Recenzja: Denon AH-D7200

Budowa

xxxx

Tradycyjne pudełko z grubej tektury.

   Aby takie coś wmówić, trzeba mieć argumenty – i proszę bardzo, są argumenty. Nowe D7200 mają pokrywy muszel z orzechowego drewna i odziedziczone po D7100 przetworniki o unikalnej membranie z nano włókien w technologii FreeEdge, pozwalającej w wysokim stopniu rugować zniekształcenia. Mają też w otulinach padów gąbkę z pamięcią kształtu i pałąk obszyty naturalną skórą, a sztuczną, ale w niezłym gatunku, pady. Dobrze też działającą zatrzaskową regulację dopasowania, plus ergonomię kształtu i odpinany kabel. Kabel wysokiej klasy, z miedzi czystości 7N, a całe wykonanie w Japonii, kraju najlepszych słuchawek. Nie, stop – bardzo przepraszam – słuchawki powstają w Chinach, ale to dzięki temu mogą być takie tanie. Lądują w eleganckim pudełku na czarnej piance podkładu i prezentują się całkiem dobrze, chociaż konserwatywnie. Ale drewniane muszle zawsze przebiją plastik, bo niosą indywidualizm i naturalność surowca. Do tego ładne chromy, cenione za lekkość i pochłanianie wibracji aluminium oraz w niezłym gatunku prawdziwa i sztuczna skóra, a te z pamięcią pady o nieźle dobranym profilu. Dobra też izolacja do środka i na zewnątrz, co w przypadku słuchawek zamkniętych ma dość istotne znaczenie.

To wszystko można wyczytać w przypadku innych recenzji, plus te pochwały za brzmienie, a my skupmy się na tym, czego nie dostajemy. Nie dostajemy membran z biocelulozy, tej wzorowanej (choć gatunkowo słabszej) na legendarnych R10. Nie dostajemy też mahoniu, bo z tym mahoniem bieda. Cały najwyższej klasy wyrąbano na drewno perkusyjne i już się z nim męczy okrutnie Grado, udając dziwne patenty, a Denon całkiem zrezygnował, choć nie wiem czy dobrze zrobił. Bo drzewo orzecha włoskiego to jednak nie to samo, nie mówiąc o gatunkach tak wyszukanych jak Ainu Zelkowa z R10, czy Hokkaido Asada z limitowanych Audio-Technik. Nawet nie madagaskarski heban, palisander, czarny dąb albo drewno tekowe, aczkolwiek jeśli dobrze ten orzech wyselekcjonowano i dobrze sezonowano, to źle powinno nie być (co pokazały już tańsze Fosteksy, mające jednak trochę osobliwszy surowiec w postaci orzechowca amerykańskiego). Kolejna rzecz, której nie ma, to magnezowe zawieszenie muszel. Aluminium też wprawdzie dobrze tłumi, ale magnez od niego lepszy. Nie dają też firmowego stojaka i kabla z wtykiem symetrycznym, a to powoduje brak idealnego dopasowania do wzmacniaczy konstrukcji dual mono (jak Headtrip czy Phasemation).

xxx

Pod grubą obwolutą czarne.

A najbardziej mnie wkurza, że w dobie łatwego dostępu do superkomputerów, taki potentat jak Denon nie zdobył się na akustyczne opracowanie kształtu wewnętrznego dla komór, co potrafiono przy R10 zrobić trzydzieści lat temu na uniwersytecie w Kioto. Nie wysila się całe to producenckie bractwo, oj wcale nie wysila, dbając jedynie o obniżkę kosztów, co nie budzi szacunku. A jakby tego było mało, nie dostajemy także dobrze wyprofilowanego pałąka, który jest zwyczajnie za płaski i trzeba go samemu dogiąć, inaczej będzie uwierał.

W sumie wpadają nam w ręce słuchawki dosyć ładne i o przeciętnej wadze (385 g), ale z pewnymi niedociągnięciami, które tak wielki producent łatwo mógł wyeliminować. Wyglądające klasycznie i w miarę też wygodne, chociaż od poprzednich flagowców własnej marki pod tym względem cofnięte i od flagowych Fosteksów czy AudioQuestów też. Dobrze, że z odpinanym kablem i dobrze, że z aluminiowym pałąkiem; nieźle także, że nie krzykliwe wzorniczo, matowo wykończone, co w dzisiejszych czasach okazuje się wyróżnikiem. Wyglądem wyraźnie nawiązujące do tańszych o tysiąc złotych wiceflagowych Fostex TH610, z którymi łączą je parametry techniczne, waga i te nieidentyczne ale też orzechowe muszle. Więc trzeba koniecznie porównać, o ile tylko możliwość.

Od strony czysto technicznej mamy zaś do czynienia z powszechną teraz niską impedancją (25 Ω) i wysoką czułością (105 dB), a także ponadprzeciętnie szerokim pasmem (5 Hz – 55 kHz). Budowa zamknięta i odpinany kabel to oczywiste adaptacje do wszędobylskiej dziś przenośności, w związku z czym może dziwić, że do słuchawek nie dołączają, ani nawet za dopłatą nie proponują, krótkiego kabla z małym jackiem dla urządzeń przenośnych.

xxx

A w środku to.

Poza samymi nausznikami w zestawie znajdziemy jeszcze dość tandetny czarny pokrowiec, skromną instrukcję obsługi oraz niezbywalną gwarancję. Trochę to osobliwe.

 

 

 

 

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “Recenzja: Denon AH-D7200

  1. miroslaw frackowiak pisze:

    Za 550fun w Uk to duzo taniej teraz wychodzi(4.6zl)za te pieniadze swietne,sluchalem z Carym 300B i bylo super…

  2. Soundman pisze:

    Ja bym i za 1 tys zł nie wziął…nieciekawy przekaz i dźwięk z tych słuchawek, TH610 sporo lepsze a przecież tańsze ….he,he.

    1. Paweł pisze:

      Taki duży kontrast? Co to za wielkie różnice względem fostexów? Rozwazam tez ich zakup zastanawia mnie czy średnica w fostexach ma analogowy posmak…

      1. PIotr Ryka pisze:

        Na pewno bardziej niż w Denonach.

  3. BG pisze:

    Słuchałem ich po (wg zapewnień sprzedawcy) ponad 150 godzinnym wygrzewaniu z przetwornikiem Marantz HD-DAC1 i całkowicie rozminęło się to ich granie z moim gustem. O klasę wyżej brzmi mi AQ NightHawk z Red’em i muzyką z Tidala.

  4. miroslaw frackowiak pisze:

    Wszystko zalezy od toru odsluchowego,moj Cary 300B potrafi wydobyc ze sluchawek wszystko tak ze musicie wziasc poprawke i samemu posluchac u siebie…

    1. PIotr Ryka pisze:

      Cary to bardzo dobry wzmacniacz, ale ani wszystkiego wycisnąć nie potrafi, ani zmienić całkiem charakteru danych słuchawek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy