Recenzja: Final Sonorous VIII

Final_Sonorus_VIII_013_HiFi Philosophy   O co chodzi w słuchawkach? O wiele rzeczy. Albo o jedną – o muzykę. Ale muzyka to pojęcie szerokie, tak samo jak sport. Też składa się z wielu dyscyplin, jako że czym innym jest i czego innego wymaga muzyka fortepianowa, czym innym ta na instrumenty dęte, czego innego chce śpiew, a jeszcze czego innego wielka symfonika. Słuchawki dobre do jazzu, tak samo jak odpowiednia dlań sala, mogą nie pasować do wymogów koncertu symfonicznego, podobnie jak do ostrego rocka czy muzyki elektronicznej; a cała sztuka polega na tym, by stworzyć takie pasujące do każdej muzyki i potrafiące zrekonstruować wszelkie warunki sceniczne. To nie jest niemożliwe, ani nie jest czymś jeszcze nie powstałym. Wiele lat temu stworzono Sony MDR-R10, a niewiele później Sennheiser Orpheus, które sztukę fantastycznego odtwarzania wszelkiej muzyki i nawet największych koncertowych sal opanowały niemal do perfekcji. Nie byłoby zatem potrzeby wyważania drzwi dawno temu otwartych, gdyby nie fakt, że zeszły one z rynku dwie dekady temu. Można zatem pytać –  gdzie następcy i gdzie podziewa się postęp?

Tych potencjalnych następców grono jakże jest liczne, bowiem co rusz któryś producent wyskakuje z nowiną, że stworzył słuchawki na miarę tamtych – i nic tylko brać, kupować, nie pytać. Sam jednak daleki jestem od polecania komuś czegoś obecnie produkowanego jako faktycznego następcy, choć trzeba przyznać, że takie na przykład Ultrasone Edition5 są niewątpliwie tego rodzaju nawiązaniem, podobnie jak Stax SR-009 i Abyss 1266. Nie do końca, nie całkiem (choć może Abyss, którego nie słyszałem), ale bardzo już bliskim.

Problemem równie kluczowym w całej historii jest cena. Zarówno ta z lat dawnych, jak i te bieżące. Orpheus wraz ze swym wzmacniaczem kosztował majątek, a koszt nabywczy samych Sony, które nigdy nie doczekały się dedykowanego wzmacniacza, także był elitarny. Nie inaczej jest ze współczesnymi pretendentami, z których najtańsze Edition5 w wersji Unlimited wyceniono na ponad osiem tysięcy. Bliżej to już wprawdzie pojemności przeciętnego portfela, ale wciąż bardziej daleko niż blisko.

Niestety, recenzowane tutaj japońskie Final Sonorous VIII nie pomogą nam tej cenowej bolączki przewalczyć. Ich koszt oszacowano na bite dwanaście tysięcy, a więc grubo wyżej niż Ultrasonów. Wynika to zarówno z faktu, że są japońskie, jak i luksusowego charakteru. Japonia nie od dziś jest krajem najwyższych cen i zarobków, a dochodzi do tego VAT i inne podatki wraz z wyjątkowo niekorzystnym kursem jena. Nie poprawia sytuacji fakt, że pokryto te Sonorousy tu i ówdzie prawdziwym złotem, a ich firma macierzysta to znany wytwórca luksusu. Nie tylko wprawdzie luksusowe słuchawki Final Audio wytwarza, ale w pamięci miłośników utkwił model Muramasa, wyceniony na 7 tysięcy dolarów. Następujące dwa lata po nim Sonorousy właśnie do niego są nawiązaniem, przy czym droższy model X kosztuje bardzo podobnie, bo aż 20 tysięcy PLN.

Słowem sprostowania - już nie Final Audio Design- po prostu Final.

Słowem sprostowania – już nie Final Audio Design- po prostu Final.

Nie przesuniemy w takim razie wraz z oboma Sonorousami granicy cenowej najlepszych słuchawek w stronę zwyczajnych użytkowników i pozostaje jedynie rozpatrzyć drugi aspekt słuchawkowych rozważań, mianowicie kwestię jakości. Czy wobec takich cen są to słuchawki ocierające się o perfekcję, a więc zdolne jakoś uzasadniać swe ekonomiczne rozpasanie?

W tym pytaniu tkwi założenie, jak zresztą w każdym. Zakłada ono, że luksus powinien się uzasadniać czymś więcej niż samym luksusem. Założenie takie jest błędne w sensie weryfikacji empirycznej, bowiem nie od dzisiaj wiadomo, że luksus pełni w głównej mierze rolę stratyfikatora społecznego a nie jakiejś wykładni jakościowej. High-end w rozumieniu dosłownym, pierwotnym i dzikim – a więc nie ten oswajany przez recenzentów gruchaniem i naginaniem faktów, tylko taki prawdziwy – to zwierzę kąsające cenową wścieklizną idącą w miliony. Jego najważniejszą rolą nie jest bycie szczególnie użytecznym, tylko szczególnie wyróżniającym. Żakiety Diora, pierścionki Cartiera i torby Vuittona nie są lepsze od innych dobrych, tylko bardziej prestiżowe. Ich sednem jest marka, a jakość czymś wtórnym. Na początku było odwrotnie, ale potem – wraz ze wzrostem prestiżu i rozpoznawalności – już nie musiało i jakość spadła na drugi plan.

Pod tym względem wyrób rynkowy zwany słuchawkami nie jest na szczęście obiektem z kręgu ścisłego luksusu, aczkolwiek tego typu ciągoty przejawia. Dowodem tak zwane serie limitowane, których w historii słuchawek było już sporo, czego ostatnim przykładem recenzowane w zeszłym roku Ultrasone Edition5 Limited. Te z ceną trafiały pomiędzy oba Sonorousy, jako że wynosiła ona 15 tysięcy, a szczyciły się zarówno technologią jak i wykończeniem. Czarny dąb, ruten i skórzany neseser, wraz z nowatorską technologią S-Logic EX, dawały rękojmię luksusu. Nie takiego na miarę stroju od Yvesa Saint Laurenta czy kolczyków od Harrego Winstona, ale już w tym kierunku.

Można powiedzieć, iż na szczęście jednych a nieszczęście drugich, słuchawki to nie torebka, tak więc nie służą jedynie paradowaniu Pradą czy innym Fendi, tylko mają również walor głęboko użytkowy. Słuchanie pięknie odtwarzanej muzyki w intymnym odosobnieniu, to wszak o wiele więcej niż noszenie portmonetki i szminki w pęczniejącym markową dumą kawałku skóry. Tak więc w przypadku słuchawek aspekt użytkowy wciąż pozostaje kluczowy, co paradoksalnie chroni je przed wejściem w krąg czystego luksusu. Co komu bowiem po najdroższych choćby słuchawkach, gdyby inne, o wiele tańsze, miały się okazać lepsze brzmieniowo? Taka groźba zawisa nad każdymi drogimi słuchawkami, i to chyba jest w słuchawkach najlepsze. Poza oczywiście samą muzyką, ale ona w tym wypadku oznacza truizm.

Zmodyfikujmy zatem nasze badawcze priorytety i spróbujmy odpowiedzieć na dwa a nie jedno pytanie: Na ile Final Sonorous VIII odpowiada potrzebom nie tylko użytkowym, ale i wizerunkowym.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: Final Sonorous VIII

  1. Piotr Ryka napisał(a):

    Pojawiło się nieco zamętu z nazewnictwem. Firma zmieniła bowiem nazwę z Final Audio Design na krótkie Final, co dotarło do mnie już po napisaniu recenzji. Za ewentualne zamieszanie i niepoprawne zapowiedzi przepraszam.

  2. Patryk napisał(a):

    Jak zwykle wspaniala recenzja dzieki ktorej stwierdzam, ze sluchawki oraz ich cena nie sa dla ludzi „normalnych”.
    Tymbardziej ciesze sie niesamowicie na wtorek czyli dzien, w ktorym przyjada do mnie moje Pandorki Hope 6.
    Cena tych Sonorous VIII jest naprawde wysoka i chociaz nie sluchalem ich osobiscie, stwierdzam po przeczytaniu panskiej recenzji, ze kupujac audeze lcd-xc lub HD800 otrzymamy duzo wiecej, jezeli chodzi o ilosc wydanych pieniedzy w stosunku do jakosci dzwieku.
    Patryk.

  3. Mirek napisał(a):

    A co z Phasemation, kiepsko z nim wypadły?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Napisałem przecież, że wypadły świetnie. Ale recenzja i bez opisu z nim jest chyba wystarczająco długa. Książkowych relacji nie ma co pisać.

  4. Stefan napisał(a):

    Czy wielkościowo muszle mają taki sam rozmiar na uszy jak Pandory ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Identyczny.

      1. Stefan napisał(a):

        No to słabo bo się moje kłapouchy nie zmieszczą:(

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Faktem jest, że uszy mam małe i w ogóle dobrze się czuję w większości słuchawek, tak więc pod względem wygody nie jestem specjalnie miarodajny.

  5. Maciej napisał(a):

    Współczesny rynek słuchawkowy to bańka spekulacyjna. Pewnie pęknie za kilka lat, kiedy zacznie się boom na wireless w jakimś nowym standardzie Wi-Fi 11,6 GHz, i Apple lub Samsung wprowadzą nowe interfejsy. I wszystkie niskoomowe słuchawki pójdą do lamusa jak 600 ohmowe obecnie 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Zakładasz Macieju śmierć wszystkich wzmacniaczy słuchawkowych? Nie stawiałbym na to. A 600-ohmowe słuchawki Beyerdynamic właśnie puszcza na nową orbitę. Rozumiem irytację cenami, ale od bardzo wysokich cen audiofilskie słuchawki kiedyś zaczynały, a nie teraz dopiero kończą.

  6. Maciej napisał(a):

    Irytacja irytacją. Ale szczerze ubolewam, że forsuje się teraz niskoomowe rozwiązania limitując zastosowanie sprzętu studyjnego i wzmacniaczy OTL. Oraz ubolewam nad cenami nie proporcjonalnymi do jakości. I tutaj nie jestem odosobniony. Kilka osób słuchało HE1000 i uważają że ich jakość nie jest warta tej ceny. Chińskich firm jak mrówków, ceny szybują a wcale nie tak łatwo zrobić naprawdę dobre słuchawki. Rynek zbytu rośnie… Ale sytuacja nie jest normalna. CD lepszego się nie zrobi, kolumn też. Więc teraz boom na kable, mobilne playery w cenie (stacjonarnych!) no i słuchawki.

    Miłego wieczoru, Wszystkim lubiącym dobry dźwięk 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      W relacji z Monachium też przytoczyłem opinię Karola na podstawie odsłuchu u Niemców, że HE-1000 są problematyczne. Dla mnie jednak o tyle to nic nie znaczy, że nie były słuchane w torze na miarę Twin-Head z Croftem albo tego od Phasemation. Wzmacniacz HiFiMAN-a jest nieudany, ale słuchawki są dopiero do rozpatrzenia. HE-6 u mnie, a HE-6 gdzie indziej, to też zupełnie inna historia.

  7. Andrzej napisał(a):

    W przypadku słuchawek sytuacja jest na dobrej drodze do tego aby każdy przeciętny człowiek mógł niebawem cieszyć się w swoim domowym zaciszu dźwiękiem klasy hi-end z nich płynących.Wystarczy otworzyć sobie stronę head fi.org. jest tam ekonomiczna prognoza jak bardzo w przeciągu najbliższych lat wzrośnie na świecie rynek związany ze słuchakami i całym otoczeniem do nich. Będzie to wygłądało w ten sposób jak było z telefonami. Niegdyś były tylko telefony stacjonarne który był przydzielany na lokal w postaci nieruchomości. Poźniej gdy nastała telefonia komórkowa każdy mógł już mieć swój numer dla siebie.Każdy w krajach wysokouprzemysłowionych będzie mógł już niedługo mieś swój własny system składający się z DAP-a i wysokiej klasy słuchawek przenośnych,dysponować słuchawkowym systemem stacjonarnym lub mieć oba jednocześnie.W przypadku tak bardzo rosnącego rynku słuchawkowego,bardzo rokujących prognoz ekonomicznych będzie na rynek wchodziło wielu nowych producentów ponieważ poważne słuchanie dzisiaj zaczyna się od słuchawek.W przypadku tak wielu nowych producentów wchodzących na rynek ktoś z nowych graczy będzie musiał zaproponować coś bardzo sensownego aby przebić stawkę, przykładem tego jest chociażby ifi audio które nie jest co prawda nową firmą na rynku audio,ale bardzo dobrze wykorzystuje ten trend używając do tego tzw. crowdfundingu czyli to co ludzie sobie życzą aby w danym urządzeniu było.W przypadku branży AGD jest bardzo dużo niedopowiedzeń i niejasnych sytuacji spowodowancych przez marketingowców i handlowców wmawiających pewne rzeczy niezgodne z prawdą.Tam można poprostu popatrzeć w specyfikację lub sprawdzić miernikiem jest to jak najbardziej mierzalne, a ludzie dają się nabierać. Ileż więc więcej konfabulacji można zawrzeć w branży audio która jest trudno mierzalna.Każdy zachwyca się bardzo dobrze brzmiącym sprzętem za kosmiczne pieniądze,a być może nie wie o tym iż normy dotyczące strojenia instrumentów mamy z początku XX wieku kiedy to powstawała radiofonia, która na tamte czasy miała problemy z odtworzeniem wyższych częstotliwości i aby przekaz był lepiej słyszalny podniesiono strojenie z 432 na 440 Hz wtenczas to było dobre, ale dzisiaj wyostrza to przekaz w górnych rejestrach co jest odbierane często niesłusznie na niekorzyść sprzętu który odtwarza poprostu wiernie to co dostał ze źródła.
    Wracając do słuchawek – Jednymi z bardziej opłacalnych słuchawek hi-end które obecnie mamy na polskim rynku są słuchawki FAD-a Pandory Hope VI. Jest to coś na wzór tzw. „czołgu podstawowego” Final-a który może utorować drogę pozostałym słuchawkom w ofercie. Będąc słuchawkami hi-endowymi mają ten swój hi-end nie wymuszony czyli taki który nie wykazuje powściągliwości w pewnych aspektach brzmienia po to aby nie stłumić innych.Czyli są detaliczne, ale jednocześnie nie boją się nasycenia aby tej detalicznośc nie stracić.Mają bas który jest swobodny,dynamiczny i barwny ale jednocześnie nie przeszkadza innym pasmom. Są zamknięte, ale niemalże tak przestrzenne jak słuchawki otwarte mająć większą izolacje akustyczną od tych ostatnich. Ich wygląd kojarzy się z drogimi tradycyjnymi motocyklami i wcale nie zdziwił bym się gdybym zobaczył harleyowca który ich używa.Stojąc na hi-endowym piedestale nie boją się z niego zejść i popełnić mezaliansu pracująć z tańszym sprzętem. Ich ośmiomowa impedancja przynosi jednak więcej dobrego aniżeli złego.Z braku środków można szukać po prostu laptopa w którym ktoś się przyłożył do właściwego zaimplementowania toru audio.Stary dobry Realtek już bardo dobrze odtwarza pliki Wave 24/192,jeżeli będzie jeszcze dobre wzmocnienie w środku to mamy już bardzo dobrze brzmiący zestaw. Porównywałem słuchawki 32 Ohm-y, na jednym przetworniku 40mm o podobnej skuteczności do Pandor 50mm, dwa przetworniki 8 Ohm. Pandory są o wiele głośniejsze. Jest zapas mocy na tyle duży aby Pandory się nie „dusiły” tak więc są również predysponowane do współpracy z dobrze brzmiącymi laptopami. Wiele opini o Pandorach jest formuowane o nich prawdopodobnie jeszcze w tracie ich wygrzewania, kiedy rzeczywiście na gorszych nagraniach lubią wyciągać za bardzo soprany do góry. Po ich wygrzaniu już tego nie ma. Słuchalem ostatnio na Pandorach VI słoweńskiego Gramatika.Podczas wygrzewania słuchawek nie dało się tego słuchać, ale już po wygrzaniu Pandory bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, serwując dzwięk nasycony, ale jednocześnie szczegółowy i bezpośrednio realistyczny w taki sposób jakby ktoś stał na bardzo wysokim wzniesieniu i mógł korzystać z dobrdziejstw przejrzystego arktycznego powietrza które poprawia nam znacznie widoczność.

  8. Piotr Ryka napisał(a):

    Odnośnie high-endu dla wszystkich, to już teraz każdy może kupić Grado SR60 czy Beyerdynamic Custom One Pro i ze smartfona Sony wspieranego niedrogim przenośnym wzmacniaczem, albo odtwarzacza pokroju FiiO X5, cieszyć się bardzo dobrym brzmieniem. A z AK100 i Beyerdynamic DT880 będzie jeszcze lepiej. Od tego do Orpheusa jeszcze wprawdzie daleka droga, ale już gra to naprawdę bardzo przyjemnie.

    Natomiast odnośnie częstotliwości dźwięku A, to tu bym się trochę spierał. Bo chociaż faktycznie niższe A brzmi o wiele milej, to jednak nawet to podwyższone dobra aparatura potrafi uczynić satysfakconującym, a niedobra nie. Zaraz będę pisał o takich słuchawkach, które wcale drogie nie są, a z tym wyższym A radzą sobie znakomicie.

  9. Andrzej napisał(a):

    Zgadzam się z Panem iż używając do odtwarzania bardzo drogiej aparatury do odtwarzania chociażby najlepszych z formatów stratnych czyli skompresowanej płyty cd, jeżeli będzie odtwarzana na przykład na odtwarzaczu cd za 20 tysięcy będzie bardzo dobrze brzmiała.Niestety nie każdego stać jest na tak drogi sprzęt. Te nie najtańsze a o wiele mniej kosztujące od tych bardzo drogich urządzeń, a już dobre różnicują jakość posiadanych plików bez względu na to czy one będą w formie fizycznej czy nie.Efektem różnicowania jakośći posiadanych płyt cd czy też plików było przetrzebianie domowej płytoteki.Taki odtwarzacz cd Za 20 tysięcy oprócz posiadania bardzo precyzynego napędu, na przykład takiego super precyzyjnego industriala,o trudno zużywających się metalowch trybach.W ramach swojej ceny posiada wiele dodatkowych elektronicznych układów korygujących sprawiających iż muzyka brzmi precyzynie, i jednocześnie są usuwane nieporządane rzeczy które zawiera.Ktoś kogo stać jest na taki odtwarzacz w ramach ceny uzyskuje bardzo dobre brzmienie, a zarazem ma pewnego rodzaju swoistą polisę ubezpieczeniową która gwarantuje mu iż nie będzie musiał części swojej płytoteki wystawiać na strych.Wspomniał Pan panie Piotrze o słuchawkach które są w miarę tanie i potrafią nawiązać walkę z tymi droższymi. Ja od siebie chciałby wspomieć o ich otoczeniu w szerokim tego słowa znaczeniu które jest coraz bardziej tanie i pozwala już umieścić cały domowy zestaw słuchawkowy na nakastliku,eliminująć używanie wielkich wyświetlaczy w postaci monitorów. Są to dwa rodzaje procesorów bardzo oszczędne a jednocześnie na tyle wydajne aby móc odtwarzać muzykę dobrjej jakośći. Oba są czterordzeniowe,nie wymagają aktywnego chłodzenia, a zamknięte w obudowach są bardzo małe.Pierwszy z nich to popularna Malina czyli Raspberry,którą zresztą francuzi zdążyli już upchnąć do wnętrza przetwornika. Mamy DAC-a z komputerem w środku. Drugi z nich to Pipo X8 64 GB miniPC na czterordzeniowym Atomie z preinstalowanym windowsem i androidem.Komputerek ten posiada 7 calowy wyświetlacz który zastępuje monitor. wystarczy podpiąć dysk i combo.Coś takiego można schować na półce nakastlika eksponując ewentalnie tylko słuchawki.Do tego software w postaci audiophile linux jest to trudno instalujący się system, ale za to poźniej jest z górki bo większość DAC -ów z linuksem nie potrzebuje sterowników. Drugi system który jest na windowsa to Signalist HQplayer brzmi bardzo dobrze, ale po próbnym 30-to dniowym okresie trzeba za niego zapłacić, posiada on również możliwość prawdziwego odtwarzaia plików DSD.Tak więc całość słuchawki,combo,(DAC+wzmacniacz słuchawkowy), komputer i dysk można już mieć nawet za 6 tys złotych co jest w miarę przystępne cenowo.

  10. Patryk napisał(a):

    Panie Piotrze:Czy FinalAudio VIII i Ayon HA3 stanowia perfekcyjna pare wedlug pana?. Zastanawiam sie, poniewaz to wlasnie te sluchawki sa moim celem ktoregos dnia. Nie brakuje im wcale duzo i graja prawie jak „Final-X” W moim przpadku beda graly razem z Bursonem Conductor Virtuoso,a Ayona nie znam i nie slyszalem, ale kolega twierdzi ,ze Ayon HA 3 to najlepszy wzmacniacz, ktorego w zyciu sluchal.(a sluchal prawie wszystkiego, co znane )(w jego przypadku podpietego do AKG 812)

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Przykro mi, ale ten zestaw raczej nie wchodzi w rachubę. Na Sonorous VIII w Ayon HA-3 słychać brum i trzeba by prawdziwego znawcy oraz ingerencji we wzmacniacz, by to usunąć. Ale może obecnie powstające są już od tego wolne, tego nie wiem. Pewnym remedium jest też stawianie obu sekcji wzmacniacza jak najdalej od siebie; pytanie tylko, czy ktoś dysponował będzie odpowiednią ilością miejsca.

      1. Patryk napisał(a):

        Dziekuje za odpowiedz. Wyglada na to, ze n.p „AKG812/Ayon HA-3” to wspanialy dreamteam.
        Krotko mowiac do Final VIII lepiej zatrzymac „Burson Conductor Virtuoso”, poniewaz sluchawki graly z nim swietnie.

  11. Patryk napisał(a):

    Porownalem w ciagu ostatnich tygodni FinalAudio VIII oraz FinalAudio X. Bez zastanawiania sie (nie patrzac na cene oczywiscie) kupilbym „X”.
    W porownaniu do VIII, X graja z wiekszym oddechem i duzo wieksza iloscia powietrza. VIII sa o wiele ciemniejsze i przypominaja Nighthawki.
    Final Audio X maja w sobie najwieksze piekno muzyki jakie kiedykolwiek sluchalem. Tylko cena dobija, ale trzeba ich posluchac!!! Naprawde warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy