Recenzja: Beyerdynamic Xelento Remote

Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 013   Muzyka to narkotyk. A narkotyki, jak wie każdy uzależniony, dobrze mieć zawsze pod ręką. Na szczęście muzyka to narkotyk mięciutki, najmiększy z miękkich. Nie wymagający przeto ścigania, aczkolwiek nieraz w dziejach, a nawet i w dzisiejszych czasach, różnego rodzaju muzyka w ramach różnych ideologicznych gorsetów była i jest prześladowana. Za bigbit, flamenco czy pieśni cerkiewne można było solidnie beknąć, po karę śmierci włącznie. Niezależnie jednak od łagodności muzyka to narkotyk. W kultowym filmie Pulp Fiction dostajemy orację o różnicach między narkotykami w odniesieniu do różnego pochodzenia heroiny, a także poglądową lekcję różnic między niuchaniem heroiny i kokainy. W odniesieniu zaś do muzyki, to każdy mniej czy bardziej uzależniony wie chociaż z grubsza, że można ją przyjmować z poziomu bimbru czy wąchania kleju – i też, jak niektórzy zapewniają, będzie bardzo spragnionych odurzać; ale można też bardziej wytwornie – na podobieństwo Chateau Margaux czy Dom Perignon. Szeroki jest wachlarz podejść i odbiór muzyczny da się realizować przeróżnie. Jak zwariowana trojka ciągnie przy tym w trzech naraz kierunkach: ku największej taniości, ku największej drożyźnie i ku maksymalizacji jakości względem ceny. W przypadku słuchawek teraz recenzowanych azymut ten jest jeszcze inny, wytyczający kierunek pośredni między ekskluzywną drożyzną a zachowaniem sensownych proporcji cenowych. Nie są to bowiem słuchawki dokanałowe tak wymyślne i drogie, jak zrecenzowane swego czasu Final Audio Lab II, ale też i dalekie od nawet bardzo udanej przeciętności.

Beyerdynamic Xelento Remote to wchodzący na rynek flagowiec dokanałowy firmy Beyerdynamic, mający stawać w szranki z już opisanym flagowcem Sennheiser IE 800 oraz podobną mu konkurencją. Musiałby też zapewne potykać się o prymat z flagowcem trzeciego z największych europejskich producentów, dokanałowymi AKG K3003, ale ten model, nie spełniwszy prestiżowych ani rynkowych oczekiwań twórcy, został jakiś czas temu wycofany. (Zdążyłem na szczęście opisać.) Gdyby tak się nie stało i AKG na rynku zostały, flagowe douszne AKG i Beyerdynamic kosztowałyby identyczne, po 4000 PLN. Natomiast Sennheiser atakuje od dołu, z ceną za swoje IE 800 o ponad tysiąc niższą. Porównań jednak nie zrobię, najwyżej będzie retrospektywa. Słuchawki dokanałowe słabo dość toleruję (co nie znaczy, że nie doceniam), a w tej sytuacji na stanie nie mam.

Wygląd, technika, zapowiedzi

Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 001 (2)

Już opakowanie zapowiada coś nieprzeciętnego.

   Jak chodzi o zapowiedzi, to najważniejsza jest taka, że słuchawki wyposażono w zminiaturyzowane przetworniki Tesla – pierwsze o takim rozmiarze w historii. Ma to oczywiście skutkować nadzwyczajnymi doznaniami, z których Beyerdynamic zwykł akcentować przede wszystkim szybkość, dynamikę, holografię i całościową wierność odtwórczą. Przy impedancji 16 Ω i skuteczności aż 110 dB z łatwością mają się te atuty przenieść w świat brzmień dokanałowych, okupowanych dotąd w przedziale słuchawek high-end przez rozwiązania wieloprzetwornikowe, niejednokrotnie nawet kilkunasto. Ale w przypadku wspomnianych AKG jedynie trzech na kanał, a u konkurencyjnych Sennheiser również zaledwie pojedynczych. A że jednoprzetwornikowe były też szczególnie ekskluzywne Sonorous Lab II, możemy chyba mówić o tendencji i zauważyć, iż moda na pojedyncze przetworniki w dokanałówkach najwyższych lotów jakby się rozwijała.

Beyerdynamic nie poprzestaje jednak na samym przetworniku. Określa nowy produkt mianem cacka jubilerskiego o wyjątkowo pięknej powierzchowności i świetnych walorach użytkowych. Od strony technicznej zabezpiecza tą użyteczność prócz przetworników Testla kabel z wysokogatunkowej srebrzonej miedzi oraz trzyprzyciskowy pilot. Kable w komplecie znajdziemy nawet dwa – symetryczny i zwykły – a zatem muszą być odpinane, oba długości 1,3 metra. Bardzo ładnie się prezentują, w przeźroczystych i super gładkich oplotach, odsłaniających srebrną powłokę przewodzącą i strukturę ciasnego splotu. Wtyki u obu są kątowe ze złotymi małymi jackami, a na drugim końcu złocone przypinki w czarnych otulinach z malutkimi znaczkami L i R. Same słuchawki to rzeczywiście majstersztyk odlany w pięknym chromie i z metalowymi, czarnymi dekielkami zdobnymi w logo Beyerdynamic.

Sposób prawidłowego ułożenia w uszach ilustruje zdjęcie na tyle obwoluty opakowania – wykonanej z grubej tektury i opatrzonej także pełnym opisem technicznym. Po jej zsunięciu ukazuje się jednolicie czarne pudełko imitujące fakturą lakierowane płótno, po którego otwarciu, niczym faktycznie jubilerskie precjoza, ukazują się samotnie spoczywające na czarnej podkładce Xelento Remote. Wygląda to, trzeba przyznać, wytwornie i zachęca do posłuchania. Po zdjęciu tacki w oddzielnych przegródkach zmusza do zastanowienia nad wyborem aż dziesięć kompletów nakładek dousznych, wybrać też trzeba jeden z dwóch kabli, a prócz tego mamy srebrną zapinkę ułatwiającą noszenie kabla oraz niewielkie etui do noszenia całych słuchawek w kieszeni, pod którym spoczywa instrukcja obsługi. Małym druczkiem tam wyjaśniono – co, jak i dlaczego; a bać się jej nie ma potrzeby, bo to nie umowa o kredyt.

xxx

Na boku pełny opis techniczny.

Wszystko razem, jak już dwa razy wspominałem, kosztuje cztery tysiące, a z rzeczy godnych odnotowania wspomnę o paśmie przenoszenia, obejmującym budzące szacunek 8 Hz – 48 kHz. Słuchawki są leciutkie, zaledwie 8-gramowe, leżą w uchu wygodnie, między innymi dzięki kablom wyprowadzonym za ucho.

Kanały słuchowe mam bardzo wąskie i wyjątkowo wrażliwe na dotyk, ale najmniejsze nasadki z kompletu okazały się całkiem znośne, tak więc nie było źle pod tym względem. 

Brzmienie

Z AK380

xxx

A w środku wiele różności.

  Przymierzy się też słuchawki do wzmacniaczy stacjonarnych, ale zacząć trzeba od dedykowanego im grajka przenośnego, którym, jak przystało na tak wyjątkowe, był też szczytowy Astell & Kern AK380. Drogi w tej sytuacji system, ale przynajmniej obrazujący do głębi, co te Xelento dać słuchaczowi mogą. A mogą bardzo dużo, ponieważ są zbliżone brzmieniowo do innej konstrukcji Beyerdynamica, takiej nie sygnowanej jego marką. Ledwie je założyłem, ledwie ruszył pamiętny koncert Friday Night in San Francisco, a już wiedziałem, że znam te słuchawki na wylot, tyle że w innym wydaniu. W dodatku o wiele droższym, jako że  McIntosh MHP1000 są obecnie wycenione na 9200 PLN. W kontekście rynku najlepszych słuchawek high-end nie powinno zaskakiwać, bo są naprawdę wybitne: gęstość ciemniej muzycznej materii o niezwykle wyrazistym obrazie, wielkiej sile akustycznego ciśnienia i zdolności przybierania autentycznych muzycznych kształtów jest u nich jedyna w swoim rodzaju i całościowym wyrazem nie ustępująca tak drogim konstrukcjom jak Audeze LCD-4 czy HiFiMAN HE-1000. Styl mają podobny do samego Beyerdynamica flagowych T1, ale grają bardziej nasyconym, dociążonym, ciemniejszym i dokładniej wypowiadanym dźwiękiem. Swoistym są więc rarytasem, o którym, pomimo sporządzonej kiedyś recenzji, raczej mało kto wie, chociaż podobno się sprzedają i już ich sporo między ludzi trafiło. Na tyle są specyficzne i niepodobne do innych, że kiedy usłyszałem Xeleno momentalnie mi się przypomniały, a choć bez bezpośredniego porównania subtelnych różnic nie wychwycę, to są to na pewno słuchawki o tym samym brzmieniowym profilu, który ma bardzo ważkie atuty i całościowo lokuje się w najwyższych sferach jakościowych.

Pierwsza rzecz – najważniejsza – wyjątkowo łatwo, a jednocześnie z fascynacją, się słucha. Gęsty mrok tła otula wszystko, ale przejrzystość jest popisowa, czystość i dokładność artykulacji takoż, a ważkie, pełne, gładkimi, trójwymiarowymi postaciami określane brzmienia od pierwszej sekundy przekonują urodą. Nic a nic nie trzeba się zastanawiać, ożenek z poczuciem głębokiego zadowolenia następuje natychmiast. Te gęste, ciemne dźwięki wychodzą od basowego fundamentu, ale swobodny jest też ostrzał sopranami o świetnej trójwymiarowości, a nie do pomyślenia, by te soprany czymkolwiek drasnęły.

xxx

Zmuszających do wielu wyborów.

Sięgnąłem po Pink Floyd i jego The Wall. Znajomy muzyk jazzowy wyraził się kiedyś, że „Pink Floyd to w ogóle nie jest muzyczna twórczość poza pierwszą płytą The Paper at the Gates of Dawn, a tylko przetwarzanie i miksowanie dźwięku”, ale niezależnie od tego słucha się bardzo przyjemnie i nie brak fragmentów budzących emocje. Wraz z muzyką orkiestrową i ilustracjami filmowymi Franza Zimmera, pokazały te dźwięki ogromny potencjał Xeleno do epatowania potęgą brzmienia. Jeżeli więc chcielibyście wetknąć sobie do kanałów słuchowych po lasce dynamitu i odpalić celem uzyskania potężnych ciśnień na potężnych obszarach o wielkiej przejrzystości z tłem tajemniczego mroku, to Xeleno są dla was. Ciary na skórze, cwał monstrualnych jeźdźców apokalipsy, ogromne przestrzenie wprawione w muzyczny dygot, a jednocześnie zjawiskowa czystość i charakterystyczna dla najlepszych słuchawek zamkniętych umiejętność wypowiadania dźwięków do końca. Bez postrzępienia, bez urwanej ostatniej sylaby, po sam ostateczny kraniec wybrzmienia. Ryk nie zna tu żadnych ograniczeń, ponieważ i w granicach rozsądku, i nawet daleko poza nimi, zniekształcenia się nie pojawiają. Wszystko wybrzmiewa czysto, gładko, trójwymiarowo i z piękną pogłosową poświatą. A już szczególne wrażenie robi całościowa głębia dźwięku, wspierana głębią sceny. To były szczególne przymioty słuchawek McIntosha – chyba najgłębszy dźwięk obok Ultrasone Edition9 jaki na słuchawkach słyszałem. Gęsty, głęboki, a jednocześnie całkowicie klarowny. I Beyerdynamic Xeleno niemal dokładnie to powtarzają. Muzyka lądująca prosto w kanale słuchowym, wobec braku komory rezonansowej, nie może być wprawdzie tak złożona i otwarta jak nawet z wokółusznych zamkniętych, ale dystans do McIntoshy wydał mi się bardzo mały, chwilami prawie żaden. Przy dobrych plikach potrafią Xeleno schodzić tak nisko i tak nasycać…

Zmęczyły mnie te pochwalne przymiotniki – ale wierzcie, potrafią. Przejmująco potrafi to zabrzmieć nawet w kontekście najbardziej wygórowanych kryteriów. Tak skoncentrowany i zarazem klarowny dźwięk z kolumn głośnikowych to rzadkość. Jeżeli czegokolwiek się czepiać, to jedynie sopranów, ale nie od tej strony co zwykle. Nie od jazgotu, pikanterii czy przycięcia, bo te się nie pojawiają; można natomiast zauważyć, że na najlepszych słuchawkach wokółusznych, a jeszcze prędzej w dobrych głośnikach, soprany tworzą złożoną aurę, otaczającą całą muzykę, a tego u Xeleno nie ma; czy może raczej jest, ale w formie szczątkowej. Zależało to jeszcze od utworu i na najlepszych plikach rzecz się wyraźnie pojawiała, niemniej ambience był słabszy niż sama artykulacja i nasycenie. A przynajmniej z tym odtwarzaczem przenośnym. Natomiast inny problem z sopranami – złowroga sybilacja – w ogóle jako przeszkoda nie istniał i tylko syk się łagodnie zaznaczał w sykliwych z winy nagrań, specjalnie na użytek testu odszukiwanych momentach.

xxx

Ale dających też wiele możliwości.

Ogólnie zaś biorąc mają Xeleno tendencję do brzmienia pełnego, ciemnego i niskiego; nie srebrzą zatem sopranami a raczej mroczą basem, co przy ich klarowności, potędze i zdolności do wyjątkowo niskiego schodzenia wypada rewelacyjnie. Atmosferę mają przy tym neutralną – ani nie ciepłą, ani nie zimną. Ani też jednocześnie optymistyczną, ani jakąś posępną. Można powiedzieć, że grają przede wszystkim dźwiękiem natchnionym głębią i nasyceniem, a zarazem szczególnie obszernym, zdolnym powoływać w naszej wyobraźni do istnienia wielkie brzmieniowe połacie i wprawiać je w całościowy dygot, natychmiast przenoszący się na emocje. A zatem duży spektakl, zupełnie nie pasujący do wyglądu słuchawek. Duża rzecz, szczególnie w kontekście bycia dokanałowym. I jednocześnie zwarta, bez tendencji do jarzenia się, sypania sopranowym śniegiem, promieniowania. W stylu recenzowanych niedawno Dynaudio Contour 60 napędzanych super systemem. Bez takiej umiejętności różnicowania nagrań, ale tym stylem i w takich smakach.

Ale przecież możemy wpiąć te Xeleno dokładnie w ten sam tor, tylko najpierw jeszcze komputer z oboma Ayonami.

Brzmienie cd.: Z Ayon Sigma i Ayon HA-3

xxx

Małe na oko, wielkie na ucho.

   Pamiętacie może przejścia z tym wzmacniaczem Ayona? Niektórzy chyba pamiętają. Brumił z co bardziej skutecznymi słuchawkami, ale po modyfikacji zyskał dwa gniazda słuchawkowe w miejsce jednego i teraz w tym dla niskoimpedancyjnych nawet dokanałówek da się używać. Delikatny mruk słychać w pauzach, ale słuchać można spokojnie, nie jest to nic dyskwalifikującego.

Co do dźwięku, to okazał się nieco inny. Bardziej wyrazisty, nieco suchszy, jaśniejszy i wyjątkowo blisko słuchacza podany. Nie aż tak gęsty i nisko środek ciężkości mający, ale wciąż gęsty, nasycony i dla przeciwwagi bardzo dogłębnie analizujący stan techniczny nagrań. Mocniejsze zatem obrazowanie różnic i bardziej analityczne podejście, dobitnie ukazujące dystans jakościowy pomiędzy zwykłymi Mp3 a lepszą jakością. Wszystko to pod dyktando bardziej przenikliwych sopranów, jaśniejszego oświetlenia, mocniejszego wyodrębniania szczegółów i większej przenikliwości analitycznej. Bardziej zatem technicznie a mniej pod samą satysfakcję słuchającego, ale w stylu jaki preferują ludzie młodzi, ceniący popisy techniczne. Z mokrym i gęstym graniem jedynie na wysokojakościowych plikach, co nie znaczy, że wyłącznie tych z próbkowaniem powyżej 44,1 kHz. Częstotliwość nie ma tu wiele do gadania i wyższe wcale nie okazują się wyznacznikiem, natomiast bezstratne WAV, FLAC czy MQS zdecydowanie górowały nad Mp3. Tak więc do słuchania plików z YouTube po kablu USB nie mającym żadnego wsparcia filtrującego dokanałowe Beyery nadają się średnio, ponieważ niczego nie maskują. I można to interpretować dwojako: chwalić za uczciwość, albo narzekać na brak upiększania. Natomiast pliki z Tidala lub własne z dysku brzmią dobrze, chociaż nie jest to wzmożenie satysfakcji na miarę takich Grado PS1000 czy Audeze LCD-3. Dokanałówki Beyera większy nacisk kładą na relację o stanie technicznym niż budowanie maskujących dekoracji i można to akceptować lub nie. W każdym razie odsłaniają marną naturę transferu po USB, który bez programowego wsparcia JPLAY czy sprzętowego iOne, iDefendera lub innych takich zabawek nie okazuje się równorzędny w warstwie samej muzykalności z sygnałem podawanym przez AK380. Przynajmniej nie z przetwornikiem Sigma, który też jest uczciwy, a nawet lekko „dożarty”, niczego nie maskujący.

 

Z odtwarzaczem

xxx

Słowo „pchełki” zupełnie tu nie pasuje.

Na koniec rzuciłem uchem na sytuację przy odtwarzaczu, powtarzając w dużej mierze stan z recenzji też dokanałowych Westone 4, które grały kiedyś z dzielonym Accuphase DP-900/DC900 i Twin-Head, a teraz tylko odtwarzacz był inny, nowszy – DP950/DC950 – i inny interkonekt.

Niczego specjalnie nowego do powiedzenia nie mam, bo styl okazał się wrócić do sytuacji przy AK380. Gęstość, nasycenie, potężny bas, klarowność i melodyka. Wprawdzie też nieco większe zacięcie analityczne, przejawione przy komputerze – tym razem wyłącznie na bazie większej separacji i uwydatniania szczegółów – ale takie drugoplanowe, stonowane jakościowym przepychem, a zatem całościowy wydźwięk podobny do tego z najlepszego póki co przenośnego grajka. Bardziej przenikliwie obrazujące – więcej detali i opisowych analiz – ale całościowo podobne, choć oczywiście na jeszcze wyższym poziomie.

Dzięki wcześniejszemu słuchaniu z mistrzowskimi plejerem nie doznałem tym razem takiego szoku jak z Westone – a może to amerykańskie dokanałówki do sprzętu stacjonarnego dopasowane są bardziej? Ale skupiwszy się na przekazie i przeleciawszy przez wszystkie składniki brzmienia doszedłem do finalnego wniosku, że grają te Beyery także z aparaturą stacjonarną naprawdę high-endowo i można je spokojnie zestawiać porównawczo z drogimi, zweryfikowanymi co do najwyższej klasy brzmieniowej słuchawkami wokółusznymi.  Względem nich z reguły grają bliższym dźwiękiem, nie usiłując na nieprzystosowanej do tego bazie dokanałowej stwarzać złudzenia dalekiego pierwszego planu, jednakże w tym aspekcie zaobserwowałem ciekawe zjawisko. Otóż kiedy badawczo się skupić właśnie na tym  i analizować gdzie pojawia się muzyka, wówczas odbieramy dźwięki pierwszoplanowe jako ewidentnie obecne w głowie. Lecz gdy tylko przejdziemy do zwykłego słuchania i miast pytać gdzie skupimy się na muzyce, ta dosłownie na naszych oczach wyjeżdża z głowy i staje przed oczami. Pierwszy raz byłem świadkiem czegoś takiego i aż mnie to rozbawiło, ale tego rodzaju psikusy to dla naszego sensorium zmysłowego rzecz normalna. Mózg w każdej sytuacji adaptuje rzeczywistość a nie automatycznie ją odwzorowuje, a repertuar jego zagrywek w tym zakresie jest naprawdę bogaty, toteż tomy już o tym spisano, a wciąż daleko do pełni wiedzy. W odniesieniu do Beyerdynamic Xelento jest to jednoczesne granie w głowie i nie poza nią, w zależności od nastawienia słuchacza; z bardzo korzystnym rozwinięciem do normalnego odbioru poza głową, czyli naturalniejszego i przyjemniejszego.

Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 008Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 010Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 012Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 014

 

 

 

 

Zauważmy na marginesie, że każda muzyka ipso facto musi grać w naszej głowie – i w ogóle wszystko bez wyjątku, czego doświadczamy, rozgrywa się w naszych głowach – a tylko towarzyszący naszemu myśleniu odbiór zewnętrzny postrzega to inaczej, lecz jest jedynie interpretacją. Odłóżmy jednak te zagadnienia, bo zbyt daleko by nas zawiodły. Warto natomiast raz jeszcze powtórzyć, że słuchawki dokanałowe Xeleno okazały się godnym partnerem zarówno dla najlepszego na świecie plejera przenośnego, jak i najlepszego z możliwych systemu stacjonarnego (przynajmniej jednego z takich), grając w stylu pod każdym względem satysfakcjonującym i całościowo bardzo przyjemnym.

Podsumowanie

Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 018   Sprawa jest całkowicie jasna i nie ma się nad czym rozwodzić. Świeżo powołane do życia flagowe dokanałówki Beyerdynamica są pod każdym względem udane. Elegancko się prezentują i są elegancko opakowane. Mnogość dołączonych końcówek zapewnia dopasowanie do każdych uszu, dwa kable gwarantują podpięcie symetryczne bądź zwykłe, a brzmienie nikogo nie rozczaruje. Poziom całościowy mają równorzędny względem kosztujących 4-7 tysięcy słuchawek wokółusznych, a sygnaturę brzmieniową wyjątkowo sympatyczną, taką na każdy gust. Odpowiednie wypełnienie i imponujące zejście basowe gwarantują satysfakcję osobom nie lubiącym brzmieniowych chucher, a detaliczność, miara indywidualizmu i stopień separacji zadowolą fascynatów brzmień subtelnych, szczególnie nawet wyrafinowanych. Wyraz całościowy dzięki dociążeniu dźwięku jest raczej sympatyczny niż oschły, ale zdecydowanie bierze stronę neutralności, z gotowością oddania każdego nastroju. Nakarmione, wypielęgnowanie i pięknie odziane dźwięki defilując przed każdym słuchaczem wzbudzą jego uznanie i na dodatek są te Beyerdynamic nieco łatwiejsze do napędzenia od konkurenta Sennheisera. Nie w sensie oczywiście mocy, bo tej jedne i drugie nie wymagają, ale w mierze łatwości przyjęcia dowolnego sygnału i przetworzenia go na piękne słuchanie. Nie są pod tym względem Xeleno ideałem na każdą okazję, toteż nie każdy muzyczny „źródłosłów” okaże się pięknie wydeklamowany, ale są łatwe – jak to się mawia – do powszechnego użycia. Ze zdecydowaną większością odtwarzaczy, przetworników i wzmacniaczy wypadną bardzo dobrze; nie będzie się trzeba naszukać. A że grać potrafią wyjątkowo potężnie, z super drajwem i wypełnieniem, to co ja się będę dalej produkował? Są po prostu dobre i już.

 

W punktach:

Zalety

  • Wyjątkowo pełne, sycące brzmienie jak na słuchawki dokanałowe.
  • I w ogóle nie odstające od tego z wysokiej klasy słuchawek wokółusznych.
  • Treściwe.
  • Mocne.
  • Dynamiczne.
  • Detaliczne.
  • Wyważone.
  • Wysoce zindywidualizowane.
  • O potężnym ale dobrze wpisującym się w całość basie.
  • Strzelistych sopranach.
  • Żywych, bardzo obecnych wokalach.
  • Ogólnej potędze.
  • Bliskim pierwszym planie.
  • W efekcie też bardzo intymne.
  • Podczas słuchania nie dające wrażenia grania w głowie.
  • Całościowo gładkie, wypukłe i muzykalne.
  • Ale nie zaniedbujące ukazywania szumów tła i chropawości tekstur.
  • Jako wypadkowa efektowny naprawdę realizm.
  • Doskonale pasujące do sprzętu przenośnego.
  • I w ogóle łatwe dla urządzeń towarzyszących
  • Podobnie jak łatwość napędzania i wygoda noszenia.
  • Dwa wysokiej jakości wyposażone w piloty kable (symetryczny i zwykły).
  • Plus dziesięć par końcówek dokanałowych.
  • Technologia Tesla przetworników.
  • Szerokie pasmo przenoszenia.
  • Piękny wygląd i wykonanie.
  • Praktyczne etui przenośne.
  • Luksusowe opakowanie.
  • Renoma najstarszej marki produkującej słuchawki.
  • Made in Germany.
  • Polski dystrybutor.
  • Dobry stosunek jakości do ceny.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Brak dłuższego kabla na użytek sprzętu stacjonarnego.
  • Co by nie mówić, konkurent od Sennheisera jest tańszy.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: Konsbud HiFi

Dane techniczne Beyerdynamic Xelento Remote:

  • Dynamiczne, jednoprzetwornikowe słuchawki dokanałowe o konstrukcji zamkniętej
  • Ultra elastyczny odłączany przewód (1,3 m) z uniwersalnym pilotem i mikrofonem, posrebrzane przewodniki
  • Pasmo przenoszenia: 8 Hz – 48 kHz
  • Impedancja: 16 Ω
  • Skuteczność: 110 dB SPL (1 mW / 500 Hz)
  • Mocy wyjściowa: 100 mW
  • THD:< 0.2%
  • Długość przewodu 130 cm, odłączany (MMCX)
  • Waga: 7 g.

 

AKCESORIA W ZESTAWIE:

  • 2 x kabel przyłączeniowy z pilotem i mikrofonem,
  • 7 par silikonowych wkładek dousznych
  • 3 pary wkładek dousznych Comply™ (typ Tx-200)
  • Klips do kabla
  • Etui
  • 1 dodatkowa para kratek ochronnych
  • Cena: 3990 PLN

 

System:

  • Źródła: Astell & Kern AK380, PC z Ayon Sigma, Accuphase DP-950/DC-950.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Ayon HA-3.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio), Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio) & Xeleno, Crosszone CZ-1, Fostex TH900 Mk2, HiFiMAN HE-6, Sennheiser HD 800S.
  • Interkonekty: Sulek 6×9, Siltech Triple Crown.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Audio Illuminati Power Reference One, Siltech Double Crown.
  • Listwa zasilająca: Power Base High End.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Podkładki pod kable zasilające: Acoustic Revive RCI-3H.

 

Pokaż artykuł z podziałem na strony

10 komentarzy w “Recenzja: Beyerdynamic Xelento Remote

  1. Mariusz pisze:

    Witam co by Pan wybral do ak 120 Xelento czy Ie 800.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie mogę chcąc zachować odpowiedzialność zgadywać, a nie słuchałem ich z AK120. W ciemno wziąłbym dla siebie Xeleno, ale może po odsłuchach wolałbym IE800? Nie umiem powiedzieć.

  2. BG pisze:

    Jak wypadają na tle NightHawk?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Bardziej wyraziste, o mocniej zaznaczonych konturach. (To na przeciętnym audiofilskim poziomie nie jest wada ani zaleta. Dopiero na szczytach high-endu dźwięk bez konturów jest lepszy.) Poza tym Xelento mają bardziej przejrzyste, mniej zawiesiste medium. I to też jest kwestia stylu a nie wad albo zalet.

  3. Mariusz pisze:

    Witam posiadam ak 120 używam go w torze stacjonarnym z Bakonem hpa 21 czy wymiana na ak kann coś poprawi a moze jakiś inny odtwarzacz co by Pan polecił słuchawki hd 800 w przyszłości jako drugie lcd3.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie miałem okazji porównać AK120 do KANN, ale wydaje mi się, że jakością są bardzo zbliżone. KANN ma mocniejszy wzmacniacz, lecz przy Bakoonie to nie ma żadnego znaczenia. AK380 natomiast na pewno jest lepszy, tylko ma to swoją bardzo konkretną cenę. Alternatywą byłby może topowy Sony; nie jest jednak dystrybuowany w Polsce.

  4. Dziękuję za recenzję tych bardzo interesujących słuchawek.

    Na początek małe sprostowanie. Obawiam się, że ten drugi kabel dołączony do Xelento to nie kabel zbalansowany, lecz 4-pinowy pod telefony komórkowe (obsługujące mikrofon na jednym z pinów – podobna sytuacja jak w AKG K3003i… które notabene przypadkiem posiadłem i odbieram dużo lepiej, niż we wstępie, jednak to temat na inną dyskusję:)).
    Niestety kabel zbalansowany jest chyba tylko we wcześniejszej wersji słuchawki robionej pod Astell&Kerna czyli T8ie.

    Czytałem natomiast, że T8ie oraz Xelento mają nieco inną sygnaturę, trzeba więc uważać przy wyborze.
    Rzekomo Xelento są lepsze… Szkoda, że nie mają tego kabla 2.5mm trrs w zestawie.
    Z tego, co T8ie słuchałem, powinny być raczej lepsze od Sennheiserów IE800. To w odpowiedzi na komentarz Mariusza. IE800 mam i oceniam jako słabsze również od AKG K3003i.

    Dalej na początku artykułu mowa oczywiście o Final Lab II, nie Sonorous – drobna poprawka.

    Mam w tym momencie pytanie, jak wytłumienie otoczenia w tych Xelento się sprawuje? Czy nadają się do jazdy pociągiem, do lotu samolotem…?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nigdzie w nich nie jechałem ani nie leciałem, ale jak to pchełki – wyciszenie mają wybitne. Przynajmniej moim zdaniem. Z pewnością znacznie lepsze niż zamknięte słuchawki wokółuszne.

  5. Mateo pisze:

    Witam. Po ostatnim odsłuchu Campfire Audio został niedosyt. Moje zainteresowanie zwróciło się w kierunku właśnie Xelento. Czy mógłby Pan powiedzieć czy połączenie z Qp1r dawało dużo powietrza i czy instrumenty były jak to bywa u questyle dociążone , ciężkie? Co z wokalem jest audiofilski kuszący czy bardziej normalny ? Nie lubię technicznosci ponad przyjemność z odsłuchu a najlepiej kiedy jedno umiejętnie przeplata się z drugim.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Myślę, że odpowiedzią na te wszystkie wątpliwości jest słowo realizm. Xelento grają wyjątkowo realistycznie. Czar mogą czerpać z zewnątrz, a same są odtwórczo bardzo wierne. Mnie się ogromnie podobały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy