Recenzja: Astell & Kern KANN

Astell & Kern KANN HiFi Philosophy 009   Wojna o wielki i wciąż pęczniejący rynek odtwarzaczy przenośnych trwa w najlepsze. Do zmagań stanęły zarówno firmy okrzepłe wcześniej w branży stereo, pokroju Sony, Pioneera czy Onkyo, jak również powstałe przede wszystkim na potrzeby tego przenośnego grania, jak tytułowy iRiver Astell & Kern, Cowon czy FiiO. Żadna ze stron nie osiągnęła przewagi, niemniej godzi się odnotować, iż to wyroby stosunkowo młodego, południowokoreańskiego Astella są obecnie uważane za najlepsze, najbardziej elitarne. Przy okazji także najdroższe, potrafiące sięgać ceną niezłego zestawu stacjonarnego. Jednakże tym razem debiut nie tyczy kolejnego jeszcze droższego lidera, tylko produktu mającego łączyć wybitność z przystępnością. Do tego mającego zaskoczyć konkurencję wyjątkową mocą, jakiej z przenośnym grajkiem nikt jeszcze nie oferował.

Astell & Kern KANN to bowiem przenośny odtwarzacz plików ze zintegrowanym wzmacniaczem analogowym. Ktoś westchnie: – Też mi nowina… A któryż nie ma jakiegoś wbudowanego wzmacniacza? Fakt, każdy ma – inaczej by nie grał. Tyle że wzmacniacz wzmacniaczowi nierówny, a także nierówne sposoby ich integracji. Wszystkie były co prawda jeszcze niedawno jednakie, tyle że w dwóch wariantach. Podstawowym – polegającym na umieszczaniu w obudowie pojedynczego lub dwóch op-ampów (po jednym na kanał), aby dedykowanym odtwarzaczom przenośnym słuchawkom o dużej skuteczności wystarczająco wzmacniać sygnał. I drugim – zewnętrzno-rozszerzającym – kto bowiem chciał posługiwać się mniej skutecznymi (a tych w przedziale najwyższej jakości jest większość), zmuszony był metodą gumowych obejm dokooptować analogowy wzmacniacz zewnętrzny; co zyskało największą popularność za Oceanem, gdzie wybór wzmacniaczy dopinanych bądź noszonych przy pasku stał się szczególnie duży. Aliści pod koniec 2015 roku pojawił się nowy wariant –  specjalny, dedykowany moduł wzmacniający dla szczytowego Astell & Kern AK380 – mocowany śrubowo, ściśle przylegający, zasobny mocą i już zrecenzowany. W tamtej recenzji pisałem, że ma on dla jakości dźwięku znaczenie zasadnicze i dopiero z jego pomocą najlepszy odtwarzacz Astella pokazuje ile jest wart. Nazwałem to zdaje się nawet pełnoformatowym high-endem, a w każdym razie byłem pod wrażeniem. I chyba nie tylko mnie tamto rozwiązanie się spodobało, ponieważ Astell postanowił iść za ciosem i wprowadza teraz na rynek odtwarzacz KANN o podobnych parametrach, jednakże (oby jak najwięcej takich jednakże) zdecydowanie tańszy. Mało tego, mający za zadanie dosłownie zmieść konkurencję, czego głównym orężem ma być właśnie wspomniany wzmacniacz; już taki nie na śrubę, tylko wmontowany na stałe. Wraz z zainstalowanym wysokiej klasy przetwornikiem i implementowaną symetrycznością przy cenie 4990 PLN ma oferować brzmienie zdolne tego dokonać, czego producent taki jest pewny, że debiut nowego pupila opropagandował hasłem: „Jeden player nad wszystkie!”

No to zobaczmy…

Wygląd i budowa

Astell & Kern KANN.

Czas na zmiany – Astell & Kern KANN.

  Astell & Kern KANN musi mieć w tej sytuacji powierzchowność różną od standardowej. Kiedy patrzymy nań wprost, wydaje się normalny; zwykłej wielkości i z klasycznym prostokątem ekranu dotykowego, ale gdy spojrzeć pod kątem, natychmiast widać większą grubość. Cudów nie ma, mocniejszy od zwykłego czy nawet niezwykłego op-ampa wzmacniacz analogowy gdzieś musiał się podziać. Podział się oczywiście pod spodem, aby najlepiej się schować i nie przeszkadzać w komunikacji. Podział też chytrze, bo w kompozycji obudowy po skosach; coś w stylu ukośnych przejść nowoczesnej architektury i jednocześnie z repertuaru ergonomii. Ścianki boczne zbiegają ukośnie ku środkowi i są karbowane, dzięki czemu trzyma się przyjemniej i mocniej; a jest co trzymać, bo chociaż urządzenie nie ma wielkości smartfona na którym dałoby się usmażyć jajecznicę, wszelako waży swoje. Nie aż tyle co AK380 z modułem AMP, niemniej ponadnormatywne 280 gramów, czyli jedną trzecią więcej niż przeciętny konkurent. To musi się dać odczuć, ale mnie specjalnie nie przeszkadzało, jako że zdecydowanie wolę cięższe a lepsze grajki od lekkich gorszych. (Choć oczywiście gdzieś trzeba postawić tamę, by nie dojść do wagi dużego odważnika.)

Powierzchowność, jak przystało na to gromko zapowiedziane „zmiatanie”, okazuje się nie tylko specyficzna, ale też modelowo dopracowana. Cały przód to czterocalowy dotykowy ekran o rozdzielczości 800×480, uzupełniany na dole ładnie skomponowanymi przyciskami podstawowej obsługi i po prawej karbowanym rantem, w który sprytnie wkomponowano pokrętło potencjometru – tak by pozwalało na trzymanie i obsługę jedną ręką. (Dla lewej będzie to palec wskazujący a prawej kciuk). Pokrętło chodzi lekko i dla precyzji skokowo, a choć ledwo widoczne jest duże, tak więc wygląd i sposób użycia zdecydowanie in plus, podobnie jak dobre leżenie w dłoni. I to jeszcze, że cały odtwarzacz jest z aluminium oraz dostępny będzie w różnych wersjach kolorystycznych, między innymi grafitowej, srebrnej i błękitnej.

Pozostała część spraw związanych z obsługą dzieje się na dole i u góry. U góry mamy dwa gniazda słuchawkowe (symetryczne 2,5 mm i niesymetryczne 3,5 mm), a także niewielki przycisk aktywacji oraz symetryczne i zwykłe wyjście liniowe, a od spodu dużą i małą szczelinę kart pamięci (obie dla max 256 GB pojemności), a także port mini USB typ-C z podpisem DATA/CHARGE oraz micro USB podpisany AUDIO, co oznacza między innymi obsługę MTP (urządzeń multimedialnych), w tym formatu DoP (DSD over PCM).

KANN to zupełnie nowe podejście marki Astell & Kern dp designu.

KANN to nowe, ulepszone  podejście marki Astell & Kern do designu.

Ładowanie może odbywać się w trybie zwykłym lub przyspieszonym i odnosi do akumulatora litowo-polimerowego o pojemności 6,200 mAh, mogącego podtrzymać pracę do maksimum 14 godzin. W przypadku ładowarki Fast jednogodzinne podłączenie oznaczać będzie  ponad sześć godzin pracy, w przypadku zwykłej ponad cztery.

Tryb Audio obejmuje praktycznie każdy format, w tym wyliczone expressis verbis WAV, FLAC, MQS, WMA, MP3, Ogg, APE (normal, high, fast), AAC, ALAC, AIFF, DFF i DSF.

Obróbkę sygnału powierzono uchodzącej za najlepszą z dostępnych pojedynczej kości Asahi Kasei Microdevices Verita AK4490EN z zegarem AK8157A, potrafiącej obsłużyć próbkowanie 768 kHz PCM i czterokrotne (11.2 MHz) DSD, mającej także implementowaną świeżej daty profesjonalną technologię poprawy brzmienia VELVET SOUND™, której dobrodziejstw mogliśmy doświadczyć we flagowym AK380. Jest to bowiem ten sam DAC, tyle że pojedynczy i bez filtra OSR Doubler. Dynamika osiąga tu 120 dB, THD 0,004%, a współczynnik S/N lokuje poniżej – 112 dB. Pasmo przenoszenia obejmuje dla gęstych plików 20 Hz – 70 kHz, a zegar pracuje z dokładnością do 200 femtosekund, co przekłada się na jitter o wartości mierzonej 30 ps.

Najbardziej sławiony jako dobrodziejstwo implementowany wzmacniacz analogowy może działać w trybach Normal i High, w pierwszym oferując 2Vrms na obu wyjściach, a w drugim 4Vrms na zwykłym i 7Vrms na zbalansowanym.

Producent z dumą chwali się też obsługą bezprzewodową: Wi-Fi: 802.11 b/g/n (2.4GHz) i Bluetooth: V4.0 (A2DP, AVRCP, aptX HD) oraz możliwością pracy sieciowej DLNA (Ver. 1.0), czyli bezprzewodową współpracą z PC, tabletem, smartfonem i odpowiednio przystosowanym systemem stereo.

Płaską, geometryczną bryłę serii AK urozmaicono falistą fakturą.

Bryłę serii AK urozmaicono falistą fakturą.

Pamięć wbudowana ma pojemność 64 GB, a obsługiwane systemy operacyjne to Windows 7, 8, 8.1 i 10 w wersjach 32 i 64-bit oraz MAC OS 10.7 i nowsze. Całość dostajemy w tradycyjnie eleganckim opakowaniu Astella z wielkim logo firmy na wieczku oraz napisem KANN na srebrnej obwolucie, jednak z uwagi na fakt, że recenzowany egzemplarz był przedprodukcyjnym, gołym demo na użytek dystrybutora, nie mogę powiedzieć jakie dołącza doń standardowe wyposażenie.

Odsłuch

Nowość A&K posiada całkiem bogaty wybór wyjść...

Nowy A&K posiada spory wybór wyjść…

   Skoro nowy KANN taki ma być dla konkurencji zabójczy, niechże obije mu ona boki i zobaczymy, czyje będzie na wierzchu. Do zawodów stanął tańszy o prawie połowę (3000 PLN) Questyle QP1R i trzykroć przeszło droższy (17000 PLN) flagowy AK380, a do testowego tria odtwarzaczy dołączyły cztery pary słuchawek: Klipsch X20i i Beyerdynamic Xelento – jako reprezentanci dokanałowych oraz Fostex TH900 Mk2 i MrSpeakers Ether Flow C (kabel Tonalium) – jako przedstawiciele nausznych.

Ze słuchawkami Klipscch X20i

Questyle

Może nie aż budżetowy ale zdecydowanie najtańszy w stawce odtwarzacz pokazał z też najtańszymi ale również nie budżetowymi słuchawkami kawał dobrego brzmienia. Same słuchawki niedługo zyskają recenzję, tak więc teraz tylko przedrecenzyjnie napiszę, że zaprojektowano je ze znawstwem brzmienia i ergonomii. Świetnie siedzą w uszach i świetnie grają, toteż brzmieć z nimi świetnie nie jest sztuką, zwłaszcza że dużo potrafią wybaczyć. Grają przestrzennie, treściwie i elegancko na całym przekroju pasma, w tym z basem potrafiącym zaskoczyć rozmiarami. Ale o słuchawkach teraz tylko jako tle zmagań, natomiast sam Questyle zaoferował brzmienie gładkie, lekko ocieplone, nasycone, głębokie i z wokalami dobrze oddającymi indywidualizmy głosów, o których można powiedzieć, że wraz z całym brzmieniem były gładkie i ciepłe, ale  mimo brzmieniowej głębi nieznacznie sopranowo podbarwione.

A zatem gładź, ciepło, biało-kremowe oświetlenie i lekki sopranowy posmak skontrastowany z głębią, nasyceniem i basem. Sam zaś bas mimo nieraz efektownej potęgi z tego wszystkiego najsłabszy jakościowo, bo chociaż mający zejście, to za słabo wypełniony i nie dający wrażenia prawdziwości; rażący cokolwiek sztucznością nawet przy wysokiej jakości plikach. Tekturowe za bardzo brzmienie zarówno u perkusji jak kontrabasu. Scena natomiast duża, ale nie do końca uporządkowana, z lekko pływającymi źródłami. Ogólnie jednak dobre granie z wyraźną tendencją do optymistycznych nastrojów, tyle że nie aż imponujące a właśnie zwyczajnie dobre i tak po prostu przyjemne. Gładkie, ciepłe, nieco zbyt pogłosowe i bez pretensji do wyrafinowania, ale dające satysfakcję.

...oraz wejść.

…oraz wejść.

AK380

Drożyzna pokazała zdecydowanie większą głębię, wyraźnie lepszą rzeźbę tekstur i większe wyrafinowanie całości, a na bazie tego przejmujący już naturalizm i bas deklasujący poprzednika jakością. Może aż nieco przesadny, bo Klipsch lubią podbić basik, ale satysfakcjonująco masujący, elegancko wypełniony, z perkusją i kontrabasem bez żadnej umowności. Scena większa i lepiej uporządkowana, ze źródłami na jednej płaszczyźnie i dobrze osadzonymi. Styl ogólny także gładki i z nutką ciepła, ale przy większej przejrzystości i bezpośredniości o wiele bardziej realistyczny.

KANN

Wahałem się czy dać opis recenzowanego na koniec, czy zachować narastanie cenowe, i doszedłem do wniosku, że lepiej będzie jednak sumować dany etap recenzowanym.

KANN okazał się temperaturowo bliższy neutralności. Bez wyczuwalnego ciepła ani chłodu, bez prób przymilania, dogrzania. Plan pierwszy względem AK380 podobnie bliski, lecz więcej nieco pogłosu, słabsza nieznacznie bezpośredniość, a światło biało-szarawe a nie biało-kremowe. Transparentność lepsza niż z Questyle i większa też szczegółowość, jednakże wypełnienie i bezpośredniość nie takie jak w modelu flagowym. Przede wszystkim jednak ogólne poczucie trzeźwości i realizmu a nie upiększania i umilania, które u Questyle było jawne, a u AK380 schowane nieco za wysuwającą się przed wszystko bezpośredniością i popisami basu. W tej sytuacji ogólny wydźwięk nie skierowany na poprawę nastroju ale bardziej ku refleksji i realizmowi. Można do tego dopisać, że AK380 grał bardziej jak gramofon, a KANN bardziej jak wysokiej klasy CD.

Ze słuchawkami Beyerdynamic Xelento

Niezależnie od tego, że dokanałowe Klipsch są udane i zasługują na pochwałę, nowe dokanałowe Beyerdynamic to wyższa liga nie tylko pod względem ceny. Nie nastawione na polepszanie słabego sygnału tylko maksymalną wierność przekazu, potrafią wprawiać w osłupienie nawet użytkownika najwyższej klasy konstrukcji wokółusznych.

Za pośrednictwem 4" wyświetlacza dotykowego obsługujemy dobrze znany interfejs produktów marki Astell & Kern.

Za pośrednictwem wyświetlacza dotykowego obsługujemy dobrze znany z poprzednich modeli interfejs.

Questyle

I to już z umiarkowanie drogim odtwarzaczem jak ten. Do tego stopnia, że słuchając go od pierwszych taktów ogarnęły mnie wątpliwości, czy droższe w ogóle są potrzebne. Dźgnięty tej miary realizmem i taką bezpośredniością zastygłem i słuchałem, czując się po trosze, a może nawet znacznie bardziej nieswojo; jak zawsze gdy słuchane brzmienie wykracza daleko poza ramy oczekiwań. To naprawdę niedalekie było perfekcji, zarówno w mierze jakości jak przyjemności. Gładkość i lube ciepło pospołu z szybkością, dynamiką, przejrzystością i szczegółowością. Tak satysfakcjonujący stan rzeczy mogły zaburzyć jedynie porównania, ale na nie nie trzeba było długo czekać.

AK 380

Prawie sześć razy droższy odtwarzacz pokazał przede wszystkim lepsze wypełnienie, aczkolwiek i on jeszcze nie takie idealne w kategoriach absolutnych. Wszakże nie dużo lepsze, ponieważ Questyle miał już całkiem dobre, niemniej lepsze – dające większą miąższość uderzeniom perkusji i moc wibracjom kontrabasu. Także lepsze zawieszanie dźwięków w przestrzeni, zarówno dłuższymi wybrzmieniami, jak też lepszym porządkiem sceny z łatwiej uchwytną jej płaszczyzną, której odpowiednie czucie pojawia się tylko przy precyzyjnej, dobrze zorganizowanej lokacji źródeł. Super też melodyjność – jeszcze gładszą na powierzchni i głębiej przenikającą w brzmienia – zaś w całościowym odbiorze wciąż lekkie odejście od realizmu na rzecz  umilania. Do tego lepszą całościową spójność, większą różnorodności dźwiękową i ciekawsze wokale. Sumarycznie zaś wcale nie lepszość przepastną, bynajmniej nie deklasującą; niemniej dającą do zrozumienia za co się płaci, czyli czucie muzycznej satysfakcji za większe pieniądze większe. A w takim razie klasyczny audiofilski stan rzeczy: „wielkie pieniądze nie robią wielkiej różnicy, ale robią różnicę”.

KANN

Względem przedmiotu recenzji dźwięk stającego z nim do porównań Questyle okazał się bardziej przyjemny lecz mniej prawdziwy. Gładszy, kładący większy nacisk na melodyjność i nieznacznie cieplejszy, ale równocześnie bardziej powierzchowny, prędzej ześlizgujący się po dźwiękowej powierzchni. To nie była duża różnica, nawet trzeba powiedzieć że mała, lecz taka na pewno z miejsca do usłyszenia, a nie po jakichś gruntownych zastanowieniach. Poza tym KANN oferował wytrawniejsze – wyżej idące i bardziej prawdziwe soprany oraz więcej nieco szczegółów, widocznych przede wszystkim na powierzchniach dokładniej skanowanych tekstur. Lepsze także – prawdziwsze min. dzięki tym przenikliwszm sopranom wokale, jak również większą dźwięczność. Dobitniejsze też, jak to mawiają audiofile, „cykanie”, a także bardziej przejrzyste spektrum i większa głębokość sceny.

A jak wypada nowy grajek w porównaniu do swojego najsilniejszego kuzyna?

A jak wypada nowy grajek w porównaniu do swojego najsilniejszego kuzyna?

Gdyby nie fakt, że wypełnienie basu u wszystkich, nawet AK380, nie w pełni było satysfakcjonujące, ze słuchawkami Beyerdynamic nazwałbym brzmienie KANN już czystym high-endem. Albowiem bardzo szeroka i głęboka scena, należyty na niej porządek, wyczuwalna też holografia i popisowa transparentność medium. Bardzo do tego bliski plan pierwszy z dojmującą obecnością artystów i objęciem słuchacza akcją, i na okrasę tekstury z łechcącym audiofilską próżność meszkiem. Dobra, nawet więcej niż dobra dynamika i budząca uznanie przenikliwość, zupełnie wyzbyta elementu drażnienia. Jednakże nieco lepsze wypełnienie by temu wszystkiemu nie zaszkodziło, ale to był jedyny mankament i nie taki z narzucających się, tylko widoczny wyraźnie dopiero w porównawczej analizie. Świetna za to szybkość oraz głębokość brzmienia, a chociaż ślad w nim dodanego pogłosu i metaliczności, to ledwie na czubek noża, bez żadnych pejoratywnych odczuć.

Uczciwie trzeba jednak przyznać, że melodyjność, głębię dźwięku i wypełnienie lepsze oferował AK380, który prócz tego grał wyraźnie cieplej i z jeszcze lepszym porządkiem, w tym lepiej uwidocznioną płaszczyzną sceny. Nieco stylem umilającym, ale niewątpliwie na najwyższym z porównywanych poziomie. Stylistycznie podobnie do Questyle, a inaczej niż zmierzający ku trzeźwemu realizmowi KANN.

Odsłuch cd.: Z Fostex TH900 Mk2

Faktycznie, zgodnie z zapowiedziami KANN potrafi naprawdę dużo.

Faktycznie, zgodnie z zapowiedziami KANN potrafi naprawdę dużo.

   Darujmy sobie od teraz systemowe porównania, bo z grubsza już pokazały jak sprawy się mają, natomiast nie stroniąc całkiem od nich przysłuchajmy się możliwościom szeroko reklamowanego mocnego wzmacniacza KANN w zmaganiach ze słuchawkami nie dedykowanymi aparaturze przenośnej, choć wciąż stosunkowo łatwymi do napędzenia. Łatwymi jednak wyłącznie pod względem potrzebnej siły, natomiast trudnymi gdy idzie o jakość, bo jak już wiele razy pisałem, są te TH900 kapryśne i pogłosowe, co czyni je trudnym partnerem. W tym wypadku jeszcze trudniejszym, jako że KANN sam zdążył pokazać tendencję do pogłosu, a jak wiadomo podwajanie może skutkować przesadą.

Kto jednak chciałby oprzeć na tym graniczącą z pewnością sugestię zakończonej katastrofą współpracy KANN z flagowymi Fosteksami, stałby się kolejną ofiarą nielogiczności audiofilizmu. Zupełnie na przekór logice właśnie z Fosteksami zagrał KANN cieplej, gładziej i całkiem bez pogłosu. Jakby pożyczył od matematyki zasadę „minus mnożony przez minus daje plus” i zaczął grać w podobnym stylu jaki prezentował wcześniej AK380. A jeśli gdzieś tam wyżej padła sugestia, że brak mu wypełnienia (a padła wielokrotnie), to spokojnie możemy teraz zwalić to na karb dokanałowych słuchawek, bo z wokółusznymi zupełnie tego nie było. Charakterystyczna dla Fosteksów basowa pulsacja z super wypełnieniem także w przypadku współpracy z KANN przejawiła się w całej rozciągłości, stanowiąc ozdobę a nie przedmiot krytyki. Także konieczna do dopełnienia tego dynamika w pełni rozwinęła skrzydła, a charakterystyczne dla stylu odtwarzacza bliskie sytuowanie pierwszego planu stworzyło silną więź z wykonawcami na zasadzie niczym nie zakłócanej bliskości.

Jakby tej hecy z pogłosem było nie dość, wzięty do porównania Questyle zagrał teraz chłodniej i bardziej pogłosowo. Pojęcia nie mam skąd taka naraz krzyżówka stylów przy różnego typu słuchawkach, ale z faktami próżna dyskusja. Kwestionowanie ich zostawmy politykom i doktrynerom, sami natomiast przyjmijmy do wiadomości zaskakującą sytuację o nieznanej genezie.

I to nie tylko z dokanałowymi mikrusami.

I to nie tylko z dokanałowymi mikrusami.

Niemniej zmuszony jestem napisać, że nieznacznie chłodniejszy i znacznie bardziej pogłosowy teraz sposób prezentacji Questyle był przy całej różności bardzo zbliżony jakością, to znaczy podobnie świetny. Mniej potrafiący budować bezpośredniość kontaktu, ale lepiej dzięki pogłosom modelujący trzeci wymiar przestrzenny dźwięków towarzyszących. Jednego i drugiego odtwarzacza słuchało się więc pierwszorzędnie, a mimo większego u Questyle pogłosu każdorazowo było to brzmienie ciepłe i bez śladu obcości. No kurczę – można, a nawet trzeba, używać tych Fosteksów ze sprzętem przenośnym, choć faktem jest, że dedykowane grajkom przenośnym słuchawki dokanałowe poza miarą wypełnienia i obecnością nie tylko samego dźwięku w uszach (czego osobiście nie lubię), potrafią być równie przekonujące.

Z niemałą ciekawością, nie wiedząc czego się spodziewać, sięgałem po najdroższy odtwarzacz. Względem KANN znów ukazały się różnice nieznaczne, niemniej i tym razem z miejsca do wyłapania. Głębsze przenikanie w strukturę dźwięku, głębiej czesane, bardziej „mechate” tekstury, głębsze całościowo brzmienie i wyraźniej podkreślone kontury z dodatkiem nieznacznej aury pogłosu; jakże charakterystycznego dla tych Fosteksów, a nie wiedzieć jakim sposobem zjedzonego przez Astell & Kern KANN. Także AK380 był ciepły, ale już trochę nostalgiczny, dumający bardziej nad życiem. Nie tylko je z apetytem konsumujący, ale też cokolwiek w refleksji. I bardziej mu z tym było do twarzy niż wcześniej z optymizmem dokanałówek, przynajmniej według mnie. W sumie zatem najwyższa klasa za największe pieniądze, aczkolwiek wielokrotnie tańsi ani trochę nie dali się pobić i wyszli jak najbardziej z twarzą. Też słuchało się ich rewelacyjnie, a że ciut słabiej jakościowo, to prawie nie przeszkadzało.

Z MrSpeakers Ether Flow C (kabel Tonalium)

Na finał zostawiłem słuchawki najdroższe i najtrudniejsze do napędzenia, choć w Ameryce stosowane ze sprzętem przenośnym powszechnie i z wielkim powodzeniem. By uzyskać tą samą (czyli wysoką) siłę głosu co z Fosteksami, wystarczyło podnieść poziom ze 100 do 115 na 150-cio punktowej skali regulacji ekranowej KANN i z jakichś 115 do 130 u AK380.

Ether także zagrały bez pogłosu (no, może ze śladowym) i też ciepło, a nawet cieplej. Nieco też jaśniej – z lepszym doświetleniem a mniejszym naciskiem na czerń tła. Z mniejszym też procentowym udziałem basu, co rugowało dopiero w porównaniu widoczne nieznaczne dudnienie, lecz przede wszystkim szybciej i żywiej. Mniej dociążonym ale też pogłębionym dźwiękiem, a przy tym bardziej żywym, świetlistym, perlistym, odrobinę wyższym i bardziej rozszumianym. Kojarzącym się z ciepłym wiatrem kołyszącym listowie w dzień słoneczny, bez śladu zamglenia. Tamto granie bardziej tężało w swej masywności krocząc wolniej, to było żywsze, ruchliwsze, złożone z większej ilości elementów.

Okazało się, iż KANN potrafi napędzi również słuchawki, których teoretycznie nie powinien wysterować żaden przenośny odtwarzacz.

Okazało się, iż KANN potrafi napędzi również słuchawki, których teoretycznie nie powinien wysterować żaden przenośny odtwarzacz.

Bardzo dobrze do siebie pasujących, tworzących organiczną całość z efektownym, ruchliwym podświetleniem. Wiało od tego optymizmem, ale tak ożywionym, że ani trochę nie nudzącym jednostajnością klimatu. Momentalnie zostałem do tego grania przekonany, choć trzeba przyznać, że takie przekonanie powtarzało się z każdymi słuchawkami i każdym odtwarzaczem. Niemniej to z Ether perkusja w KANN okazała się najlepsza – jednocześnie obfita masą, szybka i akustyczna. Do tego z tym doświetlaniem dźwięku, naprawdę efektownym. Nie spowijającym wszystkiego cieniami tylko igrającego światłem. Z mety stało się jasne, dlaczego Amerykanie tak te MrSpeakers faworyzują i czemu przyrównują do elektrostatów, tyle że mocniejszych basowo. Faktycznie grało niezwykle szybko i żywiołowo, z rzadkim bogactwem brzmienia. Tętniło, było w ruchu, tańczyło własny taniec. Niewątpliwe najżywszy obraz – najbardziej efektowny i najbardziej przestrzenny. Po amerykańsku także optymistyczny, wpatrzony w jasną stronę życia.

Questyle zagrał nieco ciemniej, wolniej, mniej żywo; podobniej nieco do tego, co prezentowały wcześniej Fosteksy. Bardziej na ciemnym tle a mniej świetliście, jak również chłodniej. Poza tym teraz to on gorzej modelował trójwymiarowość dźwięku, a także nie był obligatoryjnie optymistyczny, tylko bardziej z uczuciową mieszanką. W sumie też bardzo dobre brzmienie i gdybym od niego zaczął, na pewno byłbym całkowicie usatysfakcjonowany, choć na tle słuchanego wpierw KANN wypadło to trochę martwo. Niby pod każdym względem bez zarzutu, ale nie z taką dawką ożywczości, światła, chyżości. Tak jakby jego muzyka była starsza, nie tak już młodzieńczo ruchliwa.

Najdroższy AK380 też zabrzmiał od KANN trochę smutniej, prezentując nastrojowo bardziej wyważone podejście; i znów na najwyższym poziomie, którego przymioty już przy Fosteksach wyliczyłem. Czy jego nieznacznie większą przenikliwość, głębię obrazowania i gładszą muzykalność traktować będziemy jako rzecz marginalną, możliwą do zapomnienia, czy jako walor wart poniesienia zdecydowanie większych kosztów, to każdy sam musi osądzić, ja natomiast mogę napisać, że obiektywnie biorąc różnica okazała się niewielka. Żaden odtwarzacz nie miał przy tym najmniejszego problemu z mocą, aczkolwiek jej niewykorzystany zapas największy posiadał KANN. Biorąc z kolei poprawkę na zapamiętane brzmienie AK380 z dokręcanym modułem AMP, przy jego obecności różnica względem KANN byłaby większa, za oczywiście jeszcze znacznie większe pieniądze.

I być może KANN nie posada tak dogłębnego brzmienia jak jego drożsi rywale, ale w połączeniu ze świetnym wbudowanym wzmacniaczem stanowi nie lada kąsek.

I być może KANN nie posada tak dogłębnego brzmienia jak jego drożsi rywale, ale w połączeniu ze świetnym wbudowanym wzmacniaczem stanowi nie lada kąsek.

Na koniec wypróbowałem możliwości mocowe KANN do napędzania słuchawek uchodzących za już szczególnie trudne, czyli Crosszone CZ-1, by nie bez zaskoczenia stwierdzić, że wcale nie są trudniejsze od MrSpeakers. Oferujące przy tym swoim zwyczajem jeszcze bogatsze – bardziej trójwymiarowe i bardziej analogowe brzmienie. Stereofonię mają te Crosszone poza konkurencją, co przy odtwarzaczu przenośnym okazało się szczególnie ciekawe. Na ulicy wyglądałoby się w nich osobliwie i nie są zamknięte, ale jakość zawsze pozostaje jakością, a one z obecnie produkowanych dynamicznych obok Focal Utopia i Ultrasone Jubilee mają najlepszą.

Podsumowanie

Astell & Kern KANN HiFi Philosophy 003   iRiver Astell & Kern KANN nie zmiótł wprawdzie ani tańszego Questyle, ani tym bardziej droższego własnej firmy modelu flagowego, który mimo wszystko okazał się lepszy w każdym aspekcie poza stosunkiem jakości do ceny i mocą (pod której względem na wyjściu niesymetrycznym ustępuje nieznacznie). Niemniej i bez tego nowicjusz okazał się wyrobem ze wszech miar udanym. Dopracowanym stylistycznie, wygodnym w obsłudze, wykonanym z gatunkowych surowców, a przede wszystkim oferującym muzyczne doznania na poziomie bardzo bliskim najlepszych przedstawicieli własnego gatunku. Owszem, flagowiec gra płynniej i głębiej przenika w muzykę, ale to są różnice wprawdzie niepomijalne, lecz do łatwego łyknięcia. Przez krótką chwilę zapominasz, że tamto lepiej grało, a potem już nie pamiętasz, spokojnie oddając się muzyce. Tak, to prawda że AK 380 z modułem AMP tak łatwo już zapomnieć się nie da, ale można o nim zapomnieć za sprawą ekonomii, tak więc nie zawracajmy sobie nim głowy. Natomiast z pobliża cenowego nie widzę konkurencji mogącej poważnie zagrozić, jako że KANN nie ma wad, a ma masę zalet. W dodatku jego moc ruguje konkurencję w rodzaju recenzowanego onegdaj Pioneera, który wprawdzie grał równie wyrafinowanym dźwiękiem, ale szczególnie okazał się słabowity. Szkoda jedynie, że nie udało się przetestować wyjścia symetrycznego, ale obecne w teście słuchawki dokanałowe nie miały odpowiedniego przyłącza. Zapewne w symetrycznej konfiguracji dynamika jest jeszcze lepsza, a może także coś jeszcze, ale to już inni ustalą.

 

W punktach:

Zalety

  • Brzmienie nieznacznie tylko ustępujące szczytowemu AK380.
  • Szczegółowe.
  • Melodyjne.
  • Bardzo dynamiczne.
  • Wyraziste.
  • Całkowicie transparentne.
  • Ze słuchawkami dokanałowymi o niezłym a wokółusznymi bardzo dobrym wypełnieniu.
  • Przenikliwe a nie męczące soprany.
  • Wyrafinowane, przekonujące autentyzmem wokale.
  • Mocny, z odpowiednimi słuchawkami rewelacyjny bas.
  • Bliski pierwszy plan.
  • Wciągnięcie słuchacza w muzyczną akcję.
  • Pełna otwartość na styl podpinanych słuchawek.
  • Żadnych problemów z pogłosem.
  • Szeroka i głęboka scena.
  • Zaznaczająca się holografia.
  • Bardzo przyjemna, intuicyjna obsługa.
  • Dobry dotykowy ekran.
  • Efektowny wygląd na bazie aluminiowej obudowy.
  • Wyjątkowa moc wbudowanego analogowego wzmacniacza.
  • Symetryczność.
  • Łączność bezprzewodowa.
  • Może pracować jako DAC.
  • Najlepsza z dostępnych kość przetwornika.
  • Wspierana femtosekundowym zegarem.
  • Duża pojemność i szybkie ładowanie akumulatora.
  • Dobry stosunek jakości do ceny.
  • Renomowany wytwórca.
  • Made in South Corea.
  • Polski dystrybutor.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Cięższy i grubszy od przeciętnego.
  • Brak etui ochronnego.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: MIP

Dane techniczne Astell & Kern KANN:

  • Wyświetlacz: Dotykowy 4″ WVGA(480×800)
  • Wspierane pliki audio: WAV, FLAC, WMA, MP3, Ogg, APE(Normal, High, Fast), AAC, ALAC, AIFF, DFF, DSF
  • Częstotliwość próbkowania: PCM:8 kHz~384 kHz (8/16/24/32 bit) , DSDNatywny): DSD64(1 bit 2.8MHz), Stereo/DSD128 (1 bit 5.6MHz), Stereo/DSD256 (1 bit 11.2MHz), Stereo
  • Moc wyjściowa: [Wyjście słuchawkowe] Normal: 2Vrms Niesymetryczne / 2 Vrms Symetryczne
  • High: 4 Vrms niesymetryczne / 7 Vrms symetryczne
  • Wyjście liniowe: 2 Vrms niesymetryczne / 2 Vrms symetryczne
  • DAC: AKM AK4490 x1 (pojedynczy DAC)
  • Dekodowanie: Wspieranie do 32bit 384kHz bit to bit
  • Wejścia: USB typu C (ładowanie i transfer danych – PC i MAC)
  • Połączenie typu MTP (Urządzenie multimedialne)

 

Wyjścia:

  • Słuchawkowe, Liniowe – Słuchawkowe (3,5mm) / Symetryczne (2,5mm, tylko 4 pinowe)
  • Audio USB – micro USB / PCM: do 32bit 384kHz / DSD 2.8MHz, 5.6MHz
  • Wi-Fi: 802.11 b/g/n(2.4GHz)
  • Bluetooth: V4.0(A2DP, AVRCP, aptX HD)
  • Wymiary: 71.23mm[szer] x 115.8mm [wys] x 25.6mm [gł]
  • Waga: 278.7g
  • Obudowa: Aluminowa
  • Kolory: Astro Srebrny, Eos błękitny
  • Dodatkowe funkcjonalności: Aktualizacje oprogramowania przez OTA

 

AUDIO

Pasmo przenoszenia

[wyjście słuchawkowe] 0.067dB(20Hz~20kHz) niesymetryczne / 0.067dB(20Hz~20kHz) symetryczne 0.75dB(20Hz~70kHz) niesymetryczne / 0.75dB(20Hz~70kHz) symetryczne

 

[wyjście liniowe] 0.07dB(20Hz~20kHz) niesymetryczne / 0.07dB(20Hz~20kHz) symetryczne

0.75dB(20Hz~70kHz) niesymetryczne / 0.75dB(20Hz~70kHz) symetryczne

 

Odstęp sygnału do szumu

[wyjście słuchawkowe] 110dB @ 1kHz, niesymetryczne / 109dB @ 1kHz, symetryczne

[wyjście liniowe] 116dB @ 1kHz, niesymetryczne / 117dB @ 1kHz, symetryczne

 

Przesłuch

[wyjście słuchawkowe] -108dB @ 1kHz, niesymetryczne / -130dB @ 1kHz, symetryczne

[wyjście liniowe] -135dB @ 1kHz, niesymetryczne / -135dB @ 1kHz, symetryczne

 

Współczynnik zawartości harmonicznych

[wyjście słuchawkowe] 0.004% @ 1kHz, niesymetryczne / 0.0008% @ 1kHz, symetryczne

[wyjście liniowe] 0.0008% @ 1kHz, niesymetryczne / 0.0007% @ 1kHz, symetryczne

 

Zniekształcenia IMD SMPTE

[wyjście słuchawkowe] 0.0008% 800Hz, 10kHz(4:1) niesymetryczne / 0.0008% 800Hz, 10kHz(4:1) symetryczne

[wyjście liniowe] 0.0006% 800Hz, 10kHz(4:1) niesymetryczne / 0.0006% 800Hz, 10kHz(4:1) symetryczne

Impedancja wyjściowa: [wyjście słuchawkowe] 3.5mm(0.65ohm) / symetryczne 2.5mm(1.3ohm)

[wyjście liniowe] 3.5mm(1.9ohm) / symetryczne 2.5mm(5ohm)

ZEGAR

Jitter: 30 ps(Typ.)

Jitter zegara referencyjnego: 200 femto sekund

 

PAMIĘĆ

Wbudowana: 64 GB.

Zewnętrzna: microSD (Max. 256 GB) x1: SD (Max. 256 GB) x1

BATERIA

Pojemność: 6.200mAh 3.7V Litowo-Polimerowa

 

System:

  • Odtwarzacze przenośne: Astell & Kern AK380, Astell & Kern KANN, Questyle QP1R.
  • Słuchawki: Beyerdynamic Xelento, Crosszone CZ-1, Fostex TH900 Mk2, Klipscch X20i, MrSpeakers Ether Flow C (kabel Tonalium).
Pokaż artykuł z podziałem na strony

27 komentarzy w “Recenzja: Astell & Kern KANN

  1. Lord Rayden napisał(a):

    Kann będzie próbował powalczyć z zestawem kanapkowym AK300 plus AK380 AMP. Zestaw sklepowo droższy ale z rabatami, lub biorąc pod uwagę używki.. W każdym razie użytkowo zestaw jest uniwersalniejszy bo można go rozłączyć i na ulicę brać samo AK300. W Kannie jest co prawda DSD natywnie odtwarzane ale tu trzeba się zastanowić jaką kolekcją plików dysponujemy.
    Oczywiście problem jest większy, kiedy mamy kupić nowego DAPa i wybieramy. Kiedy mamy juź zestaw 300/380, to moim zdaniem nie ma go po co na siłę zmieniać. Nie wypowiadam się o jakości dźwięku bo Kanna jeszcze nie dotykałem. No jak się spodoba to problem jest większy.

    Rzucając Kanna na rynek, AK trochę zamieszał. Można mieć do niego pretensje – sporo osób ma już AK300, dokupiło do niego AMP… i nagle alternatywa (trochę tańsza – bo zakładam,że posiadacz AK300 może nie mieć środków na przejście na drogi AK380, czy nawet AK320). AK może myśleć jednak o innych, nowych użytkownikach, którym nie spodobał się DX200, wolą dźwięk Astelli. Dostają coś w cenie do zaakceptowania.

  2. Sławomir S. napisał(a):

    Kolejny przedstawiciel nowego gatunku, DAP co to kanapki nie potrzebuje. Wydaje sie, że Ibasso dx200 czy AR też do takich należą. Zapotrzebowanie na takie grajki jest oczywiste, no to AK z opóźnieniem, ale wstawił swojego przedstawiciela. Czy z porównywanej trójki i przy najtrudniejszych słuchawkach, widoczne były różnice w zdolności poprawnego wysterowania ?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Niewątpliwie KANN wysterowywał najlepiej, co znalazło wyraz w recenzji kiedy pisałem, że Questyle z MrSpeakers wypadł na jego tle trochę martwo. To właśnie klasyczny efekt niedostatecznej mocy.

  3. Stefan napisał(a):

    Najlepiej z trójki recenzowanej, ale taki DX200 pewnie stanowiłby konkurencję, tym bardziej że ma wymienne moduły
    wzmacniacza. No ale KANN bije wszystkich baterią.

  4. WęgielOn napisał(a):

    Tak bardzo tu brak głównego konkurenta jakim jest dx200 który mocowp jest bardzp podobny…

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Ktoś przyśle, to się porówna.

  5. Mateo napisał(a):

    Czytając pana recenzje panie Piotrze za każdym razem kiedy mowa o Qp1r czuję jakoby pan po prostu nie doceniał tego grajka. Zauważyłem ogromne zmiany po 200h w jego brzmieniu i śmiem twierdzić iż jego umiejętności sceniczne , rozdzielczość czy waga instrumentów połączone z dzwięcznością oraz bardzo urzekającymi wokalami tworzy zjawisko które ciężko znaleźć w innych odtwarzwczach przenośnych. Za niezwykle urzekające można uznać również echo które razem z powietrzem niesie się z każdym dźwiękiem czy wibracje gitar. No i co tu więcej pisać żaden astell&Kern nie da mu rady nawet flagowy. Proszę odnieść się do tego wpisu.

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Sądzę, że doceniam ten odtwarzacz, ponieważ bardzo mi się podoba. Na całym przekroju testu nieznacznie tylko ustąpił KANN, a że jest słabszy od AK380, to trudno żeby było inaczej przy tak różnym wkładzie surowcowym.

      1. Sławomir S. napisał(a):

        Recenzencka rzecz wartościować. W sieci niestety pełno jest teraz gładkich i nic nie mówiących quasi testów, które są bardziej informacją handlową niż recenzją. Dlatego cenię sobie zdolność Autora do kreowania czytelnego przekazu. I widać, że QP1R nie zachwycił, a może oczekiwania były na miarę przełomu, a tego recenzenckie ucho nie odnotowało. Przyjmuję. Niemniej solidarnie z Mateo (i subiektywnie rzecz jasna, znając dobrze trochę produktów A&K))stawiam granie QP1R na najwyższej półce, tyle, że zawsze występuje tu zjawisko mniejszej lub większej synergii ze słuchawkami. Znany na rynku recenzenckim Srajan wybrał QP1R do pary z HE-1000 jako połączenie zjawiskowe. Ale kto wie, może to KANN właśnie ów mały przełom stanowi….

  6. Marecki napisał(a):

    Ciekawy ten Astell. A co w zanadrzu?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Sporo rzeczy. Te słuchawki dokanałowe, parę niedrogich słuchawkowych wzmacniaczy, kolejne ifi, Groove, coś w tygodniu ma jeszcze przyjechać.

  7. Piotr Michalak napisał(a):

    Beyerdynamic Xelento i AK T8ie mk2 – to samo, czy jednak co innego?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Sądzę, że to samo. AK nie robi samodzielnie słuchawek, a wygląd jest identyczny. Opakowanie też.

  8. Jakub Hakało napisał(a):

    Widzę, że w AK leży na doskonałej kanapie z AVID Ingenium 🙂 Jak wrażenia z tego gramofonu po dłuższym posłuchaniu? Recenzję oczywiście czytałem.

  9. AndrewPL napisał(a):

    Bardzo dobra recenzja i chętnie przeczytałbym porównanie jakości dźwięku do Plenue 2, który ma zainstalowany jeszcze nowszy DAC AK4497EQ

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Może kiedyś takie porównanie dojdzie do skutku, ale nie mogę obiecać.

  10. EjKej napisał(a):

    Panie Piotrze, w tekście znajduję się niewielki błąd merytoryczny. W kontekście jakości wspomina Pan, że AK4490 jest obecnie najlepszą kością ze stajni Asahi Kasei Microdevices, co nie jest do końca prawdą, bo jeszcze lepszy jest AK4495, a za TOTL służy tu AK4497 (http://www.akm.com/akm/en/aboutus/news/20160107AK4497_001/).

  11. Paweł napisał(a):

    Bardzo interesuje mnie, jak Kann radzi sobie z obsługą Bluetooth. Niestety, AK300 nie potrafi wysyłać dźwięku w standardzie Bluetooth z obsługą korektora parametrycznego. Do zewnętrznych urządzeń wysyłany jest jedynie ‚czysty’ dźwięk. W przypadku wzmacniacza może i ma to sens ale już w przypadku słuchawek Bluetooth niekoniecznie. NIestety, nikt nie potrafił mi wyjaśnić dlaczego zwykły telefon potrafi to, czego nie ptorafi kosztujący 4kPLN odtwarzacz. Będę wdzięczny za opinie w tej sprawie.

  12. Maciej M napisał(a):

    Bardzo ciekawa recenzja. Zastanawiam się nad tym odtwarzaczem oraz Questyle QPR2 do AudioQuest NightHawk. Czy KANN będzie oferował dużą różnice odnośnie holografii oraz sceny?

    1. Introverder napisał(a):

      Maciej, może to kwestia synergii, ale dla mnie QP2R jest przekombinowane jeśli idzie o brzmienie i zbyt zamulone. Dla mnie QP2R nie wart jest swojej ceny. Ja testowałem z Sonorousami 6, ale kompletnie QP2R mnie niczym nie przekonały.

  13. Introverder napisał(a):

    Ciekawe czy AK Kann trafić może w moje gusta.

    Ogólnie z DAP-ów czuję, że może najbliżej mi do szkoły Astell & Kern, ze względu na sporą wierność brzmienia jak sądzę przynajmniej niektórych modeli – jak np. AK300, bo np. Cowony grają muzykalnie, ale skoro P1 mi się nie spodobał (dźwięk pływa i to jakoś zaburza mi harmonię i brzmienie), to pewnie Cowon Plenue 2 nie ma co sprawdzać?..

    QP2R przepadł dla mnie (przesadzili i jest to przemulone jakieś dla mnie), DX200 to w ogóle nieporozumienie. AK70 to taka zabawka dla mnie.

    A AK300 mam na testach (łącznie z AMP-em dedykowanym). Gra czuję wiernie, ale brakuje mi większego formatu dźwięku, sceny, lepszej rozdzielczości i fajniejszego wypełnienia i może mniejszej szorstkości i czuję, że AK300 brzmi dopiero dobrze z AMP – bez brzmi dla mnie fałszywie, a to zmniejsza opłacalność takiego rozwiązania.

    Więc zastanawiam się czy AK Kann może mi to zapewnić czego brakuje mi w AK300, no i większej klasy dźwięku.

    Słuchawki to zasadniczo Sonorousy 6, HE400S zostały przez S6 chyba wysłane na emeryturę :).

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Nie słuchałem AK300 więc nie umiem powiedzieć.

  14. Maciej M napisał(a):

    Dzisiaj przyjechał do mnie KANN. Muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony. Wcześniej używałem Cayin i5 + Chord Mojo. Rzeczywiście gra podobnie jak najlepszy model (odsłuchany na AudioShow). Słucham na AQ Nighthawk oraz wypożyczonych Final Sonorous VI. Naprawdę godny usłyszenia. Uważam KANN za dobry krok Astell&Kern na rynku. Ergonomiczny – wygodnie leżący w dłonie oraz kieszeni, bardzo dobry wzmacniacz, sprawdzony z lubiącymi elektrownie HiFIMAN HE-560. Podłączyłem na chwilę, podczas odsłuchu
    w sklepie, następnie usłyszałem dźwięk nie ustępujący sklepowemu Schiit Valhalla 2. Tylko Schiit Valhalla nie zmieści się do kieszeni, nie ma również sekcji DAC, ani nie posłuży jako źródło. Do zastosowań mobilnych jak najbardziej polecam.

    1. Introverder napisał(a):

      No a format dźwięku – mógłbyś go nazwać stacjonarnym-pełnoformatowym, scena jest duża, dźwięki odpowiednio wypełnione i pełne? Jakbyś opisał brzmienie Sonorousów 6 z Kannem, czujesz, że mogłoby być lepiej czy jest to wszystko tam to czego Sonorousy potrzebują?

      Bo ja słuchałem Sonorous 6 z AK300 + AMP i do Qyuestyle’a cma400i ten zestaw nie ma startu i jest wg mnie nieopłacalny cenowo i jakościowo.

      1. Introverder napisał(a):

        Bo mam wrażenie, że mobilny sprzęt to taka zabawa przy stacjonarnym, ale chciałbym się mylić.

        Questyle cma400i + Sonorous 6 to mam wrażenie świetne combo, odpowiednio zgrywające się ze sobą i ciężko mobilnemu sprzętowi może się zbliżyć do porządnego zestawu stacjonarnego.

        Kann musiałby być duużo lepszy niż AK 300 + AMP żeby pewnie mi się spodobać..

  15. Maciej M napisał(a):

    Słuchałem Sonorous 6 z cma400i. Niestety Questyle zrobił kawał dobrej roboty, jeżeli miałbym wybór wolałbym go słuchać stacjonarnie z cma400i. Moim zdaniem AK300 + AMP jest nieznacznie gorszy od nowego KANN. Myślę, że nie warto wymieniać AK300.

    1. Introverder napisał(a):

      No ja ten zestaw poznałem trochę, ale usunąłbym słowo „niestety”, bo to jest po prostu opłacalny zestaw (na razie hipotetyczny, bo o ile mi wiadomo być może nadal jest tylko jedna sztuka w kraju), który może chyba naprawdę sporo osób zadowolić – mnie w tej chwili zadowala i całość zgrywa się tak, że nie słyszę jakichś złych wybrzmień..

      Hmm, trochę zmartwiło mnie Twoje słowo nieznacznie gorszy, bo szczerze to żeby Kann mi się podobał, to musi być WYRAŹNIE i duużo lepszy od AK300 + AMP. Musi to być blisko toru stacjonarnego albo bliżej – wypełnienie, format dźwięku, ale i przestrzeń/scena.

      Ja w tej chwili mam z odtwarzaczy tylko Ak Jra, ale on mnie już nie zadowola.

Komentowanie zamknięte na czas aktualizacji serwisu. Za utrudnienia przepraszamy

© HiFi Philosophy