Recenzja: Focal Clear

   Francuski Focal, sławny producent głośnikowych kolumn, produkcją słuchawek parał się od jakiegoś czasu (dokładnie od 2012 roku), ale początkowo raczej marginalnie, czy może należałoby powiedzieć: uzupełniająco; tak żeby nikt się nie czepiał, że oni tylko głośniki. Nie zmieniało to faktu, że pochodzące z tamtego okresu Focal Spirit Classic były słuchawkami wysokiego poziomu, mogącymi się naprawdę podobać, ale dopiero rok 2016 wytycza datę przełomową – moment wzięcia się przez firmę z Saint-Étienne za słuchawki na ostro. Efektem trzy modele: popularny, ambitny i popisowy, z których dwa ostatnie już testowałem i oba świetnie wypadły. I nie tylko w mojej opinii, wszyscy uznali ten debiut za udany, a sam Focal, niesiony własnym sukcesem, doszedł prędko do wniosku, że jego oferta ma lukę. Bo te ambitne Elear, to rząd czterech tysięcy, a popisowa Utopia siedemnastu, co rzeczywiście czyni wyrwę i w ten szeroki margines wjechały Focal Clear. Wjechały w roku zeszłym i zrazu z wyższą ceną, lecz ostatecznie ukształtowaną na poziomie sześciu i pół tysiąca. A to klasyczny przedział słuchawek high-endowych, z takimi liderami jak Sennheiser HD 800S, czy Fostex TH900.

Nie chce mi się powtarzać śpiewki o słuchawkowej nawale, niemniej po raz kolejny zmuszony jestem wyrazić zdumienie ilością proponowanych. Rynek musi być nieprzeciętnie głęboki, by unieść taką ofertę, a przecież trzeba brać pod uwagę, że tworzą go sami mężczyźni. Co nie oznacza, że płeć piękna i słuchawki stanowią zbiory rozłączne; znaczy jedynie, że Panie widzą ten rynek inaczej. Do przyjaciela-audiofila córka zwróciła się z prośbą: – Tato, kup mi słuchawki. – Jakie byś chciała? – Białe. Więc high-end słuchawkowy po tamtej stronie przegrany, choć jedna Pani z Krakowa ma Sennheisera Orpheusa i słyszałem też o dwóch takich, które w pewnym salonie zaopatrzyły się w drogie. Niemniej to na samczych uszach słuchawkowy high-end się trzyma i właśnie dołożył nową porcję, słuchawki Focal Clear. 

Wygląd, budowa, ergonomia

Niby „Clear”, a jakiś czarniawy.

   Nazwa „Clear” znaczy jasność, a także czystość i rozpogodzenie. Dwa ostatnie przymioty odnieść proponuję do brzmienia, a pierwszy do wyglądu. Słuchawki są rzeczywiście jasne, konkretnie jasnopopielate ze srebrzystymi akcentami firmowych znaków na muszlach. Usytuowanych nie całkiem centralnie, przesuniętych wyraźnie do przodu, w następstwie tego, że te muszle bynajmniej okrągłe ani też płaskie nie są. By lepiej pasowały do kształtu ucha są jajowato podłużne i jajowato wypukłe, a poprzez wyprofilowanie chwytaków odgięte do wewnątrz ku tyłowi, tak by uwzględniać kształt głowy. Przy jednoczesnym przesunięciu przetworników właśnie wyraźnie do przodu i odpowiednim ich ukątowaniu, tak żeby dźwięk się jak najlepiej na małżowinach usznych rozpraszał. To wszystko wprost przeniesiono z modeli Elear i Utopia, z dopasowaniem jedynie jakości surowców do ceny i kolorystyki do nazwy.

Zacznijmy od surowców. Płacący za słuchawki koło sześciu tysięcy chcą być mile łechtani jakością, i tu się tak wydarzy. Poczynając od dziurkowanej mikrofibry, z której wykonane zostały pady. Mięciutkie, wypełnione pianką z pamięcią kształtu i super przyjemne w dotyku, kojarzą się z luksusowymi rękawiczkami albo siedzeniami w najdroższych limuzynach. Wraz z identycznym wyścieleniem pałąka po stronie wewnętrznej tworzą obszar komfortu na najwyższym poziomie, że istna rozkosz nosić i nic nie będzie doskwierał ciężar prawie pół kilograma. Z kolei obszar regulacyjny to wzorzec często spotykany, oparty o karbowane prowadnice wchodzące w głąb pałąka plus elastyczność tegoż. Muszle są więc bez obrotnic, ale zadany im profil wraz ze sporą skrętnością konstrukcji w zupełności je zastępuje, a karbowana regulacja działa o wiele lepiej niż ma to miejsce u Beyerdynamic T1 (szarpanina) czy w ostatnio recenzowanych Sundarach (też). Chodzą te prowadnice lekko i trzymanie jest pewne, a przy tym pozwalają się punkt po punkcie bez wysiłku skalować, że nic nie można do tego dorzucić poza znowu pochwałą. Niemniej – muszę to odnotować – pałąk w szczytowych Utopiach nie jest z aluminium a z kompozytu węglowego, dzięki czemu jest jeszcze bardziej elastyczny i staje się wraz z tym jeszcze wygodniej, bo mniejszy jest nacisk boczny.

Wygląd, nazwany „jasnym”, oparto głównie o srebrzysto popielatą siateczkę, stanowiącą okrywy zewnętrzne muszli, ozdobione, jak już wspomniałem, firmowym znakiem w otoczce grubego, metalowego pierścienia. A wszystko pięknie wytoczone i misternie splecione, że znów tylko pochwalić. Między siatką okrywy a dziurkowanymi padami jest dość szeroki rant z tworzywa w kolorze ciemnego srebra (sądząc po temperaturze dotykowej nie jest to żaden metal). W nim osadzono trzpienie chwytaków i tam znajdują się gniazdka dla kabla.

Ale w środku faktycznie.

To wtyki na mały jack, znaczone małymi literkami, które dość trudno odszyfrować bez okularów lub dobrych oczu, więc kolor znaczyłby lepiej. W tym miejscu do ekstremalnej wygody oraz szlachetnego wyglądu dołącza pozytyw kolejny – kable w komplecie są trzy i wszystkie dość porządne. Wszystkie tak samo średnio grube z miedzi 24AWG OFC, z których dwa dłuższe (trzymetrowe) mają na końcach duży jack jeden i symetryczny 4-pin drugi, a krótszy – półtorametrowy – niesymetrycznego małego jacka. Wszystkie są z lekka sztywnawe i całkiem bez sprężystości, wszystkie też o kształcie spłaszczonym i w popielatym, bawełnianym oplocie zdobionym gęstym, czarnym prążkowaniem.

Opakowanie to spore pudło lakierowane na czerń matową z rozjaśniającą przymieszką satyny, a w środku na sztorc włożone płaskie pudełko z tymi trzema kablami i w popielatym melanżu utrzymane sztywne etui brezentowe ze słuchawkami. Zmyślnie dość wyprofilowane i ze zmyślnym uchwytem, który za sprawą ukośności zapobiegnie trącaniu o nogi przy noszeniu. I jeszcze jako uzupełnienie miękka, czarna ściereczka, że można coś przeczyścić, ale chyba nie uszy.

Zajrzyjmy do wnętrza muszli, które mają być wedle konstrukcyjnych założeń jak najbardziej otwarte – nic nie tłumiące dźwięku. Czają się w nich przetworniki, tak samo jak u tańszych Elear i u droższych Utopii mające 40-milimetrową membranę o typowym dla głośników kolumnowych profilu anty-odkształceniowym M-Shape. Różnica między modelami polega więc na czym innym: u tańszych Elear cewkę nawinięto drutem aluminiowym, podczas gdy u Clear miedzianym, przy czym jedne i drugie mają wspomnianą membranę z magnezowo-aluminiowego spieku, co je zasadniczo odróżnia od topowych Utopii, w których jest cała z berylu. To bardzo kosztowna różnica, zarówno w odniesieniu do samego surowca, jak i jego niezwykle trudnej obróbki, dlatego duży przeskok cenowy nie powinien nikogo zdumiewać. Poza tym flagowe Utopie mają kabel co prawda pojedynczy, ale za to czterometrowy i z lepszej gatunkowo miedzi; na technologiczny dodatek mocowany poprzez profesjonalne wtyki lemo, a nie zwyklejsze małe jacki. Także wspomniany pałąk z kompozytu i pady z prawdziwej skóry oraz dodatkowe krzyżaki usztywniające na zewnętrznych pokrywach muszli. W efekcie cięższe są o 40 gramów i impedancję mają wyższą – 80 a nie 55 Ω. Czułość natomiast taką samą – 104 dB, natomiast pasmo przenoszenia na górnym skraju zdecydowanie szersze – aż 80 kHz naprzeciw 28 kHz. (W materiałach na stronie Focal Polska błędnie przypisano Utopiom 50 kHz.) Plus zniekształcenia THD o odrobinę mniejsze – 0,2%, a nie 0,25%.

Jasnopopielate słuchawki.

Gdy chodzi o sumowanie wyglądu, to między środkowymi Clear a niższymi Elear jest wyraźniejsza różnica, niż pomiędzy modelem środkowym a flagowym. Albowiem Clear są tak eleganckie i surowcowo tak wyszukane, że przebić się wyraźnie ich nie da, nie ma na rynku takich słuchawek. Szczególnie jakość padów daje prawdziwy popis jakościowy, że większość konkurencji może tylko zazdrościć. (Te skórzane z Utopii nie prezentują się lepiej.) Ale i cewka w środku jest specjalnej jakości, bo już we wcześniejszych recenzjach pisałem o niej, że jest wyjątkowo potężna, a przy tym wyjątkowo lekka. W efekcie odpowiedź impulsowa błyskawiczna i duża dynamika, a sztywne i lekkie membrany wspierane M-profilem powinny zapewniać bogactwo informacji przy niskich zniekształceniach. Więc strony ergonomiczna i estetyczna już oznaczone piętnem sukcesu, a brzmieniowa dobrze się zapowiada i tylko zostaje sprawdzić. Po sukcesach analogicznych konstrukcyjnie Elear i Utopii trudno by nas zawiodła, ale konkretnych właściwości nie da się przecież zgadnąć.

Odsłuch: Aparatura przenośna

O wyrafinowanym wyglądzie i nadzwyczajnej jakości padach.

Z Astell & Kern AK380

Zacząłem od rasowego DAP-a, bo raz, że tak dyktuje moda, dwa, że w komplecie słuchawek ten krótszy dla aparatury przenośnej kabel, stanowiący jasną sugestię. DAP-a rasowego tak maksymalnie, flagowego Astella, który przy skuteczności badanych nauszników 104 dB powinien dawać popisy nawet bez dodatkowego wzmacniacza. I do porównania dwie pary słuchawek też jak najbardziej odpowiednich dla sprzętu przenośnego oraz z analogią cenową – otwarte MrSpeakers z kablem symetrycznym na mały jack oraz zamknięte Fostex TH900 poprzez przejściówkę z symetrycznego 4-pin na niesymetryczny mały jack.

Zacząłem od TH900, które zagrały wyjątkowo spokojnie, elegancko, przestrzennie i gładko. Bez żadnego podkręcania muzycznych treści sopranami i niepotrzebnej akceleracji basowej. Nad wyraz efektowny spokój i wyjątkowo miłe dla ucha utrafienie w tonację, poprzez bardzo nieznaczne jej obniżenie. Także leciutko przyciemnione światło i przede wszystkim ta całościowa elegancja oraz tonacja miła. Żadnych oznak sztucznej pogłosowości (a przecież one tak często), gładź jedwabista i urok, że naprawdę wybornie, a już zwłaszcza jak na granie przez dwie przejściówki. (Najpierw na duży jack, potem jeszcze na mały.)

Następnie wziąłem się za trudniejsze do napędzenia planarne MrSpeakers, ale trudniejsze nie jakoś specjalnie, bo dzięki symetrycznemu złączu mogły korzystać z dual mono. I tu zaskoczenie, gdyż te słuchawki są znane z gładkości, a tu tymczasem grały nieco bardziej nerwowo; tak bardziej w manierze poszukiwań. Mniej gładko, bardziej szeleszcząco i z gruzełkami tekstur widoczniejszymi, przy sopranach troszkę bardziej nerwowych i całościowo mniej przyjemnym odbiorze. Ale jeśli się lubi kęs ekscytacji i brzmienie trochę pdrasowane, to to było akurat. Bo jakość pierwszorzędna – piękna głębia, ciemne, nasycone kolory, potężna też jak na DAP bez zewnętrznego wzmacniacza dynamika, a wokal nieobojętny, emocjonalnie zaangażowany. Bardzo czytelne przy tym dalsze plany, poprawiające wizualizację i całościowy odbiór, a plan pierwszy bliski, angażujący, przenikający słuchaczowi w duszę. Basu kawał, soprany z trzecim wymiarem i bez zbytecznej agresji a mocne, i środek substancjalny, dożylny, uczuciowy.

Naprawdę!

I teraz, po tym podwójnym rozbiegu, nadeszły tytułowe Clear z ich krótszym, oryginalnym kablem. I na ich tle dopiero okazało się, że Focale grały bardziej górą i dołem, a środek minimalnie wycofywały; w bardzo przyjemny sposób nasycając go z jednej strony brzmieniową elegancją, a z drugiej minimalną obojętnością gładzi. Nie narzucały się z uczuciami, wolały mniej się angażować, ale to czasem działa silniej od zaangażowania, budząc większe zaciekawienie. Poza tym ich wokale brzmiały najniżej i śladu nie miały sopranowej przymieszki, podczas gdy MrSpeakers wyczuwalną, chociaż niczego nie psującą. A Clear mniejszą od nich, ale mimo wszystko powodującą wyższy głos niż Fosteksów. Japońskie i francuskie słuchawki grały bardzo podobnie w sensie gładkiej spójności i braku nerwowych poszukiwań, niemniej wyraźnie można było usłyszeć, że środek pasma u Clear jest nieco wyższy, a nacisk na oba skraje z kolei mają mniejszy. Bas u Focali i MrSpeakers nieznacznie bardziej dominował, za to u Clear lepiej się wiązał z resztą i także nisko schodził. Soprany ich były minimalnie bardziej echowe, a przez to ładnie podkreślające trzeci wymiar, a zarazem nieco mniej agresywne i się eksponujące niż u MrSpeakers.

Ogólnie zaś trzy brzmienia podobne i na podobnym poziomie z niewielkimi przesunięciami akcentów. I oczywiście w tej sytuacji konieczność przywykania, ale nie jakaś duża. Kilka minut i dane słuchawki już w pełni przekonywały. Dla tego tekstu najważniejsze są jednak Focal Clear więc ich zdecydowanie dłużej słuchałem, brnąc głównie poprzez gęsty materiał plikowy. I piękne zaiste brzmienia w oparciu o rozciągnięte pasmo i mocno odczuwaną przestrzeń. Zarówno soprany instrumentów dętych, jak i bas kotłów oraz ludzkie głosy miały imponującą objętość, która wyraźnie dominowała przekaz. Do tego absolutna czystość medium i odpowiednia dawka materii, więc śladu odchudzenia. Na dalszym etapie porównań ustaliłem też większy udział w przypadku Fosteksów budowania przestrzenności pogłosem, co się wyraźnie ujawniło dopiero po dłuższym słuchaniu Focali i przejściu na Fosteksy. W tak ujętym kontekście głosy u Clear wydały mi się bardziej autentyczne i jednocześnie pośrednie pomiędzy lekko wycofanymi u słuchawek japońskich a mocno zaangażowanymi u amerykańskich.

Zaangażowanie u Clear wyraźnie jednak się wzmogło wraz z przejściem z kabla oryginalnego na przewód Tonalium, który zaoferował szersze pasmo, większe właśnie zaangażowanie i lepszą szczegółowość. Bardzo teraz Focale i MrSpeakers zagrały podobnie, ale u tych ostatnich za bardzo czuć było pogłos jako obcą przymieszkę, a u Focali nie. Wszystkich więc po kolei postanowiłem dłuższą chwilę słuchać bez mieszania sobie w głowie szybkimi przejściami, i w rezultacie doszedłem do wniosku, że Focale grają najnaturalniej. Nie tak się narzucały jak MrSpeakers, a mniej były uwodzicielsko obojętne od Fosteksów (to poprzez najcelniejsze utrafienie w naturalną tonację). Nie podwyższały nerwowo głosów i nie obniżały ich pogłębiająco, tylko dawały je jakimi są – i to mi się najbardziej podobało.

Zasobne w trzy dopasowane kolorystycznie przewody.

Najlepiej też operowały pogłosem, w całości używając go do subtelnego powiększania objętości brzmieniowej, tak żeby trzeci wymiar się zjawiał, a pogłosu zdawało się nie być. Można jednak powiedzieć, że każde z porównywanych po dłuższym słuchaniu przyzwyczajały do siebie słuchacza i wypadały o wiele lepiej niż w pierwszych sekundach po przejściu z innych. Niemniej wrażenie najbardziej prawidłowo postawionego dźwięku u Focal Clear z kablem Tonalium mnie już nie opuściło. Mniej podbijane skraje, najlepiej utrafione ludzkie głosy i najnaturalniej podawana przestrzeń składały się na największą dawkę autentyzmu, choć dla wolących obniżanie głosów Fosteksy pewnie byłyby lepsze, mimo że mniej prawdziwe.

Odsłuch: Sprzęt stacjonarny

I eleganckie zdobienia.

Z przetwornikiem Norma i Ayon HA-3

Rzadko kiedy się zdarza, tak jak tu się zdarzyło, by odsłuch z inną aparaturą powtarzał słowo w słowo wcześniejsze ustalenia. Sprawę odsłuchu trzech par badanych ze wzmacniaczem Ayona i przetwornikiem Normy mógłbym skwitować krótką frazą: „to samo jeszcze raz”. Ponownie Fosteksy grały przyjemnie obniżonym, spokojnym, niewysilonym środkiem w oprawie strzelistych sopranów i potężnego basu; ponownie otwarte MrSpeakers (dlatego wolę zamknięte) były najbardziej z trzech krzykliwe, a nowe słuchawki Focala najprawdziwsze. Ponieważ z najlepiej związanym pasmem, najlepiej uchwyconą wysokością głosów, najlepiej komponującym się z przestrzenią pogłosem i całkowitym brakiem przesady. Na odpowiednich próbkach gęstych plików wyraźnie było słychać, jak Fosteksy sztucznie pogłębiają brzmienia i podbijają bas. Brzmiało to  efektownie, ale ewidentnie było „zrobione”. Normalne gitary nie są tak akustyczne, a wiolonczele tak bliskie kontrabasom. Soprany zaś tak świergotliwe, tak srebrne i tak odizolowane. Z kolei u otwartych MrSpeakers wciąż dawała o sobie znać sopranowa przymieszka średniego zakresu, powodująca irytację. Coś jakby w tle sopranowa neonówka, nie żeby jakoś szczególnie drażniąca, ale jednak troszeczkę. Wyłącznie tonacyjnie, bo samo brzmienie gładkie, ale tak już niestety mam z sobą, że jak tylko trochę soprany się denaturalizują, to zaraz mi przeszkadza. Zamknięta wersja tego nie ma, ale otwarta ciutkę mnie skubie i dlatego ją zwykle odkładam. Tym razem chciałem jednak porównywać do otwartych otwarte i wyszło na to, że znów Focal Clear wypadły przyjemniej od MrSpeakers, a prawdziwiej od Fostex TH900.

W muzyce elektronicznej za dobrze aż było słychać, jak Fosteksy roziskrzają górę i basem masują przesadnie na tle spójniejszym pasmem grających Clear, nie usiłujących się tak popisywać. Mniej migotliwych i mniej pomrukujących, za to spójniej obrazujących przestrzeń. I to zarówno tę bezpośrednią – dźwiękową – jak i tą podsuwaną oczom jako scena przez wyobraźnię. Oczywiście można woleć przesadę, zwłaszcza jak ta Fosteksów efektowną, ale prawdziwość ma własny walor, walor niepodważalny. Przy czym MrSpeakers nie odstawały, też słuchało się fantastycznie; jarzyły tylko nieznacznie sopranami i przesadzały troszkę z pogłosem. No i bas też miały podbity, cokolwiek jak equalizą oderwany od pasma. Ale w sumie piękna dźwiękowa robota, super efektowne popisy. I bez porównań naprawdę trudno byłoby powyłapywać różnice, ale tu trzeba przyznać Focal Clear, że są bardzo dobrym probierzem. Autentyzm mają w genach, grają wiernie i z niczym nie przesadzają. Zachowują poprawność tonalną i wstrzemięźliwość popisową. Prawda o dźwięku u nich na pierwszym miejscu, a zjednywanie słuchacza efektem gdzieś dalej. Co w stopniu najmniejszym nie oznacza, że mniej są efektowne. Gładkość, spójność, realizm, unikanie przesady – to wszystko realizują na analogicznym technicznym poziomie jak inni najlepsi w tym przedziale cenowym. Wyraźność, czystość, dynamika, szczegółowość – to wszystko pierwsza klasa, a dobór światła i tonacji wysuwające przed stawkę. Z kablem własnym są minimalnie relaksujące, bardzo gładkie, spokojne, mniej brzmieniowo uderzające, a z Tonalium bardziej były poszukujące, różnicujące tekstury, wyciągające szczegóły i szerszym, bardziej zróżnicowanym operujące pasmem.

Oraz wszystko wyjaśniający napis.

Na koniec tego etapu chciałbym raz jeszcze nawiązać do budowania przestrzeni. Fosteksy ją powiększały pogłosem, nasycały echami, przetaczały się po niej potężnym basem i roziskrzały ją sopranami. Stawała się wielka, tęskna oraz szczególnie tajemnicza, ale taka trochę kinowa, nieprawdziwa przesadą. Z kolei MrSpeakers starały się ją wzbogacić. Najmocniej słychać było u nich szum podkładu, szczegóły najbardziej były eksponowane, najmocniejsza reż gra światłocieniem, a jednocześnie piękna, cokolwiek melancholijna melodyjność i poprzez nią też tajemniczość. Trochę dorzuconego echa, żadnego ocieplenia (ciekawe) i dominanta wyraźności, ale bez rozjaśnienia – przeciwnie. Plastyczne oświetlenie, ale same przedmioty jakby trochę z własnym, wewnętrznym światłem, jakby z minimalną fosforyzacją. A więc też trochę jak w kinie, jak ze zwiększoną saturacją. I znów bardzo efektownie – ta przestrzeń żywa, nadprzeciętnie bogata, mająca własny, mocno oddziałujący na wsłuchanego w jej odgłosy klimat. I na tym tle Focal Clear. Mniej efektów specjalnych a więcej realizmu. Spójne brzmienie i naturalne światło budowało ich przestrzeń jako najbardziej prawdziwą a nie jakąś magiczną. Bez kinowego efektu, bardziej jak w rzeczywistym plenerze. Nie sztucznie oddalony horyzont i nie specjalne światło, tylko prawdziwy pejzaż. Dosłownie się czuło, że ten obraz bardziej się materializuje – jest prawdziwszy, pozbawiony pięknej, ale jednak sztuczności. Że oddziałuje siłą naturalną, a nie efektownych dodatków.

 

Z Ayon CD-35 HF Edition i ASL Twin-Head

Na ostatnim etapie badawczym użyłem toru opartego o płyty a nie pliki. I ponownie o wzmacniacz lampowy na triodach 45ʼ, ale bardziej rozbudowany i droższy. A przy okazji inne słuchawkowe porównanie, do jeszcze większego klasyka. Do szczególnie dobrze pasujących do tego drogiego wzmacniacza Sennheiser HD 800, tak samo jak Focal Clear wyposażonych w kabel Tonalium i kosztujących podobnie. Więc różnica jedynie w samych słuchawkach, ale trochę niesprawiedliwa, bo dwuczęściowy ASL faworyzuje wyższą impedancję. Lecz gdzie sprawiedliwości szukać? Nie masz jej nigdzie, nie masz… Za to na deser, jako zwieńczenie, kolejne porównanie – jeszcze bardziej niesprawiedliwe, bo z o wiele droższą Utopią.

Zacznę jednak od innej przymiarki – od skonfrontowania kabli; różnicy między Focal Clear z kablem oryginalnym, zakończonym 4-pinem, a identycznie zakończonym Tonalium. Porównania, które może się przydać wcale nie dlatego, że usiłuję promować Tonalium. Jako ofertę możemy go pominąć, chodzi jedynie o lepszy kabel w ogóle. Takim pierwotnie miał być oferowany przez samego dystrybutora Atlas, ale się cały sprzedał, a nowy będzie nieprędko. To też są znakomite kable, na AVS to udowodniały z Utopią, a tutaj Tonalium to zastępstwo mające pokazać, co się z takimi lepszymi dzieje. A podziało się sporo i same dobre rzeczy. Dźwięk ściemniał, nabrał inspirującej tajemniczości, ale to ewentualnie można kontestować, aczkolwiek jaśniejszy, nieco szarawy (jak sam ten oryginalny kabel), mniej także pod względem wybarwienia mi odpowiadał. Ważniejsze jednak rzeczy inne. A z nich przede wszystkim ta, że Tonalium w tej bardziej tajemniczej atmosferze bardziej wyciągał dźwięki z tła. Poczucie obecności konkretnej wyraźnie się wraz z nim wzmagało, zyskując skutkiem bogatszej treści i wyraźności konturów. Także sopranów wciąż dobrze osadzonych, ale teraz dźwięczniejszych i wyżej sięgających, przy jednocześnie lepszej objętości. Usuwających znudzenie, podniecających słuchacza. Do tego bas nie tyle większy w sensie objętości czy mocy, co dłużej brzmieniowo podtrzymywany i z lepszą organizacją wewnętrzną, że przykładowo basso continuo kontrabasu po prostu bardziej prawdziwe.

Całość bardzo jest ładna i świetna gatunkowo.

Ale jeszcze ważniejsze to, że prawdziwsze wokale. Bardziej złożone, lepiej też ukonkretnione w sensie przypisania do miejsca na scenie, a jednocześnie bardziej autentyczne i żywe – bardziej słuchacza poruszające. Dające wyraźnie mocniejszą obecność, poczucie bezpośredniego kontaktu z wykonawcą. Ale już z kablem oryginalnym zaznaczało się to, co jest tych słuchawek największą zaletą – odczucie prawdziwości. Tak samo jak przy komputerze i wcześniej z odtwarzaczem przenośnym rysowała się szczególna umiejętność wizualizacji muzycznej prawdy. Niezaburzonej chwytami pod publiczkę, próbami sztucznego podkręcania atmosfery. Zamiast tego spokojna prawdziwość, a jednocześnie autentyzmem fascynująca. Dająca też wytchnienie korektą względem tych, którzy dźwięk „robią”. To mi się podobało – było szczere i godne uznania. Można oczywiście woleć popisy akrobatów w połyskliwych kostiumach, ale dobrze zrealizowana i lubiana muzyka zupełnie tego nie wymaga. A dla kogoś wrażliwego na punkcie realizacyjnej poprawności może być nawet odstręczające. Sam nie jestem purystą – nie przeszkadza mi bas podbity (byle do siebie się ograniczał), ani nie rażą zbyt grasejujące wokale (o ile tylko nie sybilują), niemniej autentyzm od Focal Clear wywarł bardzo pozytywne wrażenie. To była duża porcja pozytywu, zwłaszcza że bez śladu nudziarstwa. Ani trochę nie stawało się poprzez ten autentyzm mniej ciekawie, może nawet ciekawiej.

Odsłuch: Sprzęt stacjonarny

Co widać i co słychać.

   Przejdźmy do porównania z Sennheiser HD 800, czyli, było nie było, referencją. Ugruntowana pozycja lidera wśród producentów, niczym ampicylina pośród antybiotyków: lek słuchawkowy pierwszego rzutu przy problemach z uszami.

Odnośnie samej postaci brzmienia wyskoczyła jedna różnica istotna, mianowicie tonację HD 800 miały wyższą, a to poprzez wyraźnie większy udział sopranów i wraz z tym więcej podekscytowania. Oklaski bardziej ekspresyjne, trzaskające; wokale wyższe i bardziej rozedrgane; szum nagraniowego podkładu mocniejszy – więcej obecności tła i więcej wysokich wibracji. Przy czym jedna i druga prezentacja bez możliwości odniesienia do stanu faktycznego wydawała się jednakowo prawdziwa. Ciut niższa tonacyjnie i spokojniejsza u Clear, trochę bardziej rozmigotana u Sennheiser – obie przywoływały silny realizm i obie się podobały. A kiedy poddałem to analizie, szybko doszedłem do wniosku, że obie mają plusy i minusy. U Clear soprany jednak okazywały się zbyt spokojne, można powiedzieć niedociśnięte, a u HD 800 za mało pod nimi  było substancji i poprzez to były zbyt krzykliwe. Więc gdyby jedno z drugim połączyć – zachować tę migotliwość, ale resztę pasma dociążyć i obniżyć – to by była pożądana synteza i dopiero pełna prawdziwość. Przy czym nie ma co czepiać się toru, bo ten był wyjątkowo wyśrubowany.

Flagowy odtwarzacz Ayona jest jednym z najlepszych na świecie, wzmacniacza słuchawkowego lepszego niż własny nie słyszałem, a interkonekt Sulka 6×9 wyjątkowo obfity informacyjnie, wyważony i prawdomówny. Żadne z porównywanych nie mogły więc wymigiwać się opowiastką o potrzebie korekty toru, chociaż można zakładać, że dający mocniejsze nasycenie i jeszcze większą ogładę Siltech Triple Crown pomógłby Sennheiserom, a wyjątkowo migotliwy, lśniący i szczegółowy Acoustic Zen Absolute Copper wsparłby udanie wiceflagowe Focale. To jednak tylko domysły, a w porównaniu było jak było: Focale troszkę za spokojne, a Sennheisery za nerwowe. Pierwsze mające lepsze wypełnienie, drugie lepszą sopranową ekstensję, przy czym jedno i drugie z ciekawym przełożeniem na scenę i dość zaskakującym.

Bo przywykliśmy uważać scenę Sennheiser HD 800 za wyjątkowo wielką i tym realistyczną, co zresztą było założeniem producenta, który się rezultatem szczyci. I tu oczywiście taka się scena zjawiła, ale w kontekście Focal Clear dwie przy okazji sprawy. Pierwsza, że za tą imponującą wielkością stały przede wszystkim niosące się w dal soprany; i druga, że to nie zawsze dawało najlepszy rezultat. Bo jak się okazało w przypadku kilku nagrań, to wprawdzie dawało poczucie wielkości i otwartości, ale nie zawsze lepszą holografię. Czucie przestrzennej separacji planów, obrazowanie relacji bliższe-dalsze, u Focal Clear bazujące bardziej na substancjalnych różnicach niższych rejestrów, było przeważnie lepsze. Niekoniecznie w muzyce elektronicznej, gdzie scena jest całkowicie sztuczna, ale w przypadku prawdziwych orkiestr, chórów i jazzowych zespołów tę stronę Clear ukazały lepszą. Też dającą poczucie dali, w dodatku bardziej wieloplanowe.

Wprawdzie bez łun sopranowych (potrafiących się nawet mieszać do basu i poprawiać jego ekstensję), ale z mocniejszym doznaniem osadzenia w przestrzeni obrazującej translacyjne relacje obiektów. W sumie wypadło zatem na remis – coś u jednych było lepsze, coś u drugich; nie można tego natomiast odnieść do kolejnego obiektu porównań, do flagowych dla Focala Utopii.

Pewnie i z tym wzmacniaczem, lecz nie był próbowany.

Już z AVS, gdzie lista obecności obejmowała szerokie spektrum najlepszych, wyszedłem z przekonaniem, że te Utopie (grające tam z kablem Atlasa) i Final D8000 to para zwycięzców. Tu natomiast – grając stety-niestety z własnym kablem, o którym zakładam, że jest od Atlasa słabszy, ale mimo to niezły – jednoznacznie wykazały wyższość nad drugimi w szeregu Clear i dawną referencją Sennheisera. I to właśnie na wspomnianej zasadzie syntezy, dodatkowo silnie wspieranej większym bogactwem i zróżnicowaniem brzmienia. Bo można powiedzieć w ten sposób: jeden i drugi skraj pasma Utopiie ciągnęły mocniej i jednocześnie piękniej. Ich niższe zejście basu poparte było lepszym obrazowaniem przestrzennym, większą złożonością wewnętrzną oraz wyraźnie dłuższym podtrzymaniem; i to samo w odniesieniu do sopranów – zdecydowanie wyżej sięgających, bardziej trójwymiarowych i bardziej wewnętrznie złożonych. Przechodzących przez więcej gradacji, mających większą objętość, a także w odniesieniu do tych z Sennheiser HD 800 lepszą podstawę materialną. Dzwonienie bardziej dostojne, lepiej w całość ujęte, a przy tym z większą głębią dźwięku, a wraz z tym i głębią wyrazu. W ogóle o brzmieniu Utopii da się powiedzieć, że nie tylko jest bardziej rozciągnięte, bardziej zróżnicowane i bardziej objętościowe, ale też w objętości tej głębsze. Efektownie ściemnione i wyjątkowo głębokie, a przy tym ultra szczegółowe i ultra różnorodne. Niczym byś od liczb całkowitych przeszedł do rzeczywistych, że między dwiema wartościami pojawia się istotowa głębia. Cała plejada półtonów oddziela dwie wartości, które same są o wiele niż u tamtych względem siebie różniejsze, a każda ma więcej esencji i więcej objętości. Ogólnie biorąc lepsze granie, na jednoznacznie wyższym poziomie. Doznanie brzmieniowej różnorodności pośród świetnej całościowej harmonii nie aż na miarę najlepszych głośnikowych kolumn, ale jak na słuchawki genialne. A do tego się przestrzeń lepsza zjawiła, bo pisałem w tych Utopii recenzji, że stanowi najsłabszą stronę, lecz teraz tak nie było. Widać bardzo pomału się u nich przestrzeń klaruje, a chociaż finalnie nie jest miary Sony MDR-R10 czy AKG K1000, to nie stanowi słabostki, na tle HD 800 wypadła całkiem dobrze. Osadzona mocniej w realiach substancjalnego istnienia, tak samo jak u Clear dawała mocną holografię, dodatkowo wspieraną lepszą jakością brzmienia.

Podsumowanie

   Niektórzy utyskują, że sporządzając recenzje skupiam się zbytnio na porównaniach, a nie dość na przedmiocie. Wydaje mi się jednak, że zbiór izolowanych impresji pod wpływem słuchania danych słuchawek z sięganiem ewentualnie do wspomnień, nie może prawidłowo ich uplasować pośród plejady innych. Tak samo jak nie może patrzenie na wykresy, z których niektórzy lubią wyciągać najdalej idące wnioski, co najzwyczajniej jest bzdurą. Wykres wam nie podpowie sposobu prezentacji przestrzennej ani złożoności brzmieniowej. Tak samo jak wspomnienia w błąd wtrącą zasadniczy, bo sam porównując nieraz aż się wzdrygam pod wpływem zaskoczenia – różnicy między stanem oczekiwanym a faktycznym. Dlatego w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku na bazie licznych porównań mogę o Focal Clear wyrazić, że to słuchawki realistyczne o dobrym dopasowaniu do własnej strefy cenowej. Realistyczne na bazie spokoju i dobrej substancjalności, wolącej kłaść nacisk na wypełnienie niż sopranowe świergoty. Substancjalności przy tym bardziej jednolitej w przypadku oryginalnego kabla, takiej już zatrącającej o formę relaksacyjną, lecz niewątpliwie piękną. Dlatego lubiący smak pikantniejszy muzyki powinni raczej zostać przy tańszych Focal Elear, które są bardziej zadziorne, bardziej podkręcające atmosferę, żywsze. Mniej gładkie, wyrywniejsze, realistyczne inaczej. O bardziej szorstkich manierach i o mniej płynnych ruchach. Focal Clear to zaś realizm piękny a jednocześnie bez upiększeń. I bardziej dyskretny urok spokojnej elegancji popartej bogatą treścią. Treścią niskiego gdy trzeba basu, zawsze dobrego wypełnienia i gładkiej poetyki śpiewu bez sopranowych wtrętów.

Dopiero z lepszym kablem ten spokój się ożywia; dźwięki się bardziej różnicują, tekstury bardziej mrowią, kontrasty stają mocniejsze. Brzmienie ciemnieje, wzmaga dźwięczność i jednocześnie głębię. Tak będzie zapewne z każdym lepszym kablem przy pewnych nieznacznych różnicach. Więc Clear to spokój sopranowy i mocna treść substancjalna, dodatkowo poparta holografią i piękną spoistością pasma. To są niepoślednie atuty, słucha się znakomicie. A kiedy do tego chwilę przywykać, inne słuchawki stają się zbyt krzykliwe, pogłosowo spaczone, a niektóre wyzute z treści. Chyba że sięgnąć po Utopie, czy któreś inne naj-naj, za co niestety się słono płaci i nie ma od tego odstępstw. Focal Utopia to referencja, nawet z oryginalnym kablem; i wielce ciekaw jestem, jak zagrałyby u mnie na przykład z chwalonym pod niebiosa Kimber Axios, albo z tym swoim bardzo dobrym Atlasem.

W punktach:

Zalety

  • Piękno naturalności i spokoju.
  • Pasmo o jednolitym przebiegu.
  • Żadnego sopranowego jazgotu i sopranowych wtrętów.
  • Spokojne światło.
  • Pełna przejrzystość.
  • Wyraźne a pozbawione jaskrawości obrazowanie.
  • Dobra objętość dźwięków z sopranami włącznie.
  • Niskie zejście.
  • Poetycka średnica.
  • Całkowicie pozbawione agresji i nie dające odczucia braku soprany.
  • Silne poczucie obecności wykonawców i bliski z nimi kontakt.
  • Spójna a zarazem holograficzna scena.
  • Nie kameralna i nie ogromna – duża, ale bez prób sztucznego powiększania.
  • Znakomite operowanie pogłosem; dodające trzeciego wymiaru a nie powodujące obcości.
  • Pozbawione sopranowej przymieszki wokale brzmią bardzo naturalnie.
  • Spory potencjał ukryty, zjawiający się wraz z lepszym kablem.
  • Odpowiednie do każdej muzyki.
  • Chociaż rock bardzo brudny raczej dopiero z tym lepszym okablowaniem.
  • Do sprzętu przenośnego i stacjonarnego.
  • Czego wyrazem zaplecze w postaci trzech różnych przyzwoitego gatunku kabli.
  • Bez zarzutu wygodne, pomimo sporej wagi.
  • Doskonale zrealizowana regulacja pionowa.
  • Godne szczególnych pochwał pady z najwyższej klasy mikrofibry.
  • Ogólnie świetny wygląd w oparciu o gatunkowe surowce.
  • Membrany z magnezow-aluminiowego kompozytu.
  • Potężne, innowacyjne cewki z uzwojeniem miedzianym.
  • Dbająca o otwartość i prawidłowe ukierunkowanie dźwięku konstrukcja muszli.
  • Eleganckie opakowanie.
  • Producent o najwyższej renomie.
  • Sensowna relacja cena/jakość.
  • Polski dystrybutor. (Oferujący też lepsze kable.)

Wady i zastrzeżenia

  • Lepszy kabel daje jednak dużą poprawę.
  • Ale nawet z nim dystans jakościowy do flagowych Utopii pozostanie wyraźny, choć tylko w najwyższej klasy torze będzie to można w pełni odczuć.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: FNCE S.A.

Dane techniczne:

  • Słuchawki dynamiczne, wokółuszne, otwarte.
  • Impedancja: 55 Ω.
  • Czułość: 104 dB.
  • THD: 0,25%.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 28 kHz.
  • Waga bez kabla: 449 g.
  • Przetwornik: 1,6″ (40 mm) aluminiowo-magnezowy, kopułka o kształcie litery „M”.
  • Przewody: 3 m symetryczny XLR 4-pinowy; 3 m niesymetryczny 1/4″ gniazdo TRS; 1,2 m niesymetryczny 1/8″ gniazdo TRS; adapter jack 1/8″ do 1/4″.
  • Cena: 6499 PLN

System:

  • Źródła: Astell & Kern AK380, PC, Ayon CD-35 HF Edition.
  • Przetwornik dla PC: Norma DAC HS-01.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Ayon HA-3,
  • Słuchawki: Focal Clear & Utopkia, Fostex TH900 Mk2, MrSpeakers Ether Flow, Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium Audio).
  • Interkonekty: Sulek Audio 6 x 9 RCA.
  • ifi iOne z kablem iUSB3.0 oraz koaksjalnym Acoustic Zen Silver Bytes
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek Power.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Stopki antywibracyjne: Acoustic Revive RIQ-5010, Avatar Audio Nr1, Solid Tech Discs of Silence.
  • Listwy: Power Base High End, Sulek Audio.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

10 komentarzy w “Recenzja: Focal Clear

  1. Psychedelic Warrior napisał(a):

    Witam Panie Piotrze,

    Dziękuję za recenzję. Zgadzam się w zupełności, iż dopiero porównania z innymi słuchawkami i w konfigyracji z różnymi urządzeniami pozwalaja na prawdziwe zrozumienie ‚jestestwa’ danego urządzenia…

    Czy jest szansa na synergię recenzowanych Focali ze wzmacniaczem Phast? Słucham niestety (albo na szczęście) niemal wszystkich gatunków… Jak długo te słuchwaki się wygrzewają? Pytam, gdyż z racji miejsca zamieszkania muszę je zamówic online (a zatem będę miał 2 tygodnie na odsłuch).

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Jak długo się wygrzewają, tego niestety nie wiem, bo dostałem egzemplarz długo przez dystrybutora używany. Ale podejrzewam, że długo.

      Odnośnie PhaSta, to sprawdzę, bo właśnie w wersji top i z własnym przetwornikiem przyjechał po recenzję. Tylko może jutro, bo dziś mam inne pilności.

      Odpowiedz

  2. Patryk napisał(a):

    A wedlug pana Piotra; Final Pandora VI czy te Clear?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To zależy: jak chcemy żywiej i więcej góry, to Pandora; jak chcemy więcej wypełnienia i spokoju, to Clear.

  3. Mirek napisał(a):

    kiedy recenzja ATH-ADX5000?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Od polskiej dystrybucji otrzymałem informację, że będą je mieli dopiero w sierpniu. Dziwne, ale co począć?

  4. Patryk napisał(a):

    podobno bardzo dobre , czy ktos mial mozliwosc ich posluchac?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Jeżeli to odnosi się do flagowej Audio-Techniki, to potwierdzam. Bo słuchać, to jej słuchałem, tyle że przez chwilę na AVS.

  5. Psychedelic Warrior napisał(a):

    Witam Panie Piotrze, czy miał Pan możliwość sprawdzić jak ‚Cleary’ wspópracują z Phastem? Czy jest mariaż warty przetestowania?

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dobrze grają. Nie jest to może jakaś szczególna synergia, ale brzmienie wysokiego poziomu, bardzo satysfakcjonujące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy