Recenzja: Ayon Spitfire

Ayon_Spitfire_007_HiFiPhilosophy   Odnośnie wzmacniaczy są dwie szkoły – tranzystorowa i lampowa. Obie bardzo liczne, obfitujące w przykłady i jedna na drugą bez entuzjazmu popatrujące. Bo lampy się grzeją i nierzadko padają, a w ogóle to jakiś przeżytek i jeszcze na ogół słabowity mocowo – argumentują zwolennicy tranzystorów. Tranzystory to prymitywna technologia telekomunikacyjna, niezdolna oddać całego dźwiękowego piękna i na dodatek upakowana w nudne pudła – odcinają się zwolennicy lamp. I tak sobie można argumentować, dokuczać i się droczyć, ale zamiast tego lepiej posłuchać. A tak się składa, że całkiem niedawno mieliśmy na warsztacie tranzystorową integrę Accuphase E-470 za 33 900 PLN, tak więc niegłupio byłoby skonfrontować ją z czymś analogicznym ze szkoły lampowej. Taka analogia może mieć tylko jeden wyznacznik, właśnie wyznacznik cenowy. Nie wypada bowiem stawiać na równość mocy, bo przecież wiadomo, że lampy są słabsze, tak więc analogiczną moc dają za większe pieniądze. Lecz wcale nie jest to takie proste i tak oczywiste, ponieważ wzmacniacze lampowe są z kolei bardziej sprawne (w potocznym rozumieniu), to znaczy mimo nominalnie niższych parametrów radzą sobie równie dobrze. Jakoś muzyka zwinniej przez nie przenika i łatwiej membrany porusza, a w efekcie parę razy nominalnie słabszy wzmacniacz lampowy okazuje się równie skuteczny co tranzystorowy. Tak więc wychodzi na to, że to jednak cena powinna być w pierwszym rzędzie wyznacznikiem porównań, bo inaczej będzie mniej sprawiedliwie. No i proszę uprzejmie, stoi teraz za moimi plecami i przygrywa wzmacniacz lampowy Ayon Spitfire, kosztujący zbliżone 36 900 PLN.

Pieniądze podobne, a wygląd całkiem różny, tyle że waga też duża. Bo firma Ayon Audio nie chowa w swych wzmacniaczach lamp za pudłami kratownic, a poza tym często sięga po duże triody, których nie ma w lampowym świecie zwyczaju za czymś skrywać, choć sporadycznie trafiają się i takie przypadki. Jednak nie u Ayona, którego jako firmy przedstawiać nie muszę, ponieważ parę razy już o nim było. Wspomnę więc tylko, że jest austriacki i wszystko robi na lampach, gdyż to pod wezwaniem powrotu do techniki lampowej powstał. Wezwaniem samych proszących o to klientów, tak więc to żaden kaprys albo chęć czegoś narzucania, tylko autentyczna potrzeba rynku.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Ayon Spitfire

  1. ductus pisze:

    Piotrze, bardzo chętnie czytam Twoje recenzje. Wiele metafor, poezji, a przy tym całkiem realistyczne, znakomite obserwacje – określając dźwięk. Jakże trudno jest opisać, co się słyszy, jakże dobrze i łatwo trafiasz w punkt robiąc to. Akurat tu o Ayonie powiedziałeś coś, co i ja tak czuję, słuchając mojego Crossfire III na tej samej lampie AA62B. Szkopda, że to nie zgrało się z wysłaniem LST HBZ, bo wydaje mi się, miałbyś co posłuchać czy z 009, czy też z lambdą signature. Ale co się odwlecze, to…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na dniach mają przyjechać monobloki Ayona, tak więc byłaby szczególna okazja. Może dasz radę? A gdyby nie, to Ayona mam zawsze pod ręką.

      1. ductus pisze:

        To obecnie kłopot, bo nie mam na razie swojego HBZ. Na zasadzie – szewc bez butów chodzi. Ale plany są.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy