Rececnzja: iFi Audio iSilencer3.0

Podsumowanie

Takie małe coś.

   Za 249 złotych możemy kupić szarą przelotkę wielkości pendrajwa, która zarówno ze sprzętem bardzo umiarkowanym cenowo, jak i tym nie na każdą już kieszeń, zwraca poniesione koszty. Nie w sposób aż tak spektakularny jak iDefender z iPower, czy tym bardziej iOne, ale też do wyłapania. Korzystny w pojedynkę i jeszcze bardziej w działaniu grupowym, a także korzystny we współpracy bezpośredniej z iDefender, jako że można oba poprawiacze jeden za drugim podpinać w to samo gniazo i wówczas wyrazistość, dynamika, detaliczność i lampowość będą się uzupełniać. Zarazem można w tym miejscu przywołać klasyczne powiedzonko „co tanie, to drogie”. Nie w odniesieniu do małych poprawiaczy, tylko samego transferu USB. Pomyślany jako jak najprostszy w użyciu, faktycznie zyskał popularność i poczynając od 1996 roku oplata coraz gęstszą siecią korzystających z rewolucji cyfrowej. Owa dzięki użyteczności spopularyzowana prostota, mająca też oczywiście przełożenie na taniość, kosztuje jednak użytkowników audiofilskiego wymiaru transmisji dodatkowe pieniądze, i to jest ta w przysłowiu zawarta drogość. Koszmarnie drogie kable USB, po aż $5000 włącznie, wraz z najróżniejszymi poprawiaczami i interfejsami, w tym bardzo drogimi wzorcowymi zegarami o femtosekundowej dokładności, plus całe nieraz komputery konstruowane pod kątem eliminacji bitowego chaosu, to koszty tej prostoty i tej pozornej taniości. Bez takich kosztów – mniejszych czy większych – sygnał audio ze złącza USB wyjdzie zawsze zdeformowany, a najkorzystniejszą cechą poprawiaczy od iFi, i w ogóle fundamentalnym założeniem tej firmy, jest taniość poprawiania. Ta taniość już na szczęście nie ma złowrogiej pochodnej w postaci ukrytych kosztów – nawet w przypadku iOne albo pakietu iSilencery plus iDefender z iPower nie oznacza dużych wydatków. Trochę gorzej wygląda sprawa z kablami USB, ale przyzwoity wyszukać da się w okolicach tysiąca złotych. Summa summarum da się to wszystko przeżyć, aczkolwiek niedrogie komputery, laptopy i smartfony gotowe bez żadnych dziwactw wokół siebie obdarzać piękną muzyką, byłyby jeszcze przyjemniejsze. No ale kto by wówczas zarobił? W ten sposób interes nie może się przecież kręcić, nie macie co na to liczyć…

 

W punktach:

Zalety

  • Niedrogi solista daje poprawę.
  • Muzykalność.
  • Głębsze przenikanie.
  • Głębsze same dźwięki.
  • Spójniejszy przekaz.
  • A jednocześnie bardziej złożony.
  • Bo lepiej oświetlony i bardziej kontrastowy.
  • To wszystko nawet w przypadku przetworników za bardzo konkretną już kwotę.
  • Jeszcze lepiej widoczne przy obsadzeniu kilku gniazd.
  • Może współpracować z iDefender.
  • Użycie kabla USB Gemini z iUSB3.0 nie zastąpi (niestety) w pełni jego walorów.
  • Maksymalna prostota użycia.
  • Na najpopularniejsze złącze.
  • Do pełnej optymalizacji można dochodzić etapami.
  • Stukrotna redukcja szumu transmisji.
  • Kompatybilność z formatem USB3.0.
  • Rebalans.
  • Redukcja jittera (a więc własny zegar wzorcowy).
  • Znany producent.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • W pojedynkę nie daje wszystkiego.
  • Nie zastąpi, a jedynie uzupełni iDefendera.
  • Niezbyt drogi iOne potrafi więcej. (Ale wymaga kabla koaksjalnego.)

Sprzęt do testu dostarczyła firma: Camax

System:

  • Źródła: PC, laptop.
  • Przetworniki: Apogee Groove, iDSD BL, Aqua La Voce, Ayon Sigma.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: Apogee Groove, Ayon HA-3, Emperor Headphone, Phasemation EPA-007.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio), Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio) & Xeleno, Crosszone CZ-1, Fostex TH900 Mk2, Grado SR60, Sennheiser HD 800S.
  • Kabel USB: Gemini+iUSB3.0.
  • Interkonekty: Telurium Q Black Diamond XLR, Sulek 9×9 RCA.
Pokaż cały artykuł na 1 stronie

9 komentarzy w “Rececnzja: iFi Audio iSilencer3.0

  1. Sławek pisze:

    Faktycznie robi dobrą robotę, a zwłaszcza poprawia rozdzielczość dźwięku.
    Używam dwóch, jeden na wyjściu z lapka na DAC, drugi między lapkiem a pendrajvem lub twardym dyskiem.

    1. Marek pisze:

      pewnie chodzi, że słychać więcej szczegółów i nie ma co wymyślać zmiany rozdzielczości dźwięku tam gdzie jej nie ma :)

      1. PIotr Ryka pisze:

        Działanie iSilencera nie polega na dodawaniu szczegółów. Na pewno nie w pierwszym rzędzie.

        1. Marek pisze:

          Dla wyjaśnienia moja uwaga nie dotyczyła samego iSilencera. Była tylko i wyłącznie odniesieniem do nomenklatury użytej w poście Pana Sławka.
          Panie Piotrze o dodawaniu szczegółów nawet nie myślałem, ponieważ zakładam, że to jest nie możliwe w całym procesie odsłuchowym. Podczas odsłuchu można szczegóły odkrywać, ujawniać, akcentować itd. ale na pewno nie dodawać, dodawanie szczegółów to domena twórców nagrania podczas samego nagrania.
          Być może czepiam się słówek, ale nie lubię sobie robić wody z mózgu i broń Boże nie mam na myśli powyższego artykułu, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam taką formę i język

          1. PIotr Ryka pisze:

            Oczywiście, że dodawanie ma tu wyłącznie charakter odsłaniania czegoś dotychczas skrytego. Dodawanie dosłowne byłoby wszak deformacją i manipulacją :)

          2. Sławek pisze:

            No w każdym razie o wiele przyjemniej się słucha. Ja nie nie jestem osłuchany w licznych „hajendach” tak jak Panowie, więc może źle się wyraziłem, a chodzi mi o to że moim skromnym zdaniem po prostu słyszę więcej, odkrywam różna smaczki, które jak najbardziej wtopione są w muzykę, a wcześniej nie docierały do mojej świadomości.
            I dodatkowo wyjaśniam, że nie jestem szczególarzem – dowód swego czasu po odsłuchu kupiłem CD Thule Spirit, a nie Micromega stage 5.

  2. MirekM pisze:

    Ciekawe byłoby porównanie z Audioquest Jitterbug.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Ciekawe. Pewnie z czasem nastąpi, bo iSilencera mam już swojego.

  3. adamm pisze:

    w tytule jest literowka „Rececnzja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy