Recenzja: Ayon CD-35 HF Edition

Zmiany, zmiany, zmiany

Ayon CD-35 HF Edition.

   Tośmy już poczernili to i owo, a inne rzeczy pobielili – i teraz myk do wnętrza. Zacznijmy od samej góry, od ładowanego wierzchem napędu. Ten uległ modyfikacji, aczkolwiek się nie chwalą, co mianowicie zmieniono. Widać jedynie kolejne poczernienie, bowiem nie tylko sczerniał uchwyt pokrywy, ale też łoże płyty. Srebrzyste wcześniej aluminiowym połyskiem jest w nowej wersji topowej matowo czarne, sugerując inną odmianę klasycznego napędu Philips Pro, być może najnowszą i najbardziej zaawansowaną 2LF. Cyferki i literki mniej są istotne, ważne natomiast to, że napęd stał się cichy. Zachowuje się teraz bardzo dyskretnie i nikomu już nie będzie uprzykrzał życia poświstem wirującej płyty. Słychać go wprawdzie troszeczkę, ale naprawdę jedynie z bliska i jako niższy, nie wadzący nikomu cichy turkot. Pyszna sprawa i odetchnąłem z ulgą, bo ten wcześniejszy mógłby być cichszy.

Kolejna ważna modyfikacja dotyczy kości przetwornika. Wciąż są to najlepsze dostępne na rynku Asahi Kasei AKM AK4490, ale teraz w ekskluzywnej, selekcjonowanej wersji EQ. Wbudowane na dodatek w nowo opracowany elektroniczny obwód, którego możliwość dopuszczenia do sprzedaży zatwierdziło samo Asahi Kasei, zastrzegające sobie kontrolę układów używających wersji EQ. Cały obwód przetwarzający cyfrowy zaczyn w analogowy sygnał jest teraz bardziej rozbudowany i brzmieniowo dopracowany, co ma skutkować ciemniejszym, bardziej gęstym i przede wszystkim bardziej analogowym dźwiękiem.

Sięgnięto też po lepsze i dużo niestety też droższe oporniki tantalowe w ilości łącznej kilkudziesięciu (po dwadzieścia euro przy większych partiach zakupu), implementując je w nowym, także bardziej rozbudowanym, lampowym obwodzie zasilania. Ilość lamp też przyrosła i pracę ich wspomagają teraz jeszcze potężniejsze kondensatory.

Poprawiono również sekcję zasilania, i to poprzez kompletną jego przebudowę, tak aby lepiej pasowała do nowej sekcji przetwornika i rozwiniętej lampowej wyjścia.

Bardziej czarny niż Signature.

Ostatnia zmiana, choć niby drobna, też może dawać poprawę. Porty RCA wymieniono na najnowsze, oferowane dopiero od niedawna wtyki WBT NextGen.

Ogólnie więc bez mała nowy odtwarzacz, od laserowego napędu i zasilania poczynając, aż po stopień wyjściowy i osadzenie całości na nóżkach. Co osiągnięto nie tylko dużym nakładem inżynierskim, ale też podwajając budżet. Wersję CD-35 Signature budowano w oparciu o założenie nie przeskoczenia granicy dziesięciu tysięcy euro, a wersję High Fidelity dwudziestu. Tyle też ona finalnie kosztuje i dla łakomych posmakowania jej brzmieniowej urody będzie to konieczny wydatek. Mało to nie jest, lecz na osłodę wieść, że odtwarzacz stanowić ma bezpośrednią konkurencję dla  maszyn dwa i więcej razy droższych, czyli konstrukcji szczytowych wiodących producentów – dCS, MBL, Accuphase czy MSB. W praktyczniejszym na dodatek układzie jednopudełkowym i przy odczycie formatu SACD za pośrednictwem najbardziej uznanego w historii napędu top-load Philipsa. Z mnogimi na rzecz poprawy brzmienia lampami i rozbudowaną bardziej niż u większości najlepszych nawet konkurentów sekcją analogu, że tylko stawać w szranki i się mierzyć.

Cała reszta przeszła do nowej referencji ze starej, w tym dwa potężne transformatory R-Core, potężny dławik redukcji zakłóceń, nadzorujący pracę lamp, dziesięć stabilizatorów napięcia rozsianych po obwodach, markowe kondensatory olejowe Mundorf Silver/Gold, montaż modułowy na kilkunastu łącznie płytkach, w wielu miejscach piętrowy, obligatoryjny upsampling do 768 kHz/32-bit, możliwość przełączania próbkowania pomiędzy 128 a 256 próbek. Nie uległ też zmianie garnitur portów wejścia i wyjścia, z wejściami cyfrowymi SPDIF, USB, I2S, BNC, AES/EBU i 3 x BNC oraz analogowymi 2 x RCA i 1 x XLR (wbudowany przedwzmacniacz), kierującymi sygnał na wyjściowe 1 x RCA i 1 x XLR. Wciąż także mamy trzy skobelkowe regulacje: Gain w ustawieniach High (5,0V) i Low (2,5V), włączony lub dezaktywowany obwód analogowej regulacji głośności (0 do -40 dB) oraz trzy ustawy dla gniazd wyjściowych: XLR-only, RCA-only i oba jednocześnie (z zastrzeżeniem niższej jakości dźwięku). Maszyna waży po modyfikacjach równe 17 kg, czyli prawie nic nie przytyła, za to w portfelu poczyni spustoszenia aż dwa razy większe. Pytanie, czy w zamian zaoferuje dźwięk też dwa razy lepszy – i teraz właśnie o tym.

I też z czerwonym okiem wyświetlacza.

Lecz zanim, jeszcze o kwestii limitu. Odtwarzacz miał początkowo powstać w limitowanej ilości pięćdziesięciu sztuk, jednak z uwagi na presję rynku i skalę zainteresowania odstąpiono od tego. Limitu zatem nie ma i można wciąż zamawiać (tych początkowych pięćdziesiąt rozeszło się od razu), tyle że nie czeka na półce; trzeba odstać ładnych parę tygodni w kolejce, aż nam pod zamówienie zrobią.

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

9 komentarzy w “Recenzja: Ayon CD-35 HF Edition

  1. Miltoniusz napisał(a):

    Właśnie męczę się z brzmieniem nowych kabli zasilających i aż miło poczytać, że komuś coś dobrze gra. Ciekawa jak zwykle recenzja.
    Wątpliwość naszła mnie taka, że skoro ten odtwarzacz tak bardzo zyskuje dzięki stopkom, to czy po przełożeniu ich do Pana odtwarzacza CD sytuacja mocno się nie zmieni i czy przypadkiem bohaterem nie zostaną stopki zamiast Ayona? Drugie pytanie: czy sekcja DAC jest dużo gorsza?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Trudno ocenić samą sekcję DAC, lecz nie ulega wątpliwości, że odczytowi DSD służy fantastycznie. Co do stopek, to niewątpliwie są jednym z bohaterów. Trzeba będzie spróbować pozyskać je do recenzji.

  2. fon napisał(a):

    Stopki pod CD to niedoceniony element ,miałem pożyczone różne rodzaje i byłem mocno pod wrażeniem jak to zmienia brzmienie ,dobre niestety kosztują ,a każde wnoszą coś innego , ilość kombinacji nieskończona ,można wpaść w nerwicę polecam zabawę na nudny czas 😁

  3. fon napisał(a):

    Kiedy można liczyć na testy transportów CD ,tyle daców już było a firmy np CEC mają nowości w ofercie i fajnie by coś było na ten temat poczytać

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Test transportu Ayona niedawno też był. Ale co racja, to racja – asortyment trzeba poszerzyć.

  4. Tomasz napisał(a):

    Panie Piotrze, skąd pomysł, że napęd w tym odtwarzaczu to Philips, oraz że PRO 2 może być zdolne do odczytu dysków SACD?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To są napędy Philipsa modyfikowane przez samego Ayona.

      1. Tomasz napisał(a):

        Myślałem, że coś Pan może doczyta, przemyśli, skonsultuje, wybrnie jakoś z tej błędnej informacji powyżej oraz w teście CD-35 Signature, ale skoro idzie Pan w zaparte to napiszę już wprost: 1. W przeciwieństwie do CD-T, czy też CD-5s, zastosowano tutaj transport Stream Unlimited, która to firma ma z Philipsem tylko tyle wspólnego, że jej inżynierowie kiedyś tam pracowali. 2. Żaden Philips PRO-2 nie odczyta warstwy SACD, choćby zmodyfikował go David Copperfield. Powyższe nie zmienia faktu, że uważam CD-35 HF Edition za jeden z najlepszych brzmieniowo odtwarzaczy srebrnych krążków na świecie, pomimo zastosowania taniego, głośnego i zawodnego napędu.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Rozmawiałem z Gerardem Hirtem i mówił mi, że używa napędów Philipsa i ma ich wielki zapas. Faktycznie nie konsultowałem się w sprawie CD-35, ponieważ nigdzie w opisie tego odtwarzacza nie ma wzmianki o innym napędzie. Rozumiem, że czuje Pan teraz satysfakcję z przyłapania recenzenta na nieścisłości, ale może szlachetniej byłoby od razu napisać jaki to napęd? Tak mi się przynajmniej wydaje. Pozostaje do wyjaśnienia kwestia innych napędów w wersji HF Edition i zwykłej, ponieważ są niewątpliwie jakoś różne. Co do głośności, to ten z HF Edition jest dobrze wyciszony i nie nastręcza kłopotów. Pozdrowienia dla Dawida.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy