Recenzja: Beyerdynamic Xelento Remote

Brzmienie

Z AK380

xxx

A w środku wiele różności.

  Przymierzy się też słuchawki do wzmacniaczy stacjonarnych, ale zacząć trzeba od dedykowanego im grajka przenośnego, którym, jak przystało na tak wyjątkowe, był też szczytowy Astell & Kern AK380. Drogi w tej sytuacji system, ale przynajmniej obrazujący do głębi, co te Xelento dać słuchaczowi mogą. A mogą bardzo dużo, ponieważ są zbliżone brzmieniowo do innej konstrukcji Beyerdynamica, takiej nie sygnowanej jego marką. Ledwie je założyłem, ledwie ruszył pamiętny koncert Friday Night in San Francisco, a już wiedziałem, że znam te słuchawki na wylot, tyle że w innym wydaniu. W dodatku o wiele droższym, jako że  McIntosh MHP1000 są obecnie wycenione na 9200 PLN. W kontekście rynku najlepszych słuchawek high-end nie powinno zaskakiwać, bo są naprawdę wybitne: gęstość ciemniej muzycznej materii o niezwykle wyrazistym obrazie, wielkiej sile akustycznego ciśnienia i zdolności przybierania autentycznych muzycznych kształtów jest u nich jedyna w swoim rodzaju i całościowym wyrazem nie ustępująca tak drogim konstrukcjom jak Audeze LCD-4 czy HiFiMAN HE-1000. Styl mają podobny do samego Beyerdynamica flagowych T1, ale grają bardziej nasyconym, dociążonym, ciemniejszym i dokładniej wypowiadanym dźwiękiem. Swoistym są więc rarytasem, o którym, pomimo sporządzonej kiedyś recenzji, raczej mało kto wie, chociaż podobno się sprzedają i już ich sporo między ludzi trafiło. Na tyle są specyficzne i niepodobne do innych, że kiedy usłyszałem Xeleno momentalnie mi się przypomniały, a choć bez bezpośredniego porównania subtelnych różnic nie wychwycę, to są to na pewno słuchawki o tym samym brzmieniowym profilu, który ma bardzo ważkie atuty i całościowo lokuje się w najwyższych sferach jakościowych.

Pierwsza rzecz – najważniejsza – wyjątkowo łatwo, a jednocześnie z fascynacją, się słucha. Gęsty mrok tła otula wszystko, ale przejrzystość jest popisowa, czystość i dokładność artykulacji takoż, a ważkie, pełne, gładkimi, trójwymiarowymi postaciami określane brzmienia od pierwszej sekundy przekonują urodą. Nic a nic nie trzeba się zastanawiać, ożenek z poczuciem głębokiego zadowolenia następuje natychmiast. Te gęste, ciemne dźwięki wychodzą od basowego fundamentu, ale swobodny jest też ostrzał sopranami o świetnej trójwymiarowości, a nie do pomyślenia, by te soprany czymkolwiek drasnęły.

xxx

Zmuszających do wielu wyborów.

Sięgnąłem po Pink Floyd i jego The Wall. Znajomy muzyk jazzowy wyraził się kiedyś, że „Pink Floyd to w ogóle nie jest muzyczna twórczość poza pierwszą płytą The Paper at the Gates of Dawn, a tylko przetwarzanie i miksowanie dźwięku”, ale niezależnie od tego słucha się bardzo przyjemnie i nie brak fragmentów budzących emocje. Wraz z muzyką orkiestrową i ilustracjami filmowymi Franza Zimmera, pokazały te dźwięki ogromny potencjał Xeleno do epatowania potęgą brzmienia. Jeżeli więc chcielibyście wetknąć sobie do kanałów słuchowych po lasce dynamitu i odpalić celem uzyskania potężnych ciśnień na potężnych obszarach o wielkiej przejrzystości z tłem tajemniczego mroku, to Xeleno są dla was. Ciary na skórze, cwał monstrualnych jeźdźców apokalipsy, ogromne przestrzenie wprawione w muzyczny dygot, a jednocześnie zjawiskowa czystość i charakterystyczna dla najlepszych słuchawek zamkniętych umiejętność wypowiadania dźwięków do końca. Bez postrzępienia, bez urwanej ostatniej sylaby, po sam ostateczny kraniec wybrzmienia. Ryk nie zna tu żadnych ograniczeń, ponieważ i w granicach rozsądku, i nawet daleko poza nimi, zniekształcenia się nie pojawiają. Wszystko wybrzmiewa czysto, gładko, trójwymiarowo i z piękną pogłosową poświatą. A już szczególne wrażenie robi całościowa głębia dźwięku, wspierana głębią sceny. To były szczególne przymioty słuchawek McIntosha – chyba najgłębszy dźwięk obok Ultrasone Edition9 jaki na słuchawkach słyszałem. Gęsty, głęboki, a jednocześnie całkowicie klarowny. I Beyerdynamic Xeleno niemal dokładnie to powtarzają. Muzyka lądująca prosto w kanale słuchowym, wobec braku komory rezonansowej, nie może być wprawdzie tak złożona i otwarta jak nawet z wokółusznych zamkniętych, ale dystans do McIntoshy wydał mi się bardzo mały, chwilami prawie żaden. Przy dobrych plikach potrafią Xeleno schodzić tak nisko i tak nasycać…

Zmęczyły mnie te pochwalne przymiotniki – ale wierzcie, potrafią. Przejmująco potrafi to zabrzmieć nawet w kontekście najbardziej wygórowanych kryteriów. Tak skoncentrowany i zarazem klarowny dźwięk z kolumn głośnikowych to rzadkość. Jeżeli czegokolwiek się czepiać, to jedynie sopranów, ale nie od tej strony co zwykle. Nie od jazgotu, pikanterii czy przycięcia, bo te się nie pojawiają; można natomiast zauważyć, że na najlepszych słuchawkach wokółusznych, a jeszcze prędzej w dobrych głośnikach, soprany tworzą złożoną aurę, otaczającą całą muzykę, a tego u Xeleno nie ma; czy może raczej jest, ale w formie szczątkowej. Zależało to jeszcze od utworu i na najlepszych plikach rzecz się wyraźnie pojawiała, niemniej ambience był słabszy niż sama artykulacja i nasycenie. A przynajmniej z tym odtwarzaczem przenośnym. Natomiast inny problem z sopranami – złowroga sybilacja – w ogóle jako przeszkoda nie istniał i tylko syk się łagodnie zaznaczał w sykliwych z winy nagrań, specjalnie na użytek testu odszukiwanych momentach.

xxx

Ale dających też wiele możliwości.

Ogólnie zaś biorąc mają Xeleno tendencję do brzmienia pełnego, ciemnego i niskiego; nie srebrzą zatem sopranami a raczej mroczą basem, co przy ich klarowności, potędze i zdolności do wyjątkowo niskiego schodzenia wypada rewelacyjnie. Atmosferę mają przy tym neutralną – ani nie ciepłą, ani nie zimną. Ani też jednocześnie optymistyczną, ani jakąś posępną. Można powiedzieć, że grają przede wszystkim dźwiękiem natchnionym głębią i nasyceniem, a zarazem szczególnie obszernym, zdolnym powoływać w naszej wyobraźni do istnienia wielkie brzmieniowe połacie i wprawiać je w całościowy dygot, natychmiast przenoszący się na emocje. A zatem duży spektakl, zupełnie nie pasujący do wyglądu słuchawek. Duża rzecz, szczególnie w kontekście bycia dokanałowym. I jednocześnie zwarta, bez tendencji do jarzenia się, sypania sopranowym śniegiem, promieniowania. W stylu recenzowanych niedawno Dynaudio Contour 60 napędzanych super systemem. Bez takiej umiejętności różnicowania nagrań, ale tym stylem i w takich smakach.

Ale przecież możemy wpiąć te Xeleno dokładnie w ten sam tor, tylko najpierw jeszcze komputer z oboma Ayonami.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Beyerdynamic Xelento Remote

  1. Mariusz pisze:

    Witam co by Pan wybral do ak 120 Xelento czy Ie 800.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie mogę chcąc zachować odpowiedzialność zgadywać, a nie słuchałem ich z AK120. W ciemno wziąłbym dla siebie Xeleno, ale może po odsłuchach wolałbym IE800? Nie umiem powiedzieć.

  2. BG pisze:

    Jak wypadają na tle NightHawk?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Bardziej wyraziste, o mocniej zaznaczonych konturach. (To na przeciętnym audiofilskim poziomie nie jest wada ani zaleta. Dopiero na szczytach high-endu dźwięk bez konturów jest lepszy.) Poza tym Xelento mają bardziej przejrzyste, mniej zawiesiste medium. I to też jest kwestia stylu a nie wad albo zalet.

  3. Mariusz pisze:

    Witam posiadam ak 120 używam go w torze stacjonarnym z Bakonem hpa 21 czy wymiana na ak kann coś poprawi a moze jakiś inny odtwarzacz co by Pan polecił słuchawki hd 800 w przyszłości jako drugie lcd3.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie miałem okazji porównać AK120 do KANN, ale wydaje mi się, że jakością są bardzo zbliżone. KANN ma mocniejszy wzmacniacz, lecz przy Bakoonie to nie ma żadnego znaczenia. AK380 natomiast na pewno jest lepszy, tylko ma to swoją bardzo konkretną cenę. Alternatywą byłby może topowy Sony; nie jest jednak dystrybuowany w Polsce.

  4. Dziękuję za recenzję tych bardzo interesujących słuchawek.

    Na początek małe sprostowanie. Obawiam się, że ten drugi kabel dołączony do Xelento to nie kabel zbalansowany, lecz 4-pinowy pod telefony komórkowe (obsługujące mikrofon na jednym z pinów – podobna sytuacja jak w AKG K3003i… które notabene przypadkiem posiadłem i odbieram dużo lepiej, niż we wstępie, jednak to temat na inną dyskusję:)).
    Niestety kabel zbalansowany jest chyba tylko we wcześniejszej wersji słuchawki robionej pod Astell&Kerna czyli T8ie.

    Czytałem natomiast, że T8ie oraz Xelento mają nieco inną sygnaturę, trzeba więc uważać przy wyborze.
    Rzekomo Xelento są lepsze… Szkoda, że nie mają tego kabla 2.5mm trrs w zestawie.
    Z tego, co T8ie słuchałem, powinny być raczej lepsze od Sennheiserów IE800. To w odpowiedzi na komentarz Mariusza. IE800 mam i oceniam jako słabsze również od AKG K3003i.

    Dalej na początku artykułu mowa oczywiście o Final Lab II, nie Sonorous – drobna poprawka.

    Mam w tym momencie pytanie, jak wytłumienie otoczenia w tych Xelento się sprawuje? Czy nadają się do jazdy pociągiem, do lotu samolotem…?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nigdzie w nich nie jechałem ani nie leciałem, ale jak to pchełki – wyciszenie mają wybitne. Przynajmniej moim zdaniem. Z pewnością znacznie lepsze niż zamknięte słuchawki wokółuszne.

  5. Mateo pisze:

    Witam. Po ostatnim odsłuchu Campfire Audio został niedosyt. Moje zainteresowanie zwróciło się w kierunku właśnie Xelento. Czy mógłby Pan powiedzieć czy połączenie z Qp1r dawało dużo powietrza i czy instrumenty były jak to bywa u questyle dociążone , ciężkie? Co z wokalem jest audiofilski kuszący czy bardziej normalny ? Nie lubię technicznosci ponad przyjemność z odsłuchu a najlepiej kiedy jedno umiejętnie przeplata się z drugim.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Myślę, że odpowiedzią na te wszystkie wątpliwości jest słowo realizm. Xelento grają wyjątkowo realistycznie. Czar mogą czerpać z zewnątrz, a same są odtwórczo bardzo wierne. Mnie się ogromnie podobały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy