Recenzja: Accuphase E-470

Wygląd i budowa

Accuphase_E-470_002_HiFi Philosophy (2)

Accuphase E-470,

   Wzmacniacz jest taki jak trzeba, to znaczy duży i budzący zaufanie. Waży potężnie, wzrok skupia i wychyłowymi wskaźnikami czaruje. Wygląda klasycznie, trochę retro, a technikę ma w środku najnowszą. Oferuje wszystkie powiązane z byciem wzmacniaczem funkcje, a powierzchowność ma złotą z bursztynowymi i turkusowymi światłami, bowiem inaczej wybarwione Accuphase w audiofilskiej przyrodzie nie występują. Cena 34 tysiące jest jak na topową integrę umiarkowana, bo one nieraz dwa i więcej razy tyle kosztują, a wyrazem pewnej oszczędności jest brak drewnianych boczków, charakterystycznych dla najdroższych wyrobów firmy, choć niewykluczone, że  jedynie powodowany potrzebą łatwiejszego odprowadzania ciepła.

Cały front jest w każdym razie złocisty i ze złotą odchylaną klapą, za którą znajdziemy regulatory basu, sopranów i balansu (wymagające aktywacji przyciskiem »Tone«), jak również selektor wyjść głośnikowych (oba lub któreś), przerzucacz fazy na XLR-ach, włącznil/wyłącznik cyfrowego indykatora poziomu dźwięku i parę jeszcze innych regulacji, w tym związanych z użyciem DAC-ka, o ile został zainstalowany. Po obu stronach dużego wyświetlacza i umieszczonej pod nim klapy są duże gałki, z których lewa jest 9-pozycyjnym selektorem wejść, a prawa to potencjometr. Siłę głosu możemy regulować także z pilota, a moc jest oferowane w rozmiarze 180 W przy impedancji 8 Ω. Do wzmacniacza możemy wstawić nabywaną oddzielnie płytę z sekcją DAC (model 40) i płytkę przedwzmacniacza gramofonowego (podobno bardzo dobrej jakości), a na panelu przednim jest jeszcze gniazdo słuchawkowe, stanowiące drogę do także znanych z wysokiej jakości wzmacniaczy słuchawkowych firmy, których niestety nie można nabyć oddzielnie. Tuż obok są jeszcze dwa przyciski, z których jeden to włącznik konturu (o wyraźnym działaniu, przydatnym podczas cichych sesji), a drugi łagodzi stromiznę potencjometru, co się przydaje w przypadku głośników o dużej skuteczności.

We wnętrzu, jak już zdążyłem napisać, kryją się technologie z urządzeń szczytowych, a w szczególności moduł regulacji wzmocnienia AVAA, pozwalający obniżać szumy własne do poziomu zaledwie 2,5 dB. Ciekawostką jest też zapożyczone od wyższych pięter zastosowanie przełączników półprzewodnikowych w oparciu o tranzystory MOS-FET w miejsce powszechnie występujących mechanicznych, a to z uwagi na ich zużywanie się i w miarę jego postępowania tracenie przewodnictwa na mechanicznych stykach. W akcji jest także technologia Remote-Sensing, czyli możliwie bliskiego względem wyjść głośnikowych pobierania sygnału zwrotnego, w tym wypadku dodatkowo mająca postać zbalansowaną, jeszcze bardziej zmniejszającą zniekształcenia harmoniczne i przesłuch międzykanałowy.

O designie najnowszej integry w zasadzie nie trzeba pisać - wizerunek  Accuphasea jest jego wizytówką i nic chyba tego nie zmieni.

O designie najnowszej integry w zasadzie nie trzeba pisać – wizerunek Accuphasea jest jego wizytówką i nic chyba tego nie zmieni.

Wzmacniacz pracuje w klasie AB, a sekcje przedwzmacniacza i wzmacniacza ma starannie odseparowane, co producent z dumą podkreśla. W centrum znajduje się potężny, zapuszkowany toroid, wspierany przez dwa też potężne kondensatory filtracji prądu wejściowego, a całe to centrum jest ogrodzone metalowym płotem i żebrowaniami radiatorów. Wrażliwe na emisję pola elektromagnetycznego sekcje wyrzucono na zewnątrz, jednak w obrębie widać także sporo elektroniki, którą transformator po obu stronach jest obłożony.

Tylna ściana została szczelnie wypełniona gąszczem wyjść i przyłączy, których nie będę wyliczał, nadmieniając jedynie, że zadbano zarówno o zwolenników symetrycznego jak i niesymetrycznego sygnału, a także o wyznawców bi-wiringu oraz o cyfrowe przyłącza, o ile zainstalowana zostanie karta rozszerzeń DAC. Dodam jeszcze, że wzmacniacz woli żyłę gorącą po lewej, co dla urządzeń Accuphase okazuje się charakterystyczne, chociaż nie dla testowanego niedawno  przetwornika C-37.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

6 komentarzy w “Recenzja: Accuphase E-470

  1. Sławek napisał(a):

    Panie Piotrze – na zdjęciach widzę, że dziurka dla słuchawek jest – jak ta integra gra ze słuchawkami?
    Nie wierzę, że Pan nie spróbował.
    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Wspomniałem w tekście, że to rasowy wzmacniacz. Gra jak taki za jakieś trzy tysiące. Ciepłym, głębokim, trochę słodkawym i lekko przyciemnionym brzmieniem o wysokiej kulturze. Bez rozjaśnień i podostrzeń, bardzo przyjemnie.

  2. DarekzMArek napisał(a):

    Panie Piotrze Dynaudio Contour LE to najcieplej, najsłodziej i najgładziej grające kolumny jakie słyszałem .Biorąc pod uwagę ,że każde jedwabne a zwłaszcza Dynaudio głośniki grają jedwabiście i ciepło to opinia Pana wydaję się być wyssana z palca.Czas umówić się z kolegą Wojciechem na wizytę u dobrego laryngologa.Dobrze ,że znam te kolumny bo po tym teście bym ich nie kupił.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nic nie poradzę, że u mnie grały jak grały. Ale jeżeli ktoś wyraża o nich opinię, że są najcieplej i najsłodziej grającymi jakie słyszał, to albo bardzo mało słyszał, albo rozmawiamy o innych kolumnach. (Może tylko w sensie innego egzemplarza, o ile te mogą się bardzo różnić). Co do tego co napisałem w recenzji, to akurat sam nie słuchałem, tak więc mam świadków i prywatnie mogę ich wskazać, a są to osoby tkwiące w świecie audio nomen omen po uszy. Zwracam przy tym uwagę, że głośniki grały w różny sposób w zależności od toru, tak więc radzę się porządnie zapoznać z recenzją, a potem możemy kontynuować wymianę poglądów.

  3. drgr napisał(a):

    Autor to powinien wiersze pisać a nie recenzje sprzętu audio. Interesuję mnie połączenie tych kolumn z Accu ale z tej recenzji można głownie dowiedzieć się że najważniejsza jest polaryzacja pinu gorącego a nawet sam Accuphase nic o tym nie wspomina w instrukcji.A co do 2 drożnego Dynaudio też uważam że zaokrąglone cieple granie to by bylo. Sprzęt dobry ale recenzja denna.

    1. Luk napisał(a):

      Zgadzam sie z Tobą. Dynaudio juz takie jest… Być moze recenzent pisze swoją prawdę , ponieważ ma inny punkt odniesienia. No cóż… taka jiz jest ta pasja 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy