Recenzja: Beyerdynamic Xelento Remote

Brzmienie cd.: Z Ayon Sigma i Ayon HA-3

xxx

Małe na oko, wielkie na ucho.

   Pamiętacie może przejścia z tym wzmacniaczem Ayona? Niektórzy chyba pamiętają. Brumił z co bardziej skutecznymi słuchawkami, ale po modyfikacji zyskał dwa gniazda słuchawkowe w miejsce jednego i teraz w tym dla niskoimpedancyjnych nawet dokanałówek da się używać. Delikatny mruk słychać w pauzach, ale słuchać można spokojnie, nie jest to nic dyskwalifikującego.

Co do dźwięku, to okazał się nieco inny. Bardziej wyrazisty, nieco suchszy, jaśniejszy i wyjątkowo blisko słuchacza podany. Nie aż tak gęsty i nisko środek ciężkości mający, ale wciąż gęsty, nasycony i dla przeciwwagi bardzo dogłębnie analizujący stan techniczny nagrań. Mocniejsze zatem obrazowanie różnic i bardziej analityczne podejście, dobitnie ukazujące dystans jakościowy pomiędzy zwykłymi Mp3 a lepszą jakością. Wszystko to pod dyktando bardziej przenikliwych sopranów, jaśniejszego oświetlenia, mocniejszego wyodrębniania szczegółów i większej przenikliwości analitycznej. Bardziej zatem technicznie a mniej pod samą satysfakcję słuchającego, ale w stylu jaki preferują ludzie młodzi, ceniący popisy techniczne. Z mokrym i gęstym graniem jedynie na wysokojakościowych plikach, co nie znaczy, że wyłącznie tych z próbkowaniem powyżej 44,1 kHz. Częstotliwość nie ma tu wiele do gadania i wyższe wcale nie okazują się wyznacznikiem, natomiast bezstratne WAV, FLAC czy MQS zdecydowanie górowały nad Mp3. Tak więc do słuchania plików z YouTube po kablu USB nie mającym żadnego wsparcia filtrującego dokanałowe Beyery nadają się średnio, ponieważ niczego nie maskują. I można to interpretować dwojako: chwalić za uczciwość, albo narzekać na brak upiększania. Natomiast pliki z Tidala lub własne z dysku brzmią dobrze, chociaż nie jest to wzmożenie satysfakcji na miarę takich Grado PS1000 czy Audeze LCD-3. Dokanałówki Beyera większy nacisk kładą na relację o stanie technicznym niż budowanie maskujących dekoracji i można to akceptować lub nie. W każdym razie odsłaniają marną naturę transferu po USB, który bez programowego wsparcia JPLAY czy sprzętowego iOne, iDefendera lub innych takich zabawek nie okazuje się równorzędny w warstwie samej muzykalności z sygnałem podawanym przez AK380. Przynajmniej nie z przetwornikiem Sigma, który też jest uczciwy, a nawet lekko „dożarty”, niczego nie maskujący.

 

Z odtwarzaczem

xxx

Słowo „pchełki” zupełnie tu nie pasuje.

Na koniec rzuciłem uchem na sytuację przy odtwarzaczu, powtarzając w dużej mierze stan z recenzji też dokanałowych Westone 4, które grały kiedyś z dzielonym Accuphase DP-900/DC900 i Twin-Head, a teraz tylko odtwarzacz był inny, nowszy – DP950/DC950 – i inny interkonekt.

Niczego specjalnie nowego do powiedzenia nie mam, bo styl okazał się wrócić do sytuacji przy AK380. Gęstość, nasycenie, potężny bas, klarowność i melodyka. Wprawdzie też nieco większe zacięcie analityczne, przejawione przy komputerze – tym razem wyłącznie na bazie większej separacji i uwydatniania szczegółów – ale takie drugoplanowe, stonowane jakościowym przepychem, a zatem całościowy wydźwięk podobny do tego z najlepszego póki co przenośnego grajka. Bardziej przenikliwie obrazujące – więcej detali i opisowych analiz – ale całościowo podobne, choć oczywiście na jeszcze wyższym poziomie.

Dzięki wcześniejszemu słuchaniu z mistrzowskimi plejerem nie doznałem tym razem takiego szoku jak z Westone – a może to amerykańskie dokanałówki do sprzętu stacjonarnego dopasowane są bardziej? Ale skupiwszy się na przekazie i przeleciawszy przez wszystkie składniki brzmienia doszedłem do finalnego wniosku, że grają te Beyery także z aparaturą stacjonarną naprawdę high-endowo i można je spokojnie zestawiać porównawczo z drogimi, zweryfikowanymi co do najwyższej klasy brzmieniowej słuchawkami wokółusznymi.  Względem nich z reguły grają bliższym dźwiękiem, nie usiłując na nieprzystosowanej do tego bazie dokanałowej stwarzać złudzenia dalekiego pierwszego planu, jednakże w tym aspekcie zaobserwowałem ciekawe zjawisko. Otóż kiedy badawczo się skupić właśnie na tym  i analizować gdzie pojawia się muzyka, wówczas odbieramy dźwięki pierwszoplanowe jako ewidentnie obecne w głowie. Lecz gdy tylko przejdziemy do zwykłego słuchania i miast pytać gdzie skupimy się na muzyce, ta dosłownie na naszych oczach wyjeżdża z głowy i staje przed oczami. Pierwszy raz byłem świadkiem czegoś takiego i aż mnie to rozbawiło, ale tego rodzaju psikusy to dla naszego sensorium zmysłowego rzecz normalna. Mózg w każdej sytuacji adaptuje rzeczywistość a nie automatycznie ją odwzorowuje, a repertuar jego zagrywek w tym zakresie jest naprawdę bogaty, toteż tomy już o tym spisano, a wciąż daleko do pełni wiedzy. W odniesieniu do Beyerdynamic Xelento jest to jednoczesne granie w głowie i nie poza nią, w zależności od nastawienia słuchacza; z bardzo korzystnym rozwinięciem do normalnego odbioru poza głową, czyli naturalniejszego i przyjemniejszego.

Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 008Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 010Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 012Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 014

 

 

 

 

Zauważmy na marginesie, że każda muzyka ipso facto musi grać w naszej głowie – i w ogóle wszystko bez wyjątku, czego doświadczamy, rozgrywa się w naszych głowach – a tylko towarzyszący naszemu myśleniu odbiór zewnętrzny postrzega to inaczej, lecz jest jedynie interpretacją. Odłóżmy jednak te zagadnienia, bo zbyt daleko by nas zawiodły. Warto natomiast raz jeszcze powtórzyć, że słuchawki dokanałowe Xeleno okazały się godnym partnerem zarówno dla najlepszego na świecie plejera przenośnego, jak i najlepszego z możliwych systemu stacjonarnego (przynajmniej jednego z takich), grając w stylu pod każdym względem satysfakcjonującym i całościowo bardzo przyjemnym.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Beyerdynamic Xelento Remote

  1. Mariusz pisze:

    Witam co by Pan wybral do ak 120 Xelento czy Ie 800.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie mogę chcąc zachować odpowiedzialność zgadywać, a nie słuchałem ich z AK120. W ciemno wziąłbym dla siebie Xeleno, ale może po odsłuchach wolałbym IE800? Nie umiem powiedzieć.

  2. BG pisze:

    Jak wypadają na tle NightHawk?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Bardziej wyraziste, o mocniej zaznaczonych konturach. (To na przeciętnym audiofilskim poziomie nie jest wada ani zaleta. Dopiero na szczytach high-endu dźwięk bez konturów jest lepszy.) Poza tym Xelento mają bardziej przejrzyste, mniej zawiesiste medium. I to też jest kwestia stylu a nie wad albo zalet.

  3. Mariusz pisze:

    Witam posiadam ak 120 używam go w torze stacjonarnym z Bakonem hpa 21 czy wymiana na ak kann coś poprawi a moze jakiś inny odtwarzacz co by Pan polecił słuchawki hd 800 w przyszłości jako drugie lcd3.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie miałem okazji porównać AK120 do KANN, ale wydaje mi się, że jakością są bardzo zbliżone. KANN ma mocniejszy wzmacniacz, lecz przy Bakoonie to nie ma żadnego znaczenia. AK380 natomiast na pewno jest lepszy, tylko ma to swoją bardzo konkretną cenę. Alternatywą byłby może topowy Sony; nie jest jednak dystrybuowany w Polsce.

  4. Dziękuję za recenzję tych bardzo interesujących słuchawek.

    Na początek małe sprostowanie. Obawiam się, że ten drugi kabel dołączony do Xelento to nie kabel zbalansowany, lecz 4-pinowy pod telefony komórkowe (obsługujące mikrofon na jednym z pinów – podobna sytuacja jak w AKG K3003i… które notabene przypadkiem posiadłem i odbieram dużo lepiej, niż we wstępie, jednak to temat na inną dyskusję:)).
    Niestety kabel zbalansowany jest chyba tylko we wcześniejszej wersji słuchawki robionej pod Astell&Kerna czyli T8ie.

    Czytałem natomiast, że T8ie oraz Xelento mają nieco inną sygnaturę, trzeba więc uważać przy wyborze.
    Rzekomo Xelento są lepsze… Szkoda, że nie mają tego kabla 2.5mm trrs w zestawie.
    Z tego, co T8ie słuchałem, powinny być raczej lepsze od Sennheiserów IE800. To w odpowiedzi na komentarz Mariusza. IE800 mam i oceniam jako słabsze również od AKG K3003i.

    Dalej na początku artykułu mowa oczywiście o Final Lab II, nie Sonorous – drobna poprawka.

    Mam w tym momencie pytanie, jak wytłumienie otoczenia w tych Xelento się sprawuje? Czy nadają się do jazdy pociągiem, do lotu samolotem…?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nigdzie w nich nie jechałem ani nie leciałem, ale jak to pchełki – wyciszenie mają wybitne. Przynajmniej moim zdaniem. Z pewnością znacznie lepsze niż zamknięte słuchawki wokółuszne.

  5. Mateo pisze:

    Witam. Po ostatnim odsłuchu Campfire Audio został niedosyt. Moje zainteresowanie zwróciło się w kierunku właśnie Xelento. Czy mógłby Pan powiedzieć czy połączenie z Qp1r dawało dużo powietrza i czy instrumenty były jak to bywa u questyle dociążone , ciężkie? Co z wokalem jest audiofilski kuszący czy bardziej normalny ? Nie lubię technicznosci ponad przyjemność z odsłuchu a najlepiej kiedy jedno umiejętnie przeplata się z drugim.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Myślę, że odpowiedzią na te wszystkie wątpliwości jest słowo realizm. Xelento grają wyjątkowo realistycznie. Czar mogą czerpać z zewnątrz, a same są odtwórczo bardzo wierne. Mnie się ogromnie podobały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy