Recenzja: Acrolink MEXCEL 7N-PC9700

Budowa

Jeszcze dziesięć lat temu ta nazwa niewiele mówiła, a teraz znaczy dużo.

    W teście zbiorczym znalazła się niesłuszna uwaga, sugerująca że japoński producent o budowie wewnętrznej swoich przewodów wiele nie mówi, woląc zachować szczegóły w sekrecie. Nie jest to wszakże prawdą, firma nie ma nic do ukrycia. W Internecie możemy obejrzeć dokładny przekrój i zapoznać się z jego złożonością. A rzecz jest faktycznie złożona i w grę wchodzi wiele surowców. W samym centrum przewodu Acrolink MEXCEL 7N-PC9700 biegną dwa niezbyt grube wątki: nić jedwabna, pełniąca rolę ścięgna, oraz przylegający do niej absorber elektromagnetyczny o nieznanym składzie chemicznym. Wokół nich – niczym rogi w trójkącie – sytuują się trzy wielokrotnie grubsze żyły przewodnika właściwego, zaizolowane poliolefiną monomeryczną (czyli folią termokurczliwą), każda złożona z 50 nitek miedzianych 7N D.U.C.C (Dia Ultra Crystallized Copper) poddanych technologii Stressfree i mających średnicę ø 0,32 mm oraz splot MEXCEL, obniżający efekt naskórkowy. Wszystkie trzy nie tylko same są izolowane, ale dodatkowo zatopione w grubej, zbiorczej izolacji, stanowiącej mieszankę poliolefiny, wolframu i proszku węglowego. Izolacji otoczonej raz jeszcze poliolefiną z dodatkiem tym razem warstwy antywibracyjnej, na co przychodzi ekran z węglowej folii półprzewodzącej, na niego ochronna glazura poliuretanowa z dodatkiem miedzi 4N, i na to wszystko finalnie zewnętrzna warstwa poliuretanowa, którą możemy podziwiać jako śliską, połyskliwą, czarno-rubinową, sprasowaną na gładź plecionkę.

Pomimo takiej złożoności kabel nie okazuje się gruby (ø całkowite 16 mm), jednak cienki też nie jest. Zdecydowanie cieńszy od flagowego Siltecha i jednocześnie grubszy od flagowego Crystal Cable, lokuje się pod względem grubości w zakresie średnim. Jest przy tym twardy i sprężysty, co daje wadę i zaletę. Wadę, bo miękko i skrętnie się nie pozwoli ułożyć, a zaletę, bo dzięki temu chcący go mocno wygiąć użytkownik nie zdoła naruszyć wewnętrznej struktury przewodów, co jest naprawdę ważne w świetle tego „Stressfree”, zabezpieczeń antywibracyjnych i skomplikowanej, wielowarstwowej izolacji.

Numerologia z czerwoną kropką.

Na obu końcach rubinowo-czarnego ślizgu zjawiają się srebrzysto-czarne wtyki sygnowane przez samego Acrolinka, mające korpus z mosiądzu i aluminium wypełniony żywicą w osłonie włókna węglowego, a bolce z miedzi berylowej pokrytej rodowanym srebrem. Okazują się zatem także bardzo skomplikowane i wieloskładnikowe, jawnie przecząc zasadzie wtyku jak najprostszego, będącego surowcowym przedłużenie przewodu właściwego.

Całe owo skomplikowanie – skomplikowany przewód o skomplikowanych końcówkach – ląduje w tradycyjnym dla Acrolinka pudełku z lśniąco lakierowanej tektury z dodatkiem certyfikatu autentyczności i specyfikacji technicznej. Sam natomiast zadbałem o dokładną specyfikację cenową i uzgodniłem z dystrybutorem, że za półtorametrowy odcinek będzie żądał 14,9 tys. PLN, czyli znacznie mniej niż w oficjalnym cenniku.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy