Recenzja: ALO Audio Continental Dual Mono

   Dawno temu, we wrześniu 2013 roku, kiedy jeszcze o polskiej dystrybucji amerykańskiego ALO Audio nikomu się nie śniło, zaprzyjaźniony czytelnik zaproponował mi przetestowanie przenośnego wzmacniacza słuchawkowego, którego był właścicielem. Wzmacniacz zwał się ALO Audio Continental V3 i wywarł piorunujące wrażenie. Tycie coś do spinania gumami ze smartfonem potrafiło dać odpór dużym, stacjonarnym klocom z budżetami okolic dziesięciu tysięcy. Samo wprawdzie także nie było szczególnie tanie, amerykańska cena to ponad pięćset dolarów, ale kudy temu do dziesięciu tysięcy. Na dodatek ta lampka – lampka w urządzeniu przenośnym! Czym się kończy noszenie urządzeń lampowych, to zobrazował w charakterystyczny dla siebie sposób Woody Allen, w na poły autobiograficznym filmie „Złote czasy radia”. Kończy się taksówką. Bardzo lubię ten film i bardzo lubię urządzenia lampowe, a ALO Audio lubię za to, że potrafiło zbudować słuchawkowy wzmacniacz lampowy nie potrzebujący taksówek. Bardzo natomiast mnie rozzłościło tym, że tego przenośnego Contnentala V3 przestało produkować; i dalej by złościło, ale postanowiło wykupić się tytułowym Continental Dual Mono.

To nie jest prosto biorąc następca, jakiś nowy ich słuchawkowy wzmacniacz przenośny, a ściślej biorąc i owszem, ale nie sam. Wzmacniacze solo ALO też produkuje, i nawet jeden już czeka na recenzję, ale pochylamy się teraz nad czymś większym i droższym – kosztującym w kraju pochodzenia $1500 przenośnym, lampowym wzmacniaczem słuchawkowym ze zintegrowanym przetwornikiem.

Siłą technicznych wzmagań to urządzenie musi być większe – jest wielkości maksymalistycznego smartfona i ze dwa razy od takowego grubsze. Siłą konstrukcji dual mono mające dwie a nie jedną lampy. I siłą techniki lampowej wymagające przewiewu. O tym wszystkim już piszę bardziej po szczegółach, natomiast o samym ALO Audio dużo powiedzieć nie można, gdyż samo o sobie mówi niewiele. Firma znana była początkowo z małych słuchawkowych wzmacniaczy i kabli przeznaczonych do poprawiania słuchawkom dźwięku, które pomimo dość wysokich cen zrobiły sporą karierę, a w roku 2012 wzbogaciła się ofertowo o duży stacjonarny wzmacniacz lampowy Studio Six, zbierający znakomite recenzje. Siedziba rozlokowała się w portowym (jak głosi sama nazwa) mieście Portland, leżącym nie bezpośrednio nad Pacyfikiem, tylko nad wpadającą do niego Columbia River, a zespół składa się z grupy młodych ludzi kierowanych przez Kena Balla i wspieranych przez doświadczonych konstruktorów Thomasa Martensa i Vinnie Rossiego.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy