Recenzja: Fostex TH900 Mk2

Fostex TH900 Mk2 HiFi Philosophy 002   Fostex, Fostex i znowu Fostex – co rusz o tym Fosteksie. Niedawno była recenzja wzmacniacza HP-V8, dopiero co słuchawek TH610, a teraz jeszcze jeden…I czy w ogóle warto o nim pisać, skoro model TH900 dawno został opisany, a o nowej wersji nic szczególnego nie mówią? Lecz może dla świętego spokoju…

Migawkowo, gdyby ktoś wcześniej o Fosteksach nie czytał: Firma, powstała w Japonii, w 1973 roku, i początkowo zajmowała się sprzedażą cudzych głośników; później zaczęła robić własne, a jeszcze później także słuchawki, słuchawkowe wzmacniacze i konsole mikserskie. Wszystkie ich starsze nauszniki miały konstrukcję ortodynamiczną i zyskały dużą popularność. Sam bardzo chwaliłem model TR-50, który przy śmiesznej cenie kilkuset złotych oferował brzmienie wyjątkowo spójne, naturalne i sycące. Dość powiedzieć, że tak te TR-50 się spodobały, iż powstały i wciąż powstają liczne modyfikacje, a świeżo zrecenzowane, bardzo dla odmiany drogie, MrSpeakers Ether Flow właśnie od tamtych taniutkich TR-50 pochodzą, chociaż producent ze zrozumiałych względów specjalnie się tym nie chwali, na każdym kroku podkreślając innowacyjność własnych. Znawcy wiedzą jednak, że Ether Flow to pochodna TR-50.

Wspominam o tym jedynie dlatego, by podkreślić, że Fostex od zawsze umiał robić słuchawki, a nie by nobilitować poprzedników obecnie recenzowanych. Sprawy bowiem w nieoczywisty sposób się potoczyły i spadkobiercami dawnych Fosteksów są teraz wyroby nie powiązanego z nim amerykańskiego MrSpeakers, podczas gdy sam Fostex przesiadł się na dynamiczne. Musiało to ruszyć niedługo po 2010 roku, to znaczy wówczas musiały wystartować prace nad nową serią z wykorzystaniem przetworników dynamicznych, których efektem był debiut w 2013 roku modeli TH900 i TH600, wywołujący nie lada sensację.

Podsumujmy te zdarzenia w ten sposób: Słuchawki ortodynamiczne (albo inaczej planarne) Fosteksa wyrobiły sobie świetną markę i miały licznych zwolenników, jak również wielu modyfikatorów; na ogólnoświatowym forum słuchawkowym Head-Fi od lat ciągnie się i wciąż żyje wątek poświęcony takim modyfikacjom. Jednakże dopiero konstrukcje dynamiczne wyniosły firmę do miana jednego z czołowych producentów i dziś jego TH900 i TH600/610 to najściślejsza czołówka, jedne z najpopularniejszych słuchawek średniego i wysokiego zakresu – w przypadku flagowych także jedne z najbardziej elitarnych. Rynek rzadko kiedy tkwi jednak w miejscu i niewiele jest przykładów podobnych Sennheiserom HD 600, od dwudziestu lat oferowanym pod tą samą nazwą. Zapewne jakoś w międzyczasie zmienionym, ale nie na tyle, by nazwę trzeba było choć tknąć, zwłaszcza że stała się legendą. Model TH900 też miał szansę zostać taką konstrukcją-weteranem, ale producent nie wytrzymał; obrał inną taktykę i postanowił odświeżyć produkt, dodając kwitujący modyfikację przydomek Mk2. Te nowsze pojawiły się po raz pierwszy w styczniu 2016 na Winter NAMM Show w kalifornijskim Anaheim, miesiąc później na Show w Las Vegas, a w maju w Monachium.

Zachodzi wszakże pytanie, czy na pewno są warte recenzji? – pytanie dobrze motywowane, ponieważ twórcy jako jedyną modyfikację wymieniają odpinany kabel. Tego rodzaju wątpliwości nie nastręczyły blisko najprawdopodobniej spokrewnione Beyerdynamic T1 (też sygnujące swe przetworniki imieniem genialnego Nikoli Tesli); w podobnym czasie debiutujące i w tym samym prezentujące nowszą wersję, ale chwalące się nie tylko odpinanym kablem (symetrycznym bądź zwykłym), ale też modyfikacją przetwornika i przekonstruowaniem padów. Tymczasem Fostex o przetwornikach ani padach nawet się nie zająknął i stąd uzasadnione pytanie, czy warto się było chwalić nową wersją na okoliczność jedynie kabla? Internauci nie byliby jednak sobą, gdyby jakiegoś kombinowania przy przetwornikach nie zwąchali; i w efekcie gruchnęła pogłoska, że Mk2 mają złagodzoną górę, większą scenę, i w ogóle je przestrojono. Nie pozostaje więc nic innego, jak się samemu przysłuchać i rzecz spróbować ocenić.

Budowa, wygoda, wygląd

Gdyby nie wyraźny napis zapewne ciężko by było odróżnić opakowanie opisywanych słuchawek od swojego pierwowzoru.

Gdyby nie wyraźny napis, zapewne ciężko byłoby odróżnić opakowanie opisywanych słuchawek od pierwowzoru.

   W odróżnieniu od modelu niższego, w którego nowszej wersji zastąpiono magnezowe pokrywy zewnętrzne drewnianymi, model flagowy nie przeszedł wizualnego liftingu. Wciąż popisuje się więc wiśniowej barwy lśniącym pokryciem ze starojapońskiego lakieru Urushi, kładzionego początkowo na pokrywy z północnoamerykańskiej górskiej brzozy cukrowej (Betula lenta), a obecnie na wykonane z jej rodzimego odpowiednika, japońskiej brzozy cukrowej (Betula grossa). Wciąż także zdobią te muszle srebrzyste (na bazie platynowej folii) napisy FOSTEX, a pałąk ma tą samą konstrukcję z chromowanymi prowadnicami. Wciąż także otulają nam uszy pady z najwyższej klasy pieszczącej dotykiem mikrofibry i wciąż pobudzają zmysły biodynowe membrany, o których twórca powiada, iż wykonano je z materiału dwakroć szybciej przewodzącego dźwięk i pięć razy sztywniejszego niż powszechnie używany w membranach mylar. Nie zmieniło się też opakowanie – wielkie pudło, zawierająca nie tylko słuchawki ale także firmowy stojak. Niespecjalnie efektowny, niemniej obecny i użyteczny. Co zaś się na pewno zmieniło, to wzmiankowany kabel. Ściślej nie on sam, ale sposób podpięcia. Poprzednio był mocowany na stałe, a teraz można odpiąć; co ciekawe, za pośrednictwem identycznej złączki jak u przywoływanych za przykład długowieczności Sennheiser HD 600 – miniaturowego, dwubolcowego wtyku jack, u TH900 dodatkowo rodowanego. Natomiast sam przewód wykonywany jest wciąż z budzącej respekt miedzi beztlenowej klasy aż 7N, tyle że teraz proponowany w dwóch wersjach – analogicznie jak u T1 symetrycznej i zwykłej. W komplecie obligatoryjnie dostajemy zwyczajny, zakończonym dużym jackiem w aluminiowej oprawie, ale można od razu obstalowywać symetryczny, a gdyby ktoś chciał mieć oba, dokupienie drugiego kosztowało będzie około półtora tysiąca.

A oto i one - Fostex TH900 mk2.

Oto i one – Fostex TH900 Mk2.

Porównując dane techniczne pierwotnej i nowszej wersji, poza modyfikacją okablowania natrafiamy tylko na jedną różnicę – nowe są o 10 gramów lżejsze (390 g). Wszystkie pozostałe parametry, a więc pasmo przenoszenia 5 Hz – 45 kHz, impedancja 25 Ω i czułość 100 dB, pozostały nie zmienione. Z ważniejszych spraw, dopełniających opis: kabel ma 3 m długości, jest lekki i dość giętki, ale niepotrzebnie z szorstkawym, trącym o ubranie oplotem. Moc maksymalna sygnału wejściowego to 1,8 W, a biodynowa membrana ma solidne 50 mm średnicy, typowe dla wysokiej klasy słuchawek. Przede wszystkim jednak, pomimo zdolności przyjęcia bardzo mocnego sygnału, słuchawki są wyjątkowo łatwą do wysterowania konstrukcją zamkniętą, czyli nadają się także na wynos. Nie mniej istotne jest to, że są wyjątkowo wygodne, a też nie bez znaczenia fakt, że luksusowo wyglądają. Mięciutkie pady (mimo że to sztuczna, wykonana ze skorup jaj a nie jagnięca skórka) okazują się wyjątkowo przyjemne w dotyku, a dopasowanie do głowy jest idealne. Wygląd z kolei nie pozostawia złudzeń, że rzecz musiała kosztować aż 6500 PLN. Niewątpliwie się wyróżniają, a klasa wykonania okazuje najwyższa. Popis japońskiego kunsztu technicznego i pietyzmu dla dóbr użytkowych. Nic więc dziwnego, że słuchawki mają liczne fankluby, a sprzedaż poszła w grube tysiące.

Odsłuch

Od strony wizualnej większych zmian brak - wciąż stonowaną konstrukcję nośną zwieńczają misternie pomalowane komory akustyczne.

Od strony wizualnej zmian brak. Jedynie wlot kabla jest trochę inny.

   Zacznę od ogólnych spostrzeżeń odnośnie wygrzewania i porównania z wersją poprzednią. Cierpliwość – to słowo, które właściciel świeżo nabytych Fostex TH900 Mk2 musi sobie przyswoić. Słuchawki wygrzewają się bardzo długo, ładnych kilkaset godzin. Niby to nic nowego i starsza wersja też, ale tym razem o tyle rzecz jest istotniejsza, że mnie na przykład początkowo dosyć te Mk2 irytowały, podczas gdy poprzednie na pewno nie tak. Nowsze od startu grają wprawdzie niezwykle transparentnie i super szczegółowo, ale wyraźnie podniesionym, za jasnym i zbyt skrzeczącym dźwiękiem. Czerń tła okazuje się bardziej szarością, a głosy wokalistów w porównaniu do tych z innych wybitnych słuchawek zbyt sopranowo podbarwione i nie dość płynne. Co najgorsze w tym wszystkim, stan taki utrzymuje się uporczywie. Dokładnie nie mierzyłem, ale na pewno bardziej tygodniami niż dniami. Nie wystarczy zatem na parę nocy zostawić je ze wzmacniaczem, tylko ciągnie się to wygrzewanie i ciągnie, ale na koniec zło ustępuje. Tonacja się obniża, barwy ciemnieją i się nasycają, a tło gęstnieje i dociąga do efektownej czerni. Teraz ta super transparencja i super szczegółowość tracą aspekt drażniący, wnosząc wkład w coś, co nazywamy zachwytem. Niewątpliwie TH900 Mk2 grać potrafią zachwycająco, i to w sposób najbardziej popisowy – że tylko je zakładasz i z miejsca krzyczysz: – Wow! Wystarczy parę tygodni i rzucą na kolana, a jeśli nawet nie rzucą, to zmuszą do szacunku. Styl własny bowiem zostanie w nich zachowany, i można ten styl lubić bardziej, a można lubić mniej. Tak więc na użytek opisu należy go skonfrontować z możliwie przeciwległym, no i na szczęście miałem takie stylistycznie wysoce różne pod ręką.

Z odtwarzaczem przenośnym

Zmiana jednak jest - nowe TH900 posiadają zgodnie z branżowym trendem odpinany kabel.

Nowe TH900 posiadły, zgodnie z branżowym trendem, odpinany kabel.

Zacznijmy od sprzętu przenośnego, skoro jest u tych Fostex TH900 Mk2 prostota napędzania. Cowon Plenue, przelotka, porównanie. Porównanie do także zamkniętych i też drogich, nawet o wiele droższych, MrSpeakers Ether Flow C; kosztujących dziewięć a nie sześć i pół, i jeszcze podrożonych kablem Tonalium. Pisałem wprawdzie w recenzji otwartych Ether, że ich oryginalny kabel DUM jest znakomitej jakości, ale Tonalium oferowało jeszcze głębszą odmienność stylu, a o to tym razem szło.

Różnice? Tak, różnice, ale i podobieństwa. Jedne i drugie wygodne, nietrudne do napędzenia i dość lekkie, ale brzmieniowo odmienne.

Zacznijmy od recenzowanych. Przeciętnie mocny Cowon Plenue napędził je z dziecinną łatwością i na dodatek zagrały, że nic tylko bić brawo. Jak zawsze szczegółowo i super transparentnie – transparentnie tak bardzo, że trudno o lepszy przykład. Medium krystalicznej czystości i przejrzyste na przestrzał, nie stawiające wzrokowi najmniejszego oporu. To się ogromnie podoba: daje dostęp do wielkich połaci i niecodzienne poczucie absolutnej czystości; ale nie takiej klinicznej, nie stechnicyzowanej, tylko – powiedziałbym – artystycznej. Wspaniała transparencja na użytek samego brzmienia; bez najmniejszego śladu sztuczności, odrealnienia. Przynajmniej tak w pierwszym rzucie, bez czynienia porównań. Wspaniale czysto, elegancko, drobiazgowo, misternie. A jednocześnie mocno – z super basem i dynamiką. Wielka scena, plan pierwszy usadowiony daleko – spoglądasz i widzisz wszystko. Sama zaś na tej scenie muzyka bez ocieplenia lecz w przeciwieństwie do medium gęsta i przede wszystkim echowa.

Do wyboru mamy dołączony kabel z końcówką 6,3mm oraz firmowy XLR.

Do wyboru kabel z końcówką 6,3 mm lub firmowy XLR.

Echo czuć nieustannie i ono buduje teatr, ponieważ nie są to brzmienia bliskie, swojskie ani powabne, tyko epatujące niezwykłością. Spektakl a nie poczucie zbliżenia – muzyka do podziwiania, a nie by się przymilać. Nie ciepła i nie bliska, tylko echem niesiona, transparentnością wybitna i szczegółowością misterna. Z wyraźnymi akcentami na skraje pasma, lecz ze środkiem na tyle podkreślonym i na tyle też smacznym, że te mocne soprany i potężny podkład basowy są tylko upiększeniami a nie dominantą całości. Tak więc gra to niezwykle efektownie i dla opisu efektowność to najwłaściwsze słowo. Popisują się te Fostexy, że słuchając można się z wrażenia rozdziawić.

Ale jest też szkoła innego dźwięku, szkoła od MrSpeakers. Jak przystało na przeciwieństwo, podająca dźwięk bliski, pieszczący i ciepły. Bardziej gęsty i zawieszony w medium nie tak przejrzystym; nie w stylu nieobecności tylko gęstym i wyczuwalnym, chociaż nie dającym zamglenia. To medium się odczuwa – jak ciepłe powietrze na skórze, a nie lekki, orzeźwiający powiew. Wrażenie wielkości scenicznej samo przez się tu nie powstaje, natomiast przy odpowiedniej muzyce wielkość bezproblemowo dochodzi do głosu. Dominuje jednak bliskość, płynność i dociążenie, a nie echo i szczegółowość Wykonawcy są bardziej bezpośredni i bardziej ludzcy, a nie jak teatralne postaci ze scenicznej oddali. Akcent pada na wydobycie ich cech indywidualnych, a nie powiększanie sceny echami i wrażenie uczestniczenia w czymś niezwykłym. Przeciwnie, ma być kameralnie, normalnie, swojsko; a niezwykłość brana jest jedynie od samej muzyki. Wielka scena – o ile tak to zostało nagrane – pojawia się bez problemu, lecz nie na zasadzie, że jest to własny, stale obecny samych słuchawek dodatek.

Odsłuch: Przy komputerze

A czy słychać w nowych flagowcach Fostexa postęp brzmieniowy?

A czy pojawia się w nowych Fosteksach postęp brzmieniowy?

   Bez wstawania z fotela przesiądźmy się na komputer, a ściślej (jak to ostatnio) przetwornik Ayon Sigma, biorący sygnał przez USB ifi Gemini i ślący go na wzmacniacz też samego Ayona. Muszę jednak zaznaczyć, że było tym razem w torze coś jeszcze, co opisane zostanie oddzielnie – takie tyciutkie, tanie – a dźwięk poprawiające na tyle, że nie dałem rady słuchać inaczej. Zważcie przeto, że grało tym razem lepiej, niż to bywało poprzednio.

Słuchałem materiału z YouTube, Tidala i wysokojakościowych plików, po raz kolejny dochodząc do wniosku, że Tidal (także w ulepszonym transferze Masters), podaje dźwięk za wolno, obniżając przyjemność odbioru. Być może to wina łącza, które nie jest światłowodowe, ale jakoś ten Tidal nie może mnie do siebie przekonać. Jego zwolnienie daje się mocno we znaki nawet u słuchawek tak szybkich jak TH900, a te są szybkie jak piorun, na miarę elektrostatów. W ogóle styl mają do elektrostatów zbliżony, kładący nacisk na szybkość, przejrzystość i niezwykłą misterność, tyle że podrasowany nie samym super sopranem, ale także branym z przeciwległego krańca potężnym basem.

Bas Fostex mają efektowny, skrojony pod basolubów, ale nie jakiś rozlany, przeciągły, bez definicji, tylko rozdzielczy, popisowy, przestrzenny. Zdobiący a nie uprzykrzający, podobnie jak te misterne soprany. Cóż z tego jednak, gdy u mnie Tidal muzyczne frazy rozwleka? Narastanie ma spowolnione, wejście w natarcie się wlecze… brak werwy, porywczości, muzyka się ślimaczy. Posiada wprawdzie jakość – jest spójna i melodyjna – ale drajw ma słabowity; pozbawiony rozmachu, ciśnienia.

Jest inaczej - jaśniej, więcej sopranu, dynamiki.

Jest inaczej – nieco jaśniej, więcej sopranu, dynamiki.

No nic, to nie wina słuchawek i żadne nie pomogą. Poza tym dźwięk z Tidala okazał się u Fostex TH900 Mk2 nieprzyjemny z drugiego powodu, ponadnormatywnie dudniący. Bardziej niż ten z Cowona i bardziej niż z YouTube, nie mówiąc o super plikach. Mało budujący stan rzeczy, zwłaszcza gdy za to się płaci… Zostawmy jednak niedoróbki odpłatnego serwisu i skupmy się na słuchawkach.

Biorąc w nawias słabości Tindala teraz Fosteksy grały lepiej, zarówno w sensie dynamiki, jak i precyzji obrazowania. Śladowo może też cieplej, ale najwyżej minimalnie, wciąż mniej ciepło niż Ether. Bez zmiany też w odniesieniu do opisanych poprzednio relacji scenicznych; to znaczy one raczej z naciskiem na rozległość, a Ether na bliskość. I wciąż z rozbieżnością dozy pogłosu, ale co bardziej uderzało, to większa teraz różnica w odniesieniu do ludzkich głosów. Ethery znacznie lepiej obrazowały odmienności wokalne, co wynikało także z bliskości u nich wykonawców, natomiast Fosteksy oferowały lepszą przestrzeń i lepszą dynamikę. Gdy chodzi o sam wokal, wolałbym słuchać Ether, ale już koncert rockowy stawiał przed alternatywą – lepiej zobrazowany głos wokalisty, czy lepsza dynamika gitar? To i to miało zalety i chciałoby się mieć je razem, ale takich słuchawek na miejscu nie było i nie wiem czy są takie. To znaczy są na pewno AKG K1000, ale to nienormalne słuchawki i już nie do kupienia. Jest także nowy Orpheus, ale dajmy mu spokój. On to dopiero jest nienormalny z tą swoją wariacką ceną. Zawisł natomiast dylemat: czy stawiać bardziej na wokal, czy na oprawę instrumentalną? Instrumentaliści efektowniejsi byli w Focalach, wokaliści w Etherach – i masz teraz, wybieraj. A także druga alternatywa: Fosteksy brzmiały smutniej i groźniej, a Ether bardziej przyjaźnie. Też trudny wybór, uzależniony od repertuaru. Z ręką na sercu powiem – nie wiem co sam bym wolał. W pierwszym odruchu raczej Ether, lecz gdy sobie uświadomiłem, że Fostex są bardziej dynamiczne…

Przy odtwarzaczu

Choć ie ma tu rewolucji...

Choć nie ma rewolucji…

Finał gdzie zawsze. Seria uważnych odsłuchów w palecie tradycyjnych nagrań i można podsumowywać. Bez wątpienia Ether Flow C grają bardziej pośrodku pasma a Fostex bardziej przez skraje. Nie zmieniło się także to, że rozdmuchiwały Fosteksy – i to wyraźnie – dzięki pogłosom przestrzeń, podczas gdy Ether nie miały żadnych takich ciągot. Do tego stopnia mnie ta pogłosowa dychotomia zmobilizowała, że sięgnąłem porównawczo po też pogłosowe Beyerdynamic T1. Te miały na recenzowanymi dwie istotne przewagi – lepszy kabel Tonalium oraz fakt, że Twin-Head preferuje słuchawki o dużej impedancji. Owocowało to nieznacznie u T1 niższą tonacją i ogólnym poczuciem, że wzmacniaczowi bardziej pasują. Lepiej budował się całościowy obraz niż w obu pozostałych, tak jakby poszczególne aspekty lepiej do siebie przylegały. Nie zaznaczyła się żadna nierównowaga skraj-centrum, przestrzeń też okazała się duża, a całość wyjątkowo dobrze zebrana i intrygująca w słuchaniu. Nie ulegało wątpliwości, że także od T1 oferują Fosteksy więcej sopranów, jak również więcej pogłosu, przy czym bas też mają mocniej podkreślony, aż momentami przesadny.

Można zatem powiedzieć, że ta nowsza wersja rozbudowuje przestrzeń jeszcze bardziej i bardziej popisuje się rozciągniętymi skrajami (gdzie te rzekomo złagodzone soprany?), podbarwiając przy okazji wysokimi tonami środkowy zakres i nie przydając mu ciepła. W efekcie środek oferowany przez Ether i T1 podobał mi się bardziej, no ale tamte dysponowały kablem Tonalium, który także u TH900 zrobiłby zapewne swoje. W jakim stopniu, to pozostaje zagadką, ponieważ nie miałem sumienia prosić producenta o szósty z kolei kabel; niemniej wydaje się, że akurat wiśniowym japońskim flagowcom bardzo by się on przydał.

Zbierając to, można orzec, iż kto lubi brzmienia intymne i preferuje popis środkowego zakresu, dla niego milsze będą Ether; natomiast kto woli popisy na skrajach, rozdmuchaną echami przestrzeń i super dynamikę, dla tego lepsze będą z pewnością Fostex TH900 Mk2. Te nowe względem starszych chyba dają więcej a nie mniej sopranów i chyba jeszcze więcej pogłosu, w efekcie grając nieznacznie jaśniej, co nie znaczy, że jasno.

...to poprawione TH900 są wciąż na tyle imponujące, aby pewnie walczyć wśród najlepszych. Polecamy!

…można śmiało polecić.

To raczej sopranowy migot na tłach ciemnych i gęstych, a nie całościowe rozjaśnienie, które praktycznie nie występuje. Natomiast rzuca się w uszy bardzo wyraźny szum tła, o tonacji wyższej od też bardzo szumiących podkładem flagowych Beyerdynamic. Na ile to robota Tonalium, tego powiedzieć nie umiem, bo oryginalny kabel T1 poświęciłem na wtyki.

Podsumowanie

Fostex TH900 Mk2 HiFi Philosophy 015   Nie mam żadnej pewności, czy ta większa ilość sopranów i jeszcze więcej pogłosu to faktyczne różnice między nowszą a starszą wersją. Gdybym miał się zakładać, postawiłbym na to, że różnica prędzej wynika z tych rodowanych styków złącza odpinanego kabla niż z kombinowania przy przetwornikach. Niewątpliwie Fostex TH900 z pierwszej recenzji grały ciemniejszym dźwiękiem i mniej dorzucały sopranów, ale z czego to się brało, nie można mieć pewności. Może od przetwornika, może od styków kabla, a może od indywidualnych różnic pomiędzy egzemplarzami.

Znam wiele osób pomstujących na efekt rodowania – że oziębia, dehumanizuje, zaburza spójność przekazu. Sam nie robiłem porównań wtyków z rodowaniem i bez, lecz byłby nawet gotów złą opinię o rodzie przyjąć, gdyby nie to, że Sony MDR-R10 wtyk też miały rodowany. I nic pejoratywnego się u nich kurczę nie działo, niemniej wyczuwam przez skórę, że kabel od Tonalium bardzo Fosteksom by pomógł i szkoda, że go zabrakło. Lecz niezależnie – z nim czy bez niego – słuchawki są wybitne. Szczególnie szczegółowe, szczególnie transparentne i ze szczególną, naprawdę wyjątkową dynamiką. Do tego bardzo szybkie i mocno poszerzające przestrzeń, a także ewidentnie epatujące skrajami. Bas aż w nich huczy grzmotem, a soprany srebrzą się śnieżną burzą. Natomiast o dowartościowanie średnicy trzeba się trochę postarać, jakimś odpowiednim interkonektem i może tym nieobecnym Tonalium, czy jakimś innym podobnym. Stan wyjściowy do tej poprawy jest jak najbardziej korzystny, ponieważ dźwięki średnicy są bogate i przede wszystkim miękkie, ani trochę nie naprężone. Na tym polega największa różnica między flagowcem a niższym modelem, który, jak napisałem w jego recenzji, dźwiękowo się napręża. To się może podobać, ale żadne słuchawki ze słuchawkowej elity nie mają tej przypadłości. Najprędzej może T1, ale i one dobrze napędzane (tak jak na przykład tutaj) nie utwardzają brzmienia. Pod tym względem Fostex TH900 Mk2 na pewno są elitarne, podobnie jak pod innymi. Z Twin-Head trochę za bardzo były pogłosowe i przedobrzone na skrajach, ale z Ayonem już nie, a przecież to te same lampy. Tak więc granica okazuje się cienka, wymagająca dopasowawczej cierpliwości. Ale starać się warto, bo tak transparentne i z taką dynamiką trudno będzie zastąpić. A jeszcze do tego wygodne, ładne i w napędzaniu łatwe.  Chyba jednak będę się musiał postarać o lepszy kabel, bo może by zostały?

 

W punktach:

Zalety

  • Rewelacyjnie transparentne.
  • Wyrazistość obrazowania.
  • Super szczegółowość.
  • Duża, zwłaszcza jak na słuchawki zamknięte, scena.
  • Strzeliste soprany.
  • Potężny bas.
  • Popisowa, niespotykana wręcz dynamika.
  • Szybkie.
  • Z plastycznym i bardzo bogatym dźwiękiem.
  • Wyjątkowo dużo się dzieje.
  • Daleki pierwszy plan pozwala na całościowy ogląd.
  • Efektowne pogłosy.
  • Dźwięczne.
  • Misterne.
  • Dość bogata brzmieniowo (choć są pod tym względem lepsi) średnica.
  • Brak kanciastości i utwardzania dźwięku.
  • Przekaz pozbawiony ocieplenia wyjątkowo dobrze sprawdza się w oddawaniu posępnych, groźnych albo neutralnych nastrojów.
  • Pięknie się prezentują.
  • Najwyższa jakość surowców i wykonania.
  • Bardzo wygodne.
  • Ekologiczne.
  • Biodynowe membrany.
  • Przetworniki Tesla.
  • Odpinany, wysokiej jakości kabel.
  • Eleganckie opakowanie.
  • W komplecie firmowy stojak.
  • Zamknięte, czyli nie przeszkadzające.
  • Łatwe do napędzania.
  • A więc jak najbardziej do sprzętu przenośnego.
  • A także bezproblemowo do nawet najmocniejszych wzmacniaczy.
  • Zdobyły wysoką renomę i grona wielbicieli.
  • Sławny producent.
  • Made in Japan.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady

  • Bardziej dopieszczony brzmieniowo średni zakres by nie zaszkodził.
  • Pogłosy, soprany i bas wymagają starannego doboru otoczenia.
  • Stojak mógłby być efektowniejszy.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: MIP

Dane  techniczne Fostex TH900 Mk2:

  • Słuchawki dynamiczne o budowie zamkniętej.
  • Biodynowe membrany φ 50 mm.
  • Magnesy neodymowe.
  • Impedancja: 25 Ω.
  • Czułość: 100 dB.
  • Moc maksymalna sygnału: 1,800 mW.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 45 kHz.
  • Waga: 390 g.
  • Kabel: 3m 7N-OFC.
  • Akcesoria: firmowy stojak.
  • Cena: 6499 PLN.

 

Systen:

  • Źródła: Cowon P1 Plenue, PC, Restek EPOS+
  • Przetwornik: Ayon Sigma.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Ayon HA-3, ASL Twin-Head Mark III.
  • Słuchawki: Byerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio), Fostex TH900 Mk2, MrSpeakers Ether Flow C (kabel Tonalium Audio).
  • Interkonekty: Sulek Audio & Sulek 6×9.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy