Recenzja: ALO Audio Continental Dual Mono

   Dawno temu, we wrześniu 2013 roku, kiedy jeszcze o polskiej dystrybucji amerykańskiego ALO Audio nikomu się nie śniło, zaprzyjaźniony czytelnik zaproponował mi przetestowanie przenośnego wzmacniacza słuchawkowego, którego był właścicielem. Wzmacniacz zwał się ALO Audio Continental V3 i wywarł piorunujące wrażenie. Tycie coś do spinania gumami ze smartfonem potrafiło dać odpór dużym, stacjonarnym klocom z budżetami okolic dziesięciu tysięcy. Samo wprawdzie także nie było szczególnie tanie, amerykańska cena to ponad pięćset dolarów, ale kudy temu do dziesięciu tysięcy. Na dodatek ta lampka – lampka w urządzeniu przenośnym! Czym się kończy noszenie urządzeń lampowych, to zobrazował w charakterystyczny dla siebie sposób Woody Allen, w na poły autobiograficznym filmie „Złote czasy radia”. Kończy się taksówką. Bardzo lubię ten film i bardzo lubię urządzenia lampowe, a ALO Audio lubię za to, że potrafiło zbudować słuchawkowy wzmacniacz lampowy nie potrzebujący taksówek. Bardzo natomiast mnie rozzłościło tym, że tego przenośnego Contnentala V3 przestało produkować; i dalej by złościło, ale postanowiło wykupić się tytułowym Continental Dual Mono.

To nie jest prosto biorąc następca, jakiś nowy ich słuchawkowy wzmacniacz przenośny, a ściślej biorąc i owszem, ale nie sam. Wzmacniacze solo ALO też produkuje, i nawet jeden już czeka na recenzję, ale pochylamy się teraz nad czymś większym i droższym – kosztującym w kraju pochodzenia $1500 przenośnym, lampowym wzmacniaczem słuchawkowym ze zintegrowanym przetwornikiem.

Siłą technicznych wzmagań to urządzenie musi być większe – jest wielkości maksymalistycznego smartfona i ze dwa razy od takowego grubsze. Siłą konstrukcji dual mono mające dwie a nie jedną lampy. I siłą techniki lampowej wymagające przewiewu. O tym wszystkim już piszę bardziej po szczegółach, natomiast o samym ALO Audio dużo powiedzieć nie można, gdyż samo o sobie mówi niewiele. Firma znana była początkowo z małych słuchawkowych wzmacniaczy i kabli przeznaczonych do poprawiania słuchawkom dźwięku, które pomimo dość wysokich cen zrobiły sporą karierę, a w roku 2012 wzbogaciła się ofertowo o duży stacjonarny wzmacniacz lampowy Studio Six, zbierający znakomite recenzje. Siedziba rozlokowała się w portowym (jak głosi sama nazwa) mieście Portland, leżącym nie bezpośrednio nad Pacyfikiem, tylko nad wpadającą do niego Columbia River, a zespół składa się z grupy młodych ludzi kierowanych przez Kena Balla i wspieranych przez doświadczonych konstruktorów Thomasa Martensa i Vinnie Rossiego.

Dual mono i w drogę

Opakowanie, częstym dzisiaj wzorem, to zwykłe tekturowe pudełko. Tak w imię ekologii.

   Tak mi się, trochę romantycznie, w podtytule napisało, ale w tym słuchawkowym drogownictwie różne przypadki bywają: na przykład ostatnio zjawił się przenośny Woo Audio, zalatujący cokolwiek cegłą. Nijak inaczej niż w torbie na ramieniu z nim w drogę nie wyruszysz, ale za to może z powodzeniem zastępować sprzęt stacjonarny, więc w sumie frajda duża. Konkurencyjne urządzenie od ALO Audio aż takie duże nie jest, a co z tym się wiąże też lżejsze; na elektronicznej wadze wyskakuje 415 a nie 1180 gramów. Lżejsze więc aż trzykrotnie, ale do leciuchnych mikrusów także się nie zalicza. Z grubsza gabarytami odpowiada też potencjalnie przenośnemu iFi iDSD BL; od niego jednak dwa razy z kolei jest cięższe. Za to lampy od razu ma w sobie, nie wymagając zewnętrznego modułu iTube; ogólnie zaś biorąc stanowi ofertę pośrednią: kosztuje bowiem 6,5 tys. a nie 10 tys. jak Woo – ale to i tak dużo wobec 3 tys. za iDSD BL. Z tym że, jak już wspomniałem, temu tańszemu o połowę iFi dedykowany jest bufor lampowy za 1,7 tys., a by wydobyć z jego przetwornika całą moc i przede wszystkim by tego bufora w ogóle dało się użyć, potrzebny jest jeszcze zewnętrzny wzmacniacz iCan za 1,4 tys., co łącznie daje też sześć tysięcy i nosić nie da się w żaden sposób, chyba że w plecaku lub dużej, pełnej kabli i audio-klamotów torbie. Wyobrażenie tego sobie od razu pcha nas z powrotem w objęcia pojedynczego ALO Audio, rzecz jasna pod warunkiem, iż dźwięk oferować będzie bodaj zbliżony, lub chociaż taki jak Astell & Kern KANN, czy HiFiMan HM-901. O tym jednakże w dalszej części, a teraz o wyglądzie, stronie ergonomicznej i technice.

Urządzenie może być czarne lub srebrne, ale niezależnie od tego mieć będzie w górnej połówce duże okienko ze szkła pancernego Gorilla Glass, zza którego spoziera na nas w chrom obleczone, więc też pancerne, pudełko Protected Shield z zasadniczym obwodem, a po jego bokach dwie lampki. Są to te same miniaturowe triody Philips/Sylvania/Thomson W1111 co pojedyncza w Continental V3, opatrzone niesamowitą adnotacją o żywotności szacowanej na 100 tys. godzin. Lecz gdyby nawet jakimś cudem któraś uległa awarii (100 tys. godzin to jedenaście i pół roku pracy ciągłej), koszt wymiany pary to raptem pięćdziesiąt dolarów. Alternatywnie producent oferuje też w tej samej cenie parę podwójnych triod Raytheon JAN 6832, a ewentualna wymiana nie nastręczy problemu: to kwestia odjęcia tylnej ścianki, mocowanej czterema śrubami. (Trudno dostępne, ale podobno do znalezienia, są też zamienniki lampowe Mullarda.)

A w środku to.

Z uwagi na takie położenie lamp oba boczki na trzech czwartych długości zapełniono siateczkami wentylacyjnymi z małych, okrągłych otworków, nie ma więc tam żadnych regulatorów ani przyłączy. Wszystkie lokują się na górnej i dolnej krawędzi, a całe urządzenie przypomina niewielką krótkofalówkę, do której gadanie mija się wszakże z celem – sama jedynie gada. By zagadała trzeba coś podpiąć, najlepiej źródło dźwięku oraz słuchawki, co da się realizować w pierwszym przypadku poprzez gniazda wejściowe 3,5 mm stereo i 2,5 mm 4-pole stereo-balanced oraz USB-micro na dolnej krawędzi. Oprócz nich jest na tym dole jeszcze skobelkowy selektor tychże, port ładowania wewnętrznej baterii 12,6 V dla dołączonej nagniazdkowej ładowarki, oraz gniazdo wyjściowe Stereo Line Out 2V RMS. Reszta znajduje się u góry, gdzie stosownie do tych wejściowych mamy słuchawkowe gniazda 3,5 mm stereo i 2,5 mm stereo-balanced, a także tradycyjny już światełkowy kolornik, informujący o gęstości zadanego pliku. (Cztery lampki: czerwona 44,1/48 kHz, zielona 88,2/96 kHz, niebieska 176,4/192 kHz i biała DSD64). Dołącza do nich po drugiej stronie potencjometru światełko ładowania, sam też oczywiście ten potencjometr, solidnie wystający, i wystający zaraz obok skobelek regulacji High-Low mocy, dla słuchawek dokanałowych i zwyklejszych. Urządzenie obsługuje formaty DSD 64 i PCM do 192 kHz (co właśnie sygnują lampki), rzecz jasna w procedurach zbalansowanej lub nie, stosownie do gniazda słuchawek. Obsłużyć powinno też każde normalne słuchawki; moc wyjściowa 95 mW/50 Ω dla sygnału niezbalansowanego i 145 mW/50 Ω dla zbalansowanego powinna do tego wystarczyć.

Energii obwodowi dostarcza trójogniwowa bateria Panasonic NCR18650, mogąca podtrzymywać pracę pod pełnym obciążeniem dużych słuchawek przez co najmniej 5 godzin, ładująca się dosyć prędko, ale nie jakoś piorunująco. Energia z niej trafia do obwodu wzmocnienia, stanowiącego miniaturowy analogon dużego z ALO Audio Studio Six, a wcześniej jest promotorem obróbki sygnału przez DAC Wolfson WM8741, który wg relacji ALO po starannym przebadaniu został wybrany jako brzmieniowo najlepszy spośród wszystkich dostępnych.

I po wyjęciu.

W porównaniu do modnych ostatnio kości Sabre32 i AKM ma wg zapewnień producenta oferować więcej muzyki niż technicznych popisów, posiada jednak (to już moja uwaga) ograniczenie do DSD 64 – nie obsługuje zatem formatów zwielokrotnionych 128, 256 i 512. Kto więc budując plikowy bank nagrań wykosztował się na DSD o wyższej gęstości, będzie rozczarowany. Z drugiej wszakże strony zaczyna się coraz wyraźniej rysować analogia między kośćmi przetworników a lampami. Te dawniejsze zaczynają wracać do łask, obrastać legendą i coraz częściej postrzegane są jako muzykalniejsze, kłując technologią multibitową po oczach (czy może raczej uszach) na udręczenie współczesnych kości jednobitowych. A wszystko za sprawą tego, że starsze multibitowe do implikacji były łatwiejsze, nie wymagając tak muzykalnego otoczenia towarzyszących podzespołów, ani też multiplikowania w kanałach dla uzyskania przesunięcia fazowego, dopiero z którym „jednobity” pokazują wyraźny przyrost jakości. Krótko mówiąc, ze starszymi jest taniej i jest łatwiej, co dobrze się tłumaczy w opisach producenckich mityczną „muzykalnością”, skądinąd przy porównaniach 1:1 z nie dość rozbudowanym obwodem na kości 1-bitowyej faktycznie występującą. Dzięki czemu legendą zdążyły już obróść kości Burr-Brown PCM 1704 i 1795, Cirrus Logic CS4392, Analog Devices AD1896, a także obecny tutaj Wolfson WM8741 i parę jeszcze innych. To jednak kwestia brzmienia, do której zaraz przejdziemy, a teraz jeszcze nieco o kwestiach ergonomicznych.

Dual Mono od ALO Audio trzyma się w ręku niezbyt dobrze z dwóch całkiem różnych powodów. Po pierwsze jest kanciasty, po wtóre mocno grzeje. Leciutkie bodaj sfazowanie krawędzi na pewno by mu nie zaszkodziło, a korpus nawet poniżej najbardziej rozgrzanego Gorilla Glass (urocza skądinąd nazwa) także jest dosyć ciepły i ręka to odczuje. Zimą może to być całkiem niezłe, ale latem nie bardzo. O noszeniu w kieszeni przy tych temperaturach mowy zupełnie nie ma, ewentualnie w torbie na pasku, a i to raczej przewiewnej. Dla osłody trzymania producent oferuje, za umiarkowane zresztą pieniądze, skórzany futerał ochronny, z którym nie miałem styczności, ale który zapewne umila trzymanie i oczywiście coś tam też chroni.

Słuchawki podpinamy od góry, która w używaniu biurkowym staje się raczej przodem.

Trzeba przyznać, że akcesoria obsługowe ALO skalkulowało dość przystępnie – futerał, wymiana lamp i wymiana baterii nikogo nie zaszokują. Jedynie zbalansowana złączka referencyjnej jakości kosztuje u nich aż 265 dolarów, ale futerał już tylko $49, a bateria $29.

Wraz z tym wszystkim do wiadomości przyjąć trzeba, że recenzowany Dual Mono jest wprawdzie urządzeniem przenośnym, ale bardziej w tym sensie, że podobnie jak znacznie większy i cięższy Woo łatwo się daje translokować i zastępuje po przeniesieniu wysoce nieprzenośny sprzęt stacjonarny, natomiast w stanie aktywnym nie da się włożyć do kieszeni, najwyżej grać może na pasku w futerale, bądź po prostu trzymany w ręce. Za to później, kiedy już dotrzesz i będziesz miał go na czym położyć, da przyjemność dźwiękową wolną od udręki zredukowanej jakości, a przynajmniej takie jest założenie. Świecił przy tym będzie czerwono pomarańczową łuną zza gorylowego szkiełka – świecił wydatnie i rzekłbym, dość diabelsko.

Odsłuch

Po drugiej stronie wejścia z odnośnym przełącznikiem.

   W pomarańczowym świetle powyższych rozważań  nie wydaje się, by słuchawki tworzone z myślą o przeznaczeniu głównie ulicznym powinny być przy tym ALO preferowane. Co innego przy mniejszym i nie tak ciepłym dotykowo Continental V3 oraz obecnym jego tranzystorowym następcy, mającym dodawać pary smartfonom; tam stoją niewątpliwie na pozycji uprzywilejowanej. W odróżnieniu od nich obarczony dodatkowo DAC-kiem Continental Dual Mono nie podjął współpracy ani z Applem, ani z Androidem. Po zainstalowaniu sterowników ze strony domowej ALO ruszył za to z Windows 10, i to bez najmniejszych problemów. Już samo to zdaje się sugerować, że to raczej partner dla laptopów niż telefonów, ale może są jakieś zaawansowane procedury odpalenia go ze smartfonem, których nie znam i które w Internecie nie rzucają się w oczy. Więc w związku z tym wszystkim słuchawki testowałem wszelakie, byle jedynie dobre, ale złych u siebie nie trzymam.

Fostex T60 PR

Przez pierwszych parę minut zdawało mi się, że grają z tym ALO zbyt nosowo, ale tylko dlatego, że zapomniałem, iż każdym dać trzeba parę minut rozbiegu, a poza tym założyłem je zaraz po Focal Clear, które właśnie przyjechały się recenzować. Kiedy więc w kablu planarnych Fosteksów molekuły ułożyły się brzuszkami magnetycznymi do góry (żartuję), membrany cokolwiek się im rozruszały, a mózg słuchającego nawiązał współpracę adaptacyjną, słuchawki zagrały dźwiękiem pełnym i zaangażowanym. Bardzo przy tym wyraźnie różnicującym jakość plików, choć i tym najsłabszym pozwalającym na popisy. Wyraźnie dawał się odczuć podkład basowy, ładnie spojone ze średnicą i dobrze wyczuwalne były soprany (bez najmniejszego śladu agresji), a przede wszystkim zjawił się rytm, szybkość, wyraźność i bezapelacyjnie obecna muzyka. Wszystko przy tym także mocno zróżnicowane pod względem przestrzennym –  od dusznych, ciasnych pomieszczeń, po wielkie, echowe połacie. Bez żadnego w tej mierze własnego uśredniania – dodawania metrażu mniejszym i ujmowania go większym. I niezależnie od wielkości, nawet na największych obszarach, brzmienie substancjalne, nasycone i z budzącym uznanie oddaniem wszelkich indywidualizmów. Więc już przy niedrogich słuchawkach piękna niuansowość bez żadnych wyczuwalnych zubożeń: jakiegoś wygładzania, gubienia chrypek, upraszczania harmonii, ujednolicania wokali, okradania z substancji, szczypania. Ciut, ciut z tego nosowego stylu jedynie zostało, ale w przyjemny sposób, podkreślający substancjalny charakter dźwięku, jak najdalszego od odchudzenia.

Podwójny pancerz z gorylowego szkła i chromowanego metalu. I wszystko co najważniejsze z elektroniki widoczne za szybą.

AudioQuest NightHawk (z kablem własnym oraz Tonalium)

Od razu to napiszę, nie czekając na dane bardziej zbiorcze. ALO Audio Continental Dual Mono może i nie preferuje słuchawek przenośnych, ale preferuje te o wysokiej skuteczności. Pomimo satysfakcji podczas słuchania T60 RP nie dało się nie zauważyć, że AudioQuest grają w sposób nieco bardziej otwarty. Ale czy zarazem ciekawszy? Tu bym już dyskutował. Owa transparencja miała bowiem swą cenę, odrobinę mniej wypełnienia. I, co ciekawe, towarzyszące też temu przesunięcie tonacji w górę, co u basowych i wyjątkowo gęstych NightHawk wydało mi się dziwne. Ale zaraz, chwileczkę, może by tak zmienić im kabel? Już się niezdrowo przyzwyczaiłem do słuchania ich przez Tonalium i przyznać muszę, że akurat te słuchawki przeistacza w stopniu porażającym. Nie wiem jak, było nie było, światowej sławy producent kabli – AudioQuest – mógł wyposażyć swe debiutanckie słuchawki w taką chałę kablową. Ale wyposażył, co robić? Tonalium jest droższy o tysiaka niż całe te NightHawk z dwoma kablami w komplecie, więc jego nabywanie to słaba pociecha z punktu widzenia oszczędności, ale bez niego TR60 podobały mi się bardziej. Natomiast po przejściu na droższy kabel AudioQuesty złapały nie tyle wiatr w żagle, co siłę i treść w muzykę (chociaż na jedno wyszło). Pożeglowały o wiele piękniej, zachowując tę transparencję, braną z wysokiej skuteczności, wzbogaconą teraz o ciepło (nieprzesadne), wypełnienie (bardzo zdecydowanie lepsze), korespondującą z nim gęstość (znakomicie poprawiającą odbiór), a także wydatniejszy o wiele indywidualizm i niższą w miły dla ucha sposób tonację. Grać zaczęło to pierwszorzędnie już z plikami z YouTube po zwykłym kabelku USB; tak na poziomie z jednej strony pełnej muzycznej satysfakcji, a z drugiej poziomu godnego uważnej analizy, wsłuchiwania się w narodziny piękna. Więc strasznie mi się podobało i nie będę tego ukrywał, chociaż T60 RP też bardzo przypadły do gustu.

By coś wyszło, najpierw coś musi wejść.

Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium)

W przypadku Beyerdynamic już nie testowałem własnego ich kabla, od razu wziąłem Tonalium. Nic to jednak nie dało. Continental Dual Mono nie lubi słuchawek trudnych, nie poskramia tej ich trudności. Dźwięk dobył się zdystansowany, zupełnie nieprzekonujący. Oczywiście nie jakiś straszny – dużo gorsze bywają – ale jak na wielkie skądinąd możliwości tych słuchawek i piękne popisy innych przed chwilą, używanie tych Beyerdynamic z nim nie ma po prostu sensu. Jeżeli już się je ma, to lepiej będzie zainwestować w Woo, a jeśli nie, to kupowanie ich z myślą o parowaniu z ALO, to niech cię Pan Bóg broni. Nie wykluczam, że poprzez mocniejsze gniazdo symetryczne zagrałyby dużo lepiej, ale dla tego rodzaju sprzętu Beyerdynamic specjalnie zrobił analogiczny model T5p i z nim tego by należało próbować. A tak w ogóle, to z tymi kablami symetrycznymi dla gniazda 2,5 mm bieda i po mnogich perypetiach oraz naciskach udało mi się wydębić jeden – dla też mało skutecznych, planarnych MrSpeakers. Ale o tym na koniec.

Odsłuch cd.

A tędy będzie wychodzić.

Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium)

Po porażce z T1 do też wysoko omowych Sennheiserów podchodziłem z rezerwą. Ale nie było już tak źle, choć mogłoby być lepiej. Lecz w sumie to nie mogło, bo 300 Ω oporności także nie bardzo pasowało. Nie do tego stopnia jak sześćset, ale też. Dźwięk niewątpliwie był bardziej otwarty, bezpośredni, przestrzenny, bliski i przede wszystkim lepiej kontakt nawiązujący. Ale za słabo jak na możliwości tych nauszników wypełniony, z cokolwiek zbyt piskliwymi sopranami i za mało zaznaczającym się basem. Na pewno Fosteksy i NightHawk grały lepiej pod każdym poza przestrzenią względem, więc nic innego mi nie pozostaje, jak powtórzyć sentencję sprzed chwili – dla wysoko omowych lepsze Woo, one dla tego ALO nie. To w sumie mało dobra wiadomość, bo dawny Continental V3 miał tylko jedną lampkę, a ze smartfonami napędzał te Sennheisery pierwsza klasa. Nie żeby to teraz było złe, ale żebym się rozdziawił z radochy, to trochę brakowało. Przede wszystkim niższej tonacji, pozwalającej dodawać masy i basu. Basu tu przestrzennego, ale jak komunizm – bez mięsa.

Fostex TH900 Mk2

Zgodnie z regułą „niski ohmaż pasuje – wysoki nie” dynamiczne Fosteksy o niskiej impedancji zagrały pierwszorzędnie. W porównaniu do NightHawk z Tonalium bardziej akcentowały, izolowały i wyszczuplały soprany, ale muzyczny miąższ poniżej miały ciemny, pełny i uwodzicielski. Podszyty mocnym basem, odpowiednio bogaty i różnorodny, a przede wszystkim bez podnoszenia tonacji, sprawiającego mniejszy czy większy jazgot. NightHawk wprawdzie podobały mi się bardziej, i mimo mniejszego popisywania się sopranami planarne Fosteksy też, niemniej to tutaj pasowało i mogło się podobać.

Jedyne słuchawki z kablem idealnie dopasowanym – także amerykańskie MrSpeakers.

Wokale pełne i zindywidualizowane, a przestrzeń wielka i tętniąca życiem. W dodatku przy plikach wyższej jakości soprany przestawały być cienkie, a ich obfitość czyniła przekaz szczególnie podekscytowanym i roziskrzony. I wówczas lepszość NightHawk i T60 RP znikała.

MrSpeakers Ether Flow C (kabel symetryczny 2,5 mm)

Na koniec obiecane MrSpeakers, jedyne z kablem symetrycznym. (To znaczy wszystkie Tonalium też były symetryczne, i kabel Fostex TH900 też, ale nie miałem do nich przejściówki z 4-pin na 2,5 mm.)

Tu na początek porównanie: jak gra Continental Dual Mono z wyjścia symetrycznego i nie. I na to konto dwa kable oryginalne MrSpeakers i oba symetryczne – ale jeden znów z 4-pinem, więc przez przejściówkę w niesymetryczne 3,5 mm, a drugi już w pełnie pasujący, prosto do 2,5 mm dual mono. Różnica? Zdecydowana! Po kablu niesymetrycznym zamknięte MrSpeakers grały z podobnym dystansem co Beyerdynamic. Cośkolwiek bardziej bezpośrednio, lecz niespecjalnie. Natomiast po kablu symetrycznym zagrały najlepiej ze wszystkich. Zarazem treściwie i mocno na miarę NightHawk, a z sopranami jak u Fostex TH900 i przynależnym temu bogactwem oraz stuprocentowym niezapośredniczeniem. Pełny kontakt, znakomita jakość pod każdym względem i pełna w związku z tym satysfakcja. Na miarę takiego naprawdę dobrego sprzętu stacjonarnego i szkoda tylko, że dopiero po trudno dostępnym symetrycznym, bo o takie kable trzeba się starać, albo mając już symetryczne dla stacjonarnych wzmacniaczy zamówić odpowiednią przejściówkę. Inaczej w przypadku takich NightHawk czy TH900 też grało będzie na bardzo wysokim poziomie, ale jednak nie takim.

I to już grało ekstra!

Bawiłem się też przez moment Abyss AB-1266, o których w Internecie wzmiankują, że ten ALO daje im radę; i przynajmniej przez złącze niesymetryczne nie dostawały dość energii. A przecież Continental V3 przez takie właśnie złącze (innego nie miał) napędzał jeszcze trudniejsze HiFiMAN HE-6?! Ale widać wbudowany w to Dual Mono wzmacniacz, będący miniaturowym naśladownictwem obwodu stacjonarnego Studio Six, mocy ma znacznie mniej i tak dobrze pod jej względem się nie spisuje. Jednak dla wszelkich normalnych słuchawek – nowego typu planarnych i wszelkich dynamicznych – ma tej mocy zapas wystarczający i o to zmartwienia nie ma.

Podsumowując

   W krótkim czasie ten sam dystrybutor podrzucił dwa urządzenia o przeznaczeniu tym samym. Dwa lansowane jako lampowe i przenośne słuchawkowe wzmacniacze z przetwornikami, mające zapewniać dużą moc i najwyższej próby przekaz zarówno na komputerowym stanowisku, jak i w trybie przechodnia. Z tym drugim sprawa okazała się trudniejsza, bo lampy grzeją i już, a na dodatek ich oprawienie torem to zawsze coś większego niż tranzystorowy DAP albo smartfon. Ale kiedy się uprzeć i jakiś futerał na pasku wdrożyć, to na pokładach są baterie i można grać parę godzin, a ostatecznie nie takie kiedyś przenośne audio bywało. Niejeden pewnie pamięta radiomagnetofony z rączką  (jamniki), mające głośniki po bokach wielkości od jabłka do arbuza.

Każdy z amerykańskich producentów sięgnął po wzmacniacz lampowy na miniaturowych triodach, bo trudno żeby było inaczej, jednakże każdy użył innej kości. Woo Audio obecnie produkowanej ESS SABRE ES9018K2M z przetwarzaniem 24-bit/384kHz Hi-Res, a ALO Audio dawnego Wolfson Microelectronics WM8741 (od brytyjskiej firmy przejętej w 2014 przez amerykańskiego Cirrus Logic) z przetwarzaniem PCM 192 kHz i DSD64. Gdy o tę stronę chodzi, to intensyfikująca się ostatnimi czasy mitologia, roztaczająca wizje lepszości kości dawnych, w tym wypadku się nie potwierdza, gdyż jakość dźwięku Woo nieznacznie, ale jednak, okazała się lepsza. I nie bez praktycznego znaczenia poparta mocą 350 mW naprzeciw 145 mW dual mono od ALO. Za to ALO bardzo zdecydowanie jest mniejsze i aż trzykrotnie lżejsze oraz o jedną trzecią tańsze. W dodatku świetnie gra już z niedrogimi Fostex T60 RP po złączu niesymetrycznym, co w tych akurat słuchawek przypadku i tak nie jest wielką zaletą, bo chociaż go nie miałem, to mają one na wyposażeniu niedrogi kabel symetryczny z wtykiem 2,5 mm, więc hulaj dusza z ALO.

Takie kable dla ALO to warunek pełnych osiągów, zarówno odnośnie mocy jak i jakości brzmienia, co dodatkowo komplikuje konkurowanie z Woo, choć z drugiej strony „dual mono” brzmi dumnie i przyciąga, aczkolwiek w małym, metalowym serduszku symetrycznego Continentala miejsce dla osobnych kości Wolfsona w każdym kanale się nie znalazło. A to z kolei strata, bo jak pouczają przykłady drogich DAP-ów, te z osobnymi w każdym kanale brzmią zdecydowanie lepiej.

Dość może jednak będzie tego slalomu za i przeciw z porównywaniem do większych i droższych. Wieść najważniejsza niesie, że ALO Audio Continental Dual Mono naprawdę umie to, co obiecywał – umie zastąpić sprzęt stacjonarny. Jakość dźwięku w przypadku słuchawek o niskiej i średniej impedancji (a tych jest ostatnio bardzo zdecydowanie więcej) po zwykłym złączu zapewnia już pierwszorzędną, że satysfakcja pełna, a po symetrycznym wręcz wyrafinowaną. W efekcie powrót po recenzji do dużej aparatury stacjonarnej bardziej mnie rozczarował niż przyniósł ulgę. Nie podziało się wprawdzie tak jak przy Woo, że jego nawet wolałem, zwłaszcza dopóki lampy w dużej na fest, po ponad godzinie, się nie rozgrzały, ale przyrost jakości względem ALO okazał się zrazu tak mizerny, że aż mnie to rozeźliło. „Na cholerę tyle wielkich klamotów i przy nich grubych kabli!”. A zatem małe może być piękne – piękne także brzmieniowo. Woo i ALO niezbicie tego dowodzą.

 

W punktach:

Zalety

  • W trybie dual mono faktycznie dźwięk na miarę wysokiej klasy aparatury stacjonarnej.
  • Stuprocentowo muzykalny.
  • A zarazem daleki od zagłaskiwania i upiększania.
  • Realistycznie chropawy i z wielu harmonik.
  • Dźwięczny.
  • Nasycony.
  • Z naturalistycznym światłem.
  • Szybki.
  • Dynamiczny.
  • Żywy.
  • Zajmujący.
  • Usuwający precz wszelkie narzekania i odczuwanie braku.
  • A wszystko z niewielkiego urządzenia bateryjnego za sześć i pół tysiąca.
  • Dual mono.
  • Stosownie do tego dwie lampy na pokładzie.
  • Oraz dwa gniazda słuchawkowe – symetryczne i zwykłe.
  • Trzy wejścia cyfrowe i wyjście line-out.
  • Klasyczna kość DAC Wolfsona.
  • Obwód wzmocnienia wzorowany na sławnym Continental Studio Six.
  • Regulowana moc, pozwalająca na używanie także słuchawek dokanałowych.
  • Znaczone kolorami gęstości plikowe.
  • Długo podtrzymująca i szybko się ładująca, a przy tym niedroga bateria Panasonica.
  • Tani futerał skórzany do dokupienia.
  • Niedrogie także lampy na wymianę. (Której prawdopodobieństwo jest nader nikłe).
  • Znany producent.
  • Made in USA.
  • Polski dystrybutor.

Wady i zastrzeżenia.

  • Pomimo dual mono tylko jedna kość przetwornika.
  • Mocno grzeje. (Nie da się więc nosić w kieszeni.)
  • Mocno świeci. (O ile ktoś nie lubi.)
  • Sterczący potencjometr w trybie stacjonarnym jest zaletą, ale w przenośnym wadą.
  • W trybie stereo słuchawki wysoko ohmowe grają wyraźnie gorzej od nisko.
  • Moc wzmacniacza nie zapewni napędu starego typu słuchawkom planarnym. (O ile ktoś na to liczył.)
  • Nie udało się nawiązać współpracy ze smartfonami. (Choć nie wykluczam, że jest to wykonalne.)
  • Ostre krawędzie, a futerał dopiero za dopłatą. (Fakt, że niedrogi.)

Sprzęt do testu dostarczyła firma: MIP

Dane techniczne:

  • Bateryjny przetwornik ze zbalansowanym wzmacniaczem słuchawkowym.
  • DAC:  Wolfson WM8741.
  • Bateria Panasonic NCR18650 (12,6 V).
  • Gniazda słuchawkowe: 3,5 mm stereo jack; 2,5 mm balanced.
  • Wejścia: USB-micro; 3,5 mm stereo; 2,5 mm 4-pole stereo-balanced.
  • Waga: 415 g.
  • Lampy: Philips/Sylvania/Thomson W1111 lub Raytheon JAN 6832.
  • Obsługa plikowa: 44,1/48 kHz, 88,2/96 kHz, 176,4/192 kHz, DSD64
  • Moc:
  • Single Ended
  • 80mW na 32 Ohm
  • 95mW na 50 Ohm
  • 75mW na 150 Ohm
  • 60mW na 300 Ohm
  • Balanced
  • 125mW na 32 Ohm
  • 145mW na 50 Ohm
  • 110mW na 150 Ohm
  • 95mW na 300 Ohm
  • Impedancja wejściowa SE: 10 kΩ
  • Impedancja wejściowa BAL: 50 kΩ
  • Impedancja wyjściowa SE i BAL: < 1Ω
  • Cena: 6499 PLN

System:

Źródła: PC, laptop Acer V3.

Przetwornik/wzmacniacz słuchawkowy: ALO Audio Continental Dual Mono.

Słuchawki: Abyss AB-1266 (kabel Tonalium), AudioQuest NightHawk (kabel firmowy i Tonalium), Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium), Fostex TH900 Mk2 & T60 RP, MrSpeakers Ether Flow C (firmowy kabel zbalansowany 2,5 mm), HD800 (kabel Tonalium).

Pokaż artykuł z podziałem na strony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy