Recenzja: Divaldi AMP02

Divaldi AMP02 HiFi Philosophy 007   Niedawno pisałem o średnim Milo, po nim o dużym Octave, nadeszła pora na mały słuchawkowy wzmacniacz. Taki naprawdę mały, a nie tylko cokolwiek mniejszy – co nie znaczy, że tani bądź lichy.

W sumie to nie ma co się bawić w partyzantkę i recenzenckie podchody: wzmacniacz Divaldi AMP 01 był kiedyś recenzowany, ale przeszedł od tamtej pory istotną modyfikację do wersji 02, w wyniku której stał się nawet dwuczęściowy, co – jak zapewnia producent – będzie miało istotny wpływ na jego brzmienie; zarówno względem podstawowej funkcji słuchawkowego wzmacniacza, jak i dodatkowej, rzadko spotykanej, bycia przedwzmacniaczem gramofonowym. Odnośnie tej drugiej też taki, że obsługa dotyczy teraz obydwu typów wkładek, czemu należy gorąco przyklasnąć.

Na wstępie odświeżmy sobie pamięć i przypomnijmy, że wbrew obco brzmiącej nazwie wzmacniacz jest produkcji rodzimej. Zaprojektowała go i wprowadziła na rynek krakowska firma Mediam; trzykrotnie był już pokazywany na AVS, jak również wielokrotnie opisywany w recenzjach. Recenzjach, dodajmy, przychylnych, podobnie jak przychylne były opinie słuchających go na pokazach, co wraz z sukcesem sprzedażowym, w tym także zagranicznym, skłoniło producenta do rozwoju i kontynuacji. Mało tego – wzmacniacz odniósł też międzynarodowy sukces, otrzymując za projekt obudowy prestiżową nagrodę IF Design Award 2017.

Budowa

xxx

Czerwone opakowanie rozbudza podnietę.

   Ten poprawiony, już dwuczęściowy, tak naprawdę nie jest dwuczęściowy od teraz, tylko od zawsze był. Tyle że drugiej części nie było wcześniej widać, ponieważ stanowił ją nagniazdkowy zasilacz, ulokowany na listwie gdzieś pod biurkiem albo daleko na ścianie. Przy okazji warto wspomnieć, że spełniających europejskie normy wysokiej klasy niskonapięciowych zasilaczy wcale na rynku jeszcze nie tak dawno nie było, dopóki angielska ifi się nimi nie zajęła, proponując szeroki wachlarz. Te jednak wciąż są nagniazdkowe, a Divaldi postanowiło zaoferować własny, w postaci bloku-podstawki pod wzmacniacz, tak żeby pasowały do siebie wizualnie i przede wszystkim by sam ten zasilacz był wyjątkowej jakości. To się podobnież udało, choć perypetii było z tym mnóstwo; koniec końców możemy jednak być świadkami modelu faktycznie dwuczęściowego, z idealnie dopasowanym wzorniczo zasilaczem. Zasilaczem wysokiej jakości, opartym o produkowany tylko na użytek Divaldi wysokiej jakości transformator.

Całość prezentuje się wyjątkowo efektownie, bo już poprzednio wzmacniacz szczególnie dobrze się prezentował, przykuwając powierzchownością uwagę, a teraz – postawiony na czymś w rodzaju postumentu – prezentuje się jeszcze efektowniej.

Obie części łączy cienki przewód na obu końcach z innymi wtykami, dzięki czemu kierunek jest nie do pomylenia, a z zasilacza na gniazdko wychodzi obecnie stanowiący element kompletu zwykły kabel zasilający, zakończony od jego strony charakterystycznym, niewielkim, trzykanałowym wtykiem. Wtyk mały a plus duży, zarówno w sensie brzmieniowym jak i ekonomicznym. Odpadają bowiem koszty porządnego zasilającego kabla (a wiemy, jakie być mogą – a nawet jakie muszą) i jednocześnie zyskujemy pewność, że separacja transformatorowa od sieci 230V zredukuje cały ów uciążliwy prądowy śmietnik, działając jak mikro kondycjoner. Nie trzeba więc wpinać się w drogie listwy ani faktyczne kondycjonery – wpinamy się gdziekolwiek, byle tylko napięcie odpowiadało z grubsza normie. Pamiętając, że przyzwoitej jakości kabel sieciowy kosztuje dwa tysiące minimum, od razu lżej  się robi na duszy.

xxx

Czarna obudowa, pomimo małości, wygląda statecznie i zarazem kusząco.

Postawiłem tego małego, dwuczęściowego w widomy teraz sposób Divaldi przy odtwarzaczu Metronome, wywołując wielkościowy dysonans, ale zarazem mogąc stwierdzić, że wzornictwo zaproponowane przez Mediam ani trochę nie ustępuje znakomitej francuskiej szkole designu – ani jakością wykonania, ani surowcami, ani projektem. Czarny, kunsztownie wytoczony monolit z nietypowo a efektownie umieszczonym u góry pokrętłem, stojąc na idealnie pasującym piedestale sprawiał świetne wrażenie. Wzornicze cacko, coś naprawdę wyglądem intrygującego i jednocześnie zadającego pytanie: Azaliż to we mnie jest tak dobre jak wygląd? Da się pogodzić taką małość z pięknym brzmieniem? O tym jednak za chwilę, a teraz dokończmy zagadnień technicznych.

Wzmacniacz możemy dostać w kolorach czarnym, białym, złocistym, albo czarno-złotym. Na tylnym panełu części zasilającej widnieją gniazda we/wy zasilania i skobelkowy włącznik, po użyciu którego rozświeci się biała dioda, podświetlająca jednocześnie pokrętło potencjometru i słuchawkowe gniazdo. Na części właściwej poza wejściem prądowym są zaś dwie pary przyłączy RCA, ale nie dla dwóch dowolnych źródeł, gdyż jedna jest wyłącznie dla gramofonu. Obecnie dla mającego dowolny typ wkładki (poprzednio jedynie dla MM) i aktywowana naprzemiennie z drugą, czyli Line-in, małym pstryczkiem. Tu, można rzec, się Mediam popisał, bo gramofony wracają hurmem, a rynek amerykański toruje drogę. Nie wiem, czy zamierzają na niego wchodzić, ale Europa nie pozostaje dłużna i też gramofony u nas wracają, a przedwzmacniacze do nich kosztowne, tak samo jak te zasilające kable. Wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy, teraz dla obu typów wkładek, to zatem kolejne minimum dwa tysiące oszczędności, co w połączeniu z brakiem potrzeby zasilającego kabla powinno osłodzić cenę zakupu.

Mając owe cztery tysiące w zanadrzu spokojniej możemy już spojrzeć na nią, a ta nie jest mała, choć przy dzisiejszych realiach daleka też od wysokiej. Pięć tysięcy dziewięćset za małe cacko, będące także pre gramofonowym i nie wymagające zasilającego kabla, to mimo wszystko sporo ale nie bardzo dużo; a czy zważywszy na te oszczędności dla kogoś będzie w sam raz, to można będzie wiedzieć dopiero po wykonaniu odsłuchów.

xxx

We dwoje raźniej…

Wpierw jednak trzy istotne uwagi. Pierwsza odnośnie potencjometru, którego pokrętło jest duże i chodzi pewnie, pozwalając bez najmniejszego problemu dobierać precyzyjnie siłę głosu, zwłaszcza że ta zmienia się równomiernie na całym przekroju głośności. Inna wszakże rzecz jest ważniejsza: wzmacniacz jest mały, ale mocy mu nie brak. To nawet nie dość powiedziane – jest wystarczająco silny, by napędzić, i to z dużym zapasem mocy, dowolne słuchawki poza takimi potrzebującymi dziesięciu i więcej watów. W praktyce zatem każde poza nie produkowanymi od dawna AKG K1000 i HiFiMAN HE-6. Nie przeszkodziła mu ani wysoka impedancja Beyerdynamic T1, ani planarna budowa MrSpeakers Ether Flow, ani szczególne potrzeby Crosszone CZ-1. Każde napędził, śmiało rzec można, do wiwatu, a jednocześnie był cichuteńki przy bardzo czułych Fostex TH-900 i AudioQuest NightHawk. Jest zatem w pełni uniwersalny i przede wszystkim bardzo mocny. Niech zatem nikogo nie zmyli wygląd. Bywa, że duże na oko wzmacniacze okazują się słabowite, a ten jest mały ale potężny.

Trzecia uwaga mniej jest już pochwalna. Biała dioda prezentuje się o wiele eleganciej od niebieskich czy czerwonych i ładnie podświetla gniazdo słuchawek oraz od spodu potencjometr, ale swym oczkiem do przodu powinna świecić znacznie łagodniej. To jedyna uwaga krytyczna, bo nie tylko sam wzmacniacz jest ładny i z niebagatelnymi technicznymi walorami, ale też pakują go w eleganckie pudełko, a więc jako produkt rynkowy w pełni został dopracowany, za co słusznie otrzymał międzynarodowe wyróżnienie.

Odsłuch: W domenie cyfrowej

xxx

Sporo tego. A co ważniejsze – da się podłączyć gramofon.

   Zacznijmy tym razem na odwrót – od wyższej jakości cyfrowego źródła, to znaczy tego pasującego wizualnie Metronome. Pamiętając o wyrazistości poprzedniej wersji jednoczęściowej połączyłem oba urządzenia najtańszym (6000 PLN) kablem Sulka, zakładając jego przydatność w roli poprawiacza muzykalności i ewentualnego łagodzenia zbyt ostrych form. Tu niewątpliwie trafiłem, bo i tak było niezwykle wyraźnie – z dobitnie zaznaczanymi konturami, super szczegółowością i ponadprzeciętnie transparentnym medium. Ogólnie w stylu, za którym niektórzy wprost przepadają, to znaczy z mocną ekspresją detali i źródłami rozmieszczonymi w medium krystalicznej, niemalże laboratoryjnej czystości. Bez chłodu jednak; z odczuwalnym przyjemnie ciepłem oraz odpowiedniej jakości melodyką. W sumie więc popisowo, czego dodatkowym, bardzo silnym podkreśleniem była wyczuwalna w dźwięku energia, generowana przez zapas mocy. Szybkość, witalność, dynamika – to czuło się cały czas. Żadnego zarazem naprężania czy skracania wybrzmień – tego zupełnie nie było – natomiast siła i zapas mocy.

Ktoś mógłby z tego wyciągnąć wniosek, iż był to biegun przeciwny do lampowego grania; ale nie, żadnej biegunowości. Melodyka okazała się odpowiednia, a głosy podane naturalnie – dobrze zindywidualizowane, ciepłe i wyraziste. Podszyte bardzo starannie skanowanymi teksturami i wspierane drobiazgową szczegółowością, nie miały jednak nic ze sztuczności czy laboratoryjnego chłodu. Brzmiały czysto i nośnie, natomiast nie chłodno czy sterylnie.

W tym miejscu dotyka nas jednak nieuchronnie kwestia dopasowania słuchawek. Uważnie przysłuchałem się zbiorowi złożonemu z AudioQuest NightHawk, Beyerdynamic T1, Fostex TH900, MrSpeakers Ether Flow i Crosszone CZ1 – i nie zgadniecie, które pasowały najbardziej. Pasowały najbardziej w sposób ewidentny, bez żadnych w tym względzie wahań. To oczywiście moje subiektywne odczucie, ale poparte aspektami obiektywnymi: najbardziej ożywionym i gęstym medium, najlepszym czuciem przestrzeni i najlepszą reprodukcją sopranów, a wraz z nią całego dźwięku.

xxx

Dwie części, jeden kabel.

Gdyby to była recenzja pisana przez kogoś innego i miałbym teraz zgadnąć, które to będą słuchawki, rzeczywistego zwycięzcę umieściłbym na ostatnim a nie pierwszym miejscu. Tak to w audiofilizmie bywa, pewnych rzeczy niepodobna przewidzieć. Bo tymi zwycięskimi okazały się Fostex TH900, a przecież wiele już razy pisałem, że one same od siebie medium czynią szczególnie transparentnym, czyli transparencja nałożyła się tu na transparencję, by dać w efekcie… obraz najbardziej zgęszczony. W łeb zatem wzięła logika dialektyczna Hegla, teza plus antyteza nie okazała się syntezą. W logice heglowskiej przeciwieństwa się uzupełniają, by stworzyć nową jakość, czyli według jego doktryny najlepiej powinny pasować najgęściej grające AudioQuest NightHawk. Tymczasem nic z tych rzeczy, bo prawem innej logiki – antylogiki audiofilizmu – NightHawk zagrały niezwykle jak na siebie transparentnie, właśnie „źródłami w pustce”. Nie do końca, rzecz jasna, ale na pewno dużo bardziej niż inni z TH900 na czele i z mocniej zaznaczonym echem. Bez obcości, ale nie tak wiarygodnie w sensie perfekcji odtworzenia. Poczucie bycia „tam”, odbiór całościowy przekazu, kontakt z każdym centymetrem przestrzeni, były u japońskich flagowców zdecydowanie tym razem mocniejsze. Dochodziły do tego bardziej „miękkie”, lepiej układające się u nich soprany – dające wyraźne poczucie, że są właściwiej ujmowane. A zatem nie teza z antytezą dały najlepszą syntezę, ale jak w tradycyjnej matematyce: minus plus minus dały plus.

Na drugim miejscu wylądowały Beyerdynamic T1; grające nieco ciemniejszym i nie tak dobrze układającym się, ale także bardzo przekonującym dźwiękiem. Też dające mocne poczucie obecności, całościowej trafności i dobrego oddania przestrzeni, jednak nie tak dojmująco jak japoński konkurent. Słabiej gdy chodzi o melodykę głosów, wnikanie w brzmieniowe konstrukcje i buszowanie po całościowej złożoności. Z mniejszą ilością bitów na jednostkę objętości i nie tak przekonującymi sopranami.

Tym razem górą okazały się więc być przetworniki typu Tesla; pozostali wypadli skromniej. Też w sumie bardzo dobrze, albowiem sam wzmacniacz jest dobry, ale całkiem inaczej niż w przypadku recenzowanego niedawno Octave. U niego zdecydowanie górą były Crosszone, a na drugim miejscu planarne MrSpeakers, za którymi TH900 zostały wyraźnie z tyłu. A tutaj właśnie na odwrót, i tylko T1 przy obu wzmacniaczach wypadły podobnie dobrze. To uświadamia, jak bardzo wzmacniacz i słuchawki grają w duetach, jak trudno o bezwzględną ich stratyfikację, kiedy oceniać je osobno. (Co jednak ani trochę nie zmienia mojego stanowiska, że z dynamicznych Sony MDR-R10 były od zawsze poza konkurencją i nic ich miary później nie wyprodukowano – i chyba długo jeszcze tak pozostanie.)

xxx

Gniazdologia w zbliżeniu.

Żałowałem zarazem, że nie miałem tym razem na stanie żadnych Pandor, które do jednoczęściowego Divaldi pasowały najlepiej. W ciemno można zgadywać, że spośród tańszych konstrukcji modele III, IV i VI tego producenta okażą się najlepsze, zwłaszcza wobec pewnego rozczarowania NightHawk. Może nie tyle rozczarowania – bo jeśli ktoś chciałby przewalczyć ich gęstość, to Divaldi znakomicie się nada – ale mimo wszystko oczekiwałem większej synergii. Liczyłem nawet, że najtańsze z porównywanych okażą się smakowicie najlepsze; ale nie, nie tym razem. Inna za to rzecz się smakowicie sprawdziła, mianowicie sam wzmacniacz. Popatrując jak stoi przy Metronome, myślałem o nim, że naprawdę nie mamy się czego wstydzić i gdyby ktoś z dalekiego świata, powodowany kaprysem wzięcia w posiadanie osobliwie wyglądającego malucha z Polski rzeczywiście go nabył, łącząc z wysokiej klasy źródłem, to niewątpliwie by się mocno zadziwił, jak dużo ten maluch umie. Szokująca przy tym rozmiarze moc i niezwykła na dodatek finezja. Do tego rewelacyjne wzornictwo i super wykonanie. Możemy sobie gratulować i gratulować firmie Mediam.

Dokładne powtórzenie się sytuacji zdiagnozowanej przy odtwarzaczu po przeniesieniu do komputerowego źródła nie jest regułą, ale tym razem historia dokładnie się powtórzyła. Wciąż słuchawki Fostex TH900 wyraźnie lokowały się przed innymi i wciąż Beyerdynamic T1 miały najmniejszą stratę. Zmieniło się tylko to, że doszlusowały do nich Crosszone CZ-1, podczas gdy pozostali trwali na swych dalszych lokatach. Nie zmieniła się też ani na jotę przyczyna górowania Fosteksów. Aż dziwnie się czuję pisząc te słowa, ale naprawdę najbardziej zgęszczały i nasycały dźwiękami przestrzeń – i co zdecydowanie mniej dziwne, ale też trochę osobliwe – w najbardziej naturalny sposób reprodukowały soprany.

xxx

Na spodzie regulatory dopasowania do wkładek. Osobne dla każdego typu.

I trzecia rzecz, nie mniej ważna – najlepiej operowały pogłosem. Tylko u nich pozostawał on integralnym składnikiem brzmienia, w najmniejszym stopniu nie działając jako udziwniacz. Zupełnie jakby te Fosteksy były słuchawkami o innej, sobie tylko właściwej konstrukcji, a przecież to Crosszone i MrSpeakers chwalą się swoją innością. Mało tego, Fosteksy ogólnie biorąc są słuchawkami darzącymi słuchacza mniej lub bardziej oderwanym od dźwięku podstawowego pogłosem – to u nich właściwie reguła. Pozwala im to zwiększać przestrzeń, ale względem takich MrSpeakers z reguły brzmią chłodniej i bardziej obco. Tymczasem w przypadku napędzania Divaldim nie były wcale chłodniejsze, a tylko nieco ciemniejsze, przy jednoczesnej dużo lepszej inkorporacji pogłosu w sferę brzmieniowej normalności; tak naprawdę inkorporacji zupełnej i im tylko danej. Jako jedyne grały w sposób całkowicie naturalny, przywołujący bezdyskusyjny realizm. Niemało to było osobliwe i bardzo nawet mnie zaskoczyło, ale zaraz przypomniałem też sobie, jak bardzo recenzowany niedawno Octave faworyzował Crosszone, a nieco wcześniej Milo Wells Audio sprzyjał Beyerdynamic T1. Podobnie działo się nieraz w przeszłości, gdy na przykład sławetny Bakoon ewidentnie faworyzował Sennheiser HD800 i oba Lebeny też, tyle że z dołączeniem HE-6 i K1000 podpiętych do odczepów głośnikowych. Także sam Divaldi w poprzedniej recenzji najlepiej wypadł z Pandorą VI i grał z nią potem na AVS, ale teraz nie była obecna, nie mogła więc stanąć w szranki z flagowymi Fosteksami. Tak czy inaczej można bez większej obawy błędu zaopiniować, że słuchawkowe wzmacniacze w dużej części faworyzują jeden lub najwyżej dwa, trzy modele słuchawek (ewentualnie jakąś markę), podczas gdy grupa bardziej uniwersalnych okazuje się mniejsza. I jest przy okazji regułą, że te bardziej uniwersalne okazują się mieć przeważnie konstrukcję lampową, co nie powinno zaskakiwać, bo lampy to wszak upiększacze, a więc i szerszy wachlarz wzajemnych poślubień.

Odsłuch cd.: Domena analogowa

xxx

Gramofony to jeszcze nie obowiązek, ale znów coś bardzo ważnego.

   Została jeszcze niebagatelna kwestia gramofonowego przedwzmacniacza. Bardzo nawet niebagatelna i wysoce pouczająca. Całe bowiem owo pisanie o pasowaniu i nie pasowaniu słuchawek do wzmacniaczy odnosi się prawie wyłącznie do źródeł cyfrowych. W przypadku analogowego jedynymi słuchawkami nie do końca dopasowanymi w sensie urokliwej naturalności okazały się wysokoohmowe (600Ω) Beyerdynamic T1 – ale już w żadnym razie też wysokoohmowe, jednakże mniej o połowę (300Ω), Sennheiser HD 800, które chwilowo dołączyły do stawki. Te, na tym etapie tylko obecne, wyposażone w kabel Entreq Atlantis (przyniesione po naprawie kabla do sprawdzenia przez znajomego serwisanta), zagrały nawet najlepiej ze wszystkich, oczarowując naturalnością, finezją i urodą. Ale i pozostali wyraźnie się pod dyktando analogowego sygnału poprawili. Spójność, dynamika, ciepło i melodyjność, to aspekty źródłom cyfrowym w takim gatunku niedostępne, rzecz jest poza dyskusją. Przyzwoity gramofon plus dobra wkładka i ten Divaldi za przedwzmacniacz – w efekcie lądujemy na obszarze jakości nieosiągalnej dla najdroższych nawet źródeł cyfrowych. (Ciekawe przy tym, że bardzo dobrze wypadające ze źródłami cyfrowymi T1 pozwoliły się przy analogowym zdystansować pozostałym, no ale tak to, nieoczekiwanie, bywa.)

Konstruktorzy tak wprawdzie tego nie widzą – i dla słuchawek Sennheiser HD 800, Pandora Hope oraz Fostex TH900 rzeczywiście tak nie jest – ale sam w mig doszedłem do przekonania, że używanie Divaldi AMP02 przy źródle cyfrowym to jedynie gra wstępna. To przekonanie wzmógł jeszcze przyniesiony przez innego znajomego (celem pochwalenia się) magnetofon kasetowy Tandberga; zabawka audiofili z lat 80-tych, na dodatek wyłącznie tych zagranicznych, jako że żadne takie Tandbergi, Nakamichi czy Revoxʼy, nie były wówczas w Polsce oferowane. Tandbeg przywołał wspomnienie epoki dawno minionej i pachniał w sposób charakterystyczny dla magnetofonów kasetowych, co natychmiast przywołało wspomnienia, ale jego sygnał nie tylko ujmował analogowym czarem, lecz też momentalnie zbił z tropu wszystkie te dywagacje o nie pasowaniu słuchawek do wzmacniaczy.

Divaldi AMP02 HiFi Philosophy 001 (3)Divaldi AMP02 HiFi Philosophy 001 (2)Divaldi AMP02 HiFi Philosophy 002Divaldi AMP02 HiFi Philosophy 005

 

 

 

 

Można zatem powiedzieć, że to nie słuchawki, wzmacniacze czy kolumny nie pasują jedne do drugich, a tylko muzyka zamieniona na ciągi cyfr nie pasuje do samej istoty muzyki. Fizyk cząstek elementarnych mógłby wprawdzie zaproponować inną interpretację i powiedzieć, że cyfry transferu CD są po prostu niedostatecznie gęsto obrazujące i stąd całe to nie pasowanie, ze zwyczajnej zgrubności. Nie będziemy tu jednak rozstrzygać, czy wszechświat nas hołubiący ma naturę analogową czy cyfrową i niczym Ludwig Wittgenstein w swym Traktacie logiczno-filozoficznym pozostawimy w zawieszeniu kwestię natury przedmiotów. Śmiało możemy sobie na to pozwolić, bo niezależnie od interpretacji ontologicznej faktem niezbitym pozostaje, że nawet kasetowa analogowość Tandberga była wyraźnie wyższych lotów niż wszystkie te super-streamingi wypluwane przez komputery na przetworniki. Dudnienie cyfrowe jest faktem i ono powoduje tę dziwność, boleśnie zawężającą gardło, przez które przejść muszą słuchawki, by dopasować się do wzmacniacza.

Odnośnie sfery analogowej dwie jeszcze istotne uwagi. Divaldi AMP02 posiada na spodzie dziesięciopozycyjny regulator dopasowania do wkładki, tak więc z tym nie będzie żadnego problemu. Wraz z obsługą obu ich typów oddaje to w ręce użytkownika przedwzmacniacz naprawdę wysokiej jakości, nie tylko jako dodatek. Brzmienie jest szlachetne, nasycone, odpowiednio wybarwione i misterne, a jego analogowość cyfrowe źródła zwyczajnie zabija. Inny wymiar, nie mamy o czym rozmawiać.

xxx

Jak dwa gramofonowe słoneczka. Oraz plakietka nagrody.

Druga sprawa, to możliwość przeniesienia tego wszystkiego poza obręb słuchawek. W komplecie wprawdzie jej nie ma, ale jako opcja występuje wysokiej klasy firmowa przejściówka, która po uiszczeniu dodatkowych 290 PLN zaoferuje posiadaczowi komplet wyjść RCA poprzez słuchawkowe gniazdo, cały potencjał urządzenia pozwalając skierować do wzmacniacza i na kolumny. Działa to znakomicie, długość interkonektu może być bardzo duża, i jeszcze mamy na dodatek wiele oszczędzonego miejsca, bo podobnej jakości gramofonowe przedwzmacniacze z reguły są dużymi pudłami. A tutaj mikro-mikro. Malutki wzmacniacz słuchawkowy o wielkiej jak na te urządzenia mocy i do tego mikry gramofonowy przedwzmacniacz, grający jak drogie-duże.

Podsumowanie

Divaldi AMP02 HiFi Philosophy 008   Dopóki nie wziąłem się za źródła analogowe, wzmacniacz wydawał mi się mimo wszystko przeszacowany. To prawda, że daje jako zwyczajny słuchawkowiec owo coś, co można nazwać nabożnym słuchaniem. Tak silne wyczuwanie milczącej obecności i tak dojmujące bogactwo ożywionej przestrzeni, że rodzi się z tego muzyczne misterium i momentalnie wiesz, iż to jest właśnie przyczyna, dla której kochasz ten high-end i nim się upajanie. Zmysłowa ekstaza w postaci orgii szczegółów, potopu niuansów, feerii kolorów, rozkoszy falowania. Wchodzi w duszę, wypełnia, przekracza granice – i znów, znów zaskakuje. To można dostać od Divaldi AMP02 przy sprzyjających słuchawkach nawet za pośrednictwem cyfrowego sygnału podawanego przez komputerową kartę dźwiękową. Ale to dopiero pierwszy etap wtajemniczenia, dla naszych czasów powszechniejszy, będący codziennością. Wbudowany gramofonowy przedwzmacniacz przenosi nas jednak w wymiar dawnego złotego wieku, do złotych czasów analogu.

Wiara w lepsze dziś i jeszcze lepsze jutro jest charakterystyczna dla naszych czasów, ale ojcowie naszej cywilizacji, Grecy, widzieli to całkiem inaczej. Zarówno oni, jak i całe pokolenia żyjących w średniowieczu i renesansie, postrzegały odległą przeszłość jako swoisty raj ziemski, do którego nie ma powrotu. To czasy dawno minione były tym lepszymi, a nie odległa przyszłość. Nie chcę kwękać, uchodzić za wstecznika, ale nie ma także sensu przymykanie oczu na prosty fakt, że analogowa przeszłość, nie taka znów odległa, jednak liczona w paru dekadach, pozwala nam lepiej zrozumieć widzących optimum nie przed sobą a za sobą. Na szczęście gramofony wróciły i coraz mocniej wracają, a kto wie, może wrócą też kaseciaki? Na razie panuje coraz większa moda na magnetofony szpulowe, ale znajomy wraz z tym Tandbergiem przyniósł także świeżo kupione w USA kasety z całą dyskografią Pink Floyd. Nagrane na profesjonalnym sprzęcie, gwarantujące pełny analog. Można postawić hipotezę, że to się będzie nasilać i bym się ani trochę nie zdziwił, gdyby zaraz, na przykład w przyszłym roku, ktoś wznowił produkcję Nakamichi Dragona, albo któregoś Tandberga. Najlepszy kaseciak tej firmy jest póki co wystawiony na aukcji za bite cztery tysiące euro…

Nastoletnie dzieci znajomego były bardzo zdziwione, gdy tatuś kupił na internetowej aukcji to zabytkowe dziwo, a potem rozdziawiły buźki, konfrontując sprawione nim brzmienie ze swoim smartfonowym graniem. I tą właśnie sytuację nasz Divaldi Amp przewiduje. Kogóż stać na przetworniki ze szczytów oferty Jadis, Audio Note, Jeff Rowland czy Accuphase, pozwalające czynić faktycznie analogowym cyfrowo uwsteczniony przekaz? A przyzwoity gramofon o ich parametrach brzmieniowych mieści się ze wszystkimi dodatkami poniżej dziesięciu tysięcy. – I go ten Divaldi obsłuży. Obsłuży tak, że brzmienie będzie miało właśnie tej miary jakość. Wyśle je wprost na słuchawki, albo przekieruje kolumnom. Gramofon – dajmy na to – dziesięć, Divaldi ze słuchawkami drugie. I mamy za dwadzieścia granie, do jakiego dopiero bramy otwiera cyfrowy napęd z przetwornikiem za dziesięć razy tyle.

 

W punktach:

Zalety

  • Rewelacyjne brzmienie z tak małego pudełka. (Dokładniej z dwóch małych.)
  • Słuchawkowy wzmacniacz i przedwzmacniacz gramofonowy w jednym.
  • Oba wysokiej jakości.
  • Znakomita współpraca ze źródłami analogowymi, obejmująca praktycznie każde słuchawki.
  • Podobnie świetna, ale dla węższej grupy, w przypadku źródeł cyfrowych.
  • Ogromny zapas mocy, wręcz szokujący przy tych gabarytach.
  • W efekcie popisowa dynamika.
  • Detaliczność.
  • Muzykalność.
  • Wyraźnie większa niż w modelu Amp 01 przestrzeń.
  • Spójne pasmo o dobrze eksponowanych podzakresach.
  • Należyta indywidualizacja brzmień instrumentów i ludzkich głosów.
  • Bardzo dobre operowanie barwą, zwłaszcza przy źródłach analogowych.
  • Dźwięk jednocześnie nasycony i wyrazisty.
  • Godne high-endu czucie ciszy i ożywianie przestrzeni.
  • Jako suma mocne poczucie: „To jest to!”
  • Popisowy design.
  • Malutko zajmowanego miejsca.
  • Precyzyjny potencjometr.
  • Ładne jego podświetlenie.
  • Obsługa od strony czysto technicznej każdych słuchawek, nawet tych bardzo trudnych.
  • Także obu rodzajów gramofonowych wkładek.
  • 10-zakresowe dopasowanie prądowe do każdego z tych rodzajów.
  • Własny wysokiej jakości zasilacz uwalnia od kosztownego zakupu dobrego zasilającego kabla.
  • A także od potrzeby drogich listw i kondycjonerów.
  • Opcjonalna przejściówka 6,3mm-RCA, pozwalająca przesyłać sygnał z gramofonu kolumnom.
  • Wzorcowy porządek we wnętrzu.
  • Najwyższej jakości surowce i wykonanie.
  • Także opakowanie.
  • Znany producent.
  • Sprawdzony wyrób.
  • Można posłuchać na AVS.
  • Made in Poland.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Biała dioda jest efektowna, ale oczkiem do przodu świeci stanowczo zbyt mocno.
  • Prawie sześć tysięcy nie w kij dmuchał, chociaż dwa ważkie aspekty oszczędnościowe oraz jakość i wygląd je umilają.
  • W przypadku cyfrowych źródeł konieczna preselekcja słuchawek. (Bynajmniej nie na zasadzie, że im droższe tym lepiej.)

Sprzęt do testu dostarczyła firma: Mediam

Dane techniczne Divaldi AMP02:

  • Moc wyjściowa: 800mW (Class A), 3,5W max. (impuls)
  • Obciążenie wyjścia: min 30 Ohm – 600 Ohm
  • Dynamika: 80dB
  • Pasmo przenoszenia: 20Hz-20kHz / -0,5dB
  • Wzmocnienie napięciowe stopnia mocy: 20 dB
  • Wzmocnienie napięciowe stopnia Phono MM: 40dB
  • Wzmocnienie napięciowe stopnia MC: 20 dB
  • Dopasowanie do wkładki MM: 47 kOhm (100pF)
  • Dopasowanie do wkładki MC: 10/22/33/50/100 Ohm (i więcej)
  • Wejście: Gniazdo RCA stereo 1x Liniowe, RCA stereo 1x Gramofonowe MM/MC
  • Wyjście: Gniazdo Jack stereo 6,3mm
  • Zasilanie: 16 V AC
  • Pobór prądu: 1A max.
  • Pobór mocy: 15 W max.
  • Obciążalność wyjść: Max. 0,5A / kanał (impuls)Wymiary:
    Szerokość 115mm
    Wysokość 53 mm
    Głębokość 102mm

Cena: 5900 PLN

System:

  • Źródła: PC, Metronome CD8 T Signature, Avid Ingenium, Tandberg TCD 440A.
  • Przetwornik: Ayon Sigma.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Divaldi AMP02, Phasemation EPA-007, Wells Audio Milo.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio), Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio), Crosszone CZ-1, Fostex TH900 Mk2, MrSpeakers Ether Flow C, Sennheiser HD800 (kabel Entreq Atlantis).
  • Interkonekty: Tellurium Q Black Diamond XLR, Crystal Cable Absolute Dream RCA, Sulek Audio RCA & Sulek 6 x 9 RCA.
  • Kabel USB: ifi Gemini + iUSB3.0.
  • iOne z kablem koaksjalnym Purist Audio Aqueos Aureus.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Sulek Power.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Listwy: Power Base, Sulek Audio.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

12 komentarzy w “Recenzja: Divaldi AMP02

  1. Tadeusz napisał(a):

    Że tak przy okazji zapytam ,czy jest przewidziana recenzja Copland DAC 215 ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie umiem odpowiedzieć. Współpraca z tym dystrybutorem ostatnio się nie układa, ale może po AVS ulegnie poprawie.

  2. AAAFNRAA napisał(a):

    Mam dobrą wiadomość. W sklepie internetowym firmy Mediam cena 4 952 zł 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Te ceny to wieczna mitręga. Co chwilę inne.

  3. Miltoniusz napisał(a):

    „…sławetny Bakoon ewidentnie faworyzował Sennheiser HD800 i oba Lebeny też, tyle że z dołączeniem HE-6 i K1000 podpiętych do odczepów głośnikowych.” Rozumiem, że oba Lebeny faworyzowały HE-6 i K1000 a nie HD800, czy tak?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Oba Lebeny faworyzowały HD800 przy gniazdku słuchawkowym i świetnie grały z nimi także AKG K1000 oraz HiFiMAN HE-6 podpięte do odczepów głośnikowych. Cała trójka grała rewelacyjnie. Coś w tym jest niejasne?

      1. Miltoniusz napisał(a):

        Dziękuję, teraz mam pewność. Oczywiście chodzi o Lebena CS-300F i CS-600.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Tak, o te.

  4. Sławek napisał(a):

    Panie Piotrze,
    jako tylko przedwzmacniacz gramofonowy co lepsze Pana zdaniem – przedmiotowy DiValdi, czy ifi iphono2?
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie porównywałem bezpośrednio, więc nie mogę stanowczo się wypowiedzieć, ale oba reprezentują wysoką jakość. Za obydwoma stoją też wybitni konstruktorzy.

  5. fon napisał(a):

    No Piotrze jakoś długo nie podajesz info o wypuszczeniu nowych HD 660 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie podaję, bo nie ja jestem w redakcji odpowiedzialny za niusy. Prosiłem Karola o wrzucenie, ale wg niego informacja samego Sennheisera wymaga przeredagowania i uzupełnienia, a nie miał na to czasu z uwagi na inne obowiązki. Sam natomiast zaklepałem na ile mogłem słuchawki do recenzji i zamówiłem nowe pady do moich starych HD600. Pozostaje czekać. Przyjechał za to do recenzji słuchawkowy Woo 22, co kiedyś obiecałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy