Recenzja: Diapason Adamantes III 25th Anniversary

Brzmienie cd.

xxx

Na szerszym planie.

    Piszę o tym dość szczegółowo, bo takie rzeczy budują całość. Nie sztuka pozbierać mając sprzętowy wybór tor pewne rzeczy maskujący i potem pisać o wszystkim jak leci, że gra muzykalnie, głęboko. Są różne stopnie muzykalności i różne formy głębi, natomiast dla kolumn Diapason Adamantes III ważne jest, że te stopnie i ich formy znakomicie potrafią pokazać bez przysłaniania własnym stylem. Ich sposób wypowiedzi to autentyczność na bazie pewnej sceny i pewnych realiów pasma. Bo rzecz jasna nie obdarują basem jak głośniki o dwa razy szerszej membranie, ale jak na swój rozmiar są nie pozbawione niskiej nuty basowej, której brak zawsze wyjątkowo mnie irytuje. Czy to głośniki, czy słuchawki, bez zejścia tam gdzie zejście, stają się ewidentnie uboższe i chociaż można to w pewnym stopniu nadrabiać przestrzennością wyższego basu, to brak niskiego pomruku jest zawsze bolesnym brakiem i nic go w pełni nie zastąpi. Ale na szczęście Adamantes III tego niskiego, naprawdę głębokiego, siadającego na piersi pomruku pewną dozę ofiarują, co je od razu stawia na wyższym poziomie pośród głośników podstawkowych. Dodatkowy atut to także tego basu ładne się rozchodzenie, podnoszące urodę i podkręcające emocje. To rozchodzenie należy zresztą w ich wypadku do całego a nie tylko basowego repertuaru, co nie oznacza, że mają jakikolwiek problem ze skupianiem dźwięku. Wręcz przeciwnie, oddanie membran z wtórną dopiero ekstensją naprawdę jest efektowne. To samo dotyczy pogłosów, przypominając efekty z głośników tubowych. Cały dźwięk do brzmienia tubowego w ogóle nawiązuje, a to oznacza świetną trójwymiarowość i rozciąganie, zwłaszcza na głębię. Niezwykle to spektakularne, a już szczególnie przy nieprzesadnej a doskonale odczuwanej głębi brzmienia, żywości oraz dodatku czegoś na kształt świetlistej łuny w tle za dźwiękiem plus jego natlenienie. Te dwa ostatnie walory to rzecz swoista, która dała się niestety odczuć mocniej dopiero w ustawieniu dla mojego pokoju klasycznym, to znaczy aż dwa metry od ściany z tyłu i na dosyć szerokiej bazie.

Co ciekawe, najbardziej efektowne brzmienie pojawiło się ze słuchaczem nie więcej niż dwa metry przed linią głośników, a więc tą samą odległością co wolna przestrzeń z tyłu. Wtedy dopiero grało na cały regulator w sensie przyjemności odbioru. Żywo, z detalem, z tlenem, bardzo wyraźnym obrazowaniem i pewną (nieznaczną) dominacją tego aspektu nad gęstą melodyjnością. Dzięki temu realistycznie, gdyż bez żadnej ociężałości – bez tendencji do obniżania pasma na rzecz eliminacji wszelkich ostrości, a równocześnie z wyższymi rejestrami skupionymi na urodzie a nie zakłócaniu. Słuchałem z fascynacją i jedyne co przeszkadzało, to świadomość, jak są te głośniki wrażliwe na wszelkie zmiany i jak poprzez to trudny ich opis. Łatwo mogę sobie wyobrazić padające zarzuty o błędy opisowe pod wpływem słuchania w torach dalekich od optimum. No ale z drugiej strony takiej jakości brzmienie możemy doświadczyć właśnie dzięki wrażliwości na zmiany, bo przecież ujednolicenia są zawsze monotonne.

xxx

Opatrzony herbem wysokotonowiec.

Diapason Adamantes III to rasowy wierzchowiec i tylko pod dobrym jeźdźcem zdobędzie złoty medal. Ale za to poprzez stosunkowo niewielką kwotę wchodzimy w posiadanie głośników o zaskakującym potencjale. Prawie jak wielkie tuby i prawie jak jakieś bardzo drogie kolumny z membraną ceramiczną. Swoista mieszanka cech obydwu, dająca czar trójwymiarowości, szybkość, żywość i dobitny, wspierany super szczegółowością realizm. To wszystko prawdopodobnie głównie dzięki tym obudowom i fachowemu zestrojeniu ich z głośnikami. W efekcie brak redukujących i deformujących rezonansów; i mamy to co mamy – kolumny podstawkowe o wielkim potencjale. Podobne do podstawkowych Raidho (choć nie aż takie genialne), za to kosztujące dwadzieścia parę a nie osiemdziesiąt parę tysięcy. Dające zbliżone efekty bez diamentowych membran i wstęg za bajońskie kwoty, a przy tym łatwiejsze do ustawienia, chociaż także z optimum przy tym samy dystansie do ściany z tyłu i słuchacza.

Osobna jeszcze pochwała należy się zwrotnicy. Zszycie podzakresów jest tak dobre, że niezauważalne, a przecież jakże często są z tym duże problemy. Na podobną pochwałę zasługuje też czucie przestrzeni, wagę którego eksponowałem ostatnio porównując słuchawki elektrostatyczne z dynamicznymi. Adamantes III nie tylko wyjątkowo dobrze realizują szczegółowość, ale także wkładają dźwięki w istniejącą po części na własny rachunek przestrzeń, a nie w matową, martwą pustkę. Toteż nawet milczenie jest w nich żywe – oddychające i epatujące rozmiarem. Że dźwięk jest całkowicie oderwany od głośników, pisanie o tym Diapasonom wręcz uwłacza, ponieważ to jeden z głównych ich atutów, dotyczący wszystkich modeli. Kto takie oderwanie szczególnie sobie ceni, brać może te głośniki bez zastanowienia.

W sumie nie wiem co bardziej chwalić – tą świetną szczegółowość, zszycie pasma i spójność stereofonii, całkowite oderwanie dźwięku, głębię sceny, a może czucie przestrzeni? Może realizm, może romantyzm, a może całościową ekstraordynaryjność i za mniejsze pieniądze nawiązywanie do najlepszych? Ale tak naprawdę to wiem. Najbardziej podobał mi się bezapelacyjny realizm zmieszany z niecodziennymi dodatkami. Nie taki prosty, oszczędny, ale z jednej strony pierwszoplanowo bezdyskusyjny, ale z dodatkiem łuny światła i pogłosu za dźwiękiem, natlenienia, niecodziennej głębi scenicznej i popisowego ogniskowania źródeł. A pośród tego wszystkiego mieszanka brzmienia jednocześnie dobrze wypełnionego i nie za ciężkiego. Mieszanka głębokiego smaku i jednocześnie świeżości.

Diapason Adamantes III 25th Anniversary HiFi Philosophy 001 (2)Można by jeszcze długo pisać, ale najważniejsze do powiedzenia jest jedno: Diapason Adamantes III udało mi się słuchać przy pełnej satysfakcji. To nieczęste zjawisko (z uwagi na to „pełnej”) i zawsze w dodatku chwiejne; z chwiejnością przypisaną każdym kolumnom, z którymi dało się osiągnąć. Bo albo ustawienie, albo wymagania dla toru, a najczęściej jedno i drugie. Niewielki odchył – trochę nie takie odgięcie, za mało miejsca z tyłu, jeden nie taki kabel – i wszystko zaczyna się sypać. Ale i tak Adamantes stosunkowo są łatwe, zważywszy jak trudno na przykład wyskalować aktywne Avantgarde, albo jak trzeba dokładnie celować w boczną ścianę specyficznymi Raidho. Dla nich problemem węzłowym jest nie ustawienie (z uwagi na jego relatywną łatwość), a wyważenie toru. W praktyce starczy jednak dobry odtwarzacz lub przyzwoity gramofon i przede wszystkim dobry wzmacniacz; jakiś dobry lampowiec, albo tej miary tranzystorowy, jak używany przez dystrybutora na AVS Wells Audio. A wówczas nawet w kilkunastometrowym pomieszczeniu będzie można się raczyć. Raczyć przestrzenią i smakiem dźwięku, który preferuje nie upiększanie a realizm. To wyższa szkoła jazdy, coś dla poszukującego takiego realizmu audiofila i wytrawnego melomana.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: Diapason Adamantes III 25th Anniversary

  1. Adam K. pisze:

    Dziękuję za recenzję Panie Piotrze. Teraz przydałaby się recenzja innego high-endowego monitora – Xavian Orfeo…

    1. PIotr Ryka pisze:

      Może, może…

  2. Patryk pisze:

    Recenzja „Focal Sopra No 1” bylaby takze swietna sprawa :-)
    Jest szansa?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Jest, bo dystrybutor Focala chętny do współpracy, tylko musi wrócić z wakacji.

      1. Patryk pisze:

        To wspaniale 😀. Czekam bardzo, poniewaz znam dobrze Sopra No.2, a czytanie pana recenzji to czysta frajda 👍
        Sluchawki sluchawkami 🎧 , ale glosniki to jednak glosniki 🔊.

        Patryk.

        1. PIotr Ryka pisze:

          Obiecuję na początku września się dowiedzieć.

  3. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, mam jeszcze pytanie. Co spowodowało, że wybrał Pan do recenzji model Diapason Adamantes, a nie szczytowy Astera? Podobno ten ostatni jest wyraźnie lepszy.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie możemy się skupiać wyłącznie na najwyższych modelach. Astery z czasem może się też pojawią, ale napisałem recenzję Lumen White Anniversary (ukaże się we wrześniu) i chciałem sięgnąć dla przeciwwagi po jakieś mniej gigantyczne czczenie rocznic. I w sumie dobrze to wyszło, bo te ośmiokilowe monitorki są znakomite.

  4. PIotr Ryka pisze:

    Spóźnia się ta następna recenzja, ale pięć lamp trzeba było porównać, a tu jeszcze upały. Ale się napisała i powinna być jutro.

  5. Patryk pisze:

    Orientuje sie Pan moze jak sie maja owe Diapasony w stosunku do starych Sonus Faber Amator na tweeterze Esotara?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Niestety nie. Słuchałem kiedyś Sonusów, ale w zupełnie innych warunkach.

    2. tommypear pisze:

      Sam jestem ciekaw bo uzywam electy I. Musze poszukac kto wypozycza do testow dipasona 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy