Recenzja: Apogee Groove

Apogee Groove HiFi Philosophy 009   Słowa w tytule można tłumaczyć jako apogeum odlotu bądź apogeum rytmu, ale jakkolwiek je przełożymy, odnosić się będą do niewielkiego urządzenia proponowanego przez amerykańskie Apogee. A że czasy mam takie a nie inne, jest owo urządzenie przetwornikiem i słuchawkowym wzmacniaczem.

Zdziwieni? Jasne, że nie! Rynek topi się w przetwornikach i słuchawkowych wzmacniaczach, odkąd komputerowe, laptopowe i smartfonowe źródła zyskały popularność. Tonie też w całościowych odtwarzaczach przenośnych, ale o nich niedawno pisałem, tym razem zaś o przenośnym samym przetworniku i wzmacniaczu, o którym chodzą słuchy, że jest bardzo nie byle jaki. A do tego – mniam, mniam – kosztuje niewiele ponad tysiąc złotych, tak więc może stanowić apetyczne, pożywne i finansowo strawne danie:

– Panie starszy – Apogee Grove raz i garść plików…

Firma Apogee skromna nie jest. Powiada o sobie, iż wytwarza najlepsze na świecie rozwiązania audio w dziedzinie profesjonalnej, dostarczające „ostatecznej jakości brzmienia” za wyjątkowo przystępną cenę; co jest możliwe dzięki łączeniu sprawdzonych paradygmatów technicznych z innowacyjnością i najnowszą technologią.

Dodają jeszcze, że zaczynali od filtrów wygładzających przekaz cyfrowy (anti-aliasing filters), które znalazły zastosowanie w studiach nagraniowych koncernów Sony i Mitsubishi w połowie pierwszej dekady kształtowania się formatu CD – podczas jego batalii o wysoką jakość i zwycięstwo nad płytą analogową. Później przeszło Apogee do bardziej kompleksowych rozwiązań, w tym przetworników D/A i A/D, interfejsów oraz konsol mikserskich, by stać się wiodącą marką branży, wyznaczającą standardy.

Rok założenia firmy to 1985, siedzibę ma w kalifornijskiej Santa Monica i szczyci się sygnowaniem swoich wyrobów dumnym napisem „Made in USA”. Wspiera także ochoczo standard Thunderbold, który w Europie przyjmuje się z oporami, i opracowuje muzyczne oprogramowanie, także to do użytku masowego.

Budowa i użyteczność

Kolejna miniatura wkracza na audiofilski ring.

Kolejna miniatura wkracza na audiofilski ring.

   Przejdźmy do samego Apogee Groove. W Stanach to kosztująca $295 a u nas jakieś 1400 PLN podłużna przystawka do komputera, laptopa albo smartfona, mająca postać sporej przelotki, na jednym końcu z wytykiem USB 2.0 micro-B (krótki kabelek z filtrem dostajemy w komplecie), a na drugim ze słuchawkowym gniazdem 3,5 mm. Można tego Groove określić także mianem przewodowego pilota o dwóch przyciskach – górnym zgłaśniania i dolnym ściszania – między którymi znajdują się trzy kolorowe diody wysterowania, obrazujące stan aktualny. Urządzonko można nosić na smyczy, której zapinkę zgrabnie schowano obok gniazda USB, a całość przyobleczona została w matową czerń z wystającymi nieznacznie nad obudowę przyciskami, by można było prowadzić obsługę bez kontroli wzrokowej. (Z uwagi na krótkość dołączonego kabla w przypadku PC obsługę najwygodniej będzie prowadzić z poziomu klawiatury.) Oznakowanie to górny napis Groove i na dole firmowe logo, a spód, bardzo sensownie, wyłożono gumową podkładką, nie tylko umożliwiającą miękkie kładzenie, ale przede wszystkim zapobiegającą uślizgom.

Waży to wszystko niewiele, ale czuje się w ręku, zwłaszcza że dolnej i górnej krawędzi nie poddano zaokrąglającej obróbce, będącej przymiotem jedynie dwakroć droższych (czysty snobizm) wersji jubileuszowych – złotej i srebrnej. Przyciski chodzą dość twardo i z cichym klikaniem, a światełka świecą z dużą – o wiele za dużą mocą.

We wnętrzu dwie rzeczy okazują się najistotniejsze: Primo – pojedyncza kość 8-kanałowego, 32-bitowego przetwornika ESS Sabre Hyperstream, zapewniająca w tym wypadku obsługę formatów do max. 24-bit/192kHz oraz poczwórną (po cztery strumienie w kanale) wygładzająco-wzmacniającą obróbką sygnału. Secundo – bardzo rzadka technologia wzmacniania prądowego a nie napięciowego, a więc odmienny sposób działania niż u prawie wszystkich wzmacniaczy.

Oto: Apogee Groove.

Oto: Apogee Groove.

Owo Constant Current Drive™ napotykaliśmy dotąd dwukrotnie: we wzmacniaczu Bakoon HPA-21 i wzmacniaczu-przetworniku Questyle CMA600i; a w obu wypadkach oznaczało dźwięk bardzo wysokiej jakości, szczególne pasujący do słuchawek o wysokiej impedancji, zwłaszcza tych oferowanych przez firmę Sennheiser. Nie inaczej dziać się powinno tym razem, jako że firmy Apogee i Senheiser prowadzą szeroko zakrojoną współpracę. Obie działają przede wszystkim na rynku profesjonalnym i obie produkują podobne urządzenia, a ich zespoły badawcze dzielą się osiągnięciami. Nic więc dziwnego, że w materiałach reklamowych o Apogee Groove przewijają się Sennheiser HD 800, HD 600 i Momentum, jako przykłady najlepiej dopasowanych. Ale – uwaga! – ten niepozornie wyglądający prądowy wzmacniaczyk ma dosyć mocy, by napędzić także niewielkie głośniki i huknąć naprawdę potężnym dźwiękiem, czym producent nie omieszkuje się chwalić. A zatem robi się całkiem ciekawie, również w kontekście możliwych do użycia wysoko impedancyjnych Beyerdynamic T1.

Komplet od Apogee dostajemy w niewielkim tekturowym pudełku, w którym oprócz samego urządzenia znajdziemy wspomniany kabel USB, a także ładny satynowy woreczek ochronny z logiem firmy oraz gwarancję i instrukcję.

Urządzenie przystosowano do pracy w systemach Windows 7 i nowszych oraz Mac OS, a także do współpracy z serwisami Tidal, Pandora, Spotify i innymi tego rodzaju. Mimo to należy zachować ostrożność, ponieważ może się zdarzyć, iż Groove samorzutnie odpali Tidala z pełną mocą wzmocnienia, zdolną nawet uszkodzić słuchawki; tak więc należy przed uruchomieniem ustawić potencjał na niską wartość i potem dopiero dopasować. (Sam niczego takiego nie doświadczyłem, ale na forach dyskusyjnych zgłaszano takie problemy.)

Groove to jedno z najmniejszych urządzeń, jakie kiedykolwiek testowaliśmy.

Groove to jedno z najmniejszych urządzeń, jakie kiedykolwiek testowaliśmy.

Urządzenie jest też w szczególny sposób zabezpieczone przed kradzieżą, nie ma bowiem ogólnej dostępności do sterowników. Świeżo upieczony nabywca musi najpierw wykonać logowanie na stronie producenta, podając odpowiednie dane i numer seryjny – dopiero wówczas otrzyma sterownik, co sprowadza się nie tylko do sporej czasochłonności, jako że okres oczekiwania wynosi do 48 godzin, ale również ukarania potencjalnego złodzieja, który pożytku ze skradzionego Groove mieć żadnego nie będzie. (Karol, który przechodził tą procedurę, był mocno wkurzony, ale po zapoznaniu się z jakością dźwięku złość prędko mu przeszła.)

Dane techniczne w tym wypadku niewiele nam podpowiedzą, ponieważ u wzmacniaczy typu Current Drive™ moc liczy się inaczej i w praktyce okazuje się ona dużo wyższa. Jedyne więc o czym warto wspomnieć, to dynamika na poziomie 117 dB i szum własny poniżej – 109 dB.

Odsłuch

To jednak nie przeszkadza mu w posiadaniu... 8 kości DAC!

To jednak nie przeszkadza mu w posiadaniu… 8 zintegrowanych kości DAC!

   Dostawszy od producenta sterownik możemy przystąpić do działania, instalując go rzecz jasna na wstępie, co nie nastręczy najmniejszego problemu. Pamiętać jedynie trzeba, by po instalacji w oknie nastawów zmniejszyć do minimum bufor oraz czas opóźnienia, co wpłynie pozytywnie jakość. W tym wypadku nie jakoś eksplozyjnie – u M2Tech HiFace działa to trochę mocniej – ale spokojnie da się usłyszeć. Dla przypomnienia zwrócę także uwagę, że w zakładce „Dźwięk” systemu Windows należy w podmenu Enhancments zaznaczyć okienko „Disable all  enhantsments”, aby Windows nam swoimi „ulepszeniami” dźwięku nie psuł, a także trzeba pozwolić Tidalowi (o ile go mamy) zarządzać dźwiękiem. Tyle możemy zrobić bez instalacji jakiegoś płatnego programu do odtwarzania. Możemy też zainstalować lepszego od WMP darmowego Media Player Classic.

Mamy już zatem naszego Groove w gotowości bojowej i po puszczeniu muzyki stwierdzamy, że jego mocne światełka jeszcze na dodatek mrugają, pozorując rodzaj aktywnego wskaźnika wysterowania, co jest raczej bez sensu. Prawie każdy producent czuje się jednak w obowiązku uraczyć nabywcę świeceniem, w efekcie czego różnokolorowa pikseloza zalewa dosłownie mieszkanie. Złość duża mnie na to bierze, ale może inni reagują inaczej.

Pora na serię testów w wykonaniu różnych słuchawek, których przegląd zaczniemy tradycyjnie od najtańszych.

Grado SR60

Tanie, klasyczne Grado – słuchawki godne kultu i zabójca drożyzny – zagrały gęstym, nasyconym, nieco obniżonym i przyciemnionym dźwiękiem. Zarazem szczegółowym i przenikliwym, ani trochę nie odejmującym detali ani wysokich tonów. Traktującym górę pasma nieco podobnie do stylu prezentowanego przez wzmacniacz Musi Hall, ale więcej dającym przeżyć sopranowych, przy czym nigdy nie jako czegoś pejoratywnego. Przeciwnie – jako urozmaicenie i dopełnienie realizmu.

Mało tego - został on wyposażony we wzmacniacz typu current, znany chociażby ze sławnego Bakoona 21.

Mało tego – został wyposażony we wzmacniacz typu current, znany chociażby ze sławnego Bakoona 21.

Przekaz nie był ocieplony ale i nie chłodny, a dźwięczność, trójwymiarowość i oddanie indywidualnych cech dźwięku na bardzo dobrym poziomie. Ani trochę bym nie pomyślał, że jest ten Groove zrobiony specjalnie dla słuchawek wysoko ohmowych i zwłaszcza dla Sennheiser a nie Grado. Jeżeli już szukać koniecznie okazji do zaczepki, to trochę za mało pojawiało się światła. Nie swobody brzmieniowej ani powietrza, bo choć nie czuło się tlenowego dodatku, to ani trochę nie było ciasno ani duszno, natomiast nieco więcej podświetlenia by nie zaszkodziło. Ale i na to znalazł się sposób. Po przepięciu kabla USB Groove z komputera do gniazda w iUSB3.0 i dodaniu iSilencera także światło rozświetliło się mocniej, a cały przekaz zdynamizował i wzbogacił. Do wtóru ze świetną muzykalnością, która u Groove od razu daje się poznać, zagrało to w taki sposób, że aż nie wiem co napisać.

Znów będę entuzjastycznie chwalił jakiegoś „dyndaczka” za paręnaście stówek i słuchawki za parę? Ale naprawdę grało tak, że sens aparatury droższej stawał pod znakiem zapytania. Jednakże ważkie powtórzenie: bez opisanych wyżej zabiegów z Windows i Tidalem aż tak na pewno nie grało, a iUSB3.0 i iSilencer nie byli wprawdzie konieczni, ale też odstawili dobrą robotę. Już bez nich grało gęsto, melodyjnie i ujmująco, a z nimi na dodatek świetliście i bardziej żywo. (Sam iSilencer też pomaga, a nieobecny znów iDefender też pewnie by pomógł. Ale zamówiona partia małych czerwonych drani na szczęście już ponoć do dystrybutora dotarła, więc może niebawem wróci.)

Reasumując mogę powiedzieć, że jeśli ktoś zaopatrzy się w Groove, najlepiej z dodatkiem iSilencera i dobrego kabla USB, to miał będzie naprawdę wysokiej klasy system do komputera i laptopa nawet w przypadku niedrogich słuchawek. Natomiast w odniesieniu do smartfona potrzebny będzie dodatek iDefendera oraz dopinanej do niego baterii, ponieważ sam smartfon mocowo sobie nie poradzi. Ale z iDefenderem i baterią jak najbardziej, co zostało wcześniej sprawdzone. Najgorsza sytuacja to owe Grado. Użyte tutaj SR60 to nabytek sprzed jakichś dwudziestu wiosen. Nie są ani „i”, ani „e” – to są te pierwsze, najdawniejsze, po prostu SR60. Nie umiem powiedzieć, czy obecnie oferowane SR60e są równie dobre. Przypadek modelu GS1000e stawia to pod znakiem zapytania. Ale jeżeli nawet nie są tak poetyckie, to na pewno są dynamiczne i szczegółowe, a może to już wystarcza. Tak czy owak kupujesz je za psi pieniądz, więc w sumie ryzyko żadne.

Sennheiser HD 600

Jak szybko się okazało, Groove nie zasypuje gruszek w popiele i faktycznie z dużo potrafi.

Jak szybko się okazało, Groove nie zasypuje gruszek w popiele i faktycznie dużo potrafi.

Kto jednak nie chce ni krzty ryzykować, może od razu wysupłać tysiaka i kupić zalecane Sennheisery. Bo skoro producent tak poleca i idealnie ponoć pasują, to w sumie czemu nie?

Wypiąłem zatem leciwe Grado i wpiąłem na ich miejsce równie stare, kupione pod koniec lat 90-tych Sennheisery. Brzmienie stało się chłodniejsze, ale nie zimne czy obce. Wraz z tym tknięte też nutą smutku, toteż poszukiwania grobu pamiętnej Suliko, ulubienicy Stalina, w wykonaniu tragicznie przepadłego Chóru Aleksandrowa zabrzmiały niewątpliwe posępniej. Także z dalej odsuniętym frontem sceny i większą nieznacznie nią samą, o lepszej też separacji źródeł, aczkolwiek trzeba powiedzieć, że wielkość sceny, budowanie echa i separacja już u taniutkich Grado były atutem.

Od słuchania z YouTube, niewątpliwie bardzo udanego, przeniosłem się do Tidala. Tu brzmienie klasycznych Sennheiserów wyraźnie podniosło temperaturę i całościową jakość. Podobał mi się zwłaszcza bezpośredni kontakt z wykonawcami. Wyjątkowo dobrze utrafiony w wyważeniu pomiędzy szczegółowością, pogłosowością i naturalnością. Zdobne piękną muzyczną oprawą ludzkie głosy przemawiały z pełną otwartością i naturalizmem. Nośne, z rozległą ekstensją, a jednocześnie bliskie, prawdziwe. Czuję się w związku z tym jeszcze bardziej zażenowany niż podczas chwalenia iDSD nano czy iDefendera, bo to już kolejny przypadek z cyklu szokująco dobre jakości za szokująco mało. Tyle że tym razem na plan pierwszy nie wysuwała się jako zaleta przenikliwość i głębokość muzycznego drążenia a piękna śpiewność. Apogee Groove pięknie śpiewa, ot co. Fakt, że naprawdę pięknie dopiero w tych wszystkich sprzętowych didaskaliach, o których wyżej pisałem, no ale kiedy się je wraz z nim zsumuje, to nie wyjdą duże pieniądze. A gra to… Znów napiszę jak przy wieży od ifi – da się lepiej, ale to może być system docelowy. Żaden posiadacz super drogich Twin-Headów, Headtripów czy elektrostatycznych zabawek nie będzie wam mógł powiedzieć, że nie macie pojęcia jak grać mogą słuchawki. Żaden.

Z dość dużą swobodą napędza on chociażby słuchawki marki Sennheiser.

Z dość dużą swobodą napędza on chociażby słuchawki marki Sennheiser.

I jeszcze słowo o basie, bo na pewno niektórzy się niecierpliwią. Bas w Grado był bardzo przyzwoity, z całkiem niezłym wypełnieniem i akustyką, a u Sennheiser wypełnienie nieznacznie zmalało, a za to bardzo rozrosła się akustyka. U obu był zaś szybki rozdzielczy i elegancki, natomiast ani trochę nie przedobrzony i nie dominantą. A przede wszystkim wszystkiego słuchało się świetnie i z Grado, i z Sennheiserami, chociaż z Sennheiserami jednak lepiej.

Odsłuch cd.

Beyerdynamic T1 V2

Nie inaczej było z innymi najwyższej klasy słuchawkami.

Nie inaczej było z innymi najwyższej klasy słuchawkami.

   Bardzo wysoka oporność do wzmacniaczy Current Drive™ nie pasuje tak dobrze jak wysoka, co już wzmacniacz Bakoona pokazał, stawiając HD 800 nad T1. I z Grove to się powtórzyło, to znaczy wolałem nawet HD 600. Płynniej grały i bardziej bezpośrednio. T1 postawiły pierwszy plan jeszcze dalej i dużo bardziej akcentowały drążenie niż śpiewność. Chropawości tekstur nie uzupełniały gładzią melodyki i w efekcie obraz niepotrzebnie się podostrzał, stając zbyt jednostronny. Zbyt chropawy i szczegółowy a za mało piękny. Tworzyło to pewien dystans, chociaż nie poprzez chłód i pogłosy tylko mżenie faktur i głosów. I nic to, że perkusja miała lepsze wypełnienie, szybszy rytm i lepsze obrazowanie dźwiękowych brył. Brak dostatecznie rozwiniętej melodyki (a przecież te słuchawki potrafią mieć fenomenalną) przesądzał o tym, że Groove nie jest dla T1.

Sennheiser HD 800S (kabel FAW Noir)

Tego spotkania najbardziej byłem ciekaw. Pomny historii tych słuchawek z Bakoonem oczekiwałem go z niecierpliwością. Nie, nie napiszę teraz, że Groove jest równie dobry jak dziesięć razy droższy sławny wzmacniacz bateryjny; do tego mu nieco brakuje, ale jedzie w tę samą stronę i jedzie dobrze. Można w efekcie powiedzieć, że to czego zabrakło u T1 odnalazło się w HD 800, to znaczy połączenie drążenia i szczegółowości z melodyką. Niemniej muszę zaznaczyć, że w odniesieniu do HD 600 i SR60 nie nastąpiła deklasacja – absolutnie nic z tych rzeczy. Powiedziałbym nawet, że tamte większy nacisk kładły na bezpośredniość, podczas gdy flagowe Sennheisery częstowały aranżacyjną teatralizacją. Ich większa ilość pogłosu, uplasowanie wykonawców na większej scenie i aktywniejsze skanowanie wszystkiego łączyło się z jaśniejszym dźwiękiem, dając efekt mniej intymny a bardziej wyżyłowany, męczący. Taki, można powiedzieć, nieco przesadny popis jak na możliwości skromnego przecież Groove. I nic w sumie nowego, bo super wzmacniacz dla HD 800 (także tych z S, chociaż mniej) to bardzo trudna sprawa.

Choć nie wszystkie modele udało się odpowiednio napędzić, to bez wątpienia Apogee Groove zasługuje na dużą uwagę. Polecamy!

Choć nie wszystkie modele udało się odpowiednio napędzić…

W niższym przedziale cenowym mogę tutaj polecić PhaSta, a Groove sobie dobrze radził, niemniej HD 800S potrafią więcej niż może im on zapewnić. I nawet kabel FAW nie był w stanie tego skompensować. Niemniej jeżeli ktoś lubi szczegółowość w wystarczającym stopniu popartą melodyką, to tutaj grało dlań odpowiednio pod każdym względem. Szybko, dynamicznie, treściwie i bardzo szczegółowo. Za mało nieco poetycko, ale wystarczająco. Z nieznacznie za bardzo jarzącymi się sopranami, ale ogólnie w porządku.

Fostex TH900 Mk2

I jak tu można w audiofilizmie być wieszczem? Flagowe Fosteksy – te nerwowe i pogłosowe, a na dodatek mające niską impedancję – zagrały spokojniej, melodyjniej, ciemniej, z bliższym kontaktem do wykonawców. Jednocześnie gładko i szczegółowo, z uspokojonymi sopranami, bez żyłowania. Podobnie bardzo do HD 600, tyle że bardziej detalicznie, z większym pogłosem, mocniejszym basem i wyższym minimalnie dźwiękiem. Dawne flagowe Sennheisery podobały mi się prawie tak samo, ale flagowe Fosteksy były na pewno efektowniejsze. Bardziej mimo uspokojenia drążące i z popisowym, niemal przesadnym aż basem.

Crosszone CZ-1

Na koniec niespodzianka, chociaż nie jakaś wielka. Groove ma dosyć mocy żeby pogonić naprawdę trudne Grosszone; i nawet nie musi się wysilać. Cyfrę „38” pokazywał wskaźnik klawiaturowy głośności, gdy gało już bardzo głośno. Trochę wprawdzie gorzej z jakością, ale całkiem w porządku. Zero nadmiaru drążenia, pełna obfitość i spokój. Soprany aż nawet za spokojne, ale to jest właśnie słabostką tych słuchawek.

...to bez wątpienia Apogee Groove zasługuje na dużą uwagę. Polecamy!

…to bez wątpienia Apogee Groove zasługuje na dużą uwagę. Polecamy!

One chcą super sopranów a nie tylko porządnych. Idealnych pod każdym względem i w dużej obfitości, bo inne w labiryntach Crosszone się zgubią. Tu także się nieco gubiły i dźwięk przez to stawał nieco nosowy, ale słuchało się całkiem dobrze. Niemniej bardziej soczysty od HD600 na pewno bym wolał i można powiedzieć, że wraz z dawnymi Grado SR60 oraz drogimi Fostex to słuchawki najlepiej pasujące. Takie w sam raz pod każdym względem i dobrze wstrzelone z ceną.

Podsumowanie

Apogee Groove HiFi Philosophy 011   Amerykański Apogee Groove to kolejny po rodzimym dlań ALO Audio Continental V3, tańszym Heglu SUPER, znacznie droższym Chordzie Hugo, zestawie od OPPO i całej plejadzie różności od iFi malec do komputera, laptopa i smartfona. Kolejny nad wyraz udany, tak jakby w domenie małych urządzeń do obsługi źródeł cyfrowych błędy były niewybaczalne i nikt ich nie śmiał popełnić. Ciekawe w sumie zjawisko, bo o kiepskie duże urządzenia i niespecjalnie udane słuchawki wcale trudno nie jest. Być może krążą też takie dziady przy laptopach i koło smartfonów, ale jakoś nie miałem nieprzyjemności. Wiele za to uciechy ze spotkań wyżej wymienionych, a nie inaczej z Apogee Groove. Niby nie niespodzianka, bo urządzenie od przeszło roku pozostaje w obiegu i zdobyło już dużą popularność, ale co innego cudze pochwały, jakże nieraz na wyrost, a co innego własne odczucia. Dopiero co jeden pseudo recenzent wypłakiwał się dystrybutorowi, że mu Ryka podeptał upadłą na ziemię szczękę, a tym razem szczęk po podłodze się walających wprawdzie nie napotkałem, ale gdybym nawet napotkał, to bym ich widok zrozumiał. Z Sennheiser HD 600 i oprawie iSilencera z dobrym kablem USB gra ten Groove naprawdę palce lizać i tak jak wieża od ifi bez wad. Nie jest aż tak uniwersalny i nie na aż takim poziomie, ale za to jest tańszy i można go wszędzie zabrać. Pozwala nawiązywać bezpośredni, zupełnie niezapośredniczony kontakt z muzyką, a z dobrze pasującymi słuchawkami pokazać idealne wyważenie pomiędzy szczegółową wyraźnością a śpiewną melodyką. Efektem brzmienie naprawdę frapujące a nie dające zmęczenia, że chcieć więcej przy takim budżecie byłoby nieprzyzwoitością. Zrecenzowany niedawno ifi iDSD LE nano też jest wprawdzie rewelacyjny i nawet tańszy, ale mniej nadający się do noszenia a bardziej stawiania na biurku. Nie umiem przy tym powiedzieć, czy lepiej z nim, czy z Groove grały Grado SR60 i Sennheiser HD 600, natomiast mogę powiedzieć, że w obu wypadkach grało to rewelacyjnie. Nano jest bardziej drążące, szukające szczegółów w przekazie, a Groove bardziej spokojne, nastawione na melodykę. Ale jedno i drugie urządzenie nie jest męczące i każe się słuchać z wielkim zaangażowaniem.

 

W punktach:

Zalety

  • Super granie za małą kwotę.
  • Głębokie i barwne.
  • Gładkie i nośne.
  • Szczegółowe i melodyjne.
  • Dobrze operujące pogłosem.
  • Całkowicie bezpośrednie.
  • Nieźle nasycone i z efektownym światłem.
  • Żadnych problemów z sopranami.
  • Szybki, akustyczny i rozdzielczy bas.
  • Duża, przejrzysta scena.
  • Kompletna obsługa (przetwornik i wzmacniacz w jednym).
  • Wyjątkowo duża moc.
  • Bardzo skuteczna technologia wzmacniania Current Drive™.
  • Bardzo dobra kość przetwornika.
  • Mały rozmiar.
  • Własny kabel USB (choć lepszy daje poprawę).
  • Doskonała współpraca z niedrogimi słuchawkami.
  • Nie ślizga się po blacie.
  • Rewelacyjny stosunek jakości do ceny.
  • Wysoka pozycja rynkowa.
  • Profesjonalny wytwórca.
  • Made in USA.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Za mocno świecące diody.
  • Ponad dobę czekamy na sterownik.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: MBS PRO

Dane techniczne Apogee Groove:

  • USB 2.0 connection to Mac and PC
  • Up to 24 bit / 192kHz audio
  • ESS Sabre DAC
  • Enhances your iTunes, Tidal, Spotify, Pandora or other music listening experiences
  • Constant Current Drive™ provides smooth frequency response with any headphones
  • Quad Sum DAC™, 4 DACs per channel for highest dynamic range and lowest distortion
  • Asynchronous clocking
  • Multi-color LEDs for status and level indication
  • Powered by USB
  • Top panel buttons adjust and mute volume
  • Compact and portable (95mm L x 30mm W x 16mm H)
  • Premium aluminum build quality
  • Built in the USA

 

D/A conversion :

  • THD+N: -107 dB with 600 Ohm load @ 16 dBu
  • (-109 dB with 600 Ohm load @ 16 dBu-Anniversary Edition)
  • THD+N: -100dB with 30 Ohm load @ 10.5 dBu
  • (-101dB with 30 Ohm load @ 10.5 dBu-Anniversary Edition)
  • Dynamic Range: 117dB a-weighted
  • (119dB a-weighted-Anniversary Edition)
  • Frequency response: 10Hz – 20K +/- 0.2dB
  • (10Hz – 20K +/- 0.1dB-Anniversary Edition)
  • Max output level:
  • 225mW into 30 Ohm
  • 40mW into 600 Ohm
  • 8 channel ESS DAC (4 DACs per channel)
Pokaż artykuł z podziałem na strony

14 komentarzy w “Recenzja: Apogee Groove

  1. Grzesiek napisał(a):

    Witam
    Długo czekałem na recenzje tego urządzenia gdyż sam miałem go przez dwa dni w swoim domu i uważam że jak za te pieniądze to potrafi wystarczająco napędzić HD800s oraz zagrać z nimi tak że nie słychać niedostatków, czego w tym przedziale cenowym raczej ciężko szukać. Na dodatek jest solidnie zrobiony, mobilny i z systemami MacOS nie potrzebuje sterowników :-). Teraz pytanie zasadnicze, gdyż nie miałem okazji porównać bezpośrednio tego urządzenia do iFI idsd black edition i Audioquest Dragonly Red. Jak Pan uważa, który z nich warto kupić do HD800s pod względem jakości dźwięku oraz funkcjonalności?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Odpowiedź o tyle trudna, że HD 800S z Dragonfly Red i iDSD BL nie słyszałem. Ale Karol słuchał więc może zechce się wypowiedzieć. Recenzja iDSD będzie niebawem i chyba uda się przy jej okazji uwzględnić HD 800S, ale to kwestia jakichś dziesięciu dni. Z wypowiedzi Karola wiem jednak, że Red raczej przy Groove nie ma za bardzo czego szukać.

      1. Miltoniusz napisał(a):

        Dragonfly Red gra znacznie gorzej niż iDSD micro (srebrny). Red w porównaniu z wyjściem słuchawkowym iphone 6s wiele rzeczy robi lepiej ale dźwięk jest jakiś taki przytępiony. Ostatecznie wybrał bym chyba wyjście słuchawkowe. iDSD ma znacznie więcej barwy niż Red, jest znacznie bardziej dojrzały ale cudów też nie dokonuje.Testowane na HD800.

  2. Marcin napisał(a):

    jeśli udałoby się to załatwić u polskiego dystrybutora, prosiłbym o test nowych grado PS-2000e, choć szczerze mówiąc to poza ceną (pewnie okolice 10.000 zł) chyba przełomu nie ma co się spodziewać.
    tu można je zobaczyć: https://www.head-fi.org/f/threads/fujiya-headphone-spring-festival-2017-show-report.846589/

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Jeżeli tylko dystrybutor zdecyduje się je sprowadzić, to nie ma problemu.

  3. miroslaw frackowiak napisał(a):

    Prosze najpierw usun tego „fejsa” ktory pojawia sie i zaslania twoje strony do czytania,nie mozna usinac go,caly czas przyslania,jest to nie do xniesienia,teraz pisze i polowy nie widze co napisalem…

    1. Yeya napisał(a):

      Dodaj, że masz na myśli mobilną wersję strony. Mam tak samo,wyskakujące okienko Facebooka zasłania pół ekranu w tel. Nie można go zamknąć. Nie da sie praktycznie nawet czytać a co dopiero pisać.

      1. PIotr Ryka napisał(a):

        A wcześniej tak nie było? W każdym razie zajmą się tym w poniedziałek informatycy.

  4. Marecki napisał(a):

    Nie było. Na wszystkich mobilnych urządzeniach czytanie jest mocno utrudnione. – Widać tylko kilka linijek tekstu, reszta przysłoniona przez facebooka.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      To wina najświeższego upgrade przeglądarki. W poniedziałek informatycy usuną babola.

  5. Grzesiek napisał(a):

    Panie Piotrze, czy udało się już może bezpośrednio porównać Groove-a do iFi iDSD Black Label?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Mnie nie, ale Karol miał okazję. Poproszę go o komentarz.

    2. Wiceprezes napisał(a):

      Groove to mimo wszystko trochę niższa liga. Bardzo dobrze, wręcz wyśmienicie napędza słuchawki Sennheisera, ale jak tylko przesiadamy się na iDSD Black, to różnica jest bardzo wyraźna na korzyść tego ostatniego. Przestrzeń, plankton, dynamika, naturalność, rozdzielczość – wszystkie te aspekty są po stronie iFi. Groove nie ustępuje jak chodzi o oddanie namacalności, atmosfery bliskości i przyjemnej, A-klasowej barwy. Jeśli ma to być DACAPM do Sennheiserów HD600/650, to można się zastanawiać, bo z wielkiej sceny czy rozdzielczości ampa iFi to one do końca nie skorzystają. Jeśli do HD800/s, to zdecydowanie iFi.

  6. Towaroznawca napisał(a):

    Urządzeniem które może konkurować z Apogee Groove może być również amerykański Emotiva Big Ego USB/DAC Jest to produkt w podobnej formie, aczkolwiek nieco tańszy i posiadający w USA w porównaniach względem testowanego tutaj Apogee Groove bardzo dobre opinie,czyli jest on tak samo dobry jak Apogee, albo nawet lepszy.

Komentowanie zamknięte na czas aktualizacji serwisu. Za utrudnienia przepraszamy

© HiFi Philosophy