Recenzja: Denon AH-D7200

   W czerwcu zeszłego roku, podczas zlotu dystrybutorów na Malcie, zaprezentował Denon prototyp nowych słuchawek o oznaczeniu kodowym AH-D7200. Rok minął, sporo się w międzyczasie podziało. Słuchawki weszły na rynek, ciesząc się dużą popularnością i pozytywnym odbiorem, a prasa branżowa poświęciła im wiele recenzji, nieodmiennie entuzjastycznych. Możemy się z nich dowiedzieć, że słuchawki „są ciepłe i z głębokim basem”, że to „lider w swojej klasie cenowej o olśniewających sopranach”, że „warte każdej wydanej złotówki” i mają „fantastyczne osiągi”. A także „pięknie są wykonanie” i „można słuchać godzinami”. I na dodatek „nie są wcale jakieś przesadnie drogie”.

Słowem raj na ziemi i zdaje się na te słuchawki latami czekaliśmy. Wynikało by też z tego, że sam Denon latami do nich dążył i są zwieńczeniem długiego procesu rozwojowego, zapoczątkowanego w 2006 roku przez model AH-D5000. Model będący odpowiedzią na obecność rynkową JVC DX1000 – słuchawek wrzuconych na rynek przez konkurencyjnego giganta, także specjalizującego się bardziej w kinie domowym i średniej klasy hi-fi niż w słuchawkach. To poszerzenie oferty przez konkurencję stanowiło, jak się zdaje, kamień obrazy i Denon nie pozostał dłużny. Sprężył się, pogonił inżynierów i pokazał na co go stać. To poszło już w zapomnienie, ale pragnę przypomnieć, że model D5000 zrobił wówczas większą karierę niż teraz D7200, ponieważ nie był czymś jednym z wielu a światową sensacją. Słuchawek obecnie jest tyle, że trzeba czegoś naprawdę wyjątkowego, by zwrócić powszechną uwagę, a nowe D7200 niczym takim nie dysponują. Jedyny prawdziwy wyróżnik to świeżo otrzymana od EISA (Europejskiego Stowarzyszenia Obrazu i Dźwięku) nagroda dla najlepszych słuchawek roku 2016; tyle że w mojej ocenie EISA to gromadka cwaniaków, potrafiących przyznawać w sensie normalnym a nie zakulisowych kombinacji nagrody kompletnie bez sensu; jak mawia młodzież – od czapy. Nie wyrokuję w tym wypadku, ale miewali takie wyskoki, tak więc EISA w rzeczywistości nic nie znaczy i wracajmy do naszej, a ściślej Denona, ewolucji.

Model D5000 tak się wszystkim spodobał, że producent go równocześnie poprawił i uwstecznił, proponując droższe D7000 (rok 2008) i tańsze D2000. Audiofile od swoje strony zrobili także niemało, proponując własne modyfikacje. Powstała nawet w USA specjalna firma Lawton Audio, proponująca w wyższej cenie poprawione przez siebie modele Denona, mające się według zapewnień zbliżać brzmieniowo do legendarnego wzorca, genialnych i strasznie drogich Sony MDR-R10. Jej założyciel, piszący na Head-Fi pod pseudonimem Markl, twierdził wręcz, że swoje R10 sprzedał, nie widząc sensu posiadania ich równolegle z poprawionymi D7000, czy nawet D5000 – już nie pamiętam. Działo się zatem wiele i działo z entuzjazmem. Słuchawki od strony technicznej wyróżniały trzy atuty: pokrywy z gatunkowego mahoniu, czym nawiązywały do klasycznych Grado RS1, membrany z biocelulozy, czym nawiązywały do wspomnianych Sony R10, oraz tak zwany „Acoustic Optymizer”, czym nawiązywały już tylko do siebie. W połączeniu z mahoniem i biocelulozą miał on skutecznie korygować akustykę komór, dając dźwięk i bez poprawek Lawton Audio nawiązujący do R10. I rzeczywiście tak było, osobiście potwierdzam. Do oryginalnych R10 pozostał wprawdzie spory dystans, niemniej smak brzmienia był zbliżony. I to mi się bardzo podobało, natomiast mniej nieco węższa, płytsza i nie tak holograficzna scena oraz ten nieusuwalny dystans pod względem klasy brzmienia. Niemniej słuchawki, trzeba przyznać, wyjątkowo udane, robiące świetne wrażenie, zwłaszcza tym specyficznym, nawiązującym naturalnością do R10 stylem.

Jeszcze bardziej spodobał mi się następca, model AH-D7100, wprowadzony na przełomie 2012/13. Z nim jednak wiąże się najdziwniejsza historia, z jaką zetknąłem się recenzując słuchawki, jako że pierwszy egzemplarz, ten przysłany do zrecenzowania, grał bajecznie, a wszystkie później słuchane już nie tak. Gdzieś znikło wypełnienie i świetna muzykalność, która przedzierzgnęła się w jakimś stopniu w noszącą metaliczne naloty techniczność; zupełnie jakby surowiec membran albo konstrukcja przetwornika uległy niedobrej przemianie – i spuśćmy na to zasłonę.

Poprzednie flagowce Denona były od tego nowego droższe, celując w okolice pięciu tysięcy. To dobra okolica – willowa i elegancka. Tam pomieszkiwały flagowe Grado i Sennheisery, produkty firmy w dawniejszych czasach dostarczających słuchawek uchodzących wśród dynamicznych za najlepsze. (O Sony R10 zapomnij, tak samo jak o Audio-Technice L3000, bo to efemerydy.) Potem, jak wszystkim dobrze wiadomo, okrutnie się zakotłowało i ceny poszalały, a dostarczycieli „najlepszych” jest teraz więcej niż w pęczku rzodkiewek. Natomiast Denon się wycofał. Nie bierze udziału w wyścigu super-drogich-genialnych po palmę absolutnego pierwszeństwa, tylko zszedł z ceną swych flagowych do trzech tysięcy pięciuset i tam czai się na klientów; zarówno w domyśle jak otwarcie nabywcom sugerując, że inni powariowali, a oni wręcz przeciwnie – znormalnieli i coś równie świetnego sprzedają zdecydowanie taniej. 

Budowa

xxxx

Tradycyjne pudełko z grubej tektury.

   Aby takie coś wmówić, trzeba mieć argumenty – i proszę bardzo, są argumenty. Nowe D7200 mają pokrywy muszel z orzechowego drewna i odziedziczone po D7100 przetworniki o unikalnej membranie z nano włókien w technologii FreeEdge, pozwalającej w wysokim stopniu rugować zniekształcenia. Mają też w otulinach padów gąbkę z pamięcią kształtu i pałąk obszyty naturalną skórą, a sztuczną, ale w niezłym gatunku, pady. Dobrze też działającą zatrzaskową regulację dopasowania, plus ergonomię kształtu i odpinany kabel. Kabel wysokiej klasy, z miedzi czystości 7N, a całe wykonanie w Japonii, kraju najlepszych słuchawek. Nie, stop – bardzo przepraszam – słuchawki powstają w Chinach, ale to dzięki temu mogą być takie tanie. Lądują w eleganckim pudełku na czarnej piance podkładu i prezentują się całkiem dobrze, chociaż konserwatywnie. Ale drewniane muszle zawsze przebiją plastik, bo niosą indywidualizm i naturalność surowca. Do tego ładne chromy, cenione za lekkość i pochłanianie wibracji aluminium oraz w niezłym gatunku prawdziwa i sztuczna skóra, a te z pamięcią pady o nieźle dobranym profilu. Dobra też izolacja do środka i na zewnątrz, co w przypadku słuchawek zamkniętych ma dość istotne znaczenie.

To wszystko można wyczytać w przypadku innych recenzji, plus te pochwały za brzmienie, a my skupmy się na tym, czego nie dostajemy. Nie dostajemy membran z biocelulozy, tej wzorowanej (choć gatunkowo słabszej) na legendarnych R10. Nie dostajemy też mahoniu, bo z tym mahoniem bieda. Cały najwyższej klasy wyrąbano na drewno perkusyjne i już się z nim męczy okrutnie Grado, udając dziwne patenty, a Denon całkiem zrezygnował, choć nie wiem czy dobrze zrobił. Bo drzewo orzecha włoskiego to jednak nie to samo, nie mówiąc o gatunkach tak wyszukanych jak Ainu Zelkowa z R10, czy Hokkaido Asada z limitowanych Audio-Technik. Nawet nie madagaskarski heban, palisander, czarny dąb albo drewno tekowe, aczkolwiek jeśli dobrze ten orzech wyselekcjonowano i dobrze sezonowano, to źle powinno nie być (co pokazały już tańsze Fosteksy, mające jednak trochę osobliwszy surowiec w postaci orzechowca amerykańskiego). Kolejna rzecz, której nie ma, to magnezowe zawieszenie muszel. Aluminium też wprawdzie dobrze tłumi, ale magnez od niego lepszy. Nie dają też firmowego stojaka i kabla z wtykiem symetrycznym, a to powoduje brak idealnego dopasowania do wzmacniaczy konstrukcji dual mono (jak Headtrip czy Phasemation).

xxx

Pod grubą obwolutą czarne.

A najbardziej mnie wkurza, że w dobie łatwego dostępu do superkomputerów, taki potentat jak Denon nie zdobył się na akustyczne opracowanie kształtu wewnętrznego dla komór, co potrafiono przy R10 zrobić trzydzieści lat temu na uniwersytecie w Kioto. Nie wysila się całe to producenckie bractwo, oj wcale nie wysila, dbając jedynie o obniżkę kosztów, co nie budzi szacunku. A jakby tego było mało, nie dostajemy także dobrze wyprofilowanego pałąka, który jest zwyczajnie za płaski i trzeba go samemu dogiąć, inaczej będzie uwierał.

W sumie wpadają nam w ręce słuchawki dosyć ładne i o przeciętnej wadze (385 g), ale z pewnymi niedociągnięciami, które tak wielki producent łatwo mógł wyeliminować. Wyglądające klasycznie i w miarę też wygodne, chociaż od poprzednich flagowców własnej marki pod tym względem cofnięte i od flagowych Fosteksów czy AudioQuestów też. Dobrze, że z odpinanym kablem i dobrze, że z aluminiowym pałąkiem; nieźle także, że nie krzykliwe wzorniczo, matowo wykończone, co w dzisiejszych czasach okazuje się wyróżnikiem. Wyglądem wyraźnie nawiązujące do tańszych o tysiąc złotych wiceflagowych Fostex TH610, z którymi łączą je parametry techniczne, waga i te nieidentyczne ale też orzechowe muszle. Więc trzeba koniecznie porównać, o ile tylko możliwość.

Od strony czysto technicznej mamy zaś do czynienia z powszechną teraz niską impedancją (25 Ω) i wysoką czułością (105 dB), a także ponadprzeciętnie szerokim pasmem (5 Hz – 55 kHz). Budowa zamknięta i odpinany kabel to oczywiste adaptacje do wszędobylskiej dziś przenośności, w związku z czym może dziwić, że do słuchawek nie dołączają, ani nawet za dopłatą nie proponują, krótkiego kabla z małym jackiem dla urządzeń przenośnych.

xxx

A w środku to.

Poza samymi nausznikami w zestawie znajdziemy jeszcze dość tandetny czarny pokrowiec, skromną instrukcję obsługi oraz niezbywalną gwarancję. Trochę to osobliwe.

 

 

 

 

 

 

 

Odsłuch

xxx

Japonia przy Japonii.

    Jak Fostex, no to Fostex, ale też nieco tańsze AuioQuest NightHawk i nieco dla odmiany droższe Beyerdynamic T1 V2. A także, jako coś z wyższej ligi cenowej, nie same TH610, ale także szczytowe TH900 Mk2. Na początek jak zawsze przy komputerze, na bazie przetwornika

I jeszcze wstępny truizm, ale niepomijalny. Słuchawki zaczęły mi się podobać po ponad dwustugodzinnym treningu. Otwarły się, napowietrzyły, nabrały kultury brzmienia, zyskały lepsze światło. Bardzo wyraźna poprawa, bo wcześniej nieciekawie było – za nosowo, za płytko, za szaro i zbyt całościowo technicznie. Prosto z pudełka okropnie, a przed dwustoma godzinami także nie za specjalnie.

Czy zatem specjalnie po dwustu? Tak, a przede wszystkim we własnym stylu. I styl ten zaczniemy charakteryzować od porównania z TH610.

Denon AH-D7200 vs Fostex TH610

Kilka sekund słuchania i staje się oczywistym, że wszelkie podejrzenia o identyczność przetworników, a poprzez to i brzmieniową, tak podobnych na oko słuchawek wiodą nas na manowce.

Słuchawki niby podobne, ale tańsze o tysiąc Fosteksy zdecydowanie wygodniejsze, natomiast cokolwiek mniej eleganckie. Minimalnie, ale ten plastik przy pałąku to jednak nie ozdoba. Zaś co do brzmienia: nie można w żadnym razie twierdzić, by z tańszych było gorsze. Analogiczna jakość i w związku z tym jedna półka. Ale to wcale nie znaczy, iż wybrać trzeba te tańsze z uwagi na opłacalność, ponieważ wyraźna odmienność stylu raz po raz się rysowała. Jaka? – no to jest właśnie clou. Fosteksy grały gładziej, głębiej i płynniej. Także z nieznacznie lepszą separacją i porządniejszym rozstawieniem źródeł dźwięku, natomiast atutem Denonów, choć może na to nie wyglądać, była mniejsza gładź, czyli jak mówią winiarze, więcej łodygowego naskórka.

Denon AH-D7200 HiFi Philosophy 005Denon AH-D7200 HiFi Philosophy 006Denon AH-D7200 HiFi Philosophy 010Denon AH-D7200 HiFi Philosophy 013

 

 

 

 

Bez porównania byś tego wprawdzie nie wymyślił, poczytując ich dźwięk za gładki, ale w porównaniu od razu to wychodziło. Tak jakby u nich powierzchnia dźwięku się minimalnie marszczyła, albo miała śladowy meszek, a u Fosteksów gładź niezmąconą i pod tą gładzią większą głębię. Ciemniejszy też nieco odcień oraz więcej pogłosu, a wszystko jakby lepiej porozstawiane, a przez to lepiej widoczne. Nie flankujące tak bardzo słuchacza – nie zachodzące bokami i uciekające aż poza pole widzenia, tylko zebrane przed nim i rozstawione porządnie. To jednak dawało pewien dystans, ponieważ Denony grały bliżej – bardziej przylegały i osaczały. A przy tym ich o ton jaśniejsze brzmienie wcale nie było mniej udane, zwłaszcza kiedy się z pół minuty wsłuchiwać i trochę przyzwyczaić. Miały też inny atut – pasmo bardziej zebrane. Zwłaszcza soprany lepiej zlepione ze średnicą – odpowiednio dobitne a jednocześnie się nie izolujące. Ogólnie brzmienie ciutkę niższe, tak do usłyszenia tego dopiero po krótkiej analizie a nie zaraz od progu, i całe bardziej koherentne, chociaż scenicznie nieco bałaganiarskie.

xxx

Pałąk dogięty za mało.

Jedne i drugi słuchawki wielkością sceny nie imponowały, to nie są nauszniki dla tych, co się chcą przestrzenią upajać. Nie żeby jakoś ułomne, ale tak bardziej kameralne lub co najwyżej średnie, a nie w bezkresne dale. Fosteksy z o pół kroku dalszym pierwszym planem i bardziej przed słuchaczem, a Denony bardziej wchodzące w ciebie, jak również w samą muzykę. Do tego nieco szybsze i przez tą bliskość bezpośrednie, a Fostex z nieznacznym dystansem i bardziej zamyślone. Także z wyraźnie dalszym rozchodzeniem tego spokojniejszego, zamyślonego dźwięku. Szczegółowość podobna, chociaż inaczej ujmowana: u Denonów z tym śladzikiem szorstkości i w bardziej szybkiej obróbce, a u Fosteksów w całościowym płynięciu, tak bardziej malarsko, teatralnie, a mniej po sportowemu. Bas u Fosteksów trochę bardziej wypunktowany (zaznaczony, wyodrębniony) ale nie niżej schodzący, tyle że jak wszystko ciemniejszy.

Brzmienie Denonów w porównaniu takie trochę brudniejsze (pomimo że jaśniejsze), ze stylistyką bardziej rockową, zawadiacką; a Fosteksów bardziej poetyckie, śpiewne, głębokie i wystudiowane. Jedno i drugie w moim odczuciu bardzo dobre, chociaż w pierwszych sekundach to Fosteksów (w tym wypadku z lepszym kablem od TH900) sprawiające wrażenie wyższego gatunkowo. Ale przy już parominutowych odsłuchach to pierwsze wrażenie zanikało, jednych i drugich słuchałem z równym apetytem. Temperatura podobna, cokolwiek w stronę ciepła, pomimo braku lamp w torze.

Denon AH-D7200 vs AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio)

 Teraz już bardziej skrótowo, bo nie piszemy epopei. Że NightHawk miały ciemniejsze, bardziej gęste, z potężniejszym basem i mocniejszym pogłosem brzmienie, to truizm – jasne, że takie miały. Miały też bardziej nasycone i bardziej akcentujące indywidualizm. Lepiej nasączone emocjami, bardziej zaangażowane, dożylne. Ale wraz z tym pogłosem i basem w niektórych nagraniach cokolwiek udziwnione i mniej przez to bezpośrednie. Mniej też akcentujące soprany, które przy podobnie dobrym dopasowaniu do średnicy Denony ukazywały wyraźniej. Granie NightHawk było bardziej klimatyczne w sensie tworzenia własnego klimatu, a Denonów bardziej zwyczajne, w odbiorze normalne, nieudziwnione. Z krótszym i pozbawiony pogłosowej otoczki ale też bardzo nisko schodzącym basem, a także wyraźnie suchsze, chociaż nie jakieś suche. Jednakże NightHawk wilgotniejsze i tak samo jak u Fosteksów gładsze, bardziej płynne, ciemniejsze i głębsze.

xxx

A za to odpinany kabel.

W przypadku jednych utworów taki styl NightHawk brał górę, ale przy innych Denony były bardziej przekonujące. W sumie remis bez wskazań, przynajmniej na tym pułapie sprzętowym. Znów też mogę napisać, że w pierwszym odruchu adwersarz Denonów wydawał się być lepszy, ale na długie słuchanie to się nie przekładało, a przynajmniej nie zawsze. Tu i tu robił się spektakl, tu i tu zajmujący.

Denon AH-D7200 vs Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio)

Flagowe Beyerdynamic brzmienie też miały nieco ciemniejsze i głębsze, a przy tym pokazały głębsze skanowanie muzyki i więcej brzmieniowej soli. Po raz pierwszy (może dzięki kablowi Tonalium?) wrażeniu lepszości w pierwszym odruchu towarzyszyło też przekonanie, że to jest jednak wyższa liga a nie jedynie milsza ewentualnie stylizacja. Wgryzanie się, prężność, uroda i głębia były lepsze. Nieznacznie, żadne tam klasy i po audiofilsku „pozamiatane”, ale nuta smakowa cokolwiek urodziwsza. No chyba, żeby woleć taką nieco szorstkawą – wytarte dżinsy od jedwabi i atłasów – bo woleć można wszystko i od wszystkiego. A przy tym Denony wciąż mi się bardzo podobały, żadnego bólu przejścia; jedynie ten posmak u T1 głębszego i nieco bardziej aromatycznego dźwięku. Co ciekawe i na plus nowych, już nagrodzonych „japończyków”, znany z szybkości dźwięk T1 był tylko śladowo szybszy, tak ledwo wyczuwalnie. Już bardziej wyraźnie całościowo potężniejszy, połyskliwszy i kontrastowy; z mocniej naciągniętymi strunami, iskierkami sopranów i nieco bardziej naturalnym, wielowarstwowym basem. Ale to wszystko jakościowo blisko siebie, chociaż z przewagą T1. Tu już nie było raz tu, raz tu – wszystkie utwory w wykonaniu T1 sprawiały lepsze wrażenie. Ale jak już mówiłem, bez popadania w różnicę klasy. W żadnym wypadku, absolutnie. To były brzmienia zbliżone, zwłaszcza że Denony także na tle T1 nie zatraciły wciągającego charakteru, przyrostu przyjemności wraz z długością słuchania.

Odsłuch cd.

xxx

W efekcie NightHawk wygodniejsze.

Denon AH-D7200 vs Fostex TH900 MkII

Tym razem różnica jakości okazała się głębsza; i że będzie taka wiedziałem z góry. Po prostu bardzo często tych Fosteksów teraz używam, a po długim procesie rozruchowym (wieleset godzin) zyskały niezwykłą klasę. Wspaniałą przejrzystość i detaliczność zmieszane z ciemnym, wilgotnym, nasączonym pięknem i brzmieniową intrygą dźwiękiem. Generalnie biorąc to takie lepsze TH610 plus większa wyraźnie scena. Ale nawet w tym wypadku nie można było powiedzieć, że Denony przegrały wyraźnie. Wciąż zachowały atut przywyknięcia do swego suchszego, jaśniejszego i bardziej szorstkiego dźwięku, który posiada niezaprzeczalny walor mieszanki życia i muzyki. Tu nie ma upiększania, a jednak jest cały czas pięknie. Nie popisowo, szczególnie magicznie i bez tak dobrze wyczuwalnego posmaku legendarnych R10. Trzeźwo, a nie magicznie, i nie jakoś szczególnie płynnie, ale – że się tak nietypowo wyrażę – to świetną prozą podana muzyka. Bez pogłębiania, cieniowania i upłynniania, ale z wartką, ciekawą akcją i w takim  kowbojskim, dżinsowym stylu. Także rockowym – cokolwiek niedomytym i rozczochranym – ale zarazem bardzo sympatycznym. Słucha się, czuje wady, a jednak się podoba. Jest płyciej, mniej wyraźnie i bez orzeźwiającego cienia ani tak dobitnie wyrażonego smaku. Ale ten galop przez step z petem w zębach ma swój niepowtarzalny urok, pomimo czucia pyłu i słońca, które trochę razi. (Nie w sensie dosłownym, ale atmosfery wycieczkowej a nie odświętnej do teatru, gdzie światła przygaszone.)

Na sprzętowych wyżynach

Na koniec sieknąłem pełną jakością, skoro ta jakość była. Twin-Head podpięty do Accuphase DP-950 i kable Triple Crown. Trudno o lepszy set dla jakichkolwiek słuchawek, ale wziąłem jedynie recenzowane i uporczywie porównywałem z wiceflagowymi, tak podobnymi Fostex TH610. Zatopiłem się w tych porównaniach i deszyfrowaniu stylu, co przebiegło bez przeszkód i szybko znalazło finał.

xxx

Co do stylistyki, to nic się nie zmieniło od stanu przy komputerze, poza oczywistym przyrostem jakości, a także nieznacznym tych stylistyk zbliżeniem. Niemniej różnice pozostały i wciąż były wyraźne. Denony grające bardziej po reportersku, bez skupiania na pięknie frazy siodłatą linią melodyczną i akcentowaniem pogłosu. Tego ostatniego niemal zupełny brak, pogłosy scalone z dźwiękiem, zaznaczające się wyjątkowo słabo. Lecz dzięki temu szybsza akcja, doraźność narracyjna. Bez rozglądania się na boki, poszukiwania pięknych widoków; prujemy żwawo naprzód, skupieni na równym kroku. I wciąż z tym pyłem drogi, dopiero pod którym płynność, głębia i elastyczność, przykryte bardzo nieznacznie lecz wyczuwalnie wierzchnią warstwą ścieralną. Ale pyłem ograniczonym tylko do samych powierzchni, że ani śladu w medium. Dlatego niech nikt nie pomyśli, że te Denony nieprzejrzyste. Przejrzystość bardzo dobra, podobnie jak rytm, szybkość i szczegółowość, a soprany zupełnie wyzbyte krzykliwości, mimo że dobrze wyczuwalne. Bas krzepki, raczej prosty, bez dodającego mu znaczenia rozwarstwiania; bardziej niskością zejścia niż wizualizacją membran działający na wyobraźnię. Kobiece głosy często z chrypką, ale bardzo inspirującą, z minimalną też nutką słodyczy, dość ciepłe, natomiast niespecjalnie giętkie i z niespecjalną modulacją. To wszystko razem bardzo dobre, zachęcające do słuchania, i jedno co mi się nie podobało, to brak głębi w dzwonach i dzwonkach. Za płaskie i jednolite brzmienie tych czarujących źródeł dźwięku.

xxx

Podobnie jak Fosteksy.

Natomiast u Fosteksów głębokie i z ładnie wybijającym się pogłosem, a cały dźwięk bardziej zróżnicowany, lepiej rozpisany na głosy. Dzięki temu dużo lepsze śledzenie wszelkich pomniejszych źródeł, przeszkadzajek, a także więcej piękna jako wartości dodanej – czegoś z malarstwa i poezji. Narracja nieco wolniejsza, dźwięki do końca wypowiadane; takie cieszące się własną urodą i bardziej na sobie skupione. Całościowo zaś gładziej, głębiej, z pogłosem i bardziej rozfalowaną melodyką. Bez meszku na powierzchniach, analogicznie przejrzyście i z większym czuciem dali. Nieznacznie większym, ale zawsze, podobnie jak ta większa dźwięczność. Więc mimo wszystko Fosteksy bym wybrał, ale trzeba pamiętać, że grały tu z lepszym kablem od TH900, robiącym pewną różnicę i zrównującym ceny. Zarazem przyjmuję do wiadomości, że można woleć Denony, z ich bliższym pierwszym planem, rockowym brakiem ulizania i szybszym narracyjnym tempem. Można też woleć ich mniej eksponowane a w pełni obecne soprany, co przy basowej mocy skłania by stawiać tezę, że są to świetne słuchawki do niekoniecznie najlepiej nagranego hard rocka.

 

Podsumowanie

Denon AH-D7200 HiFi Philosophy 001 (2)   Ani się nie sprawdziło przewidywanie na podstawie cudzych opinii, że są to słuchawki gładkie, melodyjne, lubieżne. Ani także domysły własne, że może rozwinięcie albo przynajmniej utrzymanie stylu z D5000 i D7000. A już szczególnie takich poprawianych, bo i takie słyszałem. Tamte miały nie tylko coś z jasnego piękna, autentyczności i stylu wypowiedzi niezapomnianych R10, ale także zdumiewającą płynność, na miarę dzisiejszych Focal Utopia czy Audeze LCD-4. (Ta z R10 wciąż pozostaje niedościgła.) A nowe D7200 to trochę inna historia. Też raczej jasne i też naturalne, bez pogłębiających, zalatujących sztucznością upiększeń, tylko bardziej w kontakcie szorstkawe, oszczędniej epatujące pięknem. Za to szybkie, zebrane w całość, bliskie, otaczające, kumpelskie. Im dłużej się ich słucha nie czyniąc wyrywkowych porównań, tym bardziej nas wciągają i się przyjemnie robi. Bardziej sportowe niż baletowe, bardziej rockowe niż operowe i bardziej jazzowe niż symfoniczne – naprawdę mogą się podobać. Może i można powiedzieć, że są młodzieżowe, ale ja w moim wieku się już na młodzieży jakoś specjalnie nie znam.

 

W punktach:

Zalety

  • Żywe i naturalne granie.
  • Przyjemny meszek, czy lekki kurz na dźwięku.
  • A zatem coś bardziej z wytrawnego wina niż waniliowych lodów.
  • Mimo to całkiem przejrzyste, zupełnie oczyszczone medium.
  • Soprany dobrze widoczne, a całkiem niekrzykliwe.
  • Inspirujące chrypki, pozbawione przesady.
  • Bas mocny, nisko schodzący, jednorodny, akcentowany.
  • Ale poza tym basem, który zresztą pasuje, cały dźwięk dobrze zebrany, brak dźwiękowego rozstrzału.
  • To słychać także w pogłosach, mocno związanych z dźwiękiem.
  • W efekcie mało widocznych i krótko wybrzmiewających. (Co można lubić lub nie.)
  • Dobre oddanie cech indywidualnych, aczkolwiek nie mistrzowskie.
  • Leciutkie przesunięcie całości pasma do dołu przy jednocześnie jasnym a nie ciemnawym brzmieniu, co jest ewenementem.
  • Szybkość, rytm, równy krok.
  • Ogarniają dźwiękiem słuchacza.
  • Rockowy, młodzieżowy styl.
  • Im dłużej się słucha, tym bardziej się podobają.
  • Podobają się także po przejściu z dużo droższych.
  • Dobra izolacja do środka i na zewnątrz.
  • Niska impedancja i wysoka skuteczność predestynują do urządzeń mobilnych.
  • Ładny wygląd.
  • Drewniane muszle.
  • Zawieszenie pionowe dobrze trzyma.
  • Żadnego w polu widzenia plastiku.
  • Długi, odpinany i giętki wysokogatunkowy kabel.
  • Matowe wykończenie, nie rzucające się w oczy.
  • Stosunkowo umiarkowana cena.
  • Porządne opakowanie.
  • Renoma producenta.
  • Polski dystrybutor.

 

  • Wady i zastrzeżenia
  • Za twardy i za płaski pałąk. (Samemu trzeba dogiąć.)
  • Pady z prawdziwej skóry lub Alcantary byłyby jednak lepsze.
  • Brak krótkiego kabla lub chociaż przejściówki na mały jack. (?!)
  • To brzmienie nie jest rozwinięciem pierwszego ani drugiego flagowca.
  • Cokolwiek za mało dźwięczne i odrobinę za płytkie.
  • Nie dla lubiących poetykę, długie frazy i giętkie linie melodyki.
  • Także nie dla lubiących wyraźnie obecny pogłos.
  • Śledzenie pomniejszych źródeł dźwięku słabsze niż u konkurencyjnych Fosteksów.
  • Stojak w komplecie by nie zaszkodził. (Choć przy tej cenie za dużo wymagam.)

Sprzęt do testu dostarczyła firma: Horn Distribution

Dane techniczne:

  • Typ: słuchawki dynamiczne o budowie zamkniętej.
  • Pokrywy muszli: naturalny orzech.
  • Średnica membrany: Ø 50 mm.
  • Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 55 kHz.
  • Impedancja wejściowa: 25 Ω.
  • Czułość: 105 dB/mW.
  • Dopuszczalna moc sygnału wejściowego: 1,800 mW.
  • Waga (bez kabla): 385 g.
  • Kabel: odpinany (przez małe jacki) z miedzi beztlenowej 7N długości 3,0 m, zakończony dużym jackiem.
  • Cena: 3500 PLN

 

System:

  • Źródła: PC, Accuphase DP-950/DC950.
  • Przetwornik: Aqua Acoustic La Voce.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Phasemation EPA-007.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio), Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio), Fostex TH610 & TH900 Mk2.
  • Interkonekty: Tellurium Q Black Diamond XLR, Sulek Audio RCA, & Sulek 9 x 9 RCA.
  • Kabel USB: ifi Gemini + iUSB3.0.
  • iOne z kablem koaksjalnym Tellurium Q Blue.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, 2 x Siltech Triple Crown, Sulek Power.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Listwy: Power Base, Sulek Audio.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/BBS.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

7 komentarzy w “Recenzja: Denon AH-D7200

  1. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Za 550fun w Uk to duzo taniej teraz wychodzi(4.6zl)za te pieniadze swietne,sluchalem z Carym 300B i bylo super…

  2. Soundman napisał(a):

    Ja bym i za 1 tys zł nie wziął…nieciekawy przekaz i dźwięk z tych słuchawek, TH610 sporo lepsze a przecież tańsze ….he,he.

    1. Paweł napisał(a):

      Taki duży kontrast? Co to za wielkie różnice względem fostexów? Rozwazam tez ich zakup zastanawia mnie czy średnica w fostexach ma analogowy posmak…

      1. PIotr Ryka napisał(a):

        Na pewno bardziej niż w Denonach.

  3. BG napisał(a):

    Słuchałem ich po (wg zapewnień sprzedawcy) ponad 150 godzinnym wygrzewaniu z przetwornikiem Marantz HD-DAC1 i całkowicie rozminęło się to ich granie z moim gustem. O klasę wyżej brzmi mi AQ NightHawk z Red’em i muzyką z Tidala.

  4. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Wszystko zalezy od toru odsluchowego,moj Cary 300B potrafi wydobyc ze sluchawek wszystko tak ze musicie wziasc poprawke i samemu posluchac u siebie…

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Cary to bardzo dobry wzmacniacz, ale ani wszystkiego wycisnąć nie potrafi, ani zmienić całkiem charakteru danych słuchawek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy