Recenzja: Ayon Stratos

    Ayon sypie. Nie „się sypie”, co oznaczałoby koniec, tylko sypie urządzeniami jak luty śniegiem, przynajmniej w te sroższe zimy. Samych zintegrowanych urządzeń do odtwarzania płyt CD oferuje niemało, poczynając od wycenionego na 16 900 PLN nowego CD-10, a na kosztującym sążniste 20 tys. euro CD-35 HF Edition kończąc. Prócz tego są jednak mające to samo przeznaczenie konstrukcje dwuczęściowe, obecnie mogące bazować na nowej wersji napędu CD-T z sygnaturą II i trzech przetwornikach: Sigma, Stealth oraz Stratos.

O Ayon CD-T II z Sigmą już sprawozdawałem w jego recenzji, a teraz, tak by skoczyć z najniższego na najwyższy wierzchołek, będzie o jego współpracy z najwyższym Stratosem, który jest dwa i pół raza od Sigmy droższy. O samym zaś Ayon Audio już się nie będę powtarzał – pisałem wielokrotnie, że to bazująca na technice lampowej austriacka marka, nierozerwalnie związana (jako jeden z głównych animatorów) z powrotem branży audio do lampowości. Co początkowo oparte zostało na najbardziej klasycznych triodach mocy 300B, 2A3 i 45ʼ, a teraz rozlało się także na triody małe i średnie oraz pentody z towarzyszeniem licznych lamp prostujących. Czego wyrazem w testowanym przetworniku są cztery (po dwie na kanał) średniej mocy triody 6H30 w stopniu wyjścia (inkorporowane w latach 90-tych z sowieckiej technologii militarnej do techniki audio przez amerykańskie Balanced Audio Technology, znanego producenta wzmacniaczy) oraz cztery, mające już czysto amerykański rodowód, lampy prostownicze 6Z4, sytuowane w stopniu zasilania. Lamp zatem łącznie osiem i stosownie do tego obudowa z dużą ilością otworów wentylacyjnych, co w konstrukcjach Ayona nie jest rzadkością.

Przetwornik nie należy do debiutantów, pojawił się w 2013 roku, lecz to mu nie przeszkadza w obsłudze formatu DSD za pośrednictwem trzech profesjonalnych złącz BNC (L-R i zegara), które to połączenie stanowi najmocniejszy punkt w jego cyfrowym repertuarze, toteż tak właśnie został przetestowany. (Wcześniejsze testy to najlepsze przyłącze z przyczyn braku odpowiedniego zaplecza pomijały.) Źródłem wyposażonym w odpowiednie cyfrowe wyjście był, ma się rozumieć, dedykowany napęd Ayon CD-T II (26 900 PLN), mający także rozkład nóżek uwzględniający położenie kratek wentylacyjnych na górnej pokrywie Stratosa, a odpowiedni potrójny przewód dostarczyło nieistniejące już amerykańskie XLO. I zanim skok we wzornictwo oraz kwestie techniczne – ekonomia.

Stratos kosztuje 42 900 PLN, czyli budżet łączny z CD-T II wynosi 69 800 PLN. To stawia rzeczone połączenie wśród odtwarzaczy Ayona na drugim miejscu po flagowym, jednoczęściowym HF Edition, a solo, jako najdroższy przetwornik, siłą rzeczy ląduje Stratos na pierwszym pośród urządzeń obsługujących „niematerialne” nośniki sygnału – dyski talerzowe i macierze pamięci w PC-tach, laptopach, smartfonach, czytnikach strumieniowych itp. Musi więc oferować nieprzeciętne parametry brzmieniowe i obsługowe, a czy faktycznie tak jest, to już się za to bierzemy.

Budowa i jej następstwa

Drugie miejsce w ofercie odtwarzaczy Ayona – CD-T II/Stratos.

   Stratos to kawał kloca o typowych dla Ayon Audio gabarytach oraz proporcjach. Waży 17 kilogramów, czyli tyle samo co najwyższe modele jednoczęściowe, a jego przypominający trochę dużymi zaokrągleniami stadion obrys liczy 48 centymetrów długości i 42 szerokości. Tej dużej szerokości z pozycji słuchającego jednak nie będzie widać, urządzenie robi wrażenie smukłego, gdyż smukły jest liczący 11 cm wysokości fronton. Dodatkowo wyszczupla go tradycyjny u Ayona podłużny wyświetlacz i dwa na skrajach chromowane regulatory – prawy do obsługi głośności i lewy wyboru źródła. Smukły przód sprytnie gubi faktyczną wielkość urządzenia, chyba że stało będzie gdzieś nisko przy komputerze, poniżej oczu słuchacza. Ale i wówczas nie wyda się masywne, jedynie rozłożyste.

O ważnej rzeczy jeszcze nie mówiłem, nawet o bardzo ważnej; mianowicie że to nie sam przetwornik, ale także zintegrowany z nim przedwzmacniacz. Żadna to nowość u odtwarzaczy i przetworników Ayona, większość z nich ma z tyłu chromowany przełącznik z oznakowaniami „Direct” i „Normal”, z których pierwsze przedwzmacniacz aktywuje, a drugie go pomija. Odpowiednio do tego ma Stratos nie tylko wejścia cyfrowe ale także analogowe; i jak przystało na porządny przedwzmacniacz ma ich kilka – pojedynczy komplet symetrycznych gniazd XLR i dwie pary niesymetrycznych RCA. Nie zachodzi zatem obawa o kompatybilność ilościową, aczkolwiek trzeba odnotować brak najskromniejszego bodaj wbudowanego przedwzmacniacza gramofonowego i słuchawkowego wzmacniacza. A to w następstwie polityki „jak już, to porządnie”; kto więc zechce mieć od Ayona gramofonowy przedwzmacniacz i wzmacniacz słuchawkowy, będzie musiał się wykosztować na nietanie urządzenia zewnętrzne. Kompatybilności nie zabraknie także pod względem przyłączy cyfrowych; przetwornik ma ich szeroki zasób: USB, BNC (pojedyncze zwyczajne i potrójne dla DSD), AES/EBU, Coaxial, DoT, Toslink i I2S.  Można się zatem łączyć przewodami cyfrowymi USB, XLR, BNC, optycznym, koaksjalnym  i ethernetowym, czyli praktycznie każdym mającym udział w rynku. Brak jedynie transmisji bezprzewodowej, robiącej ostatnio karierę, ale przyjmijmy do wiadomości, że ona i jakość to nie do końca zgrana para. I co także istotne, przetwornik automatycznie upsampluje sygnał PCM do standardu 192 kHz/32 bity, a DSD do 5,6 MHz, nie przyjmie natomiast sygnałów wcześniej upsamplowanych poza złączem 3 x BNC.

Zestaw wyjściowych gniazd analogowych to pojedyncze komplety XLR i RCA, z zaznaczeniem w przypadku pierwszych użycia gniazd Neutrika, a drugich CMC. Jak zwykle u Ayona towarzyszy im trzypozycyjny przełącznik, umożliwiający wybór tylko jednego lub obu jednocześnie; z zaznaczeniem, że ta ostatnia opcja powoduje spadek jakości.

To samo z innej perspektywy.

W środku lampy i zabudowa piętrowa na płytkach ze złoconymi ścieżkami, a także dwa duże, niskoszumne transformatory R-Core; osobne dla sekcji cyfry i analogu. Cała droga sygnału ma postać zbalansowaną, a regulacja głośności (możliwa do pominięcia) odbywa się w oparciu o drabinkę prostowniczą. Na potrzeby poprawy transmisji sygnał wejściowy jest wzmacniany, co odbywa się w klasie A, natomiast o jego właściwą postać dba wysokiej klasy zegar niwelujący skutki jittera, a ściślej dwa zegary, osobne dla sygnałów bazowych 44,1 i 48 MHz. Sercem są po jednej w każdym kanale umożliwiające obsługę formatu DSD ośmiokanałowe kości przetwornikowe D/A ESS Sabre 9018 (tu zredukowane szeregowo do dwóch kanałów na potrzeby stereo), z których każda wspierana jest przez cztery wzmacniacze operacyjne Analog Devices AD797. Lampowy zasilacz oprócz czterech lamp prostowniczych ma aż dziesięć niezależnych regulatorów napięcia i cztery potężne kondensatory polipropylenowe, a stopień wyjściowy oprócz czterech triod mocy wspierają kondensatory Mundorf Suprem Silver/Gold Oil. Ścieżki poprowadzono jak najkrócej i brak ingerencji sprzężenia zwrotnego oraz buforowania, a impedancja wyjściowa jest niska, umożliwiając łatwą współpracę z dowolnym wzmacniaczem tranzystorowym lub lampowym.

Wszystko to w eleganckim ochronnym pancerzu z grubego aluminium na czerń anodyzowanego, z czerwonymi pikselami na wyświetlaczu, który można przyciemnić lub zgasić. Do towarzystwa masywny pilot, też cały z aluminium, mogący jednocześnie obsługiwać napęd i sekcję przetwornika, jak również którykolwiek z firmowych wzmacniaczy mających obsługę z pilota.

Odsłuch

Czerwień pośrodku czerni.

   Jaka z tego wszystkiego wynika dla słuchających muzyka? O odpowiedź na to pytanie poprosiłem najpierw dwie pary referencyjnych słuchawek: Abyss AB-1266 i AKG K1000. I nie będę ukrywał, że chodziło też o to, by się ostatecznie przekonać, jakie są między nimi różnice, bowiem po długich perypetiach trafił do mnie na koniec kabel dla Abyss od Tonalium, umożliwiający podpinanie do zwór głośnikowych. Tak więc wszystkie testy w oparciu o przedwzmacniacz ASL oraz końcówkę mocy Crofta; najpierw z dwiema parami słuchawek, a w drugiej turze z kolumnami czterodrożnymi Audioforma. I w obu częściach z tandemem Ayon CD-T II/Ayon Stratos via łącze 3 x BNC, skutkujące na wyświetlaczu oznakowaniem DSD. A wraz z tym miła sercu uwaga, iż jest to typ połączenia uważany przez samego producenta za optymalny.

Co zatem z tymi słuchawkami? Różnice okazały się duże. Poczynając od najbardziej się narzucającej, w następstwie tego, że AKG mocniej akcentowały górny zakres, a Abyss dolny i średni. Nie o samo akcentowanie jednak szło, ale także o jego postać. Soprany AKG nie tylko były obfitsze i wyżej sięgające, ale też bardziej dźwięczne, bardziej przestrzenne, ukazywane bardziej w akcji i wieloskładnikowe. Składały się z wielu nakładających się na siebie wibracji, które u Abyss schodziły się w jedną, dając bardziej wprawdzie jednoznaczny, ale uboższy obraz. Miało to także oczywiste przełożenia na obrazowanie ludzkich głosów i wizualizację przestrzeni. Ta ostatnia była u AKG bardziej odczuwalna, żywa i pogłosowa, a ludzkie głosy delikatniejsze, młodsze i świeższe. Żywsze także i bardziej złożone, pozwalające czerpać przyjemność z tej większej złożoności, większej dźwięczności i nośności, a także mocniejszego dodatku pogłosu oraz lepszego uplasowania w przestrzeni.

To wszystko było po stronie AKG, ale Abyss też miały argumenty. Ich dźwięk okazał się bardziej miękki, przyjemnie retuszowany basem, spokojniejszy (naturalistycznie spokojny a nie nerwowy i rozemocjowany), a także posiadający więcej tkanki, czyli lepsze oparcie w substancji. Nie był kruchy, rozedrgany, poskładany z nakładających się harmonii i echowy, tylko masywniejszy, spokojny, gładki i jednoznaczny.

A srebrem można pokręcić.

To wcale nie oznacza, że bas u Abyss był bardziej udany, a ich soprany gorsze. U obu słuchawek to i to było znakomite, aczkolwiek u każdych w inny sposób. Sopranowa ekscytacja AKG była na pewno efektowniejsza, ale spokojniejsze i bardziej jednorodne soprany Abyss też były pokazowo dźwięczne a bardziej relaksujące. Z kolei ich bas bił mocniej czarną pięścią wypełnienia (nieznacznie ale jednak), nie był natomiast tak przestrzenny i trójwymiarowy. Bardziej nisko dosięgał i generalnie bardziej się akcentował, gdy jednak przychodziło do rozlewania się na przestrzeń, okazywał się mniej efektowny.

Duża różnica zaznaczała się też w odniesieniu do postaci przestrzeni. Pod jej względem AKG ze swym nie przyleganiem do uszu musiały mieć przewagę, zarówno w wymiarze samej wielkości, jak i sposobu lokowania dźwięków. Niemniej i Abyss sytuowały muzykę na wielkim planie z wyraźnym czuciem głębi, choć gorsze miały to, że mimo bycia konstrukcją otwartą czuć było odbijanie się dźwięku od komór. Niemniej jednoznacznego zwycięzcy nie wskażę. Wybrałbym wprawdzie własne słuchawki, na pewno bym się nie zamienił, ale łatwo mogę zrozumieć tych, którym bardziej mięsiste i ciążące ku dolnym rejestrom, spokojniejsze też i bardziej jednorodne brzmienie amerykańskich planarów bardziej będzie odpowiadało.

To tyle tytułem dygresji, przejdźmy nareszcie do meritum. Jak w tych słuchawkowych kreacjach odnalazł się przedmiot recenzji? Otóż wydał mi się urządzeniem nietuzinkowym. Działającym nie na zasadzie prostego przyrostu jakościowego względem tańszych konstrukcji, ale swoistej specyfiki, własnego doboru cech. Nie w sposób względem tańszych dający więcej wypełnienia, szczegółów czy elegancji wynikającej z przyrostu analogowości, tylko bardziej budowania dźwięku na własnych zasadach w oparciu o przetwarzanie PCM w DSD.

Tematyce tej transkrypcji poświęciłem obszerne wywody w recenzjach odtwarzaczy Ayon CD-35 Signature i CD-35 HF Edition, a ten dzielony Ayon CD-T II/Stratos lokuje się między nimi. Lokuje niemal pośrodku i dwie ma wyraźne inności, a tak naprawdę jedną konstrukcyjną z rzutowaniem na użyteczność. Inność konstrukcyjna jest taka, że ma klasyczny napęd Philips Pro, nie czytający płyt SACD, podczas gdy obie wyższe wersje CD-35 posiłkują się jego przeróbką taki odczyt umożliwiającą. Zatem użytkowa różnica taka, że płyt tych dzielony CD-T II/Stratos nie obsłuży. Posiada natomiast ważki walor przetwarzania formatu PCM w DSD przy zwykłych nośnikach CD i wynikające z niego następstwa: większą przestrzeń i większe źródła, a także lepszą holografię.

To teraz bardziej od dołu.

Bardziej także wyraziste obrazowanie oraz mniej ciepła a więcej dynamiki. Pytanie więc zachodzi, jak to wszystko będzie funkcjonowało w oparciu o wyjątkowo rozbudowany i dobrze wyposażony układ przetwornikowy Stratosa, który to Stratos solo jest droższy niż cały CD-35 Signature i nie mając sekcji napędu tej samej co on wielkości. Jasne, że w tej sytuacji funkcjonować powinno lepiej, ale gdy chodzi o reprodukcje słuchawkowe nie było tego znać. Coś jednakże znać było; znać że przestrzeń jest konstruowana inaczej, lecz nie w sposób dla słuchawek dogodny. U AKG bym tego może nie wyłapał, ale Abyss miały wspomniany problem z wewnętrznym odbiciem pogłosu, który zamiast przeradzać się w większą przestrzeń przeszkadzał. Z drugiej jednakże strony czuć było, że odtwarzacz jest bardzo nietuzinkowy; że bardzo dobitnie niuansuje i robi z przestrzenią coś, czego zwykłe odtwarzacze, nawet te bardzo drogie, nie mają w repertuarze. Nie miał natomiast cech  bardziej typowych dla drogich odtwarzaczy: jakiegoś szczególnego wypełnienia, przyciemnienia, słodyczy, ciepła. Te cechy realizował w normalniejszej postaci, a ściślej bez żadnych upiększeń. I tylko coś się działo z przestrzenią, a równocześnie dźwięk był misterny, szczegółowy, rozdzielczy i naturalistyczny (popieram). Żywy także i przywołujący obecność, ale jakby niedokończony. Intuicyjnie czułem, że z kolumnami to się przekuje na coś pozytywnego, chociaż nie umiem powiedzieć, na czym przeczucia te się opierały. Pewien jednakże byłem – no, może prawie pewien – że gęsty sposób grania Audioform 304 dobrze będzie pasował i stanie się coś niezwykłego.

Odsłuch cd.

Rzadkie ale niezwykłe 3 x BNC pośród mnóstwa innych wyjść i przyłączy.

   Nie spodziewałem się jednak, że stanie się aż tak, zacznijmy wszakże od ustawienia, bo ono okazało się ważne. Odnośnie tych ustawień są różne szkoły, a jedna z nich, dość popularna, mówi ażeby nie odginać. Głośniki stawiać równolegle do ścian bocznych, bo wówczas gra naturalnie. Tak dla świętego spokoju od tego więc zacząłem i nie był to dobry początek. W odróżnieniu do monitorów Reference 3A, które też mam na stanie i które to ustawienie lubią, czterodrożne Audioform z dzielonym odtwarzaczem Ayona w tym ustawieniu nie zagrały. Dźwięk od nich się nie odklejał, przestrzeń była kaleka. Zacząłem więc odginać; i im bardziej odginałem, tym robiło się lepiej.

Więc na koniec całkiem odgiąłem, tak żeby głośniki spojrzały mi prosto w oczy, a wówczas stało się coś, co jeszcze nigdy się nie wydarzyło. Pojawiła się scena, jakiej jeszcze u mnie nie było, z pierwszym planem wiele metrów za linią głośników, że od siedzącego trzy metry od nich słuchacza to było gdzieś między sześć a siedem. Tak dalekiego pierwszego planu jeszcze nie percypowałem i zdawać by się mogło, iż będzie to za daleko. Że dźwięk wprawdzie świetnie oderwany, naprawdę całkowicie i w sumie jak nigdy jeszcze, ale dystans daleki, a więc ubytek bezpośredniości. Jednakże nic z tych rzeczy – znalazłem się na koncercie. Nie takim ze zdawkowych opisów, że „wiecie-rozumiecie, po koncertowemu dość było i świetnie przywołana obecność”, tylko obecność świetna swoją drogą, naprawdę zjawiskowa, ale do tego okraszana pełnym wrażeniem estrady. Dźwięk całkowicie rozciągnięty w pionie i z linią horyzontu trochę powyżej oczu, tak żeby postawić rockowy zespół, orkiestrę czy fortepian na podwyższeniu estrady, jakiś metr powyżej widowni.

Trzy kolory w komplecie: czerwony, zielony, niebieski.

A na tej estradzie cuda, to znaczy żywa muzyka. Zupełnie niezapośredniczona, zupełnie autentyczna. Na tyle, na ile tylko zdołał uchwycić ją realizator; i na tyle, na ile pozwala sam przekaz cyfrowy, a nawet jeszcze bardziej. Bo jak chodzi o postać przekazu, to nadzwyczajna dawka energii. Nie taka aż jak z super gramofonem, ale niewiele mniejsza. To mi się zaraz narzuciło i byłem poruszony. A jednocześnie obraz sceniczny w tym przetwarzaniu DSD dalece lepszy niż normalnie, z odtwarzaniem scenografii prawdziwym. Każdy utwór, niezależnie od repertuaru i rodzaju muzyki, jawił się jako dogłębnie realistyczny w estradowym ujęciu. I pośród tego autentyzmu, uczestnictwa w koncercie, muzyka znów pozbawiona tradycyjnych upiększeń. Nie ciepła i nie słodka, bez wygładzania i statycznych obrazów. W zupełności z rodzaju tych, kiedy się o poszczególnych aspektach nie myśli, bo autentyzm je znosi.

Bardzo dobitnie ukazał to repertuar rockowy swym przyrodzonym brudem. Rock ciepły, wygładzony, wyzbyty krzykliwości? To wszak karykatura, nawet kompromitacja. Takiego rocka nie chcemy, taki jest kontrfaktyczny. A ten był autentyczny, porywająco prawdziwy. Mocny, przestrzenny, charczący, strzępiasty na krawędziach. Bez cienia podkolorowań, należycie brudny i szary. Wyjątkowo prawdziwa perkusja o autentycznej objętości oraz fakturze brzmienia, zwizualizowane struny i realistyczne wokale. Wyraźnie wydobyte z ogólnego harmidru, a jednocześnie nie powiększone i nie uładnione. Dobitnie obrazujące indywidualny charakter głosów i stan emocjonalny artysty, włącznie z tym, na ile rzeczywiście się zaangażował, a na ile udaje. A to już najwyższa szkoła jazdy, to rozpoznają bardzo nieliczni.

Ze słuchawkami nie wypadło to oszałamiająco, lecz co innego z głośnikami.

Więc znakomite wrażenie i długo rocka słuchałem, ale jeszcze większe zrobił fortepian solo. Dzięki takiej postaci sceny zupełnie był autentyczny, dosłownie się czuło obecność stojącego tam w głębi instrumentu. Także za sprawą tego, że dźwięki nie były powiększone i przede wszystkim tego, że zachowany był prawidłowy dystans. Bo zwykle mamy do czynienia z sytuacją, a już w słuchawkach szczególnie, że instrumenty grają za blisko, czasami nawet w głowie. Do tego idzie się przyzwyczaić, dość łatwo się to akceptuje (chociaż niektórzy nie mogą), natomiast to tutaj było bez mała jak zupełnie prawdziwe. Zaangażowałem się więc w reprodukcje fortepianowe do stopnia maksymalnego i bardzo niezadowolony jestem, że odtwarzacz zaraz wybywa (bo ktoś tam na niego poluje). Tylko dlatego kolejna recenzja produktu Ayona pojawia się tak szybko, ale nie będę utrudniał życia innym swoimi wydawniczymi kaprysami. Mógłbym – bo czemu nie? – recenzenci są ważni, ale w stosunkach międzyludzkich przecież nie o to chodzi.

Podsumowanie

Z nimi wartość skoczyła do góry.

   Złe początki miłego, a zatem sytuacja zasadniczo lepsza niż miłe złego początki. Odtwarzacz z recenzowanym przetwornikiem Stratos w konfiguracji 3 x BNC okazał się specyficzny, ale zarazem niezwykły. Posiada szczególne umiejętności sceniczne, które owocować będą wyjątkowym rodzajem doznań z pasującymi kolumnami. Kolumnami grającymi gęsto, by zaistniała synergia. By zbytnio się nie wydelikaciło, aby była substancja. Więc Audioformy, Harbethy, Zingali czy Bodnary, natomiast w odniesieniu do takich przykładowo Focali byłbym już bardziej ostrożny. Możliwe, że niepotrzebnie – żadnej pewności mieć nie można, intuicja często zwodzi – ale tak mi się zdaje. Też oczywiście odpowiednio gęste kable i gęsty cały tor, ale kiedy tak będzie, może się zjawić sytuacja naprawdę niecodzienna. Wiele u mnie gościło fortepianów w następstwie wielu sprzętowych konfiguracji, ale tak dojmująco autentycznego i tak namacalnie obecnego nigdy wcześniej nie było. Przede wszystkim za sprawą wyjątkowo prawdziwie obrazującej konwencji scenicznej, ale także i tego, że flagowy przetwornika Ayona to źródło uczciwe, nie upiększające. Przy innych może lampach, gdyby manufaktura Mullarda w Blackburn ciągle jeszcze działała, a nie była historią, sam mógłby być bardziej gęsty, a więc bardziej uniwersalny, przyjazny. Lecz w sumie to nie kłopot, wystarczy się postarać. Dobrać kable i przede wszystkim głośniki o odpowiedniej gęstości; a co do słuchawek, to na przykład Audeze LCD-2 albo Focal Utopia. Zachodzi przy tym pytanie, na które nie odpowiem, czy gdyby inne lampy, też byłoby aż tak dobrze? Nie ma sensu gdybanie, pozostają konkrety. W tym konkret zasadniczy, że w odpowiedniej oprawie podzespołów transkrypcja PCM w DSD opracowana przez Ayona daje niezwykłe rezultaty, za które należą się brawa.

W punktach:

Zalety

  • Niezwykle realistyczny obraz sceniczny.
  • Oparty o wyjątkowo spektakularne oderwanie dźwięku od głośników.
  • A także wyjątkowo daleki pierwszy plan.
  • Przy jednoczesnej pełnej bezpośredniości.
  • W efekcie lądujemy na prawdziwym koncercie.
  • Żadnych upiększeń.
  • A jednocześnie high-endowy poziom ogólny.
  • Dźwięk całościowo naturalny, pozbawiony wygładzania, ocieplania, słodyczy.
  • A jednocześnie odpowiednio modulowany, ruchomy i żywy.
  • Także niezwykle energetyczny, przy odpowiednich kolumnach niemalże na poziomie dobrego gramofonu.
  • Pełna rozwartość pasma.
  • Popisowo przestrzennie w całości obrazowanego.
  • Świetnie realizowany wymiar emocjonalny.
  • Owocujący między innymi szczególnie realistyczną muzyką rockową.
  • W odpowiedniej konfiguracji pytania o braki jakościowe całkowicie znikają.
  • Symetryczna konstrukcja w układzie dual mono.
  • Wbudowane wysokiej klasy zegary.
  • Znane z wysokiej jakości kości DAC od Sabre.
  • Transformatory R-Core.
  • Lampowy zasilacz i lampowy stopień wyjściowy.
  • Wbudowany przedwzmacniacz z regulacją głośności w oparciu o drabinkę rezystancji.
  • Pełny zasób analogowych i cyfrowych wejść i wyjść.
  • W tym ekskluzywne złącze 3 x BNC.
  • Transfer PCM w DSD.
  • Klasyczny napęd Philips Pro, działający szybko i bezszelestnie.
  • Bank potężnych kondensatorów.
  • Brak sprzężenia zwrotnego i buforowania.
  • Pancerna obudowa.
  • Czytelny, możliwy do przyciemnienia i wygaszenia wyświetlacz.
  • Możliwy wybór między wyjściami XLR i RCA.
  • Dwa poziomy sygnału wyjściowego.
  • Dedykowany napęd Ayon CD-T II.
  • Sławny producent.
  • Polska dystrybucja.

Wady i zastrzeżenia

  • Dużo tańszy zintegrowany odtwarzacz Ayon CD-35 Signature też jest rewelacyjny i łatwiejszy do uplasowania w torze.
  • W konkurencji biurkowej ogromna konkurencja.
  • Sparowany z dedykowanym napędem daje lepsze efekty przy kolumnach niż przy słuchawkach.
  • Wymagane podające gęsty dźwięk otoczenie.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: Nautilus

Dane techniczne Ayon Stratos :

  • Typ: przetwornik D/A z wyjściem lampowym.
  • Dynamika: > 120 dB.
  • Stosunek sygnału do szumu: > 120 dB.
  • THD: < 0,002% (1 kHz).
  • Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz (+/- 0,2 dB).
  • Częstotliwość próbkowania (automatyczna): 192 kHz/32 bity (PMC); 5,6 MHz/1 bit (DSD)
  • Sekwencja soft-start przedłużająca żywotność lamp.
  • Ultra-krótka ścieżka sygnału.
  • Zerowe sprzężenie zwrotne.
  • Prosty układ wzmacniający, poprawiający propagację sygnału.
  • Układ o niskiej impedancji wyjściowej, pozwalający wysterować dowolny wzmacniacz lampowy i tranzystorowy.
  • Brak w ścieżce sygnału elementów półprzewodnikowych.
  • Brak w ścieżce sygnału buforów wejściowych i wyjściowych.
  • Układ o wysokim prądzie pracy i niskiej impedancji, w którym lampy pracują w najlepszych dla siebie warunkach.
  • Osobne płytki wyjściowe dla lewego i prawego kanału.
  • Analogowe wejścia XLR
  • Dwa osobne niskoszumne transformatory R-Core – dla sekcji analogowej i cyfrowej
  • Lampowy mostek prostowniczy
  • Zasilacz z dławikami oraz specjalnymi, polipropylenowymi kondensatorami sprzęgającymi.
  • Innowacyjny układ zasilacza, gwarantujący zachowanie energii szybkich przebiegów.
  • Odseparowane i izolowane układy zasilające dla każdej sekcji układu.
  • Stabilizowane układy żarzenia lamp wyjściowych z układem „soft start”.
  • Filtr sieciowy AC, minimalizujący szumy i zniekształcenia z linii zasilającej.
  • Dziesięć osobnych linii stabilizujących napięcie.
  • Asynchroniczne wejście USB, PCM 24/192, DSD.
  • Złocone ścieżki płytek drukowanych.
  • Wysokiej jakości gniazda XLR szwajcarskiego Neutrika.
  • Wysokiej jakości gniazda RCA amerykańskiej firmy CMC.
  • Lampy wyjściowe: 2 x 6H30.
  • Pilot zdalnego sterowania.
  • Wymiary (WxDxH): 480 x 420 x 110 mm.
  • Waga: 17 kg.
  • Cena: 42 900 PLN
  • (Z dedykowanym napędem CD-T II 69 800 PLN)

 

System:

  • Napęd: Ayon CD-T II.
  • Przetwornik: Ayon Stratos.
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Słuchawki: Abyss Sound AB-1266 (kabel Tonalium),AKG K1000 (kabel Entreq Atlantis).
  • Kolumny: Audioform Adventure 304.
  • Interkonekty: Sulek IC, Sulek 6 x 9 RCA.
  • Kable głośnikowe: Sulek Audio 6 x 9.
  • Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Acrolink Mexcel 7N-PC9700, Illuminati Power Reference, Sulek Power.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Stopki antywibracyjne: Acoustic Revive RIQ-5010, Avatar Audio Nr1, Solid Tech Discs of Silence, Symposium Acoustics Rollerblock Seris 2+.
  • Listwy: Power Base High End, Sulek Audio.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/B.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

11 komentarzy w “Recenzja: Ayon Stratos

  1. Piotr Ryka napisał(a):

    Z innej całkiem beczki, ale to niektórych mocno interesuje: HiFiMAN Sundary przyjechały.

    1. Alucard napisał(a):

      Kiedy recenzja?

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Chyba za dwa, trzy tygodnie. Może wcześniej.

        1. Marek S. napisał(a):

          A czy szykuje się recenzja nowych Audeze LCD 2 Classic? Ciekawie się zrobiło w tym zakresie cenowym oraz odnośnie porównania z Sundarami.

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Może będzie, w tej chwili nie umiem odpowiedzieć, inne słuchawki są już pozamawiane.

          2. Paweł napisał(a):

            W nowych więcej ciepła kosztem mniejszej sceny i gorszej holografi

  2. Alucard napisał(a):

    Paweł, mówisz o Sundarach względem starych HiFimanów, czy LCD 2C względem LCD2 bez fazora?

    1. Paweł napisał(a):

      LCD do LCD

  3. Patryk napisał(a):

    A czy moze ktos powiedziec jaka roznica jest pomiedzy CLEAR a CLEAR PRO? (jak rozni sie przede wszystkim bas w porownaniu?)

  4. TomekKoszalin napisał(a):

    nic już mnie nie obchodzi w audio poszukiwanie drogich urządzeń, często dziwacznie wyposażonych i dziwnie grających, po kilku latach poszukiwań kupiłem krakowski wzmacniacz Sinus Audio el34, gram na lampach NOS el34RFT/TGL-NRD, oraz 6sn7RCA/TungSol-USA (lampy z lat ok 70 i one na prawdę dają dźwięk rytmiczniejszy i gładszy od obecnej produkcji), całość z lampami to ok 6 tys zł, gra gładko, grubo, rytmicznie (tranzystorowy Krell 300i był przy tym ospały, powolny, zbyt ‚ciemny’ a lampowiec to tylko ok 30 wat), instrumenty duże, przestrzeń ok – a jeżeli chodzi o recenzję Ayon’a – to cnie rozumiem że przestrzeń jest jakąś wartością ???, otóż redaktor chyba nie wie, że muzycy bardzo często nagrywają nawet w kilku studiach, więc po co mi ten audiofilski ‚obrazek’ ?, na dodatek prawie zawsze gdy dźwięk miał przestrzeń to jednocześnie np. fortepian szczególnie taki nagrany z bliska miał ‚podbite,’ zniekształcone wyższe rejestry, podobnie szum taśmy studyjnej był wyraźniejszy (Miles Davis Kind of Blue), dziwne że w recenzji nie pisze się o naturalności instrumentów i głosów ludzkich, wolę mój system, nie robiący ‚wrażenia,’ ale grający muzykę (ProAc D28 8ohm, Musical Fidelity M6, kable MIT-T2)

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Pardon, ale co nagrywanie w różnych studiach ma do rzeczy z faktem, że odpowiednio modelowana w odsłuchu przestrzeń robi niezwykłe wrażenie? I wcale nie jest tak, że musi ona przekreślać naturalność brzmieniową instrumentów. Natomiast zupełnie mi nie przeszkadza, że wzmacniacz Sinus Audio gra świetnie. Wręcz przeciwnie. O lampach RFT także mam dobre zdanie, chociaż nie są szczytowymi osiągnięciami lampowości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy