Recenzja: Beyerdynamic Xelento Remote

Wygląd, technika, zapowiedzi

Beyerdynamic Xelento HiFi Philosophy 001 (2)

Już opakowanie zapowiada coś nieprzeciętnego.

   Jak chodzi o zapowiedzi, to najważniejsza jest taka, że słuchawki wyposażono w zminiaturyzowane przetworniki Tesla – pierwsze o takim rozmiarze w historii. Ma to oczywiście skutkować nadzwyczajnymi doznaniami, z których Beyerdynamic zwykł akcentować przede wszystkim szybkość, dynamikę, holografię i całościową wierność odtwórczą. Przy impedancji 16 Ω i skuteczności aż 110 dB z łatwością mają się te atuty przenieść w świat brzmień dokanałowych, okupowanych dotąd w przedziale słuchawek high-end przez rozwiązania wieloprzetwornikowe, niejednokrotnie nawet kilkunasto. Ale w przypadku wspomnianych AKG jedynie trzech na kanał, a u konkurencyjnych Sennheiser również zaledwie pojedynczych. A że jednoprzetwornikowe były też szczególnie ekskluzywne Sonorous Lab II, możemy chyba mówić o tendencji i zauważyć, iż moda na pojedyncze przetworniki w dokanałówkach najwyższych lotów jakby się rozwijała.

Beyerdynamic nie poprzestaje jednak na samym przetworniku. Określa nowy produkt mianem cacka jubilerskiego o wyjątkowo pięknej powierzchowności i świetnych walorach użytkowych. Od strony technicznej zabezpiecza tą użyteczność prócz przetworników Testla kabel z wysokogatunkowej srebrzonej miedzi oraz trzyprzyciskowy pilot. Kable w komplecie znajdziemy nawet dwa – symetryczny i zwykły – a zatem muszą być odpinane, oba długości 1,3 metra. Bardzo ładnie się prezentują, w przeźroczystych i super gładkich oplotach, odsłaniających srebrną powłokę przewodzącą i strukturę ciasnego splotu. Wtyki u obu są kątowe ze złotymi małymi jackami, a na drugim końcu złocone przypinki w czarnych otulinach z malutkimi znaczkami L i R. Same słuchawki to rzeczywiście majstersztyk odlany w pięknym chromie i z metalowymi, czarnymi dekielkami zdobnymi w logo Beyerdynamic.

Sposób prawidłowego ułożenia w uszach ilustruje zdjęcie na tyle obwoluty opakowania – wykonanej z grubej tektury i opatrzonej także pełnym opisem technicznym. Po jej zsunięciu ukazuje się jednolicie czarne pudełko imitujące fakturą lakierowane płótno, po którego otwarciu, niczym faktycznie jubilerskie precjoza, ukazują się samotnie spoczywające na czarnej podkładce Xelento Remote. Wygląda to, trzeba przyznać, wytwornie i zachęca do posłuchania. Po zdjęciu tacki w oddzielnych przegródkach zmusza do zastanowienia nad wyborem aż dziesięć kompletów nakładek dousznych, wybrać też trzeba jeden z dwóch kabli, a prócz tego mamy srebrną zapinkę ułatwiającą noszenie kabla oraz niewielkie etui do noszenia całych słuchawek w kieszeni, pod którym spoczywa instrukcja obsługi. Małym druczkiem tam wyjaśniono – co, jak i dlaczego; a bać się jej nie ma potrzeby, bo to nie umowa o kredyt.

xxx

Na boku pełny opis techniczny.

Wszystko razem, jak już dwa razy wspominałem, kosztuje cztery tysiące, a z rzeczy godnych odnotowania wspomnę o paśmie przenoszenia, obejmującym budzące szacunek 8 Hz – 48 kHz. Słuchawki są leciutkie, zaledwie 8-gramowe, leżą w uchu wygodnie, między innymi dzięki kablom wyprowadzonym za ucho.

Kanały słuchowe mam bardzo wąskie i wyjątkowo wrażliwe na dotyk, ale najmniejsze nasadki z kompletu okazały się całkiem znośne, tak więc nie było źle pod tym względem. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Beyerdynamic Xelento Remote

  1. Mariusz pisze:

    Witam co by Pan wybral do ak 120 Xelento czy Ie 800.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie mogę chcąc zachować odpowiedzialność zgadywać, a nie słuchałem ich z AK120. W ciemno wziąłbym dla siebie Xeleno, ale może po odsłuchach wolałbym IE800? Nie umiem powiedzieć.

  2. BG pisze:

    Jak wypadają na tle NightHawk?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Bardziej wyraziste, o mocniej zaznaczonych konturach. (To na przeciętnym audiofilskim poziomie nie jest wada ani zaleta. Dopiero na szczytach high-endu dźwięk bez konturów jest lepszy.) Poza tym Xelento mają bardziej przejrzyste, mniej zawiesiste medium. I to też jest kwestia stylu a nie wad albo zalet.

  3. Mariusz pisze:

    Witam posiadam ak 120 używam go w torze stacjonarnym z Bakonem hpa 21 czy wymiana na ak kann coś poprawi a moze jakiś inny odtwarzacz co by Pan polecił słuchawki hd 800 w przyszłości jako drugie lcd3.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nie miałem okazji porównać AK120 do KANN, ale wydaje mi się, że jakością są bardzo zbliżone. KANN ma mocniejszy wzmacniacz, lecz przy Bakoonie to nie ma żadnego znaczenia. AK380 natomiast na pewno jest lepszy, tylko ma to swoją bardzo konkretną cenę. Alternatywą byłby może topowy Sony; nie jest jednak dystrybuowany w Polsce.

  4. Dziękuję za recenzję tych bardzo interesujących słuchawek.

    Na początek małe sprostowanie. Obawiam się, że ten drugi kabel dołączony do Xelento to nie kabel zbalansowany, lecz 4-pinowy pod telefony komórkowe (obsługujące mikrofon na jednym z pinów – podobna sytuacja jak w AKG K3003i… które notabene przypadkiem posiadłem i odbieram dużo lepiej, niż we wstępie, jednak to temat na inną dyskusję:)).
    Niestety kabel zbalansowany jest chyba tylko we wcześniejszej wersji słuchawki robionej pod Astell&Kerna czyli T8ie.

    Czytałem natomiast, że T8ie oraz Xelento mają nieco inną sygnaturę, trzeba więc uważać przy wyborze.
    Rzekomo Xelento są lepsze… Szkoda, że nie mają tego kabla 2.5mm trrs w zestawie.
    Z tego, co T8ie słuchałem, powinny być raczej lepsze od Sennheiserów IE800. To w odpowiedzi na komentarz Mariusza. IE800 mam i oceniam jako słabsze również od AKG K3003i.

    Dalej na początku artykułu mowa oczywiście o Final Lab II, nie Sonorous – drobna poprawka.

    Mam w tym momencie pytanie, jak wytłumienie otoczenia w tych Xelento się sprawuje? Czy nadają się do jazdy pociągiem, do lotu samolotem…?

    1. PIotr Ryka pisze:

      Nigdzie w nich nie jechałem ani nie leciałem, ale jak to pchełki – wyciszenie mają wybitne. Przynajmniej moim zdaniem. Z pewnością znacznie lepsze niż zamknięte słuchawki wokółuszne.

  5. Mateo pisze:

    Witam. Po ostatnim odsłuchu Campfire Audio został niedosyt. Moje zainteresowanie zwróciło się w kierunku właśnie Xelento. Czy mógłby Pan powiedzieć czy połączenie z Qp1r dawało dużo powietrza i czy instrumenty były jak to bywa u questyle dociążone , ciężkie? Co z wokalem jest audiofilski kuszący czy bardziej normalny ? Nie lubię technicznosci ponad przyjemność z odsłuchu a najlepiej kiedy jedno umiejętnie przeplata się z drugim.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Myślę, że odpowiedzią na te wszystkie wątpliwości jest słowo realizm. Xelento grają wyjątkowo realistycznie. Czar mogą czerpać z zewnątrz, a same są odtwórczo bardzo wierne. Mnie się ogromnie podobały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy