Recenzja: Final Audio Design – porównanie modeli Piano Forte X IX i VIII

Budowa cd.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_014_HiFi Philosophy

…oraz Final Audio Design Piano Forte X.

   Słuchawki z tak dużym przetwornikiem, w dodatku całe z metalu, a co więcej, nie z jakiejś metalowej wydmuszki, tylko toczonych elementów, muszą być stosunkowo ciężkie i faktycznie są takie. Ich małość sprawia jednak, że zbyt ciężkimi nie są, toteż po zaaplikowaniu szybko znikają z pola czuciowego i w świecie zmysłów pozostaje samo brzmienie. Osobiście jestem pod tym względem wyjątkowo wrażliwy i słuchawek dokanałowych, niezależnie od ich lekkości i wygody, nigdy słuchać długo nie potrafię, ale skoro takie słuchawki są produkowane, najwyraźniej są też i na nie nabywcy, a inni do ich używania niewątpliwie lepiej się adaptują. Z tym adaptowaniem i aplikowaniem jest w przypadku trzech modeli z serii Piano Forte jeszcze jedna, obok sporego ciężaru, osobliwość – mianowicie nie posiadają żadnych koreczków czy nakładek na wylot dźwiękowy. Gdy inni biedzą się, serwując całe galerie różnego kształtu i rozmiaru adapterów, w modelach najwyższych oferując ponadto konstrukcje na bazie indywidualnego odlewu, idealnie dopasowane do kształtu ucha, Final Audio Design rozwiązało rzecz z brutalną prostotą. Słuchawki mają na końcu dźwiękowej rury wydechowej półkuliste zwieńczenie, całkiem gołe, nie wyposażone w żadne umilające nakładki. Metalowa końcówka ląduje bezpośrednio w kanale słuchowym, bez żadnych plastikowych pieszczot. Na pierwszy rzut oka wydaje się to bezmyślne i nonszalanckie, by nie powiedzieć sztubackie, ale praktyka błyskawicznie zmienia ten obraz. W pierwszych sekundach po założeniu odczuwamy wprawdzie wzmożony chłód, wynikający niskiego ciepła właściwego metalu; ta sama własność sprawia jednak, że metal błyskawicznie wysysa ciepło z naszej skóry, wyrównując temperaturę, tak więc chłód zanika niemal natychmiast.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_006_HiFi Philosophy

Uff. Poza kształtem, łączy je taki sam przewód oraz wtyczka minijack.

Jest jeszcze druga przyczyna decydująca o możliwości tak prostego podejścia do tematu wtykania – dynamiczna konstrukcja przetwornika daje mocny, nasycony dźwięk, a ten z natury bardziej jest niezależny od precyzji domknięcia kanału słuchowego. U przetworników zbalansowanych kwestia ta jest zasadnicza, a pełne domknięcie i właściwe ukierunkowanie wylotu absolutnie kluczowe. Natomiast u dynamicznych Piano Forte, tak samo jak u częściowo dynamicznych AKG K3003 i też w całości dynamicznych Sennheiserów IE 800, takie domykające starannie wtykanie nie jest już konieczne, tak więc wystarczy je po prostu wetknąć bez żadnego dociskania i wszystko będzie gites, jak to mawiają ludzie młodzi, najczęściej takich słuchawek używający. Tu wszakże nasuwa się jeszcze inna uwaga. Potraktowałem dość oschle Sennheisera, ale jego IE 800 nie tylko mają dynamiczną wentylację, ale także „dwukomorowy absorber”, czyli coś pozwalającego rugować tak zwane maskowanie, polegające na interferencyjnym wygaszaniu przez częstotliwości z zakresu 7-8 kHz ich wyższych wielokrotności, powodujące wyczuwalne zubożenie i nienaturalność dźwięku. Jest to problem nieobecny w słuchawkach nausznych, natomiast charakterystyczny u dokanałowych, będący drugim obok słabości dźwięku powodem stosowania w każdej dokanałowej słuchawce wielu przetworników – obsługujących różne zakresy z różną mocą podawane, celem wyrównania pasma. Final Audio Design nic o problemie maskowania nie wspomina, tak więc pozostaje przysłuchać się uważnie brzmieniu i sprawdzić, na ile jest ono kompletne i naturalne.

Final_Audio_Design_Piano_Forte_003_HiFi Philosophy

Ale tak jak różne są one w wykończeniu, tak różnią się też zastosowanymi przetwornikami.

Przed tym badawczym odsłuchem pozostaje jeszcze dorzucić dane techniczne, których producent okazuje się skąpić. Poza określeniem słuchawek jako otwarto-kanałowych i przytoczeniem nazwy surowca oraz formy jego wierzchniego wykończenia, wymienia tylko wspomnianą 16-milimetrową średnicę przetwornika, określa skuteczność na 108 db/mW, oporność, jako wynoszącą 16 Ω, a także wagę – 38 gramów. Próżno natomiast szukać zakresu pasma i poziomu zniekształceń harmonicznych. Kabel ma długość1,4 m i jest wyposażony na całej długości w materiałowy oplot, a kończy go kątowy wtyk mały jack bez symetryzacji. Na obudowach wygrawerowano od spodu przy wlotach przewodów oznaczenia L-R, nie jest jednak konieczne ich odczytywanie, bo na metalowej wypustce chwytającej kabel przy lewej muszli znajduje się wyczuwalne pod paznokciem wyżłobienie; bardzo sprytne, umożliwiające rozróżnianie bez czytania.

Słuchawki dostarczane są w obszernych pudełkach, w których oprócz nich samych i materiałów piśmienniczych znajdziemy etui ze schowkiem dla iPoda, którego, jak zaznacza na swojej stronie producent, nie powinniśmy się spodziewać na wyposażeniu, toteż należy go kupić samemu.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: Final Audio Design – porównanie modeli Piano Forte X IX i VIII

  1. Ewa napisał(a):

    Przyznam szczerze, że jestem zaskoczona tą serią i taką dużą rozpiętością modeli w tej serii. Jest ogromny wybór dla każdej kieszeni tak na prawdę:)

  2. Piotr Michalak napisał(a):

    Miałem okazję nabyć X i VIII, a także pożyczyć na dłuższy czas IX. Generalnie potwierdzam większość wniosków. VIII są najbardziej zrolowane i średnicowe, natomiast technicznie i przestrzennie i tak dają radę. Są uboższe od IX i X brzmieniowo, aczkolwiek to wychodzi dopiero w porównaniu bezpośrednim; same z siebie brzmią świetnie, choć może przeszkadzać brak ostrości osobom tak jak ja przyzwyczajonym np. do brzmienia marki Beyerdynamic czy Ultrasone.

    IX jest najbardziej zwyczajna, można powiedzieć, że to „studyjna wersja piano forte”. Przez to ma najmniej w moim odczuciu „tego czegoś”, jest zwykła, ale bardzo dobra technicznie. Może to jest takie „pianoforte” dla fanów Beyerdynamica? Wizualnie moim zdaniem też pozostałe dwie wyglądają lepiej (miedź i złoto lepiej się prezentują niż stalowe pianoforte), choć wszystkie są oczywiście pięknymi słuchaweczkami, unikalnymi wizualnie.

    X przede wszystkim wizualnie wygląda najlepiej. To absolutnie śliczna słuchawka. Połączenie połyskującego się, żółtego złota z czarnym kablem daje jednocześnie ekstrawagancję, a przy tym i subtelną elegancję. Brzmieniowo faktycznie jest delikatny pogłos i wynikające stąd rozmycie dźwięku, ale przestał mi przeszkadzać, odkąd porównałem X ze „studyjnymi” IX. Odkryłem w ich brzmieniu magię, zrozumiałem je.

    Lab2 brzmieniowo są bogatsze od nich wszystkich, aczkolwiek… mimo tego, co sugerują ich śliczne zdjęcia, X wyglądają w praktyce lepiej. Pianoforte jako seria jest też wygodniejsza niż lab2, które mogą wypadać z uszu przez połączenie słuchawki z lekkiego tytanu oraz relatywnie cięższego, sztywnego, srebrnego kabla.

    Trudno wybrać, która z tych słuchawek jest najlepsza, to fakt. Warto przed zakupem posłuchać wszystkich, zobaczyć je na własne oczy i wybrać pod swoje oczekiwania wizualne oraz brzmieniowe. U mnie zostały jednak X, a VIII wędrują na sprzedaż, bo jednak i wizualnie, i brzmieniowo X są bogatsze. Komplementują natomiast Lab2 pod względem wygody użytkowania i innego, bardziej oddalonego charakteru brzmienia.

    Pozdrowienia dla wszystkich:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy