Recenzja: Diapason Adamantes III 25th Anniversary

Diapason Adamantes III 25th Anniversary HiFi Philosophy 015   Z włoską firmą Diapason mieliśmy dotąd styczność wyłącznie w relacjach z AVS, ale że były entuzjastyczne, pora bliżej się zaznajomić. Szczególnie że poszukiwania dobrych głośników do niewielkich i średnich pomieszczeń lokują się w samym centrum audiofilskich poczynań, tak żeby za możliwie małe lub co najwyżej średnie (jak sam pokój) pieniądze dało się stworzyć super zestaw. Do tego średnie podstawkowe Diapasony powinny się świetnie nadać, bo że czar rzucają, to na AVS dobrze słychać, a kosztują wraz z podstawkami akurat średnio, 23 tysiące.

Mieszkańcy Italii to mowny narodek, chętnie rozprawiający o sobie, co przy też włoskich Pathosie, Aqua Acoustic i Zingali dało się zauważyć, tak więc z pozyskaniem potrzebnych recenzentowi informacji nie było tym razem kłopotu; choć może nie tak do końca, bo przecież mówią co sami chcą, a niekoniecznie o co chcielibyśmy zapytać. Niemniej fundament założycielsko-historyczny, jak również główna idea stwórcza, dały się z grubsza wyłuskać, a według wyłuskanej wiedzy wszystko zaczęło się od studiów muzycznych i technicznych Alessandro Schiaviego (rocznik 1965), założyciela i animatora firmy. Pierwsze głośniki Prelude, a wraz z nimi sama firma, pojawiły się w 1987, w następstwie tego, że Alessandro doszedł do wniosku, iż najważniejsza dla niego jest muzyczna wierność, do czego przywiodło go bycie zarówno instrumentalistą jak i realizatorem dźwięku. Ale nie samo to jest ważne, bo miesza się w to jeszcze wedle zapewnień cała włoska tradycja kulturowa; tradycja wszechobecnej sztuki, zanurzenia w antycznej atmosferze, umiłowania wszelkich postaci artyzmu, otoczenie majestatycznej architektury, magicznych krajobrazów, świetnej kuchni, życie pośród ciekawych ludzi i sławiona przez nich la dolce vita.

Alessandro Schiavi

Alessandro Schiavi

To wszystko złożyło się na jądro i otokę, plus odpowiedni zespół, w skład którego weszli inżynierowie, twórcy instrumentów muzycznych, projektanci techniki użytkowej, akustycy i marketingowcy –  wszyscy pasjonaci muzyki. W historycznej scenerii północnowłoskiej Bresci, z jej sławnym Piazza della Loggia, Kapitolem i Teatro Grande, powstawać zaczęły kolumny głośnikowe, które z czasem stały się sławne. Nazwę przyjęły Diapason, znaczącą tyle co oktawa lub skala, a wyróżnikiem stały obudowy, naśladujące prawdziwe instrumenty muzyczne – jak one giętkoliniowe, niepospolite co do kształtu i całe z litego drewna. Nie zatem tandetna sklejka zbijana w proste pudła, ani nawet takowa łukowato już formowana, tylko wytrwałe wydobywanie z drewna wymyślnego, potrzebnego muzyce kształtu. Kształt ten w przypadku tytułowego modelu Adamantes zawarty został już w nazwie, jako że adamantes znaczy w grece antycznej diament. A diament oznacza sztywność, która tu jest potrzebna, a także złożoną strukturę, zapewniający mnogie odbicia i poprzez nie rozpraszanie. Tak by jedne dźwięki nie wzmacniany się kosztem drugich a inne całkiem nie gasły, tylko wszystkie na równych prawach płynęły na chwałę muzyki i piękna.

Najwyraźniej dobrze to wyszło i płynięcie na tyle było fascynujące, że urzekło słuchaczy, a potem wybrało z nich nabywców, w następstwie czego zajmujemy się teraz trzecią wersją Diapason Adamantes. Albowiem ta kolumna w 2014 obchodziła 25 rocznicę powstania, tak więc podstawkowe „diamenty” pojawiły się już w trzecim roku istnienia Diapasona i do dziś utrzymują pozycję rynkową, przechodząc po drodze optymalizujące modyfikacje kątów ustawienia ścianek i ich grubości oraz zmieniając dostawców głośników. Tak naprawdę nie jest to przy tym trzecia a czwarta wersja, ponieważ trzecia – nierocznicowa – pojawiła się w roku 2010, a rocznicowa nie nosi jedynie rocznicowej plakietki, tylko też ma zmienioną obudowę.

Zaraz się temu dokładniej przyjrzymy, a potem posłuchamy, a teraz jeszcze napiszę, iż z powyższego wynika, że Diapason Adamantes to najbardziej zasłużone i historycznie biorąc najbardziej sprawdzone w rynkowych bojach głośniki włoskiej marki, dzięki którym mogła umacniać pozycję i się tak dobrze rozwijać.

 Budowa i jej skutki

xxx

Niby drewniane, ale ponoć diamenty.

    Kolumny nie są duże, pojemność obudowy nie przekracza trzydziestu litrów, jednak sama ta obudowa jest szczególna, wykonana w całości w warsztacie stolarsko-lutniczym przez specjalistę z selekcjonowanych i sezonowanych przez dwadzieścia dwa lata fosztów orzecha włoskiego, przy czym przez dwa ostatnie przechowywanych i pieczołowicie doglądanych we własnym firmowym magazynie. Wykonanie jest bardzo czasochłonne i bardzo precyzyjne, a także dopracowane akustycznie, co można zobaczyć na zawieszonych w Internecie materiałach ilustracyjnych. Wszystkie łączenia wyraźnie zaokrąglono i żadna prawie z płaszczyzn nie ma obrysu prostokąta, dzięki czemu całość faktycznie trochę przypomina drastycznie nadwymiarowy i zupełnie nietypowo drewniany diament. Dwadzieścia dwie jego płaszczyzny plus kanał bass-refleksu oraz kielichy głośników gwarantują brak niepotrzebnych wzbudzeń, nieuchronnie obecnych w kolumnach o kształcie pudła. To, plus ścianki z litego drzewa a nie sklejki, jest już bardzo mocnym odbiciem do uzyskania wysokiej klasy brzmienia. Za jego aktywne wyłonienie odpowiadają 17-centymetrowy, szerokopasmowy głośnik od norweskiego Seas, o membranie z PMP (Polimetylopentenu, półkrystalicznego tworzywa o dobrych parametrach mechanicznych i wysokiej trwałości), wytwarzany na specjalne zamówienie i sygnowany marką Diapason, a także 20-milimetrowa jedwabna kopułka od duńskiego ScanSpeakʼa. Własnością specyficzną jest połączenie głośnika niskotonowego bezpośrednio ze wzmacniaczem (a zatem bez filtracji), a punkt cięcia na minimalistycznej zwrotnicy z okablowaniem van den Hula (srebrzona miedź) i kondensatorami Auri-Cap to aż 4600 Hz. Kolumny można zamówić z bi-wiringiem, podnoszącym znacznie koszt całościowy, a standardowo mają dwa przyłącza i z takimi były testowane. Potrafią przenosić pasmo 40 Hz – 20 kHz, przy nominalnej impedancji 6 Ω, skuteczności 91 dB i stromiźnie narastania woofera sześć a tweetera dwanaście decybeli na oktawę. Każda waży po 8,5 kg i powinna być stawiana na firmowych standach drewnianych (wys. 63 cm) lub do wyboru metalowych (wys. 75 cm), których koszt niezależnie od surowca wynosi cztery tysiące złotych. Przy ich okazji producent bardzo podkreśla opatentowaną przez siebie technikę sadowienia głośnika na trzech metalowych walcach, dla których kolumienki mają od spodu odpowiednie gniazda, w postaci metalowych  wgłębień. Podstawa staje na kolcach, daje więc dobrą izolację, a same standy w przypadku metalowych są ciężkie, o wiele cięższe od kolumn.

xxx

Diament?

Wzór wykończenia jest tylko jeden, ale nader kuszący. To pokrycie pięknego orzechowego drewna (tzw. Orzech Canaletto) matowym, przeźroczystym lakierem na bazie wodnego rozpuszczalnika a nie węglowodorów. A zatem na wskroś ekologia i coś z prawdziwej formy muzycznej, co jest nawiązaniem nie tylko od strony estetycznej w wymiarze wizualnym, ale także, a nawet przede wszystkim, w odwzorowaniu dźwiękowym. Zgodnie z wizją założyciela firmy, Alessandro Schiaviego, jego kolumny mają grać żywą, autentyczną muzykę, a nie jakąś złagodzoną albo podrasowaną. Prawdziwą, przejmująco realistyczną, bezpośrednio nawiązującą do życia. A czy to się udało, to właśnie trzeba sprawdzić.

Brzmienie 

xxx

Diamenty?

   Kolumny przyjechały ze standami metalowymi, a ściślej metalowo-drewnianymi; z ozdobnym, dopasowanym wzorniczo drewnianym pogrubieniem środkowym. Jak mówiłem, w wersji z pojedynczym przyłączem i rzecz jasna w jedynym dostępnym wzorze Canaletto. Nie wiem czy to przypadek, ale jeżeli nawet, to sławny włoski malarz noszący ten sam przydomek zasłynął jako realista o specjalności pejzaż. Maestro Bernardo Bellotto, bo tak się naprawdę nazywał, z pietyzmem odtwarzał widoki, niewykluczone zatem, a nawet wielce pożądane, by Diapason Adamantes III o wzorze Canaletto także raczyły nas widokami, tyle że muzycznymi.

By się tak stało, ustawiłem je tam gdzie zawsze stają u mnie głośniki, tyle że początkowo na węższej bazie i bliżej ściany z tyłu, tak żeby sprawdzić ich przydatność do nie tak dużych pokoi. Baza dwa i pół metra i luz półtora z tyłu sprawdziły się w zupełności, przy czym, jak często z monitorami bywa, scena stawała się tym głębsza, im siadać bliżej a nie dalej (do pewnego momentu rzecz jasna). W praktyce bardzo dobrze sprawdzały się dwa metry od linii między nimi i proste ustawienie. By sobie nie żałować, użyłem za kable głośnikowe piekielnie drogich Sulków na przemian z jeszcze droższymi Crystal Cable, a w roli źródła sprawdzone zostały Restek Epos i Cairn Soft Fog V2. Pierwszy bardziej cisnący na szczegółowość, drugi na muzykalność; i to drugie podejście bardziej mi i chyba samym głośnikom odpowiadało. Nie od parady są w tym odtwarzaczu sławne vintage przetworniki Burr-Brown PCM1704-K i (po przeróbce) niedostępne już, a wielka szkoda, kondensatory Black Gate; aczkolwiek trzeba zważyć, że Restek bazuje na dokładnie tych samych przetwornikach, inaczej jednak zaimplementowanych, w oparciu o jedno i słabsze trafo, a także bez zegara LC-Audio i owych pamiętnych Black Gate. Za to z dekoderem HDCD Pacific Microsonic, filtrami i wzmacniaczami operacyjnymi Burr-Brown oraz klasycznym napędem top-load Philips PRO. To mu dawało precyzję odczytu i właśnie podkreśloną szczegółowość, ale z Diapason Ademantes to Cairn stwarzał piękniejszą muzykę, zwłaszcza przy realistycznym okablowaniu. Nie miary aż flagowego Accuphase i innych takich maszyn, ale podobną w stylu, tyle że cokolwiek ciemniejszą i bardziej zamyśloną, a nie optymistycznie promienną.

Diapason Adamantes III 25th Anniversary HiFi Philosophy 001 (3)Diapason Adamantes III 25th Anniversary HiFi Philosophy 005Diapason Adamantes III 25th Anniversary HiFi Philosophy 006Diapason Adamantes III 25th Anniversary HiFi Philosophy 003

 

 

 

 

Odmienność stylistyczną niemieckiego Resteka i francuskiego Cairna włoskie kolumny uczyniły dobitną, jaskrawo różnicując style i preferując jeden. A to w następstwie tego, że są naprawdę realistyczne. Szczerze powiedziawszy nie tego się spodziewałem, oczekując raczej czarowania magiczną przestrzenią, upiększania, pogłębiania, zwodzenia. Magiczna scena owszem była, ale raczej taka przy węższym ustawieniu standardowo magiczna. Zaczynająca się jakieś półtora metra za linią głośników i ciągnąca daleko w głąb, ale tylko pomiędzy nimi. To charakterystyczne: Adamantes III nie przekierowują dźwięku na boki, tylko głębokim snopem strzelają nim poza siebie, co bardzo jest efektowne i pozwala dobrze się skupić. Dźwięki nie uciekają na boki i dzięki temu nie wychodzą poza pole obserwatora. Wszystkie je naraz postrzegamy, bo wszystkie uczestniczą w akcji, a środek prezentacji jest doskonale wypełniony. Można oczywiście woleć scenę szeroko roztoczoną, której obrzeża są tłem bardziej i na nich się nie skupiamy, ale zebranie jej całej przed słuchaczem ma niewątpliwie wysoki walor poznawczy, gdyż nic nam w tło nie umyka. Postrzegamy całe nagranie, wszystko lokuje się przed obserwatorem, a przy tym nie odnosi się wrażenia, że scena jest zwężona. Nie czuje się tego intuicyjnie i de facto wąska nie jest. Osobiście nawet nie lubię gdy się rozlewa na boki i wychodzi aż poza ściany, bo wtedy trzeba zezować, a mnie to denerwuje. Można się oczywiście przyzwyczaić do różnych typów prezentacji, a poza tym jest najważniejsze, jak te boki i środek się nawzajem pozycjonują, to znaczy czy to oskrzydlenie ma prawidłową formę dodatku, czy też niestety istotne rzeczy uciekają na boki i trzeba za nimi wzrokiem gonić.

xxx

W każdym razie na takim czymś.

Nie będę się tu z tego doktoryzował i tylko raz jeszcze zauważę, że stojąc tak jak opisałem i z nieznacznym albo żadnym odgięciem Diapason Adamantes III scenę ogniskowały przed słuchaczem, co czyniło ją jednocześnie intrygującą i poznawczo łatwiejszą. Zwłaszcza, że była z naturalnej wielkości źródłami (o ile pozwalały na to nagrania, bo czasem nie pozwalają) i z bardzo cenną własnością rozpostarcia na linii wzroku, a nie ścielenia po podłodze, czy uciekania pod sufit. Jak najlepiej to o włoskich głośnikach świadczy, bo u mnie dość często dźwięk ma ochotę opadać i walka z tym bywa trudna.

Wracając jeszcze do konfrontacji Resteka z Cairnem. Ten pierwszy pokazał jak precyzyjnie Adamantes III potrafią rzeźbić dźwięki i dobrze je ogniskować, a także jakie są szczegółowe i jakie obnażające. Brutalnie odsłoniły przewagę detaliczności nad muzykalnością i sopranowe podbarwianie średnicy w niemieckim odtwarzaczu. W efekcie dźwięk powstał świeży, cokolwiek odmłodzeni wykonawcy i wyjątkowo dokładna kreska, lecz równocześnie pewien ubytek melodyki, słodyczy w kobiecych głosach i głębi upajającej brzmienia, na przykład takich dzwonów.

Tu muszę się zatrzymać. Nie było tak, że dźwięk Resteka z Adamantes III nie był głęboki, w żadnym razie. Jednakże był głęboki cokolwiek powierzchownie, jak gdyby w pierwszej warstwie, ale już nie drugiej i trzeciej. Miał makroskopową pierwszoplanową głębię, która pewnie, że jest najważniejsza, ale nie miał nakładanych się na nią od tyłu warstw kolejnych, budujących głębię bardziej złożoną. Ale jednocześnie – trzeba to oddać – bardzo dobitny był indywidualizm i pełna możliwość wydobywania dźwięków z tła (a więc żadnego ujednolicania), jak również dobre oddanie charakteru, jeśli nie liczyć tego niewielkiego sopranowego wtrętu. Suma summarum Restekowi należałoby przepisać głośniki bardziej miodopłynne, jako syrop na jego chrypkę szczegółowości i lekki sopranowy kaszel, albo przynajmniej spinać go okablowaniem mniej realistycznym a bardziej upiększającym, czy chociaż z lekka moderującym, natomiast Adamantes III bardziej odpowiadał ciągnący mocniej w stronę melodyjnej gładkości Cairn, a więc przypuszczać należy, że jeszcze lepszy byłby któryś z wyższych modeli Accuphase, albo na przykład Abbington Music Research CD.

xxx

Własnego autorstwa sposób stawiania.

Nawiasowo do tego dodam, że Restek z takim wysokiej jakości ale cośkolwiek tonującym okablowaniem wypada muzykalnie i za taki odtwarzacz go dotąd miałem, ale kable najwyższej jakości, jak Crystal Cable Absolute Dream, Acoustic Zen Absolute, albo Sulek 9×9, stawiają muzykalności wyższe wymagania niż on może zaproponować, w każdym razie w świetle najwyższych kryteriów jakości i reszty toru brzmieniowo dobitnej (a taki był używany tutaj Croft). Ale można go dobrze podciągać kablem zasilającym Harmoniksa X-DC350M2R, który nieźle go moderował i na melodyjniejsze tory przestawiał. Natomiast użyty w pierwszym podejściu Audio Illuminati Power Reference One bardziej ze swoją niezłagodzoną żywością pasował do Cairna.

Brzmienie cd.

xxx

Na szerszym planie.

    Piszę o tym dość szczegółowo, bo takie rzeczy budują całość. Nie sztuka pozbierać mając sprzętowy wybór tor pewne rzeczy maskujący i potem pisać o wszystkim jak leci, że gra muzykalnie, głęboko. Są różne stopnie muzykalności i różne formy głębi, natomiast dla kolumn Diapason Adamantes III ważne jest, że te stopnie i ich formy znakomicie potrafią pokazać bez przysłaniania własnym stylem. Ich sposób wypowiedzi to autentyczność na bazie pewnej sceny i pewnych realiów pasma. Bo rzecz jasna nie obdarują basem jak głośniki o dwa razy szerszej membranie, ale jak na swój rozmiar są nie pozbawione niskiej nuty basowej, której brak zawsze wyjątkowo mnie irytuje. Czy to głośniki, czy słuchawki, bez zejścia tam gdzie zejście, stają się ewidentnie uboższe i chociaż można to w pewnym stopniu nadrabiać przestrzennością wyższego basu, to brak niskiego pomruku jest zawsze bolesnym brakiem i nic go w pełni nie zastąpi. Ale na szczęście Adamantes III tego niskiego, naprawdę głębokiego, siadającego na piersi pomruku pewną dozę ofiarują, co je od razu stawia na wyższym poziomie pośród głośników podstawkowych. Dodatkowy atut to także tego basu ładne się rozchodzenie, podnoszące urodę i podkręcające emocje. To rozchodzenie należy zresztą w ich wypadku do całego a nie tylko basowego repertuaru, co nie oznacza, że mają jakikolwiek problem ze skupianiem dźwięku. Wręcz przeciwnie, oddanie membran z wtórną dopiero ekstensją naprawdę jest efektowne. To samo dotyczy pogłosów, przypominając efekty z głośników tubowych. Cały dźwięk do brzmienia tubowego w ogóle nawiązuje, a to oznacza świetną trójwymiarowość i rozciąganie, zwłaszcza na głębię. Niezwykle to spektakularne, a już szczególnie przy nieprzesadnej a doskonale odczuwanej głębi brzmienia, żywości oraz dodatku czegoś na kształt świetlistej łuny w tle za dźwiękiem plus jego natlenienie. Te dwa ostatnie walory to rzecz swoista, która dała się niestety odczuć mocniej dopiero w ustawieniu dla mojego pokoju klasycznym, to znaczy aż dwa metry od ściany z tyłu i na dosyć szerokiej bazie.

Co ciekawe, najbardziej efektowne brzmienie pojawiło się ze słuchaczem nie więcej niż dwa metry przed linią głośników, a więc tą samą odległością co wolna przestrzeń z tyłu. Wtedy dopiero grało na cały regulator w sensie przyjemności odbioru. Żywo, z detalem, z tlenem, bardzo wyraźnym obrazowaniem i pewną (nieznaczną) dominacją tego aspektu nad gęstą melodyjnością. Dzięki temu realistycznie, gdyż bez żadnej ociężałości – bez tendencji do obniżania pasma na rzecz eliminacji wszelkich ostrości, a równocześnie z wyższymi rejestrami skupionymi na urodzie a nie zakłócaniu. Słuchałem z fascynacją i jedyne co przeszkadzało, to świadomość, jak są te głośniki wrażliwe na wszelkie zmiany i jak poprzez to trudny ich opis. Łatwo mogę sobie wyobrazić padające zarzuty o błędy opisowe pod wpływem słuchania w torach dalekich od optimum. No ale z drugiej strony takiej jakości brzmienie możemy doświadczyć właśnie dzięki wrażliwości na zmiany, bo przecież ujednolicenia są zawsze monotonne.

xxx

Opatrzony herbem wysokotonowiec.

Diapason Adamantes III to rasowy wierzchowiec i tylko pod dobrym jeźdźcem zdobędzie złoty medal. Ale za to poprzez stosunkowo niewielką kwotę wchodzimy w posiadanie głośników o zaskakującym potencjale. Prawie jak wielkie tuby i prawie jak jakieś bardzo drogie kolumny z membraną ceramiczną. Swoista mieszanka cech obydwu, dająca czar trójwymiarowości, szybkość, żywość i dobitny, wspierany super szczegółowością realizm. To wszystko prawdopodobnie głównie dzięki tym obudowom i fachowemu zestrojeniu ich z głośnikami. W efekcie brak redukujących i deformujących rezonansów; i mamy to co mamy – kolumny podstawkowe o wielkim potencjale. Podobne do podstawkowych Raidho (choć nie aż takie genialne), za to kosztujące dwadzieścia parę a nie osiemdziesiąt parę tysięcy. Dające zbliżone efekty bez diamentowych membran i wstęg za bajońskie kwoty, a przy tym łatwiejsze do ustawienia, chociaż także z optimum przy tym samy dystansie do ściany z tyłu i słuchacza.

Osobna jeszcze pochwała należy się zwrotnicy. Zszycie podzakresów jest tak dobre, że niezauważalne, a przecież jakże często są z tym duże problemy. Na podobną pochwałę zasługuje też czucie przestrzeni, wagę którego eksponowałem ostatnio porównując słuchawki elektrostatyczne z dynamicznymi. Adamantes III nie tylko wyjątkowo dobrze realizują szczegółowość, ale także wkładają dźwięki w istniejącą po części na własny rachunek przestrzeń, a nie w matową, martwą pustkę. Toteż nawet milczenie jest w nich żywe – oddychające i epatujące rozmiarem. Że dźwięk jest całkowicie oderwany od głośników, pisanie o tym Diapasonom wręcz uwłacza, ponieważ to jeden z głównych ich atutów, dotyczący wszystkich modeli. Kto takie oderwanie szczególnie sobie ceni, brać może te głośniki bez zastanowienia.

W sumie nie wiem co bardziej chwalić – tą świetną szczegółowość, zszycie pasma i spójność stereofonii, całkowite oderwanie dźwięku, głębię sceny, a może czucie przestrzeni? Może realizm, może romantyzm, a może całościową ekstraordynaryjność i za mniejsze pieniądze nawiązywanie do najlepszych? Ale tak naprawdę to wiem. Najbardziej podobał mi się bezapelacyjny realizm zmieszany z niecodziennymi dodatkami. Nie taki prosty, oszczędny, ale z jednej strony pierwszoplanowo bezdyskusyjny, ale z dodatkiem łuny światła i pogłosu za dźwiękiem, natlenienia, niecodziennej głębi scenicznej i popisowego ogniskowania źródeł. A pośród tego wszystkiego mieszanka brzmienia jednocześnie dobrze wypełnionego i nie za ciężkiego. Mieszanka głębokiego smaku i jednocześnie świeżości.

Diapason Adamantes III 25th Anniversary HiFi Philosophy 001 (2)Można by jeszcze długo pisać, ale najważniejsze do powiedzenia jest jedno: Diapason Adamantes III udało mi się słuchać przy pełnej satysfakcji. To nieczęste zjawisko (z uwagi na to „pełnej”) i zawsze w dodatku chwiejne; z chwiejnością przypisaną każdym kolumnom, z którymi dało się osiągnąć. Bo albo ustawienie, albo wymagania dla toru, a najczęściej jedno i drugie. Niewielki odchył – trochę nie takie odgięcie, za mało miejsca z tyłu, jeden nie taki kabel – i wszystko zaczyna się sypać. Ale i tak Adamantes stosunkowo są łatwe, zważywszy jak trudno na przykład wyskalować aktywne Avantgarde, albo jak trzeba dokładnie celować w boczną ścianę specyficznymi Raidho. Dla nich problemem węzłowym jest nie ustawienie (z uwagi na jego relatywną łatwość), a wyważenie toru. W praktyce starczy jednak dobry odtwarzacz lub przyzwoity gramofon i przede wszystkim dobry wzmacniacz; jakiś dobry lampowiec, albo tej miary tranzystorowy, jak używany przez dystrybutora na AVS Wells Audio. A wówczas nawet w kilkunastometrowym pomieszczeniu będzie można się raczyć. Raczyć przestrzenią i smakiem dźwięku, który preferuje nie upiększanie a realizm. To wyższa szkoła jazdy, coś dla poszukującego takiego realizmu audiofila i wytrawnego melomana.

Podsumowanie

Diapason Adamantes III 25th Anniversary HiFi Philosophy 014   Nie bardzo wiem, co jest jeszcze do dodania poza powtórzeniem, że Diapason Adamantes III to głośniki mogące grać zarówno w mniejszych jak większych pomieszczeniach i potrafiące oferować te walory, które tradycyjnie zarezerwowane są dla głośników za czterdzieści i więcej tysięcy. Wyczuwalny smak tubowego rozciągania na trzeci wymiar, fantastyczną, bajkową poniekąd, scenę i dojmujący, precyzyjny realizm. A zatem melanż prawdy i baśni, jakże charakterystyczny dla zjawiska zwanego muzyką. Z jednej strony szczegóły i ogniskowanie źródeł, z drugiej holograficzne efekty zwodzące, tajemniczość i czucie nieobecnej przecież, sztucznie wykreowanej wewnątrz innej przestrzeni. A wszystko to nie przez przypadek, tylko dzięki znakomitym obudowom i odpowiedniej aplikacji głośników. Trzeba tylko pamiętać, że nie są to kolumny maskujące a szukające prawdy. Gdy zatem podepniemy je do ułomnego toru, ułomność jego zostanie wykazana a nie przykryta czy złagodzona. Nie oznacza to na szczęście konieczności posiadania perfekcji, ale trzeba mieć na uwadze, że to jest ten kierunek a nie maskujący ani upiększający. W manierze bardziej dosadnej a za to dalszej od nudy niż w przypadku podobnie usposobionych Dynaudio Contour 60, u których trzeba było walczyć o jakość ożywiającą, podczas gdy w Adamantes III o nie zaburzającą i też odpowiednią jakościowo. Inaczej muzyka ustąpi miejsca szczegółowości i wyraźności, a przecież nie tylko o nie chodzi.

Ta znakomitość obudów to jednak nie tylko sama estetyka muzyczna. Mocą ukrytej, nieoczywistej, ale jakże pouczającej logiki, ich zdolność wewnętrznej produkcji pięknego brzmienia od zewnątrz ma postać piękna wyglądu. Wielościenna harmonia złożona z wielokątnych płaszczyzn zaklętych w orzechowe drewno ujmuje poezją kształtu, do czego dołącza szlachetność materiału i charakterystyczny dla włoskiej szkoły pietyzm obróbki (Zingali, Sonus Faber, Franco Serblin, Albedo). Trudno nie dostrzec w tym paraboli – niepospolicie złożona i piękna forma zewnętrzna harmonizuje z niepospolitością i pięknem brzmienia, tworząc podwójną wartość.

 

W punktach:

Zalety

  • Wysokiej klasy, wręcz dobitny realizm.
  • W oparciu o wybitną szczegółowość.
  • Niezwykle wyraziste obrazowanie.
  • Wyjątkowo dokładne obrazowanie tekstur.
  • Czucie obecności przestrzeni.
  • Całkowite oderwanie dźwięku.
  • Spójność pasma i spójność sceny.
  • Powodujące zainteresowanie wyważenie między dociążeniem a świeżością.
  • Natlenienie.
  • Niezbyt obfite ale urodziwe pogłosy.
  • Doskonale oddane wszelkie indywidualizmy.
  • Dobre wyważenie proporcji między dołem, średnicą a górą.
  • Mimo że to niewielkie podstawkowce, bas potrafi zejść nisko i siąść (nieznacznie) na piersi.
  • Niezwykła, pojawiająca się przy dobrym torze łuna światła za dźwiękiem.
  • Wyjątkowo przepastna scena, z pierwszym planem ponad metr za linią głośników.
  • Rozpostarta dokładnie na wysokości oczu.
  • Skoncentrowana pomiędzy głośnikami.
  • Pozwalająca dzięki temu widzieć dokładnie całą muzykę.
  • Budząca uznanie czytelność artykulacji przy nie powodowaniu rozwlekłości ani opóźnień.
  • Sumaryczna jakość i przymioty dźwięku charakterystyczne dla dużo droższych konstrukcji.
  • Czego najlepszym dowodem powstanie już czwartej wersji.
  • Piękny, nieprzeciętny wygląd.
  • A w tym wyglądzie zaszyta umiejętność unikania szkodliwych rezonansów.
  • Dwa rodzaje dopasowanych wzorniczo standów do wyboru.
  • Własny sposób stawiania głośnika na standzie.
  • Pasują do małych, średnich i nawet dużych pomieszczeń. (Choć oczywiście w tych dużych będzie najlepiej.)
  • Włoska robota.
  • Sławna marka.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Przyporządkowany realizm stawia wysokie wymagania torom.
  • Dobrze mieć możliwość stawiania daleko od tylnej ściany.
  • Dobrze jest siadać nie za daleko.
  • Nie dla lubiących szerokie rozlanie sceny.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: Audio-Connect

Dane techniczne Diapason Adamantes III 25th Anniversary:

  • Odpowiedź częstotliwościowa: 40 Hz – 20 kHz.
  • Głośnik nisko-średniotonowy φ 170 mm sygnowany Diapason z membraną PMP (Polimetylopenten) w układzie Direct Drive.
  • Głośnik wysokotonowy φ 20 mm jedwabną kopułką.
  • Skuteczność: 91 dB/1W/1m.
  • Podział częstotliwości zwrotnicy: 4600 Hz.
  • Impedancja: 6 Ω.
  • Minimalna impedancja: 3,4 Ω/200 Hz.
  • Typ obudowy: Bass-reflex z tyłu obudowy.
  • Wykończenie: orzech Canaletto, lite drewno, malowanie naturalnymi farbami wodnymi.
  • Wymiary: 240 x 360 x 365 mm.
  • Waga: 8,5 kg/1 szt.
  • Opcja: materiałowa maskownica.
  • Cena: 19 300 PLN – para / 4000 PLN – standy metalowe lub 4000 PLN – standy drewniane.

System

  • Źródła: Cairn Soft Fog V2, Restek Epos.
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Kolumny: Diapason Adamantes III 25th Anniversary.
  • Interkonekty: Crystal Cable Absolute Dream, Acoustic Zen Absolute Cooper, Sulek 9×9.
  • Kabel głośnikowy: Crystal Cable Absolute Dream, Sulek Edia 9×9.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Audio Illuminati Power Reference One, Siltech Double Crown.
  • Listwy zasilające: Power Base High End, Sulek.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
  • Ustroje akustyczne: Audioform.

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

12 komentarzy w “Recenzja: Diapason Adamantes III 25th Anniversary

  1. Adam K. pisze:

    Dziękuję za recenzję Panie Piotrze. Teraz przydałaby się recenzja innego high-endowego monitora – Xavian Orfeo…

    1. PIotr Ryka pisze:

      Może, może…

  2. Patryk pisze:

    Recenzja „Focal Sopra No 1” bylaby takze swietna sprawa :-)
    Jest szansa?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Jest, bo dystrybutor Focala chętny do współpracy, tylko musi wrócić z wakacji.

      1. Patryk pisze:

        To wspaniale 😀. Czekam bardzo, poniewaz znam dobrze Sopra No.2, a czytanie pana recenzji to czysta frajda 👍
        Sluchawki sluchawkami 🎧 , ale glosniki to jednak glosniki 🔊.

        Patryk.

        1. PIotr Ryka pisze:

          Obiecuję na początku września się dowiedzieć.

  3. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, mam jeszcze pytanie. Co spowodowało, że wybrał Pan do recenzji model Diapason Adamantes, a nie szczytowy Astera? Podobno ten ostatni jest wyraźnie lepszy.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie możemy się skupiać wyłącznie na najwyższych modelach. Astery z czasem może się też pojawią, ale napisałem recenzję Lumen White Anniversary (ukaże się we wrześniu) i chciałem sięgnąć dla przeciwwagi po jakieś mniej gigantyczne czczenie rocznic. I w sumie dobrze to wyszło, bo te ośmiokilowe monitorki są znakomite.

  4. PIotr Ryka pisze:

    Spóźnia się ta następna recenzja, ale pięć lamp trzeba było porównać, a tu jeszcze upały. Ale się napisała i powinna być jutro.

  5. Patryk pisze:

    Orientuje sie Pan moze jak sie maja owe Diapasony w stosunku do starych Sonus Faber Amator na tweeterze Esotara?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Niestety nie. Słuchałem kiedyś Sonusów, ale w zupełnie innych warunkach.

    2. tommypear pisze:

      Sam jestem ciekaw bo uzywam electy I. Musze poszukac kto wypozycza do testow dipasona 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy