Recenzja: Final Audio D8000

   Producentów słuchawek wyraźnie nosi. Rynek do tego stopnia się rozgrzał, że w miejscu wysiedzieć nie mogą i jeszcze jednych nie kończą, a już za następne chwytają; niczym poszukiwacze złota kopiący w wielu miejscach. Bo skarb na wyciągnięcie ręki, że łutu szczęścia potrzeba. W tym wypadku nie takiego przypadkowego, by łopatę wbić w dobre miejsce, tylko samemu do zorganizowania – skonstruować chwytliwe słuchawki. Pomysłów w tej mierze nie brak, co rusz ktoś zapewnia, że przełomowe opracował – a jak już opracuje, to bóg jeden wiedzieć raczy, czego za nie zapragnie. Przeglądałem ostatnio ofertę słuchawek na stronie internetowej Woo Audio (które nimi tylko handluje) i włos się jeży jakie ceny. Sami zrobili nowy wzmacniacz za ponad czternaście tysięcy dolarów, a w słuchawkowej zakładce bez dwóch to lepiej nie podchodź, a jak chcesz spośród wszystkich wybierać, to bez sześciu. A przecież to Ameryka, cenowy raj, gdzie indziej jest jeszcze drożej.

Japońskie Final Audio także nie wysiedziało i sypie jak z rękawa. W 2015 recenzowałem ich flagowe Final X, w 2016 sypnęli dużą garścią nowości ze średniego przedziału, a teraz sami sobie konkurencję zrobili, oferując pierwsze słuchawki planarne. Takie od razu z najgrubszej rury – nowatorskie i drogie.

Tytułowe Final Audio D8000 kosztują, wbrew nazwie, nie osiem a piętnaście tysięcy (na całe szczęście złotych), a przy okazji nasuwa się skojarzenie, iż coś względem tych ośmiu tysięcy zawisło na japońskim niebie, bo dopiero co recenzowany był nowy wzmacniacz flagowy Staksa z sygnaturą T8000, a teraz słuchawki Finala z oznakowaniem D8000. Wzmacniaczowi ta cyfra za bardzo szczęścia nie przyniosła – wypadł poniżej oczekiwań – ale może osiem tysięcy kojarzą tam z czymś wybitnym – pojęcia nie mam. W każdym razie nowe ortodynamiki Finala też się ozdobiły ośmioma tysiącami i z hukiem wparowują na rynek, co ta recenzja ma poprzedzić. Na dniach ich jeszcze nie będzie, ale na tygodniach już tak, bo niedługo po AVS mają zostać udostępnione.

Będą więc od Finala jednocześnie za dwadzieścia tysięcy dynamiczne Sonorous X i za dwanaście Sonorous VIII, a w dziale ortodynamicznych za piętnaście Final Audio D8000. Ogólnie nie można narzekać, bo i wybór pokaźny, i ceny się nie pokrywają, i każde mają własne wynalazcze zaplecze, do którego teraz przejdziemy. Wpierw jedynie napomknę, że pierwszy raz model D8000 był prezentowany na majowym High End w Monachium, ale to były nie te słuchawki, tylko prototyp o mniejszych gabarytach i innym sposobie grania – ciaśniejszym, bardziej zgęszczonym i nieco pikantniejszym.

Technologia, czyli dlaczego te warto wybrać 

W skromnym pokrowcu…

 Ano właśnie, cenę jakoś uzasadnić należy i smaku klienteli narobić, bo jeszcze nie doszliśmy do takiego etapu, żeby sama marka ją uzasadnia; jeszcze nie w dziale technologii – choć firma Apple robi co może. Jednak ostatnio szło jej nie najlepiej, tak więc tym bardziej trzeba.

W odniesieniu do słuchawek o konstrukcji planarnej takie wysokie ceny to w historycznym ujęciu niemała komplikacja. Z jednej strony pod koniec lat 70-tych (dokładniej w latach 1978-80), królowała na słuchawkowym rynku ortodynamiczna Yamacha YH-1000, nie należąca do tanich (coś koło trzystu dolarów, dużo wtedy cenniejszych); z drugiej znakomite Fostex T50 RP od zawsze (czyli od dawna) były tanie i wciąż kosztują zaledwie sześćset złotych. Skalę zjawiska obrazują najlepiej bazujące w niemałym stopniu na tych ostatnich MrSpeakers Ether Flow, wycenione wg bieżącego cennika na równe osiem tysięcy. Tak więc planary (jak chce sama nazwa) niby z natury są płaskie, ale cenowo rozfalowane. A pośród tego falowania na samym grzbiecie drożyzny notujemy takie przypadki jak Abyss AB-1266 za $5500 i HiFIMAN Susvara za $6000, a więc od teraz recenzowanych niemal dwukrotnie droższe. (Susvara na naszym rynku to 29 900 PLN).

Nazwa mówi o płaskich, bo płaski jest przetwornik. Po obu stronach membrany z płaskimi nad całą magnesami, dzięki czemu reakcja na sygnał jest niemal natychmiastowa na całej powierzchni tworzenia dźwięku, jednakże wg inżynierów Finala są tutaj dwie przeszkody. Pierwsza taka, że cewki w konstrukcjach planarnych przyklejano do membran, podczas kiedy obecność kleju skutkuje zniekształceniami. Dlatego w planarnych Final Audio cewek się nie przykleja, tylko zostają wytrawiane bezpośrednio na samych membranach. Druga z przeszkód to ta, że reprodukcja niskich częstotliwości wymaga dużych wychyleń, a na to między membraną a bliskimi jej magnesami w płaskich konstrukcjach planarnych zwyczajnie nie ma miejsca. Soprany zatem i tony średnie mogą dawać popisy (ta obustronna kontrola wspomagana szybkością), natomiast z basem problem.

arcydzieło.

Jakoś z tym sobie radzono, bo już ta zamierzchła Yamaha YH-1000 słynęły z mocy basu, a bardziej współczesne Audeze LCD-3 i HiFiMAN HE-6 basu nikomu nie skąpią, uchodząc nawet za basowe, ale specjaliści z Final Audio wiedzą swoje i podnoszą argument, że bas nie do końca w planarach od zawsze był prawidłowy, gdyż uzyskiwano go kosztem precyzji, waląc membraną po magnesach, i jeszcze sztucznie podbijano, stosując izolujące pady, zatrzymujące dźwięk przy uszach. A tak się dziać nie powinno, to nie jest właściwy sposób. Siedli więc nad problemem (podobno jeszcze w 2014) i wymyślili takie coś, co się nazywa Air Film Damping System (AFDS), na który składa się system regulatorów przepływu powietrza po obu stronach przetwornika, dzięki któremu i wilk syty – bo basu nie brakuje, i owca cała – bo precyzja nie cierpi. Mało tego – to wszystko nie tylko w imię basu, ale także ogólnego dopasowania słuchawkowego przekazu do ludzkiej percepcji słuchowej; tak żeby w uszach nam śpiewało jakoby dźwiękiem z wolnego świata, a nie takiego zamkniętego w słuchawkowych komorach. Właśnie dlatego te aż piętnaście tysięcy, bo się specjaliści napracowali.

Układ jest rzeczywiście złożony: składają się nań liczne przegrody akustycznych ustroi, obejmujących z obu stron ortodynamiczną membranę o średnicy 50 mm, której cechą znaczącą jest mniejsza o trzydzieści procent waga względem dotychczas używanych, a także to, że pracuje na całej powierzchni jak tłok a nie przepona. Takie akustyczne tłumienie i kształtowanie przegrodami dźwięku to zresztą specjalność Final Audio, bo coś podobnego było już w dynamicznych Sonorous, chociaż nie o tym stopniu skomplikowania. Ma też Final na koncie przymiarki do skonstruowania słuchawek w oparciu o dodatkowy przetwornik tubowy, z czego wprawdzie ostatecznie zrezygnowano, ale kto wie, czy nie szkoda. Tak czy inaczej firma jest bardzo pomysłowa i technologicznie zaawansowana; otwarta na nowatorskie rozwiązania, za co jej cześć i chwała. Quasi tubowa (a dokładniej wspierana maleńką tubą przetwornika z kotwicą zrównoważoną) Pandora Hope VI grała wyjątkowo ciekawie i na dodatek niewiele kosztowała, a kosztowne Sonorous X i VIII oferują niepowtarzalny styl, każde cokolwiek inny.

Z wyglądu pozornie też skromne.

Dziesiątka dźwięk produkuje wyjątkowo pienisty, można powiedzieć szampański, a ósemka to kwintesencja muzykalnego czaru, potrafiąca upajać słodyczą. Zwłaszcza pewne utwory specyfikę obydwu ukazują i kiedy się wówczas porównuje z innymi słuchawkami, różnice wychodzą natychmiast.

Ekipa Fnal Audio nie poprzestała jednak na tym i teraz proponuje specyfikę jeszcze inną; a jaką, o tym za moment. Słuchawki są tak nowe, że przybyły bez zewnętrznego opakowania, które ma być eleganckie. Przyjechały w samym etui z usztywnionego brezentu, w którym prócz nich znalazły się dwa kable. Oba w postaci dwuprzewodowej plecionki z przewodów jak na słuchawki grubych, ale nie ciężkich i bardzo elastycznych. Trzymetrowa długość dłuższego, zakończonego dużym jackiem, daje komfortowy brak skrępowania na pozycji słuchacza, a półtorametrowa przeznaczonego dla urządzeń przenośnych też gwarantuje wygodę. Podpięcie dochodzi do obu muszli, tak więc możliwy będzie przewód symetryczny, który firma obiecuje i który ma być ze srebrzonej miedzi, a samo podpinanie realizowano przez tradycyjne u Finala firmowe wtyki z zabezpieczającym półobrotem.

Pałąk i sposób łączenia go z muszlami Final Audio D8000 dziedziczą po modelach dynamicznych, tyle że wyścielenie jest od poprzedniego trochę grubsze i wyjątkowo mięciutkie. Regulację pionową też tradycyjnie zrealizowano suwakami na prowadnicach, a same muszle przytwierdzono do metalowych obejm jak zwykle kulowymi przegubami, zapewniającymi omnikierunkową swobodę. W efekcie muszle osiadają precyzyjnie, absolutnie nic nie uwiera. Tym bardziej, że miejsca wewnątrz nie brak, każde ucho zmieści się całe.

Obudowy nowatorskich przetworników AFDS są, w przeciwieństwie do obu szczytowych modeli dynamicznych, otwarte a nie zamknięte, wykonane z odlewów aluminiowo-magnezowych, szczególnie dobrze tłumiących wibracje; przy czym od razu rzuca się w oczy, że są od dynamicznych bardziej spłaszczone, czyli słusznie określane jako „planarne”. Od strony zewnętrznej widać na nich pięć podwójnych wzmocnień szprychowych, pomiędzy których podwojonymi szprychami od wewnątrz znalazły się małe otwory dodatkowego kanalizowania dźwięku, czego nikt nigdy jeszcze nie widział. Wspierają je dodatkowe kanały wycięte od wewnątrz w padach, ale nie bezpośrednio przy nich, tylko dokładnie na środku między nimi. Tak więc mamy pięć dodatkowych wentyli dźwiękowych i pięć małych, prostokątnych wycięć na wewnętrznym obrysie padów, poprzesuwanych względem siebie dokładnie o pół fazy.

Nic niby aż żeby…

Bardzo ciekawe są też same pady, wysoce nietypowe. Zupełnie płaskie powierzchniowo, dokładnie okalające uszy i z tymi wycięciami. Wykonano je z miękkiej gąbki, bardzo umilającej użycie, a na dodatek umilenia okryto wyjątkowo gładkim materiałem, prawdopodobnie rodzajem alcantary lub innej nowego rodzaju tkaniny. Dzięki temu oraz wścieleniu pałąka, pomimo sporej wagi 523 gramów, słuchawki noszą się bardzo wygodnie, złego słowa nie powiem. Wygląd, pomijając to podobieństwa pałąka, od dynamicznych okazuje się różny, bo nie ma zamkniętej konstrukcji, wypiętrzających się komór ani złota i chromu z modeli szczytowych. Słuchawki nie rzucają się w oczy i dopiero przy bliższym oglądzie okazują się wyjątkowe. Skóra pałąka, stop magnezowy muszel i te szczególne pady składają się na wygląd, który przynajmniej mnie ujął. Niby żadnej nadzwyczajności, żadnego korzenia się przed luksusem, a jednak tchną perfekcją. Nie produkt łapu-capu – że robimy to samo a drożej – przetwornik całkiem nowego typu, wyrafinowany sposób jego osadzenia i uzupełniania akustycznego konstrukcją padów, a także nowy kabel. I najważniejsze – inny dźwięk.

Przed jego skosztowaniem parę jeszcze technicznych uwag. Impedancja wynosi 60 Ω (identycznie więc jak u Susvary), a skuteczność aż 98 dB. Daje to pełną łatwość napędzania, grać można wprost ze smartfona. W komplecie sprzedażowym oprócz eleganckiego pudła obiecują firmowy stojak o charakterystycznym kształcie, którego niestety nie uświadczyłem, gdyż to jeszcze przedbiegi. Producent także podkreśla, że jednym z jego priorytetów była naturalizacja brzmienia, wraz z komfortem noszenia gwarantująca długie słuchanie przy pełnej satysfakcji. Na poparcie tej tezy pokazuje wykresy charakterystyk częstotliwości z AFDS i bez, a więc słuchawek własnych i konkurencji. Widać na nich, jak wysokie tony bez systemu ulegają nienaturalnemu podbiciu, a bas gaśnie nim zejdzie nisko.

Odsłuch

ale kiedy się ozwą…

   Opis brzmienia mógłbym zacząć ostrożnie, napięcie budując pomału. Rozpocząć od nie dość jednoznacznych porównań i kluczyć opisowo. Rozbudzać stopniowo nadzieję, podtrzymywać ją, coraz bardziej rozniecać. Aż na koniec zakrzyknąć to, co teraz od razu powiem, bo mi się nie chce zawracać czytelnikom głowy i sobie utrudniać życia. W mojej opinii są to najlepsze słuchawki od czasu wielkiej czwórki, to znaczy Sony MDR-R10, Sennheisera Orfeusza, Stax SR-Ω i AKG K1000. Z koniecznym uwzględnieniem tego, że Orfeusz ma teraz nowe wcielenie, a Abyssów i Susvar nie słuchałem. Także z uwagą, że zeszłoroczne Focal Utopia dźwięk oferują gęstszy i barwniejszy, że Ultrasone Jubilee (czyli ulepszone Edition5) są bardziej holograficzne, a z Grado GS1000 się ekstatycznie szybuje ponad krainą dźwięków, natomiast Audeze LCD-4 są brzmieniowo dosyć podobne. I jeszcze z komentarzem, że Crasszone CZ-1 to całkiem inna stereofonia, a gdy Stax SR-009 odpowiednio napędzić (o co bardzo jest trudno), to grał będzie transparentniej. A także z adnotacją, że własnej firmy Final X mają specyfikę inną i brzmienie też zjawiskowe. Ale w kontrze do tych aneksów takie podsumowanie, że poza wielką czwórką i nowym Orfeuszem te słuchawki dla siebie widziałbym w pierwszym rzędzie (plus zjawiskowe GS1000), zwłaszcza jako uzupełnienie posiadanych K1000 – ponieważ grają te D8000 niesamowitym dźwiękiem, są potencjalnie mobilne i się wygodnie noszą. A teraz uzasadnienie.

Przy komputerze

Uzasadnienia lepszości mogą być najróżniejsze. Grado GS1000 są ekstatycznie przestrzenne i z muzycznym artyzmem. Orfeusz to perfekcja, holografia i przede wszystkim „lepsza prawda”. Nikt tak nie potrafi łączyć dźwięków z przestrzenią jak binauralne K1000, a Stax SR-Ω to ogrom, delikatność i spajający je czar. Pod względem muzykalności nikt się nie równa z Sony R10, które na dodatek też są super holograficzne i na ogromnej scenie. Każde z wymienionych to osobne królestwo – królestwo wspaniałego brzmienia.

szok!

Nie mam ich, nie porównam; to znaczy mam K1000, ale z potężnym kablem, nadającym się tylko do odczepów głośnikowych, czyli to jakby nie słuchawki i nie ma wprost przełożenia. Poza tym to już przeszłość, nawet odnośnie kabla. Z genialnych wymienionych zostały na rynku same przeze mnie nieposiadane prócz Crosszone. Tych oczywiście użyłem, a także kilku normalniejszych – w miarę możności o konstrukcji otwartej, tak żeby było sprawiedliwie. Ale poszły też w ruch zamknięte Fostex TH900, które są transparentne na miarę niemal SR-009 i jeszcze mają wielką scenę, a także super bas.

Zacznijmy jak zwykle od komputera, a przy nim dwóch Ayonów – przetwornika Sigma i wzmacniacza słuchawkowego HA-3., spiętych interkonektem Hijiri HGP-10R MILLION, co to był właśnie przybył, ale już jako wygrzany.

Konkurenci

Dynamiczne, otwarte i też szczycące się nowatorstwem pod wieloma względami AudioQuest NightHawk wyposażone w kabel Tonalium zagrały gęsto, ciemno i muzykalnie. Tyle to już razy pisałem, że mi się kompletnie przejadło, ale tym razem muszę dopisać, że ich wydatny pogłos na tle recenzowanych wysoce był nienaturalny, degradujący brzmienie, niemalże nieznośny. To będzie się powtarzało, tak będzie ze wszystkimi…

Też otwarte ale planarne HiFiMAN HE-6, należące już do przeszłości, zagrały bardziej otwartym i mniej pogłosowym dźwiękiem. Jednak też z wyczuwalnym pogłosem, a chociaż nie jasno (choć zwykle grają jasno) tylko akurat w sam raz, to z lekką chrypką, nie tak płynnie, nie tak wypełnionym i zmysłowym brzmieniem.

Zamknięte i dynamiczne Fostex TH900 Mk2 tak samo jak NightHawk grały ciemno, ale z pogłosowym jedynie basem i jak na nie naprawdę muzykalnie na większej od poprzednich scenie i w charakterystyczny dla siebie sposób transparentnie, to znaczy z gęstością tylko samych dźwięków, a między nimi wyjątkowo przejrzyście. Też z chrypką, ale lepszą niż u HE-6 – bardziej pobudzającą wyobraźnię i przywołującą wykonawców. I już bym był zachwycony, gdyby nie te D8000…

Tak wyglądających padów jeszcze nie było.

Sięgnąłem na koniec komputerowej uwertury po planarne i otwarte jak przedmiot recenzji MrSpeakers Ether Flow. Dwa prawie razy tańsze, a zatem cenowo nie ta liga, chociaż kabel Tonalium znacznie to wyrównuje. (Z nim to już jedenaście przeciw piętnastu.) Poza tym, jak się dowiedziałem niedawno, pewien klient wybrał je w trakcie sklepowych porównań zamiast Focal Utopia; i nie z uwagi na cenę – ta nie miała znaczenia. A więc są w stanie konkurować z o wiele nawet droższymi, to dla nich nie przeszkoda. Więc bądźmy dobrej myśli, bo w ich recenzji się rozpisałem, jak są dalekie od zniekształceń. Ale rzec można – nie tym razem. Nawet Fosteksy zagrały płynniej. Coś w nich się kotłowało i w ogóle wolę wersję zamkniętą, no ale porównujemy w miarę możności otwarte. Te otwarte mają rodzaj krótkiego pogłosu, który mi się nie podoba, a zamknięte nie mają. Ale żeby nie było – świetny drajw, dynamika, barwy, nasycenie – no, można się zakochać.

Final Audio D8000

Pora skonsumować naszego bohatera. Dlaczego taki pean na jego cześć wygłosiłem? Dwa są tego największe powody i oba kardynalne. Pierwszym sposób propagowania dźwięku, drugim tego dźwięku uroda, w tym brak zniekształceń i trójwymiarowość.

W Monachium, przy okazji prezentacji prototypu, odbyła się długa konferencja prasowa, podczas której inżynierowie od Final Audio opisywali problemy z uzyskaniem dźwiękowej naturalności, w tym przede wszystkim basu. Zdradzono w trakcie, że po pomoc zwrócono się do jednego z twórców pamiętnych Sony R10 (nie ja sam je widać pamiętam), zdaniem którego remedium powinna być przegroda akustyczna tłumiąca niechciane interferencje.

A regulacja dla Final Audio typowa.

Koniec końców dwie są w D8000 takie przegrody, po obu stronach membrany, uzupełniane innymi ustrojami i dodatkowym kanalizowaniem dźwięku. Efekt? Propagacja tak naturalna, że tylko wielka czwórka równać się może. Śladu najmniejszego zniekształceń, jednego jedynego śladu…Wszystkie konkurencyjne słuchawki opisane skrótowo powyżej to w porównaniu kakofonia, zupełna niemal katastrofa; także z uwagi na to, że kabel Hijiri niczego nie maskuje.

Jak napisałem dopiero co w recenzji kolumn tubowych, mózg chętnie podchwytuje zabawę w naturalizację brzmienia, maskując zniekształcenia i uzupełniając braki, o ile tylko materiał wyjściowy jest tego godny, a nie w pierwszym rzucie uwypuklenia niedociągnięć. A potem, jako rezultat, pojawiają się analityczne domysły, że te odbicia, chropowatości i stłumienia to pewnie wina samych nagrań. Aż bierze się do ręki D8000, zakłada – i wszystkie te „nagraniowe” braki okazują się znikać. Dźwięk gładki jak aksamit płynie swobodnie jak w morzu woda, że nie doświadczysz żadnych odbić, chrobotów, ograniczeń. Poezja ruchu i niezmącona perfekcja kształtu. Bo kształt to ten drugi składnik, popierający płynięcie. Dźwięki rozwinięte przestrzennie niemal jak z głośników tubowych, a jednocześnie dociążone, wypełnione i w kontrze do tego nośne. Gładkie niczym powierzchnia rtęci, tyle że nie srebrzącej się sopranami. Bo te są całe w trójwymiarowej postaci, wpisane dokładnie w brzmienie. Brzmienie inne – powiedzmy to otwarcie, po prostu brzmienie lepsze. Nie lepsze od Orfeusza czy R10 – aż takie dobre nie jest – ale generalnie najlepsze u nowo produkowanych, tyle że z wyliczonymi powyżej aneksami.

Odsłuch cd.

W duecie z flagowym iFi będzie można posłuchać na AVS.

   Wpadł Karol, rzucił okiem i pyta, czy te Final Audio D8000 coś warte. Odparłem, że to najlepsze słuchawki z obecnych poza Orfeuszem; najlepsze od czasu R10 jakie gościły w tym domu. (K1000 nie goszczą a mieszkają.) Zrobił zdziwioną minę, zakłada i pilnie słucha. – I co, podobają ci się? – pytam. – Nie lubię tego słowa – odparł – ale zajebiście naprawdę grają! Jak skrzyżowanie najlepszych elektrostatów z R10, a może jeszcze lepiej. Ty pewnie wolałeś R10, ale mnie się wydaje…

Tak, wolałem R10, bo miały lepszą scenę i bardziej dopieszczały detale, ale gdyby łeb w łeb porównywać, to mogłoby się okazać, że moc całościowa przekazu, a zwłaszcza siła basu u D8000 lepsze. Nie odtworzę po paru latach całego brzmieniowego kunsztu pamiętnych japończyków, ale to jest ta liga, te poziomy. I można wrzasnąć– nareszcie!

Przy odtwarzaczu i gramofonie

W tej sytuacji przenosząc się pod wyższej klasy źródła postanowiłem zlekceważyć porównania do normalniejszych słuchawek, traktując je marginalnie. Dla świętego spokoju wszystkich wprawdzie użyłem, dokładając jeszcze T1 – i nie ma zmiłuj D8000 grają na wyższym piętrze. Momentalnie wiesz po ich założeniu, że inni tak nie mogą, że dźwięk się w nich kotłuje, nie wypływa swobodnie. Nie chciało mi się, ale musiałem sięgnąć więc po K1000. Zabawa o tyle problematyczna, że one dla otoczenia nie są słuchawkami a kolumnami, lecz z łagodzącym efektem faktu, że Final Audio D8000 też są na zewnątrz bardzo głośne, najgłośniejsze z mi znanych. Dźwięk cały z nich wycieka, bardziej nawet niż z Sennheiserów HD800. (I znowu ta ósemka…) Tak więc jeśli dla kogoś tłumienie jest istotne, to one się nie nadadzą, i może – oby – nowe Ultrasone Edition15 będą tu zamiennikiem.

Co gorąco polecam.

Ale najpierw, przed porównaniem słuchawek, porównałem wzmacniacze, zaczynając od najtańszego iFi iCan PRO. Słyszałem narzekania, choć sam ich nie podzielam, na muzykalność tego urządzenia. Faktem jest, że jeśli jakieś słuchawki skwierczą czy cokolwiek innego w torze, to on tego nie będzie maskował, albo najwyżej nieznacznie. Lecz z Final Audio D8000 – bajka! Coś rewelacyjnego! Być może będzie taki zestaw do posłuchania na AVS i sami się przekonacie, o ile o źródło i kable zadbają. Albowiem planarne Finale kochają wzmacniacze, które niczego nie maskują, nie są łagodne i nie upiększają. Mogą być nawet lampowe z mniej kulturalnymi lampami, im to nie będzie przeszkadzać. Ostrawy, transparentny tor to dla nich pyszna zabawa a nie źródło rozpaczy. Kochają takie rajdy, fantastycznie w nich wypadają. Nie inaczej jak fantastycznie zagrały więc też z Octave, który ze swoimi sprzedażowymi lampami jest podobny do iCan PRO, ciut może łagodniejszy. Też potężny prądowo, przenikliwy i szczegółowy, a jednocześnie z lampowym stylem specjalnego światła i barwy. (iCana używałem wyłącznie w ustawieniu „Tube”, które po prostu wolę.) Ale dla D8000 moc wzmacniacza to sprawa bez znaczenia. Tak łatwo je wysterować, że nawet słaby da radę i nie będzie odstawał. Za to przenikliwość i transparencja są ważniejsze niż wypełnienie, są więc analogonem Crosszone. Dlatego przy Twin-Head trochę mi brakowało sopranów pikanterii. Pospołu ze wzmacniaczem potrafiącym uprzestrzenniać tak bardzo się uformowały na przestrzenne kopyto, że grało to wprawdzie najgłębiej, najpiękniej i najbardziej trójwymiarowo, ale więcej sopranowych iskierek by temu nie zaszkodziło. Za to pogłosy, zmysłowość, przywoływana obecność – to było na poziomie zjawiska. I wszechobecny brak zniekształceń, który zabija konkurencję. Pod tym względem są fenomenalne, lepsze chyba od Audeze LCD-4. Ale nie chcę zgadywać, bo te słuchawki zmieniono, czyniąc recenzję pierwszej wersji wysoce nieaktualną. Nie wiem jak grają po przeróbce, nie miałem okazji słuchać. Podobno znakomicie, a jeszcze lepiej z kablem Kimbera. Tak więc ciekawa potencjalnie konfrontacja, może na AVS?

Z planarną konkurencją.

Nie mając proszących się o porównanie LCD-4, Utopii, Ultrasoone Jubilee i Edition15 zostały mi ze współczesnych Crosszone i dawne AKG K1000. Jedne i drugie niemiarodajne, bo nazbyt specyficzne. Odnośnie też japońskich Crosszone, to są mniej transparentne i mniej przywołujące obecność, a że dające lepszą stereofonię, to oczywista sprawa i jeśli ktoś woli oba kanały w każdym uchu, to one są jedyne. Tu jednak taka uwaga, że stereofonia w D8000, jak na słuchawki zwykłe, także jest zjawiskowa. Pełne związanie kanałów, żadnego prawo-lewo. No ale AKG K1000 są słuchawkami z wielkiej czwórki, tu jeszcze poprawionymi genialnym kablem Entreqa, który zastosowany w Finalach też by na pewno pomógł. Tak więc z licznymi zastrzeżeniami i nieodzowną końcówką mocy Crofta wszedłem w krytyczne porównania.

Dwie sprawy są poza sporem: AKG lepiej budują przestrzeń i lepiej też zawieszają w niej dźwięki, a także przekaz mają ostrzejszy, bo mocniej podszyty sopranami. W efekcie dzwonki dźwięczniejsze a głosy bardziej przenikliwe i na krawędziach wyraźne, ale (co istotne) nie brzmiące wcale młodziej, bo też dociążone, nasączone, zmysłowe i w pełni zindywidualizowane. Final D8000 zagrały dużo spokojniej, łagodniej i z dalekimi planami nie w holografii a jak kurtyna. To względem K1000 była słabość, podobnie jak słabsze otaczanie dźwiękami głowy słuchacza. Ale poza tym ten sam poziom, analogiczne piękno brzmienia. A gdyby dążyć w tym kierunku, żeby też dać im sopranowe zrywy, to pewnie wysokie okablowanie Nordosta i jakiś wzmacniacz na 300B lub 2A3 byłby bardziej na miejscu. Lecz równolegle z tym inna sprawa – planarne Final powinny być idealnym partnerem dla wzmacniaczy tranzystorowych. Strzelam w ciemno, ale Phonitor albo flagowy Trilogy powinny się rewelacyjnie spisać. Natomiast nie Wells Audio Headtrip, którego tworzono pod bardzo nisko skuteczne Abyss, zatem będzie za głośny.

Tajemnicze osiem tysięcy zawładnęło japońskim audio.

I jeszcze jedna uwaga: Final Audio D8000 z gramofonem, to jest czysta poezja. Soprany bardziej dochodzą do głosu, przestrzeń się bardziej dynamizuje i zgęszcza, a same dźwięki w analogowym wydaniu zapierają wprost dech. Słuchać można i słuchać, każda muzyka zachwyca. Bo są te planarne Final całkowicie uniwersalne. Dla gatunków muzycznych, źródeł, typów wzmacniaczy, kabli. Pokazują różnice, ale tak są perfekcyjne, że nic im nie przeszkadza. Chyba, że ktoś woli dziwność, przedobrzone pogłosy, piłujące szczegóły. To wówczas jest w czym wybierać, palcem nie będę wskazywał.

Podsumowując

   Pojawił się ktoś wielki na słuchawkowym bazarze. Największy po nowym Orfeuszu, co najmniej równy Audeze LCD-4 i Focal Utopia. Inny stylistycznie niż Final Sonorous X i najwyższe modele od Ultrasona, podobny bardziej do nowych flagowych Sony Z1R, które na polski rynek niestety nie zawitały i Audeze LCD-4. Słuchawki wyjątkowe pod względem uprzestrzenniania, braku zniekształceń, swobody artykulacji. Tak dobre pod tym ostatnim, że teksty słychać o wiele wyraźniej i łatwiej je zrozumieć. Nic się nie kłębi, nie scala i w tłoku nie zamaże. Każdy dźwięk ukazany zostaje w perfekcji i jednocześnie perfekcyjnie współpracuje. Pasmo jest całe ogarnięte, mowy też nie ma by kogoś sopran uszczypnął, a jednocześnie komu innemu basu brakło. Soprany w popisowym trójwymiarze, a bas wielkością przytłacza. A jeszcze więcej można się spodziewać wraz z obiecanym lepszym kablem i najlepszymi wyrobami znanych kablarskich marek. Stawiam wszystkie pieniądze na te Final D8000, mają moją pełną rekomendację – więcej, mają mój podziw. Murowany kandydat do tytułu słuchawek roku i nagrody Golden Analog.

 

W punktach:

Zalety

  • Trójwymiarowe całe brzmienie.
  • Perfekcja propagacji dźwięku.
  • Najmniejszego śladu zniekształceń.
  • Muzykalność szczytowego poziomu.
  • Potężne całe brzmienie.
  • Zjawiskowa cała uroda.
  • Genialne przywoływanie obecności.
  • Zwyklejsze słuchawki tylko tłem.
  • Perfekcyjne operowanie pogłosem.
  • I perfekcyjna czystość artykulacji.
  • Dość gęste całe medium. (A więc nie dla lubiących pustostany.)
  • Soprany idealnie wpisane w przekaz. (Aby je wyodrębnić i podostrzyć, trzeba się sprzętem nawysilać.)
  • Ludzkie głosy niszczące konkurencję.
  • Bas prawidłowy, rozdzielczy, mocny.
  • Finezyjna detaliczność podporządkowana w całości muzyce.
  • Dość bliski pierwszy plan, ułatwiający z tą muzyką kontakt.
  • Znakomita stereofonia na dokładnie zabudowanej scenie.
  • Bardzo tolerancyjne dla toru, a więc wyjątkowo użyteczne także przy komputerze.
  • A jednocześnie bez ograniczeń w ukazywaniu wszelkiej poprawy, ze zwieńczającym jakość gramofonem.
  • Tak skuteczne, że mogą grać ze smartfona.
  • Nowo opracowany, innowacyjny przetwornik planarny.
  • W jego ramach cewki wytrawiane wprost na wyjątkowo lekkiej membranie.
  • Plus unikalna akustyka systemu AFDS.
  • Staranne wykonanie w oparciu o najwyższej klasy surowce.
  • Producent nie ma nic do ukrycia, wszystko pokazane na firmowej stronie.
  • Dwa dobrej jakości, wystarczająco długie, mocne i elastyczne kable.
  • Praktyczne etui oraz firmowy stojak.
  • Wygodne.
  • Mięciutkie, miłe w dotyku pady.
  • Miękkie wyścielenie pałąka.
  • Eleganckie opakowanie. (Na razie jako obietnica.)
  • Made in Japan.
  • Sławny producent. (Najsławniejszy w samej Japonii.)
  • Polski dystrybutor.
  • Ryka strong recommendation.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Dość ciężkie. (Ale to nie przeszkadza.)
  • Holograficzność zna u słuchawek lepsze przykłady.
  • Cena nie z kosmosu, jednak bardzo wysoka.
  • Nie dla chcących popisywać się biżuteryjnym wyglądem. (Dla nich są Final X.)
  • Bardzo głośne na zewnątrz.

 

Dane techniczne Final Audio D8000:

  • Słuchawki wokółuszne o konstrukcji otwartej.
  • Obudowa: stop aluminium i magnezu
  • Przetwornik: planarny z systemem AFDS.
  • Membrana: φ50 mm o wyjątkowej lekkości z wytrawionymi bezpośrednio cewkami.
  • Impedancja: 60 Ω.
  • Czułość: 98 dB/mW
  • Przewody: 1,5 m (minijack); 3,0 m (6,3mm).
  • Waga: 523g
  • Wyposażenie: stojak, dwa odpinane przewody, kaseta na słuchawki.
  • Gwarancja: dwa lata
  • Cena: 15 000 PLN

 

System:

  • Źródła: PC, Ayon CD-35 Signature, Avid Ingenium.
  • Przetwornik: Ayon Sigma.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Ayon HA-3, iFi iCan PRO, Octave V16, Woo Audio WA22.
  • Słuchawki: AKG K1000 (kabel Entreq Atlantis), AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio), Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio), Crosszone CZ-1, Final Audio D8000, Fostex TH900 Mk2, HiFiMAN HE-6, MrSpeakers Ether Flow.
  • Interkonekty: Tellurium Q Black Diamond XLR, Crystal Cable Absolute Dream RCA, Harmonix Hijiri, Sulek Audio RCA & Sulek 6 x 9 RCA.
  • iGalvanic z kablem USB iFi Gemini + iUSB3.0.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek Power.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Listwy: Power Base, Sulek Audio.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

31 komentarzy w “Recenzja: Final Audio D8000

  1. Patryk napisał(a):

    5:28 i w koncu sie doczekalem! Dziekuje za recenzje.
    Jestem w stanie wyobrazic sobie jak pieknie te sluchawki graja dzieki tak dobrej recenzji i opisu pana Piotra.
    Zrobie wszystko, aby moc ich posluchac, poniewaz nadal czekam na zakup „TYCH JEDYNYCH” sluchawek:
    (SR009, Susvara, Final X, Final D8000) To wlasnie moi kandydaci.
    Czas posluchac susvary i D8000 nadszedl.

    Raz jeszcze dziekuje za recenzje.

    Patryk.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To spać o tej piątej nie lepiej? 🙂

      1. Patryk napisał(a):

        Wlasnie, ze niestety nie, poniewaz bylem w pracy 😀

        P.S: Panie Piotrze: SR009; Final X czy Final D8000?
        Ktore kupilby pan sam dla siebie wybierajac?

        P.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          SR-009 grają dobrze tylko z dawnym T2 i wybitnym torem kolumnowym z dodatkiem dedykowanego mu LST. Inaczej – potocznie się wyrażając – pod względem muzykalności kicha. Final X z kolei są specyficzne, trzeba lubić ten styl. A D8000 są muzykalne za darmo i w pełni uniwersalne.

    2. Maciek napisał(a):

      Te jedyne nie istnieją, każde nauszniki mają swój własny czar 🙂

  2. Patryk napisał(a):

    Wlasnie: Final X maja ta magie w sobie i tyle muzykalnosci!
    Teraz musze naprawde posluchac jeszcze tylko „Susvara” i tych „D8000”.
    Final Pandora Hope VI sa wedlug mnie jednymi z najlepszych sluchawek jakich sluchalem. (Niepowtarzalne powietrze)

    Jestem po przeczytaniu pod wrazeniem.

    Male pytanie jeszcze: Czy bas D8000 ma szanse z Audeze XC?. (to byl dla mnie najlepszy bas w sluchawkach jakiego w zyciu sluchalem)

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Najlepszy bas w słuchawkach to miały Ultrasone Edition9, ale one też stanowiły przypadek trudny do napędzenia. Bas w D8000 pod względem objętościowym i brzmieniowym nie pozostawia nic do życzenia, ale to nie są słuchawki tak holograficzne jak Audeze XC – co to, to na pewno. (Z tym że, jak to u Audeze, jeden egzemplarz super, a drugi kupa.) O Susvara opinie w zdecydowanej większości są negatywne i Karolowi też się nie podobały – bardzo nie. Sam nie słuchałem.

      Odnośnie porównania z Sonorous X, to zapytałem dystrybutora, który osobiście przywiózł D8000, czemu nie zabrał porównawczo Dziesiątek, a ten się łapie za głowę. I tak z porównania nic nie wyszło. Ale może na na AVS.

  3. Paweł napisał(a):

    Panie Piotrze, szukam kabla do moich nighthawków, pisze Pan, że na tonallium jest gęsto i ciemno i że sie już przejadło to granie, moze lepiej by pasował cabel claire hybrid jak fw wypadku pasowania do hd 600?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Uściślijmy. NightHawk z Tonalium mi się nie przejadły, tyle że przy tak wybitnych jak D8000 nie mogą wypaść na równi. Jakości kablowi Claire Hybrid nie odmawiam, chociaż od Tonalium jest słabszy w wymiarze samej muzyki. Ale odpowiednio też znacznie tańszy, a nie jak Tonalium w cenie samych słuchawek. Tak więc wybór uzależniony od możliwości i preferencji. Niczego nie sugeruję. Jednocześnie jest mi przykro, że tańsze słuchawki od D8000 wypadły o tyle gorzej (wszystkie zresztą), no ale tak to jest. Każdy chciałby mieć Orfeusza albo R10 w cenie worka na śmieci, lecz w tym życiu tak nie bywa.

      1. Paweł napisał(a):

        A ktory kabel z oferty Forzy Pana zdaniem pasowałby najlepiej do jastrzębi?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Nie podejmuję się odpowiedzieć. Tego nie da się w ciemno zgadnąć. Może sama Forza słuchała i wie, albo podeśle kable, to się sprawdzi.

        2. Patryk napisał(a):

          Najlepszy wedlug mnie to LAVRICABLES do Audioquest Nighthawk. Bez zadnego gadania 🙂

          1. Paweł napisał(a):

            Co zmieniają w porównaniu z fabrycznym?

        3. Patryk napisał(a):

          Nie ma tej „dziury” pomiedzy srednica ,a wysokimi tonami. Staja sie przez to mniem „mdle” jak z kablem originalnym na poczatku.

          1. Patryk napisał(a):

            Sory za bledy. Jestem zmeczony po nockach.

          2. Paweł napisał(a):

            Podobno nowe pady od audioquest w pełni skórzane, podbijają słyszalnie tę średnicę i w sumie taniej by wyszło… Z tego co słyszałem, to nowe ala- welurowe, dają najciekawszy efekt, fajnie jakby Pan Piotr zrecenzował nowe nh albo przynajmniej zamienne pady.

  4. Stefan napisał(a):

    Piotrze, a jak z wiekością sceny w porównaniu do HD800 lub T1V2?
    Grają blisko, a jak wygląda głębia czy dalsze plany są odsunięte?
    Muszą być niezłe bo całkowita ocena na początku, no, no ….

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Scena w sensie perspektywicznego ujmowania jest ich najsłabszą stroną. Skupiają się na pierwszym planie, a tył to taka teatralna dekoracja, a nie rozległy plener. Za to ten pierwszy plan i same dźwięki…

      1. Maciek napisał(a):

        Jakoś tak chyba jest że przestrzenność nie jest najmocniejszą stroną słuchawek orto. Dynamiczne przetworniki generują jakby większy focus.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          W przypadku ortodynamicznych Audeze LCD-XC scena niewątpliwie jest atutem, pod warunkiem trafienia na udany egzemplarz.

        2. Stefan napisał(a):

          No to wyjątek stanowią HE1000.

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Owszem, też, podobnie jak ich tańsze wcielenie Edition X.

  5. Sławek napisał(a):

    Panie Piotrze, a jak wypada porównanie z HiFiMan HE-1000? To ta sama cena.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      HE-1000 są zdecydowanie słabsze pod względem muzykalności, naturalności i propagacji dźwięku. Są jakby muzyka na syntezatorze względem jazzu słuchanego na żywo. Dają poczucie niesamowitości, ale nie naturalizmu i życia.

  6. Patryk napisał(a):

    Ktore wybralby pan Piotr dla siebie i dlaczego?
    Final X / Final D8000

    Pozdrawiam

    Patryk.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Final D8000.

  7. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Piekna recenzja i widac udane sluchawki,ciesze sie ze w koncu Piotr bez owijania w bawelne wylicza, ktore sluchawki sa najlepsze i dlaczego.
    Tyle teraz jest nowych sluchawek i wzmacniaczy ze tylko dzieki tobie moge sie zorietowac w tej mnogosci nowosci,dobrze sie rymuje.
    Doszedl w moim torze odsluchowym wymarzony gramofon z 14cal ramieniem i wkladka Dynavector DV-20X2L(Low output) i jak igla pogra 50godzin to zobacze jak beda graly moje K-1000 na prawdziwych starych analogowych plytach z czasem tez pomyslimy o nastepnych sluchawkach ,ale musza grac inaczej, ale tez tak samo fantastycznie jak K-1000,moze cos sie takiego wybierze z nowosci?

  8. intuos napisał(a):

    Świetna recenzja,
    Ile to już eounów minęło jak ostatnio z Panem Rozmawiałem .

    Panie Piotrze ciesze się że pozytywne emocje orthodynamicznych przetworników spowodowały, że dzwięk, nie wytrychem ale inżynieryjnym kluczem otworzył pandorę orthodynamicznej przestrzeni doznań.

    Pomimo że nie słuchałem tych słuchawek, nie wierze by w brzmieniu były bardziej seksowne niż yh1000:D – ale to taki wyrwany z kontekstu przytyk retoryczny… Co prawda od około 3 miesięcy włożyłem przetworniki yh1000 w obudowy r70x i tu sygnatura dzwięku jest jednak inna to pozostanę z nią mając w pamięci jak sexowne mogą być.

    Nie zaśmiecając wątku, dziękuję za dobrą recenzję Panie Piotrze. Po latach wyszukanych słów, które w Pana poetyce pisania o audio są uzasadnione (w sumie tylko u Pana je akceptuję), jak że proste : „tak tak, nie nie” wygrało 🙂

    Pozdrawiam serdecznie
    Tomasz Waszkiewicz

  9. Tawek napisał(a):

    No i cóż byłem , pierwszy kontakt z d8000 ciężkie ale wygodne 🙂 wiec podpinam je pod Sony wm1z jako utwór „Astronaut ape – Stars around me ” zapuszczam od połowy gdzie pojawia się największa dynamika i szczękę zbieram z podłogi daje je do przesłuchania innym i maja podobnie , niebywała dynamika czystość dźwięku właściwie to nie będę się rozpisywal po tym odsłuchu nic więcej mi się nie podobało i muszą je mieć !!!

  10. Patryk napisał(a):

    Jestem przekonany, ze sluchawki bija nawet SR009 na deski i cala reszte. (oprocz HE1, ale to juz inna bajka i tylko dla bogatych) Jedna sprawa pozostaje: Bardzo brzydkie nauszniki. Co to za material? Material na zdjeciach wyglada jak firana kuchenna.
    Wyglad sluchawek jest naprawde brzydki wedlug mnie (mam przede wszystkim nauszniki na mysli). Reszta to juz tylko plusy!
    Musze ich posluchac.
    Patryk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy