Kielich Helda

Astrocyte5   Nie, nie – nie wpadłem w ciąg alkoholowy skutkiem wspierania odsłuchów lampką wina albo szklaneczką whiskey. Wiem, niektórzy tak się akcelerują, ale moim zdaniem nawet jeden kieliszek degraduje możliwości słuchowe i nigdy nie wspieram się alkoholem. Dotyczy to także piwa, które według mnie destruktywne od wina na poziomie jedna lampka vs jedna szklanka jest znacznie bardziej. Tak czy inaczej, po tym czy tamtym, słuchanie pod wpływem alkoholu ma już wyłącznie wymiar biesiadno rozrywkowy i żadna wiarygodna ocena dźwięku z takiego odsłuchu nie może płynąć. Ale kielich Helda nie jest przeznaczony dla win ani innych spirytualiów, a choć nominalnie należy się Heldowi, posiada go każdy z nas. Bo kielich Helda to synapsa.

Kto uważał na biologii, z pewnością pamięta, że synapsy to miejsca łączenia komórek nerwowych z mięśniami, gruczołami albo pomiędzy sobą. Tak więc synapsa jawi się jako maleńki punkt styku, gdzie jony wapnia i sodu grają w grę elektryczną, umożliwiającą przenikanie impulsów prądowych albo substancji neuroprzekaźnikowych, w rodzaju dopaminy czy adrenaliny. Synapsa w potocznym wyobrażeniu to zatem mikroskopijny punkt styku w sieci nerwowej, a w bardziej dokładnym podejściu – zbliżenia, ponieważ tam zawsze pomiędzy synapsami pozostaje maleńka szczelina, będąca miejsce rozgrywki elektryczno-chemicznej a nie mechanicznego kontaktu. Zauważmy przy okazji, że cała ta synaptyczno neuronalna sieć połączeń i oddziaływań musi otrzymywać energię z zewnątrz, by działać, bo przecież nie jest to perpetuum mobile. Nic samo się nie myśli ani nie dzieje się samo, jak słusznie zauważył nad szklanką piwa Witkacy. Przynajmniej nie na poziomie organizmów biologicznych. Tak więc działanie synaps jest odpowiedzią na jakiś bodziec, czyli na dostarczenie energii. I tu dochodzimy do meritum, ale nim uczynimy krok ostatni i wejdziemy na jego teren, musimy zwrócić się jeszcze ku kielichowi Helda i opisać jego specyfikę. Bo cóż to za synapsa, co zyskała własną nazwę i zwie się nawet kielichem? O jaki punkt zbliżenia tyle jest krzyku?

W 1893 niemiecki badacz Hans Held opisał synapsę nazwaną później jego imieniem – synapsę największą z synaps. Największą u wszystkich ssaków i zlokalizowaną w słuchowym pniu mózgu. Calyx of Held – jak zwie się ona z angielska, czyli w łacinie współczesnej nauki – okazuje się jak na synapsę ogromna; choć nie aż widoczna gołym okiem. Ale właśnie dla oczu pozostaje niczym swoiste memento, ponieważ decyduje o wyższości słuchu nad wzrokiem.

Hans Held

Hans Held

Dlatego właśnie o wszystkim tym piszę. Powszechnie sądzi się i sam tak sądziłem, że zmysł wzroku jest o wiele czulszy i doskonalszy od słuchu. Poniekąd jest tak istotnie. To na podstawie wzroku budujemy obraz świata, i dlatego osoby go  pozbawione są głęboko upośledzone poznawczo oraz funkcyjnie, co każdy widzący dostrzega natychmiast. Nie potrafimy, jak sonary czy nietoperze, emitować fali dźwiękowej, słyszenie odbicia której daje dokładną orientację przestrzenną. Dźwięki odbite, na przykład stukanie laską albo pogwizdywanie, potrafią pomagać w zlokalizowaniu przeszkody, ale ze wzrokiem się to nie równa. Potężny aparat wzrokowy sprzężony z korą wzrokową mózgu (za którego fragment oko, formalnie biorąc, w anatomii jest uważane) oferuje ogromną gamę barw i kształtów, składających się na stereoskopowy obraz o wielkiej rozdzielczości, rzędu kilkunastu tysięcy linii poziomych i kilkudziesięciu klatek na sekundę. Obraz niezwykle stabilny – odporny na bardzo znaczne zmiany oświetlenia, a także ruch i położenie oczu patrzącego. A choć obszar ostrego wiedzenia ogranicza się do zaledwie pola równego mniej więcej powierzchni paznokcia kciuka wyprostowanej ręki, to i tak odnajdujemy się w świecie dzięki wzrokowi znakomicie. (To z tym ostrym widzeniem zawsze wszystkich szokuje, ale łatwo samemu rzecz sprawdzić.)

Tak więc, patrząc na sprawy badawczym okiem (i samym tym zdaniem jawnie kwitując fakt fundamentalnej roli wzroku w naszym postrzeganiu zmysłowym) – automatycznie i bez zastrzeżeń gotowi jesteśmy prymat wzrokowi przyznać. Ale jak wiele razy pisałem, to co pozornie oczywiste, często okazuje się błędne. Wzrok wprawdzie pozwala lepiej się orientować, opisuje bardziej bogato i pozwala skuteczniej unikać niebezpieczeństw, ale to nie oznacza, że jest najczulszym ze zmysłów. I oto właśnie nasze meritum, ku któremu zmierzałem. Nie jest – a decyduje o tym nasz tytułowy kielich Helda.

Owo centrum ogromnego, szacowanego na przeszło trzydzieści tysięcy, zbiegowiska neuronów słuchowych, ulokowane w słuchowym pniu mózgu, pulsuje w tempie 800 razy na sekundę, tak więc w porównaniu z kilkudziesięcioma klatkami obrazu naszego widzenia jest o rząd wielkości szybsze. By jako tako oszukać wzrok, wystarczy puścić film w tempie 16 klatek na sekundę, a 60 klatek daje już całkowitą płynność. (W obrazie bez przeplotu.) Tymczasem kielich Helda emituje 800 a nie 60 razy na sekundę substancje neuroprzekaźnikowe, zbierając dzięki temu w ogromnym tempie dane od komórek słuchowych, samych z siebie potrafiących reagować na częstotliwości nawet powyżej 100 kHz i wraz z tak zwanym słyszeniem twarzą także konstruować bardzo złożony obraz przestrzenny. W dodatku słuch okazuje się nie tylko doskonalej rozdzielczy w sensie szybkości neuronalnego taktowania, ale też bezbłędnie rozdzielczy na obszarze całego swojego pasma, podczas gdy nastawiony na sztuczne ulepszanie spójności i interpretowanie zdarzeń przekaz wzrokowy posiada naturalną tendencję do maskowania różnic i tworzenia artefaktów oraz własnych znaczeń. Wszędzie dopatruje się widoku czyjejś twarzy (jako najważniejszej w sensie społecznym) i preferuje rzeczy będące w ruchu względem pozostających w spoczynku, bo takie dla przeżycia bardziej są ważne. Nie wpadniesz wszak pod stojący samochód, tylko ten który jedzie. Sztucznie uzupełnia też pole plamki ślepej, abyś nie miał w swym świecie dziury, która tak naprawdę tam się znajduje, a także powiększa przedmioty znajdujące się blisko siebie, a pomniejsza położone daleko, by je z mniejszym wysiłkiem odróżniać. Nie mówiąc już o takich przekrętach jak nieustanne odwracanie obrazu z siatkówki o 180 stopni, jako że w w rzeczy samej widzimy wszystko do góry nogami, czy upiększanie poprzez zacieranie defektów widoku świeżo poznanej przez samca samicy – co może go mamić od miesiąca do nawet półtora roku, a wówczas jest już za późno, bo małżeństwo zostało zawarte. A ona przecież wcale nie taka jest ładna… No i przejrzał na oczy nie w porę, jak to się mawia.

Źródło: Wikipedia.org

Źródło: Wikipedia.org

Na tle bardzo obfitego poznawczo ale potrafiącego kantować i przeinaczać wzroku, który dla przykładu nie odróżnia migotania w tempie 30 i 60 cykli na sekundę, słuch o wiele bardziej jest precyzyjny; i nie dość że taktuje o wiele szybciej, to jeszcze częstotliwości 30 i 60 Hz odróżnia bez problemu. Całkiem niedawno znalazło to zastosowanie w nauce i diagnostyce medycznej. Pojawienie się plików dźwiękowych i możliwość najróżniejszego transponowania ich do odmiennych postaci, poprzez zastępowanie jednych symbolik innymi (na przykład zamiany jednej częstotliwości na inną albo przyspieszenia bądź spowolnienia ogólnego tempa, a w jeszcze większym stopniu zamiany obrazów na dźwięki), pozwala przekładać różnego rodzaju dane na słyszalną dla naszego ucha postać dźwiękową. Można dzięki temu analizować na słuch widma gwiazd albo przełożone ze spektrometrii obrazowej na dźwięki dane biopsji komórkowych. Udało się już dzięki temu wyjaśnić dlaczego atmosfera Słońca jest o wiele gorętsza od jego powierzchni i można tym sposobem diagnozować obecność komórek rakowych w pobranym materiale biologicznym. To ostatnie szczególnie jest cenne, ponieważ przełożenie tych danych na wykresy albo barwne plamy jest czynnością żmudną i wymagającą o wiele bardziej skomplikowanej aparatury, podczas gdy zamiany ich na pliki dźwiękowe można dokonać łatwo i błyskawicznie. Dzięki temu chirurdzy będą mogli w trakcie operacji upewnić się, że usunęli z danego miejsca wszystkie komórki rakowe, wsłuchując się w dźwięk komórkowy, tak jak w radiometrii słucha się licznika Geigera. Poszczególne białka śpiewają bowiem inaczej, a te rakowe są specyficzne i można je przy odrobinie wprawy łatwo wyróżnić.

Tak więc – drodzy audiofile – w górę serca i kielichy Helda. Nie mamy się czego wstydzić z tym naszym słuchaniem względem fotografów, plastyków czy kinomanów albo astronomów. Siedzimy na najszybszym koniu zmysłowym, a słuch potęgą jest i basta. I jeszcze słuchanie bardzo może być pożyteczne, pozwalając zarówno poznawać jak leczyć. Przekładanie świata na muzykę także jest jak najbardziej możliwe i ukazała się nawet pierwsza płyta transformująca na utwory muzyczne naukowe dane, w postaci promieniowania rentgenowskiego emitowanego przez podwójny układ gwiazdowy z konstelacji Hydra.

Źródło: www.notonthehighstreet.com

Źródło: www.notonthehighstreet.com

Zwie się ta płyta X-ray Hydra i jest autorstwa niemieckiego kompozytora Volkmara Studtruckera. (http://www.volkmar-studtrucker.de/werke/projekt-x-ray-hydra_en.html.) Nie zostałem nią wprawdzie oczarowany, ale to niewątpliwie muzyka samych gwiazd.

4 komentarzy w “Kielich Helda

  1. sebna pisze:

    Piotrze z tymi 30, 60hz to się trochę zagalopowałeś bo ja je zawsze bezbłędnie rozróżniam. Powiem więcej w przypadku monitorów komputerowych bezbłędnie wskaże też 75hz i 120hz :) ale faktem jest, że za tymi wskazaniami stoją dekady i setki godzin patrzenia na odświeżające się monitory… choć jednocześnie nie miałem z tym większych problemów od małego dziecka.

    Także wzrok nie taki straszny jak go malują 😉 choć wiadomo muzyki nim nie posłuchamy a przynajmniej nie w takiej formie jak lubię najbardziej. Do usznej :)

    Oczywiście jedna sprawa rozróżnić a druga mieć dla takiej umiejętności jakieś sensowne zastosowanie, ale jednak fakty pozostają faktami 😉

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Informacja o braku odróżniania przez oko częstotliwości 30 i 60 Hz nie pochodzi ode mnie i nie odnosi się do komputerowych monitorów. To dane z naukowego ośrodka odnoszące się do pulsującego źródła światła. Ale słusznie zwracasz uwagę na różne umiejętności postrzegawcze w zależności od indywidualnych predyspozycji. Na przykład rozmycia ruchomego obrazu przy opóźnieniu matrycy monitora rzędu 5 ms nie dostrzega około 90 procent populacji, a 10 procent dostrzega i im to przeszkadza. (To znów nie moje dane, bo sam nie badałem.)

      Też pozdrawiam

  2. AAAFNRAA pisze:

    Oby tylko ten kielich nie zamienił się w czarę goryczy :( Postęp cywilizacyjny, a co za tym idzie wszechobecny hałas oraz masowe stosowanie przenośnych źródeł dźwięku a do tego słuchawek dousznych czy dokanałowych, powodują niestety coraz większą degradację słuchu. We współczesnych miastach jesteśmy wystawieni na stałą ekspozycję na hałas i tak jak mieszkańcy metropolii nie widzą mocnego nieba, tak samo całe rzesze „nigdy” nie usłyszą ciszy. Nie pamiętam źródła, ale podobno obecnie ok. 20-25% młodych Amerykanów ma uszkodzony słuch. Pokolenie iPodów :)
    Sam słucham bardzo dużo w słuchawkach, ale używam otwartych, a na zewnątrz mam dokanałowe, które eliminują wpływ dźwięków z otoczenia w 90%, dlatego mogę słuchać muzyki cicho.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Chyba nie jest tak źle. Jako dziecko nie byłem w stanie stać koło kogoś wbijającego gwóźdź bez zatykania uszu, a inni patrzyli na mnie jak na wariata. Słuchawek dokanałowych używam wprawdzie jedynie przy pisaniu recenzji, bo ich nie lubię, ale zamkniętych używałem przez kilka lat i wciąż wbijania gwoździ nie toleruję. (Gdy muszę sam, używam zatyczek.) Używałem wprawdzie ponoć nie psujących słuchu Ultrasone Edition9, ale także nie posiadającej takich umiejętności Audio-Techniki W5000. Ale faktycznie – jak ktoś sobie puszcza ryk na dokanałówkach albo zamkniętych, to słuch może uszkodzić. Pytanie tylko czy ci słabo słyszący młodzi ludzie uszkodzili sobie słuch, czy kiepsko słyszeli od urodzenia. Bo tacy też bywają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy