Recenzja: Beyerdynamic T1 2. Generation (V2)

BEYERDYNAMIC T1 2. GENERATION 018 HiFi Philosophy    V2 zrobione przez Niemców, to się rakietowo kojarzy, przynajmniej znającym historię. Alianccy specjaliści zachodzili w głowę, jak udało im się uzyskać perhydrol o takim stężeniu, a więc tak wybuchowy. Od takiej otwartej wojny, z rakietami spadającymi na głowę, jesteśmy na szczęście czasowo i geograficznie odlegli, choć coś tam na wschodzie i południu pomrukuje niemiło, a tłumy repatriantów z Damaszku walą na Niemcy i Austrię aż miło. Jest zatem jakaś sprawiedliwość na tym najlepszym ze światów i co się odwlecze, to nie uciecze, jak uczeni w piśmie powiadają – ale my nie o tym.

Wojny w sensie militarnym na razie nie ma, ale cały czas trwa inna – technologiczna. A ta ostatnimi czasy zogniskowała się wokół sprzętu przenośnego i słuchawek, których wysyp jest taki, że człowiek aż niemieje z wrażenia. Nie śniło się nawet filozofom, a więc typkom mojego pokroju, że tyle tych słuchawek może w jednym czasie na rynek się sypać, aże plaga to jakaś, czy inne licho, bo sam już nie wiem? Na jednym tylko najbliższym Audio Video Show mają zadebiutować flagowe Audeze LCD-4,  flagowy Sennheiser Orpheus II (elektrostatyczny, jak jego pierwowzór), flagowa Audio-Technica ATH-Z2000, flagowy HiFiMAN HE-1000, flagowe Final Sonorous X, flagowe AudioQuest NightHawk, a jeszcze do tego flagowy (póki co) Beyerdynamic T1 2. Generation (V2), stanowiący przedmiot tej recenzji.

Tesla_driver

Oryginalny przetwornik Tesla T1 w pełnej okazałości.

Nie wiem czy wszyscy na czas przybędą, bo są co do tego pewne wątpliwości, nie ma ich natomiast względem tego, że wszystkie te słuchawki już istnieją i jak nie teraz, to prędzej czy później do nas zawitają. A są też jeszcze inne, których na AVS wprawdzie ma nie być, ale gdzieś tam odlegle bytują i pewnie kiedyś nad Wisłę też trafią. Myślę tu na przykład o Abyss 1266, MrSpeakers Ether czy Odin Kennerton; a jest tych nieobecnych naprawdę sporo. Za to Beyerdynamic T1 V2 już nad Wisłą jest, chwilowo w grodzie Kraka, a polskich rzek królową za dni parę spławi się go do Warszawy (tej mieściny w pół drogi do Gdańska), gdzie na tym AVS będzie na pewno obecny, no chyba, że wprzódy przez roztargnienie na nim siędę i się nie będzie nadawał. (Mało raz brakowało.)

Napisałem „póki co” w odniesieniu do tej Beyerdynamic T1 V2 flagowości, jako że firma zapowiedziała też taki całą gębą nowy model flagowy, a ten tutaj to tylko poprawka względem wersji V1, która oficjalnie była tą pierwszą, ale to nieprawda. Wcześniej była bowiem V0, czego się oficjalnie nie mówi, a choć ze wszystkimi miałem do czynienia, jedynie ta najpierwsza zyskała recenzję, ponieważ do wcześniejszej rewizji  modelu  T1 Beyerdynamic się nie przyznał, toteż nie ma żadnych oficjalnych V0 i V1, a różnicę pomiędzy nimi można poznać tylko po kształcie grilla nad przetwornikiem, który u V0 jest promienisty, a u V1 złożony z samych kółek. W tej jedynej dotąd recenzji pisałem, że wersja V0 odznaczała się wyjątkową holografią, a rewizja V1 miała wprawdzie większą scenę i nieco łagodniejsze brzmienie, ale już tej holografii nie miała. Miała jakąś, ale nie taką. Mimo tego z moim wzmacniaczem lampowym zagrała szczególnie pięknie, co zostało opisane w recenzji słuchawek AKG K812 na zasadzie jednego z głównych punktów do nich odniesienia, toteż można tam sobie zerknąć. Był to istny popis melodyki i poezji o wyjątkowej spójności, ale przede wszystkim samym wyrazie piękna, które z tego brzmienia jawnie wyzierało, pomimo nie uciekania się do mocnych środków wyrazu, w postaci basowych akcentów czy ostrzejszych kontrastów, a przeciwnie – właśnie spójność i piękno dźwięku, podane w poetyckiej, łagodnej formie, wysuwało się na plan pierwszy, chociaż okraszone było świetną dynamiką.

Samej firmy Beyerdynamic ta świetna holografia i moc wersji V0, ani poetyckość posadowiona na dynamice i większej a mniej przegrodzonej planami scenie u V1, najwyraźniej nie zadowoliła. Słuchawki poddano rewizji kolejnej, tym razem już oficjalnej, a że ma ona także pewne składniki konstrukcyjne, to teraz chwilę o nich.

Różnice konstrukcyjne

Opakowanie jak to u Beyerdynamica - schludne i estetyczne, żadnych szaleństw.

Opakowanie jak to u Beyerdynamica – schludne i estetyczne, żadnych szaleństw.

   Dwie są pod tym względem sprawy widoczne, a nawet trzy. Pierwsza – taka bardziej osobna – to miękkie pady, mające podążać w pierwszym rzędzie nie za wymogami wygody a postulatem samego producenta, by uczynić brzmienie nie tylko (jak dotąd) transparentnym i precyzyjnym, ale także cieplejszym i bardziej muzykalnym. To niewątpliwy ukłon w stronę melomanów obytych z filharmonicznymi koncertami, a odkłon względem lubiących ostre, rockowe jazdy w chłodniejszych klimatach buntu i z naciskiem na szczegółowości a nie melodykę. Albowiem wedle producenta celem całego tego ambarasu ze zmianą miało być sprawienie, by muzyka stała się bardziej ciepła, bezpogłosowa i miękka, a w efekcie powabna.

Pady są tej samej średnicy co wcześniej, ale wyraźnie miększe, zarówno co do nadzienia jak i pokrycia. Aksamitne obszycie z nanorurek nie jest już ani trochę szorstkawe, a pianka wewnątrz niego sztywna, tylko miękkie niczym damski szlafrok i wypełnione też miękką pianką o zdolności zapamiętywania kształtu. A nie ma się z czego śmiać, bo jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, sztywność i zdolności absorpcyjne pokrycia padów mają duże znaczenie dla dźwięku, ponieważ uczestniczą w budowie komory rezonansowej, tak więc są niczym pudło instrumentu albo ściany sali koncertowej. Poza tym także od wewnątrz zmieniono sposób tłumienia komory nad przetwornikiem, zastępując pojedynczą warstwę o dużej twardości wielowarstwowym tworzywem o lepszych właściwościach akustycznych, tak więc nie tylko same pady na rzecz tego zmiękczania i ocieplania pracują.

Dwie pozostałe sprawy widoczne na oko odnoszą się do kabli. Jedna, że zastosowano teraz odpinany, który poza możliwością odłączania (małe jacki) jest z miedzi o wyższej czystości, jak podaje producent 7N. Druga, że zaoferowano również osobny i za osobne pieniądze kabel symetryczny, zakończony klasycznym 4-pinem. On także na testy przyjechał, tak więc będzie coś i o nim.

Zapomniałem o jednej jeszcze rzeczy rzucającej się w oczy, mianowicie pojemniku na same słuchawki. Wcześniej był to aluminiowy kuferek, bardzo elegancki i wzrok ściągający, a teraz, wedle najnowszej mody, jest to krągły neseserek podróżny z utwardzonego brezentu czarnej barwy – praktyczny, ale nie tak efektowny.

I tak samo tyczy się usztywnianego pokrowca, który jest już standardem w wyższych modelach Beyerdynamica.

I tak samo tyczy usztywnianego pokrowca, który jest już standardem w wyższych modelach Beyerdynamica.

Poza rzeczami widocznymi są też zmiany niedostrzegalne, które uszami da się jedynie wyłowić, a z nich najważniejsza ta, że coś pomajstrowano przy przetworniku, w efekcie czego stał się bardziej skuteczny, a więc słuchawki grają głośniej. Nie zmieniono natomiast impedancji, tak więc – wbrew najnowszym tendencjom – nie jest ona bardzo niska, czyli przyjazna sprzętom przenośnym, tylko wciąż audiofilska, a więc wysoka. Bardzo wysoka nawet, bo nie ma na rynku drugich słuchawek najwyższej klasy o impedancji aż 600 Ω. Zdradza też producent nieco szczegółów w odniesieniu do tego wewnętrznego, zmiękczającego tłumienia, które ma teraz postać lepiej uformowanego kształtu komory rezonansowej i zastosowania w niej samej wielowarstwowej a nie pojedynczej skorupy, co przede wszystkim ma tłumić szkodliwe rezonanse na wysokich częstotliwościach, ale także poprawiać dokładność i siłę basu. I faktycznie – bas jest teraz mocniejszy.

Wszystko to razem wygląda na papierze wielce zachęcająco i samą radość by niosło, gdyby przy okazji słuchawki nie zdrożały z czterech do pięciu tysięcy, co już zdecydowanie mniej cieszy. Nie jest to zapewne wyrazem nagłego wezbrania chciwości producenta, a jedynie pragnieniem wyrównania rachunków z Sennheiserem i AKG, które za swoje słuchawki flagowe właśnie po pięć tysięcy sobie życzą, a jest wszak coś takiego w ludzkiej psychice, że tańsze postrzega jako gorsze. Mniej czy bardziej świadomie, ale się postrzega. I nic to, że Beyerdynamic T1 od AKG K812 ani Sennheiserów HD 800 gorsze nie były, a jedynie styl i rozkład atrakcji oferowały inny – kupujący postrzegał je jako należące do niższej ligi, bo niby dlaczego w takim razie są tańsze? Teraz już tak nie będzie, ale wraz z tą podwyżką okazja – okazja niewątpliwa – nabycia najwyższej klasy słuchawek za trzy dziewięćset a nie pięć ponad odchodzi w przeszłość i już tylko inni, jakże nieliczni, będą od tej chwili bardziej niż lwia część ekstraligi okazyjni. Smutne to, ale samo życie.

A w środku audiofilski obiekt pożądania - Beyerdynamic T1 2. Generation

A w środku audiofilski obiekt pożądania – Beyerdynamic T1 2. Generation

No nic, o teorii żeśmy pogawędzili, pora na praktykę. Nieco z nią było zachodu, lecz przedmiot zachodu godny.

Odsłuch

Nowe T1 wyglądają niemal identycznie jak stare, nie wliczjąc kilku szczegółów.

Nowe T1 wyglądają niemal identycznie jak stare, nie wliczjąc kilku szczegółów.

    Słuchawki oczywiście wygrzałem i oczywiście okaże się za czas jakiś, że niedostatecznie, ale cóż – latami ich wygrzewał nie będę. Na AVS muszą wracać, bo tam już tłumy niecierpliwie czekają, jednak kilkaset godzin sygnału tak czy owak w plecki dostały. A nie można powiedzieć, żeby poza pierwszymi dobami, kiedy to wychodziły ze stanu surowości, działy się z tym związane jakieś ciekawe rzeczy. Dwa dni i w pełni stanęły na nogi, prezentując styl jaki i dziś, po kilkuset godzinach, prezentują. Jest to styl wysoce, muszę przyznać, odmienny od tego z wcześniejszych T1, co udało się zweryfikować także na podstawie bezpośrednich porównań z wersją po tej pierwszej, nieoficjalnej modyfikacji. Porównanie czyniłem poza domem, jako że słuchawek pożyczyć się nie udało, a więc musiałem odbyć sesję wyjazdową; sesję krótką, acz treściwą i wiele mówiącą. Porównanie odbyło się za pośrednictwem wzmacniacza słuchawkowego Phasemation, a więc jak najbardziej godnego użycia i posiadającego tę także zaletę, że pozwalającego sobie podpinać dwie pary słuchawek naraz. Tak więc łeb w łeb szły nowe ze starymi, a szły odmiennie.

Już na podstawie wcześniejszego słuchania wersji Beyerdynamic T1 2. Generation w domu miałem świadomość, że dużo się zmieniło, ale dopiero bezpośrednie porównanie pokazało jak wiele. To różne słuchawki, a odmienność stylu jest do wyłapania natychmiast nawet przez kogoś mało osłuchanego. Poza tym trzeba przyznać, że obietnice producenta zostały dotrzymane, a więc zmodyfikowane faktycznie są cieplejsze, bardziej miłe i z muzyką o bardziej miękkich, układających się obrysach. Ale najpierw porównanie słuchaczy a nie słuchawek.

Owoż słuchałem w towarzystwie dwóch młodszych od siebie osób i obie stwierdziły, że styl dawnych podoba im się bardziej. Że bardziej jest obiektywny i w paśmie zrównoważony, dzięki czemu wokale nie zostają wypchnięte i akompaniament pozostaje znakomicie słyszalny. Że wszystko jest takie bardziej jak trzeba i na pewno te starsze by wolały.

Najwyraźniejszą, widoczną różnicą jest zastosowanie wymiennego kabla.

Najwyraźniejszą, widoczną różnicą jest zastosowanie wymiennego kabla.

Na tej kanwie odnośne spostrzeżenie. Otóż z pewnością jest tak, że młodsi wiekiem przeważnie wyżej cenią szczegółowość i techniczny odbiór muzyki. Sam kiedyś też tak oceniałem, podobnie jak moi rówieśnicy – a lepiej znaczyło szczegółowiej, jaśniej, wyraźniej, szybciej i dynamiczniej. Prawie wszyscy młodsi audiofile w ten sposób oceniają, a wyjątki to osoby same grające na instrumentach, albo w jakiś inny sposób związane z żywą muzyką. Ale i to nie zawsze stanowi o wyborze brzmień bardziej plastycznych i miękkich od szczegółowej, twardszej wyraźności, bo przecież sam w młodości grałem na gitarze klasycznej, a jednak szczegółowość od plastyki dźwięku wolałem.

Nie chcę wchodzić w wartościowanie, ani stawiać jednych nad drugich, a jedynie dam wyraz własnemu stanowisku. Dynamika wciąż wprawdzie pozostaje dla mnie czynnikiem kluczowym i bez niej grania jako dobrego nie kupuję, ale już sama dynamika i szczegółowość mi nie wystarczają. To się najmocniej przejawia w ludzkich głosach, ale instrumenty też od tego nie stronią. Naprężone i skutkiem tego sztywne na obrysach dźwięki, pracujące jednocześnie w manierze jasnej szczegółowości okraszanej transparencją, to nie jest styl, który mi odpowiada. Dźwięk ludzkiego głosu nie może brzmieć niczym werbel, ani nie powinien być akustycznie podbity, co jakże często się zdarza. Winien być naturalny, a więc miękki i nawet nieco stłumiony, zachowując przy tym w maksymalnym stopniu swoistość tembru i pracując w temperaturze ludzkiego ciała (co wcale nie wyklucza emocjonalnego chłodu, a jedynie utrudnia nie dość dobrym technicznie urządzeniom jego przekazanie). Winien też mieć odpowiednią plastykę – a więc właśnie nie być naprężony, sztywny ani techniczny, tylko miękki, swobodny i się przestrzennie obrazujący. To musi być żywy człowiek a nie głosowa maszyna; człowiek wyrażający emocje nie poprzez jednostronne ocieplanie bądź ochładzanie całego przekazu, tylko w naturalnej temperaturze potrafiący przywoływać pełną gamę emocji. I nawet kiedy to się odbywa kosztem pewnej nierównowagi pomiędzy pierwszym a dalszymi planami, a całe pasmo kładzie nacisk na średni zakres kosztem górnych rejestrów (bo dół przeważnie można jakoś dorobić) – to ja tak teraz wolę, choć kiedyś nie wolałem.

W komplecie ze słuchawkami mamy wysokiej klasy, miedziany przewód o czystości 7N i zaczynający się 3,5 milimetrowym, gwintowanym Jackiem.

W komplecie ze słuchawkami mamy wysokiej klasy miedziany przewód o czystości 7N i zaczynający się 3,5 milimetrowym, gwintowanym jackiem.

Owszem, towarzyszyć temu powinna maksymalnie ożywiająca się przestrzeń, a chropawość faktur jest równie ważna co ich gładź – to znaczy powinny się te gładkości i chropowatości łączyć; jak również obszar sceny powinien być odpowiednio rozległy i z odpowiednim porządkiem – natomiast samo „syk”, „pstryk” i „trach” na równym jak stół paśmie, to nie jest to, o co w muzyce chodzi. Ona musi być jak malarstwo a nie rysunek techniczny, a pewne przekłamania, o ile tylko przyczyniają się do poprawy odbioru w sensie emocjonalnym, czyli ipso facto zaangażowania słuchacza, stawiam po stronie plusów a nie minusów. Słuchawek audiofilskich nie robi się dla inżynierów dźwięku, albo mówiąc w przenośni: przepisy dań głównych i deserów to nie są recepty dla aptekarzy. Tu nie ma być leczenia gorzką pigułką, tylko właśnie smak leku decyduje o wyleczeniu. Co komu po równym paśmie, kiedy ta równość nudzi? Na co komu zachwyty nad bogactwem szczegółów, kiedy te szczegóły nie zachwycają? Coś usłyszeć – to mało. Trzeba móc jeszcze odpowiednio usłyszeć. Sama rozdzielczość nie sprawi, że obraz stanie się piękny, podobnie jak równy rozkład luminacji panelu nie jest gwarancją ciekawej rozgrywki. Liczy się artyzm a nie technika, a ludzki mechanizm poznawczy i tak potrafi przerabiać wszystko na własną modłę i skupia się przede wszystkim na wyrazie twarzy oraz na emocji zawartej w głosie. To były kiedyś czynniki umożliwiające przetrwanie, wypracowane w toku ewolucyjnym i wiąż w nas obecne.

Tak więc słuch nasz w nosie ma równe pasmo, tak samo jak wzroku nie interesuje dokładne oświetlenie ani patrzenie na obiekt pod określonym kątem. Aparaty fotograficzne i mikrofony z tym sobie nie radzą, ale ludzkie układy oko-mózg i ucho-mózg bez trudu. Tak więc prawdziwa muzyka to nie jest jakaś obiektywizacja o równym przebiegu, tylko wulkan emocji i rozedrgane wszystko. I w ten właśnie sposób musieli rozumować specjaliści od Beyerdynamica, przy czym można ich poczynania interpretować dwojako.

Dodatkowo można zakupić tożsamy przewód zaczynający się 4-pinowym wtykiem Neutrika.

Dodatkowo można nabyć tożsamy przewód zaczynający się 4-pinowym wtykiem Neutrika.

Z jednej strony wolno powiedzieć, że grali pod publiczkę, starając się uczynić swoje flagowe T1 jak najbardziej emocjonalnie wzbudzonymi, a można też rzec, że publika to w tym wypadku tylko pochodna, a rzecz szła w pierwszym rzędzie o muzykę samą i jej właściwe, a więc właśnie rozbudzone emocjonalnie zobrazowanie.

Ta ostatnia konstatacja, odnosząca się także do piękna, stoi w jawnej sprzeczności względem poczynionego wcześniej opisu modelu T1 po pierwszej poprawce, ale również i tego przed nią. Bo one też grały pięknie i na emocje działały, choć każdy trochę inaczej, gdyż ten najstarszy holografią, a ten późniejszy pięknem poetyckimi. Zachwyty owe miały wszakże wspólny mianownik, mianowicie rodziły się przy wzmacniaczu ASL Twin-Head, i dlatego to on stanowić będzie także tym razem ostateczny miernik porównań. Dwie przy tym na rzecz swojej ostateczności ma wymówki. Po pierwsze jest najlepszy (w każdym razie z recenzentowi dostępnych), a po drugie szczególnie te T1 do niego pasują. Tak więc mianujemy go referencją i basta.

Wpierw jednak dwa słowa o tym, co przy Phasemation. Jak mówiłem, różnice były pokaźne. Starsze T1, o których powiedziano mi, że sporo już grały, prezentowały styl wyrównanej, technicznej perfekcji. Jaśniejszy, nie czyniący różnic pomiędzy śpiewem a akompaniamentem, bardzo szczegółowy i wyraźny – minimalnie jednak kanciasty i szorstki. Taki bardziej sportowy niż artystyczny i bardziej techniczny niż poetycki. Te same (choć nie ten egzemplarz) słuchawki z moim wzmacniaczem grały wprawdzie dalece inaczej, ale trzeba się trzymać konkretów bezpośredniego porównania, a nie uciekać do wspomnień.

Prawdziwa różnica kryje się wewnątrz nausznic - nowy przetwornik Tesla V2 i specjalnie zestrojona komora akustyczna mają zapewnić głęboko idący progres brzmienia. Sprawdźmy tp!

Prawdziwa różnica kryje się wewnątrz nausznic – nowy przetwornik Tesla V2 i specjalnie zestrojona komora akustyczna mają zapewnić głęboko idący progres brzmienia. Sprawdźmy!

W tym porównaniu nowe T1 zagrały ciemniej, cieplej, gęściej, płynniej i bardziej, rzec można, po ludzku. W stylu właśnie poetów dźwięku a nie muzycznych technokratów – czyli miękko, powabnie, zmysłowo i w objęciu. Nie w sposób: – Tam gra świetnie, o tam, na scenie… – ale emocjonalnie bliżej, tak tylko dla ciebie i z bezpośrednim dotykiem. O wiele bardziej miękko, a nie tylko o trochę, i w stylu rzekłbym gramofonowym, a nie jak dobry odtwarzacz. Akompaniament faktycznie był przy tym bardziej u nich schowany za wokalem, ale za to sam wokal niewątpliwie prawdziwszy. I w innym to wszystko świetle, bo starsze T1 światło dają jasne (ale nie połyskliwe), a te nowe oferowały o wiele mocniejszy światłocień.

A teraz przejdźmy do Twin-Heada.

Odsłuch cd.

System testowy jest dobrze znany i sprawdzony: Accuphase DP700...

System testowy jest dobrze znany i sprawdzony: Accuphase DP700…

Z ASL Twin-Head

Akurat dobrze pamiętam z nim granie starszych T-jedynek, ponieważ pięknem swym uczyniło odcisk w pamięci i nie dało się zapomnieć. Tak więc i bez bezpośrednich porównań porównywać rzecz da się, a także wejdą w obręb porównań słuchawki z bezpośredniej konkurencji, do których przejdę pod koniec.

Powiem tak, te nowe T1 grają na tyle inaczej, że nie powtórzyły tamtych doznań, a ściślej się wysławiając, powtórzyły je, ale w odmiennej formie. Bo tamte, te środkowe, miały szczególny klimat, łączący wszystkie aspekty w sposób bardzo wyważony, a zarazem niezwykle udany, bezpośrednio uderzający pięknem. Wszakże piękno to, jak przystało na platońską ideę, zachowywało pewien dystans. Wszak już w samym platońskim pierwowzorze było właśnie odrębne i tylko udzielające siebie po trosze różnym wcieleniom, a żadnemu całościowo. Nie ma przeto, nie było i nie będzie idealnie pięknej kobiety, doskonałego konia, nieskazitelnego kwiatu. Nie ma w ziemskich wcieleniach czystego ideału dobra, ani też idealnego zła. (O ile, wbrew Sokratesowi, mentorowi Platona, przyznamy złu postać bytu, a nie jedynie pewnego braku, w tym wypadku braku dobra.) Ten dystans, bardzo nieznaczny i na swój sposób intrygujący, dawał się odczuć w brzmieniu poprzednich T1, które z Twin-Head musiało się podziwiać, ale nie dało się w nie wejść bez reszty i z nim utożsamić. To była zewnętrzna perfekcja, nie zapraszająca do środka. Bardziej już te pierwotne, jeszcze sprzed cichej modyfikacji, swą holograficzną perspektywą wchłaniały słuchacza, a te drugie kazały się tylko podziwiać. I w tej mierze sytuacja całkiem się przewartościowała.

...oraz wzmacniacz Twin Head III.

…oraz przedwzmacniacz słuchawkowy ASL Twin-Head III.

Beyerdynamic T1 2. Generation  zmuszają wręcz do wyjścia w swój obręb i inaczej jak bezpośrednio odbierać ich nie sposób. Dzieje się tak za sprawą dwóch głównych powodów, z których pierwszym jest bliskość pierwszego planu. Ten jest tak bezpośredni, że czasami gra niedwuznacznie w obrębie głowy, ale uwaga – pod tym względem słuchawki są szczególnie wielowartościowe, to znaczy pierwszy plan lokują bardzo różnie w zależności od nagrań. Czasami jest on w głowie, a czasami całkiem daleko, tak więc pojedyncze sprawdzenie może być bardzo mylące. Drugi powód to postać samego dźwięku. Ten z nieznacznie w swym pięknie wyobcowanego (co cenią, jak mówiłem, ludzie młodzi), stał się bardzo, ale to bardzo bezpośredni. Bezpośredni, to znaczy w żadnym stopniu  nie przetworzony.

To, jak zawsze, najlepiej pokazał test zwykłej mowy. Test ten nowe T1 nie dość, że przeszły śpiewająco, to jeszcze go wygrały. A przeczytajcie w rozdziale „System”, jaką miały konkurencję. Pod względem normalności okazały się lepsze od takich mistrzów jak Audeze LCD-3, AudioQuest NightHawk i Sonorous X. To nie znaczy, że były najlepsze pod każdym względem, ale pod tym były. A wzgląd to nie lada. Jeden z kluczowych. Ale podobnie kluczowa jest scena – i tu też było ciekawie, a zarazem w korelacji z tą bezpośredniością. Bo bezpośredniość to brak pogłosu, a wielka scena to pogłos. Odsłuchiwałem przeto pogłosy one i muszę przyznać, że najlepszą relację pomiędzy pogłosem a pięknem mają Grado GS1000. To nie ulega wątpliwości, przynajmniej w odniesieniu do tu porównywanych. A chociaż te najnowsze z przydomkiem „e” podobają mi się mniej od wcześniejszych z „i” (ktoś może chciałby się zamienić?), to wciąż plasowanie pogłosu w przekazie mają imponujące. Pod tym względem nowe T1 nie mogą konkurować, ale tylko na zasadzie coś za coś. Nie mają wielkiej sceny, choć czasami potrafią ją przejawić, ale w zamian są właśnie tak bezpośrednie, co pogłos uniemożliwia. Da się wprawdzie wyważać relacje pogłosu do bezpośredniości całościowo lepiej niż u nowych T1 czy Grado GS1000, ale tylko u takich tuzów jak Sony MDR-R10 czy AKG K1000.

Wypada jeszcze wspomnieć o reprodukcji poszczególnych instrumentów i takich rzeczach jak oświetlenie czy szczegółowość.

A flagowych słuchawek innych producentów było bez liku. Niełatwe zadanie przed nowymi T1.

A flagowych słuchawek innych producentów było bez liku. Niełatwe zadanie przed nowymi T1.

Jak chodzi o szczegóły, to szczegółowsze okazały się tylko Sonorous X. Nic nowego, bo one niemal zawsze okazują się bardziej szczegółowe i znów trzeba by przywołać najlepszych z najlepszych, aby tak nie było. Tylko w nich sierści tekstur bardziej niż u T1 były kosmate, z tym swoim odrywaniem drobin od podłoża i niesamowitym bogactwem. Czasami daje to efekt aż pewnego wynaturzenia, ale z drugiej strony w porównaniach jednoznacznie ilościowo okazuje się lepsze. Ta ich dźwiękowa piana i wirowanie muzycznego kurzu są dosyć niesamowite. Wszyscy pozostali prezentowali natomiast dokładnie ten sam poziom, choć oświetleniem różnili się bardzo.

Beyerdynamic T1 2. Generation są ciemniejsze od poprzednich i nie operują głównie szeroką gamą szarości, tylko kolory nasycają głęboko, jednak w porównaniu do bezpośrednio z nimi konkurujących AudioQuest NightHawk są zdecydowanie jaśniejsze.  W ogóle to porównanie wydało mi się szczególnie ciekawe, jako że jedne i drugie są półzamknięte i mistrzowsko oddają ludzkie głosy. (NightHawk pod tym względem, wraz z Audeze i Sonorous, były na drugim miejscu.) Różni je bardzo cena, ale to wcale nie znaczy, że każdy rozważający zakup słuchawek półzamkniętych powinien wybierać NightHawk. Bo każde mają zalety, ale też każde drugim pod pewnymi względami ustępują. NightHawk wykonały po pięciuset godzinach wygrzewania bardzo zaskakujący manewr, przechodząc od prostej bezpośredniości à la te nowe T1 do stylu wyraźnie pogłosowego, chociaż nie tak bardzo jak Fostex TH-900 czy Audio-Technica ATH-W5000. Bez wątpienia akcentują teraz akustykę, co czasami wyśmienicie się sprawdza, podobnie jak ich ciemniejsza barwa, ale czasami przeciwnie. W efekcie niektórych utworów wokalnych i orkiestrowych słuchało mi się poprzez nie lepiej, ale z kolei fortepian czy gitara solo poprzez nowe T1 wypadały korzystniej.

BEYERDYNAMIC T1 2. GENERATION 006 HiFi Philosophy BEYERDYNAMIC T1 2. GENERATION 019 HiFi Philosophy BEYERDYNAMIC T1 2. GENERATION 021 HiFi Philosophy BEYERDYNAMIC T1 2. GENERATION 023 HiFi Philosophy

 

 

 

 

Te nowe T1 to w ogóle mistrz instrumentu solowego, bo za sprawą wyrugowania akustyki cały czas jesteśmy z nimi w bezpośrednim kontakcie, a jasne światło o pięknej barwie i wszechobecna ciepłota jeszcze to wrażenie potęgują. Popisów gitarowych Narciso Yepesa i fortepianowych Alfreda Cortot słuchało mi się w tych Beyerdynamic T1 2. Generation najprzyjemniej, ale genialnie wypadły także produkcje rockowe. To mogło zaskakiwać i tego się nie spodziewałem, ale bezpośredniość kontaktu i bliskość wykonawców okazały się zdecydowanymi argumentami za. Poza tym nowe T1 bas mają pierwszorzędnej jakości – bo mocny i niezwykle akustycznie złożony – a jednocześnie idealnie wpisany w pasmo. Podobnie jest z sopranami, doskonale uzupełniającymi średnicę, i jeszcze w dodatku ciepłota całego przekazu wcale nie utrudnia oddawania im negatywnych emocji. Z porównywanych pod względem temperatury T1 okazały się najcieplejsze wraz z Sonorous X, co je do siebie upodabniało i czyniło szczególnie świetnymi. Ciepłe mistrzostwo, przejawiane w temperaturze ludzkiego ciała, to niewątpliwie wielka zaleta, podziwiana już u kabla zasilającego Acoustic Zen Gargantua.

BEYERDYNAMIC T1 2. GENERATION 007 HiFi PhilosophyPora to wszystko pozbierać. Nowe T1 prezentują zestaw cech tylko sobie właściwy, niewątpliwie ze wszech miar godny uwagi. Grają na tyle jasno, że wszystko jest dobrze widoczne, ale z pełną plastyką uwidaczniającego się światłocienia. Są bardzo szczegółowe, ale szczegółów nie narzucają. Wyprane są z techniczości, której ani grama nie da się u nich stwierdzić, co oznacza super bezpośredniość, analogową w stylu, jak również genialną realizację mowy potocznej, całkowicie pozbawioną pogłosowego charakteru. Ten brak pogłosowości z kolei pomniejsza scenę, choć kiedy pogłosy są w nagraniu, T1 nam je pokażą. Bardzo dobrze też pokazują gradację planów i nawet cały czas to się czuje, chociaż nie osiągnąłem z nimi takiego wzmożenia holografii jak z tymi pierwszymi, ale to może skutkiem krótszego słuchania, chociaż nie sądzę. Chyba to jest następstwem tego bardziej miękkiego dźwięku, który bardziej sam do siebie się klei a nie wyraźnie jeden od drugiego oddziela. Doskonale jest też oddana temperatura ludzkiego ciała, a fakt, że nie przeszkadza to posępności jest szczególnie godny pochwały. W sumie kapitalnie się słucha, chociaż pewne aspekty, jak ciemniejsza barwa i pogłosowość NightHawk, czy dopompowywanie powietrza u flagowych Fostexów, albo te mistrzowskie pogłosy u Grado i dźwiękowa piana Sonorous, w niektórych nagraniach okazują się potrzebniejsze.

Generalnie można zaś powiedzieć, że nowe T1 są dość podobne do Sonorous VIII, co jest bardzo wysoką rekomendacją. No i jeszcze ten ich o wspaniałej złożoności bas, oddający wszelkie przestrzenne niuanse, i tylko nieznacznie słabszy jakościowo sopran, ustępujący przestrzennym rozpostarciem jedynie asom asów. To nie są twarde i zimne słuchawki dla twardych i zimnych twardzieli, natomiast kochający muzykę znajdą w nich wszystko co trzeba.

Podsumowanie

BEYERDYNAMIC T1 2. GENERATION 012 HiFi Philosophy   Jak pokazała konfrontacja z młodszymi audiofilami, oficjalna rewizja modelu Beyerdynamic T1 może być postrzegana różnie. A przy tym nie wiek decyduje o wszystkim, bo mojemu synowi (siłą rzeczy młodszemu ode mnie) także te nowe spodobały się bardziej. Nie stawiają one w mierze muzykalności tak wygórowanych jak poprzednie wymagań wzmacniaczowi, nosząc muzykę w sobie a nie prosząc o nią innych. Bo skoro nawet Phasemation okazał się nie dość tym poprzednim muzykalny, to wyobraźcie sobie skalę problemu. Tego problemu teraz nie ma, a problem mieć będą tylko ci, którzy nie lubią ciepłego, bezpośredniego brzmienia. Na takie bowiem – i to całkiem otwarcie, bez owijania w bawełnę – postawili inżynierowie Beyerdynamica, majstrując coś przy przetworniku, zmieniając akustykę komór i dając lepszy kabel. Nie ma wątpliwości, że oni także wyżej stawiali muzykę od techniczności, nie wiadomo natomiast, czy sprawa źródłowo wyszła od nich, czy od jakichś zewnętrznych konsultantów muzycznych. Podejrzewam raczej to drugie, ale to tylko domysł. Poza tym w czasach powstawania modelu T1 nie było na rynku Audeze LCD-3, Sonorousów czy NightHawk, ale były już Sennheisery HD 800, a one okazały sprzedawać się lepiej (aż dwukrotnie), a jedną z przewag flagowych Sennheiserów była właśnie większa płynność dźwięku; nie zawsze, ale przeważnie u nich dominująca. Po dokonanych zmianach tej przewagi mieć już z pewnością nie będą, a z kolei kluczową zaletą nowych T1 jest płynność i ciepło podawane w sposób nigdy nie nudzący, czego o głównym ich konkurencie powiedzieć się nie da.  Szkoda tylko, że przy okazji cena poszybowała w górę i szkoda, że nie miałem w co wetknąć symetrycznego kabla, chociaż w ciemno można założyć, że będzie poszerzał scenę. Używałem go wprawdzie, bo Twin-Head ma wyjściowy 4-pin, ale nie stoi za tym symetryczność samego wzmacniacza, tak więc to żaden probierz.

Summa summarum wylądowały na rynku kolejne słuchawki flagowe, mające znów własną specyfikę, tym razem niewątpliwie kuszącą. Do tańca i do różańca – bo i do muzyki poważnej, i do rozrywkowej, i do rockowej. Zapewnia to muzyczna perfekcja wzdłuż całej rozpiętości pasma, a także wysoka temperatura i bezpośredniość przekazu. Słuchawki są pycha, ale pamiętać trzeba, że inni też mają zalety. Wziętym na przykład do bezpośredniego porównania flagowym Fostexom daleko do umiejętności wokalnych Beyerdynamic T1 2. Generation , a ciepła mają w tym porównaniu tycio i bezpośredniości takoż, ale za to pompują w dźwięk dużo tlenu, a ich pogłosowych charakter powiększa scenę i robi wielki spektakl. Tak więc, co się woli. A jest w czym wybierać.

 

W punktach:

Zalety

  • Zjawiskowa bezpośredniość pierwszego planu i instrumentów solowych.
  • Popisowa muzykalność.
  • Doskonale spoiste pasmo.
  • Soprany tylko trochę za najlepszymi z najlepszych.
  • Nikomu nie ustępujący różnorodnością bas i popisowe wokale.
  • Cały czas odczuwalna holografia.
  • Wygrały z super trudną konkurencją test zwykłej mowy.
  • Potrafią pokazać wielką scenę, choć zwykle tego nie robią.
  • Nigdy i pod żadnym pozorem nie przynudzają.
  • Stosunkowo jasne, ale bardzo plastycznie modelujące kształty światło.
  • Przekaz w temperaturze ludzkiego ciała.
  • Co zupełnie nie przeszkadza w oddawaniu negatywnych emocji.
  • Chociaż ogólnie to słuchawki optymistyczne.
  • Bardzo ładne.
  • Ze świetnych surowców.
  • Udoskonalony przetwornik Tesla.
  • Stricte audiofilska impedancja 600 Ω.
  • Wygodne.
  • Miękkie pady, zapamiętujące kształty.
  • Odpinany kabel z miedzy długokrystalicznej 7N.
  • Można dokupić symetryczny.
  • Podróżny neseser.
  • Od producenta z najściślejszej czołówki.
  • Made in Germany.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Niestety, zdrożały o ponad tysiąc złotych.
  • Styl, jak to styl, nie każdemu musi odpowiadać.

Sprzęty do testu dostarczyła firma:

konsbudhifi-300x93

 

 

 

Dane techniczne:

  • Słuchawki dynamiczne, wokółuszne, o budowie półzamkniętej.
  • Pasmo przenoszenia:  5 Hz – 50 kHz.
  • Impedancja: 600 Ω.
  • Skuteczność: 102 dB.
  • THD: 0.05%
  • Zalecana moc wzmacniacza:  300 mW
  • Waga bez kabla: 360 g
  • Kabel: 3 m, dwustronny, odpinany, z miedzi OCC 7N.
  • Akcesoria: podróżny neseser.
  • Gwarancja: 5 lat.
  • Cena: około 5000 PLN.

 

System:

  • Źródła: Ayon Sigma/CD-T, Accuphase DP-700.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Phasemation HPA-007.
  • Słuchawki: Audeze LCD-3, AudioQuest NightHawk, Beyerdynamic T1 & T1 V2, Final Sonorous X, Fostex TH-900, Grado GS1000e.
  • Interkonekty: Crystal Cable Absolute Dream, Sulek Audio.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

79 komentarzy w “Recenzja: Beyerdynamic T1 2. Generation (V2)

  1. Maciej napisał(a):

    Zapewne są świetne. Ale względem T1 V1 moje uszy potrzebują sporej odmiany. Jak posłucham V2 – zobaczymy czy jest ona wystarczająca. Bo moim ideałem byłyby DT150 tonalnie + rozdzielczość i przestrzeń T1. T1 V1 jednak zbyt szkliste, sykliwe, ofensywne. I nawet kultura dołu i średnicy tego nie przykrywała.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Spora odmiana zaszła niewątpliwie. Bardzo spora. Ale czy komuś całkowicie odpowiadająca, czy wręcz przeciwnie – to już każdy sam musi sprawdzić.

    2. Tomek napisał(a):

      Czy kolega znalazł już odpowiedź na „moim ideałem byłyby DT150 tonalnie + rozdzielczość i przestrzeń T1”. Też szukam następcy dla DT150 ale o ligę albo dwie wyżej. Może jakieś ukierunkowanie lub propozycja?

  2. Piotr Ryka napisał(a):

    Cie choroba… – jak mawiał sołtys Kierdziołek. Tymczasem Sennheiser też zmodyfikował swoje HD 800, wypuszczając HD 800S. Te też będą droższe i też mają być bardziej muzykalne. A więc wojna!

  3. Soundman napisał(a):

    Najbardziej mnie ciekawi co oznacza, przekaz w temperaturze ludzkiego ciała…jak to rozumieć?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Oznacza, że ktoś wydający dany głos jawi się jako żywy, autentyczny człowiek. Pod tym względem Fostexy TH-900 są za chłodne, to znaczy należy je podgrzewać lampami, ale i tak będą chłodniejsze od nowych T1 czy Sonorous. To oczywiście nie znaczy, że im cieplej, tym lepiej. Bo można też przegrzać, a można również woleć chłodniejszy przekaz. Sam na przykład chłodny też lubię.

      1. Soundman napisał(a):

        No proszę a dla mnie TH900 z HP-A8c wydają się ciepło grające a takie T1 to przekaz wydał mi się jak zimowy poranek,skrzący się w słońcu śnieg.
        Chłodno, detalicznie,analitycznie, choć z tą poświatą słoneczną na górze, lekko złocącą przekaz. Ale zimno nadal jak nie wiem…

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Dużo zależy od toru, a poza tym piszesz o starych T1, a recenzja jest o nowych, które z założenia miały stać się cieplejsze. Właśnie dlatego, że stare były za zimne. Ale u mnie, z moimi lampami, nie były. Natomiast te nowe od TH-900 na pewno cieplejsze są.

  4. Patryk napisał(a):

    Nowe „Sennheiser HD 800 S”?? Nc o tym nie slyszalem i nie znalazlem online.Czy masz na mysli kabel HD800S, czyzby nowe sluchawki?? Prosze o jakies informacje.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niedługo powinien być stosowny news 🙂

  5. kabak1991 napisał(a):

    Ciekawe jak wypadnie porównanie nowych osiemsetek z nowymi T1. Ciekawe jak ogólnie te nowe osiemsetki się będą prezentować, stare zrobiły na mnie wielkie wrażenie kiedyś.

  6. fon napisał(a):

    Dla mnie hd800 są dziwne ,niby wygodne ale nie do końca, mają taki dziwny kształt, że czuć je na dolnej szczęce czego nie zaakceptowałem ,bayery to co innego leżą jak należy, nie piszę o brzmieniu.

  7. Maciej napisał(a):

    Piotr, po części dzięki Tobie zainteresowałem się T1v2, mam je obecnie i jestem z nich coraz bardziej zadowolony. Graja rzetelnie, i ta rzetelność potrafi urzekać. Oddają to co jest w nagraniach, wbrew obiegowej opinii, wcale nie narzucają tak silnie swojego charakteru.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie przeceniajmy. Bardziej zwracałem uwagę na Edition E5. Ale że T1 V2 są wybitne i przykuwające uwagę, to nie ulega wątpliwości. A już tym bardziej, że według mnie są lepsze niż wersja V1.

      1. Maciej napisał(a):

        No ale pierwszą reckę o T1 V2 to u Ciebie przeczytałem, więc czuj się odpowiedzialny 🙂

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Niech będzie – w takim razie odpowiadam. Biorę na siebie odpowiedzialność i jestem gotów złożyć samokrytykę. A jak grają?

          1. Maciej napisał(a):

            Grają przede wszystkim z dużym porządkiem w prezentacji. Jest świetna gradacja planów i samych zdarzeń dźwiękowych. One nie gubią się przy dużej ilości informacji muzycznej. Dodatkowo basior potrafi być imponujący. Są utwory w których mam wrażenie że jest go nawet za dużo? Ale to tylko pop/rock/elektronika. Natomiast bas nigdy nie traci kontroli. Przy instrumentach akustycznych to czysta poezja. Kontrabas ma właściwą sprężystość.
            Co do średnicy i góry. To ta pierwsza jest dobrze wysycona. Bardzo gładka. Zaś góra jest taka świetlista. Powiedziałbym że jasna, ale do tej pory to określenie źle mi się kojarzyło, z taką suchością, przejaskrawieniem, szorstkością. A tutaj nie ma tych cech. Jest właśnie taka świetlistość. To nie jest analityka tylko rodzaj blasku.
            A teraz najciekawsze – że sprzętów które mam najbardziej lubię je z tranzystorem na OPA604…. Tranzystorem który kiedyś traktowałem po macoszemu. A tym czasem z T1 pokazał jak niewiele zniekształceń wprowadza. Jak dobrze prowadzi dół w T1-kach (mam skojarzenia z hi-endowymi kolumnami gdzie ilość basu jest perfekcyjnie wyważona). I jak przeźroczysty jest względem DACa. Wychodzi tutaj na to, że od pewnego poziomu słuchawek im mniej wzmacniacz wnosi i koloryzuje tym lepiej nausznikom to na zdrowie wychodzi. Bo o ile wcześniejsze słuchawki z klasy średniej z Espressivo zyskiwały, a o tyle tutaj widać jak na dłoni ułomności tego wzmacniacza i to że ciągnąłby T1 w dół. Te nauszniki potrzebują czystego nasyconego sygnału i wtedy czarują.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Faktycznie, ta nowa wersja T1 ma bardzo dużo własnej analogowej melodyki, tak więc do torów tranzystorowych musi dobrze pasować, wyciągając z nich co najlepsze. A per analogiam ta starsza, sama w sobie bardziej obiektywizująco-techniczna, świetnie pasowała do moich lamp, czemu w recenzji AKG K812 dałem wyraz.

            Dzięki za obszerny opis i ciekawe spostrzeżenia. A pewnie jeszcze kolejne się z czasem pojawią. O ile oczywiście te T1 zostaną, bo w audiofilizmie nigdy nic nie wiadomo i nic nie trwa wiecznie.

  8. Maciej napisał(a):

    Poza tym tak jak kiedyś rozmawialiśmy brzmienie to jedno. Ale kupujemy też oczami (wykończenie), gwarancja 5 lat, precyzja wykonania (jakoś nie mógłbym żyć z np z krzywo uszytymi padami od HiFiMana…), tradycja firmy. Beyer jest jaki jest ale to produkt z jakimś tłem historyczno/technologicznym.

  9. Maciej napisał(a):

    To co T1 V2 wyczyniają z symfoniką – to brak słów. Po prostu najchętniej nie kończyłoby się takich odsłuchów… Odlot.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      A te odloty to startują od jakiego wzmacniacza i źródła?

      1. Maciej napisał(a):

        No tak jak pisałem Piotrze, choć nie wiem czy u Ciebie więc powtórzę: źródło to Lampiszon Level 4 i wzmacniacz, dalece przerobiony. Lovely Cube ale pełne dual mono na OPA604 i zasilaczu spencera (też dualnym).

        1. kabak1991 napisał(a):

          Lampiszon level 4? Czy kolega „Maciej” to ten sam Maciek od DT150 z którym nieraz gawędziłem na audiohobby? Czyżby się w końcu Maciek zdecydował zmienić swoje DT150 na T1 v2?

          1. Maciej napisał(a):

            Tak jest 🙂

  10. Maciej napisał(a):

    Precyzja pozycjonowania zjawisk muzycznych jest hipnotyzująca. T1 mają dla mnie idealną ich perspektywę. Coś czego w moim torze nie miały np.TH900, które środek pasma oddalały zbytnio… Pomimo dobrego fundamentu w dole. A HD800 z ostatnich lat produkcji z kolei nie były aż tak ujmujące w dolnej średnicy co T1 V2 i dźwięk miały też jakoś lekko oddalony.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To zaczyna wyglądać na obowiązek posiadania…

  11. Tadeusz napisał(a):

    Nowe HD800S mają za to większa precyzję w oddawaniu niuansów zwłaszcza wokalnych,trochę mniejszą ale przybliżoną przestrzeń .Słucham od 3 dni,
    porównuję z moimi „starymi” z „pierwszego tłoczenia”.

  12. Maciej napisał(a):

    Odnalazłem tor niemalże idealny dla T1V2. Dzielę się z tym z Wami bo każdemu szczerze życzę tak dobrego dźwięku. A dawno jednocześnie tak dobrego nie słyszałem…

    Squeezboc Touch (LPSU Tomanek) -> Preamp stage: 6f8g(Tung-Sol) -> Amp: Violectric V200 -> T1V2

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Jak to – dawno nie słyszałem? A Orfeusze?

      1. Maciej napisał(a):

        No tak, tu masz rację 🙂 ale to okoliczności wyjątkowo wyjątkowe. Sam nie wiem czy tak było czy tylko ta uczta mi się przyśniła 🙂

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          A ja przyjechałem do domu, zapuściłem własny system (którego dawno nie słuchałem) i nie bez mściwej satysfakcji stwierdziłem, że na żadnego Orfeusza bym się nie zamienił.

          1. Jacek napisał(a):

            Czyżby AKG K1000?

          2. PIotr Ryka napisał(a):

            Ano.

  13. Maciej napisał(a):

    Bo w tej najlepszości to nie o najlepszość chodzi a o adekwatność.

    Ostatnio robiłem wnikliwe analizy DACów. Po sprzedaży Lampizatora Level 4 szukałem czegoś na zastępstwo. Czytałem, słuchałem no i przede wszystkim dbałem o obiektywizm w tym szaleństwie. No i wychodzi na to że DACe jako DACe to są wszystkie podobne. O ile się nie spartoli zasilania i stopnia wyjściowego to dużo wyczarować się nie da. DACe co najwyżej mogą inaczej smakować. Kłaść nacisk na inne aspekty. Ale w tych kościach magii nie ma. Nie było 20 lat temu i nie ma teraz. Jedyne co to to, że teraz programuje się je na większe gęstości. Można to wszystko jednocześnie zmieścić w mniejszych obudowach. Ale DAC to DAC. I jeśli nie chcemy stosować oversamplingu na miarę zegarów z maszyn obliczeniowych NASA no to z DACa wiele się nie wyciągnie. I jego rola nie powinna być przeceniana. Sęk w tym że dużo jest na rynku DACów oszczędnościowych. Na słabych elementach wokoło. I one trochę robią złą robotę. Złą o tyle, że Ci co produkują dobre DACe nadal mogą dużo za nie wołać. Ale z inżynieryjnego punktu widzenia między uczciwie zrobionym DACem za 3000 a 30000 różnica jest praktycznie zerowa.
    Co innego kolumny, wzmacniacze, preampy, słuchawki, wkładki, gramofony. Tam to można ukleić skok jakościowy nie lada.

    Piotr, nie zbanujesz mnie?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ależ skąd. Dlaczego miałbym zbanować? Każdy może mieć własne zdanie, zwłaszcza gdy jest poparte własnymi doświadczeniami. Niemniej DAC w rodzaju Calyx Femto, nie mówiąc o MSB czy Accuphase DC-901, to jednak zupełnie inne brzmienie niż te za trzy tysiące.

      1. PIotr Ryka napisał(a):

        A, i proponowałbym przetestować jakiegoś Chorda.

        1. PIotr Ryka napisał(a):

          I jeszcze Ayona Sigmę.

  14. Maciej napisał(a):

    Ja nie mówię że Chord Hugo TT (tego chciałbym mieć bo ma jeszcze dobrą dziurkę słuchawkową) lub Calyx źle grają, ale że ich wytworzenie kosztuje pewnie max 3000. Pomijając bardziej lub mniej okazałe obudowy. Wystarczy spojrzeć na wnętrze Femto… To po prostu DACe na rynku sprzedawane za 3000, kosztują w istocie może 500.00 pln w produkcji 🙂
    No ale to tylko wnioski jednostki 🙂

    Podsumowując uważam że lepiej włożyć więcej w słuchawki i kolumny niż DACa. Bo różnice między nimi są niewielkie i nie dotyczą często jakości a samej barwy jako takiej.

  15. PIotr Ryka napisał(a):

    Koszty produkcji to nieco mylący wyróżnik. Bo wyobraźmy sobie, jaki byłby koszt wytworzenia dziesięć lat temu współczesnego procesora. Nieskończenie wysoki, prawda? Poza tym w ten sposób nie da się ocenić pomysłowości, zgromadzonego doświadczenia, przypadkowych odkryć. Tak więc to nie jest w pełni adekwatne kryterium. A sam jestem na etapie przymiarek do Ayona Sigmy i jakoś te rzeczywiste koszty i daleko idące podobieństwa nie są mnie w stanie pocieszyć.

    Tak przy okazji – a dlaczego wyleciał tak chwalony Lampizator?

  16. Maciej napisał(a):

    Lampizator trochę mi się osłuchał. W konfrontacji z nieco lepszymi nausznikami pokazał spore niedostatki w kontroli basu, braku jego różnicowania. Dodatkowo pewne podkoloryzowanie dodające uroku wokalom, ale odbierające naturalizm innym dźwiękom. Pewne braki w precyzji przy kreśleniu perspektywy zjawisk muzycznych = lekki bałagan na scenie. Całościowo dźwięk na swój sposób czarujący i dynamiczny ale jednak zbyt nacechowany konkretnym smakiem, nie pasującym do wszystkiego. Nie tak powinien grac referencyjny DAC 🙂

  17. Maciej napisał(a):

    Panie Piotrze noszę sie z zamiarem kupna t1 v2. Nutruje mnie tylko jedno … mianowicie jak wygląda kwestia dociążenia dzieku ? Bardzo pomogło by mi odniesienie do słuchawek które bdb znam jak hd600 hd650 he500 dt990 edition . Dziekuje Maciej

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Moje T1 V2 po jakichś mniej więcej pięciuset godzinach łaskawie się wreszcie dotarły i podczas ostatniej sesji porównawczej z Twin-Head podobały mi się bardziej niż NightHawk czy Audeze LCD-3. Tyle, że używam kabla Tonalium Audio i nawet chwilowo nie mam oryginalnego, który poszedł na wtyki przy muszlach. Poza tym T1 świetnie grają z Questyle CMA600i, tak więc można im znaleźć tańsze partnerstwo niż Accuphase i Twin-Head. Długo byłem z nich niezadowolony, bo wersja starsza grała kiedyś lepiej, ale teraz jestem.

  18. Piotr Kosowski napisał(a):

    Panie Piotrze…. Jestem w „przeddzień” pociągnięcia za cyngiel i zakupienia T1 V2. Doradził mi je pan jako jedne z bardo hologrficznie grających słuchawkonów. Obecnie najlepsze loty osiągam na otwartych Audio Technica AD700X, spodziewam się że będzie niezły postęp.
    Bardzo zaintrygował mnie ostatni pański wpis dot V2: ” Długo byłem z nich niezadowolony, bo wersja starsza grała kiedyś lepiej, ale teraz jestem.” – bo w pogoni za tą holografią powinienem wybrać, jak pan wspomniał, T1 w wersji z promienistymi osłonami przetwornika – ale po połowie roku polowań na headfi forum nie udało mi się trafić na sensowne słuchawki, nowych starych nie ma szasn kupić – a jeszcze zależy mi na wymiennym kablu (wmacniacz Yulong A28, Darkvoice 336 SE i byćmoże w przyszłości najlepszy Burson). Dlatego też dzisiaj niepewnie, pełen obaw, z pomiędzy T1, HD800, AD2000X finalnie skłaniam się w T1.V2, nóweczki od autoryzowanego dealera. Będą to pierwsze nowe flagowce które będę posiadał. Obaw pełno co do toru – tor będzie można w przyszłości ulepszyć, słuchawki raczej zostaną ze mną na lata. Wiem też jedno – nie będzie to koniec, po tych zapewne nie wytrzymam u kupię HD800 (niekoniecznie już nowe), na pewno też najwyższe ATH siedzą mi w głowie (oprócz AD700X podiadam też A700X, których scenę rozkminiałem bez mała przez dwa lata, kiefy to ich wręcz nie słuchałem, bo nie lubiłem).

    Ehh panie Piotrze – piękny świat, który za każdym razem pofrafi być inny, zaleźnie od muzyki jaka gra. Przez lata słuchania i spędzonych na czytaniu interneto-godzin doszedłem też do swoich wniosków, który z recenzentów jak słucha swojej muzyki, trzem osobom ufam bardzo w to co czytam, pan jest wśród nich.

    Śmiesznie trochę, bo niby młody już tak bardzo nie jestem, koniec świata to też nie jest, pieniądze nie śmieszne ale też przysłowiowej nerki za to nie oddaje – ale mimo wszystko emocje jak przed egzaminem na prawo jazdy jak się miało 17 lat – albo teraz albo nigdy…

    Pozdrawiam serdecznie
    kosq83

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Holografia w wersji nowszej jest analogiczna, a tylko samo brzmienie cieplejsze i bardziej nieco krągłe. Nie jestem pewien czy to aktualne, ale starsza wersja jeszcze do niedawna była w krakowskim Nautilusie. Tyle, że wymiana w niej kabla to oczywiście trudniejszy proces. Można ewentualnie zaczekać do połowy grudnia na Mr Speakers, chociaż ich recenzja będzie pewnie dopiero po nowym roku. W dodatku cena jeszcze nieustalona, ale zapewne od T1 będzie wyższa.

      Rozumiem te wątpliwości i rozterki
      Też pozdrawiam
      PR

      1. AAAFNRAA napisał(a):

        Na mp3Store już są ceny. Zależnie od kabla od 8999 do 9349. Mam na myśli oczywiście Ether Flow. Też o nich myślałem, ale cena…

        1. PIotr Ryka napisał(a):

          No tak – przy obecnym kursie dolara i po doliczeniu VAT-u tyle to z grubsza wychodzi. Pozmieniało się ostatnio. Też liczyłem na niższą cenę.

          1. PIotr Ryka napisał(a):

            Do tego ta ulepszona wersja Flow o wiele droższa.

          2. Stefan napisał(a):

            Może uda się jutro posłuchać Flow na spotkaniu w mp3store w Łodzi.
            Spotkanie od 11 do 16, będzie sporo dobrego do posłuchania.

          3. PIotr Ryka napisał(a):

            Tak, słyszałem o tym spotkaniu. Fostex HP-V8 też ma być.

  19. Stefan napisał(a):

    Chyba tak i Utopie, będzie się działo.
    Swoją drogą ten HA-3 to mocny zawodnik, HE1000 grają z nim taką holografią jak 009.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Triody 45, co chcesz. Musi grać.

      1. Stefan napisał(a):

        No ale aż tak dobrze 😉 Tego się nie spodziewałem. iCan jest świetny ale w ringu to nie ta waga
        moim zdaniem i całym szacunkiem do iFi.

  20. Piotr Kosowski napisał(a):

    Panie Piotrze dziękuję za cynk, nie skorzystałem, bo zanim przeczytałem komentarz, już dokonałem zakupu. Nie odbyło się bez małego poślizgu i słuchawki dotarły do mnie dopiero w piątek wieczorem. Wczoraj dopiero zaliczyłem pierwsze loty. Looooty jak stąd na orbitę i dalej. Takiego kosmosu to jeszcze nie uświadczyłem. Słuchawki są nie grzane, postanowiłem że skoro mam je mieć lata to niech się grzeją razem z moimi uszami. Mają mniej niż dziesięć godzin. To co piszę są to pierwsze moje wrażenia. Jakie są? Perfekcyjnie w sedno sprawy. Jest tak jak chciałem żeby było. Pytanie tylko czy mój sprzęt jest adekwatny i czy można z nimi polecieć dalej z lepszym. Wszystko mi się zgadza, są to najlepsze słuchawki które miałem okazję słuchać. Moje AD700X (oczywiście nie wytrzymałem i musiałem sprawdzić 1:1 z T1) spowodowały odruch na bełty jak je ubrałem. Nie ta liga i nie ma o czym mówić. T1 od samego początku poraża mnie głębią i potęgą dźwięku. Zacząłem od Jarre z winyli – te kawałki znam na pamięć o każdej porze dnia i nocy – winyle troszkę nie nowe – ale mimo wszysyko kosmos nabrał nowego znaczenia. Holografia – do tego potrzebuję warunków,wczoraj takie miałem – każdy kawałek przelot z muzą od samego początku do samego końca. Zauważyłem że wysokie tony są bardzo trójwymiarowe, a te wysokie które grają jako tło nie wystrzelają tak w górę w w ogóle. Bardzo mnie zajawiła ta przestrzenność góry. W ogóle to nie odbieram T1 jako jasnych słuchawek. Aż sie troszkę zdziwiłem – no ale jak przeszedłem z igły na D200 i pliki FLAC to tej góry dodało – ale dalej nigdy jeszcze nie było za dużo. Dzisiaj w ogóle jeszcze przyszedł mi nóweczka Darkvoice 336 SE i właśnie już 6 godzinę się grzeje i już słucham – od samego początku jest potęga. Dodaje im dociążęnia i zaokrągla dźwięki no i górę też trochę. Basu nigdy nie jest za dużo – schodzi nisko, jest potężny ale nic nie wypełnia. Sam swoją drogą uważam że bas jest wrogiem holgrafii – no i tutaj nie ma właśnie takiego ataku basu na przestrzeń w ogóle. Na tę chwilę to mogę jedynie podziękować za podpowiedź – jestem wystrzelony w galaktykę za każdtym razem jak słucham swojej muzy. Jest tylko jedna chyba bolesna sprawa – cały majdan słuchawek pokroju DT770, DT150, AD700X, K702, K550 czy PRO900 teraz można chyba shować – albo słuchać jedynie po przerwie od T1. Na pewno będę drut zamawiać do nich – tu też będę musiał albo prosić pradę albo poczytać – miedź, hybrydę, czy czyste srebro, no i balans oczywiście do Yulong A28, z przeplotką na single do Darkvoice.
    Piękny świat, piękny :)!

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      To gratuluję i cieszę się, że zakup dostarczył tyle radości. I oby wciąż dostarczał.

      1. Piotrek Kosowski napisał(a):

        Z racjonalnego punktu widzenia to ani słuchawki ani Darkvoice nie są w ogóle wygrzane i muszą grać nieswojo. Osobiście jestem mocno wierzący w zmiany po kilkuset godzinach grania – ale mimo to trudno mi wyobrazić sobie co może być lepiej. Więc założenie że będą cieszyć teraz i wciąż wydaje się jak najbardziej trafne 🙂
        Co tu dużo mówić zakup trafiony w moje oczekiwania stuprocentowo, dziękuję jeszcze raz 🙂

  21. Stefan napisał(a):

    Piotrze często piszesz o kabelkach Tonalium audio, cóż to za wynalazek, bo w necie nic nie widać?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      W necie jeszcze nie ma. Jutro mam rozmawiać z producentem o losach tego przedsięwzięcia. Ale kable świetne i można pewnie po znajomości coś wskórać, chociaż nie ręczę.

    2. Piotrek Kosowski napisał(a):

      Też przeszukałem internety i nie ma o nich nic. Nie spocznie dopóki nie zbalansuje T1. Narazie jest opcja srebra z innego źródła. Ehh, szkoda że się nie znamy 🙂

  22. Stefan napisał(a):

    No zobaczymy co potrafią te Beyerki, na wstępie nie odrzucają 🙂

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Już znalazłeś słuchawki pod choinką?

  23. Stefan napisał(a):

    Ciii już wracają pod choinkę to dla żony;)

  24. Andrzej napisał(a):

    Witam.

    Jakie sluchawki polecilby Pan, przy opisie czego brakuje mi w T1v2.

    Przede wszystkim basu, uderzenia, perkusja brzmi slabo wedlug mnie na T1.
    Nie ma sladu po koncertowym uderzeniu perkusji. Mam wrazenie, ze cala tonacja perkusji jest podniesiona.

    Wokal troche blizej niz w T1.

    Wiecej masy w dzwieku, potegi.

    Troche mniej gory.

    Po sklepowych odsluchach poki co najbardziej podobaja mi sie lcd-x, moze to podsunie jakies propozycje.

    Jakie sa alternatywy dla lcd-x??

    1. AAAFNRAA napisał(a):

      LCD-XC 🙂 i to nie jest żart.

    2. PIotr Ryka napisał(a):

      Podkreślony bas jest w Fostex TH-900. Mocny i gęsty w słuchawkach McIntosha i MrSpeakers Ether Flow. Bardzo potężny w niedrogich stosunkowo AudioQuest NoghtHawk i drogich Ultrasone Tribute 7.

      1. Andrzej napisał(a):

        TH-900 zdecydowanie za ostra gora.
        McIntosha nie sluchalem niestety.
        Ethery wydja sie byc ciekawe ,ale drogie.
        Nighthawk to wedlug mnie nie ta liga co lcd-x.
        Pewnie byly niewygrzane, ale graly slabo, a nie mam zamiaru liczyc na super odmiane z czasem.
        Ultrasony za drogie.

        Sprobuje jeszcze Eleary.

  25. Marek napisał(a):

    Witam Panie Piotrze. Mam do Pana pytanie jako znawcy tematu. Kupiłem ostatnio T1 V2 i muszę do nich kupić wzmacniacz. Który bardziej by pasował do nich: Burson Conductor Virtuoso czy Hegel HD12? Oba w podobnej cenie mógłbym nabyć z drugiej ręki. Pozdrawiam Pana.

  26. Marek napisał(a):

    A jeszcze zapomniałem o Questyle CMA600i. Jak do tej pory najbardziej skłonny byłem do Bursona ale już sam nie wiem. Naprawdę prosiłbym o jakąś podpowiedź.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Wszystkie są dobre. Sobie bym kupił Questyle.

  27. Marek napisał(a):

    Dziękuję za odpowiedź. A ja już byłem bliski kupna Bursona. Myślę, że pójdę za Pana radą i kupię jednak Questyle oczywiście brałem go pod uwagę po Pana recenzji, ponieważ często czytam Pana recenzje. Są super. Pozdrawiam.

  28. W__ napisał(a):

    Moim zdaniem T1 grają najlepiej z lampą. Jeżeli więc inwestować to warto się zastanowić.

    1. Kosq napisał(a):

      Mi też nasuwa się wniosek że te beyery które mam lepiej grają z lampy niż tranzystora, pod względem barwy. Scenicznie natomiast wygrywa tranzystor. Tylko nie wiem jak porównać klasowo do siebie wzmacniacze z których grają.

      1. W__ napisał(a):

        Miałem okazję słuchać T1 na różnych tranzystorach – tańszych i droższych. Czasem grały lepiej czasem gorzej, ale ich pełne możliwości można usłyszeć według mnie tylko na lampie i to nie każdej. Np. na hybrydzie Schitt Lyr 2 było bardzo średnio, na Cayin HA-1A którego aktualnie używam w pracy jest lepiej, ale to też nie to. W swoim głównym systemie słucham na OTL-u i jest to inna bajka.

        1. Piotr napisał(a):

          Możesz zdradzić na jakim wzmacniaczu OTL słuchasz swoich T1v2 ?

  29. Piotr napisał(a):

    Witam. Jaki wzmacniacz do zestawu Chord Hugo 2,Beyerdynamic T1v2, IFI IUSB,IFI Gemini Pan poleca ? Mam zamiar zakupu któregoś ze sprzętów z wyższej półki.Do wyboru mam Ayon HA3 wersja 1, Trilogy 933, Leben CS300XS oraz IFI ICan Pro.Muzyka od M.Davisa po Led Zeppelin i Tool. Nie mam możliwości posłuchać każdego przed zakupem, stąd moja prośba o pomoc.Czy posiadane obecnie elementy mojego zestawu są odpowiednie klasowo do proponowanych wzmacniaczy ? Dziękuję za pomoc i pozdrawiam.

    1. AAAFNRAA napisał(a):

      Jak tylko do słuchawek i tylko T1v2 to pomyśl o OTL-u. Jak tak mam: Hugo 2 -> OTL na 6sn7 (6f8g) + 6as7 (7236, 6080) -> T1v2 i na Lebenie cs300f praktycznie nie słucham. Jest zabawa z doborem lamp, u mnie obecnie 121 kombinacji (!), a kolejne lampy upatrzone, i to za cenę 5 razy mniejszą niż Leben. Żeby nie było Leben co zacny wzmacniacz, ale z OTL jest ta wciągająca zabawa z brzmieniem.

      1. Piotr napisał(a):

        A jaki konkretnie wzmacniacz OTL polecasz do T1v.2 ? Czy brzmienie Lebena jest gorsze od Twojego OTL -a ? Jak na tle wspomnianego wzmacniacza wypada wzmacniacz wbudowany do Hugo 2 ?

    2. Piotr Ryka napisał(a):

      Do T1 sobie chyba bym kupił Wells Audio Milo, albo może Phonitora?. Ale każdy z wymienionych powinien grać bardzo dobrze. Mam w tej chwili u siebie Lebena i HA-3 (poprawionego), to w ciągu jakiegoś tygodnia sprawdzę, który dla T1 lepszy. Wzmacniacz OTL też można oczywiście polecić, mają ten swój szczególny smaczek, a z moim Twin-Head T1 grają rewelacyjnie.

  30. Andrzej napisał(a):

    Nie pomogę, ale mam prośbę.
    Jak już jakis wzmacniacz kupisz, opisz proszę swoje wrażenia w porównaniu do wzmacniacza w Hugo2.

  31. Piotr napisał(a):

    Jeśli możesz sprawdzić Piotrze to będę wdzięczny. Twój Twin-Head jest tylko jeden taki, ale może znajdę wzmacniacz który zagra z T1 na zbliżonym poziomie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy