Recenzja: Final Sonorous X

Final_Sonorous_X_010_HiFi Philosophy   W roku zeszłym, recenzując słuchawki Final Audio Design Pandora Hope VI, pozwoliłem sobie zauważyć, że ich nazwa jest cokolwiek przydługa, a w efekcie ciężkostrawna, co zapewne nie wpływa dobrze na akcję promocyjną i rozpoznawalność. Ktoś tego wysłuchał i nie tylko wymazał słowa Audio Design, ale jeszcze przeistoczył Pandorę Hope w Sonorous. To moim zdaniem cięcia idące ciut za daleko, bo Final Audio brzmiałoby sensowniej od samego Final, a Pandora Hope dźwięczniej niż Sonorous. Ale nie ja decyduję, tak więc recenzujemy FInal Sonorous X, a nie FInal Audio Pandora Hope X. Może zresztą i dobrze, bo marketing to nie moja specjalność.

Zwracając się ku historii, można przypomnieć, że słuchawki te były w formie prototypowej obecne na High End w Monachium jeszcze w 2014 roku, a wówczas konstrukcję miały odmienną, bo dwuprzetwornikową. Koniec końców stała się z tymi przetwornikami rzecz nieco osobliwa, jako że niższy model Pandora Hope VI zachował w wersji produkcyjnej dwa przetworniki z czasów prototypu, a oba modele wyższe – Sonorous VIII i X – mają teraz pojedyncze, a więc całkiem normalne. Na rynek wkraczają rok później, a ponieważ model VIII dopiero co opisałem, by sfinalizować finalnie sprawę Final Audio od góry, zostały nam jeszcze te flagowe „dziesiątki”.

Kawał to jest słuchawek, i to kawał pod każdym względem. Wyglądu, wagi, pieniędzy, specyfiki brzmienia, konstrukcji, opakowania. Tak to jest, jak ktoś dysponuje dużymi środkami i może sobie pozwolić. Firma Final Audio (bo tak a nie samym Final tytułuje się oficjalnie) – aczkolwiek mało, albo i wcale do zeszłego roku u nas znana, na rynku japońskim jest obecna od lat 70-tych i znaczy wiele. Zaliczyła multum projektów, w tym jedne z najdroższych kolumn głośnikowych jakie kiedykolwiek powstały (pół miliona dolarów za parę), ale tak naprawdę żyje z  jednego – ze słuchawek dokanałowych. Tych oferuje przeszło dwadzieścia modeli, a rynek Japoński łapczywie wszystkie je wchłania, jako że każdy niemal Japończyk w domu i na ulicy posługuje się słuchawkami dousznymi. Smartfon, słuchaweczki – i już lądujemy we własnym świecie, a ruch uliczny ani głos sąsiada zza cienkiej wobec możliwych trzęsień ścianki w japońskim bloku (obowiązkowo cienkiej) przestaje dokuczać. W efekcie Final Audio prosperuje niezgorzej, będąc na japońskim i nie tylko tamtym rynku dostawcą najszerszej gamy dokanałówek. Kilku poświęciłem recenzje i przyznać muszę, że firma wie jak je wykonać, zarówno co do klasy brzmienia jak i wyglądu. Niektóre to istne cacka i biżuteria użytkowa, chętnie kupowana przez osoby zamożne celem słuchania i się wyróżniania. A budżet firmy od tego pęcznieje i są pieniądze na R&D, czyli po naszemu rozwój i dopieszczenie. Jednym z tego przejawów słuchawki dla firmy najbardziej prestiżowe, czyli nasze tytułowe Sonorous X, już samą tylko ceną ściągające uwagę.

Wyczekałem się na nie, ale na koniec przybyły, dokładając kolejną perłę w sznurze najlepszych słuchawek świata. Pereł istniejących wprawdzie jedynie w opisie, a nie zamkniętych w gablocie rozpieranego dumą posiadacza, ale wszak i to cieszy.

Przejdźmy do konkretów.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

43 komentarzy w “Recenzja: Final Sonorous X

  1. Marecki napisał(a):

    Co w przygotowaniu?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Stirling Broadcast SB-88

      1. Marecki napisał(a):

        Zacne kolumny. Mam taką sugestie – Może by tak kiedyś zrobić recenzje mniej zacnych monitorów, ale za to z bardzo dobrym stosunkiem cena/jakość. Np. Indiana Line Diva 255 i może jakiś Pylon audio? Wiem że dużo sprzętów czeka,(markowych, legendarnych=ciekawszych)ale od czasu do czasu warto by sprawdzić co ciekawego słychać w budżetowym hi-fi. Oczywiście wszystko w ramach możliwości! 😉

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Na pewno warto pisać także o rzeczach z łatwo przystępnego budżetu. Pomyślimy.

  2. Patryk napisał(a):

    Ile procent od 1-100 przysluguje Pandorze Hope VI , a ile tym wlasnie przetestowanych przez pana ,jezeli chodzi o ogolny dzwiek?
    Patryk.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tego się w ten sposób nie da wycenić. Jeden powie 60, inny 85. Ale Pandora jest na tyle dobra, że to nie jest szokująca różnica. Nie ma takiej akustyki i takiej dynamiki, paletę barw ma trochę skromniejszą i mniej wypełnienia, no i nie tyle szczegółów. Ale o jakiejś deklasacji mowy nie ma. Żadne słuchawki na świecie nie są tak dobre, żeby rozwałkować Pandorę Hope VI.

      1. Patryk napisał(a):

        To brzmi bardzo dobrze.Potwierdza to tylko moja „dobra” decyzje zakupu Pandory VI.
        Roznica w cenie jest niesamowita,a pozwole sobie to przetlumaczyc na swoje procenty:
        Pandorka:85% (+-)
        Sonorous: 92%(+-)
        Patryk.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Pandora Hope VI i AudioQuest NughtHawk to słuchawki spośród high-endowych o najlepszym na rynku stosunku jakości do ceny.

          1. Marecki napisał(a):

            No jeszcze zostały te nieszczęsne Hifimany HE 400i do sprawdzenia 🙂

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Istotnie. Coś jeszcze pewnie by się znalazło.

          3. Maciej napisał(a):

            Hifimany HE400i bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Bardzo dobrze mi się ich słuchało, bardzo wygodne, bardzo fajne. Nie powalają przestrzenią, ale weź Pan doświadcz przestrzeni w chińskich orto 🙂

        2. Piotr Michalak napisał(a):

          Podobnie jak niżej piszę o Edition 5, nie można porównywać Sonorous 6 i X. Szóstka reprezentuje w moim odczuciu właśnie bardziej niemiecką szkołę grania, idzie w kierunku przestrzenności i analizy jak Edition 5 czy Beyerdynamic T1, może w nieco mniejszym stopniu. Sonorous X to zupełnie inna szkoła grania, są spokojniejsze, majestatyczne, wypełnione, muzykalne, mięsiste, przebogate brzmieniowo… Totalnie dwie różne słuchawki. To również hi-fi versus hi-end: X’y są oczywiście o wiele lepsze, jednak z jakiegoś powodu zakupiłem obie słuchawki. 6 mniej zobowiązują, są lekkie, nie męczą. X’y są ciężkie, ściskają czaszkę, mogą grzać, trzeba robić sobie od nich przerwy. Ale – dla takiego bogactwa brzmienia – naprawdę warto. 6 takiego bogactwa zdecydowanie nie mają, są to po prostu świetne słuchawki, jednak również charakterne. A, i mają pazur na wysokiej średnicy, jak mawia mój kolega, i więcej powietrza. Brak pazura i mało powietrza może w X’ach przeszkadzać i wymagać przyzwyczajenia, jeśli ktoś, tak jak ja, wychował się na Beyerdynamicach. Ale – ponownie – warto było.

          1. PIotr Ryka napisał(a):

            Dobrze byłoby móc zebrać całe to słuchawkowe towarzystwo na jakimś spotkaniu, wzbogaconym najlepiej o jeszcze inne elementy i dobrze zorganizowanym. Taki ogólnopolski słuchawkowy meeting. Może ktoś się podejmie od strony organizacyjnej?

          2. Piotr Michalak napisał(a):

            Ja zapraszam Pana Piotra do siebie nie po raz pierwszy, natomiast większe mityngi… lepiej skupić się na zarabianiu na kolejne słuchawki do kolekcji 🙂

  3. Piotr Ryka napisał(a):

    Coś może jeszcze wyjaśnię. Łatwo spostrzec, że nie zgadzają się opisy brzmienia Grado GS1000e napędzanych Lebenem CS300F z recenzji Sonorous VIII i X. Recenzje dzieli nieco czasu, a przez czas ów słuchawki nieustannie się wygrzewały i faktycznie sporo wygrzał. Poza tym inne były w obu przypadkach interkonekty. W recenzji Sonorous VIII użyto Sulka, a w Sonorous X Crystal Cable Absolute Dream.

  4. Maciej napisał(a):

    Za dużo tych Pandor, pogubiłem się która to która i która ma najlepszy stosunek jakość cena 🙂 Raz IV raz VI raz Final, raz Sonorous… Nic już nie wiem

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Najlepszy stosunek ma Final Audio Pandora Hope VI. I nie udawaj, że się zgubiłeś 🙂

      1. Maciej napisał(a):

        OK czyli jednak VI a nie IV – no to w VI będę celować odsłuchowo. Dzięki Piotr. Ale słuchawek multum i im młodszy producent tym więcej modeli wypuszcza.

        Słuchałem trochę EL8 otwartych, oj jak mnie rozczarowały… Jak mało co. Nie wiem po co Audeze zrobiło ten krok. Już mogli dobre dynamiki portable zrobić.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Pełna zgoda. Te słuchawki rozczarowują. Ale sama idea EL8 nie jest bez sensu, bo model zamknięty ze smartfonem Sony Xperia (tym najlepszym) gra fantastycznie i lepiej niż każde inne słuchawki. Prosto z telefonu brzmienie naprawdę wysokiej klasy.

  5. Soundman napisał(a):

    Zabrakło mi jednak w teście porównania Ultrasone 5 z tymi Sonorusami, w końcu obecnie najdroższe chyba słuchawki zamknięte. Które lepsze?
    Ciekaw jestem czy ergonomia poprawiona już w tych najdroższych modelach Final Audio, miałem Pandorę IV na odsłuch i wspominam je strasznie.
    Dźwiękowo jeszcze może być choć sposób prezencji sceny dosyć dziwny, ale ergonomia na ocenę 1.
    Uczucie jakbym miał na głowie imadło, pady mało głębokie, uszy dotykają ścianki przetwornika, twarde pady i pocące się uszy…
    Nie dla ludzi z dużymi głowami, mogą być używane jako maszyna tortur.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niestety, Ultrasonami Edition5 nie dysponuję. Mógłbym je pozyskać w zamian za AKG K1000, ale to byłby krok wstecz. Porównanie może się jednak odbędzie, bo są do niego przymiarki.

      Wygoda w wyższych modelach nie jest lepsza niż w Pandora Hope VI, które mnie pod względem wygody zupełnie wystarczały, ale wiele osób narzeka. Co do imadła, to wystarczy trochę rozgiąć pałąk. Prawdziwe imadło było w Ultrasone Edition9, ale także do rozgięcia.

      1. hechlok napisał(a):

        Miałem okazję krótko porównać je dzisiaj. Co prawda tylko na jednym utworze, ale wrażenia są takie, że Sonorusy mają lepszą od Edition5 scenę, szczególnie w zakresie głębi, cieplejsze brzmienie, przy pierwszym spotkaniu są atrakcyjniejsze. Edition5 są jednak klarowniejsze, mają lepszą separację i są bardziej analityczne. Ich nadzwyczajna holografia sprawia, że scena przestaje mieć znaczenie, bo dźwięki wiszą w powietrzu, jak w systemie głośnikowym – tu Pandory mają tradycyjnie większą, ale jednocześnie bardziej zamkniętą przestrzeń. Jeśli chodzi o ergonomię, to Ultrasone są dużo lżejsze. Podsumowując, były to jedyne słuchawki, z zestawu słyszanych dzisiaj (wszystkie Audeze, Oppo, HD800 i kilka innych), na które zamieniłbym Ed5 bez większego bólu, ale z drugiej strony, nie mam ochoty pozbywać się Ultrasone, żeby je koniecznie zdobyć.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Ciekawe spostrzeżenia. Na mnie głębia sceny u Sonorous X nie zrobiła wrażenia, choć się faktycznie zaznaczała, jednak w porównaniu do Grado GS1000 czy Sony MDR-R10 jest zdecydowanie mniejsza. Ale słuchawki całościowo są niezwykłe i z najwyższej półki – nie ma wątpliwości.

          A co je napędzało?

          1. hechlok napisał(a):

            Napędzał je CD Pathos i wzmacniacz Pathos – to było właśnie na tym słuchawkowym meetingu, także odsłuch w warunkach ciężkich – krótki i po przesłuchania 30 różnych sprzętów. Natomiast pierwsze wrażenie bardzo dobre – porównanie A/B z Edition 5 wypadło właśnie tak, że pojawiło się więcej głębi i ciepła, ale było mniej klarownie i jednak scena była kreowana tak bardziej tradycyjnie.

    2. Piotr Michalak napisał(a):

      Podobno pady w tańszych Sonorousach są twarde, NOWE pady w Sonorous 6 (Pandora to to samo) są mięciutkie i wygodne. Może na tamtym egzemplarzu były zużyte (już chyba czwarty komentarz piszę o zużytych padach, proszę o wybaczenie). Także warto powrócić do testów i upewnić się co do padów…

      Nie można porównywać Sonorous X do Edition 5. Posiadam obie słuchawki. Totalnie różne szkoły grania. Edition 5 można porównać do Beyerów T1 i innych analitycznych słuchawek. Nie ma wypełnienia średnicy. Są bardzo szybkie. X’y są majestatyczne, powolne, płyną muzykalnie, leją miód na uszy. Mają największe wypełnienie średnicy, jakie dotychczas w życiu słyszałem. Te słuchawki są swoją odwrotnością, jak ogień i woda.

  6. KonradObravo napisał(a):

    Jak one mają się w odniesieniu do obravo hamt-1 ? Jakby pan ocenił?
    Może za 2-3 lata będę się przymierzał do czegoś wyżej a bardzo podobały mi się pandory IV w odsłuchu z ibasso dx90 ?

    1. Patryk napisał(a):

      Kup sobie Fiio X5 z dodadkowym FiioE12 , a do tego Pandore HopeVI i bedziesz szczesliwy?
      To wlasnie moj zestaw odsluchowy poza moim glownym.
      Patryk.

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      oBravo to przede wszystkim potężny bas i masa problemów z jego ustawieniem. Z kolei Sonorous VIII i X z basem nie przesadzają i go nie eksponują. Eksponują akustykę i wielką złożoność brzmienia. Bez odsłuchu najbezpieczniejsze są do kupienia Ultrasone Edition5, ale komuś oBravo albo Sonorous mogą podobać sie bardziej. Z tym, że one są takie bardziej dla smakoszy, zwłaszcza oBravo. A tak w ogóle, to mam poczucie, że ani Ultrasone E5, ani Sonorous X nie poznałem do końca.

  7. Piotr Ryka napisał(a):

    I jak tam, był ktoś na tym słuchawkowym mitingu? Podobało się?

  8. kwiatek i szambo napisał(a):

    ja nie bylem .

  9. Piotr Ryka napisał(a):

    Sonorous X powróciły, tak więc gdyby ktoś z Ultrasone Edition5 wpadł, byłoby porównanie.

  10. Stefan napisał(a):

    No niestety trochę się pokomplikowało i nie dało rady mieć czas w Krakowie.
    Może w przyszłym tygodniu, ale to jeszcze nic pewnego.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      W przyszłym na pewno jeszcze będą.

  11. Piotr Michalak napisał(a):

    Zaskoczyła mnie ta recenzja, bo podchodziłem do słuchawek i grały dla mnie intymnie, przestrzenią zamkniętą, maleńką, były za mało szczegółowe i w zasadzie tragiczne – jakby model za tysiaka, nie za 20… może były nierozegrane, albo źródło nie to. Chciałbym mieć do nich drugie podejście, widząc Pańskie wnioski, po zapewne dłuższym odsłuchu.

    1. Piotr Michalak napisał(a):

      Update komentarza: oferowane w dystrybucji i na AVS 2016 dema Sonorous X miały zajechane, spłaszczone pady i przez to grały tragicznie. Obecnie dystrybutorzy już pady łaskawie wymienili i dobrze by było odsłuchać je ponownie. Różnica jest potężna, bo przestrzeni i góry nie było, a po zmianie padów jest, grały jak 100 zł, teraz grają… na poziomie swojej ceny. Tak 🙂

      1. Patryk napisał(a):

        Czesc Piotrze M: Sluchawki Final X sa dla mnie wspanialymi i wymarzonymi sluchawkami. Jedna rzecz jednak jest do wymiany po zakupie: PADY!
        Po zakupie Sonorous VI wymienilem odrazu na pady Shure 1540, ktore byly o wiele, wiele wygodniejsze,a malutki przetwornik nie ocieraj juz o uszy od srodka.
        Final X pady nie sa za wygodne na dluzszy czas i wiem, ze jezeli zdecyduje sie kiedys na Final X to wymienie w nich odrazu pady Final na pady Shure 1540. Polecam bardzo!

        Mysle, ze po wymianie nie beda graly inaczej.

        Magia Sonorousow VI tez sie nie zmienila po wymianie i czaruja nadal swoim dzwiekiem, ale X to inny styl grania (mimo to, ze maja podobny styl grania w pewnych kwestjach). Jak juz napisales Piotrze: „są majestatyczne, powolne, płyną muzykalnie, leją miód na uszy”. Widze to tak samo jak ty!!

        Patryk.

        1. Piotr Michalak napisał(a):

          Dziękuję Patryku za zainspirowanie mnie padami. Zamówiłem te od Shure 1540, dostałem też od Nobumasy z firmy Fonnex oryginalne, stare (nieprodukowane) pady od Pandora 6 (Sonorus 6).

          Ewidentnie jakość i charakter brzmienia tych wszystkich Sonorusów ogromnie się zmienia w zależności od użytych padów, toteż naprawdę warto dać tym słuchawkom drugą i trzecią szansę.

          W teście wzięły też udział T1 🙂

          Wnioski:

          – Pady Shure 1540 dają radę na Sonorusach X, ale jednak wyglądają trochę śmiesznie, nie pasują wizualnie. Na pewno są dużo wygodniejsze, miękkie, odsuwają słuchawkę od głowy i amortyzują ten półkilowy ciężar. Brzmią dobrze, jednak trochę gubią mi się w nich źródła dźwięków, nie wiem skąd dochodzą poszczególne instrumenty. Następuje więc lekkie zaburzenie przestrzeni. Pady zostały zdjęte i…

          – Przełożone na Sonorus 6 (Pandora 6), gdzie grają super! Nie mogę nic zarzucić. Wyglądają też dobrze, pasują wizualnie do słuchawki, nawet bardzo – fajnie ją (patrząc od przodu) pogrubiają. Nic dodać nic ująć, można brać zamiast padów fabrycznych i bawić się!

          Tu zaznaczam, że obecnie pady fabryczne Sonorus 6 NIE SĄ płytkie, jest miejsce na ucho.

          – Pady oryginalne (już nieprodukowane, ale które zapewne większość osób zna) od Pandory 6 na Sonorus 6 sprawiły, że usiadłem i zatopiłem się w muzyce. W sklepie dawno temu musiały być zajechane, bo dziwiłem się, co to za chłam. Nówki natomiast mnie powaliły.
          Okazuje się, że pady NOWEGO typu odsuwają słuchawki od głowy, robią miejsce na ucho, ale przez to odsuwają też średnicę niestety i Sonorus 6 gra na planie V, stąd porównywałem je do Edition 5 i T1.
          Natomiast na starych padach ucho faktycznie dotyka klatki przetwornika, za to słuchawka zaczęła grać intymnie, blisko, przyjemnie, pojawiło się wypełnienie i nasycenie. Zniknęła lekka sztuczność i płaskość góry związana z przetwornikiem armaturowym.
          Mówiąc kolokwialnie, 6tki zaczęły fikać do Xek, choć w bezpośrednim porównaniu wciąż są ewidentnie słabsze, to jakby piękna modelka versus jedna z najpiękniejszych kobiet wszechczasów – różnica już nie jest w urodzie per se, co „w tym czymś”, w duszy. Założone Xtki jednak mają swoją majestatyczność i magię, a co do jakości technicznej grania, też będą lepsze.

          – A założyłem X’tki na padach od Sonorusów 6 (tych nowych padach), które świetnie je wyrównały. Zdjęły delikatnie średnicy, dodały mega kontrolę basu, dodały subbass wręcz masujący czaszkę i wyostrzyły górę. Także jeśli ktoś chciałby nadać równość pasma Sonorusom X, warto naprawdę przetestować nowe pady od Sonorusów 6. Poza tym są bardzo wygodne. Jednak pod tym względem warto zaznaczyć, że zarówno nowe pady od 6 jak i od X nie są już płytkie i na razie trudno mi ocenić, czy któreś z nich będą wygodniejsze przy dłuższych odsłuchach. Bo zdaje się, że gąbka je wypełniająca jest innego typu, to jest jeszcze do sprawdzenia.

          – Przy okazji upewniłem się, że oryginalne (STARE) pady od Sonorusów X (które może znać większość osób niestety), grają co najmniej o ligę gorzej od NOWYCH padów Sonorus X oraz tych wyżej opisanych, nowych padów od Sonorus 6.

          – Odkrycie Ameryki: Bayerdynamic T1 ma pady o podobnym rozmiarze, co Sonorusy. Zatem można się jeszcze długofalowo bawić z padami od Beyerów. Niestety, nie mają materiału osłaniającego przetwornik. Założone na Sonorusy 6 okrutnie wyostrzają górę, nie nadają się zupełnie. Zdjęte.

          – Natomiast pady Shure 1540 założone na Beyery T1 grają świetnie! Nieco zbliżyła się średnica, zaokrągliły się, złagodziła się ostra góra. Na pewno kierunek warty przetestowania!

          To są wnioski z bardzo szybkich testów i odsłuchów. Na pewno przy dłuższym testowaniu coś tu może się pozmieniać i ewentualnie będę update’ował. Natomiast gorąco polecam zabawę z padami z tymi wszystkimi słuchawkami, bo zmieniają ogromnie wiele. W szczególności warto nabyć i pozmieniać sobie pady nowego typu do Sonorusów, zarówno 6 jak i X, oraz owe Shure 1540. Tymczasem Sonorusy 6 warto sprawdzić na padach starego typu, o ile uda się komuś je nabyć. Do szuflady w moim przypadku powędrowały na ten moment pady od T1 oraz stare od Xek.

          Pozdrawiam wszystkich audiomaniaków 🙂

          1. Piotr Michalak napisał(a):

            Update. Sonorus X najlepiej brzmi na swoich własnych padach – ale tych nowego typu. Chociaż te od 6 brzmią efekciarsko, to jednak coś jest na dłuższą metę nie tak. Chociaż są bardzo wygodne, gąbki są chyba dość twarde i wyraźnie podnoszą słuchawkę, odsuwając od ucha… Wypełnienie brzmieniowe jest jednak w jakimś sensie niepełne i schodzący nisko subbass, ani wyostrzona góra – nie ratują sytuacji. Po zmianie pady z 6 na nowego typu „type C” od Xek, muzyka przysuwa się do słuchacza, wypełnienie gęstnieje, jest dużo naturalniej i od razu lepiej. Poprawia się też ogromnie lokalizacja instrumentów.

          2. Patryk napisał(a):

            Czesc Piotr. Ciekawe co piszesz ,a przede wszystkim o tych duzych zmianach w dzwieku. Zebym to teraz wiedzial jakie pady mial moj testowany prze mnie model FinalAudio „X”. Hmmm….Byl to DEMO czyli mial evtl.stare pady, a jak piszesz przy padach C jest lepiej. Zapytam sie w nastepnym tygodniu sprzedawcy czy wie. Dla mnie pady w X byly troche za male i za blisko ucha. Final X pozostanie nadal moim wymarzonym modelem, a pady Shure 1540 wymienilbym z gory, nawet jezeli pady byly „C” te, ktore mialem w domu. Dzieki za opis roznic po wymianie padow.
            Marze o tych sluchawkach, ale cena jest istnym szalenstwem jak dla mnie. Mimo to wybralbym wlasnie te Final X przed SR009. (w X muzyka sie leje, plynie, jest bogata i trafia bardziej do serca)

            P.S: Za 3 tygodnie testuje wzmacniacz Naim Headline podlaczonego pod Teddy Headline PSU 🙂

            Pozdrawiam.

            Patryk.

  12. Patryk. napisał(a):

    A gdyby miec tylko jedne z tych 3 to ktore?:

    Stax 009?
    Utopia?
    Final X?

    ?

    1. Patryk napisał(a):

      Mob wybor z tych 3 wymienionych sluchawek u gory to: „Final X (z padami Shure 1540)”
      Utopie daja wiekszy SHOW, szeroka scene i maja duzo wiekszy „WOW-Efekt”. Final X to istna muzykalnosc, istne czerpanie magii plynacej z muzyki. Final X to jakby plynac lodka po bardzo spokojnym jeziorze krotko przed zachodem slonca, ktore grzeje nam prosto w twarz swoimi ostatnimi promieniami, a z boku widzimy ludzi siedzacych przy ognisku na brzegu jeziora.

      Patryk.

      1. Piotr Michalak napisał(a):

        Potwierdzam ten poetycki opis Sonorousów X. Również w bezpośrednim porównaniu 6 i X… Tych drugich nie chce się zdejmować z uszu, jakby trafić do innego świata. Nie testowałem z padami Shure 1540, dzięki za podpowiedź, sprawdzę je. Utopii chętnie posłucham, ale przeszkadza mi fakt, że są strasznie brzydkie (jak obcy z filmu Alien) i otwarte – ja z tymi złotymi sonorusami jeźdżę samochodem, pociągiem itd. dość odważnie może 😉

  13. Patryk napisał(a):

    To tylko dzieki Shure 1540 kupilem te sonorousy ponownie.(przy Final X wymielibym tak samo z gory na Shure 1540) Utopie podobaja mi sie bardzo, ale nie maja tej pieknej muzykalnosci jak w przypadku Final X.
    Jazda samochodem i pociagiem z X to istne szalenstwo 🙂
    To sluchawki na fotel i dobry kieliszek wina w reku 🙂

    Ten dzwiek jest po prostu piekny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy