Recenzja: Audiobyte Black Dragon

Audiobyte_Black_Dragon_002_HiFi Philosophy   Audiobyte Black Dragon to rumuński przedwzmacniacz, przetwornik i słuchawkowy wzmacniacz. A Rumunia źle się kojarzy, całkiem zresztą niesłusznie. Sami zżymamy się na stereotyp Polaka alkoholika-warchoła, chętnie lansowany w niektórych krajach, a jednocześnie uważamy się za coś lepszego od Rumunów czy Bułgarów. Tymczasem i tam żyją biali ludzie, mający swój wkład w rozwój cywilizacji. Bukareszt nazywano kiedyś drugim Paryżem, dopóki komunistyczny satrapa Ceaușescu połowy jego centrum nie zburzył pod swój satrapii pałac, równie zdobiący rumuńską stolicę co stalinowski Pałac Kultury polską. Rumunem był nie tylko Wlad Dracul, skutecznie opierający się Imperium Osmańskiemu hospodar wołoski, ale także jeden z największych w dziejach pianistów – Dinu Lipatti – a rumuńska reprezentacja piłkarska ma na koncie w ostatnich dekadach dużo większe osiągnięcia od naszej. Gdyby zaś komuś to nie wystarczało, to przypomnę, że Rumunem był także jeden z największych dramaturgów XX-wiecznych – Eugène Ionesco.

Obok bycia rumuńskim jest też nasz Audiobyte Black Dragonem, a Czarny Smok bardzo działa na wyobraźnię, toteż wiele rzeczy tak się nazywa. Nazywają się tak różne akcesoria komputerowe, nazywa groźna chińska Triada i nazywa kabel słuchawkowy produkowany przez firmę Moon Audio. Stale się te czarne smoki gdzieś przewijają, a ten tu teraz jest przetwornikiem.

Samo Audiobyte, poza tym że rumuńskie, jest firmą stosunkowo młodą, zaledwie kilkuletnią, ale z ambicjami i nie bez osiągnięć. Rozlokowało się w Suczawie, dawnej stolicy Mołdawii, mieście historycznym i stutysięcznym, a ma na koncie już kilka urządzeń, o których powiada, że nie są w stylu „me too”, czyli tak zwanym klonem, ale rozwiązaniami w pełni autorskimi. Właściciel i główny w jednej osobie konstruktor – Nucu Jitariu – jest nie tylko szefem Audiobyte, ale także specjalizującego się w droższych rozwiązaniach Rockna Audio, a obie te firmy proponują łącznie szeroki asortyment, obejmujący przetworniki, interfejsy, przedwzmacniacze, końcówki mocy, a nawet kable cyfrowe ze specjalnymi modułami dla redukcji jittera.

Spośród tej oferty nasz tytułowy Black Dragon jest produktem ogniskującym największe oczekiwania, no bo wiadomo – przetwornik, panie tego, to teraz moda jest na coś takie… Audiobyte doskonale zdaje sobie z tej mody sprawę, pisząc, że jest zwornikiem pomiędzy komputerowym a high-endowym audio, mającym zapełnić swymi produktami tę lukę. A zatem PC i high-end w jednym stali domu, a dom ten zwie się Audiobyte i pochodzi z malowniczej Rumunii, gdzie krew tryska z szyj białych dziewic kąsanych przez wampiry, a muzyka wytryskuje z Czarnych Smoków.

Budowa

Audiobyte_Black_Dragon_009_HiFi Philosophy

Czarna owca? A skąd – smok! Audiobyte Black Dragon.

   Urządzenie jest dość obszerne, chociaż nie aż formatu tradycyjnego klocka. Obudowę ma wyciągniętą w głąb, szerokość umiarkowaną, a wysokość dość pokaźną. W efekcie większe jest nieco od opisywanego niedawno Aurendera, ale zarazem sporo lżejsze. Ścianki ma wprawdzie też z aluminium – jak przystało na Czarnego Smoka czarne – ale we wnętrzu tylko jedną dużą płytę montażu powierzchniowego, bardzo schludnie wyglądającą, i dwa niewielkie trafa wspierane przez jedenaście stabilizatorów o łącznej pojemności filtrującej 50.000 uF, co razem okazuje się ważyć niewiele ponad cztery kilogramy.

Na płycie są cztery układy scalone, z których większy to Spartan-6 FPGA od Xilinxa, a drugi to jakiś Atmel; wspólnie z dwiema kostkami (po jednej na kanał) AK4396 od Asahi Kasei Microdevices realizujące projekt autorskiego DAC-ka o częstotliwości wejściowej 500 MHz, wspieranego przez zegar o dokładności 300 femtosekund. Urządzenie posiada własnego pomysłu filtr do czyszczenia sygnału, który można aktywować bądź wyłączyć, przekonując się na własne uszy, że naprawdę działa, a sygnał wejściowy akceptuje do poziomu 384 kHz/24-bit, jak również w standardzie DSD 64/128, czyli pojedynczym i podwojonym SACD. Wzmacniacz słuchawkowy temu wszystkiemu wewnątrz podłączony pracuje w czystej klasie A bez sprzężenia zwrotnego, podobnie jak przedwzmacniacz operując sygnałem w pełni zbalansowanym, co o tyle jest dziwne, że brak jednocześnie symetrycznego gniazda dla słuchawek, które w tej sytuacji samo o siebie się prosi. A ponieważ go brak, to jak chodzi o symetryczność i słuchawki, pozostaje posłużyć się zewnętrznym symetrycznym wzmacniaczem.

Audiobyte_Black_Dragon_010_HiFi Philosophy

Obudowa jest bardzo solidna. Może to nie Burson Conductor, ale i tak jest bardzo dobrze.

Tak jak u Aurendera trafa nie są izolowane, i tak jak u niego na panelu przednim króluje duży, prostokątny wyświetlacz. Podświetla się na czerwono wielkimi pikselami, informując w zależności od używanej regulacji o jej nastawach. Do regulacji tej służą trzy chromowane przyciski, a czwarty, większy, jest włącznikiem głównym. Poza tym na panelu przednim jest tylko pojedyncze gniazdo duży jack oraz okienko dla pilota. Bo jest i pilot, a jakże, spory nawet i w funkcje obfity, z poziomu którego wszystko obsłużyć możemy i jednocześnie tylko za jego pomocą można regulować głośność. Można także pilotem wygasić wyświetlacz, co da ulgę oczom.

Na panelu tylnym znajdziemy po parze wyjść XLR i RCA, a za porty wejścia służą gniazda USB, S/PDIF, AES/EBU, DSD i optyczne. Na wierzchniej pokrywie jest z tyłu trochę szczelin wentylacyjnych, a aluminiowa obudowa rozgrzewa się podczas pracy raczej średnio, nie powodując konieczności lokowania Black Dragona w przestrzeni całkowicie otwartej.

Pozostaje jeszcze kwestia oprogramowania, która bardzo jest ważna. Oprogramowanie to wgrywamy przez port USB ze strony producenta, a pobranie nowszego niż dostarczone wraz z urządzeniem okazało się bardzo pomocne, uwalniając od dość często pojawiających się podczas regulacji zwisów.

Audiobyte_Black_Dragon_011_HiFi Philosophy

Za to co do zaplecza złączy nie można mieć żadnych zastrzeżeń.

Od strony estetycznej Czarny Smok prezentuje się bez zarzutu, zwracając przede wszystkim uwagę elegancką, aluminiową obudową i starannością wykonania. Nie przepadam wprawdzie za czerwonymi wyświetlaczami, ale przyjmuję do wiadomości, że stają się normą, a czerwono łypiący czarny smok to w sumie niezły komplet.

Odsłuch

Audiobyte_Black_Dragon_012_HiFi Philosophy

Wnętrze naszego smoka wypełnione jest naprawdę solidnymi komponentami. Siarki czy też audiofilskiego powietrza nie stwierdzono.

   Urządzenie przyjechało opatrzone kluczowym znakiem zapytania. – Brać, czy nie brać? – pytał przyszły dystrybutor, zdając się w tej kwestii na moją opinię. Dumny z siebie, że tak mnie cenią, podpiąłem Black Dragona do komputera, wetknąłem mu AKG K712 (bo jak je zeżre, wampir jeden, to strata będzie niewielka) i – o cholera! – gra to, że niech mnie smoki porąbią! No może nie aż tak jak sam Dinu Lipatti, ale uderzająco jakością. A zatem łap za telefon i dzwonię żeby brać. No bo faktycznie – okazja.

Tak, jasne, oczywiście – wzmacniaczy słuchawkowych z DAC-kami i przedwzmacniaczami jest teraz na pęczki i dnia każdego pączkują następne, ale jak za sześć tysięcy to jednak niezgorzej zagrało, a w następnych dniach przekonałem się, że przede wszystkim jest to popisowy DAC.

 

Jako przetwornik ze słuchawkami

Zwykle zaczynam opisy od słuchawek i słuchawkowych wzmacniaczy, i tym razem też tak będzie, ale w mierze opisywania DAC-ka a nie słuchawkowego wzmacniacza. Wpiąłem Black Dragona do PC-ta kablem USB od Tellurium i do wyjść niesymetrycznych podpiąłem mu Acrolinkiem lampowego Lebena. Tak na próbę, żeby jego funkcję przetwornika w doborowym towarzystwie przetestować. Do testu użyłem trzech par słuchawek z wysokiego pułapu, to znaczy Audeze LCD-3, Pandor Hope VI i Fostex-ów TH-900, pędząc je plikami różnych formatów i różnej jakości.

Audiobyte_Black_Dragon_004_HiFi Philosophy

Czas, aby black Dragon pokazał, jak zieje ogniem!

Tak, owszem, całkowicie się zgadzam –  pisanie o tym, iż coś dobrze zagrało, staje się nudne i sztampowe. Na rynku recenzenckim niby aż roi się od rebeliantów, wywrotowców i partyzantów, a każdy z nich gotów jest podawać się za buntownika – wszakże jak co do czego przychodzi, to żadna awantura ani tym bardziej rebelia z tego nie wynika, tylko wszystko sznureczkiem, jak za panią matką, ku znakomitości brzmieniowej zmierza. Wszystko gra cacy i wszystko jest dobre. Jak nie tak, to inaczej. Jak nie tędy, to owędy. Nie zawsze niestety w prawdziwym życiu tak bywa, ale że nic przyjemnego kiedy tak bywa to nie jest, to i pisać o tym się nie chce, bo z tego same płyną przykrości. Zdarzają się jednak urządzenia naprawdę zaskakująco dobre, a nie tylko dobre bo tak wypada, gdyż dystrybutor to nasz dobry znajomy i po co w ogóle wchodzić w jakiekolwiek utarczki?  A dystrybutorzy to narodek nerwowy, o dobro oferowanych przez siebie dóbr bardzo dbający. I nie ma się czemu dziwić, bo wszak jest to linia transmisyjna do ich własnego dobra. Ostatnio się jeden taki nawet na mnie obraził i do laryngologa zaczął odsyłać, za co mu odpowiednio podziękowałem. Tym razem jednak żadnej awantury ani rebelii nie będzie, bo Audiobyte Black Dragon jest przetwornikiem co się zowie. A gra przy tym normalnie, to znaczy niczym nie zaskakuje poza samą jakością. Nie ma żadnych narowów, nic specjalnego mu nie trzeba podstawiać i nie ma grymaszenia w stylu „z tym tak, a z tamtym nie chcę”. Audiobyte jak smok prawdziwy wszystko łyka i niczym się ani trochę nie krztusi. A że w dzisiejszych czasach w grodzie Kraka goszczonych tam smoków nie częstują już baranami faszerowanymi siarką, ponieważ barany do czego innego tam służą, tak i ja przyjaźnie goszczonemu Czarnemu Smokowi co się godzi podpinałem.

Audiobyte_Black_Dragon_005_HiFi Philosophy

I proszę, taki niepozorny, a włada ogniem piekielnym!

Podpięte Audeze LCD-3 zagrały po swojemu, albowiem swojskość swą jęły łaskawie skutkiem kilkusetgodzinnego wygrzewania nareszcie przejawiać, a swojskość ta obejmuje, jak wiadomo, granie cieplejsze od przeciętnego, bardzo zmysłowe, chropawe, bliskie i esencjalne. Sączyła się przeto ich muzyczna esencja esencjalną strugą, prosto do ucha, lubieżnie. Nie tylko są one wszakże zmysłowe i lubieżne, ale jeszcze potężne. Kiedy się zastanowić, to w odniesieniu do tworów biologicznych takie zestawienie byłoby mało sensowne, przypominając, nomen omen, smoczycę z bajki o Shreku. (Zatrzęsienie tych smoków się jakieś zaczyna robić.) Ale w odniesieniu do słuchawek jest prima. Kapitalnie to w tych Audeze się łączy, a w każdym razie sam bardzo to zestawienie lubię. Jest blisko, intymnie – ciepło i słodko, gruchają ci prosto do ucha – a tu naraz jak nie gruchnie naprawdę, jak nie łupnie, jak nie wyskoczy bas wielkości wieloryba (by nie powiedzieć znowu, że smoka), aż ciary po grzbiecie latają. Zejście ekstremalne wraz z gęstością i masywnością przeplatają się tutaj z ciepłem i słodyczą, tworząc jedyny taki klimat na całym obszarze słuchawkowego grania. I to wszystko przetwornik Audiobyte podsunął Lebenowi, a ten napędził słuchawki tak właśnie jak się je napędzać powinno, by wszystko to się splotło i nas bez reszty wchłonęło. Aż szkoda mi było czyniąc porównania te Audeze z głowy ściągać, ale czasu na długie rozkoszowanie muzyką  nie było, bo Black Dragon na Audio Show koniecznie chciał się pokazać, a więc czas naglił.

Odsłuch cd.

Audiobyte_Black_Dragon_006_HiFi Philosophy

Jako DAC i wzmacniacz słuchawkowy Czarny Smok radzi sobie poprostu wyśmienicie.

   Sięgnąłem po Fostexy. Te też bardzo lubię, a grają pod wieloma względami inaczej i tylko bas mają równie potężny, potrafiący ukazać się w całej krasie. Są też, a w każdym razie czasami bywają, minimalnie cieplejsze niż naga neutralność, ale tak bardzo nieznacznie, o wiele mniej niż Audeze. Pierwszy plan mają dalszy, więcej pogłosu, a brzmienie gładkie, krystalicznie czyste i z mistrzowską obróbką krawędzi. Do tego są szybkie, dynamiczne i w szczegóły tak głęboko wchodzące, że tylko założysz i już wiesz, że jesteś w krainie high-endu. Podobnie jak Audeze i każde w ogóle najwyższego sortu słuchawki, potrafią te Fostexy nadawać ludzkim głosom cech indywidualnych, ale Audeze czynią to z bardzo bliska i bardziej upiększająco, a Fostexy w perspektywie i bardziej obiektywnie. Ale zarazem bez żadnego dystansu – co to, to nie – tylko w bezpośrednim związku z muzyką na ich obszernym muzycznym planie. Dokładają do tego wyraźny światłocień, powodujący tło ciemne, podczas gdy same dźwięki nie są ani trochę przyciemnione, co buduje atmosferę mniej słoneczną i przyjazną niż u Audeze, a bardziej obiektywną; bardziej taką nie jak w domu, tylko na prawdziwym koncercie. No i znów to wszystko się pokazało, i znów słuchało się tak, że szkoda było słuchawki ściągać, a przy tym popatrywałem z ukosa na stojący z boku przetwornik, łypiący na mnie czerwonym okiem. Ty, Black Dragon, to żeś się mamie i tacie udał niezgorzej – pomyślałem. Zasuwasz jak takie co dwa i więcej razy kosztują. I z lampą się dogadujesz, i to jeszcze taką wybredną, bo Leben byle czego jak chodzi o sygnał  do ręki nie weźmie, a słuchawkom strzelać fochy także nieźle potrafi. Nie Audeze wprawdzie, bo one wyjątkowo do niego pasują, ale że Fostexy tym razem kupił, to już się Czarnemu Smokowi w poczet dużych zasług zapisuje.

Na koniec słuchawkowej przygody sięgnąłem po Pandory, które do Lebena pasować winny najmniej. Nie żeby one z nim wcale – w żadnym wypadku – ale nie jest to wzmacniacz lampowy w typowym lampowym stylu, tylko raczej taki super tranzystor z lampową akceleracją. Szybki, prawdziwy, dynamiczny, na bazie bardzo szeroko rozciągniętego pasma. No i właśnie to pasmo Pandory też mają takie, bo dwoma przetwornikami je obsługują, a już zwłaszcza soprany, z którymi jadą i jadą – i końca tej jazdy wiodącej ku górze nie widać. No, Czarny Smoku – pomyślałem sobie – zaraz się tutaj okaże, jak ty sopranową rozgrywkę rozgrywać potrafisz. Poślizgniesz się i stłuczesz szklankę, co mnóstwem igieł nas skłuje, czy sobie na śliskim sopranowym terenie poradzisz.

No jasne, że żadna niespodzianka się tu nie pokazała, skoro już napisałem, że przetwornik jest pierwsza klasa. Ani trochę się nie poślizgnął. Poszybowały te Pandory w górę strzeliście a misternie, kłopotów żadnych na słuchającego nie ściągając. A że bas przy tym nie gorzej niż u poprzedników grzmocił, choć samo brzmienie lżejsze i lotniejsze było, to i satysfakcja z tego popłynęła niemała, wspierana dodatkowo świetnym ukazaniem akustyki i wyjątkowo dużą jak na słuchawki zamknięte sceną. Tonacja przy tym wyższa była trochę niż u tamtych i z innym – też wyższym akustycznym finiszem – ale tło podobnie jak u Fostexów ciemne, ze światłocieniem i połyskliwym na tym tle świetlistym, bogatym w powietrze graniem. Najświeższym, najbardziej delikatnym, najbardziej akustycznym i najbardziej kontrastowym, rzucającym mocne akcenty na masywny bas, misterną średnicę i eksplodujące soprany. No i znowu można było tego słuchać i słuchać, i znowu nie było na to czasu.

Odsłuch cd.

Jako przetwornik z głośnikami

Audiobyte_Black_Dragon_001_HiFi Philosophy

Porzucamy słuchawkowe klimaty i przechodzimy do zabawy z głośnikami.

Skoro ze słuchawkami w roli DAC-ka tak znakomicie rzecz poszła, pozostawało przebadać sprawę z kolumnami. Znów zrobiłem z własnego Cairna sam napęd, wpinając mu kablem optycznym przetwornik Audiobyte – właśnie optycznym, uważacie, a nie ma ten Audiobyte specjalnego optycznego gniazda, jak wielokrotnie droższy przetwornik Meitnera, tylko takie normalne. W przypadku transferu po USB pisze producent Czarnego Smoka, że transfer asynchroniczny ma on na stanie i jakieś dodatkowe ulepszenia, ale na wejściu optycznym już tylko własne umiejętności i bardzo wysokiej dokładności zegar mogły pomóc. Pomógł także sam tor, bo zarówno Twin-Head jak i Croft bardzo dużo potrafią, a nie mniej potrafią też wybitne głośniki i bardzo specjalne bass-refleksy w kolumnach Spendora.

Zagrało znów popisowo, zwłaszcza na tle słuchanego dopiero co Meitnera, wyznaczającego bardzo wysoki pułap odniesień. Od razu zaznaczyły się też względem niego różnice, bo kanadyjski przetwornik operował brzmieniem świeższym, bardziej spontanicznym i akustycznie wzbudzonym, natomiast rumuński konkurent (Napisałem „rumuński”? Naprawdę rumuński grał?) oferował brzmienie bardziej „normalne”, to znaczy znów niczym się nie wyróżniające poza samą jakością. Jednocześnie nic nie zwracało uwagi i zwracało ją wszystko. Bo wszystko było wyważone, precyzyjne, popisowe, takie jak trzeba. Nie było wprawdzie aż takiej przejrzystości jak z Meitnerem, ale po co ja w ogóle zacząłem te odniesienia? Meitner jest zjawiskowo przejrzysty i zjawiskowo jest „crisp”, jak to mawiają osobnicy anglojęzyczni, a także ma ponadnormatywną akustykę i wyjątkowo mocne, ale zupełnie pozbawione jaskrawości światło. Całkiem jak wiosenne słońce. A Audiobyte grał tą swoją nienormalną na każdym obszarze normalnością. Normalnością podrasowaną do poziomu high-endu. Bo nie zawaham się, ani mi ręka nie zadrży: to jest high-endowy przetwornik. I to nie taki na gapę, co w korytarzu się tłoczy i chowa przed konduktorem, tylko wygodnie siedzący w high-endowym przedziale. Nie takim pierwszej klasy, gdzie siedzą najbogatsi, ale na miejscu siedzącym.

Audiobyte_Black_Dragon_007_HiFi Philosophy

I na tym polu pełne zwycięstwo!

Ale wszystko to furda, całe to porównywanie, podziały i przedziały. Po prostu grał popisowo. Soprany rozwiewały się w przestrzeni, niesione muzycznym wiatrem, bez żadnych ukłuć czy spiaszczania, wokale popisywały wysoką indywidualnością i elegancją tembru, a bas, jak zawsze u Spendorów, dawał popisy różnorodności i perfekcyjnie rozdawał przydziały mocy poszczególnym brzmieniom, tak by nic się nie przedobrzyło i nic nie było zbyt słabe. Każdy aspekt techniczny był na solidną piątkę, a całościowe brzmienie normalne i przyjazne, choć w stylu obiektywizującym a nie indywidualizującym. Żadnych popisów w sensie ekscentryczności, czy rozbudowanego indywidualizmu, ani też czegokolwiek do poprawiania, uzupełniania, wyciągania z kąta. Wszystkie atuty leżały na muzycznym stole, tak po prostu, od ręki. A największym z nich była jak dla mnie żywa przestrzeń, bo ona się właśnie wyraźnie rysowała i jak zawsze gdy tak się dzieje, muzyka weszła na magiczną orbitę. Grało to jeszcze lepiej niż z którymikolwiek słuchawkami, co już w poprzedniej recenzji Aurendera zauważyłem, bo głośniki Spendora potrafią więcej niż nawet tak dobre jak te tutaj słuchawki.

Kilka dni potem Audiobyte Black Dragon popisywał się przed większą publicznością na Audio Show i kto był w pokoju Premium Soundu, mógł się na własne uszy przekonać jak wiele potrafi, bo i tam pracował jako przetwornik, tyle że z głośnikami AudioSolutions Rhapsody 80, które moim zdaniem grały zjawiskowo i w stylu natychmiast do pokochania. Pełnym, bogatym, radosnym, świetlistym, super szczegółowym.

 

Jako słuchawkowy wzmacniacz

Audiobyte_Black_Dragon_008_HiFi Philosophy

Bez głośnej marki, bez wielkiego marketingowego szumu, bez ceny z kosmosu. Da się? Da się!

Na koniec zostało sprawdzić jak gra ta jego słuchawkowa dziurka – i tu ułatwiłem sobie zadanie w sensie odniesień, podpinając Black Dragonowi wzmacniacz słuchawkowy Trilogy 933 i zamiennie słuchając raz z jego wyjścia, a raz z tego w recenzowanym dziele Audiobyte. Pouczające to było, ale nie chcę sforować się z opisami przed recenzję samego Trylogy, który zagrał na pewno lepiej i przede wszystkim stylowo, tak z własną wysokiej klasy manierą i wizją brzmieniowego stylu, ale niezależnie od tego wyjście słuchawkowe w samym Audiobyte okazało się bardzo satysfakcjonujące. Dźwięk miało wprawdzie zwyczajniejszy, mniej wyszukanie przyrządzony, a także mniej pełny i trochę mniej muzykalny, ale pamiętajmy co do czego porównujemy. Trilogy 933 to wzmacniacz słuchawkowy (i tylko on, bez żadnych funkcyjnych dodatków) za kilkanaście tysięcy, od najwyższej klasy producenta, a Audiobyte Black Dragon to trzy w jednym za połowę tej ceny. A jednak różnica była niewielka, chociaż wyższa elegancja brzmieniowa angielskiego arystokraty nie budziła wątpliwości. Tym niemniej już z samego Black Dragona słuchało się znakomicie, bo dźwięk miał on dynamiczny, bardzo szczegółowy, pełen energii, a zarazem niemęczący. Taki typowy dla sytuacji, kiedy wpinamy słuchawki i natychmiast jest jasne, że gra to świetnie we wszystkich aspektach, a jednocześnie nie mamy do czynienia z urządzeniem narzucającym własną stylizację, robiącym dźwięk według jakiegoś rozbudowanego przepisu, narzucającym pewną koncepcję. Żadnej dokomponowanej magii, dorabianej powłóczystości, ekstra aksamitu czy jedwabiu, tylko tak prosto z mostu, dynamicznie, wartko, z kopyta. Posobnie jak gra Schiit Lyr, albo Questyle, czy Musical Fidelity. Normalnie w znaczeniu świetnej normy.

Podsumowanie

Audiobyte_Black_Dragon_002_HiFi Philosophy   Audiobyte Black Dragon to kolejne wysokiej jakości urządzenie spośród całej ich armii atakującej rynek. Znakomite jako DAC, podobnie dobre jako przedwzmacniacz, i też całkiem udane jako słuchawkowy wzmacniacz. Ani trochę nie ustępujące takiemu Bursonowi Conductorowi czy NuForce DAC9. Jako przetwornik chyba nawet lepsze. W dodatku nie faworyzujące żadnych słuchawek i równie dobrze wykonane. Nie tak pancerne jak Burson, ale też całe z aluminium i jeszcze w dodatku z torem symetrycznym, a także z lepszym zegarem. Czysta klasa A i sprawdzone układy scalone wraz z własnymi patentami konstruktora tworzą bardzo funkcjonalną i niezawodną brzmieniowo całość. Zarówno u mnie z głośnikami Spendora, jak i na Audio Show z tymi od AudioSolutions, dało to popis wysokiej jakości brzmienia, a przy tym nieco inny pod względem stylu, bo Spendory są bardziej wyszukane, misterne i majestatyczne zarazem, a Audio Solution takie od serca i do serca. Z zamkniętymi oczami słuchając tych obu systemów każdy domyślałby się przetwornika bardzo wysokiej jakości, a zgadywanie ceny liczonej w grubych dziesiątkach tysięcy wcale nie byłoby przesadą. To właśnie był taki poziom, powyżej którego zostają już same niuanse i niewielkie retusze. Ciut może ostrzejszy obraz dzięki jeszcze dokładniej taktującemu zegarowi, większa ewentualnie holografia, bardziej intymny przekaz, bardziej niezwykłe światło, bardziej czuły dotyk. Natomiast samo jądro brzmienia, ten jego podstawowy wymiar, ma już Audiobyte Black Dragon uformowany na poziomie high-endowym, a fakt, że często rzucam teraz to określenie niczego nie zmienia. Po prostu podnosi się poziom ogólny, a znośnie kosztujące urządzenia zaczynają całymi stadami oferować świetne brzmienie, co tylko nas, konsumentów, powinno cieszyć. Naprawdę niełatwo wybić się teraz ponad poziom standardu narzucanego przez Audiolaba, Schiita czy NuForce. Dobrych przetworników jest masa, a jednak to naszego Czarnego Smoka nie powinno wprawiać w zakłopotanie, ponieważ on się ponad taki dobry standard wybija, toteż kto szuka tego typu urządzenia, powinien go koniecznie posłuchać, bo o jakąś lepszą propozycję może być trudno.

 

W punktach:

Zalety

  • Znakomity DAC.
  • Niemal równie dobry przedwzmacniacz.
  • Także bardzo bobry słuchawkowy wzmacniacz.
  • Żywiołowy dźwięk bez żadnych udziwnień.
  • Dynamika, ekspresją, szybkość.
  • Bardzo szerokie widmo przekazywanego pasma.
  • Żadnych kłopotów z sopranami.
  • Kawał basu.
  • Różnorodna, bogata średnica.
  • Zalew szczegółów.
  • Solidne wykonanie.
  • Aluminiowa obudowa.
  • Wielofunkcyjny pilot.
  • Własnego patentu filtr klarujący brzmienie. (To działa!)
  • Wzmacniacz słuchawkowy w czystej klasie A.
  • Pełna symetryczność toru sygnałowego.
  • Napędzi bez problemu każde dynamiczne słuchawki.
  • Bardzo dobra współpraca praktycznie z każdym sprzętem towarzyszącym.
  • Dobre oceny u recenzentów.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Regulacja głośności tylko z pilota.
  • Brak symetrycznego wyjścia dla słuchawek.
  • Ogromna konkurencja w tym przedziale cenowym.

 Sprzęt do testu dostarczył dystrybutor marki Audiobyte, firma:

logo (1)

 

 

Dane techniczne:

  • Obsługiwane formaty:
  • 44.1-384 kHz na złączach USB, I2S (PCM); DSD 64 i 128 na USB;
  • 44.1-192 kHz na SPDIF i AES-EBU
  • 44.1-96 kHz na optycznym.
  • Głębia bitowa:
  • 32 bit na I2S i USB
  • 24 bit na S/PDIF, AES/EBU i TOSLINK
  • Zgodność programowa: Mac, Linux, ASIO/KS/WASAPI drivers for Windows XP, Windows 7, Windows 8.
  • Wejścia: USB typ B, high-speed S/PDIF coaxial, 75 Ohms AES/EBU, 110 Ohms, Toslink I2S/DSD over HDMI (LVDS).
  • Wyjścia: XLR, RCA, słuchawkowe – duży jack; 800 mW / 32 ohm
  • Zużycie energii: 35 W
  • Wymiary : 240 x 300 x 90 mm
  • Waga : 4.5 kg
  • Cena: 6500 PLN.

 

System:

  • Źródła: PC, Cairn Soft Fog V2.
  • Przetworniki: Audiobyte Black Dragon, Meitner MA 1 dac.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Audiobyte Black Dragon, Leben CS300F, Trilogy 933.
  • Słuchawki: Audeze LCD-3, Fostex TH900, Pandora Hope VI.
  • Przedwzmacniacze: ASL Twin-Head Mark III, Audiobyte Black Dragon.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Głośniki: Audio Solutions Rhapsody 80, Spendor D7,
Pokaż artykuł z podziałem na strony

31 komentarzy w “Recenzja: Audiobyte Black Dragon

  1. Maciej napisał(a):

    A jak już jesteśmy w Chinach, Piotrze, to Audio GD nie planujesz wziąć na tapetę?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dlaczego w Chinach? Przecież Audiobyte jest Rumuński. Audio GD planuję, ale najpierw będzie Aune, Trilogy, Sugden i Mytek (ten duży). No i słuchawki elektrostatyczne.

      1. Maciej napisał(a):

        Ten specyficzny styl obudów 🙂

  2. aleka napisał(a):

    Panie Piotrze, czy zawsze zanim przeczytam aktualną recenzję muszę zobaczyć wcześniej reklamę?. A..i jeszcze jedno.. nie jestem konkurencją dla jednego z salonów z Krakowa ☺

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Proszę doprecyzować ten zarzut. Jaką reklamę koniecznie trzeba oglądać? Chodzi o baner? Bo jeśli o to chodzi, to od razu usunę wszystkie banery, jak tylko czytelnicy sami zapewnią mi godziwe wynagrodzenie; co daj Boże, amen, ale co się wedle mej wiedzy o życiu nigdy nie stanie.

      1. Maciej napisał(a):

        A ja akurat z miłą chęcią płaciłbym symboliczny abonament 29,99/msc za czytanie recenzji Piotra. To jedne z najlepszych polskich opisów jakie znam.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To bardzo miłe, ale za 29,99 na miesiąc nie wydolę.

      2. aleka napisał(a):

        Proszę spróbować na tablecie kliknąć recenzje a w rozwijanym menu np słuchawki. Jakoś nie udało się nie trafić w reklamę.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          A to już nie moja wina, że trafić jest trudno. Za budowę i rozmiary tabletów oraz funkcjonowanie całego Internetu nie odpowiadam. Na pewno nie jest tak, że celowo musi się na HiFiPhilosophy wchodząc do recenzji najpierw trafić w reklamę.

  3. Marecki napisał(a):

    Ja dam 50.
    Dyć to już 80 : D

    Ciekawy jestem Ifi Micro dsd.
    Podobno bardzo przyzwoity sprzęt, a jak niektórzy twierdzą, mogący się równać z tymi stacjonarnymi.

    W ogóle będzie niebawem jakiś sprzęt mobilny?

    1. Maciej napisał(a):

      Nie wiem czy z Ifi to nie jest tak że te urządzenia dopiero grają jako piramidka – że jest ten dedykowany zasilacz, filtry, purifiery, bajery. Wtedy to działa i ładnie gra bo słuchałem. Natomiast osoby które słuchały samego wzmaka mówiły że rozczarowanie…

      1. Marecki napisał(a):

        No na pewno zestaw ładniej gra, ale gdyby solo dawał radę i grał na poziomie dobrego Hi-Fi, to byłby dla mnie jedną z opcji.
        Poza tym jest to urządzenie niesamowicie uniwersalne, bo jest to: wzmacniacz, dac, przedwzmacniacz, a nawet ładowarka do telefonu.

        A co jest sprawą nie codzienną, to to, że może być przetwornikiem dla smart-fonu poprzez usb-otg
        (smartfon pracuje tylko jako transport)

        Rozglądam się za czymś na wynos, więc jakiś cudów nie oczekuję, choć w audio to różne bywa : )

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Jak dojdziecie do sześciu tysięcy netto, to możemy zacząć się zastanawiać 🙂

      Odnośnie sprzętu przenośnego, to ifi Micro mogę chyba zrecenzować niedługo, tylko musiałbym o niego poprosić. Z przenośnych ma być niedługo najnowszy flagowy Cowon.

      1. Marecki napisał(a):

        Pewnie chodzi o P1.
        I też ma przetwornik Burr-Browna, tak jak ifi, więc fajnie by było porównać oba urządzenia.

        Tym bardziej, że tak jak wspomniałem wcześniej, Ifi może być przetwornikiem dla smartfonu, a to zmienia go w pełnoprawnego dapa, o połowę tańszego dapa.

        Pewien pan testując to ifi z HE-560, stwierdził nawet, że taki system, to dla wielu ludzi sprzęt na lata bez zmieniania czegokolwiek.

        Coż, warto sprawdzić co potrafi.

      2. Marecki napisał(a):

        A kiedy zawita ten Cowon?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          A nie wiem. Miał już być, a jakoś nie ma.

  4. Janusz Mirowski napisał(a):

    Wygląda na to, że znalazłem pretekst na wymianę daka :). Jeszcze jedno pytanie jak się Dragon porównuje do Bursona Conductora?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dobrze się porównuje. Urządzenia z tego samego poziomu, a DAC w Dragonie prawdopodobnie lepszy. (Bezpośrednio nie porównywałem.)

  5. Premium Sound napisał(a):

    Witam,

    muszę sprostowac jedną informację. Black Dragon ma możliwość regulacji głośności również bez pilota, na panelu frontowym. Przyciski są wielofunkcyjne i pewnie dlatego nie udało Wam się tego zrobić.

    pozdrawiam

    P.S. dotarł już najnowszy konwerter USB/Coax Hydra Z, następca wersji X. Pierwsze wrażenia w przyszłym tygodniu, bo brakuje czasu na zabawę… 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Dzięki za sprostowanie i czekamy na te wrażenia.

  6. Marcin napisał(a):

    Bardzo poproszę jak będzie dostępny nowy audeze deckard …

  7. OMA napisał(a):

    Pytanie ciśnie mi się na usta:). Zamierzam zakupić DAC do mojego Hegla H100 i rozważam albo Dragona albo Burson Virtuoso. Wg. autora który byłby korzystniejszy. Dragona już podczepiałem i mnie zwaliło z nóg. Jakbym koc zdjął z kolumn. Realne wrażenie i nie musiałem doszukiwać się zmian przez 4 dni:) Po prostu różnica olbrzymia. Kusi mnie Burson szczerze mówiąc, ale wrażenie po Dragonie jest naprawdę mocne.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Moim zdaniem Dragon.

  8. Miltoniusz napisał(a):

    Czy ten Black Dragon, jako DAC, jest dużo lepszy od Audiolaba M-DAC?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Tak.

  9. Przemek napisał(a):

    A czy miało by sens podłączenie do Black Dragona na wyjściu Ifi Audio Pro ican?
    Jeśli Smok miałby robić za DAC-a a Pro Ican za wzmacniacz, to podłączenia jak miałoby wyglądać? Z wyjścia słuchawkowego, z wyjść tych niesymetrycznych z tyłu? Czy da się w ogóle „ominąć” sekcję wzmacniacza w smoku? Czy moc na wyjściu nie będzie za duża dla Pro ican?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      W najbliższym czasie będzie debiutował DAC ifi z serii Pro, tak więc sądzę, że lepiej na to poczekać, bo może pojawi się szczególna synergia. Na Black Dragona zawsze jeszcze będzie pora.

      1. Przemek napisał(a):

        o, nie byłem świadom, że to już niedaleka przyszłość. Co fakt, to fakt, jeśli ma być synergia to na pewno w takim zestawie.

        Tak czy owak, czysto teoretycznie, można bezpiecznie podłączyć smoka do IFI? Którego wyjścia smoczego by Pan użył?

        1. Andrzej napisał(a):

          Jesli Black dragon mialby pracowac tylko jako Dac a jako wzmacniacz to chyba tylko zostaje polaczenie po RCA albo xlr (oba sa z tylu Black dragona i z tylu iCana.
          Przy czym lepiej je podlaczyc przez xlr, skoro oba sa zbalansowane.

          Ciekawe jaki bedzie ten dac z serii pro od ifi.
          Fajnie by bylo, jakby zrobili iDSD pro ;]

          1. Andrzej napisał(a):

            a jako wzmacniasz iCan pro mialo byc ;]

  10. Krzychu napisał(a):

    A ja podpiąłem M2tech HiFace Evo Two jako przetwornik USB bo niestety dla mnie Audiobyte wejście USB jak większość DAC-ców ma na sztukę. Kabel USB Furutech GT-2 i coaxial Furutech didital RCA Evolution II i co? Nie róbcie tego bo nie wyjdziecie z domu!
    Wtedy usłyszycie co potrafi Black Dragon – oczywiście wtedy Filter Fir OFF.
    Zastraszające efekty przestrzenne i brzmieniowe i to nawet na radiu RadioSwissClassic. : )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy