresowany). Rzeczywiście wydaje się to oferta bardzo atrakcyjna, pozwalająca na super odsłuch przy komputerze oraz w calym pokoju.
    W tym miejscu chciałbym jeszcze raz podziękować Panu Wawszczyszynowi za super przyjęcie i miłą rozmowę ze mną i moim holenderskim kolegą 🙂

    1. Jakubas napisał(a):

      Prawidlowe nazwisko Pana Jarka to oczywiscie Waszczyszyn 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy