Recenzja: Fostex TH610

Fostex TH-610 HiFi Philosophy014   Przypomnijmy krótko historię producenta, opisaną dokładniej w recenzji flagowego modelu TH900. Fostex powstał w 1973 roku jako firma handlowa, zajmująca się dystrybucją wyrobów znacznie starszego, istniejącego od 1949 roku i też japońskiego Fostera. Obie nazwy nie sugerują Japonii, lecz ich angielskojęzyczne brzmienie ułatwiało wówczas karierę i ułatwia ją nadal. Foster produkował i produkuje po dziś dzień głośniki, a Fostex szybko porzucił samo handlowanie i zajął się produkcją własnych głośników, a później także słuchawek, magnetofonów, konsol mikserskich i słuchawkowych wzmacniaczy. Od zarania jako producent słuchawek kojarzony był z technologią ortodynamiczną, a migawkowo z historią jego ortodynamicznego dorobku mieliśmy styczność w dopiero co opublikowanej recenzji wzorowanych na jego modelu TR-50 słuchawek amerykańskiego Mr Speakers. Teraz natomiast zajmiemy się jego dorobkiem dynamicznym, o wiele historycznie biorąc nowszym, zaledwie kilkuletnim.

Tytułowe Fostex TH610 to ulepszona wersja wcześniejszych o trzy lata TH600, a TH600 to skromniejsza wersja flagowych TH900; też w międzyczasie nieco unowocześnionych, jednak bez zmiany nazwy a tylko z dopiskiem mk2. Tymi T900 zaskoczył Fostex w 2013 roku, bowiem wcześniej słuchawek dynamicznych nie oferował; a tu nie dość że zaoferował, to od razu szczytowe, mające konkurować z najlepszymi na świecie. To jednak tak naprawdę nie powinno być dla znawców słuchawkowej tematyki zaskoczeniem, jako że wcześniej od kilku lat był Fostex dostawcą przetworników słuchawkowych dla Denona, który dzięki nim robił światową karierę modelami D5000 (najstarszy), D7000 (ulepszona wersja) i D2000 (najtańsza). Kariera ta, naprawdę niemała, musiała wywołać u faktycznego twórcy słuchawek chętkę własnej, i tak doszło do pojawienia się Fostex TH900 i TH600. Dodajmy do tego wachlarza firm jeszcze jedną – niemieckiego Beyerdynamic. Nieco przed pojawieniem się przełomowej dla Fostexa konstrukcji TH900 zaoferował on własny przełom, flagowe słuchawki Beyerdynamic T1. I nic by w tym nie było szczególnego, gdyby zarówno owe T1, jak i debiutujące zaraz po nich TH900, nie chwaliły się technologią Tesla przetworników, co podejrzliwych natychmiast skłoniło do podejrzeń, że przetworniki te powstały w kooperacji Fostexa z Beyerdynamicem. Oficjalnie nie zostało to potwierdzone, ale nie padło także dementi, tak więc prawdopodobieństwo zachodzenia współpracy jest spore. To wszakże tylko ciekawostka i coś ze sfery domysłów, natomiast w sferze faktów pozostaje, że wszystkie słuchawki z technologią Tesla, to znaczy w początkowej fazie Beyerdynamic T1 i T5p oraz Fostex TH900 i TH600, zrobiły karierę. Wszystkie przyjęto entuzjastycznie i błyskawicznie ugruntowały pozycję rynkową, czego dowodem fakt, że wszystkie doczekały się drugich wersji. Trudno wyobrazić sobie dzisiejszy rynek bez srebrnych puszek flagowego Beyerdynamica i wiśniowych flagowego Fostexa, ale tym razem zejdziemy o stopień niżej i cenę podzielmy przez trzy, by znaleźć się w objęciach (przynajmniej odnośnie głowy) nowego modelu wiceflagowego TH610.

Wygląd, wygoda, technika

I oto są - Fostex TH-610.

I oto one – Fostex TH610.

W odróżnieniu od flagowców obu firm model niższy Fostexa nie wykształcił ikony stylu. Nie przywiązał się do surowca, z którego wykonano muszle, tylko śmiało go zmienił, zastępując magnez gorąco chwalonych TH600 drewnem. Nawiązał tym do szczytowych  TH900, ale nie tak do końca. Jego muszle nie są bowiem z północnoamerykańskiej górskiej brzozy cukrowej (Betula lenta), tylko z też amerykańskiego czarnego orzecha (Juglans nigra), z którego w dawnych czasach wykonywano samolotowe śmigła. To najlepiej zaświadcza jak gęste, spoiste i twarde to drewno, a zatem na surowiec słuchawkowych muszli bardzo się nadające. W odróżnieniu od surowca co do kształtu muszle nie zostały natomiast zmienione, różniąc się jedynie brakiem frezu okalającego centralny napis FOSTEX. Wyglądają jednak i bez niego bardziej nobilitowanie od magnezowych, natomiast jak to się ma do brzmienia, tego nie wiem, ponieważ TH600 nigdy nie słuchałem. Moja wina, proponowano zrecenzowanie, ale pisać się panu nie chciało. Z tego lenistwa tym większa teraz luka, że te TH610… Ale nie, jeszcze przyjdzie pora im się przysłuchać, a teraz tylko się przypatrujmy.

Słuchawki w ogólnym zarysie są identyczne jak model wyższy. Pałąk mają nawet całkiem identyczny i identyczny kształt muszli oraz podobny padów. Te jednak nie są dokładnie takie same, gdyż w modelu wyższym są wąskie na całym wewnętrznym obwodzie, a w niższym wyraźnie pogrubione za uchem i z nieco twardszym wypełnieniem.

Budowa zewnętrzna pozostała niezmieniona od modelu TH-600.

Pokrój względem poprzednich TH600 nie uległ zmianie.

Wizualnie główna różnica to jednak wykończenie zewnętrznej powłoki; nie wiśniowym lakierem Urushi ze srebrzystym napisem FOSTEX, tylko w matowej, naturalnej fakturze drewna z tym samym napisem ale czarnym. Z kolei kable znów okazują się co do wyglądu identyczne i w obu nowych wersjach odpinane poprzez złącza tego samego typu co u Sennheiser HD 600 i 650, tyle że rodowane.

Odnośnie wrażeń ogólnych, model TH610 jest dość lekki i bardzo wygodny. Nie rzuca się też w oczy a jednocześnie ładnie i na drogi wygląda. Jedyne co można mu wytknąć, to trochę za nerwowe przeskoki prowadnic po karbach regulacji pionowej, ale po wyregulowaniu trzymanie jest prawidłowe i słuchawki nie opadają. Kabel jest długi, elastyczny i leki, potęgujący wygodę, szkoda tylko że w szorstkawym oplocie, nieznacznie trącym o ubranie.

Od strony technicznej najbardziej znaczące są membrany przetworników, zwane biodynowymi, co znaczy z grubsza tyle, że jest to bioceluloza. Nie tak wyżyłowana technicznie jak w legendarnych Sony MDR-R10, ale analogiczna do użytej w jakże chwalonych AudioQuest NightHawk. Sam producent powiada o niej, że jest pięć razy sztywniejsza i przewodzi fale dźwiękowe dwa razy szybciej niż powszechnie stosowany jako materiał słuchawkowych membran mylar. Biodynowa diafragma ma średnicę 50 mm i pracuje w przetworniku o wysokiej skuteczność i dużej mocy bazującym na wzmiankowanej technologii Tesla. Konkretnie o mocy pola magnetycznego 1T, czyli o jedną trzecią mniejszej niż u flagowych TH900 (1,5 T), ale i tak wysokiej. Impedancja jest przy tym bardzo niska – wynosi zaledwie 25 Ω – a skuteczność dosyć wysoka, chociaż nie rekordowa – 98dB/mW. Predysponuje to oczywiście słuchawki do współpracy ze sprzętem przenośnym, a więc śmiało możemy powiedzieć, że leżą w nurcie mody. Równocześnie odpowiadają potrzebom nawet najsilniejszych stacjonarnych wzmacniaczy, mogąc przyjąć sygnał o mocy aż 1,8 W. Pasmo przenoszenia mają zaś identyczne jak model flagowy: 5 Hz – 45 kHz, czyli znów odpowiadające potrzebom chwili, zgodne z nowym standardem HiRes. Sprawą do przebadania pozostaje natomiast jakość kabla, który wygląda u obu identycznie, ale tylko w odniesieniu do flagowych producent chwali się przewodnikiem z miedzi beztlenowej klasy 7N.

Zmianie uległ natomiast materiał, z którego wykonano nausznice - konkretnie jest to teraz ciemny orzech amerykański.

Zmianie uległ natomiast materiał, z którego wykonano nausznice – teraz to czarny orzech amerykański a nie magnez.

Tańsze Fostexy dostajemy w analogicznym, sztywnym pudle i też czarnym, i także obleczonym w cienkie zewnętrzne pudełko obwolutowe z lśniącej tekturki, lecz w środku nie ma stojaka. To jednak niespecjalna strata, bo ten dołączany do TH900 specjalnej urody nie jest. Dostajemy za to skórzane etui przenośne w postaci miękkiego woreczka i to jest dobra wiadomość. Jeszcze lepsza to cena, oszacowana na 2500 PLN. Na tle ostatnich szaleństw to naprawdę niewiele, a główną konkurencją wydają się w tej sytuacji Beyerdynamic Amiron Home, Sennheiser HD 700 i AudioQuest NightHawk.

 

 

Odsłuch: Z Cowonem P1 Plenue

Fostex TH-610 HiFi Philosophy008

Wewnątrz królują 50-milimetrowe przetworniki dynamiczne z membraną Biodyna.

   Amironami ani HD 700 nie dysponuję, tak więc pozostają NightHawk, i tym uważniej zmuszeni będziemy z nimi porównać. Zaczniemy od sprzętu przenośnego, a więc od Cowona Plenue, a oprócz Nocnego Jastrzębia do porównań dobierzmy zdecydowanie droższy model flagowy.

Fostex TH610 vs AudioQuest NightHawk

Na wstępie muszę odnotować pewną niesprawiedliwość. NightHawk miały kabel Tonalium, którego nie miałem sumienia zastępować gorszym oryginalnym. Zrobiłem natomiast co innego, co i tak należało zrobić – porównałem kable od TH610 i TH900 Mk II. Nie ma wątpliwości, pomimo identycznego wyglądu kabel słuchawek flagowych jest lepszy. Może nie przepaść, nawet na pewno, ale z kablem od TH900 słuchawki wiceflagowe zagrały bardziej miękkim, melodyjnym, bezpośrednim dźwiękiem. A jest to w ich przypadku rzecz o niepoślednim znaczeniu, ponieważ (tu przechodzimy do opisu właściwego) tytułowe Fostex TH610 odznaczają się brzmieniem szczegółowym, przejrzystym i dynamicznym, ale nie dążą do intymnego kontaktu ze słuchaczem ani do ocieplenia czy melodyjnej miękkości. Dźwięk mają wyjątkowo przejrzysty – co jest mocnym wyróżnikiem obu szczytowych Fostexów – a przy tym lekko naprężony i nieznacznie usztywniony (to już tylko TH610), co upodobnia je do Beyerdynamic DT 990 i starszej wersji T1.

Od razu sobie wyjaśnijmy, że nie są to żadne pejoratywy, ponieważ tak podawane brzmienie ma bardzo atrakcyjną postać i wielu słuchaczy te cechy właśnie ceni. Znakomicie separują się dzięki nim figury brzmieniowe, same jednocześnie efektowne poprzez wyraźność kształtu, co składa się na brzmieniową dostojność wpisaną w ogólny ład. A to może się bardziej podobać od brzmień ciepłych, miękkich i lgnących pieszczotliwie do słuchacza, tym bardziej, że Fostex TH610 ozdabiają swe brzmienia czarnym tłem, ponadprzeciętną dźwięcznością i nieznaczną ale wyczuwalną echowością, budującą trzeci wymiar przestrzenny.

Słuchawki są wyjątkowo wygodne - idealene na długie odsłuchy.

Słuchawki są wyjątkowo wygodne – idealene na długie odsłuchy.

W efekcie dostajemy coś na wzór poprawionych, mających wyższą kulturę techniczną Beyerdynamic DT 990. Brzmienia nie aż tak naprężone, ale z wyczuwalnym napięciem powierzchniowym i doskonale uformowane, mające wyraźnie zdefiniowaną powierzchnię i wyrazisty kontur. Bez przesadzania z tym, ale na tyle dobitnie, by wrażenie ładu i dostojeństwa stało się oczywiste. Mamy przeto do czynienia z dźwiękiem w znakomicie skrojonym garniturze a nie swetrze i sztruksowych spodniach. Dźwiękiem z klasą, sznytem i elegancją w wyglądzie i ruchach, a nie takim luźnym, kumpelskim, poklepującym po plecach. Zachowującym pewien dystans – rodzaj trzymania się w ryzach i kanon dobrego wychowania. Nie z emocjami całymi na wierzchu i przytulną pieszczotą, tylko z pewną rezerwą, a tym samym budzeniem szacunku i respektu. To jest treściwe i mocne granie o pełnej przejrzystości, nieznacznym pogłosie i na szerokiej skali brzmieniowej, lecz takie trochę jak zbroja a nie jak jak ciepłe gacie. I styl ten, styl chłodnawej, lekko usztywnionej rezerwy o efektownej, pociągającej swym dostojeństwem formie, był znacznie wyraźniejszy z kablem przydanym samym TH610, natomiast kabel od TH900 ocieplał go, zmiękczał, dawał większe rozwibrowanie i większą muzykalność. Redukował nieco dostojeństwo, przybliżając prezentację do słuchacza i zastępując w sporym stopniu naprężone szablony dźwiękowe muzyczną porywczością i ruchliwszą spontanicznością.

Na tle tego NightHawk zagrały wyraźnie bliżej, bardziej miękko, cieplej, bez naprężenia i z odczuwalną obecnością medium a nie w krystalicznej czystości. Także mniej nieco echowo, co szczególnie mnie zaskoczyło, aczkolwiek to że cieplej także było zaskakujące. Przywykłem bowiem postrzegać je jako raczej nostalgiczne, szarawe i ze sporym pogłosem, a tu tymczasem…. Ale właśnie kabel od TH900 zbliżał obie prezentacje, odejmując TH610 naprężenia, ocieplając je i zmiękczając. Także zmniejszając echowość a dodając do przekazu medium, chociaż wszystkie te cechy plus bliskość do słuchacza u NightHawk były wydatniejsze. Obie prezentacje wypadły zatem przy lepszym kablu dość podobnie, ale z oczywistymi różnicami. U NightHawk pierwszy plan bliżej a źródła dźwięku większe i bardziej napierające. I druga ważna różnica – u NightHawk pasmo bardziej zwarte i mocniej zaakcentowany jego środek, a u TH610 soprany, środek i bas bardziej są oddzielone i udział skrajów pasma w przekazie procentowo większy, mocniej akcentowany. Z kolei medium zdecydowanie mniej obecne, chociaż z kablem od TH900 już nie tak bardzo.

Jakość wykonania również stroi na najwyższym poziomie.

Jakość wykonania również stroi na najwyższym poziomie.

Fostex TH610 vs Fostex TH900 Mk II

W odróżnieniu od dość mimo pewnych podobieństw skomplikowanej sytuacji porównawczej pomiędzy TH-610 a NightHawk porównanie flagowych i wiceflagowych Fostex na sprzęcie przenośnym nie nastręczyło opisowego problemu. Można je ująć w ten sposób, że TH900 grały jakby pomnożyć przez dwa różnicę pojawiającą się po zastosowaniu ich kabla u TH610. Jeszcze, bliżej, jeszcze namiętniej, jeszcze cieplej, w jeszcze większym muzycznym wirze. Nie aż tak blisko i bez tak dużych źródeł jak u NightHawk, ale blisko, dość ciepło i całkiem namiętnie. Bez poczucia dystansu, naprężenia, obcości czy dostojeństwa. Płynąca z gracją muzyka, wolna od utwardzania, usztywniania, z bardzo nieznaczną echowością. Bardziej spontaniczna a mniej trzymana w ryzach. Jak para tańcząca rocka and rolla a nie kręcąca wiedeńskiego walca. To brało się zarówno z większej elastyczności jak i większej obfitości szczegółów oraz wszelkich niuansów. I miało to dobrą stronę, bo dźwięk TH900 był bardziej złożony i obfity, ale także mniej dobrą, ponieważ mniej był uporządkowany. Można to ująć w ten sposób, że muzyka od TH610 miała więcej jednoznaczności i ascetycznego piękna, podczas gdy ta od TH900 bardziej była miriadą wszędobylskich drobin i przy swej wyższej temperaturze bardziej buzowała.

Odsłuch: Przy komputerze

Ciekawostka - długi kabel wykożystuje wtyczki znane z Sennheiserów HD 600/650.

Ciekawostka – długi kabel wykożystuje wtyczki znane z Sennheiserów HD 600/650.

   Ayon Sigma i Ayon HA-3 plus nowy interkonekt Sulka za zwariowane pieniądze (18 tys. PLN!), wspierane kablem USB ifi Gemini z iUSB 3.0. Taki system, a jakie brzmienie?

Fostex TH610 vs AudioQuest NightHawk

W ujęciu tego sprzętu wyraźniej zaznaczyła się różnica poprzednio także dobrze widoczna – NightHawk bardziej operowały średnim zakresem i były mniej pogłosowe. I teraz, w zależności od gatunku muzyki, to albo to było lepsze. Muzyka rozrywkowa optowała za NightHawk, będąc bardziej w ich wydaniu namiętną i bezpośrednią, a elektroniczna za TH610, ukazującymi ją jako bardziej tajemniczą, przestrzenną i niezwykłą. Na większej scenie, z mocno odczutą echowością i wraz z tym mocniejszym udziałem otoczenia a mniejszym pierwszego planu. Rock wypadł raczej remisowo. Cieplejszy, bliższy i bardziej pobudzony emocjonalnie u NightHawk, a chłodniejszy, bardziej stawiający na porządek i rozdzielczość u TH610.

U wiceflagowych Fostex więcej się pojawiało sopranów, a przez to dźwięk nieznacznie miały cieńszy i lżejszy; u NightHawk przede wszystkim szedł dźwięk środkiem i gęsto, przy czym u obu popisywał się mocnym basem – u TH610 wyraźnie twardszym. (Testowałem, gdyby ktoś pytał, między innymi na TransylvaniaRunning Free i Phantom of the Opera Iron Maiden.) Flamenco też do wyboru: w uporządkowanej i twardszej formie od T610, lub bardziej miękkiej, plastycznej i pełnej od NightHawk. W obu wypadkach z dobrze oddaną fakturą na styku deska-obcas, czyli pomimo większej u Fostex ilości sopranów bez uciekania przez nie w sam trzask. Analogiczne różnice pokazały się w pozostałych gatunkach muzycznych, czyli na przykład orkiestra u NightHawk bardziej zgęszczona i przez to potężniejsza, a u TH610 bardziej sopranowa, uporządkowana, przestrzenna – bardzo dzięki tej przestrzenności efektowna.

Fostex TH610 vs Fostex TH900 Mk II

Na tym samym materiale symfonicznym (przesławna III cz. Symfonii Praskiej Mozarta pod von Karajanem z Berlińczykami) flagowe Fostex udowodniły swą wyższość. Już sam szum podkładu był u nich wyraźniejszy, a w ślad za tym żywsze medium i ogólnie wyraźnie więcej informacji. Muzyka żywsza, bardziej zwinna, a nie tylko dostojnie uporządkowana. Lepsze też ukazanie wnętrz poprzez większą ilość odbić i lepsze wypełnianie dźwiękiem całości. I to samo w każdym kolejnym gatunku muzycznym. Więcej szczegółów, lepsza plastyka, żywsza przestrzeń, większy muzyczny szał. Flagowce brzmią żywiej i namiętniej, nie ma co do tego wątpliwości. Natomiast większa ilość niesionych przez nie informacji prędzej może swym wielkim natłokiem zmęczyć. (Ilość bitów na sekundę niesionych przez TH900 jest niemal tak wielka jak u Stax SR-009.)

Pozostaje pytanie - ile warte jest brzmienie kolejnych słuchawek z tego przedzaiłu cenowego.

Pozostaje pytanie – ile warte jest brzmienie kolejnych słuchawek z tego przedziału cenowego?

TH900 Mk II to na pewno słuchawki lepsze technicznie, toteż poszukiwaczy lepszości poniżej modelu flagowego spotka kolejny zawód. Trzeba jednak oddać szacunek TH610; ich prostszy, bardziej zwięzły przekaz wyjątkowo jest atrakcyjny. Nie męczy nadmiarem, a podobnie efektowny; efektowny naprawdę.

Odsłuch: Przy odtwarzaczu

Jak się okazało, TH-610 nie ustępują wiele nawet szczytowym słuchawkom Fostexa!

Jak się okazało, TH610 nie ustępują wiele nawet szczytowym, trzy razy droższym flagowcom swej firmy!

   Przy odtwarzaczu użyłem wzmacniacza słuchawkowego Fostex HP-V8, który jego słuchawkom jest wszak dedykowany. Znów jednak z dodatkiem lamp innych niż oryginalne – sterujących E88CC Valvo i odpowiedzialnych za moc Sophia 300B Classic.

To zwyczajowo wieńczące odsłuchy miejsce analiz zwykle poświęcam głównie przedmiotowi recenzji a nie porównaniom, tym razem jednak właśnie tu szczególnie porównywałem, chcąc wyrobić sobie pogląd ostateczny; nie tylko dlatego, że tak w recenzjach wypada i po to one są, ale z dwóch jeszcze względów. Obu z tej samej beczki cudzych opinii, ale z przeciwnych jej krańców. Z bieguna negacji, wyrażonej przez angielski periodyk What HiFi, który podsumowująco o TH-610 napisał:  Don’t be fooled by their good looks, these headphones don’t quite come up to scratch. (Luźno tłumacząc – nie daj się zwieść wyglądowi, są do bani.) I bieguna aprobaty, wyrażonej przez Karola w sposób możliwie najdosadniejszy – aktem zakupu.

Powiem tak: nie unikam opinii o cudzych opiniach i bywa, że wyrażam się na ich temat mało oględnie, a teraz nadszedł moment, by wyrazić się nieoględnie w sposób szczególnie mocny. Panom z What HiFi kompletnie się porąbało. Powypisywali jakieś głupoty o przewalonym basie i szczypiących sopranach oraz ogólnym braku przenikliwości. Słuchałem tych TH-610 w towarzystwie nie tylko TH900 i NightHawk, ale też Ether Flow C i Crosszone CZ-1. Z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że są to słuchawki pierwszorzędne.

Odnośnie przytoczonych wad. Faktem jest, że soprany się u nich wyraźnie zaznaczają, natomiast w żadnym wypadku nie szczypią. Być może dzieje się tak przed wygrzaniem (tym razem sam nie wygrzewałem) albo z jakimś dziadowskim sprzętem, ale w normalnych warunkach nigdy. Nie są te soprany cofnięte, wyraźnie się eksponują, no ale to chyba dobrze, nie? W prawdziwej muzyce też słychać je nie najgorzej, czy może się mylę? Jest ich w przekazie TH610 dużo ale w sam raz. W sam raz by poczuć ich obecność i by przyczyniły się do całościowego piękna. Tak – piękna – ponieważ w odpowiednim torze te słuchawki grają pięknie. Druga sprawa – bas. Wcale go nie jest za dużo. Tak jak soprany wyraźnie zaznacza obecność i jest przy tym z gatunku twardszych a jednocześnie rozdzielczych, niemniej podobnie jak w przypadku sopranów nie jest przesadny i tak jak one ma wkład do piękna. Świetnie wybija rytm i potrafi w muzyce elektronicznej tworzyć pulsujące basową nutą efektowne przestrzenie.

TH-610 co prawda stawiają na inny typ prezencji...

TH610 stawiają na inny typ prezencji…

Przy wzmacniaczu HP-V8 znakomicie się to udawało i budowało silnie oddziałujące na emocje atmosfery niezwykłych muzycznych obrazów. I rzecz może w tym wszystkim najważniejsza, znakomicie wychodząca na tle porównań ze słuchawkami za siedem, dziewięć i czternaście tysięcy. Są te Fostex TH610 znakomicie zorganizowane wewnętrznie. Mam na myśli wyważenie proporcji pomiędzy szczegółowością, muzykalnością, brzmieniowym ładem i ogólną predyspozycją do piękna, rozumianego przede wszystkim jako zdolność angażowania słuchacza. Tak jak już napisałem, flagowe TH900 przekazują więcej informacji. Mniej ta informacyjna nawała narzucała się u zamkniętych Ether, które operują bardzo masywnym dźwiękiem z dużych źródeł (podobnie jak NightHawk), co redukuje poczucie szczegółowości. (Mogą być odbierane jako super szczegółowe, ale z kablem Kimbera za 800 dolarów.) Z kolei Crosszone to inny świat i tam ilość informacji jest największa, ale nie poprzez zalew detali i wibrującą planktonem przestrzeń, tylko multiplikację źródeł i ich wzajemnych relacji.

Do czego zmierzam, otóż na tle tamtych TH610 wyjątkowo właśnie były wyważone. Nie przesadzały ze szczegółami, nie koncentrowały na nich uwagi. Podobnie nieco do Crosszone, choć z konieczności w skromniejszej formie, narzucały poczucie scenicznego ładu i koncentrowały się na rzeczach najważniejszych. A zatem gdy śpiewał sopran, to nie najważniejsze było, że suknia tej pani szeleści a ona otoczona jest chmurą dźwiękowych drobin produkowanych przez drgania termiczne powietrza otaczającego mikrofon oraz szum własny płyty czy taśmy, tylko najważniejszy był jej głos i to co śpiewa. To zaś bazowało na takiej rozwartości pasma, rozdzielczości, melodyjności i całościowym porządku, by doskonale dało się odczuć piękno przy braku zmęczenia zbyteczną ilością brzmieniowej addycji, która dla muzycznego przekazu jest bardziej szumem niż nim samym. Innymi słowy, czerpiąc z zasobu pojęciowego teorii informacji, nie wykazywały TH610 redundancji, skupiając się przede wszystkim na tym co ważne. Dzięki temu właśnie pojawiało się w nich odczucie piękna i ładu przy braku zmęczenia. I jeśli coś w związku z tym im wytykać, to nie brak przenikliwości, ale może nadmierną skłonność do porządkowania. Bowiem muzyka jest także tym, co nazywam czasami wirem. Nie wirem planktonu, który tak dosadnie potrafią ukazać TH900 i Stax SR-009, tylko wirem nakładających się brzmień – ich wzajemnymi wpływami, nakładaniem się, zasłanianiem jednych przez drugie – całościowym współbrzmieniem nie w separacji a złożeniu.

...lecz jest on na tyle spójny i bliski muzyki, że nie pozostaje nic innego jak gorąco je polecić!

…lecz na tyle spójny i bliski muzyki, że nie pozostaje nic innego jak gorąco je polecić!

Ideałem brzmieniowym pośród słuchawek są pod tym względem AKG K1000, a takie NightHawk umieją to oddać lepiej od TH610. To jednak równocześnie musi być włożone w całościowy porządek; muzyka nie może być tylko wirem, tak samo jak nie może być tylko zbiorem osobnych, nie współgrających źródeł. Wzdłuż tej osi ukazuje się największa różnica pomiędzy NightHawk a TH610, konkurentami w tym samym przedziale cenowym. Pierwsze stawiają bardziej na wir, drugie na ład. Pierwsze są bardziej spontaniczne, bliskie, rozwirowane; drugie uporządkowane, rozseparowane i zrównoważone. I tak jak napisałem wcześniej, przy odtwarzaniu komputerowym: w zależności od gatunku muzyki to lub to będzie bardziej pasowało. Natomiast mówić, że TH610 są do niczego i przed nimi przestrzegać, to kompletny nonsens. To jedna z najgłupszych rzeczy jakie kiedykolwiek w recenzjach audio czytałem.

Oczywiście można woleć większe, bliższe, bardziej miękkie, masywniejsze i bardziej nakładające się dźwięki NightHawk, pojawiające się w mocno odczuwalnym i też gęstym medium. Można woleć wyżyłowaną szczegółowość TH900 pośród miriad drobinek, także operującą bardziej zmiękczonym brzmieniem plus wtrącanie sopranów do środka pasma, czego TH610 nigdy nie robią. Można woleć uspokojoną i operującą jaśniejszym światłem przestrzenność Beyerdynamic Amiron Home, które od TH610 grają zdecydowanie łagodniej i z nastawieniem na relaks a nie dosadność i ekscytację. Wszakże nonsensem byłoby twierdzić, że TH610 to nie są świetne słuchawki. A już szczególnie do muzyki elektronicznej i wszelkiej bazującej na dużych przestrzeniach, jak operowa czy symfoniczna. Fantastycznie potrafią obsługiwać takie brzmienia, ukazując je niezwykle efektownie a bez sztuczności i efekciarstwa. To szkoła dźwięku uporządkowanego i lekko naprężonego, podawanego z lekkim dystansem do pierwszego planu i dzięki temu pozwalającego uzyskać szerszy, bardziej całościowy kontekst. Rozległą perspektywę i dobrą separację źródeł. Dźwięku jednocześnie zasobnego w swoistości i różnorodne smaki, dzięki czemu głosy się indywidualizują a nie ujednolicają. Dochodzi do tego świetne operowanie pogłosem, równowaga całego pasma – bez wycofania na skrajach ale też bez przesady – oraz nie mieszanie sopranów do średnicy i nie podbarwianie wszystkiego basem. Świetny rytm, dobra szybkość i odpowiednio długie podtrzymanie dźwięku. To nie są wprawdzie najwyższe z możliwych słuchawkowe wzloty i nie kandydat na słuchawkowego mistrza świata, ale na pewno bardzo mocny konkurent słuchawek z przedziału 2-4 tys. PLN. Absolutnie nikogo nie będę przestrzegał; przeciwnie, będę zachęcał. Mocna rekomendacja.

Podsumowanie

Fostex TH-610 HiFi Philosophy017   Napisawszy powyższe sprowadziłem podsumowanie do nudnych powtórzeń, ale taka ich rola i nic nie poradzę. A zatem raz jeszcze: słuchawki są materiałowo wyszukane i eleganckie z wyglądu, pod jego względem konkurencję z pobliża cenowego przewyższając. Są też zamknięte, a zatem do sprzętu przenośnego przy swej czułości i impedancji pasujące. Kabel na dodatek mają odpinany, są lekkie i bardzo wygodne. Co jeszcze ważniejsze, brzmieniowo są wyważone, potrafiące ukazać piękno bez męczenia słuchacza nadmiarem pobocznych zjawisk. Koncentrują się na tym co najistotniejsze i szczególnie udanie potrafią organizować muzykę dużych przestrzeni. Zawsze ich brzmieniu towarzyszy porządek i dobre nasycenie brzmieniowym indywidualizmem, a nieznaczne naprężenie dodaje im powagi i jeszcze poprawia rozdzielczość, przy braku ocieplenia potęgując realizm. Nie obdarzają słuchacza najbliższym z możliwych kontaktem z muzyką, nie rzucają mu wykonawców na szyję; toteż nie jest to gorąca samba w roznegliżowanych, bajecznie kolorowych tropikach, tylko prędzej pokazowa Preußens Gloria na wielkim placu i w majestacie tryumfu. Nie zagrożą też zbiorem odtwórczych talentów takim tuzom jak Sennheiser HD 800S czy Final Sonorous VIII, ale to kawał rzetelnej słuchawkowej roboty w wykonaniu co się zowie fachowców, uczciwie w dodatku jak na dzisiejsze standardy wyceniony.

 

W punktach:

Zalety

  • Całe pasmo wyrównane brzmieniowo.
  • Pełna ekspozycja na jego skrajach i naturalnie brzmiąca, zindywidualizowana średnica.
  • Mocne soprany nie są przesadnie ofensywne ani dokuczliwe tylko naturalnie uzupełniają przekaz podnosząc jego realizm.
  • Podobnie bas jest mocny ale nieprzesadny, niczego nie podbarwiający.
  • Całe brzmienie raczej twardsze niż miękkie i lekko naprężone, co wpływa na dostojeństwo i podnosi efektowność.
  • Średnia odległość od pierwszego planu i szeroki, całościowy ogląd sceny znakomicie sprawdzają się w muzyce dużych obszarów.
  • Mocne wrażenie ładu, powodowane przez porządkującą separację źródeł.
  • Dobra muzykalność, zwłaszcza jak na dźwięk dosyć twardy i naprężony.
  • Wybitna predyspozycja do przekazywania piękna.
  • Koncentrowanie się na muzyce a nie na zjawiskach pobocznych.
  • Nie ocieplają i nie schładzają. (Co można oczywiście wedle gustu regulować okablowaniem.)
  • Naturalne światło i ciemne, gęste tła.
  • Znakomite operowanie pogłosem.
  • Rytm, energia, szybkość.
  • Zaangażowanie w przekaz – żadnego złagodzenia.
  • Wyjątkowo czyste, transparentne medium.
  • Dobrze wypadają na tle konkurencji.
  • Nie wymagają drogiego towarzystwa – dobrze brzmią nawet ze smartfona.
  • Lekkie.
  • Bardzo wygodne.
  • Elegancki, stonowany a jednocześnie szykowny wygląd drewnianych muszel.
  • Przetworniki Tesla.
  • Biodynowa membrana.
  • Łatwe do napędzania.
  • Zamknięta konstrukcja predysponuje do sprzętu przenośnego.
  • Odpinany, długi, lekki i elastyczny kabel.
  • Skórzane etui przenośne.
  • Rozsądna cena.
  • Made in Japan.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • W komplecie brak krótszego kabla.
  • Długo się wygrzewają.

Sprzęt  do testu dostarczyła firma: MIP

Dane techniczne Fostex TH610:

  • Słuchawki dynamiczne o budowie zamkniętej.
  • Muszle z czarnego orzecha amerykańskiego.
  • Pady: wysokogatunkowa sztuczna skóra na bazie sztucznego białka.
  • Przetwornik: 50 mm, biodynowy (biocelulozowy).
  • Impedancja: 25 Ω.
  • Czułość: 98 dB.
  • Maksymalna moc wejściowa: 1,800 mW.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 45 kHz.
  • Długość kabla: 3m HiFC
  • Wtyk: Jack stereo 6,3 mm, pozłacany.
  • Wtyk słuchawkowy: 2 pinowy, rodowany.
  • Waga:  375 g (bez kabla).
  • Cena 2499 PLN

 

System:

  • Źródła: Cowon P1 Plenue, PC, Restek EPOS+.
  • Przetwornik: Ayon Sigma.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Ayon HA-3, Fostex HP-V8.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio), Crosszone CZ-1, Fostex TH-610 & TH-900, MrSpeakers Ether Flow C.
  • Interkonekty: Sulek 6×9 Audio RCA, Tara Labs Air1.
  • Kabel USB: ifi Gemini + iUSB3.0.
  • Kable zasilające: Acoustic Revive Triple C, Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One.

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

22 komentarzy w “Recenzja: Fostex TH610

  1. piter pisze:

    Z recenzji odnoszę wrażenie że dźwiękowo to ta sama półka co Focal Elear ?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Z grubsza rzecz biorąc tak. Elear przy dobrej amplifikacji nieco bardziej realistyczny, bezpośredni. Ale takiej naprawdę wybitnej.

  2. Michał pisze:

    Ta zdolność do porządkowania to chyba cecha powszechna z T1, prawda?

    A jak wygląda sprawa z wielkością sceny? Eleary grają naprawdę intymnie z tego co było mi dane przeczytać. A jak sprawa wygląda z TH610?

    Zabrakło mi też odniesienia do W1000Z. Niby są o całe 800 zł od nich droższe, ale to moim zdaniem nadal ta sama półka cenowa.

    PS. Za parę dni u mnie zagości Phast :)

    1. PIotr Ryka pisze:

      T1 od TH610 grają bardziej echowo, ale w taki zawoalowany, trudny do rozgryzienia sposób. Holografię mają lepszą, natomiast wielkość sceny podobną. Szczegółowość u T1 bardziej się eksponuje, podobnie jak u wzmiankowanej Audio-Techniki, która od TH-610 ma jeszcze mniejsze źródła dźwięku i szersze plenery. Jeżeli wystawiać oceny na podstawie samej szczegółowości, to W1000Z są lepsze, ale moim zdaniem lepsze całościowo nie są. Sam wolałbym TH610.

      Odnośnie Elear, to na pewno potrafią stworzyć bardziej intymny kontakt ze słuchaczem niż TH610 i ogólnie są doskonalsze technicznie, ale do wykazania tego potrzeba naprawdę wybitnego toru.

  3. PIotr Ryka pisze:

    To już nie pierwszy raz taka historia, więc straciłem w końcu cierpliwość. To co się wypisuje o słuchawkach Fostex TH610 i tej recenzji na forum Mp3store to są całe pęczki nonsensów. Jakieś „unikanie”, „ratowanie”, „jak ognia” i temu podobne brednie. Ogólna degradacja forów to tak nawiasem smutne zjawisko. Wiem, że zgodnie z regułą Kopernika gorszy pieniądz wypiera lepszy a nie odwrotnie (jak uprzejmy był palnąć niedawno któryś redaktor z telewizora), ale zachowania klanowe i megalomania większości piszących są doprawdy żałosne. Ci ludzie coś odreagowują? Mają problemy z wyważaniem opinii? Czują się niedowartościowani? Drodzy moi domyślni, jak chcecie coś wiedzieć, to zapytajcie tutaj, a nie snujcie bzdurnych teorii. Słuchawki Fostex TH610 nie grają V i mają dobrą, bogatą, ciekawą średnicę. Wystarczy porządny odtwarzacz przenośny żeby to stwierdzić, nie potrzeba nawet lampowego wzmacniacza. Wokale wypadają na nich bardzo dobrze i pisząc „piękno” miałem na myśli także je. Dotarło?

    1. Stefan pisze:

      Piotrze nie powinieneś oceniać całego forum przez pryzmat jednego czy też kilku użytkowników,
      to mimo wszystko większa grupa różnorodnych ludzi.

      1. PIotr Ryka pisze:

        Tak, niewątpliwie, źle się wyraziłem. Powinienem był napisać niektórzy a nie większość. Z drugiej jednak strony idiotyzmy tam nagminnie wypisywane nie spotykają się z krytyką tylko traktowane są jako norma. Już zdążyli napisać, że napisałem dobrą recenzję Fostexów, bo mi się to opłacało. A tymczasem grosza za to nie wziąłem i nie zamierzam. I tak się bredzi, pluje, oczernia, wydziwia i snuje bezpodstawne domysły – tak żeby się jakoś kręciło, bo fajnie jest sobie pogadać i bezkarnie kogoś obrzucić błotem. Humor się od tego polepsza.

        1. Stefan pisze:

          Bo w internecie każdy jest odważny, trudniej jest stanąć twarzą w twarz.

  4. fon pisze:

    Chodzi mi po głowie zastąpienie kabla NH kablem od tych Fostexów ewentualnie od 900mk2 co Piotrze o tym sądzisz.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Miałem sygnały, że AudioQuest zaproponuje bądź już zaproponował lepszy kabel do NH. Trzeba o to zapytać. Kabla od TH610 raczej bym nie polecał, te od TH900 (symetryczny i zwykły) są do kupienia w Mp3Store, ale jaka jest ich relacja jakościowa względem oryginalnego z NH, tego nie wiem. Chyba lepszy od obu jest kabel DUM z MrSpeakers – ten z całą pewnością jest wysokiej klasy. W USA kosztuje 200 dol, nie wiem ile u nas. (Też Mp3Store). No i koszty przeróbki. Skomplikowane to wszystko.

  5. Andrzej pisze:

    Bardzo dobra recenzja tych niewątpliwie nieprzeciętnych słuchawek 😉 w zupełności się zgadzam.

    Zastanawiam się nad zakupem do TH-610 kabla od Forza Audioworks, a mianowicie Noir HPC mk2 w czystej miedzi – chodzi mi o uzyskanie nieco bardziej ocieplonego, muzykalnego przekazu i złagodzenia tej twardości i naprężenia, o których Pan napisał. Ma to sens? Pozdrawiam ciepło! / A.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Noir HPC wydaje się dobrym pomysłem. Skoro poprawia HD 800, to tym bardziej powinien TH610. Dobrze byłoby przed zakupem sprawdzić, ale z tym przeważnie jest problem.

      1. Andrzej pisze:

        Cena kabla nie jest z kosmosu, więc można zaryzykować 😉 Dzięki za odpowiedź! / A.

        1. AAAFNRAA pisze:

          Napisz do Mateusza, szybko odpisuje i doradza, w końcu to jego kable i wie o nich wszystko :)

  6. fon pisze:

    U mnie w pierwszym momencie kabel symetryczny do NH z Audeosa wywołał pozytywne wrażenie ale z czasem czegoś zaczynało brakować,było za miękko ,delikatnie,mniej detalicznie,w porównaniu do oryginału,nie wiem jak grają kable z Forzy,ale takie splecienie w warkoczyk occ o ile to jest occ według mnie odstaje od pożądnie zrobionych kabli w jenej izolacji,cardas na swojej stronie ciekawie to opisuje i pokazuje na you tube jak oddziałują na siebie przewodzące żyły,dobry kabel widać ciężko tak sobie zrobić.

  7. Soundman pisze:

    Ciekawa byłaby bitwa między TH610 a D7200,który krewniak okazałby się lepszy?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Ciekawa, ale coś załatwianie D7200 ciężko idzie. Miały już być, a wciąż nie ma.

  8. Patryk pisze:

    Ostatnio zamowilem kabel do AKG812. „LAVRICABLES”. Musze powiedziec, ze pierwszy raz w zyciu uslyszalem pozytywna roznice ,przez co kabel bardzo polecam. Nastepna rzecza bedzie kupno kabla LAVRICABLES do mojego FinalAudio VI oraz NH.
    Cena kabli to 225USD, ale wierzcie mi: sa naprawde warte kazdego centa.

    Patryk.

    1. fon pisze:

      Jak kupisz do NH to się pochwal jak się spisuje

      1. Patryk pisze:

        Dam napewno znac, ale to potrwa jeszcze troche.

  9. gość44 pisze:

    Panie Redaktorze,
    po pierwsze dziękuję za recenzję TH610.
    Szukam słuchawek zamkniętych w zbliżonej cenie i z opisu te Fostexy chyba by się „nadały”. No ale życie nie jest takie proste – podobają mi się także AT A100Z. Jak żyć … a właściwie jak wybrać …

    No i teraz po drugie.
    Taki wniosek racjonalizatorski – chodzi o jakiś ranking słuchawek na stronie „filozofia hifi”. Ja wiem, że recenzenci na słowo ranking dostają drgawek, na ale on by się przydał.

    Nie chodzi o jakieś punkty z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku. Wystarczyłyby KLASY dźwięku – A, B, C czy 1, 2, 3 a w nich słuchawki w porządku alfabetycznym.

    Wydaje mi się, że klasę dźwięku da się określić. Poza tym to wszystko jest przecież tylko zabawą – zabawą bo w ostateczności decyduje nasz GUST i SMAK muzyczny.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Zrobię kiedyś takie zestawienie, ale nie według jakości tylko cen i brzmieniowego stylu. Już kiedyś pisałem, że nie podejmuję się określić czy lepsze są na przykład Grado GS1000, AKG K812, Beyerdynamic T1, czy Sennheiser HD 800. I tak jest w wielu przypadkach. Kwestia gustu a nie obiektywnej oceny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy