Recenzja: Denon AH-D7200

   W czerwcu zeszłego roku, podczas zlotu dystrybutorów na Malcie, zaprezentował Denon prototyp nowych słuchawek o oznaczeniu kodowym AH-D7200. Rok minął, sporo się w międzyczasie podziało. Słuchawki weszły na rynek, ciesząc się dużą popularnością i pozytywnym odbiorem, a prasa branżowa poświęciła im wiele recenzji, nieodmiennie entuzjastycznych. Możemy się z nich dowiedzieć, że słuchawki „są ciepłe i z głębokim basem”, że to „lider w swojej klasie cenowej o olśniewających sopranach”, że „warte każdej wydanej złotówki” i mają „fantastyczne osiągi”. A także „pięknie są wykonanie” i „można słuchać godzinami”. I na dodatek „nie są wcale jakieś przesadnie drogie”.

Słowem raj na ziemi i zdaje się na te słuchawki latami czekaliśmy. Wynikało by też z tego, że sam Denon latami do nich dążył i są zwieńczeniem długiego procesu rozwojowego, zapoczątkowanego w 2006 roku przez model AH-D5000. Model będący odpowiedzią na obecność rynkową JVC DX1000 – słuchawek wrzuconych na rynek przez konkurencyjnego giganta, także specjalizującego się bardziej w kinie domowym i średniej klasy hi-fi niż w słuchawkach. To poszerzenie oferty przez konkurencję stanowiło, jak się zdaje, kamień obrazy i Denon nie pozostał dłużny. Sprężył się, pogonił inżynierów i pokazał na co go stać. To poszło już w zapomnienie, ale pragnę przypomnieć, że model D5000 zrobił wówczas większą karierę niż teraz D7200, ponieważ nie był czymś jednym z wielu a światową sensacją. Słuchawek obecnie jest tyle, że trzeba czegoś naprawdę wyjątkowego, by zwrócić powszechną uwagę, a nowe D7200 niczym takim nie dysponują. Jedyny prawdziwy wyróżnik to świeżo otrzymana od EISA (Europejskiego Stowarzyszenia Obrazu i Dźwięku) nagroda dla najlepszych słuchawek roku 2016; tyle że w mojej ocenie EISA to gromadka cwaniaków, potrafiących przyznawać w sensie normalnym a nie zakulisowych kombinacji nagrody kompletnie bez sensu; jak mawia młodzież – od czapy. Nie wyrokuję w tym wypadku, ale miewali takie wyskoki, tak więc EISA w rzeczywistości nic nie znaczy i wracajmy do naszej, a ściślej Denona, ewolucji.

Model D5000 tak się wszystkim spodobał, że producent go równocześnie poprawił i uwstecznił, proponując droższe D7000 (rok 2008) i tańsze D2000. Audiofile od swoje strony zrobili także niemało, proponując własne modyfikacje. Powstała nawet w USA specjalna firma Lawton Audio, proponująca w wyższej cenie poprawione przez siebie modele Denona, mające się według zapewnień zbliżać brzmieniowo do legendarnego wzorca, genialnych i strasznie drogich Sony MDR-R10. Jej założyciel, piszący na Head-Fi pod pseudonimem Markl, twierdził wręcz, że swoje R10 sprzedał, nie widząc sensu posiadania ich równolegle z poprawionymi D7000, czy nawet D5000 – już nie pamiętam. Działo się zatem wiele i działo z entuzjazmem. Słuchawki od strony technicznej wyróżniały trzy atuty: pokrywy z gatunkowego mahoniu, czym nawiązywały do klasycznych Grado RS1, membrany z biocelulozy, czym nawiązywały do wspomnianych Sony R10, oraz tak zwany „Acoustic Optymizer”, czym nawiązywały już tylko do siebie. W połączeniu z mahoniem i biocelulozą miał on skutecznie korygować akustykę komór, dając dźwięk i bez poprawek Lawton Audio nawiązujący do R10. I rzeczywiście tak było, osobiście potwierdzam. Do oryginalnych R10 pozostał wprawdzie spory dystans, niemniej smak brzmienia był zbliżony. I to mi się bardzo podobało, natomiast mniej nieco węższa, płytsza i nie tak holograficzna scena oraz ten nieusuwalny dystans pod względem klasy brzmienia. Niemniej słuchawki, trzeba przyznać, wyjątkowo udane, robiące świetne wrażenie, zwłaszcza tym specyficznym, nawiązującym naturalnością do R10 stylem.

Jeszcze bardziej spodobał mi się następca, model AH-D7100, wprowadzony na przełomie 2012/13. Z nim jednak wiąże się najdziwniejsza historia, z jaką zetknąłem się recenzując słuchawki, jako że pierwszy egzemplarz, ten przysłany do zrecenzowania, grał bajecznie, a wszystkie później słuchane już nie tak. Gdzieś znikło wypełnienie i świetna muzykalność, która przedzierzgnęła się w jakimś stopniu w noszącą metaliczne naloty techniczność; zupełnie jakby surowiec membran albo konstrukcja przetwornika uległy niedobrej przemianie – i spuśćmy na to zasłonę.

Poprzednie flagowce Denona były od tego nowego droższe, celując w okolice pięciu tysięcy. To dobra okolica – willowa i elegancka. Tam pomieszkiwały flagowe Grado i Sennheisery, produkty firmy w dawniejszych czasach dostarczających słuchawek uchodzących wśród dynamicznych za najlepsze. (O Sony R10 zapomnij, tak samo jak o Audio-Technice L3000, bo to efemerydy.) Potem, jak wszystkim dobrze wiadomo, okrutnie się zakotłowało i ceny poszalały, a dostarczycieli „najlepszych” jest teraz więcej niż w pęczku rzodkiewek. Natomiast Denon się wycofał. Nie bierze udziału w wyścigu super-drogich-genialnych po palmę absolutnego pierwszeństwa, tylko zszedł z ceną swych flagowych do trzech tysięcy pięciuset i tam czai się na klientów; zarówno w domyśle jak otwarcie nabywcom sugerując, że inni powariowali, a oni wręcz przeciwnie – znormalnieli i coś równie świetnego sprzedają zdecydowanie taniej. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “Recenzja: Denon AH-D7200

  1. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Za 550fun w Uk to duzo taniej teraz wychodzi(4.6zl)za te pieniadze swietne,sluchalem z Carym 300B i bylo super…

  2. Soundman napisał(a):

    Ja bym i za 1 tys zł nie wziął…nieciekawy przekaz i dźwięk z tych słuchawek, TH610 sporo lepsze a przecież tańsze ….he,he.

    1. Paweł napisał(a):

      Taki duży kontrast? Co to za wielkie różnice względem fostexów? Rozwazam tez ich zakup zastanawia mnie czy średnica w fostexach ma analogowy posmak…

      1. PIotr Ryka napisał(a):

        Na pewno bardziej niż w Denonach.

  3. BG napisał(a):

    Słuchałem ich po (wg zapewnień sprzedawcy) ponad 150 godzinnym wygrzewaniu z przetwornikiem Marantz HD-DAC1 i całkowicie rozminęło się to ich granie z moim gustem. O klasę wyżej brzmi mi AQ NightHawk z Red’em i muzyką z Tidala.

  4. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Wszystko zalezy od toru odsluchowego,moj Cary 300B potrafi wydobyc ze sluchawek wszystko tak ze musicie wziasc poprawke i samemu posluchac u siebie…

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Cary to bardzo dobry wzmacniacz, ale ani wszystkiego wycisnąć nie potrafi, ani zmienić całkiem charakteru danych słuchawek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy