Recenzja: Final Audio Design – porównanie modeli Piano Forte X IX i VIII

Final_Audio_Design_Piano_Forte_015_HiFi Philosophy   O japońskiej firmie Final Audio Design już co wiem napisałem, opisując słuchawki Pandora Hope VI, tak więc tę stronę recenzji mamy załatwioną. Z tak zwanych ciekawostek w międzyczasie dowiedziałem się, że oferowany przez nią system głośnikowy Opus 204, mający charakterystyczny dla Finala wysoki udział metalu w konstrukcji, jest wyceniony na pół miliona dolarów, należąc do pierwszej piątki cenowej wszystkich oferowanych w szerokim świecie głośników. Czy jest to nobilitacja, czy czyste wariactwo – nie będę oceniał, zwłaszcza że dźwięku nie dane mi było słyszeć. Ceny jednak zawsze działają na wyobraźnię, o czym Final Audio wie doskonale, chętnie promując się właśnie wysokimi cenami, wokół których nieodmiennie podnosi się wrzawa, działająca na zasadzie darmowej reklamy. Nie inaczej rzecz ma się w przypadku serii słuchawek dokanałowych Piano Forte, stanowiących najwyższą spośród trzech grup tego rodzaju słuchawek oferowanych przez swego producenta, obejmujących łącznie aż trzynaście modeli, co nie jest niczym niepokojącym, ponieważ w Japonii trzynaście nie jest liczbą pechową.

Budowa

Final_Audio_Design_Piano_Forte_018_HiFi Philosophy

To jeszcze słuchawki, czy może już biżuteria? Oto…

   W sensie konstrukcyjnym wszystkie trzy modele z serii Piano Forte są identyczne, różniąc się jedynie rodzajem surowca. I tak model X ma korpus z miedzi chromowej obficie pokrytej złotem, model IX z wypolerowanej na wysoki połysk nierdzewnej stali, a model VIII z matowo złoconego szczotkowanego mosiądzu. Cenowo bardzo się różnią, to znaczy szczególnie wyróżnia się model X, którego gruba warstwa złota podnosi cenę do aż jedenastu tysięcy złotych (idź złoto do złota, jak to mawiają), wywołując owo reklamodajne zgorszenie, działające na publikę jak magnes:

–  Patrzcie! – oto najdroższe dokanałówki na świecie!

Nie wiem nawet czy rzeczywiście są najdroższe, bo pewnie ktoś wymyślił jakieś pokryte drogimi kamieniami i jeszcze je drożej sprzedaje, ale spośród takich normalnie wyglądających, te są chyba najdroższe. Znacznie przytomniejsze ceny mają natomiast modele IX i VIII – odpowiednio cztery i pół oraz trzy i pół tysiąca – co jasno dowodzi, że w przypadku tamtych płacimy przede wszystkim za złoto, jako że miedź chromowa, a więc taka z domieszką jednego procenta chromu, nie jest specjalnie drogim surowcem.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_001_HiFi Philosophy

…Final Audio Design Piano Forte VIII…

A surowce są tutaj istotne, gdyż decydują nie tylko o cenach ale i o brzmieniu, o czym badając to brzmienie dowodnie się przekonałem. Jednak nie tylko surowcami słuchawki z serii Piano Forte się szczycą. Od razu możemy napisać, że Sennheiser urwał się niejako z choinki, sugerując w materiałach reklamowych rzekome nowatorstwo własnych wentylowanych przetworników dynamicznych u swych flagowych dokanałowych IE 800. Coś tam niewątpliwie opatentował, pewne konkretne rozwiązanie, ale sama idea wentylacji dokanałowego przetwornika dynamicznego jest rozwiązaniem obecnym u Final Audio od dawna i od sennhieserowskiego starszym. Sens tego zabiegu jest oczywisty, a jest nim zapobieganie uszkodzeniu słuchu, jako że przetworniki dynamiczne generują zbyt silną falę akustyczną, by mogła być aplikowana w zamknięty kanał słuchowy. Do kanałów zamkniętych stosuje się jako normę specjalne przetworniki zbalansowane o dużo mniejszej mocy, choć recenzowane dopiero co AKG K3003 pokazały, że nie jest to reguła bezwyjątkowa. Final Audio nie podjęło jednak ryzyka aplikowania przetworników dynamicznych w komorę całkowicie zamkniętą, co jest zupełnie zrozumiałe, gdy spojrzeć co to za przetwornik. W kielichowatego kształtu dwóch wytaczanych z metalowego bloku i połączonych obwodami w kulistą komorę korpusach, zaciśnięty jest z obu stron niczym orzech w łupinie przetwornik o średnicy aż szesnastu milimetrów, co zbliża go rozmiarami bardziej do słuchawek nausznych niż dokanałowych. Już on sam jest mocno obudowany, o wylocie dopasowanym do wielkości wylotu obudowy; i sam także posiada w swej obudowie otwory siejące dźwiękiem w różnych kierunkach, którego to dźwięku nadwyżka uchodzi przez różnej wielkości wianuszek akustycznych wentyli z tyłu obudowy właściwej. W rezultacie godzi się ogień z wodą, to znaczy duży przetwornik z aplikacją dokanałową.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_010_HiFi Philosophy

…Final Audio Design Piano Forte IX…

Pisząc dopiero co recenzję flagowych słuchawek dokanałowych AKG, zwracałem uwagę na sens prób zastosowania przetwornika dynamicznego w tego rodzaju konstrukcjach, wynikający z faktu zbytniej kruchości brzmienia standardowo aplikowanych dokanałowo przetworników zbalansowanych. Ich bardzo precyzyjny ale delikatny dźwięk rodzi naturalną trudność z oddaniem tych wszystkich aspektów muzyki, które wiążą się z masywnością, potęgą i niskimi zakresami pasma. Wcześniejszą drogą rozwiązywania tego problemu było mnożenie przetworników zbalansowanych, aż do ilości kilkunastu w każdej słuchawce, co nie było brnięciem w ślepą uliczkę, jako że już posiadające tylko cztery przetworniki słuchawki nomen omen Westone 4 okazały się grać popisowo; choć trzeba zaznaczyć, że popisy te uskuteczniały z aparaturą stacjonarną a nie przenośną i tylko pod warunkiem bardzo wysokiej klasy źródeł. Z przeznaczonymi sobie odtwarzaczami przenośnymi nie grały już tak dobrze, a różnica pomiędzy prezentacjami uzyskiwanymi z wysokiej klasy torem stacjonarnym a nawet najlepszymi odtwarzaczami przenośnymi okazała się zasadnicza. Trudno się zatem dziwić, że inżynierowie pracujący nad udoskonaleniem brzmienia słuchawek dokanałowych sięgnęli po przetworniki dynamiczne. Zbyt kusząca była wizja rozwiązania wszystkich problemów za jednym zamachem – uproszczenia budowy poprzez zastąpienie wielu przetworników jednym i uzyskania tym najprostszym sposobem dociążonego, pełnego brzmienia. Tą drogą poszło AKG, za nim podążył Sennheiser, a jeszcze wcześniej rozwiązanie to zastosowało nieznane w Europie Final Audio Design. Jak dobre dało to rezultaty, o tym będzie za chwilę, a teraz dokończmy sprawę kwestii technicznych.

Budowa cd.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_014_HiFi Philosophy

…oraz Final Audio Design Piano Forte X.

   Słuchawki z tak dużym przetwornikiem, w dodatku całe z metalu, a co więcej, nie z jakiejś metalowej wydmuszki, tylko toczonych elementów, muszą być stosunkowo ciężkie i faktycznie są takie. Ich małość sprawia jednak, że zbyt ciężkimi nie są, toteż po zaaplikowaniu szybko znikają z pola czuciowego i w świecie zmysłów pozostaje samo brzmienie. Osobiście jestem pod tym względem wyjątkowo wrażliwy i słuchawek dokanałowych, niezależnie od ich lekkości i wygody, nigdy słuchać długo nie potrafię, ale skoro takie słuchawki są produkowane, najwyraźniej są też i na nie nabywcy, a inni do ich używania niewątpliwie lepiej się adaptują. Z tym adaptowaniem i aplikowaniem jest w przypadku trzech modeli z serii Piano Forte jeszcze jedna, obok sporego ciężaru, osobliwość – mianowicie nie posiadają żadnych koreczków czy nakładek na wylot dźwiękowy. Gdy inni biedzą się, serwując całe galerie różnego kształtu i rozmiaru adapterów, w modelach najwyższych oferując ponadto konstrukcje na bazie indywidualnego odlewu, idealnie dopasowane do kształtu ucha, Final Audio Design rozwiązało rzecz z brutalną prostotą. Słuchawki mają na końcu dźwiękowej rury wydechowej półkuliste zwieńczenie, całkiem gołe, nie wyposażone w żadne umilające nakładki. Metalowa końcówka ląduje bezpośrednio w kanale słuchowym, bez żadnych plastikowych pieszczot. Na pierwszy rzut oka wydaje się to bezmyślne i nonszalanckie, by nie powiedzieć sztubackie, ale praktyka błyskawicznie zmienia ten obraz. W pierwszych sekundach po założeniu odczuwamy wprawdzie wzmożony chłód, wynikający niskiego ciepła właściwego metalu; ta sama własność sprawia jednak, że metal błyskawicznie wysysa ciepło z naszej skóry, wyrównując temperaturę, tak więc chłód zanika niemal natychmiast.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_006_HiFi Philosophy

Uff. Poza kształtem, łączy je taki sam przewód oraz wtyczka minijack.

Jest jeszcze druga przyczyna decydująca o możliwości tak prostego podejścia do tematu wtykania – dynamiczna konstrukcja przetwornika daje mocny, nasycony dźwięk, a ten z natury bardziej jest niezależny od precyzji domknięcia kanału słuchowego. U przetworników zbalansowanych kwestia ta jest zasadnicza, a pełne domknięcie i właściwe ukierunkowanie wylotu absolutnie kluczowe. Natomiast u dynamicznych Piano Forte, tak samo jak u częściowo dynamicznych AKG K3003 i też w całości dynamicznych Sennheiserów IE 800, takie domykające starannie wtykanie nie jest już konieczne, tak więc wystarczy je po prostu wetknąć bez żadnego dociskania i wszystko będzie gites, jak to mawiają ludzie młodzi, najczęściej takich słuchawek używający. Tu wszakże nasuwa się jeszcze inna uwaga. Potraktowałem dość oschle Sennheisera, ale jego IE 800 nie tylko mają dynamiczną wentylację, ale także „dwukomorowy absorber”, czyli coś pozwalającego rugować tak zwane maskowanie, polegające na interferencyjnym wygaszaniu przez częstotliwości z zakresu 7-8 kHz ich wyższych wielokrotności, powodujące wyczuwalne zubożenie i nienaturalność dźwięku. Jest to problem nieobecny w słuchawkach nausznych, natomiast charakterystyczny u dokanałowych, będący drugim obok słabości dźwięku powodem stosowania w każdej dokanałowej słuchawce wielu przetworników – obsługujących różne zakresy z różną mocą podawane, celem wyrównania pasma. Final Audio Design nic o problemie maskowania nie wspomina, tak więc pozostaje przysłuchać się uważnie brzmieniu i sprawdzić, na ile jest ono kompletne i naturalne.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_003_HiFi Philosophy

Ale tak jak różne są one w wykończeniu, tak różnią się też zastosowanymi przetwornikami.

Przed tym badawczym odsłuchem pozostaje jeszcze dorzucić dane techniczne, których producent okazuje się skąpić. Poza określeniem słuchawek jako otwarto-kanałowych i przytoczeniem nazwy surowca oraz formy jego wierzchniego wykończenia, wymienia tylko wspomnianą 16-milimetrową średnicę przetwornika, określa skuteczność na 108 db/mW, oporność, jako wynoszącą 16 Ω, a także wagę – 38 gramów. Próżno natomiast szukać zakresu pasma i poziomu zniekształceń harmonicznych. Kabel ma długość1,4 m i jest wyposażony na całej długości w materiałowy oplot, a kończy go kątowy wtyk mały jack bez symetryzacji. Na obudowach wygrawerowano od spodu przy wlotach przewodów oznaczenia L-R, nie jest jednak konieczne ich odczytywanie, bo na metalowej wypustce chwytającej kabel przy lewej muszli znajduje się wyczuwalne pod paznokciem wyżłobienie; bardzo sprytne, umożliwiające rozróżnianie bez czytania.

Słuchawki dostarczane są w obszernych pudełkach, w których oprócz nich samych i materiałów piśmienniczych znajdziemy etui ze schowkiem dla iPoda, którego, jak zaznacza na swojej stronie producent, nie powinniśmy się spodziewać na wyposażeniu, toteż należy go kupić samemu.

Odsłuch

Final_Audio_Design_Piano_Forte_007_HiFi Philosophy

A jak bardzo odmienne brzmieniowo są nasze podopieczne, przekonamy z użyciem kilku równie drobnych urządzeń.

   iPoda nie kupiłem ani nie pożyczyłem, bo kupować nie mam ochoty, a firma Apple stanowczo odmawia dostarczania swoich produktów recenzentom. Polityka ta okazuje się nadzwyczaj skuteczna w przełożeniu na sukces rynkowy, pozwalając niczym nie wyróżniającym się produktom Appla sprzedawać się po wyższych cenach i uchodzić za lepsze. Akurat można właśnie na którymś z filmowych kanałów satelitarnych oglądać fabularyzację jej dziejów i postaci Stevena Jobsa, według której scenariusza wniosła nieoceniony wkład w wynalazczość i postęp cywilizacyjny, co jest w odniesieniu do postaci samego Jobsa wierutną bzdurą; jak jednak powielokroć w historii wynalazczości, odkryć i idei bywało, prawdziwy promotor postępu – Steve Wozniak – i tym razem poszedł w zapomnienie. Nie to wszakże jest przedmiotem naszej uwagi. Darujemy sobie applowskie produkcje muzyczne, skrzętnie skrywane przed zakusami recenzentów, i raz jeszcze, tak jak w przypadku dokanałowych AKG, skorzystajmy z bytności odtwarzaczy plikowych Astell & Kern AK100 II oraz HiFiMAN HM-901.

Przekopałem bardzo rozległy materiał muzyczny, sięgając po wszelkiego typu popularne pliki i wszelki repertuar, a wnioski z tego wypłynęły dwojakie; dotyczące zarówno całościowo wszystkich modeli o identycznej konstrukcji a jedynie z różnych metali wykonanych obudowach, jak i indywidualne, do efektów tych różnych surowcowo obudów odniesione.

Zacznijmy od konstatacji ogólnych. Wszystkie Piano Forte grają dźwiękiem otwartym, zgodnym z ich nazwą, a także dobrze dociążonym i świetnie wyważonym. Całkowicie brak ich prezentacjom oschłości, charakterystycznej dla niemal wszystkich słuchawek dokanałowych – a już szczególnie grających ze słabszą aparaturą albo słabszym muzycznym materiałem. W Piano Forte wszystko płynie, posiada pełnię, konsystencję, naturalną postać i masę. Żadnego samego obrysu uzupełnianego pogłosem, żadnych brzmień rachitycznych, osuszania, odchudzenia, gołej techniczności. W każdych warunkach jest to muzyka, choć u każdego modelu nieco inna. Nawet więcej niż nieco inna, kiedy się nauczyć je rozróżniać i wyłapywać odmienności. U wszystkich dominuje jednak znakomite połączenie dociążenia i pełni z otwartością i swobodą. Nie ma brzmień przyciężkich, ospałych, ani nic się nie zamazuje. Każdy z trzech modeli ma wszakże własne podejście do szczegółowości i wypełniania, i o tym będzie za chwilę. Przejrzyste są natomiast wszystkie i wszystkie w podejściu do brzmienia nie tylko otwarte i muzykalne, ale także z nutą optymizmu, bez żadnego dosmucania.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_019_HiFi Philosophy

Nowy Astell&Kern będzie jak znalazł.

W pochodzącym z lat 60-tych Kabarecie Starszych Panów Jeremi Przybora z łagodną ironią wprowadził postać Dosmucacza, jako zawód przyszłościowy, kiedy to nastaną czasy tak piękne, że pałający na wszystkich frontach całkowitym szczęściem obywatele wymagać będą dosmucenia, by nie popaść w szczęśliwość patologiczną. Dosmucaczy na razie nie widać, o ile nie liczyć normalnych smutasów – I czyżby znaczyć to miało, że nie doczekaliśmy się jeszcze tych szczęsnych czasów? – nie brak natomiast słuchawek i innej aparatury muzycznej noszących znamiona smutku, nostalgii i melancholii. Tego rodzaju nastrojów słuchawki Piano Forte nie oferują, choć nie można zarazem powiedzieć, że są skrajnie optymistyczne. Po stronie optymizmu są jednak wyraźnie, zarówno poprzez swą pełnię, jak i brak wzmożonego pogłosu, a więc ucieczkę od poczucia obcości, czemu w sukurs przychodzi mocno zaznaczający się region basowy, analogowo i naturalnie brzmiąca średnica, a nade wszystko przestrzenne i nie pozbawione ciała soprany. Żadnych nie ma igieł, uszczypnięć, anoreksji, sybilantów. Płynna tkanka muzyki ma przyjemną temperaturę, ładne, naturalne podświetlenie i doskonałe odejście od ograniczania czegokolwiek. Nie jest duszno, nie jest ciasno, nie jest chłodno. Nie jest też smutno, a choć powiadają, że smutek ogranicza, to sam tak go nie postrzegam, o ile tylko nie jest dojmujący, ale ma postać łagodną, refleksyjną. Tego smutku gratis jednak tu nie otrzymamy, jednakże swym lekkim optymizmam słuchawki Piano Forte nie odbierają rzeczom posępnym posępności, tak więc uczuciowość znajduje u nich całościowy wyraz, z lekka tylko przetoczona jest na optymistyczną stronę. Stoją za tym wszystkim także wyjątkowo duże jak na słuchawki dokanałowe dźwięki, pozbawione kruchej delikatności i chudych paluszków andersenowskiej dziewczynki z zapałkami. To sporych rozmiarów muzyka. Nie tak atletyczna jak u Audeze LCD-3 albo Ultrasonów Edition9, ale całkiem spora i od przeciętnej z konstrukcji dokanałowych pokaźniejsza. A jednocześnie, jak już  wspominałem, bardzo dobrze wyważona, bez żadnego przegięcia w stronę basu, jak ma to miejsce u AKG K3003, ani też w stronę sopranów, jak dzieje się u wielu innych, zwłaszcza tych jakościowo słabszych.

Odsłuch cd.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_005_HiFi Philosophy

I choć wszystkie grają świetnie, to wraz z ceną, scena rośnie i rośnie…

   Brak narzucającej się pogłosowości i duża jak na wnętrze kanału postura oraz masa dźwięku, nie czynią jednak tego brzmienia scenicznie ułomnym. Wręcz przeciwnie. Nie wspomniałem o tym na wstępie, bo jest to głównie propagandowy slogan, ale odwołują się te Piano Forte tak naprawdę nie do przetworników dynamicznych, tylko konstrukcji tubowych. To one miały być inspiracją, a ich rozciągnięty przestrzennie, doskonale obrazujący scenę dźwięk wzorem. To się niewątpliwie w dużej mierze udało, bo chociaż kiedy słuchać z odtwarzaczami przenośnymi (nawet takimi lepszymi w sensie reprodukcji przestrzennych, jak HiFiMAN HM-901), ta przestrzenność nie zaznaje pełnego rozwinięcia, ale kiedy podpiąłem Piano Forte do wzmacniacza Divaldi, zasilanego przetwornikiem Phasemation, scena momentalnie się rozwinęła, a perspektywa ukazała rozległa i wszystko w siebie wpisująca. Pojawiła się wysokość zawieszenia, gradacja planów i duża – nawet bardzo – głębia. Podniosła się także zawartość pogłosów i odbić, a akustyka zaczęła odgrywać pierwszoplanową rolę. Lecz że akustyka ta u każdego modelu była inna, pora przejść do opisania różnic i wynikających z tych różnic indywidualizacji.

Te okazały się nieco zwodnicze, od aparatury podpinanej bardzo zależne, a tak naprawdę nie od aparatury w sensie jej specyficznych przymiotów (choć to oczywiście także), tylko od jakości jaką prezentowała.

Zacznijmy od tego co pokazało się z odtwarzaczami przenośnymi, które ze swej strony zaprezentowały dokładnie te same style co w przypadku słuchawek AKG K3003, tak więc nie będę do tego wracał. Style te oznaczały, że warstwa sceniczna o wiele lepiej zobrazowana była u HiFiMAN-a HM-6, tak więc wszystko co w poniższym akapicie napiszę, opiera się głównie na porównaniach z jego użyciem.

Weźmy na początek model Piano Forte X, który na treści sceniczne okazał się najbardziej wrażliwy, najobszerniej je opisując. Kto analizował kiedyś te sprawy, od razu zgadnie, że zapewne największy miał udział pogłosu i miejsce jego się przejawiania najdalsze. Rzeczywiście, echowość najbardziej miał rozbudzoną, a punkty odbić dalekie. Specjalnie wysłuchałem kilku utworów szczególnie dobrze ten aspekt obrazujących i nie ma wątpliwości, że tak właśnie słuchawki te grają. Owo echowe wzbudzenie ma u Piano Forte X postać wyraźną, aktywną i technicznie wysokiego poziomu. Doskonale słychać odbicia, a ich poziom dźwiękowy okazał się wyższy niż u modeli IX i VIII. Nie działy się te echa na marginesie, ani nawet w tle, tylko stanowiły całościową oprawę, coś jak u Staxa Omegi, budującą ogólną atmosferę muzyczną, wszakże głównie w utworach samych z siebie taki walor posiadających, podczas gdy dawny flagowiec Staxa potrafi atmosferę holograficznej przestrzenności i rozbudzonych dalekich planów budować w dużej mierze samodzielnie, bez względu na zawartość pogłosu w nagraniu.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_009_HiFi Philosophy

Divaldi AMP 01 choć nieprzenośny, też ma ochotę na kontakt z metalami szlachetnymi.

Największą jego przy tym zaletą jest umiejętność łączenia tego z brakiem poczucia zagrożenia i wyalienowania. Nie przenosi słuchacza do dziwnego, obcego świata, do miejsc gdzie winno się mówić ściszonym głosem i stąpać ostrożnie, tylko atmosfera panuje swojska, chociaż w sensie jakościowym odświętna. Jednocześnie czujemy się jak u siebie, nastrojowość okazuje się przyjemna, a holografia i rozległe plenery pojawiają się w wielkiej obfitości. Final Audio Design Piano Forte X nie umie tego aż tak dobrze, ale talenty w tym kierunku również przejawiaja, grając jednocześnie stylem na pewno nie chłodnym, tylko budującym atmosferę przyjemnego w danym miejscu przebywania, z jednoczesną umiejętnością ukazania bogatego repertuaru akustycznego. Jest czymś naprawdę sympatycznym, kiedy takie przeciwieństwa się godzą, to znaczy na pierwszym planie panuje bezpośredniość i słychać gorąco brzmiącą muzykę, a gdzieś hen, z tyłu, podnoszą się echa i nie są one marginesem, tylko wracają wysoką falą. Wyważenie pomiędzy tymi światami – bliskim i swojskim, a dalekim i obcym – model X zaprezentował na pewno najlepsze, a w efekcie scenę miał największą i najwięcej na niej się działo. Nie grał kameralnie, tylko szeroko, a wrażenie przejrzystości, szczegółowości i dźwiękowego bogactwa dawał największe.

Odsłuch cd.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_011_HiFi Philosophy

I tu wychodzi na jaw, że te słuchawki to nie tylko wprost proporcjonalny wzrosty jakości do ceny.

   Zajmujący środkową pozycję na skali cenowej model IX zaprezentował te rzeczy inaczej. U niego nie był to kontrast obcości i swojskości, tylko swojskość zupełna, czerpiąca z gładkości i elegancji brzmienia. Można powiedzieć, że przejrzystość miał analogiczną, ale echa nieco marginalizował, kładąc nacisk na to co bliższe. Same te echa nie tylko miał nieco cichsze, ale mniej akustycznie różnorodne i mniej złożone brzmieniowo, zwłaszcza na górze pasma. Nie stanowiły ciemnego tła rozległej dali, tylko szarawą przejrzystość, przechodzącą w miarę zbliżania do horyzontu w charakterystyczną dla zwykłego dnia mgiełkę, nie pozwalającą sięgać wzrokiem aż tak daleko. A więc było normalniej, bez żadnej groźnej dali, bez poczucia, że świat jest bezkresem i posiada groźne, przepastne oblicze. Schowani w kokon tego co bliskie, a także w gładkość i leciutkie ciepełko, możemy się słuchając modelu IX rozkoszować atmosferą świetnej przejrzystości, tyle że zataczającej węższy krąg zdarzeń o bardziej przyjaznym – już tylko przyjaznym – obliczu. Daje to zarazem całościowo większe poczucie naturalności, bo bogata oprawa echowa i wielka scena zawsze skutkują mniejszym czy większym odrealnieniem. Może być ono wprawdzie bardzo sympatyczne, jak w przypadku dawnych flagowców Staxa, ale zawsze jest teatralnym popisem, tak więc czujemy, że nie jest normalnie, tylko świat wzbogacono o efekty specjalne. Oczywiście świat naszej normy, bo prawdziwy jest jeszcze bardziej teatralny, tyle że trzeba się by to poczuć znaleźć na szczycie góry albo na skraju przepaści. Burzę jakąś zobaczyć, albo noc na pustyni, a w codziennych miejskich realiach znanego otoczenia się tego nie odczuwa. I taki właśnie bardziej codzienny klimat stwarza model IX, tyle że niecodzienne jak na słuchawki dokanałowe jego muzyka posiada wypełnienie, niecodzienną, bardzo dobrze technicznie odwzorowaną normalność i niecodzienną przejrzystość. W efekcie większości muzyki przezeń wyprodukowanej okazuje się sympatyczniejsza i bardziej właściwie podana niż przez prawie trzy razy droższy model X. Dopiero sięgnięcie po takie nagrania, jak te których użyłem podczas badania pogłosu, pozwala odkryć, że droższy pobratymiec jest technicznie bardziej różnorodny i pewne rzeczy potrafi zobrazować lepiej. Nie tak swojsko, a za to bardziej niezwykle i bogato.

Pozostał nam jeszcze najtańszy Piano Forte VIII, który pod względem ceny już tak bardzo na rynku słuchawek dokanałowych się nie wyróżnia, spokojnie mogąc stanowić alternatywę dla Sennheisera IE 800 czy AKG K3003. Alternatywę bardzo groźną, bo wyposażoną w te wszystkie walory, o których pisałem na początku, walory wspólne dla wszystkich Piano Forte, ale także własną specyfikę, która nie jest w sensie pozytywów do pogardzenia. Przede wszystkim gra najcieplej, a więc podgrzewa muzyczną atmosferę. Poza tym gra blisko, kameralnie; może nie bliżej niż IX, ale w połączeniu z tym ciepłem bardziej właśnie kameralnie i osobiście. Model X jest, gdy porównywać, mimo wszystko z lekka wyobcowany, chociaż o wiele mniej niż przeciętne słuchawki dokanałowe, a IX całkiem już swojski i codzienny w sensie normalności odbioru, ale mniej osobisty a bardziej obiektywizujący. Jego dźwięk w porównaniu do VIII jest bardziej neutralny, a więc mniej zaangażowany uczuciowo.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_013_HiFi Philosophy

Każde z nich ma także swój własny charakter brzmieniowy, co sprawia, że nie ma tu zwycięzców i przegranych. Wszystkie są ciekawe i warte uwagi.

Ósemka zaś jest właśnie nie tylko swojska, ale jeszcze z lekka ogrzewająca, a przy tym nadająca dźwiękom największej masy. Echa podaje w tej samej ilości co IX, ale odbiera się je trochę inaczej, bo brzmieniowo są trochę niższe i bardziej ujednolicone, co znów wzmaga wspomnianą intymność, dodatkowo podkreślając ją jeszcze zaznaczającą się chropowatością brzmienia, wyraźnie odróżniającą model VIII od IX i X. Wszystko to razem powinno się składać na najlepszy pod wieloma względami muzyczny spektakl i faktycznie niektórych utworów z modelem VIII słuchało się najlepiej, były to jednak rzadkie przypadki, bowiem względem tamtych jeden aspekt ma ósemka słabszy – jest mianowicie mniej przejrzysta. Przy całym swym cieple, miłej chropowatości i dużej masie jej dźwięk sprawia wrażenie jakby był z lekka przybrudzony, tak że ma się ochotę włożyć go do pralki i zrobić z tym porządek. Nie polecam takiego zabiegu, którego efekt byłby na pewno odwrotny od zamierzonego, ale chęć jest. Gdy słuchać w oderwaniu, rzecz się nie narzuca, ale przy porównaniach większa czystość medium u droższych krewniaków okazuje się dobrze słyszalna. Oczywiście można to interpretować w różny sposób, bo takie lekkie przybrudzenie wraz z ciepłem i masą jeszcze powiększają poczucie swojskości, mnie jednak bardziej obiektywizująca gładkość i przejrzystość modelu IX prawie zawsze podobała się najbardziej. Muzyka psychodeliczna najlepiej wprawdzie wypadała na dziesiątkach, a rock, jazz i blues na ósemkach mógł być dla dziewiątek realną alternatywą, ale całościowo dziewiątki odebrałem jako najbardziej pociągające i gdyby ktoś miał mi ofiarować słuchawki Piano Forte, to poproszę właśnie o numer dziewięć.

Podsumowanie

Final_Audio_Design_Piano_Forte_008_HiFi Philosophy   Słuchawki z serii Piano Forte darzą rozrzutem cenowym i różnicami stylu. Style te mają zawsze oparcie na wysokiej jakości ogólnej, uzupełnianej u każdych inną specyfiką, sumarycznie pozwalając każdemu wybierać coś dla siebie. Jest coś dla miłośników wielkich scen i wzbogaconej dorodnym echem holografii, coś dla lubiących obiektywizm  i naturalność bez śladu nudy czy techniczności, a także coś dla rockowych brudasów, lubiących dużą dźwiękową wagę. Jednocześnie trzeba mieć na względzie, że chociaż różnice te tak mocno w recenzji podkreślałem, w realnym słuchaniu wcale nie są duże i trzeba się sporo napocić oraz dużo muzycznego materiału przetrawić, nim niczego zawczasu o słuchawkach Piano Forte nie wiedząc, dojdzie się do podobnych wniosków. W pierwszej chwili wydają się grać podobnie i żadnej drastyczności w różnicach pomiędzy nimi nie ma. Modele VIII i IX echa mają tylko nieznacznie mniej niż X, a sceny w odpowiednich utworach też bardzo duże. Z kolei dźwięk z modelu X także jest ponadprzeciętnie jak na słuchawki dokanałowe naturalny, nie odbiegając pod tym względem na przykład od flagowych dokanałówek Sennheisera. Wachlarz różnic jest wprawdzie rozłożysty, a style odmienne, ale są to różnice w bliskości a nie w całkowitej odmienności. I nic w tym nie ma dziwnego, albowiem wszystkie wynikają wyłącznie z odmiennych odpowiedzi rezonansowych komór akustycznych wykonanych z różnych metali: miedzi, stali stopowej oraz mosiądzu. Daje to dobry obraz tego jak taka komora jest ważna i jak odmienne efekty potrafi generować, jednakże nie jest ważna tak bardzo, by wszystkie modele Piano Forte nie miały grać w stronę naturalności, otwartości i muzycznego piękna. Wszystkie trzy to niewątpliwie wyróżniające się słuchawki dokanałowe, a że można takich słuchawek nie tolerować, czarowi nawet najlepszych nie ulegając – to inna sprawa, wynikająca bardziej z ergonomii i zdolności adaptacyjnych niż samej muzyki. Niezależnie jednak od tego duży szacunek budzi pomysłowość projektantów, a także ich dbałość o każdy detal i precyzję wykonania. Wzór konstrukcyjny modeli Piano Forte jest unikalny, w praktyce bardzo dobrze się sprawdzający. Dźwięk dają mocny, obszerny, naturalny, a sceny duże, potrafiące obrazować holografię i perspektywę. To nie jest zwyczajne dokanałowe granie, tylko takie wyleczone z chudości i spłaszczania sceny. Dochodzi do tego zupełna odporność na uszkodzenia oraz łatwość aplikowania, oddalająca nas od kłopotów ze sporządzaniem indywidualnego odlewu czy lawirowaniem z wielkością zatyczek i trudnościami z właściwym ich usadowieniem. Dodatkowym, jakże ważnym, atutem jest brak obawy o nadwyrężenie słuchu, ponieważ słuchawki są tak naprawdę otwarte, ekstremalnych ciśnień w kanale słuchowym nie powodujące. Model X ma przy tym dodatkową wartość złotej biżuterii i w tej optyce winien być postrzegany. Coś jak nie tylko same słuchawki, ale drogie kolczyki, które ostatnimi czasy również panowie, na wzór piratów i siedemnastowiecznych dandysów, skłonni są naszać. Dwa pozostałe są już normalniejsze i także elegancko się prezentują, niczym srebro lub zmatowione złoto, którym model VIII faktycznie jest pokryty. A wielokrotnie niższe ceny nie przeszkadzają im grać równie efektownie. Pomimo zbliżenia stylu do zwykłych słuchawek dynamicznych, nie powinno się jednak oczekiwać grania dokładnie tego samego rodzaju. Słuchawki dokanałowe mają swoją specyfikę i mniej czy bardziej się ona zaznacza. Zwykle dużo mniej odbiegają od słuchawek wokółusznych z dobrym torem stacjonarnym, ale nikt przecież nie będzie czegoś takiego nosił ze sobą.

 

W punktach:

Zalety wspólne

  • Duże podobieństwo do stylu brzmieniowego słuchawek otwartych.
  • Naturalność.
  • Duża scena.
  • Brak pomniejszania źródeł dźwięku.
  • Ukazanie holografii i perspektywy.
  • Wysokiej klasy przejrzystość i szczegółowość.
  • Brak poczucia dźwiękowej alienacji.
  • Wysoki poziom ogólny.
  • Dobry bas.
  • Żadnych kłopotów z sopranami.
  • Całkiem przekonująca średnica.
  • Znakomity, nawiązujący do biżuterii wygląd.
  • Świetne wykonanie.
  • Duże, wentylowane przetworniki dynamiczne.
  • Prostota użycia.
  • Dbają o nasze uszy.
  • Uznany producent.
  • Made in Japan.
  • Polski dystrybutor.

 

Zalety indywidualne:

Model X

  • Największy obszar sceniczny.
  • Bogate oddanie pogłosowości.
  • Znakomita przejrzystość.
  • Szczególne powinowactwo z muzyką elektroniczną.

Model IX

  • Największa naturalność.
  • Gładki, bardzo przyjazny dźwięk.
  • Też znakomita przejrzystość.
  • Pasują do każdej muzyki.

Model VIII

  • Najbliższy pierwszy plan.
  • Najcieplejsze brzmienie.
  • Także najbardziej masywne.
  • Wyczuwalna chropowatość faktur w pozytywnym znaczeniu.

 

Wady i zastrzeżenia ogólne

  • Brak możliwości symetrycznego podpięcia, a przecież wiele odtwarzaczy przenośnych operuje dźwiękiem symetrycznym.
  • W pierwszych sekundach chłodny dotyk.
  • Stosunkowo ciężkie (chociaż to nie przeszkadza).

 

Uwagi indywidualne:

Model X

  • Z wszystkich trzech najmniej swojsko brzmiące, choć i tak bardziej swojsko niż zdecydowana większość słuchawek dokanałowych.

Model IX

  • Mniejsza scena niż u dziesiątek.

Model VIII

  • Najmniej przejrzyste.
  • Też mniejsza scena.

 Sprzęt do testu dostarczyła firma: 

fonnex

 

Strona producenta:

final_audio_design

 

 

 

 

 

 

 

Dane techniczne:

  • Słuchawki dokanałowe o konstrukcji otwartej.
  • Przetworniki dynamiczne o średnicy 16 mm.
  • Tubowy kształt komory rezonansowej.
  • Obudowa toczona i łączona z jednolitych bloków metalu.
  • Impedancja: 16 Ω.
  • Skuteczność: 108 db/mW.
  • Waga: 38 g.
  • Kabel w oplocie materiałowym długości 1,4 m zakończony kątowym małym jackiem.
  • W komplecie etui przenośne.
  • Cena: Piano Forte X – 11 000 PLN
  •           Piano Forte IX – 4490 PLN.
  •           Piano Forte VIII – 3490 PLN.

 

System:

  • Odtwarzacze przenośne: Astell & Kern AK100 II, HiFiMAN HM-901.
  • Słuchawki: Final Audio Design Piano Forte X, IX, VIII.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Divaldi AMP 01, Phasemation EPA-007.
  • Przetwornik: Phasemation HD-7A192.
  • Interkonekt: Acoustic Zen Matrix Reference II.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

2 komentarzy w “Recenzja: Final Audio Design – porównanie modeli Piano Forte X IX i VIII

  1. Ewa napisał(a):

    Przyznam szczerze, że jestem zaskoczona tą serią i taką dużą rozpiętością modeli w tej serii. Jest ogromny wybór dla każdej kieszeni tak na prawdę:)

  2. Piotr Michalak napisał(a):

    Miałem okazję nabyć X i VIII, a także pożyczyć na dłuższy czas IX. Generalnie potwierdzam większość wniosków. VIII są najbardziej zrolowane i średnicowe, natomiast technicznie i przestrzennie i tak dają radę. Są uboższe od IX i X brzmieniowo, aczkolwiek to wychodzi dopiero w porównaniu bezpośrednim; same z siebie brzmią świetnie, choć może przeszkadzać brak ostrości osobom tak jak ja przyzwyczajonym np. do brzmienia marki Beyerdynamic czy Ultrasone.

    IX jest najbardziej zwyczajna, można powiedzieć, że to „studyjna wersja piano forte”. Przez to ma najmniej w moim odczuciu „tego czegoś”, jest zwykła, ale bardzo dobra technicznie. Może to jest takie „pianoforte” dla fanów Beyerdynamica? Wizualnie moim zdaniem też pozostałe dwie wyglądają lepiej (miedź i złoto lepiej się prezentują niż stalowe pianoforte), choć wszystkie są oczywiście pięknymi słuchaweczkami, unikalnymi wizualnie.

    X przede wszystkim wizualnie wygląda najlepiej. To absolutnie śliczna słuchawka. Połączenie połyskującego się, żółtego złota z czarnym kablem daje jednocześnie ekstrawagancję, a przy tym i subtelną elegancję. Brzmieniowo faktycznie jest delikatny pogłos i wynikające stąd rozmycie dźwięku, ale przestał mi przeszkadzać, odkąd porównałem X ze „studyjnymi” IX. Odkryłem w ich brzmieniu magię, zrozumiałem je.

    Lab2 brzmieniowo są bogatsze od nich wszystkich, aczkolwiek… mimo tego, co sugerują ich śliczne zdjęcia, X wyglądają w praktyce lepiej. Pianoforte jako seria jest też wygodniejsza niż lab2, które mogą wypadać z uszu przez połączenie słuchawki z lekkiego tytanu oraz relatywnie cięższego, sztywnego, srebrnego kabla.

    Trudno wybrać, która z tych słuchawek jest najlepsza, to fakt. Warto przed zakupem posłuchać wszystkich, zobaczyć je na własne oczy i wybrać pod swoje oczekiwania wizualne oraz brzmieniowe. U mnie zostały jednak X, a VIII wędrują na sprzedaż, bo jednak i wizualnie, i brzmieniowo X są bogatsze. Komplementują natomiast Lab2 pod względem wygody użytkowania i innego, bardziej oddalonego charakteru brzmienia.

    Pozdrowienia dla wszystkich:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy